XIV Niedziela Zwykła, 5.07.2026
Pierwsze czytanie: Za 9, 9-10
Na słowa proroka Zachariasza staje przed naszymi oczyma obraz bardzo bogatej w znaczenia Niedzieli Palmowej. I chyba dobrze, że pojawia się on teraz, w innym kontekście liturgicznym. W ten sposób możemy mu się przyjrzeć z większą uwagą, bardziej skoncentrowani na jego mesjańskim wydźwięku.
Bo przecież obietnica pokoju zawarta w tym tekście, nie wypełniła się w pełni podczas pierwszego przyjścia. Można powiedzieć, że wypełniły się raczej zewnętrzne znaki tego proroctwa: rozpoznanie królewskiej godności Jezusa, jego pokora i wjazd do Jerozolimy na osiołku oraz towarzyszący temu wydarzeniu entuzjazm. Niezrealizowana zostaje natomiast obietnica pokoju. Król mesjański według Zachariasza nie tyle pokona wrogów, co odniesie zwycięstwo nad wojną jako taką. Nie zginą wrogowie, lecz sam „łuk wojenny”.
Patrząc na naszą współczesną rzeczywistość, zdajemy sobie sprawę, jak daleko jesteśmy od tego ideału. Dziś wydaje się, że jedynym sposobem zapewnienia pokoju jest uzbrojenie się we współczesne „łuki i rydwany” – czyli rakiety, drony i czołgi. Tylko tak można powstrzymać zakusy agresywnych państw. Ale przecież nie takie jest pragnienie Boskiego Serca. Dlatego ze zwiększoną siłą wołajmy: „Przyjdź królestwo Twoje!”.
Psalm responsoryjny: Ps 145 (144), 1b-2. 8-9. 10-11. 13-14
Psalm responsoryjny zwraca nasz duchowy wzrok w stronę paradoksalnego świata błogosławieństw. Możemy użyć tego terminu dlatego, że błogosławieństwa stoją w sprzeczności z ideałami tego świata, gdzie krzykliwi pokonują cichych, okrutni biorą górę nad miłosiernymi, a zbrukani grzechami nad czystymi. A przecież troską chrześcijanina nie jest to, czy odniesie sukces w tym świecie i w oczach tego świata, ale czy zyska aprobatę w oczach Ojca, który jest w niebie. Jednakże, żeby podobać się Bogu, trzeba czuć, myśleć i działać jak Bóg. W pewnym sensie trzeba być jak Bóg. A nasz Bóg nie jest Bogiem przemocy, ale miłosierdzia, jak o tym pięknie mówią słowa psalmu: „On Pan jest łagodny i miłosierny, nieskory do gniewu i bardzo łaskawy. Pan jest dobry dla wszystkich, a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył”.
Niekiedy trudno nam jest naśladować naszego Boga w jego miłosierdziu, które sprawia, że „słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi”, a deszcz zsyła „na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mt 5, 45). Nam trudno jest dawać miłość na kredyt, bo być może nie doczekaliśmy się odpowiedzi. Ale przecież ktoś w tym świecie powinien być pierwszy w wyciągnięciu ręki do zgody i pierwszym w ofiarnej posłudze. Być może tylko tak uda się przełamać mur wrogości i pretensji. To właśnie zrobił Jezus na krzyżu.
Drugie czytanie: Rz 8, 9. 11-13
„Wy nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka” – te słowa św. Pawła odnoszą się do wszystkich aspektów życia chrześcijańskiego. Bo chociaż niekiedy wydaje nam się, że radzimy sobie z przestrzeganiem przykazań i wypełnianiem chrześcijańskich obowiązków wysiłkiem swojej woli, to jednak do prawdziwego wypełnienia się woli Bożej w naszym życiu dochodzi przede wszystkim pod wpływem niewidzialnego i nie zawsze dla nas zrozumiałego działania Ducha Świętego.
Ta prawda odnosi się w sposób szczególny do realizacji w naszym życiu ducha błogosławieństw. Problem polega na tym, że są one jakby przeciwstawne naturalnym dążeniom ludzkiego serca i sugerują miłosierdzie tam, gdzie według ludzkiego kryterium powinna pojawić się zemsta, czy czystość serca tam, gdzie pojawia się pokusa łatwego, ale nieuczciwego zysku, czy zabronionych przyjemności. Prowadzenie Ducha odnosi się szczególnie do tematu pokoju, o którym mówiło pierwsze czytanie. Kiedyś jeden kapłan prawosławny powiedział od paramilitarnej organizacji kozaków w Rosji: „Strzeżcie się pragnienia wojny! Bo jeżeli wiele osób będzie chciało wojny, to ta wojna wybuchnie”. Tak też się stało. I teraz wielu ludzi cierpi z powodu śmierci czy kalectwa swoich najbliższych. A przecież trzeba było słuchać tamtego głosu mądrego kapłana, który był głosem Ducha Świętego!
Ewangelia: Mt 11, 25-30
Żyjemy w bardzo ciekawych czasach rewolucji informatyczno-komunikacyjnej. W nieskończonej ilości kanałów i stron internetowych proponuje się nam wszelkie możliwe treści. Ta rewolucja kwitnie również w środowiskach kościelnych. Mamy dziś dostęp do wszelkiego rodzaju konferencji duchowych, wykładów, czy komentarzy do czytań przygotowanych przez najwybitniejszych profesorów. Już nie trzeba kupować opasłych książek, ani jechać na drugi kraniec Polski, żeby posłuchać kogoś wybitnego. W takim świecie łatwo możemy poczuć się niekompetentni i słabo przygotowani do rozumienia i wyjaśniania prawd wiary, a szczególnie znaczenia słów Pisma Świętego. A przecież w dzisiejszym czytaniu Pan Jezus odkrywa nam niezwykle intrygującą prawdę: są sprawy, których nie można zrozumieć jedynie naturalnym światłem rozumu. Można znać wszystkie starożytne języki, w których została napisana Biblia, można posiadać dyplomy najwybitniejszych uniwersytetów świata, a jednocześnie nie otrzymać od Boga zrozumienia ważnych aspektów objawienia. I na odwrót: można być człowiekiem bardzo prostym, analfabetą i zwykłym robotnikiem, a jednocześnie dysponować swoistym wewnętrznym zmysłem wiary, który prowadzi do wielkich tajemnic Serca Bożego. Nie chodzi o to, żeby pogardzać nauką. Ona jest bardzo ważna. Ale jednocześnie nie wolno nie doceniać Bożego działania w sercach ludzi.
Poniedziałek, 6.07.2026
Pierwsze czytanie: Oz 2,16.17b-18.21-22
„Zwabię oblubienicę i wyprowadzę ją na pustynię, i przemówię do jej serca” – te słowa z księgi proroka Ozeasza należą bodajże do najbardziej mistycznych słów całego objawienia biblijnego. To obcowanie Boga z duszą człowieka w tajemniczych warunkach pustyni realizowało się na przestrzeni dziejów w życiu ogromnej rzeszy ludzi. Przykład tego obcowania dał nam nie tylko Mojżesz w pustyni, ale sam nasz Pan Jezus Chrystus, o którym Ewangelia według św. Marka mówi: „Zaraz też Duch wyprowadził Go na pustynię” (Mk 1, 12).
Pustynia to miejsce kojarzące się być może z romantycznym pustkowiem, zachodami słońca i rozgwieżdżonym niebem, ale wiemy, że jest to miejsce trudne i stawiające przed śmiałkiem twarde wymagania. Dlatego też niekiedy niełatwe okresy naszego życia zwykliśmy określić tym mianem.
Ten obraz pasuje do patronki dnia dzisiejszego, Matki Afryki, bł. Marii Teresy Ledóchowskiej. Pochodziła z arystokratycznej rodziny, ale wolała wyjść na pustynię współczesnych sobie dramatów ludów Afryki. A pierwszym z nich było niewolnictwo. Nie przeszła obok niego obojętnie i przyłączyła się do walki o godność ludzką. I my również otwórzmy serca na wołanie Pana, które nie ustaje i w nasze dni.
Psalm responsoryjny: Ps 145 (144), 2-3. 4-5. 6-7. 8-9
„Zwabię oblubienicę i wyprowadzę ją na pustynię, i przemówię do jej serca” – takimi słowami zaczynało się dzisiejsze pierwsze czytanie. Głębsze zastanowienie się nad nimi doprowadza nas do wniosku, że często w dyskursie religijnym dominuje język prawa i zagrożeń. Wyjaśniane jest, co jest dozwolone, a co zabronione, co ma dobry wpływ na społeczeństwo, a co jest zagrożeniem. A przecież Biblia pełna jest tekstów pełnych miłości, na które należy zwracać baczną uwagę, bo to właśnie miłość jest w stanie pociągnąć nas do wielkich rzeczy. Kandydat na ołtarze, heroiczny lekarz Friedrich Haas, który w XIX wieku w Moskwie pomógł również wielu Polakom zesłanym na Sybir, napisał kiedyś: „Dokąd mnie prowadzi moja miłość? Sam się sobie dziwię!”. I właśnie o miłości jest dzisiejszy psalm. Bo niby jak Pan Bóg może nas „zwabić”, czyli zachwycić swoją miłością? Czyni to objawiając nam swoją istotę. „Bóg jest miłością”, mówi św. Jan Ewangelista (1J 4, 8). Tę istotę Boga psalmista wyjaśnia w szczegółach: „Pan jest łagodny i miłosierny, nieskory do gniewu i bardzo łaskawy. Pan jest dobry dla wszystkich, a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył”. Dajmy się uwieść i zwyciężyć tej miłości, i nieśmy ją innym.
Ewangelia: Mt 9, 18-26
Pan Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy powiedział do apostoła Filipa: „Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca” (J 14, 9). Osoba Jezusa jest dla nas źródłem objawienia naszego Boga. Dlatego święty Paweł nazywa Pana Jezusa „obrazem Boga niewidzialnego” (Kol 1, 14). Ważne jest, abyśmy byli tego świadomi. Kiedy zastanawiamy się, jaki jest nasz Bóg, to wtedy z odpowiedzią przychodzi Jezus: Bóg jest taki, jak Ja.
Dziś widzimy Pana Jezusa w kontekście uzdrowienia i wskrzeszenia. Przełożony synagogi przychodzi do Jezusa chyba raczej po pociechę niż po cud. Dlaczego nie przyszedł wcześniej? Któż wie? Być może dlatego, że należał do osób nieprzychylnych Jezusowi. Takie były przecież elity religijne Izraela. Nawet choroba córki nie zmiękczyła jego serca. Dopiero śmierć pokazała mu, że nie ma już w czym pokładać nadziei, bo przyszło nieodwracalne. Ale właśnie wtedy Jezus daje mu nadzieję, bo wyrusza razem z nim do jego domu, wbrew wszelkiej nadziei.
Dzisiejszy psalm responsoryjny podkreślił wiele wspaniałych cech naszego Boga. Niech do tej litanii dojdzie jeszcze i to świadectwo Pana Jezusa, że Bóg w czynieniu dobra nie ustaje i jest w stanie pokonać wszystkich naszych wrogów, ze śmiercią włącznie!
Wtorek, 7.07.2026
Pierwsze czytanie: Oz 8, 4-7. 11-13
Ustrój starożytnego Izraela można określić jako „teokrację z charyzmatycznym przywództwem”. Naród nie ustanawiał praw, nie wybierał też przywódców, ani nie mieli oni prawa dziedziczenia tronu. Życie biegło według reguł objawionych Mojżeszowi na górze Synaj, a przywództwo nad całością było powierzane Bożym wybrańcom jak Gedeon czy Samuel.
Taka charyzmatyczna struktura nie jest jednak chyba łatwa do zaakceptowania, bo wymaga ciągłej otwartości wiary, a przecież człowiek bardziej niż żyć w niepewności wiary, woli oddać się prowizorycznej stabilizacji, jaką oferują struktury. W ten sposób pojawili się w Izraelu królowie. Decyzję o zmianie systemu z Boskiego na ludzki Pan Bóg skomentował w swoich słowach skierowanych do Samuela: „Nie ciebie odrzucają, lecz Mnie odrzucają jako króla nad sobą” (1 Sm 8, 7).
W naszej codzienności również spotykamy się z sytuacjami niepewności jutrzejszego dnia, zagrożeniami poważnych konfliktów rodzinnych, czy nagłych chorób. Nie jest nam łatwo przechodzić przez takie chwile. Ale to właśnie wtedy jesteśmy wezwani do wiary w Boże prowadzenie i opiekę. I to właśnie wtedy nie bójmy się wierzyć!
Psalm responsoryjny: Ps 115 (113B), 3-4. 5-6. 7ab i 8. 9-10
Psalm responsoryjny przywołuje zjawisko bałwochwalstwa. Kiedy czytamy teksty o przypisywaniu drewnianym posążkom właściwości boskich, to na naszych ustach pojawia się uśmiech pobłażliwości. Jesteśmy raczej przekonani, że my popaść w tak prymitywne bałwochwalstwo nie jesteśmy w stanie.
Ale przecież powinniśmy zdać sobie sprawę, że przecież nie tylko o martwe rzeźby tu chodzi, ale o wszystkie dobra ziemskie, które odciągają nas od transcendencji rzeczywistości Bożej. I tu otwiera się cały wachlarz możliwości. Bo przecież pod byle pretekstem pojawiają się w naszym życiu siły nie mające wiele wspólnego z zaufaniem do Boga: nasza samowystarczalność, rywalizacja o dobra materialne lub te związane z prestiżem lub emocjami. Przyjrzyjmy się, czy przypadkiem nie zazdrościmy komuś, czy nie pragniemy posiadać tego, co dla nas nieosiągalne? To wszystko są w pewnym sensie owe bezduszne i martwe idole. I nie dlatego, że są drewniane, ale dlatego, że nie mogą nam dać życia, tak jak to czyni Bóg, który daje nam życie doczesne i obiecał nam życie wieczne w swojej szczęśliwości. Wiarę w tę obietnicę należy odnawiać ciągle na nowo.
Ewangelia: Mt 9, 32-38
Głoszenie Ewangelii ma w sobie pewien paradoks. Kojarzy się bowiem z zasiewem. W przypowieści o siewcy mamy możliwość prześledzenia losu ziarna słowa w różnych sytuacjach: braku zainteresowania, braku stałości, zagłuszenia troskami, a wreszcie plonu, który jednak jest różnej jakości (30, 60 i 100 ziaren zebranych za jedno wsiane).
W dzisiejszej Ewangelii sprawa wygląda zupełnie inaczej. Pan Jezus zaprasza do modlitwy nie tyle o „siewców”, co o „żniwiarzy”. Ludzie nie są przedstawieni jako puste pola, czekające na zasiew, ale jak dojrzałe łany, czekające na zbiór. Dlaczego tak się dzieje? Powinniśmy mieć świadomość, że ludzie dojrzewają do wiary nie tylko w Kościele. Nie raz słyszeliśmy o wspaniałych nawróceniach ludzi, którzy żyli daleko od Boga. Choć znajdowali się daleko, to jednak słowo w jakiejś formie do nich przenikało i dojrzewało w nich do przyjęcia wiary. Tak dzieje się na przestrzeni historii. I to jest podstawą spokoju u chrześcijan. Bo gdzieś wśród nas żyją i dziś zabłąkane Marie Magdaleny, skoncentrowani na swoich pieniądzach Mateusze, czy prześladujące Kościół Szawły. Żyją wśród nas i jeszcze nie wiedzą, że dojrzeli już do wiary, i że ta wiara przyjdzie!
Środa, 8.07.2026
Pierwsze czytanie: Oz 10, 1-3. 7-8. 12
Prorok Ozeasz działał w epoce dobrobytu w Izraelu. Pisze o swoich czasach następujące słowa: „Im większy dobrobyt w kraju, tym wspanialsze budowano stele”. Ma przy tym na myśli kamienne słupy, stawiane na cześć innych bóstw. I tu pojawia się wielki paradoks ducha religijnego. Ludzie żyjący w dobrobycie często zapominają o Bogu, dystansują się od praktyk religijnych, a nawet stają się wrogami religii. Dopiero kiedy przychodzą gorsze dni, kiedy cierpienie lub niepowodzenie zapuka do drzwi, to przypominają sobie, że rzeczywistość doczesna nie jest ostateczna i zaczynają szukać czegoś głębszego, stają się otwarci na wiarę.
Ale czy taka przemiana nie powinna dokonać się właśnie wtedy, kiedy jest nam dobrze, kiedy nie mamy dużych problemów? Jakże piękne jest świadectwo ludzi, którzy mówią: „Byłem z rodziną na pięknych wakacjach i po smacznej kolacji, patrząc na zachód słońca przyszła do mojego serca łaska nawrócenia”. Opowieści o nawróceniach są zgoła inne: Byłem chory, byłem na dnie, wszystko w życiu się posypało – takie treści dominują w świadectwach nawróconych.
Dlatego doceńmy naszą szczęśliwą codzienność! Dziękujmy za proste rzeczy! Za to, że jestem zdrowy, że mogę pracować, że zrobiłem coś dobrego! Jakże piękne jest dziękczynienie za codzienność!
Psalm responsoryjny: Ps 105 (104), 2-3. 4-5. 6-7
Psalm responsoryjny zaprasza nas do oddania Bogu chwały w naszej codzienności. Często przyjmujemy codzienność jako coś, co nam się „należy”. A wszelkie niepowodzenia w prostych z pozoru sytuacjach wybijają nas z rytmu. A przecież to właśnie w codzienności powinniśmy szukać pereł do dziękczynienia. Psalmista mówi: „Śpiewajcie i grajcie Mu psalmy, rozsławiajcie wszystkie Jego cuda. Szczyćcie się Jego świętym imieniem, niech się weseli serce szukających Pana”.
Niekiedy można spotkać opinię, że dziękczynienie to stan, który przychodzi spontanicznie wobec jakiejś wielkiej łaski, która nas spotkała. Dziękczynienie, które nie ma tego spontanicznego i radosnego charakteru, może być uważane za drugorzędne i nie posiadające jakości tego pierwszego. A przecież dziękczynienie to swego rodzaju obowiązek, który mamy wypełnić bez względu na uczucia. Do wypełnienia tego obowiązku trzeba podejść z całą odpowiedzialnością. Dopiero bowiem w naszym staraniu o powody dziękczynienia i wdzięczności odkrywamy prawdziwe perły Bożego działania w naszym życiu – nie to, co wywołuje naszą spontaniczną radość, ale to, co jest rzeczywistym działaniem Boga w naszym życiu.
Ewangelia: Mt 10, 1-7
Ewangelia o wyborze i posłaniu dwunastu uczniów doskonale wpisuje się w hasło programu duszpasterskiego Kościoła w Polsce na rok 2026: „Uczniowie-misjonarze”. Określenia „wybór-posłanie” odpowiadają pojęciom „uczeń-misjonarz”. Wybór można rozpatrywać w kategoriach wyróżnienia, swego rodzaju przywileju. Jak wiemy, Jezusowi towarzyszyło wielu ludzi, a wybrał właśnie tych dwunastu. Jeszcze po zmartwychwstaniu nie brakowało tych, którzy towarzyszyli Jezusowi „przez cały czas, kiedy Pan Jezus przebywał z nami” (Dz 1, 21), jak powiedział Piotr o Macieju w Wieczerniku.
Z drugiej strony, pójście za głosem Bożego wezwania, czy to jako osoba konsekrowana, czy jako świecki, zaangażowany w misję Kościoła, to zawsze dar z siebie, poświęcenie swoich małych czy dużych życiowych planów dla dobra Królestwa Bożego. Niekiedy może nam się wydawać, że mamy niewiele do zaoferowania, i szukamy wymówki, że może inni są lepsi, gorliwsi i zdolniejsi. Ale tu właśnie kryje się tajemnica Bożego wezwania. Tylko Bóg wie, dlaczego powołuje te, a nie inne osoby, bo On najlepiej wie, do czego jesteśmy zdolni z jego wszechmocną pomocą. Takie było doświadczenie zarówno apostołów, jak i pokoleń misjonarzy i misjonarek na przestrzeni dziejów. Niech to doświadczenie wybrania i posłania w sile Ducha Świętego stanie się również i naszym udziałem!
Czwartek, 9.07.2026
Pierwsze czytanie: Oz 11, 1-4. 8c-9
Bóg wspomina początki narodu wybranego i swoją głęboką miłość do niego od pierwszych chwil jego istnienia. Odwołuje się przy tym do jednego z najsilniejszych obrazów ludzkiej egzystencji – miłości rodzicielskiej do niemowlęcia.
I od razu należy zaznaczyć, że Izrael swoją postawą reprezentuje jakby odwrotną stronę tej miłości, czyli niewdzięczność skoncentrowanej na swoich egoistycznych celach dorosłej osoby, nieświadomej uczuć rodzicielskich. Ta niewdzięczność nas boli i gorszy, ale jest w jakimś stopniu zrozumiała – dorosła jednostka nie ma przecież świadomości siebie samej jako niemowlęcia i zaczyna głębiej rozumieć miłość rodzicielską, kiedy sama musi zmierzyć się z wyzwaniem wychowania dzieci.
W szerszym kontekście ten obraz możemy odnieść do źródła naszego istnienia. Współczesny człowiek często traci szerszą perspektywę swojego pochodzenia z woli i pragnienia Stwórcy, przypisując swoje pochodzenie procesom naturalnym. Dlatego należy wracać do rozmyślania o Bogu Stwórcy, który jest naszym Bogiem Ojcem i to On podnosi nas do swego policzka jak niemowlę. To, że straciliśmy świadomość tej wielkiej miłości, podobnie jak dorośli nie mają świadomości swojego niemowlęcego wieku, wcale tej miłości nie umniejsza ani nie wpływa na jej istnienie i intensywność.
Psalm responsoryjny: Ps 80 (79), 2ac i 3b. 15-16
O ogromnym znaczeniu świadomości genezy naszego istnienia świadczy również psalm responsoryjny, a szczególnie słowa: „Chroń to, co zasadziła Twoja prawica, latorośl, którą umocniłeś dla siebie”. Izrael w trudnych chwilach zaczyna rozpaczliwie szukać oparcia w Bogu, który zawarł z nim przymierze na Synaju. W ten sposób wraca do swoich początków i zdaje sobie sprawę, że jest narodem szczególnym, wybranym, stworzonym i strzeżonym przez Boga. To prawda, że nie zawsze kultywował tę pamięć. Często dla doraźnych celów skłaniał się ku lokalnym bóstwom kananejskim, czy ku kultom popularnym w regionie. Królowie również nie strzegli przymierza. Sam wielki król Salomon przez sojusze polityczne ściągnął do Jerozolimy wiele kultów swoich żon. Również w życiu społecznym chciwość brała często górę nad solidarnością, pogoń za przyjemnością odsuwała przykazania na dalszy plan. I dopiero cierpienie sprawiło, że naród zadał sobie elementarne pytania: Kim jesteśmy? Skąd pochodzimy? Co nas czeka w przyszłości, jeśli Bóg nie zlituje się nad nami w naszej bezsilności?
A czy nie lepiej zadawać sobie te pytania nie w obliczu cierpienia, ale w obliczu szczęścia?
Ewangelia: Mt 10, 7-15
Uczniowie wysłani przez Jezusa na misję głoszenia Dobrej Nowiny o przybliżeniu się królowania Boga zostają wyposażeni w możliwość czynienia cudów, podobnie jak czynił to Jezus. Czynienie cudów nie jest próbą swego rodzaju wypełnienia luki w niedoskonałych usługach służb medycznych. To są znaki królestwa Bożego. Dlatego na przykład w Ewangelii według św. Jana są nazywane tym właśnie imieniem – znaki. Mają one skłonić ludzi do wiary w prawdziwość przepowiadanego słowa. Jeden z uzdrowionych przez Jezusa ludzi tak argumentuje na korzyść Jezusa: „Gdyby ten człowiek nie był od Boga, nie mógłby nic czynić” (J 9, 33).
Jezus przewidział jednak również cud dla samych uczniów-misjonarzy, aby i oni wzrastali w wierze. A tym cudem ma być ich sytuacja materialna. Zamiast wyposażyć ich we wszystkie potrzebne środki, On raczej stara się pozbawić ich materialnego zabezpieczenia: „Nie bierzcie w drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski”. Dla uczniów znakiem prawdziwości ich działania będzie skuteczność głoszonego słowa i Boża opieka w ich kruchym położeniu osób zależnych materialnie od adresatów przesłania. Nie mając nic, nie będą jednocześnie cierpieć z powodu głodu, chłodu i pragnienia.
Piątek, 10.07.2026
Pierwsze czytanie: Oz 14, 2-10
Dramatyczna księga proroka Ozeasza kończy się obietnicą pięknej przyszłości po nawróceniu się Izraela. Naród zda sobie w końcu sprawę, że nie warto było sprzedawać swojego pięknego dziedzictwa zawartego w przymierzu z Bogiem za nieokreślone gwarancje bezpieczeństwa ze strony Asyrii. Zawiodło również zaufanie pokładane we wspaniałych koniach bojowych, co w przyzwyczajonym do osiołków Izraelu było swego rodzaju nowinką. Dopiero w wierności przymierzu poczują swoją prawdziwą siłę witalną, będą puszczać korzenie, kwitnąć, rozrastać się i owocować. Aby zrozumieć właściwą drogę, naród musiał dojrzeć. Niestety było to dojrzewanie w tyglu cierpienia. W końcu jednak udaje mu się odpowiedzieć na podstawowe pytanie: „Któż jest tak mądry, aby to pojął, i tak rozumny, aby to rozważył?”. Pytanie odwołuje się do najwyższych ideałów mądrości i rozumu, które są również wymieniane jako pierwsze dary Ducha Świętego (zob. Iz 11, 2). Okazuje się jednak, że ta wzniosła wiedza wcale nie jest daleka od człowieka. Prorok odpowiada: „Drogi Pana są proste”, a potykają się na nich ci, którzy niepotrzebnie tę prostotę komplikują. O to właśnie modlił się nasz kapłan-poeta, Jan Twardowski: „Żeby móc tak nareszcie uprościć, jedną miłość wybrać z wielu miłości”.
Psalm responsoryjny: Ps 51 (50), 3-4. 8-9. 12-13. 14 i 17
„Ty masz upodobanie w ukrytej prawdzie, naucz mnie tajemnic mądrości” – te słowa mogą być kontynuacją poprzedniego rozmyślania. Psalm 51 to psalm pokutny „par excellence”. Król Dawid dał nam w nim bardzo szczery i mądry przykład wewnętrznej przemiany człowieka. Znowu pojawiają się tu słowa o jakiejś ukrytej prawdzie, którą chcielibyśmy zgłębić, a która wydaje się pozostawać poza naszym zasięgiem. Wszystko jednak zmienia się, kiedy pozwalamy Duchowi Świętemu doprowadzić siebie do pełnej prawdy. A ta prawda, jak to już powiedział św. Paweł, nie ma „nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości” (1Kor 2, 4). Bo jest to prawda szczerości względem siebie, Boga i bliźnich. I to właśnie poza nią zaczynają się różne knowania, manipulacje, intrygi, itp. Bo bez wątpienia najprzebieglejsze na świecie są ludzkie wady. Dla spełnienia swoich zachcianek ludzie są w stanie wymyślać najbardziej nieprawdopodobne kłamstwa i wspinać się na niebotyczne wysokości swoich intelektualnych możliwości. Bóg jest jednak w zupełnie przeciw położnej stronie od takich postaw. Warto, abyśmy zawsze o tym pamiętali.
Ewangelia: Mt 10, 16-23
Misja głoszenia Dobrej Nowiny o królowaniu Boga paradoksalnie natrafia na radykalny opór słuchaczy. Jezus jest w pełni świadom tej sytuacji i w otwartych słowach mówi o niej uczniom. Są oni zatem przygotowani na taką ewentualność. Jednocześnie Mistrz daje im środki do obrony w sytuacjach zagrożenia. Podobnie jak środki materialne na przeprowadzenie misji, środki obrony wydają się zaskakująco skromne. Nie mam mowy o sile, czy jakiejś zaskakującej Bożej interwencji. Uczniowie mają wykazać się roztropnością i prostotą. Te właśnie cechy stanowić będą tło, na którym doskonale widać kłamstwo i przewrotność tych, którzy będą ich atakować. Jednocześnie na czas prześladowania będą oni wyposażeni w szczególną łaskę mówienia właściwych słów we właściwym czasie. Za przykład spełnienia się tego proroctwa niech posłuży zachowanie się piątki męczenników salezjańskich z Drezna. Na kilkanaście minut przed wykonaniem kary śmierci zaczęli oni śpiewać pieśni religijne. Strażnik więzienny w gniewie krzyczał, że nie wolno tego robić. Ale co może być zabronione 15 minut przed śmiercią? Jak bezradnie brzmiały jego buńczuczne zakazy wobec powagi chwili!
Również i my, w naszych dyskusjach o Bogu, zaufajmy tej obietnicy Pana Jezusa. Być może słowa wypowiedziane pod natchnieniem przyniosą daleko lepszy efekt, niż najwymyślniejsze argumenty?
Sobota, 11.07.2026 – święto Św. Benadykta, opata, patrona Europy
Pierwsze czytanie: Prz 2, 1-9
Księgi mądrościowe w Biblii przypisywane są królowi Salomonowi, najsłynniejszemu z mędrców Starego Testamentu. Jego mądrość była przede wszystkim darem od Boga, jak o tym świadczy Pierwsza Księga Królewska w rozdziale 3. Nasz dzisiejszy tekst z księgi Przysłów operuje terminami właściwymi dla świata mądrości: Mądrość, roztropność, rozsądek, zrozumienie, poznanie, wiedza. Te wszystkie terminy są do pewnego stopnia modyfikacjami nazw darów Ducha Świętego: mądrości, rozumu i wiedzy (który nazywany jest też darem umiejętności). Dla autorów biblijnych mądrość jest zatem darem. W naszym świecie mądrość jest raczej owocem długiego i często nie prostego doświadczenia. Prawdziwa mądrość łączy te dwa podejścia. O ile bowiem doświadczenie życiowe uczy nas bardzo wielu rzeczy, to bez otwarcia się na transcendencję Boga zawsze pozostanie ono w jakimś stopniu ślepe i ułomne, przez co będzie to mądrość ograniczona. Prawdziwa mądrość to ta, która oświeca życiowe doświadczenie wizją Bożego świata. Dlatego właśnie Pismo Święte mówi, że początkiem mądrości jest bojaźń Boża, czyli szacunek dla moralnego kodu, które w stworzeniu założył sam Stwórca.
Psalm responsoryjny: Ps 34 (33), 2-3. 4-5. 6-7. 8-9. 10-11
Ograniczona percepcja Bożego świata ma dla człowieka bardzo poważne konsekwencje: skazani jesteśmy na pomoc kogoś, kto widzi i wie więcej od nas. Taka jest właśni funkcja Bożego objawienia. Bo to Pan Bóg daje nam tę pełną perspektywę, bez której pozostajemy ograniczeni i do pewnego stopnia ślepi, chociażbyśmy nawet buńczucznie oznajmiali, że wszystko wiemy i wszystko widzimy.
Tę kondycję ludzkiego rodu doskonale rozumiał psalmista, który tak modli się w dzisiejszym psalmie: Spójrzcie na Niego, a rozpromienicie się radością, oblicza wasze nie zapłoną wstydem. Oto zawołał biedak i Pan go usłyszał, i uwolnił od wszelkiego ucisku.
To ważne, aby odkryć i uznać w sobie człowieka ograniczonego i niedoskonałego. Taka postawa otwiera nas na radosną relację z miłującym Bogiem, ale również stoi u początków właściwych relacji z naszymi bliźnimi, bo czyni nas bardziej wyrozumiałymi i hojnymi dla tych, którzy dzielą nasz ziemski los.
Drugie czytanie: Dz 4, 32-35
Jedną z pięknych cech charakterystycznych Słowa Bożego jest to, że nie pozostawia ono chrześcijan „w spokoju”. Być może przez jakiś czas w jakimś kontekście historycznym ludzie nie realizują wskazówek zawartych w Słowie Bożym, ale w końcu pojawia się charyzmatyczny człowiek, który jednak zaczyna podążać za przykładem Pana Jezusa, czy pierwszych chrześcijan. I tak chyba należy rozumieć los dzisiejszego czytania z Dziejów Apostolskich. Pierwsi chrześcijanie starali się żyć wspólnotą dóbr. Później z tą wspólnotą różnie bywało, aż pojawiło się życie monastyczne, które po dziś dzień stara się wrócić do tego nieprostego przecież ideału. Wymaga on bowiem umiejętnej rezygnacji z osobistych ambicji i prób materialnego zabezpieczenia. I być może w tym właśnie należy upatrywać jednej z przyczyn kryzysu powołaniowego w naszym dzisiejszym Kościele. Bo czy w naszym społeczeństwie ceniony jest ideał ubóstwa i wspólnoty posiadania? Wydaje się, że nie. Dlatego potrzebujemy i dzisiaj charyzmatycznych osób, jak patron dzisiejszego dnia, św. Benedykt, które pokażą nam, że ograniczanie naszych materialnych potrzeb ma wielkie znaczenie dla naszego duchowego wzrostu.
Ewangelia: Mt 19, 27-29
Wyrzeczenie i ubóstwo nie jest dziś chyba w modzie. Owszem, wyrzeczenie dla osiągnięcia jakiegoś celu sportowego, czy podróżniczego jest bardziej zrozumiałe. Jednak wyrzeczenia dla królestwa Bożego już nie tak bardzo. Bierze się to z pewnością z utraty perspektywy wieczności, czy wyczucia transcendencji.
Apostołowie też mieli problem z tą perspektywą, bo chcieliby od zaraz zapewnić efekty swojego wyrzeczenia: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą, cóż więc otrzymamy?”. Pan Jezus otwiera przed nimi szerszy świat: „Przy odrodzeniu, gdy Syn Człowieczy zasiądzie na swym tronie chwały”.
Tak, prawdziwe owoce naszego pójścia za Jezusem i jakichkolwiek wyrzeczeń, jeśli były one z tym związane, widać dopiero w wieczności. Nie każdy jest w stanie zawierzyć tej prawdzie. A nawet ci, którzy twierdzą, że jej zawierzyli, nie zawsze potrafią wytrwać w chwili próby, kiedy spotykają się z brakiem wdzięczności czy nagrody za swoje doczesne wysiłki.