IX Niedziela Zwykła, 31.05.2026 – Uroczystość Trójcy Przenajświętszej
J 3, 16-18
Jak opowiedzieć ludziom o jednej z największych tajemnic Boga? Serca i umysły przyzwyczajone do ścisłych rachunków, nie przyjmą przecież tak łatwo do wiadomości tego jednego, szczególnego równania, gdzie 1+1+1 wciąż daje Jeden. Jest jednak droga, na której dla śmiertelnych dostępna staje się tajemnica Jedności Przedwiecznego. To droga miłości. To miłość nawet wśród ludzi z dwojga czyni jedno. Nie chodzi tylko o ciało, ale o jedno serce, jednego ducha. Tajemnicą jedności Ojca i Syna i Ducha jest właśnie Miłość. Nie pojmuje rozum, ale zrozumie serce. Nie zrozumie uczony, ale pojmie oblubieniec. Ojciec trwa w odwiecznym dialogu z Synem – Słowem zrodzonym a nie stworzonym i Ojcu współistotnym. Ich wspólne tchnienie: Duch – Pan i Ożywiciel, od Ojca i Syna pochodzi, równy z Ojcem i z Synem w uwielbieniu i chwale. Tak wybrzmiewają słowa starożytnego Credo. Tak wybrzmiewa dziś Ewangelia – prawdziwie Dobra Nowina, bo oto okazuje się, że w tą Miłość Trójjedynego wpisany jest świat – wpisany jest każdy człowiek. Bóg bowiem tak umiłował świat, że Ojciec Syna dał, aby każdy, kto prowadzony Duchem wyzna, że On jest jedynym Panem i Zbawicielem, nie zginął, ale miał życie wieczne. Trójjedyny przychodzi, aby ocalić ludzi, którzy uwierzą Miłości bardziej niż niosącej podziały i śmierć nienawiści.
Poniedziałek, 1.06.2026 – wspomnienie św. Justyna
Mk 12, 1-12
Dwunasty rozdział Ewangelii Marka rozpoczyna się od przypowieści, w której wybrzmiewają echa pieśni śpiewanych przez dawnych proroków. Jak kiedyś Izajasz, tak teraz Jezus, staje wobec odpowiedzialnych za duchowe życie Izraela ludzi, żeby przypomnieć im, że ukochana Winnica należy do Pana, a nie do dzierżawców. Słuchający Jezusa arcykapłani, uczeni w Piśmie i starsi dobrze wiedzą, jak potoczyła się historia przed wiekami: ci, którzy nie posłuchali głosu proroków, i zamiast przyjąć zaproszenie do nawrócenia, zabili heroldów Słowa, znaleźli się na wygnaniu, a Winnica Pana pozostała zraniona. Ziemia Izraela została oddana we władanie obcym. Kiedy teraz przyszło słuchać o Synu, który stanął, aby upomnieć się o prawa Ojca, a przeciwko któremu dzierżawcy uknuli śmiertelny spisek, kapłani zrozumieli aż nadto dobrze, że Jezus opowiada o sobie samym – ostatnim wysłanniku Ojca, i o nich jako o niegodziwych uzurpatorach. Łatwo jest nam w sercu osądzać i wydać wyrok na arcykapłanów i uczonych w Piśmie. Jak mogli nie nawrócić się, skoro zrozumieli, że o nich mówi Jezus? Jak mogli Go odrzucić, skoro tak wielu wokół nich rozpoznało w Jezusie kogoś zdecydowanie więcej niż tylko niezwykłego nauczyciela? A jednak… Bycie blisko Pisma nie gwarantuje automatycznie przyjęcia sercem tego, co mówi Słowo… Jak reaguję, kiedy zaczynam rozumieć, że dziś Jezus nie tylko do mnie, ale i o mnie, niegodziwym dzierżawcy zawierzonego mi czasu, mówi tę przypowieść…?
Wtorek, 2.06.2026
Mk 12, 13-17
Czytany dziś fragment Ewangelii Marka jest naturalną kontynuacją wczorajszej perykopy. Uczeni w Piśmie i Starsi, po odrzuceniu i skazaniu w sercach Jezusa, przystępują do kontrataku. Wydaje się, że pułapka, którą zastawili, jest intrygą doskonałą. Jezus musi się opowiedzieć albo przeciw płaceniu podatków – wówczas będzie buntownikiem przeciw legalnej władzy lub skłonić się do składania daniny Cezarowi – wówczas straci autorytet w oczach Synów Izraela, dla których podatek płacony Rzymowi był symbolem nieuprawnionego ucisku i upokorzenia. Jak bardzo przywiązali się do tego konceptu oskarżyciele Jezusa zobaczymy nawet w chwili Jego procesu przed sądem, kiedy jednym z głównych tytułów oskarżenia stanie się rzekome nawoływanie do niepłacenia podatków i do buntu (por. Łk 23, 2). Przeciwnicy Mistrza z Nazaretu nie wzięli pod uwagę, że logika Nowego Przymierza ma w centrum nie politykę, lecz odniesienie do Boga. Sprawy podatków, to ziemskie sprawy ludzkich „cezarów”. Człowieka, który wierzy, powinno interesować przede wszystkim to, czy oddaje Bogu to, co Jemu należne. Tak, jak to, czego domaga się Cezar jako swojej własności, należy do Cezara, tak to, co należy do Boga powinno być Jemu oddane. Kto słucha z wiarą, zrozumie, że tak naprawdę do Boga należy wszystko, bo ludzie, zaczynając od życia, wszystko otrzymują od Niego. Zabiegani i zatroskani o tak wiele, i tak chętnie oddający światu nawet więcej, niż mu się należy, czy pamiętamy o tej prawdzie, że rzeczy Bożych na ołtarzach Cezarów składać nam nie wolno?
Środa, 3.06.2026 – wspomnienie św. Karola Lwangi i Towarzyszy
Mk 12, 18-22
Kolejny fragment 12 rozdziału Ewangelii Marka przynosi kolejną retoryczną potyczkę Jezusa z oponentami. Tym razem w roli łowców występują saduceusze. To szczególna, uprzywilejowana warstwa społeczna. Saduceusze byli ludźmi pieniędzy i władzy. Wystarczyła im perspektywa doczesności jako projekt na życie. Nie uznawali istnienia duchów czystych, ani nie wierzyli w zmartwychwstanie. Z całego zbioru ksiąg uznawanych przez Izraela za święte oni przyjmowali tylko Torę. Interesujący na tym tle może być fakt, że właśnie do tej grupy należało wielu kapłanów, z arcykapłanami na czele. To oni właśnie, stając w szranki z Jezusem, w którym zapewne widzieli faryzeusza ze zbyt wybujałą fantazją i dziwnymi ambicjami, postanowili odwołać się do historii wyśmiewającej wiarę w życie wieczne. Byli zapewne dumni z siebie, wyobrażając sobie, jak wprawią w zakłopotanie wielkiego Mówcę z Nazaretu, dając Mu do rozwiązania casus, dla którego nie ma rozsądnego rozwiązania. Ilu mężów po zmartwychwstaniu będzie miała kobieta, która za życia dzieliła łoże z siedmioma braćmi po kolei? Czyżby siedmiu? Jeden mężczyzna może i mógł sobie pozwolić na siedem żon, sam patriarcha Jakub miał cztery, ale nie było do pomyślenia, aby jedna kobieta mogła mieć siedmiu mężów. Pułapka niemal doskonała. Łowcy okazji do ośmieszenia Jezusa nie wzięli jednak pod uwagę, podobnie jak wcześniej przy pytaniu o podatki, że sami siebie wystawiają na szwank. „Nie rozumiecie Pisma ani mocy Bożej” – mówi im wprost Nauczyciel z Nazaretu. Odwołuje się przy tym do tej jedynej części Biblii, którą uznawali – do Tory, i przywołuje historię płonącego krzewu, w którym Bóg objawił się Mojżeszowi. To właśnie wtedy ludzie dowiedzieli się jasno i wyraźnie, że Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych. Abraham, Izaak i Jakub, Praojcowie Izraela, nie rozpłynęli się w nicości. Mierzenie życia miarą tylko doczesności jest wielkim błędem. Warto wziąć to pod uwagę, kiedy w rachunku sumienia przyglądamy się naszej codzienności, wyborom, których dokonujemy, relacjom, w których trwamy. Czy przypadkiem nie żyjemy tak, jakby to na ziemi miał się dopełnić nasz los? Zapytajmy wewnętrznego krytposaduceusza, co sądzi o wierze w zmartwychwstanie i poprośmy własne serce o szczerą odpowiedź…
Czwartek, 4.06.2026 – Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa
J 6, 51 – 58
Z dzisiejszej Ewangelii, spośród wielu pereł w niej ukrytych, spójrzmy na jedną: Jezus mówi: Ja Jestem Chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Zdanie być może aż za bardzo oswojone przez ludzkie serca. Tak bardzo osłuchane, że łatwo minąć je bez należnego mu zastanowienia i jeszcze bardziej zasłużonego zadziwienia. Jezus jest chlebem z nieba. Z nieba dla oczyszczenia ziemi spadły kiedyś wody potopu. Z nieba na grzeszne miasta spadały gromy, ogień i siarka. Na znak Bożego gniewu niebo pozostawało zamknięte i ludzie ginęli z głodu i pragnienia. Kiedy jednak nadeszła Godzina Ocalenia, Bóg sam ofiarował się ludziom – niebo ofiarowało ludziom – Chleb żywy. Bóg stał się dla ludzi pokarmem codziennym. Czy można podejść bliżej, zjednoczyć się bardziej, okazać większą pokorę? Jestem Chlebem – mówi Bóg… Ludzie, kiedy chcą podkreślić swoją wartość, mówią: masz się ze mną liczyć, masz okazać mi uległość, należy mi się twój szacunek i uznanie, bo mam władzę, mam pieniądze, mam pozycję… Bóg mówi inaczej: kocham Cię… Jeśli chcesz żyć, nakarm się mną. Jestem dla Ciebie – jak chleb…
Piątek, 5.06.2026 – wspomnienie św. Bonifacego
Mk 12, 35-37
Po szeregu polemik, gdzie z inicjatywą jako pierwsi występowali przeciwnicy Jezusa, po raz pierwszy jako polemista rozpoczynający dysputę prezentuje się Nauczyciel z Nazaretu. Teraz to On zadaje pytanie, czekając na odpowiedź ze strony słuchaczy. Mistrz wychodzi od tekstu Psalmu 110, który Jerozolima słyszała w momentach wyjątkowych. W epoce królewskiej przy śpiewie tej właśnie modlitwy obejmował rządy nowy następca z linii dziedziców dawidowej, mesjańskiej obietnicy. Jezus kieruje serca słuchaczy w stronę odkrycia prawdziwej tożsamości tajemniczego Potomka obiecanego Dawidowi słowem przyniesionym przez proroka Natana. Jeśli Dawid sam nazywa Go Panem, jak może być „tylko” jego synem? Kiedy lud Izraela słyszał słowo „PAN”, w grę mogła wchodzić tylko jedna Osoba – sam Bóg. Jezus – mistrzowski egzegeta, z ogromną delikatnością przygotowuje słuchaczy do sedna objawienia: to On jest Synem Dawida. Tym imieniem wzywają Go potrzebujący uzdrowienia niewidomi, chorzy, ułomni. Jeśli Dawid sam nazywa Go Panem, a Pan jest Bogiem, więc… odpowiedź serca rodzi się sama. Tym Imieniem śpiewała Mu Hosanna lud Jerozolimy, kiedy wjeżdżał do miasta. Ci, którzy słuchali i usłyszeli, jak wówczas tak i dziś, zrozumieli, Kto tak naprawdę stoi pośród nich.
Sobota, 6.06.2026
Mk 12, 38-44
Kończymy dziś lekturę 12 rozdziału Ewangelii Marka. Pełen polemicznych dysput rozdział zamyka scena, która bynajmniej nie jest jedynie rodzajowym obrazkiem. Nauczyciel z Nazaretu przeprowadza najpierw zamknięcie części poświęconej „debatom” z kolejnymi grupami przeciwników. Jezus konkluduje całość ostrzeżeniem przed uczonymi w Piśmie. To, co w nich najbardziej złudne, a jednocześnie najbardziej niebezpieczne, to hipokryzja. Pobożność jest dla nich tylko i wyłącznie maską. Znawstwo Pisma nie prowadzi ich do poznania Boga. Syn Dawida stoi pomiędzy nimi, a jednak nie dostrzegają w Nim przychodzącego do swojej Winnicy Pana. Żądni są jedynie ludzkich względów i łaszą się na zaszczyty, które bardziej sobie uzurpują niż rzeczywiście są ich godni. Jakby dla kontrastu pojawia się przy skarbonie świątyni uboga wdowa, która na znak całkowitego zaufania Bogu, wrzuca na ofiarę wszystko, co ma na utrzymanie. Nie przyszła w powłóczystych szatach. Nie domagała się uznania za swój gest. Nie czekała na zaproszenie na ucztę do arcykapłana. Przemknęła dyskretnie między bogatymi, którzy demonstracyjnie dawali wiele. Nikt, poza Jezusem, nie zwrócił na nią uwagi. Tylko On znał tajemnicę jej serca. Hipokryzja uczonych w Piśmie i prawdziwe oddanie Bogu ubogiej wdowy… Wciąż są obok siebie udawana pobożność i ciche, ukryte przed światem, ofiarowanie wszystkiego, co się ma. Jezus wciąż spogląda na tych, którzy przechodząc przed Nim, składają swoje dary. On najlepiej wie, które z serc zawierza Mu do końca wszystko, a które ma na sobie tylko powłóczyste szaty i robi dużo hałasu, mnożąc słowa bez mnożenia miłości…