XVI Niedziela Zwykła, 19.07.2026
Pierwsze czytanie: Mdr 12, 13. 16-19
Fragment z Księgi Mądrości, wpisany w liturgię Słowa tej niedzieli, pochodzi z ostatniej, trzeciej części tego skarbu biblijnej literatury dydaktycznej. Autor zamyka swoje dzieło wielkim rozważaniem nad dziejami Ludu Wybranego, widząc w nich swoiste „Boże igrzysko”. Odczytaną dziś perykopę poprzedza refleksja nad grzechami pierwotnych mieszkańców ziemi Kanaan. Nie nawróciła ich cierpliwość i miłosierdzie Boga, więc doświadczyli kary. Boże działania są nieproporcjonalnie delikatne wobec zbrodni, jakich potrafią dopuszczać się ludzie. Istotnie, katalog grzechów przedizraelskich mieszkańców Ziemi Świętej budzi grozę: zaczynając od pełnych obrzydliwości rytów, przez zabijanie dzieci aż po kanibalizm. Wobec tego wszystkiego rozłożone w czasie, nastawione na miłosierdzie działanie Boga, może zadziwiać. Dopuszczający się zła „tylko” utracili daną im wcześniej ziemię. W tym kontekście pojawia się modlitwa uwielbienia Pana – sprawiedliwego Sędziego, który nawet wobec jawnego odrzucania Jego władzy, pozostaje łagodny w wymiarze kary. Słowo dziś dane nam jako światło na drodze życia kończy się wymownym pouczeniem – powinniśmy uczyć się od samego Boga miłosierdzia i cierpliwości. „Sprawiedliwy powinien bowiem miłować ludzi”, na wzór Stwórcy, który każdemu daje nadzieję, że po występkach przyjść może nawrócenie.
Psalm responsoryjny: Ps 86 (85), 5-6. 9-10. 15-16a
Psalm, który dziś śpiewamy, odpowiadając na przesłanie o miłosierdziu Boga, zawarte w I czytaniu, chociaż opatrzony jest nagłówkiem przypisującym jego autorstwo Dawidowi, powstał najprawdopodobniej po powrocie Synów Izraela z niewoli babilońskiej. Modlący się w świątyni lewita prosi o ocalenie, odwołując się do Bożej łagodności i licząc na otrzymanie łaski przebaczenia. Powracają motywy, które wcześniej wybrzmiały w perykopie z Księgi Mądrości: oto Bóg jest nieskory do gniewu, łaskawy i miłosierny, a więc skruszony w sercu człowiek może liczyć na Jego zmiłowanie. Mimo tego, że od czasu powrotu Ludu Wybranego znad rzek Babilonu minęło już tyle wieków, serca spontanicznie, w chwilach skruchy lub w czasie niebezpieczeństw, wciąż wołają do Pana tym samym wołaniem: Panie, Ty jesteś dobry i łaskawy, wejrzyj na mnie i zmiłuj się nade mną…
Drugie czytanie: Rz 8, 26 – 27
Czytany dziś fragment Listu do Rzymian przynosi mały traktat o modlitwie. Cały rozdział ósmy pawłowego przesłania dla Kościoła stolicy Imperium jest poświęcony życiu w Duchu Świętym – nowemu życiu, jakie prowadzi wyzwolony z mroku śmierci człowiek, który wcześniej uwierzył i wyznał, że Jezus jest Panem. Duch Święty prowadzi krok po kroku nowonarodzonego w chrzcie człowieka, prowadząc do przekonania, że oto stał się dzieckiem Bożym. Modlitwa, czyli oddech życia wierzącego chrześcijanina, to również dzieło Ducha. Bóg wie, że jesteśmy słabi i nie pozostawia nas samych, kiedy nie potrafimy nawet ubrać w słowa naszego uwielbienia, naszej prośby, naszych wyrazów skruchy. Nie trzeba więc nieustannie biczować się z powodu nieumiejętności stawania przed Panem. Modlitwa nie jest pokazem oratorskiego kunsztu, ale uświadomieniem sobie, że oto Bóg sam mieszka w moim sercu i On sam wie i rozumie mnie lepiej, niż ja znam i rozumiem samego siebie.
Ewangelia: Mt 13, 24 – 43
W formie dłuższej dzisiejsza Ewangelia zawiera aż trzy Jezusowe przypowieści o Królestwie. Z pewnością wszyscy usłyszeliśmy w czasie liturgii pierwszą z nich – opowieść o pszenicy sianej za dnia przez gospodarza i chwaście posianym nocą przez nieprzyjaciela. Znaczenie namalowanego słowem obrazu wyjaśni za chwilę uczniom sam Jezus: siewcą pszenicy jest On sam, rolą jest świat, nieprzyjacielem jest diabeł, chwastem są synowie Złego, zaś czasem żniw jest koniec świata. Wszystko wydaje się więc czytelne. Wciąż jednak zadziwiać może cierpliwość Gospodarza, który pozwala, aby pszenica i chwast rosły razem, nawet jeśli chwast toczy z pszenicą nieustanną walkę na śmierć i życie. Być może powodem cierpliwości Dobrego Siewcy jest fakt, że często trudno jest odróżnić rosnące zboże od rozsianego szkodnika. Po raz kolejny Bóg pragnie powiedzieć każdemu sercu, że czeka na nawrócenie. Liczy na to, że to, co wydawało się chwastem, w czasie żniwa okaże się jednak pszenicą. Być może nasz Pan ma wobec nas więcej wiary i więcej nadziei na przemianę, niż my dajemy sobie sami. Warto więc po Bożemu spojrzeć na pole własnego życia, i póki mamy jeszcze czas, to, co jest chwastem, pokutą i nawróceniem zamienić na pszeniczne ziarno.
Poniedziałek, 20.07.2026
Pierwsze czytanie: Mi 6, 1-4. 6-8
Tak dobrze znamy pieśń „Ludu, mój ludu, cóżem ci uczynił”. Kiedy słyszymy te słowa, pojawia się przed oczyma wielkopostny fiolet i czas wielkopiątkowej adoracji krzyża. Dziś odkrywamy te słowa w kontekście czasu „w ciągu roku”, niemal w środku wakacji, kiedy nie jesteśmy raczej skłonni do pokutnej zadumy. Prorok Micheasz staje jednak przed nami tak, jak kiedyś przed Synami Izraela, i ogłaszał im, że oto Bóg wytacza proces swojemu ludowi. Izrael i Juda są na ławie oskarżonych, a Pan, jak wytrawny prokurator, rozpoczyna swoją mowę oskarżycielską nie od opisu zbrodni, ale od wyliczenia dobrodziejstw, jakie wyświadczył ludziom, którzy okazali się przerażająco wręcz niewdzięczni. Wobec takiego aktu oskarżenia prorok jako zadośćuczynienie proponuje złożenie całopalnych ofiar i obfitych darów w oliwie, a nawet – ofiarę z pierworodnego syna. Bóg nie czeka jednak na całopalenia z baranów i na rozlaną na ołtarzu oliwę. Pragnieniem serca Boga jest powrót ludzi na drogę sprawiedliwości, wierności i szczerej relacji ze Stwórcą. Ofiarą z Pierworodnego jako wynagrodzenie za grzechy ludzi zajmie się sam Bóg, w sposób, którego sam prorok pewnie nawet nie dopuszczał do wyobraźni. Mając pełnię Objawienia Bożej miłości, stojąc wobec Krzyża Pierworodnego Syna, weźmy do serca tę niezwykłą skargę Boga, która dziś wybrzmiewa we wszystkich kościołach świata.
Psalm responsoryjny: Ps 50 (49), 5-6, 8-9, 16b-17. 21 i 23
Refren dzisiejszego psalmu responsoryjnego wydaje się być pokrzepiający. Oto Pan mówi, że ten, kto jest prawy, zobaczy zbawienie. Poszczególne strofy jednak, wybrane z wersetów Psalmu 50, stanowią łącznie wzmocnienie słuchanej w I czytaniu oskarżycielskiej mowy Boga. Oto stają przed Panem Jego umiłowani, a jednak spotkanie, które się rozpoczyna, będzie czasem sądu. Słowo odsłania bez miejsca na niedopowiedzenia hipokryzję ludzi. Bogu nie chodzi o ofiary, które są wciąż składane na ołtarzach, ale pragnie prawdy serc. Żonglują wymienianiem przykazań ci, którzy je notorycznie łamią. Ludzie dopuścili się najcięższego z przewinień: lekceważenia Słowa Pana, grzechu, który zawsze pociągał za sobą poważne konsekwencje. Bóg sam więc staje się jakby lustrem dla ludu: odziera ze złudzeń, że oto można Go kupić za kozły i cielce, i zasłonić Mu oczy dymem z ofiar. Stawanie przed Panem z wdzięcznością w sercu i uczciwe postępowanie – oto prawdziwa droga ocalenia, wytyczona przez Ducha, który prowadził serce i rękę Psalmisty.
Ewangelia: Mt 12, 38-42
Dwunasty rozdział Ewangelii Mateusza cały jest nabrzmiały sporami Jezusa z faryzeuszami i uczonymi w Piśmie. Mistrz z Nazaretu jest oskarżany o wszystko: o lekceważenie i łamanie szabatu na wszelkie możliwe sposoby, o działanie mocą Belzebuba, słowem – o jawne bluźnierstwa i oddanie się złym mocom. Pytanie o znak, jakie dziś słyszymy, w tym kontekście jest niemal komplementem. Oponenci Jezusa zdają się mówić: uwierzymy, tylko udowodnij, że masz prawo robić to, co robisz. Odpowiedź wydaje się twarda: ci, którzy oskarżali Jezusa o niejasne zamiary i odstępstwo od ortodoksji wiary, sami są nazwani „plemieniem przewrotnym i wiarołomnym.” Jedynym znakiem, jaki będzie im dany, potwierdzającym autorytet Jezusa, będzie znak Jonasza. Chrystus sam wyjaśnia wszystko, antycypując to, co wkrótce się wydarzy: trzy dni i trzy noce w łonie ziemi, które poprzedzą Jego powtórne ukazanie się, jako zwycięzcy śmierci. Niestety, jak wszystkie poprzednie, również ten znak zostanie odrzucony. Poganie, obcy i nieczyści, którzy, jak niegdyś Niniwici i jak Królowa z Południa, przyjmą zaproszenie do nawrócenia i zadziwią się cudem miłości Boga, potępią plemię niewierne, które nie rozpoznało czasu swego nawiedzenia.
Wtorek, 21.07.2026
Pierwsze czytanie: Mi 7, 14-15. 18-20
Żegnamy się dziś z Księgą Proroka Micheasza. Zamykająca ją końcowa modlitwa być może powstała już po powrocie z niewoli babilońskiej, lub nawet w czasie samego wygnania, jako dzieło kolejnego posłańca Pana do Jego ludu. Wzmianka o reszcie Izraela i tęsknota za krajobrazami stron rodzinnych wydaje się potwierdzać taki właśnie kontekst podarowanej nam dziś w liturgii perykopy. Do proroctw o mesjańskim Władcy, który narodzi się w Betlejem, i do mów, w których prorok w imieniu Boga upominał się o sprawiedliwość wobec ubogich, dołącza wołanie serca, które poznało gorycz klęski i które już tylko w miłosierdziu Boga może pokładać nadzieję na ratunek i nowy początek po powrocie do ziemi obiecanej ojcu Abrahamowi. Echo tej modlitwy usłyszymy kiedyś w pieśni wyśpiewanej przez nieznaną wówczas nikomu Dziewczynę z Galilei, pod której sercem zaczęło bić serce Boga. Ona również w swoim „Magnificat” wypowie w tym samym prorockim Duchu, że oto Pan, bogaty w miłosierdzie, pamiętający o skruszonych i pokornych sercach, pociesza je, tak, aby wypełniło się Słowo dane Abrahamowi i jego potomstwu na wieki.
Psalm responsoryjny: Ps 85 (84), 2-3. 5-6. 7-8
Psalm 85, którym modlitewnie odpowiadamy na przesłanie I czytania, prowadzi nas w duchu dziękczynienia za łaskę i miłosierdzie Boga. Psalmista, podobnie jak wcześniej słuchany przez nas Prorok, wyznaje, że Pan jest Bogiem sprawiedliwym, lecz jednocześnie bogatym w przebaczenie. Przebaczenie win jest tym, co najmocniej skłania serca ludzi do powrotu na drogę wierności przykazaniom. Gniew Pana nie może przecież trwać na wieki, a lud, któremu okazane miłosierdzie przywraca życie, może znów wyznawać Boga, który, chociaż nie pozostawia występku bez kary, to jednak wielki jest w przebaczaniu.
Ewangelia: Mt 12, 46-50
Tłem dla opisywanej dziś przez Ewangelię Mateusza sceny są niewątpliwie oskarżenia wysuwane wcześniej przeciw Jezusowi. Wieści o ekscentrycznych zachowaniach krewnego dotarły do rodziny, stąd wyprawa do Kafarnaum, na którą kuzyni (tak należy rozumieć użyte w tekście słowo „bracia”) zabrali również i Matkę niepokornego Nauczyciela. Tymczasem Mistrz z Nazaretu, na wieść o obecności rodziny, odpowiada w zaskakujący dla wielu sposób. Nakreśla nowy krąg swoich bliskich i ustanawia jako kryterium pokrewieństwa gotowość do pełnienia woli Ojca. Tajemnicą serc Jezusa i Maryi było to, co dla innych mogło być gorszące: oto Ona była jedyną wśród ludzi w sposób doskonały oddaną woli Ojca, zaś Chrystus tymi słowami nie wypierał się Matki, lecz błogosławił Ją. Ona jedna też wiedziała, że Ten, którego narodziny zapowiedział Jej boski posłaniec, z pewnością nie działa w mocy władcy ciemności. Matka i Syn, Prawdziwy Bóg i Niepokalana Służebnica Pańska zjednoczeni jednym pragnieniem serc: wypełnić w doskonały sposób to, co jest wolą Ojca, który jest w Niebie.
Środa, 22.07.2026 – święto św. Marii Magdaleny
Pierwsze czytanie: 2 Kor 5, 14-17
Kościół w Koryncie dla św. Pawła był jedną z najbardziej wymagających wspólnot. Poświęcił on ludziom z tego trudnego, portowego miasta wiele serca i wiele łez. Spory w korynckim Kościele, a jeszcze bardziej wprost naganna moralnie postawa chrześcijan z tej gminy, spowodowała konieczność wyjątkowo mocnych interwencji ze strony Apostoła. Drugi list, pisany po wyjaśnieniu trudnych spraw, jest oceniany jako jedno z najbardziej osobistych pism pawłowych. Czytamy dziś fragment z 5 rozdziału, któremu redaktorzy Biblii Tysiąclecia dali tytuł „Nadzieja Apostoła”. Paweł po raz kolejny zapewnił Koryntian, że jedyną motywacją jego działania jest głoszenie Ewangelii dla zbawienia ludzi. To miłość Chrystusa, a nie miłość własna, wciąż przynagla do nieustannej wędrówki. To pragnienie głoszenia Ukrzyżowanego i Zmartwychwstałego Pana zaprowadziło Apostoła do Koryntu, aby również i tam ludzkie serca mogły narodzić się na nowo i odwrócić od starych grzechów do nowego życia. Tak, jak niegdyś Koryntianie, tak i dziś żyjący uczniowie Chrystusa, wszyscy objęci zostaliśmy tym samym prawem nowego stworzenia, stąd wciąż aktualny pozostaje gorący apel Apostoła, którym zamyka on 5 rozdział 2 Kor: pojednajcie się więc z Bogiem, który, aby ocalić was od grzechu, sam przyjął na siebie jego ciężar i związaną z nim śmierć (Por. 2 Kor 5, 20-21).
Psalm responsoryjny: Ps 63, 2.3-4.5-6.8-9
Śpiewając dziś Psalm 63 – wielki psalm miłości tęskniącej za obecnością Boskiego Oblubieńca, w dniu święta św. Marii Magdaleny, pozwólmy sobie na zobaczenie oczyma wyobraźni, jak modli się tymi słowami Patronka dzisiejszego dnia. Jak musiały brzmieć w jej sercu, w kontekście historii jej życia, słowa o tym że szuka Boga. Jak brzmiały w jej ustach słowa „tęsknię za Tobą jak ziemia łaknąca wody” w tamten poranek zmartwychwstania, kiedy szukała ciała Jezusa, i rozpoznała Go w chwili, kiedy wymówił jej imię… Może warto zabrać ten psalm na wyprawę w głąb własnej historii życia, i pozwolić, aby serce poruszyła tęsknota za Bożą łaską, co cenniejsza jest od życia….
Ewangelia: J 20, 1. 11-18
Scena spotkania Zmartwychwstałego z Marią Magdaleną to jeden z najbardziej wzruszających ewangelicznych obrazów. Ta, którą Jezus uwolnił od pełni zła – od siedmiu złych duchów, pokochała Chrystusa czystą miłością ocalonego od śmierci serca. Trwała przy Nim do końca, odważniejsza od apostołów, którzy uciekli bojąc się cienia krzyża. Była na Golgocie, kiedy ciało Jezusa złożono do grobu. W poranek po szabacie, jak tylko było to możliwe, już biegła tam, gdzie prowadziło ją serce. Jak wielka miłość – tak wielki ból. Nie wiedziała jeszcze, że jej ból zamieni się w radość. Czego nie rozpoznały oczy, widząc ogrodnika, to rozpoznało serce, słysząc wymawiane imię. Tajemnicze „nie zatrzymuj mnie” Jezusa znajduje różne wyjaśnienia. Pozwolił się przecież dotknąć Tomaszowi, i żeby przekonać apostołów o realności zmartwychwstania wręcz kazał się im przekonać przez dotyk, że nie jest duchem. Być może chciał zaprosić Marię Magdalenę do wejścia na nowy poziom relacji – nie trzymaj się już Mnie jak dawnego Nauczyciela – odkryj we mnie uwielbionego Pana.
Czwartek, 23.07.2026 – święto św. Brygidy
Pierwsze czytanie: Ga 2, 19-20
List do Galatów jest, obok Listu do Rzymian, wielkim traktatem o usprawiedliwieniu, które dokonuje się nie mocą uczynków, nie na podstawie tego, co ludzie wypracują sami wysiłkiem woli, wypełniając przepisy Prawa, lecz jest bezinteresownym darem miłości Boga do ludzi. To ofiara Ukrzyżowanego usprawiedliwia czyli czyni sprawiedliwymi tych, którzy z natury byli obciążeni ciążeniem ku niesprawiedliwości. Paweł doświadczył tej prawdy niezwykle osobiście. Pragnął być doskonały mocą uczynków zgodnych z Prawem i przekonał się, że prowadzi to do śmierci. Spotkanie z Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym zmieniło życie Apostoła. Woła dziś do Galatów, których judaizujący chrześcijanie próbowali przekonać do zachowywania mojżeszowych zapisów, że on sam – apostoł, ojciec ich wiary, „dla Prawa umarł przez Prawo, aby żyć dla Boga.” W tym kontekście pojawia się jedno z najgłębszych pawłowych wyznań: „już nie ja żyję, żyje we mnie Chrystus”. Tak dzieje się z każdym, kto zrozumiał moc wolności, jaką daje przyjęcie sercem Ewangelii o Jezusie Chrystusie – prawdziwym Bogu i prawdziwym Człowieku. Od Godziny Golgoty, od ukrzyżowania i zmartwychwstania, już nie szabaty i święta, już nie obrzezanie i składanie ofiar z baranków, ale krew Chrystusa usprawiedliwia serce, które wraz z Jezusem pozwoli się przybić do krzyża.
Psalm responsoryjny: Ps 34, 2-3.4-5.6-7.8-9.10-11
Psalm 34, śpiewany dziś jako modlitewna refleksja i odpowiedź na Słowo z I czytania, w zamyśle redaktora Psałterza miałby pochodzić od króla Dawida i wpisywać się w szczególny moment historii jego życia – kiedy uciekał przed Saulem aż do schronienia się przed niebezpieczeństwem u Filistynów. Wydawać by się mogło, że w tak dramatycznej chwili pojawi się modlitwa pełna bólu i trwogi, z prośbą o ratunek. Tymczasem mamy do czynienia z tekstem, który jest modlitwą uwielbienia i zaufania. W oryginale tekst jest skomponowany w bardzo wyrafinowany sposób – kolejne wersety rozpoczynają się od następujących po sobie liter alfabetu hebrajskiego. W kontekście dzisiejszej liturgii wydaje się, że można wysnuć z tego następujące wnioski: nawet na życiowych zakrętach, a może przede wszystkim wtedy, towarzyszy nam Boża Opatrzność, i nawet dom nieprzyjaciół Pan może uczynić miejscem schronienia, co poświadcza nie tylko historia Dawida ale i życie Patronki dnia dzisiejszego. Można również, modląc się tym psalmem, doświadczyć mocy nieoczywistej prawdy, że właśnie uwielbienie Boga sprawia, że każde doświadczenie, w sposób szczególny to bolesne, nabiera nowego światła i sensu, kiedy serce powie: dziękuję Ci, Boże, prowadź mnie, ufam Tobie.
Ewangelia: J 15, 1-8
Janowa Ewangelia zaprasza do Wieczernika. Jezus zaprasza uczniów do trwałego zjednoczenia z Nim. Obraz Chrystusa – winnego krzewu, i Ojca, który troszczy się o to, aby latorośle przynosiły jak najobfitszy owoc, ma uzmysłowić apostołom, jak ścisły łączy ich związek z Mistrzem i Nauczycielem. Słowo przygotowuje ich jednocześnie na to, że praca nad oczyszczeniem serc-latorośli będzie trwać. Uczniowie zostali oczyszczeni dzięki Słowu Jezusa. To samo Słowo pozwoli im dalej trwać i przynosić owoc. Los winorośli, która odrzuca oczyszczenie, jest godny pożałowania. Odpada od winnego krzewu, usycha i jest przeznaczona na spalenie. Kluczem do życia jest więc życie Słowem. Łączność z Jezusem sprawia, że życie staje się owocodajne. Uczniowie więc mogą prosić Ojca – Ogrodnika, o cokolwiek chcą, aby pomnożyć owoc Słowa, w którym trwają. Ostatecznie bowiem Syn, który jest winnym krzewem, Ojciec, który oczyszcza, i Duch, który sprawia owocowanie, doznają chwały, kiedy ludzkie serca żyją pełnią życia zakorzenionego w ofiarnej Miłości.
Piątek, 24.07.2026
Pierwsze czytanie: Jr 3, 14-17
Jeremiasz to jedna z najbardziej tragicznych postaci wśród proroków. Młody kapłan świątyni w Jerozolimie, na wyraźne życzenie Pana bezżenny, powołany aby nieść Słowo Boże do ludu w schyłkowym okresie istnienia Królestwa Judy. Oglądał na własne oczy upadek Jerozolimy i zniszczenie Świątyni. Cierpiał wewnętrzny ból i rozterki. Chciał nieść błogosławieństwo – musiał głosić przekleństwo jako karę za odstępstwo. Chciał budować i sadzić – musiał wyrywać i niszczyć. Nadzieję widział dopiero w przyszłości, kiedy buntowniczy i bałwochwalczy lud nawróci się wreszcie i powróci do Pana. Na te czasy zarezerwowane zostało Słowo, którego dziś słuchamy. Wiarołomni synowie powrócą, i nie będą już skupiać się wyłącznie na zewnętrznych oznakach kultu, lecz zrozumieją, że Bóg odbiera cześć od czystych serc, Jemu oddanych. Sama Jerozolima otworzy również swe bramy i stanie się celem pielgrzymek ludzi ze wszystkich narodów – uniwersalizm, którego nie byli w stanie zrozumieć i przyjąć współcześni Proroka. Słowo wypowiedziane przez Jeremiasza znalazło swoje ostateczne wypełnienie w chwili narodzin Kościoła – nowego Ludu Bożego. Już nie Arka Przymierza, ale Bóg sam, mieszkający pośród swego Ludu, uczynił z wielu narodów jedną rodzinę, pielgrzymującą zgodnie przez ziemię w stronę Niebieskiego Jeruzalem.
Psalm responsoryjny: Jr 31, 10. 11-12ab
Psalm responsoryjny dziś nie został wzięty z biblijnego Psałterza, lecz został spleciony z wybranych wersetów 31 rozdziału Księgi Izajasza. Modlimy się słowami pełnymi nadziei i pocieszenia, zapowiadającymi pełną pokoju mesjańską przyszłość. Po mrokach czasu upadku i niewoli przychodzi duchowe odrodzenie. Nie jest ono jednak owocem ludzkich wysiłków. To Pan zamienia smutek w radość i to On czuwa nad zgromadzonymi na nowo owcami, które wcześniej rozproszył. Sercom, które to zrozumieją, pozostaje tylko roztańczyć się do rozbrzmiewającej na nowo pieśni o Bożym Miłosierdziu.
Ewangelia: Mt 13, 18-23
Słuchamy dziś, jak sam Jezus wyjaśnia znaczenie przypowieści o siewcy. Ziarno Słowa rzucane jest na glebę ludzkich serc. Losy ziarna zależą od tego, gdzie trafi. Owocowanie Słowa zależy od odpowiedzi serca, które je przyjmuje. Ludzie–drogi, ludzie-skały, ludzie- ciernie czynią Słowo bezowocnym. Nie przyniesie ono plonu tam, gdzie wciąż jest pogoń za wiatrem, gdzie całą uwagę absorbują troski doczesne, gdzie serce skamieniało i zamknęło się w sobie. Dopiero ten, kto nie tylko słucha Słowa, ale potrafi się przy nim zatrzymać i zrozumieć, staje się zdolny do przynoszenia plonów. Nie da się owocować będąc wciąż w biegu. Ciernie trosk potrafią odebrać moc nawet boskiemu pocieszeniu, jeśli człowiek skupi się wyłącznie na własnym bólu bądź na własnych potrzebach doczesnych. Żeby słuchać i zrozumieć, trzeba ziarnu dać szansę nie tylko na to, aby dotknęło przelotnie serca, ale i na to, aby się w sercu mogło przyjąć, zakorzenić, obumrzeć i wreszcie przynieść plon. Ile zasłuchania, ile ofiarowania – tyle owoców przyniesie w życiu człowieka Boży siew.
Sobota, 25.07.2026 – święto św. Jakuba Apostoła
Pierwsze czytanie: 2 Kor 4, 7-15
Powraca w liturgii Słowo z 2 Listu do Koryntian, tym razem za sprawą święta św. Jakuba, apostoła. Św. Paweł dzieli się z nami doświadczeniem, które było udziałem każdego z głosicieli Ewangelii. To przede wszystkim doświadczenie obdarowania połączone ze świadomością własnej słabości. Nosimy skarb, ale jesteśmy zaledwie glinianymi naczyniami. To, co czyni przepowiadanie skutecznym, to zjednoczenie z Chrystusem w tajemnicy Jego Męki. To wszystko dla dobra uczniów, którzy ze świadectwa Posłańców Słowa otwierają się na nowe życie, zwłaszcza wtedy, kiedy widzą, jak Apostołowie umieją dla Chrystusa i dla nich obumierać. Tak oto, jak pisze Paweł, nawet jeśli głoszący przeżywa śmierć, to w słuchaczach działa Życie. Tajemnica skutecznego głoszenia do dziś pozostaje ta sama. Autentyczni świadkowie Jezusa, złączeni z Nim w tajemnicy Krzyża, często aż do męczeńskiej śmierci, jak na początku dziejów Kościoła tak i dziś najmocniej pociągają serca do wiary, że ostatnim słowem, jakie Bóg ma dla człowieka jest zmartwychwstanie.
Psalm responsoryjny: Ps 126, 1-2ab. 2cd-3. 4-5. 6
Od czasów Psalmisty wiele pokoleń odnalazło się w prawdzie słów, które dziś stają się naszą modlitwą odpowiedzi na Boże przesłanie. Wiele najpiękniejszych i najbardziej wartościowych dzieł rodziło się i rodzi we łzach. Początki każdego dobra bywają trudne. Tajemnica ziarna, które musi obumrzeć, żeby przynieść plon, powraca i powtarza się w czasie. Nie od razu widać żniwo. Nie od razu można się cieszyć owocami trudu, jaki włożyło się w przygotowanie gleby i siew. Cierpliwość, która niesie w sobie również gotowość na cierpienie, zostaje jednak nagrodzona. Ci, którzy zapłakali nad początkiem, będą mogli cieszyć się radością żniwiarzy niosących do spichlerzy wieczności obfity plon posianej przez całe życie miłości i ofiary.
Ewangelia: Mt 20, 20-28
Na pierwszy rzut oka scena opisana w dzisiejszej Ewangelii nie stawia Patrona dnia, św. Jakuba, w najlepszym świetle. Wprawdzie nie on sam, lecz jego matka, zwraca się do Jezusa z prośbą o specjalne miejsce u boku Mesjasza-Króla, lecz wydaje się, że apostoł specjalnie nie protestuje – wręcz przeciwnie, deklaruje, że chętnie wypije z kielicha, z którego ma pić Jezus. Nie wie, o co prosi, ale w prośbie swej jest wyjątkowo wytrwały. Dla Jezusa jest to okazja, żeby wszystkich swych najbliższych uczniów wprowadzić w logikę Królestwa Bożego. On sam jest pośród nich jak Ten, który służy. Oni sami mają być u początku wspólnoty, którą nie będzie rządzić prawo silniejszego lecz reguła miłości wzajemnej i wzajemnej służby. Jakub i Jan zaczną to rozumieć, kiedy Jezus umyje im nogi i kiedy poda im do picia kielich z winem, które stało się Jego krwią. Przeżyć jeszcze będą musieli dramat własnej słabości i zwątpienia, aby po poranku Zmartwychwstania i po dniu Pięćdziesiątnicy stanąć wreszcie w gotowości do oddania życia z miłości i za Miłość. I z czasem dopełni się godzina, kiedy będą sami pić z tego samego kielicha, z którego pił ich Mistrz i Nauczyciel.