XXXIV Niedziela Zwykła, 23.11.2025 – Uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata
Łk 23, 35-43
Czy można być pełnym godności królem, będąc ukrzyżowanym? Jezus takim był: cierpienie, poniżenie, ogłoszenie Go złoczyńcą i zaliczenie do największych zbrodniarzy nie odebrało Mu królewskiej godności, ponieważ On jej nie oddał. Zobaczmy to właśnie w takiej perspektywie: chciano Go pozbawić tego, co do Niego należało, zrobiono wszystko, co w tamtym czasie dało się zrobić najpotworniejszego, by kogoś ukarać, zmiażdżyć, zdyskwalifikować. Dlaczego to się nie powiodło? Ponieważ Jezus nie miał wątpliwości co do tego, kim jest, jaka jest Jego wielkość i godność i jaki jest cel Jego życia tutaj na ziemi. I właśnie to jest zadanie dla nas, byśmy mieli świadomość taką jak Jezus i cenili swoją godność, którą otrzymujemy od Boga. Oprócz nadanego nam człowieczeństwa otrzymujemy od Boga jeszcze większą godność i dzieje się to najpierw podczas chrztu, potem bierzmowania, Eucharystii i sakramentu pojednania. To Pan nadaje nam wartość i wielką godność i On nigdy tego daru nam nie odbiera. Chrześcijanie pierwszych wieków czcili krzyż i ukrzyżowanego Jezusa właśnie w tym zwycięskim aspekcie i Chrystus na krzyżu był zazwyczaj w szatach królewskich i w królewskiej koronie, pełen tryumfu i chwały (stąd zakrywano pasyjkę na krzyżu w Wielkim Tygodniu). My jesteśmy bardziej zaznajomieni z widokiem ukrzyżowanego Chrystusa jako cierpiącego i umęczonego, tak jakby to był koniec Jego historii, a ona, jak wiemy, dopiero się rozpoczynała, o czym świadczy obietnica dana łotrowi: Dziś będziesz ze Mną w raju. Krzyż zakończył się rajem, zwycięstwem. Jezus jest królem hojnym w dobroć, przebaczenie, przyjaźń i miłość, co widzimy właśnie w wydarzeniu ukrzyżowania. Warto Go rozpoznać, tak jak rozpoznał Go tzw. dobry łotr na krzyżu i poprosił: Wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Grecki tekst ma tu słówko: μνάομαι [mnaomai], które oznacza: miej mnie na uwadze, zachowaj mnie w pamięci. Łotr poprosił tylko o to, a otrzymał dużo więcej. Drugi łotr ma inną historię, wybrał inną drogę. Czytamy o tym, że urągał Jezusowi. Mamy tutaj grecki termin βλασφημέω [blasfēmeō] i ma on ciężki kaliber, ponieważ oznacza: lżyć, bluźnić, oczerniać, zniesławiać, bezpodstawnie obrzucać oskarżeniami. Czy to coś dało? Nie, Jezus nic na tym nie stracił, a ten łotr niczego nie zyskał. W taki dzień jak dzisiaj warto zwrócić się do Jezusa słowami tego łotra, który prosił: Jezu, miej mnie na uwadze w swoim królestwie i można dodać swoją deklarację: a ja będę miał/miała Ciebie na uwadze w „moim królestwie”, to znaczy w codziennym życiu.
Poniedziałek, 24,11.2025
Łk 21, 1-4
Kiedy czytamy o tym, że uboga wdowa wrzuciła do świątynnej skarbony dwa pieniążki, to wiemy, że grecki termin lepton [λεπτόν] oznacza bardzo małą miedzianą monetę, najmniejszą jednostkę monetarną funkcjonującą w systemie żydowskim. Ta kobieta jednocześnie dała i niewiele, i wszystko. Czy jej ofiara miała jakieś znaczenie wobec wielkich ofiar składanych przez bogaczy? Czy wzbogaciła w jakiś znaczący sposób świątynny skarbiec? Nie. Czy mu umniejszyła? Też nie. Patrząc pragmatycznie, możemy nawet powiedzieć, że nic by się nie stało, gdyby te pieniążki zatrzymała na swoje potrzeby. Jezu wiedział, że te dwa leptony to było wszystko, co aktualnie miała na swoje utrzymanie. W centrum tego wydarzenia możemy zobaczyć właśnie taką wskazówkę, by to swoje wszystko oddać we właściwe ręce, to znaczy powierzyć – oddać swój los Bogu. On wie, jaką wartość ma to, co dajemy. Nie chodzi o to, by było tego wiele, chodzi o to, byśmy dając, ufali Mu, że dla Niego ma to sens, że On to ocenia innymi kategoriami i w innej perspektywie, to znaczy takiej, która widzi nasz trud, pokonany lęk, widzi, ile nas faktycznie jakiś gest kosztuje. W niektórych komentarzach możemy spotkać taką sugestię, że wypowiedź Jezusa nie była pochwałą tej wdowy, ale bardziej była ubolewaniem nad jej darem, nad tym, że skorumpowani przywódcy religijni tamtego czasu nie dostrzegą wartości jej ofiary. Owszem, to może być prawda, ale jednocześnie zauważmy, że Jezus nie powstrzymał tej kobiety przed złożeniem daru, dlaczego? Być może chciał przez to pokazać, że w tamtym czasie świątynia Boża, gdy jeszcze istniała, była warta tego, by tak wiele jej oddać, nawet jeśli się wie, tak jak wiedział to Jezus, że w niedługim czasie właśnie ta świątynia zostanie zburzona przez Rzymian i nigdy nie zostanie odbudowana, więc jaki to miało sens? Możemy powiedzieć, że sens jest ponadczasowy i leży on w hierarchii własności: kto i komu ofiarowuje. Uboga wdowa oddaje Bogu wszystko, co posiada, po to, by dom Boży (Bóg) miał jeszcze więcej, niż ma. Dlaczego kobieta to robi? Gdyby przeznaczyła te monety dla siebie, mogłaby zakupić 100 gramów chleba, a Bóg z pewnością nie miałby nic przeciwko temu, ale ta kobieta posługuje się innym kalkulatorem: ona kocha i chce tę miłość wyrazić, i właśnie przed tym okazywaniem miłości Jezus jej nie powstrzymuje, chociaż wie, jaki los czeka świątynię, ponieważ to nie o jej mury tu chodzi, ale o serce zarówno tej kobiety, jak i świątyni. Sercem świątyni był Bóg. Z perspektywy wiary kobieta znalazła się w najlepszej dla siebie sytuacji, okazując, że Bóg i Jego dom jest ważniejszy od niej samej. Czy jest logika w jej postępowaniu? Nie. Bo tam jest miłość, która nie zawsze ma coś wspólnego z logiką czy kalkulacją. Kto z nas chciałby zostać pochwalony przez Jezusa za to samo, co zrobiła ta kobieta? Zapraszam do „kolejki”.
Wtorek, 25.11.2025
Łk 21, 5-11
Przyglądamy się dzisiaj rozmowie Jezusa z tymi, którzy podziwiali piękno świątyni jerozolimskiej, i jak wiemy, Jezus zapowiedział jej całkowite zniszczenie, podobnie jak we wcześniejszym rozdziale (19,41-44) zapowiedział zniszczenie miasta i w tych okolicznościach zapłakał. Kiedy Jezus zapowiadał zniszczenie miasta, wówczas powiedział bardzo ważne słowa o pokoju, mianowicie ubolewał nad tym, że decydenci nie posiadają wiedzy na temat tego, co służy pokojowi. Warto zauważyć, że Jezus zapłakał nad zburzeniem miasta, nad świątynią nie. Być może dlatego, że zburzenie miasta oznaczało zburzenie domów mieszkalnych, śmierć mieszkańców, natomiast zburzenie świątyni miało inny wymiar, religijny i oznaczało ustanie kultu Starego Przymierza związanego między innymi z zabijaniem zwierząt i składaniem ofiar. One miały sens w procesie przygotowawczym do złożenia wyjątkowej ofiary – Jezusa Chrystusa, ale wraz z odkupieńczą śmiercią Jezusa i Jego zmartwychwstaniem została ustanowiona inna ofiara, ofiara Eucharystii i to ona zajęła miejsce wcześniejszego kultu. W dzisiejszym fragmencie jest mowa o końcu, najpierw o końcu świątyni, a następnie o końcu czasu, nazywanym końcem świata. Czy te zapowiedzi już się spełniły? Tak. Świątynia została zburzona w roku 70 podczas wojny żydowskiej z Rzymianami i nastąpił koniec świata w tym kształcie, jaki on był znany przed chrześcijaństwem. Tamten czas, świat, skończył się, a rozpoczął się czas Jezusa i trwa do dzisiaj, i jest przez Jezusa określony jako czas Jego panowania na wieki.
Kiedy mówimy o zburzeniu czegoś w naszym życiu, o tym, że coś się skończyło, coś się zmieniło, to jeśli za tymi zdarzeniami stoi Pan, który nam coś zburzył, coś odebrał, to warto mieć na uwadze, że On czyni tak tylko wtedy, gdy w zamian ma dla nas coś innego, lepszego i trwalszego. Ale jeśli dzieje nam się krzywda, ktoś nas krzywdzi, wówczas Jezus płacze nad naszą krzywdą tak, jak zapłakał na myśl o zniszczeniu miasta. Konkluzja może być następująca: są czasem sytuacje zniszczenia, na które Jezus się zgadza, a są i takie, na które nie ma Jego zgody, jest smutek i płacz. Te różne reakcje Jezusa na zburzenie świątyni i na zburzenie Jerozolimy pokazują nam, że Jezus nie działa schematycznie, szablonowo. On kieruje się celem, którym jest zbawienie każdego z nas i nasze faktyczne, trwałe dobro.
Środa, 26.11.2025
Łk 21, 12-19
Dlaczego Jezus nie zatrzymuje zła? Dzisiaj czytamy o tym, jak Pan zapowiada uczniom, że będą prześladowani, sądzeni, więzieni z powodu tego, że uwierzyli w Niego. Jaką radę ma dla tych uczniów Jezus? Pierwsze, co warto zauważyć, to jest to, że Jezus nie cukruje tego, co czeka uczniów. Nie zmiękcza tego, jak wielką agresją zareaguje świat na głoszenie Ewangelii i zakładanie Kościoła. Rada Jezusa jest tu taka, by uczniowie nie obmyślali obrony: On zapewnia, że da uczniom odpowiednie słowa i taką mądrość wypowiedzi, że prześladowcy będą musieli uznać wyższość Jezusa. Wiara w Jezusa rodziła się w środowisku żydowskim i pogańskim. Ani Żydom, ani poganom nie było łatwo zmienić swoich przekonań religijnych. Jezus to wie i uprzedza uczniów, że tymi, którzy będą ich wydawać na sąd i do więzień, a nawet na śmierć, będą ich bliscy: rodzina, znajomi i przyjaciele. Uczniowie Jezusa będą w bardzo trudnej sytuacji wyboru między wiernością Jezusowi i oddaniu się Jego sprawie a lojalnością wobec rodziny czy znajomych. Ten wybór jest ciągle dla chrześcijan aktualny: w wielu kwestiach różnimy się między sobą, to znaczy między ludźmi, ale chodzi o to, byśmy byli spójni z Jezusem i Jego nauką.
Czwartek, 27.11.2025
Łk 21, 20-28
Jeżeli wczorajszy fragment odnosił się do prześladowania chrześcijan, to w dzisiejszym Jezus po raz kolejny zapowiada wojnę żydowsko-rzymską. Kilka słów o tej wojnie. Jak wiemy z historii, w roku 66 Rzymianie wkroczyli do Palestyny i w szybkim tempie pokonali najpierw Galileę i Samarię, a w roku 70 Jerozolimę. Miasto i świątynia zostały zniszczone. O przebiegu tej wojny opowiada żydowski historyk Józef Flawiusz w swoim dziele pt. Wojna żydowska. Swoją wypowiedzią Jezus przygotowywał słuchaczy do uniknięcia skutków tej wojny. Pamiętajmy o tym, że to nie jest taktyka adekwatna do każdej wojny, jaka nastąpi, ale Jezus daje wskazówki do tej konkretnej wojny z Rzymianami, na konkretnym terytorium geograficznym. Jezus zapowiada mieszkańcom Judei, by szukali schronienia w górach. Góry Judei były sprawdzonym miejscem ucieczki i niejednokrotnie dawały schronienie uciekinierom. W tych górach znalazł między innymi schronienie Dawid, a później w II wieku przed Chrystusem schronili się Machabeusze. Jezus wypowiada ubolewanie nad losem brzemiennych kobiet i matek karmiących dzieci, nie w każdej okoliczności, ale podczas tej wojny. Słowo biada, to gr. uai [οὐαί] oznaczające wyrażanie żalu, ubolewania, jest okrzykiem przestrogi przed nieszczęściem. Ci, którym nie udało się opuścić Jerozolimy przed rozpoczęciem oblężenia, zginęli albo z powodu głodu, zarazy, ognia lub od wewnętrznych walk żydowskich, lub też niektórzy zostali sprzedani do niewoli w roku 70. Jak już powiedzieliśmy, wojna żydowsko-rzymska rozpoczęła się w roku 66 i zakończyła w 73 całkowitą klęską Żydów. Ostatecznie w skutek tej wojny Jerozolima została zburzona, a następnie odbudowana jako miasto pogańskie, z pogańską świątynią usytuowaną w miejscu, gdzie stała przepiękna, okazała świątynia jerozolimska. Większej klęski dla Żydów być nie mogło.
Te wydarzenia Jezus zapowiedział i one się dokonały. Jezus uprzedzał, że przed wojną żydowską ukażą się znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach i o tych znakach przed wybuchem wojny pisze właśnie Józef Flawiusz, że ukazały się na niebie omeny jako zapowiedź upadku Jerozolimy. W tym miejscu przypomnijmy sobie, jak Jezus ubolewał nad losem, który czekał Jerozolimę, zapłakał na myśl o tym, co czeka jej mieszkańców, i podkreślił kwestię umiejętności pokojowego postępowania. Może to być dobra wskazówka dla nas, by szukać pokojowych rozwiązań w naszej codzienności, w rodzinie, wspólnocie czy miejscu pracy, zapłakać nad ludzką krzywdą czy cierpieniem.
Piątek, 28.11.2025
Łk 21, 29-33
W dzisiejszej Ewangelii mamy tylko cztery zdania, ale bardzo ważne, jak zawsze u Jezusa. Są to zdania kończące wypowiedź Jezusa na temat zapowiadanej wojny żydowsko-rzymskiej, która rozegrała się w latach 66-73 i jak wiemy, zakończyła całkowitą klęską Żydów. Stracili oni Jerozolimę i świątynię, miasta i wioski, zginęło milion sto tysięcy ludzi, do rzymskiej niewoli dostało się dziewięćdziesiąt tysięcy Żydów, z czego siedemnaście tysięcy zmarło z głodu, są to dane przekazane przez historyka żydowskiego, biorącego udział w tej wojnie Józefa Flawiusza. Rozumiemy wcześniejszy płacz Jezusa nad Jerozolimą, On wiedział, jak straszne wydarzenia czekają mieszkańców Jerozolimy, całej Judei, Galilei, Samarii i innych terenów Palestyny. Kiedy przemawiał w Jerozolimie i zapowiadał jej mieszkańcom wojnę, powiedział, że najpierw zobaczą znaki, że ona się zbliża. Powiedział, że mieszkańcy Jerozolimy najpierw usłyszą o wojnach i przewrotach i tak było. Wojna żydowsko-rzymska rozpoczęła się od wybuchu powstania w Judei, a konkretnie w Cezarei Nadmorskiej. Wojna została sprowokowana przez pogan, którzy w Cezarei złożyli ofiarę z ptaków przed wejściem do lokalnej synagogi. Powstanie szybko rozprzestrzeniło się na cały kraj. Te wydarzenia miały miejsce około 40 lat po zapowiedzi Jezusa. Jeszcze żyli słuchacze Jezusa i naoczni świadkowie Jego działalności i to do nich właśnie Jezus powiedział: Nie przeminie to pokolenie, aż się wszystko stanie.
Dzisiejsza Ewangelia i wcześniejsze perykopy czytane w tym tygodniu mają bardzo konkretne odniesienie historyczne i zapowiadają wydarzenia, do których doprowadzą ludzkie działania. Kiedy Jezus zapowiedział wojnę żydowsko-rzymską, powiedział także, że będzie ona znakiem, że blisko jest królestwo Boże. Możemy te słowa odczytać jako zapowiedź końca takiego świata starożytnego, jaki w tamtym czasie ludzkość znała, a w jego miejsce przyjście innego świata, nazwanego przez Jezusa królestwem Bożym, czyli chrześcijaństwa zapoczątkowanego przez Jezusa, i my w tym partycypujemy poprzez chrzest i inne sakramenty. Historia ludzkości będzie się zmieniała, niebo i ziemia będą przemijały, ale Jezus zapewnia, że nie przeminie tylko jedna rzecz, a jest nią Jego słowo.
Sobota, 29.11.2025
Łk 21, 34-36
Wypowiedź Jezusa, która towarzyszyła nam w tym tygodniu, przygotowywała uczniów do wojny żydowsko-rzymskiej. W dzisiejszej perykopie mamy jej zakończenie zawarte w słowach skierowanych do tych, którzy będą pierwszym pokoleniem chrześcijan. Jezus chciał, by uniknęli oni skutków tej wojny: Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym. Uniknięcie oblężenia Jerozolimy warunkowało przetrwanie uczniów i dawało szansę na to, że zaniosą oni Ewangelię współczesnemu światu. Czy tak się stało? Jakie stanowisko przyjęli judeochrześcijanie wobec wojny żydowsko-rzymskiej? Posłuchali słów Jezusa i w chwili wybuchu powstania w roku 68 opuścili Jerozolimę. Według historyka Euzebiusza z Cezarei schronili się w Pelli, na wschód od Jordanu. Znakiem dla nich był wybór żydowskiego przywódcy, głównego stratega wojny. Żydzi wybrali Annasza, syna Annasza I, który wcześniej, w roku 62, skazał na śmierć apostoła Jakuba, nazywanego Jakubem Mniejszym lub Sprawiedliwym. Takie przywództwo było czytelnym znakiem dla chrześcijan do ewakuacji. W naszych przekładach na język polski mamy termin: stanąć przed Synem Człowieczym, ale jeśli odniesiemy się do tekstu greckiego, to jest tam czasownik histēmi [ἵστημι], oznacza on: postawić, sprawić, by ktoś stanął. Ma też znaczenie: stać, trwać, pozostać niewzruszonym, ale także ustanowić, zatwierdzić (np. urząd). To zdanie Jezusa możemy zrozumieć nie jako stanięcie na sądzie ostatecznym, ale trwanie przy Jezusie, pozostanie niewzruszonym wobec zagrożeń wojny, ale też być zatwierdzonym chrześcijaninem wobec Jezusa.
Mam świadomość, że to troszkę burzy optykę, do której jesteśmy przyzwyczajeni, czytając tę perykopę, ponieważ zazwyczaj interpretujemy ją w wymiarze eschatologicznym, czyli końca świata. I tak też jest, ale w tym znaczeniu, że Jezus zapowiedział koniec jednego świata, tego znanego współczesnym, i nadejście nowego, zbudowanego na Nim. Warto wydobywać sens Jego słów w kontekście historycznym, dziejowym, którym dla Jego ówczesnych słuchaczy była wojna żydowsko-rzymska. W tej historycznej optyce lepiej rozumiemy wypowiedź Jezusa zawartą w Łk 21.