Rozważania ewangeliczne | od 18 do 24 stycznia 2026r. – s. dr Karmela Katarzyna Sługocka OP

II Niedziela Zwykła, 18.01.2026r.

J 1,29-34

Dla Żydów biblijnego Izraela Mesjaszem miał być ten, który otrzyma Ducha Świętego i zainauguruje czasy mesjańskie. Jan Chrzciciel, widząc nadchodzącego Jezusa, spełnił zapowiedzianą w proroctwie rolę świadka i zaświadczył o Jezusie, wskazując na Niego jako prawdziwego Mesjasza. Z chronologii wydarzeń ziemskich narodzin Jezusa i Jana wynika, że Jan był starszy od Jezusa o pół roku, a jednak Jan powiedział, że Jezus był wcześniej od niego. Mówił tak po to, by wskazać na odwieczne istnienie Jezusa (na Jego preegzystencję). Jan zaświadczył, że na Jezusa zstąpił Duch Boży. Powiedział to, by Żydzi mogli zrozumieć, że znak, na który czekali, właśnie nastąpił. Wielu proroków Starego Testamentu zaznaczało, że gdy Bóg wyleje Ducha Świętego, będzie to znak przełomowy, niezwykły, który oznajmi erę mesjańską. Zatem zstąpienie Ducha, o którym mówił Jan, było znakiem potwierdzającym, że Jezus został zesłany przez Boga. Czasy Jana Chrzciciela i Jezusa to czasy, gdy większość żydowskich stronnictw miała przekonanie co do tego, że Bóg zaprzestał udzielać swego Ducha, nie udzielał już prorockiego natchnienia tak, jak to czynił w czasach Starego Testamentu. Uznawano, że ta epoka zakończyła się wraz z działalnością ostatnich proroków Starego Testamentu: Aggeusza, Zachariasza i Malachiasza. Wielu słuchaczy Jana Chrzciciela, dla których on był autorytetem, zrozumiało, że Duch Pana znów działa i działa w osobie Jezusa, a to dla Żydów oznaczało nadejście ery mesjańskiej. Jan ujrzał Ducha Świętego nad Jezusem i dał świadectwo, że to jest Syn Boży. Termin ujrzałem, w tekście greckim to theaomai [θεάομαι] – jest tutaj użyty w czasie perfectum, co oznacza, że Jan oglądał Ducha zstępującego na Jezusa i widział tego skutki, widział wspólnotę mesjańską, wspólnotę uczniów i wyznawców Jezusa napełnioną Duchem Świętym, która dynamicznie się rozwijała. Zastosowanie terminu Baranek Boży – jest symbolem Mesjasza triumfującego, Mesjasza wyzwoliciela, w optyce żydowskiej jest to wyzwoliciel na wzór Józefa Egipskiego oraz Mojżesza. Jest także mowa o tym, że Jezus jest Barankiem Bożym, który gładzi grzech świata – w religii Izraela tym, który gładził grzech, był tylko Bóg. I jeszcze kwestia tego, że Duch spoczął na Jezusie – jest tu użyty grecki czasownik menein, jest on charakterystyczny dla Ewangelii Jana i oznacza trwały związek Ojca z Synem i Syna z wierzącymi. Odnosi się on do zamieszkania w ludziach, podkreśla definitywny, trwały charakter tego zdarzenia: zstąpił i pozostał. Jak Jan widział Jezusa? Najpierw widział Go fizycznie, zobaczył, że Jezus nadchodzi, następnie zobaczył Go poprzez poznanie głęboko duchowe, zobaczył, Kim Jezus JEST, i o to chodzi, byśmy także poznali Prawdę o Jezusie, byśmy mieli głęboką radość z relacji z Nim, tak jak miał ją Jan Chrzciciel.

 

Poniedziałek, 19.01.2026r.

Mk 2,18-22

Kilka słów o poście, o tym, że uczniowie Jana Chrzciciela i faryzeusze poszczą, a uczniowie Jezusa nie. Dobrą sprawą jest post, ale odpowiedź Jezusa pokazała, że jest coś o wiele ważniejszego od postu i tym czymś jest radość z obecności Jezusa. Chodzi o taką postawę wobec życia, by częściej karmić radość niż pościć. Chodzi o rozpoznawanie obecności Jezusa, który jest jak pan młody na weselu – ma swoje święto w nas, gdy Go przyjmujemy. Dzisiejsza Ewangelia mobilizuje nas do tego, byśmy dawali się oderwać Jezusowi od naszych starych przyzwyczajeń czy nawyków, od zimnych zasad lub bezdusznych przepisów. Czasem jest tak, że łatwiej jest nam dać Jezusowi jakieś umartwienie, wyrzeczenie niż radosne nastawienie do życia i ludzi, łatwiej nam o surowość niż o dobroć. Ale czy On tego chce? On ceni radość. Warto nauczyć się asertywności i być odpornym na sytuacje, gdy ktoś próbuje nas wcisnąć w jakąś karykaturę pobożności i przymusza nas do praktyk, które nie niosą życia. Czasem może być tak, że to my narzucamy innym naszą pobożność, która może nie być po myśli Jezusa. Warto dać odpór takim naciskom, tak jak uczynił to Jezus. Zamiast postu wybrał radość, widział, jak uczniowie cieszą się Jego obecnością, i nie zamierzał im tej radości odbierać i nakładać na nich usankcjonowanych tradycją postów, nawet jeśli innym się to nie podobało. Weselna radość skupia się na czyimś szczęściu, na tym, że ktoś rozpoczyna nowe życie, łączy się z ukochaną osobą, i do takiej rzeczywistości Jezus porównał swoją obecność wśród ludzi. Jezus przy nas jest jak pan młody na swoim weselu, jest pełen radości i taki chce pozostać, i chce byśmy napełnili się Jego radością. Dzisiaj Jezus zaprasza nas do radości i nie dajmy jej sobie odebrać, nie odbierajmy jej też innym, nieśmy ją tym, z którymi się spotykamy i przyjmujmy ją od tych, z którymi żyjemy.

 

Wtorek, 20.01.2026r.

Mk 22,23-28

Wczorajsza i dzisiejsza perykopa są do siebie zbliżone tematycznie, obie dotyczą postawy Jezusa wobec człowieka i tego, kim jest człowiek i w jakiej optyce powinien żyć. Wobec prawa i zasad Jezus stoi na stanowisku, że mają one służyć człowiekowi, a nie człowiek im. Przepisy i reguły są ważne i Jezus nie kwestionuje ich roli, ale uwrażliwia na to, że mają one być dobre dla człowieka, mają służyć człowiekowi. Pochwalił starotestamentowego Dawida, że nakarmił swoich ludzi chlebami pokładnymi, chociaż wolno je było jeść tylko kapłanom. Wypowiedź Jezusa pokazuje, co Bóg ceni sobie najbardziej. W historii Dawida cenił dobroć wobec żołnierzy i chęć zaspokojenia ich głodu, nie przymuszał ich do postu. Dobrze, że był zwyczaj związany z chlebami pokładnymi, i Jezus nie zniósł tego zwyczaju, ale pochwalił to, że dla słusznej przyczyny tymi chlebami zostali nakarmieni głodni żołnierze, i to znalazło uznanie w Bożych oczach. Krótko mówiąc, chodzi o dobroć względem siebie, o rozsądek wobec przepisów, o gotowość do zmian i elastyczność wobec sformalizowanych zasad, które nie podobają się Bogu lub nie są Jemu potrzebne i nie są dobre dla ludzi. Jest to trudny temat, ale dzisiejsza Ewangelia właśnie taki trudny temat wywołuje.

 

Środa, 21.01.2026r.

Mk 3,1-6

W kolejnym dniu tego tygodnia Ewangelia Marka porusza temat dobroci względem zasad ustalonych przez ludzi w przepisach. W szabat w synagodze był człowiek z uschniętą ręką. Jezus wywołał go na środek – niezbyt to było komfortowe dla tego człowieka, gdy musiał stanąć na środku i gdy wszyscy zwrócili uwagę na jego kalectwo. Jezus chciał mu pomóc, chciał go uzdrowić, ale wiedział, że wielu ludziom nie spodoba się to. Swoim przeciwnikom zadał bardzo niewygodne pytanie: czy wolno czynić dobro w szabat, czyli w święty dzień? Nie odpowiedzieli, a przecież odpowiedź jest prosta, że wolno i nawet należy czynić dobro, zawsze i w każdych okolicznościach. Smutne jest to, gdy ktoś zacina się na dobro. Uzdrawiając tego chorego, czyniąc dobro, Jezus zignorował złe samopoczucie swoich przeciwników. Naraził się na ich gniew i wrogość do tego stopnia, że postanowili Go zabić. Za co? Za to, że był niewygodny, nie chciał odgrywać roli, jakiej oczekiwało od Niego środowisko faryzeuszy i zwolenników Heroda. Jezus znał konsekwencje swojej postawy, wiedział, że wrogość wobec Niego będzie jeszcze większa, ale nadal czynił dobro, nadal uzdrawiał, nadal przebaczał, nadal nauczał. I to jest wskazówka dla nas, gdy doświadczamy presji lub prześladowań, gdy musimy wybrać, kto ma być z nas zadowolony: ludzie czy Jezus? I gdy wybieramy zadowolenie Jezusa, liczymy się z niezadowoleniem tej drugiej strony. Historia człowieka z uschłą ręką zaprasza nas do tego, byśmy to my pokazali Jezusowi nasze bolączki, nasze uschłe ręce i wszystko to, co w nas niedomaga i co potrzebuje Jego uzdrawiającego dotknięcia.

 

Czwartek, 22.01.2026r.

Mk 3,7-12   

Często w Ewangeliach czytamy o tym, że do Jezusa przychodziły wielkie tłumy, czasem mamy podaną ich liczbę, np. pięć tysięcy mężczyzn przy cudzie rozmnożenia chleba i ryb. To nam pokazuje, jak bardzo znaną postacią był Jezus. Nikogo nie trzeba było przekonywać, że   Jezus istniał. W czasach starożytnych problem nie polegał na tym, czy ludzie mieli wątpliwości, że Jezus istniał, co do tego nie było wątpliwości, zbyt wielu ludzi widziało Go na własne oczy, słyszało Jego nauki, było świadkami Jego cudów. Problemem było rozpoznanie: Kim On JEST – czy to naprawdę Mesjasz, czy to Zbawiciel, czy to Boży Syn, czy być może tylko nadzwyczajny człowiek? Jezus stopniowo ogłaszał swoją boską tożsamość. Na początku swojej działalności zabraniał ujawniania jej i na co warto zwrócić uwagę, nie chciał, by duchy nieczyste proklamowały Jego godność. Tutaj możemy znaleźć dobrą wskazówkę dla nas, że to jest ważne, kto będzie nas reklamował, polecał, kto otrzyma mandat do mówienia o nas w taki sposób, że staniemy się jego twarzą, komu damy naszą wizytówkę – nie wszystkim mamy ją dawać i nie za wszelką cenę mamy szukać rozgłosu.

 

Piątek, 23.01.2026r.

Mk 3,13-19

Znamy ten fragment o wybraniu dwunastu apostołów. Znamy też imiona tych wybrańców i o niektórych coś niecoś wiemy. Nie byli idealni, mieli swoje ułomności, jak wiemy, czasem niezdrowo rywalizowali między sobą, czasem się sprzeczali, jeden z nich zdradził Jezusa i doprowadził do Jego śmierci, Piotr uległ lękowi i wyparł się znajomości z Jezusem; nie zawsze rozumieli naukę Jezusa – Jezus to wszystko o nich wiedział, a jednak ich wybrał. Ewangelista Marek wyjaśnia, że zostali oni ustanowieni, aby towarzyszyli Jezusowi. I to jest ciekawy motyw. Jezus potrzebuje towarzyszy, nie chce być sam. Dwunastu zostało przez Niego zaproszonych do szczególnej przyjaźni i do tego, by byli świadkami Jego słów i czynów, by mówili o Nim innym. Nie chodzi o rozgłos, Jezus nie szukał rozgłosu, ale chciał, by Go znano, by Mu wierzono, ponieważ uwierzenie w Niego daje ludziom zbawienie, a On właśnie tego pragnie: zbawiać. Więc powstaje dzisiaj pytanie do nas: czy chcesz być zbawiony/zbawiona? Jeśli tak, to uwierz w Jezusa, uwierz Jezusowi, że On chce twojego dobra.

 

Sobota, 24.01.2026r.

Mk 3,20-21

Dzisiejszy fragment to tylko trzy zdania mówiące o tym, jak wyglądała sytuacja dopiero co ustanowionych Dwunastu i Jezusa. Tłum interesował się Jezusem, nie odstępował Go, a Jezus i apostołowie nie mieli czasu nawet na posiłek. Bliscy Jezusa przyszli do Niego, by powstrzymać Go przed działalnością, ale czy da się zatrzymać Jezusa? Nie! Czy Dwunastu, zaraz po wyborze, spodziewało się zmęczenia, przepracowania i głodu? Nie! Ewangeliści nie oskarżają Jezusa o to, że nie dbał o dobro uczniów. Dbał, w innych miejscach czytamy o tym, że kazał im odpoczywać, przygotowywał dla nich posiłki, karmił ich. Dzisiejszy fragment nie jest o zaniedbaniach Jezusa, ale jest o tym, jak bardzo ludzie garnęli się do Niego, jak byli spragnieni Jego obecności, jak bardzo chcieli ciągle przy Nim być. To może być nasz imperatyw na dziś: pragnienie, by być blisko Jezusa, by być z Nim, by angażować się w Jego sprawy i nie próbować powstrzymywania Jezusa w tym, co On zamierzył, bo jest to bezcelowe. Z tych trzech dzisiejszych zdań wynika, że jedni robili wszystko, by być z Jezusem, inni próbowali Go powstrzymywać, a jeszcze inni Go obśmiewali, mówiąc, że odszedł od zmysłów. Jeśli, idąc za Jezusem, bierzemy pod uwagę, że tak samo będzie z nami, to dobrze. Bo tak będzie, że jedni będą nas wspierali, będą szli razem z nami, inni nas nie zrozumieją i będą nas powstrzymywali, a jeszcze inni przykleją nam etykietę ludzi, którzy są niespełna rozumu. Czy trzeba się tym przejmować? Nie. Przejmować się należy tym, by nigdy nie zwątpić w Jezusa i żyć tak, by sprawiać Jezusowi radość.