IV Niedziela Wielkiego Postu, 15.03.2026
J 9,1-41
Jezus ujrzał niewidomego – ujrzał to gr. eidō [εἴδω] i w pierwszej kolejności oznacza: wiedzieć, znać, rozumieć, w drugiej kolejności: widzieć, dostrzec, a w trzeciej znać z doświadczenia.
Jezus ujrzał niewidomego, a więc nie tylko go zobaczył, ale wiedział o nim, znał go i rozumiał. Takim samym spojrzeniem Jezus obdarowuje nas: widzi nas, to znaczy wie o nas, zna nas i rozumie. Rozwiązał problem niewidomego, chociaż ten nie prosił o to. Z nami też tak jest: Jezus rozwiązuje nasze problemy, wkracza w nie także wtedy, gdy nie prosimy Go o to. On pomaga, ponieważ chce to czynić. Uzdrawiając niewidomego, użył śliny i błota, nie musiał tego czynić, wystarczyłoby powiedzenie słów, wystarczyłby dotyk albo sama chęć, bez okazywania gestów, a jednak wybrał ślinę i błoto.
To wydarzenie pokazuje nam, że czasem trzeba dać się obłocić, by przejrzeć, upaść, by powstać. Tak jak w życiu tego niewidomego: najpierw ciemność, potem bród, a ostatecznie światło. W życiu człowieka wydarzają się rzeczy trudne, niesprawiedliwe, złe i smutne, ale Pan, jeśli tylko pozwolimy Mu się objąć i dotknąć, przeprowadzi nas zwycięsko z ciemności do światła, przemieni naszą sytuację.
Z czym musiał zmierzyć się uzdrowiony? Z całkowitą zmianą życia. Zmiana życia, przejście z ciemności do światła wymaga wiele odwagi. Został uzdrowiony człowiek, ale nikt się tym nie cieszył, nikt mu nie gratulował, jest natomiast ciągany do faryzeuszy i musi się tłumaczyć, musi zmierzyć się z ich oskarżeniami i podejrzliwością.
Cud spowodował jego nowe problemy! O czym to świadczy? O tym, że warto mieć świadomość tego, że kiedy wydarza się cud, to nie oznacza, że będzie łatwiej, owszem, będzie lepiej, będzie dobrze, ale to nie oznacza łatwiej! Ta historia zaprasza nas do wejścia na drogę całkowitego zaufania Jezusowi, kochania Go, nie dla naszych osobistych korzyści, ale dla Niego Samego, bo On jest tego wart.
Poniedziałek, 16.03.2026
J 4,43-54
Kiedy mamy sytuację kryzysową, możemy postąpić tak jak ten urzędnik królewski – przyjść do Jezusa i poprosić o pomoc. Długą drogę odbył urzędnik, aby dojść do Jezusa i nie chodzi tylko o odbytą podróż, która zajęła mu dzień drogi w jedną stronę, ale chodzi o jego wewnętrzną podróż do Jezusa, do tego, by w Niego uwierzyć. Jak wiemy, syn urzędnika został uzdrowiony – było to uzdrowienie na odległość, poprzez słowo, które wypowiedział Jezus: Idź, syn twój żyje. Dokonywane cuda zjednywały Jezusowi wyznawców, ale nie tego Jezus chciał. Rozumiał ludzką naturę, że potrzebuje ona znaków i cudów do tego, by uwierzyć, jednak trochę wybrzmiewa smutek Jezusa, czy może nawet skarga na taką sytuację, na powierzchowny entuzjazm wiary zbudowany na znakach i dowodach. Czyżby On chciał, byśmy wierzyli w Niego także wtedy, a może zwłaszcza wtedy, gdy odmówi nam cudu, gdy nie sprawi tego, o co prosimy? Wygląda na to, że tak. Naszą odpowiedzią może być postawa ufności względem Niego, przyjście do Niego ze wszystkimi naszymi sprawami, ale Jemu pozostawienie rozwiązania.
Wtorek, 17.03.2026
J 5,1-16
W dzisiejszej Ewangelii możemy zobaczyć dwie kwestie związane z uzdrowieniem. Pierwsza to bardzo ciekawe pytanie Jezusa skierowane do chorego o to, czy chce być zdrowy. A można nie chcieć? Ten chory człowiek cierpiał od trzydziestu ośmiu lat, więc pytanie Jezusa wydawałoby się bezsensowne, a jednak było ono uzasadnione. Dlaczego? Ponieważ są czasem sytuacje, kiedy człowiek nie chce zmiany na lepsze. Poprawa sytuacji może mu odebrać powody do użalania się nad sobą, do wzbudzania litości, może odebrać korzystanie z pomocy innych i wskazać na konieczność podjęcia pracy. Nie każdy chce takich zmian. Druga kwestia to nasza odpowiedź na pytanie Jezusa skierowane do nas: czy chcesz być zdrowy? Pyta, bo wie, że uzdrowienie fizyczne i duchowe przyniesie wiele zmian w życiu, zaczniemy być inaczej postrzegani przez otoczenie, być może wyśmiani, a być może podziwiani. Ale ta opinia nie jest ważna i nie powinniśmy się nią kierować. Dobrze jest, gdy sięgamy głęboko do naszych rzeczywistych pragnień, gdy odpowiemy Jezusowi na pytanie, które stawia nam z głęboką troską o nas i nasze dobro: czy chcesz być zdrowy?
Środa, 18.03.2026
J 5,17-30
W dzisiejszej Ewangelii odnajdą się osoby doświadczające prześladowań, a nawet mobbingu, zarówno ofiary mobbingu, jak i sprawcy. Celem mobbingu jest wyeliminowanie ofiary z zespołu, odebranie jej dobrego imienia, doprowadzenie do utraty poczucia własnej wartości. W sytuacji Jezusa było coś więcej, coś jeszcze groźniejszego, Jego przeciwnicy chcieli Go zabić. Powód? Jezus nazywał Boga swoim Ojcem. Jak wiemy, Żydzi też nazywali Boga swoim Ojcem, ale różnica była taka, że Jezus czynił to w taki sposób, który pokazywał Jego równość z Ojcem: Kto Mnie widzi, widzi Ojca. Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu. Jezus widział ich wzburzenie i podjął wysiłek wyjaśnienia im tej prawdy. Nie zmienił zdania, nie wycofał się, nie zadbał o ich komfort psychiczny, nie uległ oczekiwaniom dostosowania się do ich przekonań. To jest ważna wskazówka dla nas przy głoszeniu Bożej Prawdy. Jezus nie rozmiękczał swojej nauki, by zostać przyjętym, nie przypochlebiał się słuchaczom. Mówił Prawdę, stawiał wymagania w nadziei na to, że zostanie przyjęty taki, jaki JEST.
Czwartek, 19.03.2026 – Uroczystość Św. Józefa, Oblubieńca NMP
Mt 1,16.18-21.24a
Dzisiejsza Ewangelia jest o ojcostwie. Autor pisze w taki sposób, by czytelnik miał pewność co do tego, czyim synem jest Jezus i jaką rolę pełnił Józef wobec Jezusa i Maryi. Pokazuje też trudności, z jakimi mierzył się Józef. Zaskoczenie sytuacją wywołało jego rozterki, chciał zerwać ślub z Maryją. Nie chciał jej oskarżać ani zniesławiać. Nie chciał nagłaśniać potencjalnej winy Maryi. Ostatecznie przyjął ją do siebie z nie swoim dzieckiem. Znamy takie sytuacje, gdy ktoś spośród nas decyduje się na pieczę zastępczą, na adopcję czy po prostu na przyjęcie nie swojego dziecka i kochania go jak własnego. Czynią to zarówno mężczyźni, jak i kobiety, za co składam wam ogromne wyrazy uznania, szacunku i podziwu dla was, którzy idziecie drogą Józefa. Józef był silnym i odważnym mężczyzną, ale nie polegał tylko na sobie, dał sobą pokierować Bogu i pozwolił się Jemu poprowadzić.
Piątek, 20.03.2026
J 7,1-2.10.25-30
Czytamy o tym, że Jezus schodził przeciwnikom z drogi. Nie chciał chodzić po Judei, ponieważ tamtejsi Żydzi zamierzali Go zabić. To dobra wskazówka dla nas, by nie zaogniać konfliktów. Jezus dał jeszcze jedną wskazówkę: owszem, z jednej strony nie należy iść na zwarcie w konflikcie, ale z drugiej nie rezygnować z wykonywania swoich zadań. Jezus unikał Żydów z Judei, nie chodził tam, ale nie zrezygnował z głoszenia Ewangelii. W Jego przypadku nie był to lęk przed śmiercią, ale autor nam mówi, że chodziło o godzinę Jezusa, że ona jeszcze nie nadeszła. Ciekawe sformułowanie: Godzina Jezusa – chodzi o przełomowy, kulminacyjny czas Jego działalności, którą była zbawcza śmierć.
Mamy też dzisiaj mowę o braciach Jezusa, z którymi udał się na Święto Namiotów do Jerozolimy. Jak wiemy, w Piśmie Świętym termin bracia oznacza nie tylko rodzinę, ale też przyjaciół, znajomych, a także współmieszkańców. W Księdze Rodzaju (29,4) mamy taką historię, gdy Jakub uciekając przed Ezawem, przybył do pewnego miasta i zapytał nieznajomych: Bracia moi, skąd jesteście? Jest wiele innych miejsc w Biblii, które wskazują na to, że określenie brat ma bardzo szerokie zastosowanie i nie musi oznaczać rodzeństwa. W naszym otoczeniu także możemy spotkać osoby, które wywołują konflikty, idą na zwarcie i mają jeszcze z tego powodu poczucie dumy. Możemy w takiej sytuacji przyjąć taktykę Jezusa: omijać konflikt, nie rozniecać go, ale jednocześnie nie rezygnować z realizacji swoich planów i zamiarów.
Sobota, 21.03.2026
J 7,40-53
Mamy dziś bardzo ciekawy tekst na temat tego, co sądzono o Jezusie. Jedni uważali Go za Mesjasza i proroka, inni za oszusta. Co za skrajne opinie. Ale dzięki nim dowiadujemy się wiele o oczekiwaniach względem Mesjasza: miał pochodzić z Betlejem i miał być z rodu Dawida. To wszystko zgadza się z pochodzeniem Jezusa: Łukasz i Mateusz przekazali nam właśnie takie dane o Nim. Nie przepadamy za bardzo za genealogiami w Ewangeliach, a one właśnie przekazują tę ważną kwestię: Jezus jako syn Józefa i syn Maryi pochodził z rodu Dawida, więc miał pełne prawo być nie tylko Mesjaszem, ale także królem narodu żydowskiego. Urodził się w Betlejem, więc pochodził z Judei, chociaż większość ziemskiego życia spędził w Nazarecie, w Galilei. Na uwagę w dzisiejszym fragmencie zasługuje odwaga faryzeusza Nikodema. Nie przystał on do napastliwości wobec Jezusa, nie podzielał wrogości względem Niego. Czy ryzykował? Tak, teraz on stał się przedmiotem ataków ze strony faryzeuszy. I to często tak działa. Tam, gdzie jest zmowa przeciwko komuś, osoba, która wyłamie się ze zmowy, nie chce jej sprzyjać, sama staje się jej przedmiotem. Czy warto taką cenę płacić? Tak. Życie według honorowych zasad jest cechą wielkich ludzi, złośliwości, zazdrość, zmowa i wrogość charakteryzują ludzi małych. Wybór należy do nas.