Rozważania ewangeliczne | od 1 do 7 marca 2026r. – o. dr hab. Waldemar Linke CP

II Niedziela Wielkiego Postu, 1.03.2026

Mt 17, 1-9

„Ocienił ich świetlisty obłok” (Mt 17,5, przekład R. Brandstaettera) – tak te słowa brzmią w dosłownym przekładzie. Zwykle tłumacze cofają się przed paradoksalnością tego sformułowania, które ma znamiona oksymoronu, a więc jest zbitką terminów sprzecznych. Trzeba było poety, by się na to poważył. Ale takim samym poetą był autor Ewangelii św. Mateusza. On też zdawał sobie sprawę, że tej niezwykłej sytuacji nie da się opisać w zwykły sposób. Podobną sprzecznością wewnętrzną wydają się zderzone ze sobą deklaracja umiłowania Jezusa przez Ojca i perspektywa Jego śmierci, po której co prawda nastąpi zmartwychwstanie, ale to w niczym nie ujmuje jej realności. Ten oksymoron jest o wiele ważniejszy. Jezus chwalebny jest w drodze ku śmierci. Jego chwała jest prawdziwa i Jego śmierć też. Syntezą obydwu jest zmartwychwstanie – wyraz bezgranicznej miłości Ojca do Syna, który następuje po męce i śmierci – wyrazie bezgranicznej miłości Syna do Ojca.

 

Poniedziałek, 2.03.2026

Łk 6, 36-38

Jest miara, która nadaje kształt naszemu życiu i wyznacza jego proporcje. Ta miara jest w naszych rękach i w naszym użyciu. Z jej pomocą mierzymy to, co dajemy, sprzedajemy, wciskamy innym. Ale ona mierzy także nas i to, co otrzymujemy od innych. Trudno nam jednak przyjąć, że istnieje ścisła i konsekwentna symetria między tym, co bierzemy, i co dajemy. Trudno nam przyjąć, że ta miara jest jedna. Tworzy ona swego rodzaju oś symetrii w naszym życiu, a nam ta symetria się nie podoba. Wolelibyśmy, by sytuacja była asymetryczna i przechylona w stronę naszej korzyści. Mnie należy się więcej, mnie należy się lepsze. Na tym polega istota egoizmu. To jest nasza największa słabość moralna. To wymaga naszego największego wysiłku ascetycznego.

 

Wtorek, 3.03.2026

Mt 23, 1-12

Mamy tylko jednego Nauczyciele i Mistrza, tylko jednego Ojca. To unieważnia wszystkie nasze zabiegi związane z pozycjonowaniem się, przepychankami, dąsami o to, kto został zauważony, wyróżniony, a kogo pominięto przy rozdawaniu orderów, nie doceniono w podziękowaniach po imprezie. Jezusowi nie zależy na zbieraniu dla siebie wszystkich kwiatów, laurek i pudełek z pralinkami. Jego celem jest uwolnienie nas od trwonienia czasu i sił na te jałowe gry o prestiż, bezwartościowe laurowe wieńce i listy gratulacyjne. Jego słowa są dobrą nowiną o wolności od tej gry pozorów, gonienia za próżnością, rozczarowań i zawodów.

 

Środa, 4.03.2026 – Święto św. Kazimierza, królewicza

J 15, 9-17

Czy sługa może być przyjacielem? Czy przyjaciel może być sługą? Na obydwa te pytania możemy odpowiedzieć twierdząco. Te dwa statusy się nie wykluczają i mogą się łączyć, jak można być inżynierem i cukrzykiem jednocześnie. Różna jest jednak podstawa bycia sługą, a inna przyjacielem, jak różne są dyplom inżynierski i diagnoza stwierdzająca cukrzycę. Przyjaciel to ktoś, kto ma udział w intymnym świecie kogoś, z kim łączy go przyjaźń. Nie dotyczy to sługi, który ma wykonywać polecenia, czy rozumie ich sens, czy nie. Ktoś, kto jest sługą i przyjacielem, przyjacielem jest bardziej. Służy, ale nie jak bierne narzędzie, lecz jako ktoś, kto rozumie i akceptuje. Jednak przyjaźń nie zwalnia z zaangażowania, z trudu, z poświęcenia. Nie jest łatwiej być przyjacielem niż sługą. Nie ma taryfy ulgowej dla przyjaciół. Dla nich jest przyjaźń, wspólnota z Tym, kto otwiera przed nami swój wewnętrzny świat.

 

Czwartek, 5.03.2026

Łk 16, 19-31

Dlaczego bogacz był bogaty, a biedak biedny? Czy bogacz był wyzyskiwaczem i sknerą czy genialnym kupcem, który śmiałymi przedsięwzięciami osiągnął fortunę? Czy biedak był niewinnie zgnębionym przez życie Hiobem czy utracjuszem, który roztrwonił wszystko, co miał? Nie jest to ważne w przypowieści. Ważne jest, jak przeżywali swą sytuację, w której są ukazani: bogacz oddaje się używaniu tego, co ma, a biedak cierpliwie znosi, że nie ma niczego. Czy bogacz został ukarany za swe bogactwo? Nie, poniósł konsekwencje swej krótkowzroczności, bezmyślnej postawy wobec życia. Nie zastanawiał się, że bankiet życia kiedyś się skończy, i nie pytał się, co będzie później. Czy biedak był filozofem, który umiał żyć w niełatwej sytuacji? Nie ma przesłanek, by tak sądzić. Ale czekał, co będzie dalej z nim i jego życiem. Często słyszymy (nawet z ambony) dobre rady, by żyć chwilą obecną. Jezus przypomina nam, by zastanowić się, czym będzie nasze życie, gdy się zmieni po przekroczeniu progu śmierci?

 

Piątek, 6.03.2026

Mt 21, 33-43. 45-46

Los wrednych dzierżawców słuchacze Jezusowej przypowieści opisują w bardzo zgrabnym zdaniu: właściciel winnicy złych potraktuje źle (por. Mt 21,41). Kwiecistość przekładów zaciera prostą, żelazną logikę tego osądu moralnego. Tylko Roman Brandstaetter w swym przekładzie oddaje to wyrażenie przez „złym zło zgotuje”. Logika ta jest dla nas w pełni zrozumiała, jak była dla pierwszych słuchaczy tej przypowieści, ale tylko do pewnego momentu: dopóki nie dotyczy nas, dopóki nie chodzi o zło przez nas popełnione. Gdy chodzi bowiem o to, że popełniliśmy zło, to zaraz zmienia się nasza optyka. Jak to? Złem za zło? Jak bandzior karzący dilera, który na czas nie oddał pieniędzy za rozprowadzony towar? To przecież niemożliwe, żeby Jezus był taki! Czy to możliwe, żeby dzierżawcy nie tylko nie płacili swych należności, ale jeszcze chcieli zrabować dzierżawioną ziemię zabijając jej dziedzica? Że my nie aż tacy źli? Że nasze zło to takie małe zełko? Punktem odniesienia dla oceny zła, które czynimy, jest krzyż Jezusa. Nikt nie jest sędzią we własnej sprawie – jak mówi rzymska zasada prawna. Naszym sędzią jest Syn zamordowany przez złych i przewrotnych dzierżawców.

 

Sobota, 7.03.2026

Łk 15, 1-3.11-32

Problem nie przestał być mniej palący niż był w czasach Jezusa. Jest to rzeczywisty problem, to znaczy, że nie ma on prostego rozwiązania. Jak Kościół ma odnieść się do grzeszników? Tych, którzy przychodzą do niego wykrzykując, że będą palić świątynie, i tych, którzy są prominentnymi urzędnikami instytucji kościelnych. Nie wiadomo, którzy są trudniejsi w relacjach. Musimy więc – sami nie mając dobrych pomysłów, co robić w takiej sytuacji – patrzeć na Jezusa, „który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala” (Hbr 12,2). Po pierwsze: siada On z grzesznikami i stołu i jada z nimi. Nie pluje z pogardą, nie głosi morałów patrząc z góry na tych gorszych. Po drugie: nie mówi tym, którzy czynią zło, że to zło nie jest takie złe i w zasadzie, jak je czynią, to niech już czynią, bo im dobrze idzie. W przypowieści o synach i miłosiernym ojcu nie ma łatwych rozwiązań. Synowie muszą się nawrócić, a ojciec cierpi, bo go opuścili. Jeden odszedł gardząc wszystkimi i wszystkim, czego nie da się zamienić na uciechy. Drugi został w gniewie, dążąc do upokorzenia swego brata, i tak już upodlonego przez popełnione winy i złe życiowe wybory.