VIII Niedziela Zwykła, 24.05.2026 – Uroczystość Zesłania Ducha Świętego
J 7,37-39
Zobaczmy, w jakim klimacie odbyło się dzisiejsze wydarzenie, był to ostatni dzień Święta Namiotów. Klimat tego dnia i całego święta to wielka radość, oczekiwanie na zbawienie oraz nadzieja na odpuszczenie grzechów i zobaczmy słowa Jezusa w takiej właśnie perspektywie. On znał oczekiwania biblijnego narodu Izraela i mając na uwadze te dwa konkretne pragnienia: zbawienia i odpuszczenia grzechów, Jezus zawołał: Jeśli ktoś jest spragniony (ma pragnienie), niech przyjdzie do Mnie i pije.
Jak wiemy, Jezus powiedział to donośnym głosem, jak ktoś pewny siebie, świadomy swojej władzy, mocy i sprawczości, i powiedział to wobec kapłanów świątynnych i zebranych tłumów.
Jan Ewangelista tłumaczy czytelnikom, że Jezus mówiąc o wodzie żywej, którą da wierzącym w Niego, mówił o Duchu Świętym. Kim jest Duch Święty? Jest darem, wskazuje na to Jezus zmartwychwstały, który poleca uczniom, by pozostali w Jerozolimie aż do Zesłania Ducha Świętego. Duch Święty jest darem i Jezusa, i Ojca (J 20,21-23; Dz 1,4-8). W swoim nauczaniu Jezus dał jasno do zrozumienia, że Duch Święty jest konieczny, ponieważ uzdalnia wierzącego do dawania świadectwa wiary, daje zrozumienie Bożego planu zbawienia i obdarza mocą do realizacji Bożych dzieł. To Duch Jezusa Chrystusa – Duch miłości, pokoju, przebaczenia i mocy. I tak możemy do Niego wołać: Przyjdź, Duchu Święty, z darem, który masz dla mnie, z darem, o który Cię proszę, z darem, którego bardzo potrzebuję.
Poniedziałek, 25.05.2026 – święto Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła
J 19,25-34
Zobaczmy kolejność słów Jezusa umierającego na krzyżu: najpierw powiedział do Matki: Niewiasto, oto syn Twój, potem do ucznia: Oto Matka twoja. To nie były słowa, które przyszły Jezusowi do głowy w ostatniej chwili życia. To był konkretny plan, konkretna wola przewidziana w planie zbawienia, o tym mówi nam właśnie ta kolejność wypowiedzi. Najpierw jest Matka, ale nie chodzi o opiekę nad nią lub uczniem, lecz o zadanie do wykonania: Niewiasto, oto syn Twój. Tekst grecki ma tutaj termin gynē [γυνή], co jest tłumaczone jako niewiasta, ale warto zauważyć, że jest to rzeczownik pochodzący prawdopodobnie od rdzenia ginomai [stać się, być uczynionym]. Możemy zatem zobaczyć takie przesłanie: Ta niewiasta, Maryja, stała się pod krzyżem, została uczyniona, inną matką, niż była dla Jezusa, i inną matką, niż była nią matka Jana. Jest to ważne, ponieważ wskazuje nam, że nie chodziło o zwykłą opiekę, która mogłaby być potrzebna samotnej kobiecie żyjącej w tamtych czasach lub młodzieńcowi, którym był Jan. Oto syn Twój – zastosowany termin syn to gr. hyios [υἱός], który ma znaczenie syn, potomek, ale także uczeń, członek czyjejś rodziny lub społeczności. Zwracamy uwagę na kolejność wypowiedzi, gdyż pokazuje nam ona, kto jest tu bardziej potrzebujący: Maryja czy uczeń stojący pod krzyżem? Uczeń to Jan, i jak wiemy z Ewangelii, ma swoich rodziców, są żyjący, więc jeśli tu nie chodzi o typową opiekę rodzicielską, to jaki jest zamysł Jezusa? Celem jest odniesienie się do szerszego znaczenia tych dwóch słów: syn i niewiasta, gdzie syn może oznaczać właśnie ucznia, a słowo niewiasta może nawiązywać do jego rdzenia ginomai – stać się, być uczynionym, chodzi tu o jakiś początek, o zaistnienie czegoś nowego, czegoś, czego nie było, a teraz zaistniało. I ta intuicja wiary prowadzi nas do spojrzenia teologicznego na słowa: Niewiasto, oto syn Twój – Oto Matka twoja – gdzie, rzeczownik matka, gr. mētēr [μήτηρ] ma także znaczenie rodzicielka kogoś lub czegoś, w przenośni to także ojczyzna oraz miejsce pochodzenia. Więc matka twoja może mieć znaczenie właśnie teologiczne, wskazujące na pochodzenie uczniów Chrystusa, z których On zbudował swój Kościół. Każdy z nas jest zaproszony do tego, by stać się uczniem Maryi i przyjąć Ją z Jej zadaniem zrodzenia nas dla Jezusa.
Wtorek, 26.05.2026
Mk 10,28-31
Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. Przyjrzyjmy się kwestii pójścia za Jezusem. Odbywa się ono na różnych poziomach: fizyczne pójście, zostawienie domu, rodziny, pracy, planów dotyczących życia osobistego, co bywa trudne, a mimo to wiele osób decyduje się na takie pójście za Jezusem. Jest też pójście innego typu, mentalne, które dotyczy sposobu myślenia, rozumienia i przeżywania świata, które się zmienia, gdy wchodzimy na drogę Jezusa i patrzymy na świat Jego oczyma, poprzez Jego naukę. Tego rodzaju pójście za Jezusem przemienia człowieka, stwarza nas na nowo, z nowym postrzeganiem i nowym podejściem do życia. W takiej sytuacji mówimy o nawróceniu, które jest nazywane także metanoją, gr. metánoia, która oznacza radykalną zmianę myślenia, nawrócenie czy też głęboką przemianę duchową lub intelektualną. Dosłownie oznacza przemianę umysłu, co w kontekście religijnym oznacza odwrócenie się od niewłaściwego postępowania.
Zatem powstaje pytanie, o którym pójściu za Jezusem mówi dzisiaj Piotr? Na razie o tym pierwszym, na poziomie fizycznym, ale ten drugi poziom pójścia za Jezusem też nastąpił, tylko później, po zmartwychwstaniu Jezusa i po otrzymaniu daru Ducha Świętego. U Piotra wielką wagę miało doświadczenie własnej słabości, chodził za Jezusem, fizycznie był tam, gdzie był Jezus, ale mentalnie poszedł za Nim dużo później, gdy wyparł się Jezusa i wrócił do Niego. Czasem to jest nasza droga, gdy fizycznie przez kilka, kilkanaście czy kilkadziesiąt lat jesteśmy przy Jezusie, ale mentalnie, całościowo przychodzimy do Niego dopiero po doświadczeniu zagubienia, grzechu, słabości i przyjęcia Jego przebaczenia. Dzisiaj możemy zadać sobie pytanie, jak jest z naszym pójściem za Jezusem? Czy opuszczamy wszystko, co podpowiada nam nasza pycha, czy opuszcza nas chęć narzucania własnej wizji religii czy wiary i poddajemy się metanoi, czyli tej głębokiej przemianie, która pozwoli Jezusowi uformować w nas ucznia, którego chce w nas mieć?
Środa, 27.05.2026
Mk 10,32-45
To końcówka życia Jezusa na ziemi, razem z uczniami idzie On do Jerozolimy na święto Paschy. Zauważmy, jak Marek Ewangelista podkreśla dziwne zachowanie Jezusa w czasie tej drogi: Kiedy byli w drodze, zdążając do Jerozolimy, Jezus wyprzedzał ich, tak że się dziwili; ci zaś, którzy szli za Nim, byli strwożeni. Jezus zachowywał się inaczej niż do tej pory, wyprzedzał uczniów i czynił to w taki sposób, który odbiegał od zwykłego pośpiechu, zwykłego wyprzedzania. Czemu to zrobił? Potem, po śmierci Jezusa będzie wszystko jasne, że On nie bał się tych wydarzeń paschalnych, które Go czekały, chociaż były pełne bólu i cierpienia. On wychodził im naprzeciw, nie zwlekał, chciał dokonać zbawienia. Podczas gdy Jezus mierzy się z tym, co czeka Go w Jerozolimie, dwaj apostołowie Jakub i Jan oznajmiają swoją własną sprawę: Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię prosimy. Niesamowita jest otwartość Jezusa i to w takiej chwili: Co chcecie, abym wam uczynił? Jak wiemy, chcieli dominacji w grupie, wyróżnienia, chcieli otrzymać większe zaszczyty niż pozostali uczniowie. Jak Jezus to przyjął? Dał jasną wskazówkę: Nie tak będzie między wami, że będziecie dominować, kto chce być pierwszym, ma stać się ostatnim, ma służyć innym. Łatwe zadanie? Oczywiście, że nie, ale wprowadzające porządek w budowaniu wspólnoty.
Czwartek, 28.05.2026 – święto Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana
Mt 26,36-42
Mamy dzisiaj piękne słowa, ale trudne: Ojcze, nie jak ja chcę, ale jak Ty niech się stanie!…, są to słowa wypowiedziane podczas modlitwy Jezusa w Ogrójcu, w bardzo trudnej chwili. Jeśli popatrzymy całościowo na życie Jezusa, to widzimy Go w różnych sytuacjach. Doświadczał i wielkiej radości, uwielbienia i podziwu ze strony tłumów, było też zmęczenie, smutek, walka, gdy odpierał zarzuty i gdy doświadczał wrogości i szykan, i mierzył się z oskarżeniami. Przeżywał lęk i ból, ale ponad tym wszystkim dominowała niezachwiana ufność w miłość Ojca, w Jego mądrość nawet w największym cierpieniu podczas konania na krzyżu, gdy składał ofiarę z siebie. Chrystus ma tytuł Najwyższego Kapłana, ale warto zwrócić uwagę na to, że Jego kapłaństwo jest zupełnie inne od kapłaństwa Starego Przymierza. Tam kapłani nie składali Bogu siebie w ofierze, składali ofiary, które przynosili ludzie, te składane ofiary nic kapłanów nie kosztowały, a Chrystus złożył siebie w ofierze – był zarówno kapłanem, który składa ofiarę, jak i składaną ofiarą, Jego kapłaństwo jest zupełnie czymś nowym. Każdy z nas ma zaproszenie do udziału w kapłaństwie Jezusa, które cechuje postawa: Ojcze, nie jak ja chcę, ale jak Ty niech się stanie! Taka postawa wyróżnia chrześcijan, ukierunkowuje na pełnienie woli Bożej i wielu chrześcijan faktycznie dzień po dniu składa właśnie taką ofiarę Bogu, chodzi o to, by odkryć, co każdy z nas może oddawać Bogu, niech to będzie coś, co Jemu najbardziej się podoba i chciałby to od nas otrzymywać.
Piątek, 29.05.2026
Mk 11, 11-25
Bohaterem dzisiejszego wydarzenia jest figowiec, który nie chciał wydawać owoców – nie owocował i został przez Jezusa odrzucony. Czytamy w Ewangelii, że figowiec usechł po słowach Jezusa. O czym nam może powiedzieć to wydarzenie? O tym, że Jezus jest pełen miłości i dobroci, ale Jego miłość i dobroć nie są naiwne. Jezus ma bardzo konkretne oczekiwania wobec człowieka, tak jak miał wobec figowca, spodziewał się na nim owoców, ale nie znalazł ich, znalazł tylko zielone liście, a to było za mało. Jezus dla naszego własnego dobra pragnie, byśmy owocowali całym potencjałem, jaki jest w każdym z nas złożony. Drugim tematem poruszonym w dzisiejszej Ewangelii jest wzburzenie Jezusa na sprzedających w świątyni. Jezus domagał się respektowania zasad wobec miejsca świętego, czci i szacunku wobec Boga. Jego dobroć i miłość nie stoją w sprzeczności z tym, co mamy w dzisiejszym fragmencie – Jego surowość i konsekwencja to też jest miłość i dobroć. On chce, żeby figowiec był użyteczny, żeby służył tym, w co został wyposażony, do czego został przeznaczony, wysiłek jest konieczny. Podobnie jest z wyrażeniem gniewu w świątyni, Jezus jasno wskazał na to, że będzie walczył jak lew o cześć i szacunek wobec Boga, i jeśli będzie musiał wybierać między czcią Boga a komfortem człowieka, wybierze to pierwsze.
Sobota, 30.05.2026
Mk 11,27-33
Arcykapłani, uczeni w Piśmie i starsi, czyli przywódcy religijni biblijnego Izraela, zadali Jezusowi pytanie o to, na jakiej podstawie Jezus działa, kto Mu dał władzę i prawo do działań, które podejmuje, i do słów, które wypowiada. Przywódcy nie chcieli usłyszeć prawdy, nie pytali po to, by zrozumieć, pytali po to, by zaatakować. W kulturze starożytnego Bliskiego Wschodu występowało zjawisko społeczne, które nazywano grą o honor. Chodziło o to, by w przestrzeni publicznej wykazać poprzez pytanie czy sytuację, czy dana osoba jest godna honoru czy wstydu. I właśnie z czymś takim mamy do czynienia w dzisiejszej Ewangelii. Rozmówcy Jezusa chcieli Go zawstydzić, zdyskredytować wobec innych. Jezus podjął wyzwanie i też zadał im pytanie, spytał, czy chrzest Jana pochodził z nieba czy od ludzi? Rozmówcy Jezusa nie umieli dać odpowiedzi, znali ją, ale jeśliby ją ujawnili, strzeliliby gola do własnej bramki, więc woleli powiedzieć: Nie wiemy. W ten sposób odeszli pokonani, zostali zawstydzeni brakiem możliwości udzielenia satysfakcjonującej odpowiedzi. Jezus wygrał tę słowną potyczkę. Ale co tu jest ważne dla nas? Możemy pomyśleć o naszym własnym honorze lub wstydzie. Zawsze jesteśmy przegrani, gdy mamy złe motywacje, gdy kieruje nami pycha, zazdrość, gdy jesteśmy napastliwi i gdy chcemy dominacji. Wygrani jesteśmy wtedy, gdy okazujemy szacunek innym i respektujemy ich prawa do tego, czego sami chcemy dla siebie. Nie warto dążyć do uprzywilejowanej pozycji kosztem innych osób, nie warto tak urabiać innych, by zostali zmuszeni do gorszego traktowania ludzi, nie jest dobrze, gdy dajemy sobie korzystniejsze prawa, pozbawiając tych praw innych. Chodzi o to, by wygrywać tym, że nasze postępowanie nie przynosi nam wstydu, jest honorowe i podoba się Jezusowi.