IV Niedziela Adwentu, 21.12.2025
Mt 1,18-24
Niewiele jest informacji na temat św. Józefa, ale w dzisiejszym fragmencie widzimy go jako człowieka, któremu trudno jest uwierzyć w nadnaturalne poczęcie dziecka Maryi. Postanawia zerwać kontrakt ślubny i oddalić Maryję potajemnie, to znaczy bez nagłaśniania i informowania odpowiednich władz oraz lokalnej społeczności o tym, że poślubiona mu kobieta spodziewa się nie jego dziecka. Zwróćmy uwagę na szlachetność tego rozczarowanego mężczyzny. Nie oskarża Maryi, nie dąży do wymierzenia jej kary. Czytamy o tym, że powodem takiego postępowania była szlachetność Józefa, że był człowiekiem sprawiedliwym i nie chciał narazić Maryi na zniesławienie. Mamy tutaj ciekawe słówko zniesławienie, które w biblijnej grece ma trochę inne zastosowanie niż to, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Chodzi o gr. δειγματίζω [deigmatidzō], gdzie zniesławić tłumaczy się tu jako dać przykład, wystawić na pokaz, wykazać czyjąś winę lub cechę, publicznie obnażyć, zdemaskować. Warto zauważyć, że ten grecki termin zniesławić ma pozytywny koloryt – jest osadzony w prawdzie o kimś, odnosi się do tego, że ktoś ma winę, ale ten, który tę winę zna, nie chce tego nagłaśniać. Taki był Józef, nie chciał nagłaśniać swojego rozczarowania sytuacją, w której się znalazł, nie chce upubliczniać tego, że Maryja nosi nie jego dziecko. Czy postąpił tak, dlatego że bardzo kochał Maryję? Czy być może dlatego, że był szlachetny i nie dążył do zemsty, potrafił ukryć swój ból i w spokoju zaczekać na rozwiązanie tego problemu przez Boga? Być może te dwa powody były tu wiodące. Zobaczmy jeszcze jedną ważną cechę charakteru Józefa, jest to człowiek, który dał się Bogu zawrócić z powziętej drogi, miał pokorę co do tego, by wycofać się z podjętej decyzji, gdy okazało się, że nie miał racji. Jego spokój, opanowanie i roztropność, a przede wszystkim szlachetność charakteru potwierdzały jego wyjątkowość i nominowały go do realizacji opiekuńczej roli wobec Syna Bożego i Jego Matki.
Poniedziałek, 22.12.2025
Łk 1,46-56
Kiedy na kartach Ewangelii Łukasza pojawia się postać Maryi, od początku jest mowa o jej wyjątkowości. Najpierw anioł Gabriel nazywa ją pełną łaski, napełnioną Bogiem, następnie Elżbieta mówi o niej, że Maryja jest błogosławiona między niewiastami, i mówi także o tym, że Maryja jest Matką jej Pana i ma tu na myśli Boga, a o kim mówi Maryja? W centrum jej wypowiedzi jest ogromne przeświadczenie o dobroci i miłości Boga. Ta miłość jest obustronna, odwzajemniona: Bóg kocha Maryję, a Maryja kocha Boga. Każdy z nas może wejść w taką samą relację miłości z Bogiem. Możemy rozpoczynać modlitwę od głębokiego przekonania, że jesteśmy kochani przez Boga. Warto także od tego zaczynać każdy dzień, by zaraz po przebudzeniu przypomnieć sobie: kocha mnie Bóg, a ja kocham Jego. Łatwiej jest mieć takie przekonanie, gdy wokół nas jest wiele dobra i miłości, którą obdarzają nas ludzie, ale chodzi o to, by nie tracić tej pewności podczas trudnych życiowych momentów. I jeszcze jedno: czasem bywa, że nie bardzo wiemy, co powiedzieć Bogu podczas modlitwy, w takich chwilach możemy powtarzać i rozważać Magnificat Maryi, by wraz z nią dziękować Bogu za dobro, którego doświadczyliśmy.
Wtorek, 23.12.2025
Łk 1,57-66
Jak wiele dzieje się wokół narodzin Jezusa. Dzisiaj skupiamy się na Elżbiecie i Zachariaszu oraz na narodzinach Jana Chrzciciela. Jak pamiętamy, Elżbieta i Zachariasz nie mieli potomstwa, dopiero w późnej starości zostali rodzicami. Patrząc na ich historię, uzbrajamy się w pokorną cierpliwość w oczekiwaniu na rozwiązanie problemów, z którymi się mierzymy. Ich wytrwałość została nagrodzona darem potomstwa. Jan jest tu pokazany jako ktoś oczekiwany, przyjęty z ogromną radością, chciany i mający ważne życiowe zadanie do wykonania. Podobnie jest z nami: nawet jeśli ludzie nas nie chcą, to jesteśmy chciani przez Boga, jesteśmy Jemu tutaj potrzebni. Bóg wybrał imię dla Jana, wybrał imię dla Jezusa i dla nas także. Każdemu z nas nadał wyjątkowe imię: jesteś moim ukochanym dzieckiem (łac. amato od amo, które oznacza kocham lub jestem zobowiązany). Patrząc na historię narodzin Jana Chrzciciela, na historię Jezusa, przyglądamy się naszej własnej historii mocno osadzonej w Bożym pragnieniu naszego istnienia. Jesteśmy dla Niego i z powodu tego, że On nas chciał i chce, i to Jego chcę jest nieodwołalne. Patrząc w lustro naszego życia, możemy odzyskiwać mowę, by tak jak Zachariasz błogosławić Boga nie tylko w momentach radości, ale też w wytrwałym przeczekaniu trudniejszych momentów lub w wyczekiwaniu Jego pomocy.
Środa, 24.12.2025
Łk 1,67-79
Dzisiejszy fragment porannej Ewangelii to przepiękny kantyk Zachariasza. Po wielu miesiącach niemożności mówienia Zachariasz odzyskał mowę. Bardzo ciekawe jest to, że pierwsze jego słowa to modlitwa: Błogosławiony Pan, Bóg Izraela. Mamy tutaj grecki termin: εὐλογητός [eulogētos], który oznacza błogosławiony, pochwalony, godzien chwały i czci. Przez dziewięć miesięcy Zachariasz był nie tylko niemy, ale także głuchy, o czym świadczy zastosowane tu słówko greckie κωφός [kōfos], które oznacza głuchy, niemy, niezdolny do mówienia, przytępiony w sensie percepcji lub wymowy, to dlatego przy pytaniach o imię chłopca rozmówcy pytają Zachariasza na migi. Z pewnością doświadczenie, które przeżył Zachariasz, było dla niego czasem wielkiej rewizji życia i przez ten czas wiele się w nim zmieniło. Ta lekcja milczenia i niesłyszenia pozwoliła mu na lepsze zrozumienie Bożych planów, przyjęcie ich i zrealizowanie. Historia Zachariasza przypomina nam o tym, że lepiej jest milczeć niż mówić słowa niepotrzebne, ale kiedy już mówimy, mówmy dobrze, mówmy słowa błogosławieństwa, dobroci, miłości i życzliwości, słowa wyrażające uznanie dla innych, także dla Boga.
Msza Wigilii (wieczorem 24 grudnia)
Mt 1,18-25
Mamy tę samą Ewangelię, którą rozważaliśmy kilka dni temu w Czwartą Niedzielę Adwentu. Do poprzedniego rozważania dodajmy jeszcze kilka kwestii: informacja o tym, że Józef pochodził z rodu Dawida, wskazuje na jego królewskie pochodzenie. Ród Dawida w Izraelu był rodem wielkiego króla, który dokonał zjednoczenia plemion narodu wybranego w jedno królestwo. Był to początek monarchii w Izraelu. Anioł, który przyszedł do Józefa, potwierdza dziewicze poczęcie dziecka Maryi, Mesjasza, zgodnie z tym, co zapowiadał prorok Izajasz (Iz 7,14 Dlatego Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel), Józefowi taki argument wystarczył. Znał proroctwa, spodziewał się Mesjasza i uwierzył w Jego przyjście. W ostatnim zdaniu czytamy dzisiaj, że Józef nie zbliżał się do Maryi, aż porodziła Syna, któremu nadał imię Jezus. Termin nie zbliżał się czasami bywa interpretowany w sensie bliskości fizycznej, jaka ma miejsce między małżonkami. Jednak tutaj, w greckim tekście mamy termin γινώσκω [ginōskō], który oznacza poznawać, rozumieć, uświadamiać sobie, wiedzieć. W klasycznej grece obejmuje ten termin również zdobywanie wiedzy i rozpoznawanie. Zatem Józef nie zbliżał się do Maryi w sensie rozumienia jej i tego, co się wydarzyło, dorównywania Maryi w uwierzeniu w nadnaturalne poczęcie Jezusa, dopiero narodziny Jezusa pozwoliły mu w pełni zrozumieć historię, do której został zaproszony przez Boga, by świadomie w niej uczestniczyć. Czasem zachowujemy się tak jak Józef, też potrzebujemy czasu, weryfikacji zdarzeń, by pełniej zaufać Bogu, że wszystko, co czyni, czyni dla naszego dobra i dobra innych.
Czwartek, 25.12.2025 – Narodzenie Pańskie
Msza w nocy
Łk 2,1-14
Zastosowana przez Łukasza fraza: W owym czasie zwraca uwagę na doniosłość wydarzenia i na jego wielkie znaczenie w historii zbawienia. Chodzi o podkreślenie faktu, że jest to czas przełomowy, który sprawia, że nic już nie będzie takie samo. Zdanie: Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania wskazuje na to, że Józef i Maryja już od jakiegoś czasu przebywali w Betlejem. Egzegeci zauważają, że Józef stąd pochodził i mógł mieć tutaj krewnych, u których się zatrzymali, zgodnie z zasadą gościnności ludzi starożytnego Bliskiego Wschodu. Nie wyklucza to faktu, że narodzenie Jezusa odbyło się poza domem przebywania, w pomieszczeniu dla zwierząt znajdującym się w obrębie domu mieszkalnego. Przyjrzyjmy się dokładniej tekstowi: Łukasz najpierw stwierdza, że Józef i Maryja przybyli do Betlejem i kiedy tam przebywali – czyli byli tam już jakiś czas, nadszedł czas narodzin Dziecka. Dopiero gdy nastąpiły narodziny Dziecka, autor stwierdza, że zostało ono położone w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie, czyli wcześniej to miejsce było. Mamy tutaj grecki termin κατάλυμα [katalyma], który najczęściej jest tłumaczony jako gospoda. Jednak w tekście Łukasza na określenie gospody stosowany jest inny termin: πανδοχεῖον [pandocheion], a κατάλυμα [katalyma] oznacza miejsce w pokoju. I mogła ta historia wyglądać tak, że wcześniej to miejsce było, natomiast nie było go dla narodzin Dziecka i po narodzinach.
Zastanawia nas jeszcze jeden termin: pierworodny Syn – nie jest on informacją o tym, że Jezus był pierwszym synem urodzonym przez Maryję, ale zastosowany tu grecki termin πρωτοτόκος [prōtotokos] w starożytnych tekstach jest synonimem innego terminu μονογενής [monogenēs] oznaczającego jedynaka. Łukasz nie koncentruje się tu na liczbie dzieci urodzonych przez Maryję, ale na aspekcie bycia pierworodnym Synem Bożym, czyli mającym prawo do dziedziczenia i mającym przywileje pierworodnego. Ten aspekt będzie kontynuowany przez Łukasza w opowiadaniu o ofiarowaniu Jezusa w świątyni właśnie jako syna pierworodnego.
Czasem tak bywa przy dokładniejszym czytaniu tekstów Pisma Świętego, że odkrywamy w nim wiadomości inne niż te, do których jesteśmy przyzwyczajeni. To tak jak czasem bywa z naszym życiem i postrzeganiem siebie, gdy jesteśmy przywiązani do jakieś narracji na swój temat czy temat jakiegoś zdarzenia, a spojrzenie z innej perspektywy może nam pokazać zupełnie inny obraz nas samych. Chodzi o to, by być otwartym na możliwe inne scenariusze wydarzeń niż te, do których jesteśmy przywiązani.
Msza o świcie
Łk 2,15-20
Przy narodzeniu Jezusa tak wiele wydarza się nadzwyczajnych okoliczności: anioł Gabriel najpierw objawia się Zachariaszowi, następnie Maryi, anioł interweniuje także u Józefa, gdy ten chce oddalić Maryję, a teraz aniołowie objawiają pasterzom nowinę o narodzinach Zbawiciela. Łukasz pisze o tych wydarzeniach, gdyż tak należało uczynić, gdy pisało się historię bohatera faktycznie żyjącego. Są to tzw. nadzwyczajne okoliczności narodzin, o których mówi enkomion z grupy Progymnasmaty. Pasterze są tu ukazani jako ci, którzy uwierzyli aniołowi, Bożemu wysłannikowi, nie zadawali pytań, nie było u nich niedowierzania tak jak było u Zachariasza czy także u Maryi, która zadawała pytania. Słowa anioła przyjmują natychmiast i odnajdują Maryję, Józefa i Niemowlę. Zwróćmy uwagę na kolejność osób wymienionych tutaj: na pierwszym miejscu jest Maryja, potem Józef, a na końcu Dziecko. Pasterze w swoim działaniu są bardzo podobni do aniołów, którzy im się objawili. Aniołowie wychwalali Boga i pasterze także wychwalali Boga, aniołowie wrócili do nieba, a pasterze wrócili do siebie, do swoich codziennych czynności. To, co zwraca naszą uwagę, to wspólna postawa bohaterów wobec powrotu do siebie, do wykonywania swoich codziennych zadań. To może być ważna wskazówka dla nas, byśmy też wracali do siebie, to znaczy do tego, kim jesteśmy i kim mamy być w oczach Bożych. Czytamy o tym, że Maryja zachowywała wszystkie te wydarzenia w swoim sercu i rozważała je. Termin zachowywać, gr. συντηρέω [syntēreō] oznacza strzec, chronić przed zepsuciem lub utratą, przechowywać w pamięci, natomiast rozważać to gr. συμβάλλω [symballō] i ma znaczenie: zestawiać, konfrontować, rozważać, ale także naradzać się lub spierać w walce. Chodzi o to, by zauważyć, jak w Maryi pracowały te wydarzenia. Bóg w jej ręce oddał swojego Syna i kierując tą historią, udowadniał swoje w niej zaangażowanie. Patrząc na tę historię, możemy zadawać sobie pytania o to, jak to jest, gdy to nam Bóg powierza swojego Syna w Eucharystii, w Komunii Świętej, w drugim człowieku. Jaki mamy entuzjazm wiary, zdumienia nad tym, że Bóg zechciał przyjść właśnie do nas. Może spróbujmy w tych dniach chociaż jednej osobie opowiedzieć o tym, co nam Pan uczynił, czego dokonał w nas, w naszym życiu, w życiu naszych bliskich. Kiedy powracamy do siebie, do swojej historii życia, do tego, co Pan w nas zdziałał, możemy wracać tak jak pasterze pełni radości i zdumienia, wielbiąc i wysławiając Boga za wszystko.
Msza w dzień
J 1,1-18
Słowa klucze w dzisiejszej perykopie to: Słowo, które stało się ciałem, światłość, Bóg, życie, ludzie, ciemność, zwycięstwo światła. Jan pisze o Jezusie, nazywając Go Słowem, które było Bogiem, było od początku i jest dawcą Życia. Słowo to zostało odrzucone przez jednych, przyjęte przez innych. Tym, którzy je przyjęli, dało moc, by stali się dziećmi Bożymi. Jasno z tego wynika, że nie wszyscy ludzie są Bożymi dziećmi. Owszem, wszyscy są powołani, by dziećmi Boga być, ale nie każdy przyjmuje to zaproszenie. Mamy też tutaj termin Jednorodzony, gr. μονογενής [monogenēs] oznaczający jedynaka, ale też kogoś jedynego w swoim rodzaju, kogoś niepowtarzalnego. Zwróćmy uwagę na stwierdzenie Jana, że Słowo – Bóg przyszło do swojej własności, ale swoi Go nie przyjęli. Został odrzucony, ale nie zraził się tym, zatrzymał się przy tych, którzy Go przyjęli. W jakimś sensie to jest wciąż o nas. Są takie wydarzenia, sytuacje, prawdy Boże, które przyjmujemy, akceptujemy, ale są i takie, które odrzucamy z powodu naszej pychy i zarozumiałości, gdy chcemy narzucić Bogu nasze własne plany, nasze idee, naszą wizję rzeczywistości. Pan przychodzi do nas jak do swojej własności, ponieważ z Jego perspektywy jesteśmy Jego własnością i On rości sobie prawa do tego, by układać nam życie według Jego planów. W przestrzeni duchowej chodzi o to, byśmy całkowicie ufali Bogu, że chce dla nas dobra i że kieruje naszym życiem.
Piątek, 26.12.2025
Mt 10,17-22
W świątecznym klimacie może trochę nas dziwić perykopa o śmierci w święto św. Szczepana, pierwszego męczennika. Jezus mówi nam w dzisiejszej Ewangelii o gotowości do oddania życia za wiarę w Niego. Czy to konieczne? Tak. Święta Bożego Narodzenia mówią nam tym, że Bóg przyszedł do nas w osobie swego Syna Jezusa i nie przez wszystkich będzie przyjęty. Nam jest dużo łatwiej wierzyć w Jezusa niż pierwszym chrześcijanom, którzy widzieli ludzką postać Jezusa, widzieli Jego śmierć, poniżenie, słyszeli, jak przywódcy religijni Go odrzucają. Byli wykluczani ze swoich rodzin i społeczności. Byli pozbawiani majątków, możliwości zarobkowania, byli skazywani na śmierć. W bardzo trudnych warunkach rodził się Kościół i w bardzo trudnych warunkach nadal funkcjonuje. Nie zrozumie się Kościoła, jeśli się nie zobaczy jego duchowej konstrukcji, fundamentu, którym jest Jezus i Jego nauka. Szczepan zrozumiał i uwierzył lub najpierw uwierzył, a potem zrozumiał. Męczennicy pokazują prawdę o tym, że Jezus jest wart tego, by dla Niego poświęcić wszystko, by za Niego oddać własne życie. Wart jest także tego, by otworzyć Mu swoje serce, by dać Mu swój czas, by trwać przy Nim także wówczas, gdy innym się to nie podoba.
Sobota, 27.12.2025
J 20,2-8
W oktawie Bożego Narodzenia czytamy Ewangelię o zmartwychwstaniu, o tym jak uwierzyli w zmartwychwstanie Piotr Apostoł i Jan, a pomógł im w tym pusty grób i płótna leżące w grobie. Chociaż nie występuje tu imię Jana Apostoła, jest natomiast określenie – uczeń, którego Jezus miłował. Podobna adnotacja jest zastosowana, gdy jest mowa o Łazarzu (J 11,3 Łazarz też jest określony jako ten, którego Pan kocha). Miłość – kochać i być kochanym – jest ważnym tematem dla Jezusa i jest ona pokazana w takiej perspektywie, że Jezus przekonywał ludzi, że Bóg nas kocha i kocha nas dlatego, że my kochamy Jezusa (J 16,27). Możemy włączyć się w tę relację miłości Bożej do nas, ale z wzajemnością, to znaczy, że z jednej strony przyjmiemy miłość, jaką Bóg obdarza nas, a z drugiej też my obdarzymy Go miłością, ponieważ On chce być przez nas kochany. Po to przyszedł na świat w osobie Jezusa, swojego Syna, by powiedzieć nam o tym, jak ważna jest dla Niego miłość.