XIII Niedziela Zwykła, 28.06.2026
Mt 10,37-42
Dzisiejsza Ewangelia może w nas wywołać mnóstwo pytań, a nawet wątpliwości o godność rodziców i rodziny. Dlaczego Jezus powiedział: Kto kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Lepiej zrozumiemy Jego wypowiedź, gdy spojrzymy na nią w kontekście historyczno-kulturowym tamtych czasów, kiedy chrześcijaństwo się rodziło. Wiara w Jezusa często wywoływała głęboki ostracyzm i to nie tylko w lokalnej społeczności, ale także w rodzinie. W praktyce wyglądało to tak, że jeśli syn lub córka, ojciec lub matka przyjęli wiarę w Jezusa, a reszta rodziny nie, to często takiego chrześcijanina wykluczano i izolowano, wyrzucano z domu, pozbawiano możliwości zarobkowania i utrzymania się, nie wolno było takiej wykluczonej osobie pomagać. Taka sytuacja wymagała od chrześcijanina wielkiego heroizmu, musiał on dokonywać wyboru między wiarą w Chrystusa a lojalnością wobec rodziny i lokalnej społeczności. Warto zwrócić uwagę na to, że Jezus nie mówi o tym, by nie kochać swoich bliskich, ale mówi o tym, by Jego kochać bardziej niż członków rodziny. Powstaje pytanie: co dało Jezusowi prawo do tego, by być dla nas Kimś Najważniejszym, ważniejszym niż rodzina? Może to, że On jest Tym, który kocha każdego człowieka, najbardziej jak to jest możliwe, kocha miłością bezgraniczną i wierną i wie, że nikt nie kocha tak jak On.
Poniedziałek, 29.06.2026 – uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła
J 21,15-19
Dzisiejsza uroczystość kieruje nasz wzrok na apostołów: Piotra i Pawła. Jezus sięgnął po nich, po ich zdolności, pragnienia, potencjał, a oni się zgodzili, dlatego mógł przebudować ich życie. Czego Jezus chciał od nich? Od Piotra oczekiwał tego, że będzie Go kochał bardziej niż inni, a od Pawła, by zaniósł Ewangelię poganom. Obaj z racji swoich działań, zachowania nie mieli prawa do wykonania tych zadań: Piotr bezczelnie wyparł się Jezusa, a Paweł zabijał chrześcijan. Obaj doświadczyli swojej ogromnej słabości, ale pozwolili Jezusowi na to, by mógł wobec nich i poprzez nich zrealizować swoje własne plany. Każdy z nas może odnaleźć się w historii tych dwóch wielkich apostołów, ponieważ tak jak oni potrzebujemy szansy na nowe życie, na przebaczenie, na pojednanie i na to, byśmy usłyszeli od Jezusa: tak, to ciebie właśnie potrzebuję i ciebie pragnę, to ty jesteś mi potrzebny.
Wtorek, 30.06.2026
Mt 8,23-27
W dzisiejszym fragmencie mamy opis wielkiej burzy na jeziorze i głębokiej ciszy, którą dał Jezus w miejsce burzy. W życiu przeżywamy wiele różnych burz wywołanych przez tych, z którymi tworzymy rodzinę lub wspólnotę, z którymi współpracujemy. Czy te burze są potrzebne? Czy mają jakąś wartość? Jedne tak, drugie nie, ale ważne jest to, by z każdej burzy wyjść z podniesioną głową, by wyjść z nich silniejszym i mądrzejszym. Mądrością jest nie dążyć do burz, nie wywoływać ich, ale jeśli już się rozpętają, to zachować spokój, zaufać Jezusowi i Jemu wszystkie burze oddać, a On będzie wiedział, co z nimi zrobić, kiedy i jak je uspokoić. Lepiej jest być człowiekiem, który niesie pokój, a nie burzę, który buduje, a nie rujnuje, który nie zalewa i nie zatapia innych, ale respektuje prawo każdego człowieka do szacunku i godności.
Środa, 1.07.2026
Mt 8,28-34
Jezus po raz pierwszy przybył do kraju pogańskiego. Od początku atmosfera jest tam nieprzyjazna. Wyszli Mu naprzeciw dwaj opętani, postrzegani jako bardzo niebezpieczni, jako ci, którzy nie pozwalali innym przechodzić tą konkretną drogą, czyli i droga, i oni byli omijani przez innych. Nie zrażało to Jezusa i przybył właśnie do nich, i przyszedł właśnie tą drogą, której inni tak bardzo się bali. Mamy tu trzy bardzo ciekawe sprawy: pierwsza dotyczy tego, że złe duchy wierzą w Jezusa, doskonale wiedzą, że jest Synem Bożym i ma nad nimi władzę, ale nie oddają Mu czci, a Jezus nie przymusza ich do przemiany. Sprawa druga to prośba mieszkańców miasta Gadary, by Jezus odszedł od nich. I On odejdzie, nie poprosi ich, by zmienili zdanie, nie wymusza na nich przyjęcia Go, nie obraża się na nich i nie grozi im zemstą, ale wiemy też, że nie zrezygnuje z pogan i także ich obdarzy łaską zbawienia, ale nie dokona tego siłowo. Trzecia to ta, że dla Jezusa nie ma ani miejsc, ani ludzi, do których bałby się pójść i ze strachu by omijał. Przychodzi do ludzi postrzeganych przez innych za odrażających i przynosi im przemianę, uwalnia ich. Taki On JEST.
Czwartek, 2.07.2026
Mt 9,1-8
Czytamy, że Jezus wrócił do swego miasta, czyli dokąd? I tu odpowiedź może nas zaskoczyć, ponieważ nie chodzi tu o rodzinny Nazaret, lecz Kafarnaum, w którym zamieszkał w tym czasie. Przyniesiono do Jezusa paralityka. Pierwsze słowa, które Jezus do niego wypowiedział były: Ufaj, synu! Ufaj, to gr. czasownik tharseō [θαρσέω], od tharsos – odwaga, zatem ufać, to znaczy mieć odwagę, nabierać otuchy, ośmielać się, zauważmy, że tu jest coś więcej niż bądź dobrej myśli. Do czego była potrzebna ta odwaga? Do przyjęcia odpuszczenia grzechów.
Postawę Jezusa charakteryzuje łagodność i dobroć, dlatego nazywa On tego człowieka synem, zachęca do ufności, co z pewnością sprawia, że chory czuje się zaopiekowany, łatwiej jest mu zachować spokój. Całe to wydarzenie jest opowiedziane w optyce żydowskiej Starego Testamentu, w którym panowało przekonanie, że cierpienie i choroba są konsekwencją grzechu pierworodnego, ale także mogą wynikać z grzechów osobistych. Dotychczas Jezus dał się poznać jako Ten, który ma moc uzdrawiania ludzkich ciał, gdy uzdrowił trędowatego, sparaliżowanego sługę setnika, teściową Piotra i innych chorych, a teraz pokazał, że leczy także dusze ludzkie, odpuszczając grzechy. To oznacza, że jest Panem w całej pełni, widzi w człowieku i ciało, i duszę, uzdrawia jedno i drugie. Czasem jest tak, że oczekujemy od Jezusa uzdrowienia ciała, a On bardziej pragnie uzdrowienia naszej duszy. Może dzisiaj pomyślmy właśnie nad tym, co w nas jest duchowe, i pozwólmy Jezusowi, by w nas uzdrowił to, co On chciałby uzdrowić.
Piątek, 3.07.2026
J 20,24-29
Może nie zabrzmi to dobrze, ale doceńmy to, że Tomasz niedowierzał, zyskujemy na tym. Dowiadujemy się, że zmartwychwstanie Jezusa wcale nie było dla apostołów takie oczywiste. Widzimy troskę Jezusa o to, by nawet pojedynczego ucznia przekonać do siebie, pomóc mu wierzyć. Przekonujemy się co do tego, że Jezus jest dawcą pokoju, przynosi pokój. Pozwala się dotknąć, nie stwarza dystansu i pokazuje nam, że wiara polega na tym, że nie widzimy, a wierzymy – i to mocno koresponduje z przeistoczeniem podczas Eucharystii: To jest Ciało Moje, To jest Krew Moja – nie widać, ale to jest, staje się i błogosławieni są ci, którzy wierzą.
Sobota, 4.07.2026
Mt 9,14-17
Piękna jest ta rozmowa o starym i nowym – uczniowie Jana Chrzciciela pytali Jezusa o to, dlaczego Jego uczniowie nie poszczą, a oni i faryzeusze dużo poszczą. Odpowiedź Jezusa jest niesamowita i nawiązuje do uczty weselnej, do świętowania, do obecności pana młodego. Niesamowite jest to, jak Jezus siebie postrzega – właśnie jako pana młodego podczas uczty weselnej. To pokazuje, co jest w Jego sercu, gdy jest pośród nas – jest radość i świętowanie, jest też świeżość, ponieważ jest mowa o młodym winie i nowych bukłakach. I niech to będzie także o nas – pan młody gromadzi ludzi na świętowaniu; i tak może być z nami, że możemy być ludźmi radości i świętowania i w takiej atmosferze przeżywać każdy dzień, zarażając uśmiechem i świętowaniem.