VI Niedziela Zwykła, 15.02.2026
Mt 5, 17 – 37
Mówi się, że rewolucje są dla ludzi. Mówi się również, że ostatecznie okazuje się, że nie są łaskawe dla swych dzieci. Jak w orwellowskich wizjach, ci, którzy stają na czele buntów dla zmiany na lepsze, zadziwiająco szybko idą śladami tych, których obalenia się domagali. Kazanie na Górze to również rewolucja w sposobie widzenia świata. Różni się jednak od wszystkich innych zasadniczo. Jezus, który ją ogłasza, deklaruje nie zniesienie Prawa, lecz wypełnienie go, w wierności Duchowi, nie literze. Używając sformułowań bliskich i dziś nauczającym rabinom, jezusowa rewolucja to wznoszenie muru wokół Tory – wzmacnianie jej zaleceń. Już nie tylko „nie zabijaj” – nie gniewaj się na swego brata, nie poniżaj go, nie ubliżaj mu, nie osądzaj go. Już nie tylko „nie cudzołóż” – nie dokarmiaj pożądania w jakikolwiek sposób, strzeż nawet myśli, bo z nich przecież rodzą się czyny, czuwaj nad sercem. Już nie tylko „nie przysięgaj fałszywie” – nie nadużywaj wielkich słów, pozwól, aby twoje życie było najlepszą gwarancją twojego „tak” lub „nie”. Prawdziwa rewolucja. Bóg, który ją ogłosił, i ci, którzy idą za Nim, rzadko odnoszą sukces w świecie. Jest to jednak jedyna chyba w historii propozycja, która rzeczywiście zmieniła świat, nie niszcząc, lecz pozwalając rozkwitnąć duchem jej dzieciom.
Poniedziałek, 16.02.2026
Mk 8, 11-13
Komu potrzebne są znaki na potwierdzenie autorytetu? Proszą o nie ci, którzy sami uznają się za stojących ponad tym, od którego znaku się domagają. Faryzeusze nie są ślepi i głusi. Widzą, co Jezus czyni, słyszą, jak przemawia. Problemem nie jest znak. Skamieniałe serca ludzi, którzy nie są w stanie przyjąć najbardziej oczywistych dowodów miłości Boga – oto prawdziwy powód nieustannego nacisku wywieranego na Nauczycielu z Nazaretu, żeby uwiarygodnił się wobec tych, którzy uważali się za nauczycieli Izraela. Może dlatego Jezus, pewnie z wielkim smutkiem i żalem – „westchnął w głębi duszy”. Nie mówi dziś nawet o znaku Jonasza, nie wraca do porównań z pogańskimi miastami czy bohaterami czasów wielkich proroków. Po prostu wsiada do łodzi i odpływa. Co jeszcze można dać, kiedy dało się już wszystko…?
Wtorek, 17.02.2026
Mk 8, 14 – 21
Okazuje się, że nie tylko faryzeusze „mają oczy, ale nie widzą.” Również najbliżsi uczniowie Jezusa, apostołowie, którzy zbierali ułomki po cudzie chleba, już zapomnieli, czego byli świadkami. Nie rozumieją, co mówi do nich Nauczyciel. Nie rozumieją ostrzeżenia przed „kwasem Heroda i faryzeuszy” – przed obłudą, która całkowicie wypacza sumienie, która łamie charakter, odwraca znaczenia słów i nawet z Boga i Jego Słowa robi sobie tylko środek do osiągnięcia bardzo przyziemnych celów. „Chleb” z takiego „zakwasu” nie może dać życia. Karmienie się nim sprowadzi śmierć. Apostołowie tymczasem martwią się, że znów zapomnieli zaopatrzenia na drogę. Ile razy Bóg tłumacząc nam siebie musi odbijać się od naszego ludzkiego, małostkowego myślenia… Kiedy więc świat opowiada nam o Stwórcy, kiedy Słowo opowiada nam o Życiu, spróbujmy zrobić krok w stronę Ducha, aby nie rozglądać się za „sklepikiem z bułkami”, kiedy na wyciągnięcie ręki jest Chleb Życia.
Środa Popielcowa, 18.02.2026
Mt 6, 1-6.16-18
Nie trzeba wynajmować stadionów, hal widowiskowych, największych placów w mieście. Nie trzeba wystawać na rogach ulic i demonstracyjnie obnosić imitację aureoli. Skrzydła na szelkach nie wzniosą ku niebu. Od czasu, kiedy Jezus wyszedł na Górę, wystarczy jałmużna, o której nikt nie musi wiedzieć, wystarczy modlitwa, która pośrodku ciszy, z samego dna nocy, wzniesie się z serca do Serca Ojca, wystarczy post, o którym nie wie nikt, oprócz tego, który wydał bitwę własnym kajdanom – wystarczą te „ubogie” środki, żeby zmienić człowieka, żeby zmienić świat wokół jednego serca. I Ojciec, który widzi w ukryciu, odda sercu, które nie dla nakarmienia własnego ego, ale po prostu kochając Miłość, próbuje iść przez świat.
Czwartek, 19.02.2026
Łk 9, 22 -25
Jezus rusza w drogę do Jerozolimy. Tam wszystko się wykona. Dopełni się godzina Jego odrzucenia przez ludzi, którzy uczynili się administratorami bożych spraw. Zabiją Go, lecz Życia nie da się uśmiercić. Każdy, kto chce ocalić życie, będzie wędrował Jego ścieżką. Może dlatego zawsze krzyż, a nie oklaski i uznanie tłumów, był najlepszą gwarancją autentycznej świętości? Najtrudniejszy pierwszy krok. Najtrudniej zaprzeć się samego siebie, czyli zgodzić się na krzyż każdego dnia i przyjąć go takim, jakim jest, a nie takim, jakim go się sobie wyobrażało. Potem już tylko trzymać się Jego śladów – upadać i powstawać, pozwolić sobie pomóc, i wreszcie oddać się w ręce specjalistów od przebijania gwoździami i wystawiania na wyszydzenie… Trudne… Lecz „co za korzyść dla człowieka, jeśli cały świat zyska, a siebie zatraci?”
Piątek, 20.02.2026
Mt 9, 14 -15
Kto zrozumie post? Nie zrozumie ten, kto chce coś sobie udowodnić, kto chce zrzucić zbędny balast, kto chce pokazać, że da radę. Nie zrozumie ten, kto pości z kodeksem praw i nakazów w ręku. Post zrozumie ten, kto kocha. On wie, że post to nie tylko tymczasowy brak potraw mięsnych na talerzu. Post to modlitwa serca, które tęskni za spotkaniem, które jest gotowe, żeby oddać wszystko z miłości do Miłości, które ból największy przeżywa, kiedy czuje się oddzielone od Źródła Życia. Jeśli post chcesz zrozumieć, oblubieńca pytaj, nie prawnika…
Sobota, 21.02.2026
Łk 5, 27-32
Zdrowy chorego nie zrozumie. Nie zrozumie nawracającego się grzesznika ten, kto sam nie poznał, jak gorzki smak ma porażka w walce ze słabością i jak wielką wolność daje sercu słowo: nie potępiam cię, wybaczam ci, wstań i idź przez życie z podniesioną głową. Nie zrozumie ten, kto zawsze osądzał, potępiał i piętnował, jak wielką radość daje uczucie bycia osądzanym miłosierdziem, jak cieszy słowo „chodź ze mną – pójdź za mną”, kiedy słyszy je serce dotąd spychane na margines, w samotność, odcinane od wspólnoty. Lepiej być słabym pod skrzydłami Mocarza, niż być papierowym herosem, nawet pozłacanym; lepiej być chorym, ale pod opieką najlepszego Lekarza, niż chować trąd pod wyszukanymi szatami. Grzesznik zrozumie. Ten, co zawsze był prawy i sprawiedliwy – pewnie potępi i ze wzgardą odrzuci. Ocalenie przychodzi nie tylko z rozpoznaniem słabości. Spełnia się wtedy, kiedy chore serce uwierzy bardziej Lekarzowi niż przekonaniu o tym, że wszystko już osądzone, i że nic się już nie zmieni. Wyjście poza ten schemat uratuje i grzesznika i „sprawiedliwego”.