Niedziela, 19.01.2020 r.

Pierwsze czytanie: Iz 49, 3.5-6

Tekst stanowi wyjątki z drugiej pieśni (utożsamianego przez nas z Chrystusem) sługi Jahwe, mówiącej o powołaniu, motywacjach i subiektywnej ocenie przyszłej służby Bogu. Pojawiające się tu zestawienie sługi z Izraelem wydaje się stać w sprzeczności z dalszym fragmentem tekstu, gdzie zgromadzenie Izraela wokół wcześniej powołanego sługi ma być efektem jego działań podjętych we współpracy z Bogiem. Mówiąc o ukształtowaniu człowieka, autor ma tu na myśli specjalny rodzaj aktywności Boga (bliski stworzeniu, ale jednak z nim nie tożsamy), którego efektem jest jednostka ludzka w pełni zgodna z zamiarami Jahwe i zdolna do realizacji Jego unikalnych i przeznaczonych dla niej właśnie planów. Nie chodzi tu jednak o przemianę duchową dojrzałego człowieka, a o proces mający swój początek wraz z jego pojawieniem się na świecie. Człowiek będący w sytuacji sługi może być niepewny natury swojej misji – Jahwe wychodzi, więc naprzeciw jego wątpliwościom i dokładnie określa jego zadania. Człowiek tak powołany jest nie tylko obdarzany mocą niezbędną do łatwego wykonania powierzonego mu zadania, ale i co dla niego nie mniej ważne, świadomy otrzymywanych z łaski Bożej darów. Sługa staje się w ten sposób świadomym nosicielem Bożego światła przeznaczonego dla nieznających Jahwe narodów pogańskich.

Psalm responsoryjny: Ps 40, 2ab.4ab.7-8a.8b-9.10

Słowa dzisiejszego Psalmu stanowią nie tylko królewskie dziękczynienie dla ratującego z wielkiej udręki Boga, ale także i refleksję nad wielką wartością, jaką dla wiernego stanowi złożenie całej swej nadziei w Panu. Co więcej, spełnianie dziękczynienia jest nie tyle obowiązkiem człowieka, co sama jego możliwość jawi się nam jako dar i łaska otrzymane od Boga. Warunkiem koniecznym jest wyrażone tu w słowach ‘oto przychodzę’ posłuszeństwo Bożemu wezwaniu. Ale nawet i to, że człowiek jest do niego uzdolniony, powinien odebrać on jako dar. Posłuszeństwo prowadzi do radosnego przestrzegania prawa i wypełniania posłannictwa, jakim jest publiczne i odważne głoszenie ludziom na całym świecie przymiotów i majestatu Pana. Stanowi to z jednej strony publiczne wyznanie wiary a z drugiej dowód zależności od Boga. Pełnienie tak rozumianej woli Jahwe stanowi więc dla oranta najważniejszy, by nie powiedzieć, że jedyny, cel jego życia. Będące wynikiem postawy wewnętrznej posłuszeństwo staje się tu o wiele ważniejszym wyznacznikiem religijności człowieka niż formalne wypełnianie obowiązków wynikających z kultu ofiarniczego, który jednak nie tracąc całkowicie swojego znaczenia, staje się po prostu warunkiem wstępnym posłuszeństwa i dziękczynienia.

Drugie czytanie: 1 Kor 1, 1-3

Paweł, zwracając się formalnie do Koryntian, przemawia jednak także i do wszystkich i ‘na każdym miejscu’. Nie odchodząc w swoim pozdrowieniu od formy typowej dla wprowadzenia do starożytnego listu, umieszcza w nim jednak treści dotyczące żywotnych dla niego tematów. Koncentrują się one wokół problematyki powołania i świętości. Jest dla niego oczywiste, że obie te kwestie wynikają ze zbawczej inicjatywy Boga Ojca działającego w tej mierze za pośrednictwem Jego Syna Chrystusa. Paweł nie waha się tu przedstawić jako apostoł, co oznacza, że przynależność mu tego tytułu nie będzie dla odbiorców listu wątpliwa. Łatwo zauważyć, że w oczach Pawła tak naprawdę i on, i odbiorcy listu są tak samo wybrańcami Boga z tą jedynie różnicą, że ich zbiorowym powołaniem jest świętość, a nie konkretne i postawione mu indywidualne zadanie, jakim jest apostołowanie. Adresaci listu są z kolei nazywani w pierwszym rzędzie Kościołem Bożym, ale także i uświęconymi w Chrystusie i świętymi przez wezwanie Boga. Tworzony przez nich Kościół jako należący do samego Boga nie może być więc traktowany jako własność tego, czy innego człowieka. Uświęcenie Koryntian dokonało się przez oddzielający ich od tego co wcześniejsze i świeckie chrzest. Użyte w pozdrowieniu określenia „łaska” i „pokój” mają charakter życzeniowy i odsyłają do całokształtu daru zbawienia, jaki jest udzielany przez Boga Ojca równocześnie i przez Chrystusa i w Chrystusie. Pochodząca z kultury greckiej łaska, czy też pomyślność nabiera tu w słowach Pawła cech teologicznych, a wywodzący się z kręgu judaizmu pokój odnosi się dla niego do czasów mesjańskich, które właśnie nadeszły. Co więcej, oba te dary udzielone razem stać się powinny skutecznym narzędziem naprawy tego wszystkiego, co zostało zniszczone grzechem panującym także i wśród będącej adresatem listu, a targanej podziałami i sporami wewnętrznymi wspólnoty korynckiej.

Ewangelia: J 1, 29-34

Słowa dzisiejszej Ewangelii to pochodzące z ust Jana Chrzciciela świadectwo o Jezusie. Ewangelista nie opowiada tu wydarzeń, czyli samego udzielonego przez Jana chrztu, a koncentruje się, w zamian (co typowe dla całego dzieła Jana) na przekazaniu zawierającej ważne prawdy teologiczne osobistej relacji zaangażowanego świadka. W tym akurat przypadku pochodzącej od Jana Chrzciciela, co czyni ją nie tylko pierwszą, ale i poprzez jej bezpośredniość niezwykle ważną. Gdy Jan mówi: „ujrzałem”, odnosi się do wydarzenia chrztu, które obserwował z unikalnej pozycji jego uczestnika. Mówiąc o zstąpieniu Ducha pod postacią gołębicy z jednej strony nawiązuje on tu do znanego z Księgi Rodzaju obrazu Ducha unoszącego się nad wodami, z drugiej zaś odnosi się on nie tylko do Izraela, którego dla judaistów symbolem była gołębica, ale co jeszcze ważniejsze zapowiada powiązane z rozpoczynającą się właśnie misją Jezusa założenie podwalin nowego Ludu Bożego. Dla opowiadającego o swych spostrzeżeniach Jana oczywista jest nie tylko wyższość Chrystusa nad nim, ale także i to, że skoro Duch Święty pozostaje nad Chrystusem już na stałe, to właśnie On, a nie Jan, którego zadaniem było jedynie przygotowanie drogi dla Mesjasza, będzie zdolny do tego, by Jego dar przekazywać, chrzcząc już nie tylko wodą, ale także i Duchem. To, co do tej pory miało być ‘jedynie’ symbolem nawrócenia, stanie się teraz środkiem do całkowitej duchowej przemiany człowieka. Pojawiający się w ustach Jana nieznany z kart Starego Testamentu, ale charakterystyczny dla ‘kręgu Janowego’ tytuł ‘Baranek Boży’, już na tak wczesnym etapie narracji ewangelicznej zapowiada z kolei w póki co w jedynie zawoalowany sposób ofiarę życia, jaką Jezus-Mesjasz złoży w przyszłości na Krzyżu. Chrystus-Baranek na podobieństwo znanego z kultu świątynnego ofiarnego zwierzęcia weźmie według intencji Ewangelisty na siebie przekleństwo grzechu, uwalniając od niego w ten sposób wszystkich obciążonych nim ludzi. Kolejne pojawiające się tu ważne określenie to ‘Syn Boży’. Chrześcijańskiemu czytelnikowi ma się ono kojarzyć z tym, co wcześniej było powiedziane o Słowie, które było Bogiem. Jan dzięki Bożemu objawieniu dostrzegł naturę Jezusa i otwarcie ją głosi. Dla ówczesnych jego słuchaczy słowa te ukrywają swój właściwy sens, zachowując jedynie kontekst historyczny. Dzięki czemu właśnie stają się możliwe do przyjęcia dla nich bez potrzeby radykalnego odrzucenia charakteryzującego judaizm ścisłego monoteizmu.

 

Poniedziałek, 20.01.2020 r.

Pierwsze czytanie: 1 Sm 15, 16-23

Sytuacja, w jakiej znajduje się lud Izraela, jest zarazem nowa i trudna. Nieprzyjaciele – Filistyni i plemiona kananejskie, wymagają reorganizacji życia społecznego i skupienia go wokół „nowości” – monarchii. Należy jednak pamiętać, że to Jahwe – prawdziwy Pan Izraela – decyduje, kto będzie rządził Jego ludem. Prowadzi to do charyzmatyczno-religijnego rozumienia królestwa izraelskiego. W końcu to Jahwe namaszcza króla i bez Jego błogosławieństwa władza traci swe podstawy. Dlatego też plany króla powinny być zgodne z wolą Jahwe. Pozornie nie budzące zastrzeżeń działania, gdy pozostają niezgodne z planem Boga, są z tego właśnie powodu uznane przez Boga za odstępstwo i stają się przyczyną odrzucenia przez Niego tak postępującego człowieka podobnego do tego, jakie znane jest z historii potopu. Choć w tym akurat przypadku chodzi tu i o złamanie zasady świętej wojny (cherem, czyli przeznaczenie zdobytych dóbr na ofiarę), a nie poddanie ich rytualnemu zniszczeniu i co nie mniej ważne – o przywłaszczenie sobie sprawstwa zwycięstwa – wyniku interwencji Boga, wynikająca z tych wydarzeń zasada ma charakter ogólny – wewnętrzne posłuszeństwo wobec woli Boga powinno zawsze decydować o działaniach człowieka i wyprzedzać wszelkie nawet najbardziej spektakularne zewnętrzne działania kultyczne.

Psalm responsoryjny: Ps 50, 8-9.16b-17.21-23

Psalm dzisiejszy stanowi wchodzące w skład celebracji liturgicznej łagodne w swojej formie pouczenie moralne, jakiego najprawdopodobniej ustami króla udziela swemu ludowi sam Bóg Izraela. Pieśń w swoim przekazie wyjaśniając ich prawdziwą naturę, nie odbiera wartości składanym ofiarom, ale zaznacza wyraźnie, że nie są one Bogu, ani do niczego niezbędne, ani też i miłe zwłaszcza, gdy nie wiążą się z odpowiednio czystą postawą duchową. Najistotniejszym celem ofiary ma być zawsze uwielbienie Boga i uznanie Go za Pana i Władcę Świata, a nie na przykład zacieśnianie więzi rodowych, czy też budowanie wokół czynności kultycznych swego rodzaju ośrodka państwotwórczego. Co więcej, wiara, by prowadzić do osobistego spotkania z Bogiem, nie może ograniczać się jedynie do znajomości prawa Bożego, ale musi przekładać się na życie wiernych. W innym przypadku zgodnie ze słowami Jahwe ostrzegającego swych wyznawców przed niebezpieczeństwami płynącymi z hipokryzji – żyjący jakby Boga nie było ‘grzesznicy’ dalecy od tego by ‘postępować uczciwie’, powinni dla własnego dobra powstrzymać się od werbalnego przywoływania poleceń Boga. W innym przypadku ich niespójne wewnętrznie postępowanie może doprowadzić do tego, że zamiast zbawienia dotknąć ich może gniew Boży.

Ewangelia: Mk 2, 18-22

Dzisiejsza perykopa wpisuje się w cykl opowiadający o narastaniu konfliktu pomiędzy Jezusem a reprezentującymi jeden z dwóch głównych nurtów ówczesnego judaizmu: uczonymi w Piśmie. Spór prezentowany w dzisiejszej perykopie liturgicznej nie dotyczy uzdrowień (jak to zazwyczaj bywa w Ewangeliach), a zachowywania postów. Ten powszechnie przyjęty zwyczaj był przestrzegany zarówno przez uczonych – faryzeuszów jak i przez Jana Chrzciciela i jego uczniów. Jezus i jego uczniowie postępują inaczej – nie przestrzegając przynajmniej niektórych zalecanych postów, narażają się na niechęć i krytykę, poszczących zazwyczaj przez dwa dni w tygodniu, środowisk ‘tradycjonalistycznych’. Nie łamią oni jednak nakazów prawa Mojżeszowego gdyż to nakłada obowiązek postu jedynie raz w roku: w Dzień Przebłagania. Jezus, który jako Syn Boży posiada władzę także i w obszarze modyfikacji panujących zwyczajów religijnych, by uzasadnić postepowanie swych uczniów (za które jest on zgodnie ówczesnymi zasadami nauczania odpowiedzialny), posługuje się trzema metaforami. Już samo to pokazuje, jak ważne było dla Niego przekonanie słuchaczy do swoich racji. Skoro Królestwo Boże właśnie nadeszło, a Syn Boży przebywa na ziemi razem ze swymi będącymi w oblubieńczej z Nim relacji uczniami – nie wypada się smucić, bo czasy Mesjańskie to nieustanne gody weselne, w czasie których zgodnie ze zwyczajem żydowskim i post, i ciężka praca są zakazane. Które to, symbolizujące przyjście Boga na ziemię, gody wraz męczeńską śmiercią Mistrza już niedługo się skończą. Co więcej, Jezus wskazuje na to, że oba porządki ducha są nie do połączenia ze sobą, a dawnej opartej o nakazy i zakazy prawa ekonomii zbawienia nie da się już w żaden sposób uratować. Próby takie nie tylko nie przyniosą korzyści żadnej ze stron, ale co więcej i stare, i nowe idee niszcząc się nawzajem, pójdą na marne. Użyta w tym miejscu gra słów wskazuje jednak na pewną nadzieję. Co prawda, jeśli wlać by nowe wino, czyli nauki głoszone przez Mesjasza do starych sztywnych i rozciągniętych do granic możliwości bukłaków – tradycyjnego i sformalizowanego judaizmu – szkoda jest pewna. Co innego, jeśli użyte zostaną w tym celu bukłaki ‘nowe’, a tak naprawdę zgodnie ze znaczeniem użytego słowa greckiego nawet nie tyle ‘nowe’, co ‘odnowione’ lub ‘nowsze’. Tak rozumiane stwierdzenie to wskazuje niewątpliwie na to, że nowa wiara – chrześcijaństwo nie pojawi się w oderwaniu, a na odnowionej podwalinie duchowej wiary dotychczasowej – judaizmu.

 

Wtorek, 21.01.2020 r.

Pierwsze czytanie: 1 Sm 16, 1-13

Skutkiem odrzucenia Saula przez Jahwe jest nowe zadanie powierzone Samuelowi, sprowadzające się do odnalezienia i namaszczenia Dawida – nowego wybranego przez Boga króla Izraelitów. Stawia to Samuela w podwójnie niekomfortowej sytuacji. Pomimo płynącego od Pana wyraźnego przekazu: „to ode Mnie, nie od Saula zależą losy Izraela”, prorok, będąc związany emocjonalnie z Saulem, z trudem jedynie wypełnia wolę Jahwe, nakazującą mu przestać żałować odrzuconego króla. Z drugiej strony obawa o reakcję Saula prowadzi do ukrycia w tajemnicy namaszczenia Dawida. Obawy Samuela skutkują także i tym, że pragnie on wypełnić swą misję jak najszybciej. Zawarta w tekście wyraźna sugestia, że Boży wybór najmłodszego z synów Jessego, Dawida, jako dokonany bezpośrednio przez Jahwe, nie opiera się o ludzkie kryteria, a Duch Boga może być udzielony na pozór niegodnemu Go, stanowi ważne pouczenie teologiczne dla czytelników. Warto także zauważyć, że opowiadania o relacjach pomiędzy Saulem i Dawidem nie tylko powstały na podstawie starej i wielokrotnie przerabianej i uzupełnieniowej tradycji ustnej, ale też wyraźnie wyróżniają się poprzez zaakcentowanie wyłącznej roli woli Boga na tle szerszego nurtu znanych z wielu kultur opowieści o konflikcie pomiędzy starym władcą i młodym pretendentem do tronu.

Psalm responsoryjny: Ps 89, 20.21-22.27-28

Utwór, z którego pochodzą dzisiejsze wyjątki to zarazem jedno z najdłuższych jak i najbardziej skomplikowanych dzieł całego Psałterza. Jego powstanie można łączyć z sytuacją przygnębienia, jakie opanowało naród po śmierci króla w bitwie. Odczuwane powszechnie poczucie klęski prowadziło wielu do utraty wiary w moc Jahwe i do narastania w nich przekonania, że bogowie Egiptu i Babilonu są od Niego nie tylko silniejsi, ale i bardziej zaangażowani w sprawy swoich wrogich Izraelowi wyznawców. Mamy tutaj do czynienia z wyrażeniem przez oranta sprzeciwu przeciw takiemu myśleniu połączonego z podkreśleniem wyższości Boga Jedynego nad wszelkimi bożkami pogańskimi. Wyrażana tu wiara wyznawców Jahwe ma znaleźć swoje podstawy w niepodważalnym Słowie Boga przemawiającego w widzeniach do najbardziej pobożnych ze swoich czcicieli. Słowa Psalmu korespondują także i z zawartym w pierwszym czytaniu opisem powołania Dawida na tron królewski, czyniąc go zarazem i ziemskim namiestnikiem, i adoptowanym synem Jahwe. Moc króla staje się w tym rozumieniu nie jego własną zasługą, a wyłącznym darem z Nieba. W konsekwencji król Izraela staje się najwyższym spośród królów ziemi na podobieństwo Boga Najwyższego górującego nad bogami królestw pogańskich.

Ewangelia: Mk 2, 23-28

Konflikt pomiędzy Jezusem i faryzeuszami narasta. Ci ostatni czujnie podążają za Nim, by nawet w sytuacji zupełnie prywatnej – czyli w trakcie podróży – móc zauważać i ujawniać kolejne formalno-prawne niedociągnięcia Jego uczniów, obciążające według panującego wówczas zwyczaju nie tyle ich co odpowiedzialnego za ich zachowanie Nauczyciela. Tym razem idzie o Szabat i o zrywanie, i łuskanie kłosów z mijanego właśnie, należącego do kogoś przypadkowego pola obsianego pszenicą. Warto tu zauważyć, że zarzutem nie jest tu kradzież, bo taka ‘samoobsługowa gościnność’ akceptowana jest przez prawo Mojżeszowe, o ile dokonywana jest ręką, a nie za pomocą sierpa. Rzecz leży w przepisach prawnych dotyczących Szabatu. Spośród 39 czynności wtedy zakazanych z formalistycznego punktu widzenia tradycji, czyli tak zwanej Tory ustnej, a taki przyjmują faryzeusze, mamy tu do czynienia z naruszeniem aż dwóch (a może i trzech, bo i sama podróż była, jak na Szabat, prawdopodobnie zbyt daleka) zakazów na raz. Co innego jest zrywać kłosy – co narusza zakaz zbioru płodów rolnych, a co innego łuskać je rękami – bo to przecież może być przy odrobinie złych chęci potraktowane jako zabroniona w innym punkcie tej samej listy młocka. Stawiając się na ‘kulturowo oczekiwanej’ pozycji żydowskiego nauczyciela broniącego swych uczniów, Jezus sięga tu do dość dowolnie interpretowanej starotestamentalnej historii Dawida i jego towarzyszy. Wskazując na to, że w dość zbliżonej sytuacji kapłan przyjął wytłumaczenie Dawida dotyczące spowodowanego głodem złamania przepisów kultycznych, Jezus wygrywa spór na poziomie formalnym, gdyż odsuwa to od niego ewentualne oskarżenia przed sądem kapłańskim. Właściwe sedno słów Jezusa leży jednak tak naprawdę gdzie indziej. Z jednej strony poprzez odwołanie do Dawida umieszcza On Siebie w obrębie tradycji mesjańskiej, z drugiej, co jeszcze bardziej rewolucyjne dla ówczesnych ludzi, nazywając się Synem Człowieczym, określa się jako Pan Szabatu. Właśnie z takiej prawodawczej, a zarazem nie umniejszającej wartości samego święta pozycji występuje tu Jezus, protestując przeciw faryzejskiemu, a zatem zarazem usztywnionemu i rozszerzającemu rozumieniu przepisów prawa. Czyniąc to, wskazuje On równocześnie na nowe, a tak naprawdę w pewnym wymiarze powracającego do pierwotnego – Mojżeszowego, jego rozumienie. Ma ono służyć człowiekowi, a nie czynić z dziecka Bożego sługę mniej lub bardziej uzasadnionych regulacji rytualnych.

 

Środa, 22.01.2020 r.

Pierwsze czytanie: 1 Sm 17, 32-33.37.40-51

W ramy klasycznej opowieści wojennej, w której pojedynek wybranych wojowników ma zdecydować o losach całej bitwy, wpisana zostaje ważna treść teologiczna. Z militarnego punktu widzenia sytuacja nie prezentuje się korzystnie: Filistyni dysponują lepszą – bo żelazną, a nie brązową bronią, a wśród Izraelitów nie ma wojownika równie potężnego jak Goliat. Decyduje tu jednak nie siejąca grozę dumna postawa pogańskiego Gattyjczyka, a dostrzegalna jedynie oczami ducha interwencja Jahwe dokonana nie wprost, a rękami ufającego Mu Jego wybrańca. Dawid, choć w chwili walki nie jest wojownikiem, a jedynie nie biorącym udziału w bitwie niedoświadczonym młodzieńcem – pasterzem, zwycięża nie tyle dlatego, że jest pomazańcem Jahwe, co poprzez zawierzenie swoich działań Bogu. Szczególną chwałę przynosi Dawidowi jego czysta i gorąca relacja z Bogiem, oparta o pełne zaufanie i wiarę w Bożą pomoc w walce, pozwalającą na narażenie własnego życia. W ten to właśnie sposób, za wsparciem sił duchowych a nie przez umiejętności, staje się on zwycięskim żołnierzem Boga Żywego i potwierdza swe utajone królewskie prawa. Mamy tu także do czynienia z prostym przesłaniem teologii odpłaty – urąganie Bogu prowadzi do klęski, a zawierzenie Mu – do sukcesu osiąganego często niespodziewanymi dla nikogo środkami.

Psalm responsoryjny: Ps 144, 1b-2.9-10

Dzisiejszy Psalm łączy w sobie elementy królewskiej skargi czy też prośby i towarzyszącej jej obietnicy. Początek utworu może być interpretowany jako napisana w kanonie hymnu pieśń-modlitwa władcy proszącego nie tylko o zwycięstwo w czekającej go walce z nieprzyjaciółmi Izraela (a zatem i Jahwe), ale także i o pomyślność dla swojego narodu. Sposób, w jaki wyrażana jest prośba, wskazuje wyraźnie na świadomość oranta, że pomoc Boża jest mu konieczna dla realizacji jego planów. W zamian wzorem Dawida wyrażać on będzie swą wdzięczność Bogu śpiewem i muzyką. Zawarta w utworze dość odległa od późniejszych nauk Chrystusa idea Boga – nauczyciela sztuki wojennej pozostaje zgodna i z duchem epoki, i zasadami teologii judaistycznej. Bóg Izraela, będąc dla niego skałą, twierdzą i tarczą, także i w sytuacjach walki pozostaje obrońcą swojego ludu i pomaga mu uniknąć klęski. Tak sformułowane podejście jedynie na pozór wydaje się być nieaktualne w czasach pokoju, gdyż dla nas, chrześcijan, w miejsce zewnętrznego przeciwnika wpisują się obecne w naszym życiu grzech i zło moralne. Niezależnie od rodzaju pokonywanego wroga zwycięstwo w walce z nim wymaga Bożej pomocy i interwencji, a ta stanowi wart przyszłego dziękczynienia dowód łaskawości Jahwe.

Ewangelia: Mk 3, 1-6

Dzisiejsza, utrzymana w dalszym ciągu w klimacie konfliktu Jezus-faryzeusze perykopa, kieruje naszą uwagę po raz kolejny na kwestię uzdrowienia. Dokonanego nie dość, że w Szabat to, i – o zgrozo – na dodatek, publicznie i w Synagodze. Które to uzdrowienie, jak już to wiemy, o ile nie dotyczy sytuacji bezpośrednio zagrażającej życiu ‘pacjenta’, podpada pod naciąganą na tę okoliczność do granic absurdu, kategorię prac w Szabat zakazanych, którą językiem współczesnym nazwać by można ‘wykonywaniem zawodu lekarza’. Co określa jednakże działania nie do końca tożsame z mającą tu miejsce skuteczną modlitwą o uzdrowienie. Jezus, znając myśli przeciwników, prowokuje poniekąd dalszy rozwój konfliktu, wywołując uzdrawianego w miejsce, gdzie dokonany przez Niego akt stanie się dla każdego widoczny. W konsekwencji czego, w tym właśnie momencie po raz pierwszy w sposób jawny zostają określone zamiary przeciwników Jezusa śledzących Jego działania celem zebrania obciążających Go dowodów ‘winy’. Swoimi działaniami doprowadzają oni Jezusa do gniewu, a zarazem i do odczuwanego wobec nich współczucia wynikających jednak nie z ich mających przynieść Mu szkodę działań, a z towarzyszącego tymże działaniom zaślepienia i zatwardziałości serca uniemożliwiających faryzeuszom jakiekolwiek i kogokolwiek dotyczące myślenie oparte o empatię i humanitaryzm do tego stopnia, że nie potrafią oni nawet, ‘wznosząc się’ ponad sztywno rozumiane przepisy kultyczne, wyrazić zgody na to, by Ktoś w imię nakazywanej w końcu i przez Torę miłości bliźniego dokonał w Domu Modlitwy dobrego moralnie i miłosiernego wobec innego człowieka aktu uzdrowienia.

Zamiast oczekiwanego zrozumienia, czy też choćby przyzwolenia na działania Jezusa, faryzeusze postępując wprost przeciwnie, niezwłocznie przystępują do spisku mającego prowadzić do śmierci zadającego zmuszające do refleksji pytania i dokonującego kontrowersyjnych czynów Mesjasza. Stanowi to kolejną nadinterpretację prawa zwyczajowego, gdyż ówczesne sądy kapłańskie traktowały naruszenia Szabatu łagodnie, karząc śmiercią jedynie wyjątkowe przypadki świadomego jego znieważenia. Z drugiej strony wydarzenie to można interpretować jako kolejne już samo-objawienie się Jezusa, w którym nie tylko określa się On jako zdolny do czynienia cudów i reinterpretacji tradycji Mesjasz-prawodawca, ale także i wskazuje na to, że Jego misja związana jest z ratowaniem rozumianego tak docześnie jak i eschatologicznie ludzkiego życia.

 

Czwartek, 23.01.2020 r.

Pierwsze czytanie: 1 Sm 18, 6-9; 19, 1-7

Poprzez swoje spektakularne zwycięstwo Dawid staje się ludowym bohaterem. Niewiasty witające wojsko, używając w swych pieśniach słów analogicznych do tych z Psalmu 91, na typowy dla krajów wschodu sposób posługują się hiperbolą. Poprzez ten iście królewski hołd dla młodego bohatera stają się bezwiednie przyczyną, dla której z zazdrości Saula rodzi się nienawiść wobec Dawida. Stary król wie, że utraciwszy wsparcie Jahwe w swoich rządach, może opierać się jedynie na akceptacji społecznej. Pieśni ludu, wynoszące zwycięstwa młodego wodza ponad jego własne sukcesy, widzi jedynie jako zaprzeczenie własnej mocy i sławy oraz wypełnienie się zapowiedzi Samuela, zapominając o tym, że on zwyciężał „tysiące”, licząc jedynie na siebie, podczas gdy Dawid swoje dziesięćkroć większe sukcesy odnosi w oparciu o moc Boga. Jego niechęć wobec niewinnego tak naprawdę Dawida staje się tak wielka, że nie może jej ukryć nawet przed swoim synem Jonatanem. W konsekwencji król postępuje nieracjonalnie, próbując włączyć do zamachu na życie Dawida osoby, tak jak Jonatan, szczerze mu oddane. Namówiwszy Dawida do czasowego ukrycia się, podejmuje on nieco niezborne próby zażegnania konfliktu, uświadamiając ojcu, że sukcesy Dawida nie przynosząc mu żadnej szkody, dają z woli Jahwe pożytek całemu Izraelowi.

Psalm responsoryjny: Ps 56, 2-3.9-10.12-13

Dzisiejszy psalm to utwór o charakterze lamentacji. Zanoszący ją orant nie jest jednak pozbawiony nadziei – co więcej pewien tego, że jeśli tylko ufnie ucieknie się do Boga, jego wynikające z krzywdzących go działań innych ludzi, obawy o przyszłość, staną się bezprzedmiotowe. Jest tak nawet pomimo tego, że prowadzone przez nieprzyjaciół działania mają także i na celu wmówienie udręczonemu, że jest osamotniony i znajduje się w pełnej i prowadzącej do poczucia absolutnej bezsilności izolacji. Pomimo tego, że wrogowie psalmisty są i liczni, i dobrze zorganizowani oraz walczą podstępem i z ukrycia, czuje się on bezpiecznie wiedząc, że ich działania okażą się finalnie nieskuteczne. Wynika to ze świadomości tego, że pomimo braku natychmiastowej reakcji, Jahwe nie tylko widzi jego wylewane w nieszczęściu łzy i słyszy jego skierowane ku Niemu wołanie o pomoc, ale i z uwagą je zapamiętuje. Rodząca się w ten sposób ufność wyraża się w konsekwencji i w podejmowanych przez uratowanego ślubach i w składanych przez niego ofiarach dziękczynnych. Po oderwaniu od jego bezpośredniego kontekstu utworowi temu można nadać charakter bardziej uniwersalny, a opisane w nim zmagania odnieść do atakowanej przez Złego duszy każdego z ludzi.

Ewangelia: Mk 3, 7-12

Dzisiejsza perykopa to podsumowanie dotychczasowej narracji Marka niosące ważne, a zarazem i nowe treści. Widzimy tu przede wszystkim, że pomimo podjętych starań faryzeuszom nie udaje się na ten moment urzeczywistnić decyzji o zgładzeniu Jezusa. On sam z kolei wiedząc, że w Palestynie każdy prorok, którego działalności towarzyszą znaki, przyciąga do siebie wielkie tłumy, musi z wyprzedzeniem przygotować się na ich obecność. W konsekwencji tego udaje się nad jezioro, gdzie każe przygotować sobie łódź, z której nienękany przez nazbyt asertywny tłum wielbicieli będzie mógł go nauczać z bezpiecznego dystansu. Tam właśnie, a nie w synagodze, którą właśnie opuścił, dochodzi do Jego kolejnego już spotkania z głodnymi słów (a przede wszystkim znaków) rzeszami ludzi. Nadchodzą one nie tylko z okolic ‘ortodoksyjnej’ religijnie Jerozolimy, ale także i uważanych ówcześnie za żydowskie, ale wcześniej jednak zdominowanych przez pogan obszarów Galilei, Idumei i Perei, a nawet z czysto pogańskich, lecz posiadających diaspory żydowskie, leżących na terenach dzisiejszego Libanu miast fenickich, jakimi były Tyr i Sydon. Oznacza to, że nawet mieszkańcy odległych stron uznają Go za Kogoś godnego uwagi. Jezus tym razem chce przede wszystkim nauczać, a nie jedynie uzdrawiać. Dzieje się tak nawet pomimo tego, że jakże liczni ‘słuchacze’ przyszli na spotkanie raczej nie po to, by wysłuchać słów dobrej nowiny, ale aby skorzystać z Jego cudotwórczej mocy. Ludzie głęboko przekonani, że wystarczy dotknąć Mesjasza, by zostać uzdrowionym, w swojej determinacji stają się w pewnej mierze nawet i zagrożeniem. Jeśli nawet nie dla samego Jezusa to z pewnością dla spokoju potrzebnego do pełnienia Jego właściwej misji, jaką jest głoszenie Słowa. Kolejny istotny wątek przekazu koncentruje się na tym, że pomimo, a nawet wbrew wyraźnym zakazom Mesjasza, odchodzimy powoli od wizji chcącego zaradzić wszelkim możliwym nieszczęściom Jezusa miłosiernego, czy też porywającego Swym słowem tłumy Jezusa nauczyciela do sytuacji, w której określona zostanie Jego prawdziwa natura. Na ten moment jedynymi i niechcianymi ‘głosicielami’ Jezusowego Synostwa Bożego są składające Mu mimowolny hołd wypędzane przez Niego złe duchy. Nic w tym jednak dziwnego, że pomyślimy o tym, że jako upadłe, ale jednak wciąż, anioły obdarzone są one zdolnością do poznania pozazmysłowego i posiadają dużo głębszy od otaczających Jezusa ludzi wgląd w Jego prawdziwą Istotę.

 

Piątek, 24.01.2020 r.

Pierwsze czytanie: 1 Sm 24, 3-21

Saul pomimo przysięgi postanawia zabić Dawida. W czasie podjętej w tym celu wyprawy wpada jednak niespodziewanie w ręce niedoszłej ofiary. Dla ludzi Dawida, reprezentujących myślenie typowe dla miejsca i epoki, ta nadzwyczajna w każdej mierze okazja stanowi jasny dowód woli Jahwe i czyni Dawida upoważnionym do podniesienia ręki na Bożego pomazańca. Przeciwnie dla samego Dawida król nosiciel nadprzyrodzonych mocy pozostaje jednak nietykalnym i nawet mające pierwotnie stanowić dowód dobrych intencji potajemne odcięcie poły płaszcza postrzega on później jako wyrządzoną królowi nieuprawnioną zniewagę. (W realiach kultury semickiej czyn ten, stanowiąc swoistą deklarację przejęcia władzy, posiada znaczenie symboliczne.) Jednakże Dawid swoim zaniechaniem dalszych działań ofensywnych oraz skromnymi i nastawionymi ugodowo słowami daje dowód swojej pokory i miłosierdzia, ale co nawet ważniejsze, składa świadectwo wiary w sprawiedliwość Boga. Jest on już wtedy w pełni przekonany, że prawdziwe przejęcie władzy będzie możliwe jedynie z woli Boga. Dawid, ujawniając swoją obecność, daje nie tylko praktyczny dowód swych pokojowych zamiarów, ale i zmienia wymowę swojego wcześniejszego czynu, pokazując Saulowi, że nie jest jego zamiarem stać w opozycji wobec swojego władcy.

Psalm responsoryjny: Ps 57, 2.3-4.6.11

Podobnie jak to miało miejsce wczoraj, także i dzisiejszy Psalm ma charakter przechodzącej w końcowych strofach w dziękczynienie pochodzącej najprawdopodobniej od króla lamentacji indywidualnej. Kolejnego podobieństwa można doszukać się także i w tym, że źródłem wznoszonej ku Bogu skargi są dręczący oranta źli ludzie. W utworze tym psalmista porównuje swoją inicjowaną przez szukającą spokoju duszę ucieczkę do ponadczasowych i znanych słuchaczom z każdej w zasadzie epoki symbolizujących bezpieczeństwo obrazów ze świata przyrody. Źródeł użytej tu zoomorfizacji (przypisaniu cech lub elementów wyglądu właściwych dla zwierząt) Jahwe, każącej wiernemu poszukiwać schronienia w cieniu Bożych skrzydeł, można się także doszukiwać w znanym z kart Starego Testamentu opisie Arki Przymierza osłanianej rozpostartymi nad nią skrzydłami cherubinów. Boże miłosierdzie staje się tu symbolicznym mostem pomiędzy niebem i ziemią. Powodowany nim Bóg pozostaje wierny własnemu Słowu i ma w przekonaniu oranta nie tylko wybawić go z rąk wrogów, ale i także, zgodnie z zasadami deuteronomistycznej teologii odpłaty, sprowadzić na nich klęskę i okryć ich hańbą. Gdy tylko w miejsce lęku w duszy psalmisty zapanuje wynikające z pewności wysłuchania poczucie bezpieczeństwa, zaczyna on wychwalać Boga.

Ewangelia: Mk 3, 13-19

Jezus oderwawszy się od tłumów, udaje się na górę, miejsce tradycyjnie uważane za zbliżające do Boga, gdzie w akcie w pełni suwerennej decyzji, co zostaje przez Marka w sposób szczególny podkreślone, dokonuje wyboru i powołania swoich najbliższych współpracowników – Apostołów. Pozycję Jezusa podkreśla tu zarówno Jego autorytatywne wołanie do pójścia za Nim, a także i to, że zostaje ono przez uczniów natychmiast wypełnione. Grupa przybyłych z Jezusem jest z pewnością liczniejsza od wyłonionego z niej grona. O powołaniu decyduje upodobanie Mistrza, a nie chęci, czy zabiegi uczniów, co stanowi nie tylko jasny kontrast do tradycji judaistycznej, w której to oni wybraliby sobie nauczyciela, ale i nawiązanie do wybrania proroków Starego Testamentu. Istota dokonanego przez Jezusa wyboru sprowadza się do swoistego rodzaju aktu twórczego. To, co się dzieje, wiąże się tak naprawdę nie tyle z dokonywaniem selekcji, a raczej z powoływaniem do istnienia zupełnie nowego tworu, jakim staje się Kolegium Dwunastu. Choć liczba powołanych do niego osób jest oczywistym nawiązaniem do dwunastu pokoleń Izraela, powstanie tego ciała stanowi podwaliny i pod nowy Lud Boży, i pod stanowiący jego zgromadzenie Kościół. Grupa ta symbolizuje także przyszłą, eschatologiczną społeczność świętych. Wybór łączy ich z Jezusem potrójną więzią opartą na towarzyszeniu, samodzielnym głoszeniu nauki oraz czynieniu Jego mocą znaków, spośród których najważniejsze ma być rozumiane i w sensie egzorcystycznym, i przenośnie w katechetyczno-absolucyjnym wypędzanie złych duchów.

Dwaj z nich otrzymują na tę okoliczność przydomek ‘synowie gromu’, co wielu tłumaczy jako nawiązujące do ich młodzieńczej zapalczywości: ‘grzmiący’. Piotr symbolizujący tu, a wkrótce także i mu przewodzący, cały Nowy Lud Boży, otrzymuje w tym momencie nowe i jakże znaczące imię. W kulturze semickiej oznacza to nowe życie – powołanie do nowej egzystencji i nowych zadań. Nie oznacza to jednak, że i pozostali powołani nie muszą przejść przemiany życia i ducha. Wybór czyni ich innymi tak jak i inny jest sam powołujący ich Bóg. Ludzie różnych zawodów i o różnym pochodzeniu stają się w ten sposób członkami jednej grupy. Nie oznacza to jednak, że zachodzi w nich natychmiastowa i pełna niezbędna do tego przemiana myślenia – methanoia. Proces ten będzie stopniowy i rozciągnięty w czasie. Początkowo związany z intymnym towarzyszeniem Jezusowi sięgnie poza chwilę rozstania z Mistrzem.

 

Sobota, 25.01.2020 r. – Nawrócenie św. Pawła Apostoła

Pierwsze czytanie: Dz 22, 3-16

Przemówienie Pawła do tłumu zgromadzonego w Świątyni jest jedynie na pozór jego mową obronną. Stanowi ono w swej istocie połączenie autobiografii z otwartą i publiczną deklaracją wiary w Chrystusa. Paweł przedstawia drogę swojego życia, którą zaczął jako starannie wykształcony i prześladujący pierwszych chrześcijan uczeń wybitnych faryzeuszy, a kończy jako wprawiony w podróżach misyjnych i gotów do złożenia ofiary swego życia apostoł narodów. Przedstawiając historię swojego nawrócenia, Paweł nie waha się z jednej strony sięgnąć do znanych słuchaczom faktów z przeszłości i wspólnego z nimi dziedzictwa duchowego, z drugiej zaś gotów jest, by otwarcie wyznać tak swoją „nową” wiarę jak też i swe wcześniejsze błędy. Opisuje swoje skutkujące powołaniem nawrócenie jako wynikające z niespodziewanej teofanii podkreślając, że towarzyszące objawieniu się Chrystusa zjawiska nadprzyrodzone nie tylko dotknęły jego osoby, ale i były widoczne dla jego nienawróconych towarzyszy podróży. Mówiąc do Żydów, Paweł, z jednej strony powołując się na owych świadków relacjonowanych wydarzeń, uwiarygodnia wobec sceptyków swoje opowiadanie, z drugiej zaś dostosowuje swój język, pozbawiając go niezrozumiałych dla nich i budzących w nich sprzeciw religijny terminów czysto chrześcijańskich.

Psalm responsoryjny: Ps 117, 1-2

Przeznaczony na dziś najkrótszy w całym Psałterzu (bo składający się jedynie z tych dwóch wersów) utwór ma charakter pięknego w swej zwięzłości hymnu pochwalnego, stanowiącego zarazem wezwanie skierowane do wszystkich (a więc z perspektywy judaistycznej także i pogańskich) ludów zamieszkujących ziemię. W oszczędnych, a zarazem niezwykle pełnych treści i wyrazu słowach uzasadnia on sens i potrzebę modlitwy uwielbieniowej. Kolejnym jego wyróżnikiem jest uniwersalizm tak skonstruowanego przesłania, co nawet pomimo dość późnej datacji tekstu wydaje się wyróżniać go spośród innych utworów Księgi. O ile na gruncie starotestamentalnej teologii deuteronomistycznej zdaje się być ono pozbawione logiki – bo w końcu dlaczego inne narody miałyby wielbić Jahwe za to, że objawiwszy się jedynie Izraelowi zawarł On raz i na zawsze przymierze ze Swoim Narodem Wybranym i wciąż obdarza go licznymi łaskami. Patrząc jednak z perspektywy nauk proroków, skierowane do innych narodów wezwanie zapraszające je do udziału w przymierzu z Bogiem, znajduje swoje uzasadnienie. Z teologicznego punktu widzenia stanowi ono i zapowiedź uniwersalizmu nowej religii, jaką będzie chrześcijaństwo, i prorocką w swym przesłaniu eschatologiczną przepowiednię o uniwersalnym charakterze.

Ewangelia: Mk 16, 15-18

Dzisiejsza perykopa należy do tekstu zwanego kanonicznym zakończeniem Ewangelii Marka, którego autentyczność i pochodzenie stanowią wciąż przedmiot sporów i dociekań. Niezależnie od ich wyniku stanowi ona jednak istotną teologicznie odpowiedź na ważne dla czytelnika pytanie dotyczące dalszych losów zapoczątkowanej przez Jezusa misji czekających ją po Jego Wniebowstąpieniu. Chociaż tekst nie zaznacza tego w żaden wyraźny sposób, Jezus ukazawszy się Jedenastu, przełamuje ostatecznie ich niewiarę w Jego Zmartwychwstanie. W konsekwencji czego są oni gotowi przyjąć Jego polecenie i rozpocząć samodzielną pracę misyjną po Jego ostatecznym odejściu z ziemi. Zachęca ich do tego to, co przestało być już tajemnicą, gdyż epifania, której są świadkami, jest dla nich naocznym dowodem mocy i władzy Mesjasza. Przyszli słuchający nauki Apostołów zostają z kolei w sposób klarowny podzieleni na dwie rozłączne kategorie. W zależności od swojej decyzji albo uwierzą w Jezusa i zostaną ochrzczeni, albo odrzucając wiarę, uniemożliwią sobie włączenie się do Jego Kościoła. Trzeciej możliwości nie ma, a na żadne stanowisko pośrednie miejsca prostu brak. Jezus przekazuje w tej mierze uczniom prawdę zgodną z przekonaniami pierwotnego Kościoła, mówiącą o tym, że zbawienie będzie dostępne jedynie dla tych, którzy uwierzą i zostaną ochrzczeni. Chrzest to jednak tylko pierwsze, ale nie jedyne następstwo wiary, gdyż ta nie jest teorią, a całym dalszym życiem przyjmującego ją człowieka. Stąd rodzi się istotność kolejnego zapowiadanego przez Jezusa elementu czekającej uczniów misji, jakim mają być towarzyszące jej cuda. Moc udzielona na tę okoliczność wiernym przypominać będzie w sposób oczywisty tę, jaką otrzymywali prorocy Starego Testamentu. Choć w pierwszym rzędzie znaki te będą pełniącym dodatkową rolę nagrody dowodem szczególnej pomocy Boga dla Jego wysłanników, to równocześnie poprzez swoją naturę mają one także wskazywać ich świadkom na uniwersalny wręcz charakter Jego panowania obejmującego nie tylko ludzi, ale także i świat niematerialny oraz całą naturę. W tym aspekcie zrozumiały staje się użyty przez Jezusa kilka słów wcześniej zwrot ‘wszelkie stworzenie’, który choć w pierwszym rzędzie odnosi się do człowieka, obejmuje w jakimś wymiarze także i stworzenia nierozumne. Można by rzec, że skoro na wszystkim, co zostało stworzone, widnieje piętno pierwszego grzechu, także i ‘to samo wszystko’ uczestniczy w procesie odkupienia człowieka.

Komentarze do czytań - I tydzień zwykły | od 12 do 18 stycznia 2020 r. - Joanna Człapska
Komentarze do czytań - III tydzień zwykły | od 26 stycznia do 1 lutego 2020 r. - o. dr. hab. Waldemar Linke CP