Komentarze do czytań – XIII TYDZIEŃ ZWYKŁY | od 28 czerwca do 4 lipca 2026 r. – dr Mateusz Krawczyk

Dzisiejsza Liturgia Słowa

 

 

 

 

XIII Niedziela Zwykła, 28.06.2026

Pierwsze czytanie: 2 Krl 4, 8-12a. 14-16a

Sara z Księgi Rodzaju, Anna z 1 Księgi Samuela, Elżbieta z Ewangelii Łukasza, bogata Szunemitka opisana w 2 Księdze Królewskiej… to tylko niektóre z biblijnych kobiet, które doświadczały trudu, smutku, niekiedy również poniżenia ze względu na swoją niepłodność. W kulturze, w której są zanurzone teksty obydwu Testamentów, brak potomstwa w małżeństwie był uważany za brak błogosławieństwa Boga.

Dzisiejsze czytanie podejmuje ten ważny dla Pisma Świętego wątek. Czy bogata kobieta z Szunem wie, że Elizeusz ma moc wyprosić dla niej u Boga dziecko, syna? Czy nakłanianie przez nią proroka do tego, by zatrzymał się w domu jej i jej męża, jest ludzką kalkulacją szans na posiadanie potomstwa?

Tekst biblijny nic o tym nie wspomina. Możemy zatem ze spokojem pozostawić podobne domysły na boku. Spójrzmy raczej na to, co Biblia nam mówi wprost – dobro się mnoży! Jeśli widzisz kogoś, kto nosi w sobie Boga, kto mocno wierzy i jest blisko Niego, to warto przygotować tej osobie „pokój na górze”, a pokój Boży wejdzie wraz z nią do naszego domu i – jeśli tylko tego będziemy chcieli – z nami pozostanie.

Psalm responsoryjny: Ps 89 (88),2-3.16-17.18-19

Czy umiem się cieszyć? Liturgiczny fragment Psalmu 89 każe nam dzisiaj odpowiedzieć na to pytanie. Jeśli w radości śpiewam o łaskach Pana, jeśli głoszę Jego wierność swoimi ustami, jeśli chodzę w blasku Bożej obecności… odpowiedź będzie pozytywna. Potrafię!

Radość, choćby najbardziej wewnętrzna i głęboka – musi znaleźć swoje ujście. Trzeba ją wyrazić. Prawdziwą radością trzeba się podzielić z drugim człowiekiem. Dlatego Psalm 89 jest pod każdym względem nastawiony na wspólnotę, a chodzenie w Bożej obecności nigdy nie będzie samotną wędrówką. „Błogosławiony lud, który umie się cieszyć!”.

Drugie czytanie: Rz 6,3–4.8–11

Pogrzeb Chrystusa może nam umknąć. Częściej patrzymy na Jego mękę i krzyż, na Jego zmartwychwstanie i późniejsze chrystofanie niż na grób. Tymczasem już pierwsze teksty chrześcijaństwa podkreślały również pogrzeb Jezusa: „przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my postępowali w nowym życiu – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca” – pisze św. Paweł.

Skoro razem z Nim zanurzamy się w śmierci i wchodzimy do grobu, to zostawmy uczynki śmierci i ciemności w grobie. Wyjdźmy już bez grzechu, skoro dla niego umarliśmy.

Teraz już tylko jest życie – nowe i świadome życie w blasku zmartwychwstania. A jeśli wrócimy do grobu przez grzech, to nie wolno nam zapominać, że kamień został już odwalony, a drzwi są otwarte. Przed nimi czekają aniołowie w bieli i Jezus. Nie pomylmy Go z ogrodnikiem. Warto na powrót wyjść i wciąż wychodzić z grobu, jeśli znowu się tam znajdziemy.

Ewangelia: Mt 10,37–42

Dzisiejsza ewangelia jest o prawdzie. Veritas est adaequatio intellectus et rei – „prawda jest zgodnością intelektu i rzeczy” to klasyczna formuła definiująca prawdę.

Przyjąć proroka jako proroka. Przyjąć sprawiedliwego jako sprawiedliwego. Przyjąć Boga jako Boga.

To ostatnie sprawia nam trudność. Jeśli mam przyjąć Boga jako Boga, to nie mogę kochać nikogo bardziej niż Jego. Nawet matki i ojca, nawet syna i córki. Nie mogę kochać swojego życia bardziej niż Boga – mam wziąć na siebie cierpienie i krzyż, mam stać się godny Chrystusa, oddając swoje życie. Oddając Jemu swoje życie. To jest szaleństwo chrześcijaństwa, które chce realnie przyjąć Boga jako Boga. Chrześcijaństwa, które nie godzi się na fałsz, a szuka – tak, wciąż szuka (!) – prawdy.

I tutaj już nie wystarczą nasze ludzkie słowa. Nasza teologia będzie zawsze nieprecyzyjna, jak nasze słowa. One są potrzebne, ale gdy Jezus powie: „kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał” nagle widzimy Jezusa w jedności z Ojcem. Nasz Pan powie coś jeszcze: „Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje”. Czy jestem godzien Jezusa, by wnosić Go wszędzie, gdzie tylko stanie moja stopa?

 

Poniedziałek, 29.06.2026 – Uroczystość Świętych Apostołów Piotra i Pawła

Pierwsze czytanie: Dz 12, 1-11

Czy masz pewność, że to, co widzisz, to, czego doświadczasz, pochodzi od Boga? Fragment o uwolnieniu Piotra z więzienia podejmuje wątek epistemologiczny. Książę Apostołów, jak przekazuje nam św. Łukasz, autor Dziejów Apostolskich, sam nie jest pewny, czy anioł i światłość, które go nagle otaczają są prawdziwe. Może to tylko sen? Może tylko widzenie?

Mimo to – być może motywowany wewnętrzną intuicją – czyni to, co poleca mu postać. Przyjmuje ofertę ratunku z więzienia i najpierw włoży sandały, a potem ucieknie przez bramy i ulice, mijając straże. Dopiero na koniec dzisiejszego czytania usłyszymy z ust Piotra: „Teraz wiem na pewno, że Pan posłał swego anioła…”

Czy nie jest to – przynajmniej do pewnego stopnia – celny opis doświadczenia ludzkiej wiary? Potrzebna jest decyzja, by pójść za czymś, co rozpoznajemy wewnętrznie jako dobre, jako prawdziwe. Nie zawsze jest tam miejsce na pewność. Ba! Niekiedy więcej będzie w niej niepewności niż czegokolwiek innego. Ale trzeba podjąć ryzyko – założyć sandały; przejść obok zbrojnej straży – zaufać i nie bać się; by wreszcie kiedyś powiedzieć za św. Piotrem: „Teraz wiem na pewno, że Pan posłał swego anioła…”.

Psalm responsoryjny: Ps 34,2-3.4-5.6-7.8-9

Śpiewany w dzisiejszej liturgii fragment Psalmu 34 łączy w sobie dwa wątki – chwały oddawanej Bogu i Bożej opieki nad człowiekiem. Wielokrotnie słyszymy o błogosławieniu, wysławianiu, wywyższaniu, czczeniu i głoszeniu chwały Boga przez człowieka. Z drugiej strony widzimy uciekającego się do Pana człowieka, pokornego czy biedaka, któremu zostaje udzielony ratunek.

Moglibyśmy zadać tutaj pytanie o następstwo faktów – co było pierwsze: pomoc udzielona przez Boga czy ludzkie wysławianie Pana. Psalmista nie pozostawia nam pola na wątpliwości – najpierw człowiek zwraca się do Boga z prośbą o ratunek, następnie Bóg go wyzwala, a ten w odpowiedzi będzie chwalił Pana.

A gdyby tak do tej myśli dodać staro- i nowotestamentowe przekonanie, że Bóg pierwszy umiłował człowieka? Z taką myślą moglibyśmy odwrócić, a następnie zreinterpretować kolejność, nasze następstwo faktów: najpierw wychwalajmy Boga, bo On nas pierwszy umiłował, okazał to w udzielonym nam wybawieniu, więc wiemy, że wolno nam Go prosić o wszystko.

Jedno pozostanie niezmienne: „Będę błogosławił Pana po wieczne czasy, Jego chwała będzie zawsze na moich ustach”.

Drugie czytanie: 2 Tm 4,6-9.17-18

Św. Paweł daje nam prawdziwą lekcję życia wspólnoty chrześcijańskiej.

Wydawać by się mogło, że relacja Paweł–Bóg jest w dużej mierze indywidualistyczna. Bóg zajmuje się wszystkim, co dotyczy Apostoła Narodów. Wspiera go, gdy ten już widzi na horyzoncie swoją męczeńską śmierć. Dopełnia w nim głoszenie Ewangelii. Odda wieniec sprawiedliwości. A jednak tak nie jest – jest tu więcej osób niż Paweł i Bóg.

To prawda, że Pan jest tutaj postacią działającą, ale Paweł nie widzi siebie tylko jako jednostki. W zbliżającej się śmierci i chwale myśli o innych: czytamy o głoszeniu Ewangelii wszystkim narodom oraz o oddaniu wieńca sprawiedliwości „nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Jego”. Paweł wbrew pozorom nie biegnie sam. Biegnie razem z innymi za Chrystusem, którego List do Hebrajczyków słusznie nazwie poprzednikiem (gr. prodromos; por. Hbr 6,20).

W tym kontekście jeszcze piękniej wybrzmiewa Pawłowe przynaglenie skierowane do Tymoteusza: „Pospiesz się, by przybyć do mnie szybko”. Chrześcijaństwo potrzebuje wspólnoty.

Ewangelia: Mt 16,13-19

Fragment Ewangelii wg św. Mateusza opisujący wyznanie Piotra pod Cezareą Filipową należy do najczęściej przywoływanych w kontekście autorytetu i prymatu Piotrowego. Nie znajdziemy ważniejszego argumentu w tej kwestii niż ten, który przekazuje nam Pismo – Jezus sam nazywa Piotra Opoką, na której zostanie zbudowany Kościół.

Dlaczego właśnie Piotr? Na to pytanie można udzielić odpowiedzi banalnej i z pozoru wymijającej: „Bóg tak chciał”. Będzie to odpowiedź prawdziwa. Możemy jednak dodać również i to, że na kilka wersetów przed wypowiedzeniem słów namaszczających Piotra na pierwszego papieża, jak moglibyśmy to określić, Jezus wskazuje na niesamowitą łaskę, jaką Piotr przyjął. Chodzi o łaskę wiary w Jezusa jako Mesjasza i Syna Boga Żywego. On tego nie wymyślił, Piotr nie doszedł do tej wiary drogą empiryczną ani rozważaniami filozoficznymi. Książę Apostołów otworzył się na objawienie Ojca, który jest w niebie. Przyjął je i uwierzył.

Pozwala nam to po raz kolejny spojrzeć na naturę wiary – musi w niej pozostać element nadprzyrodzony. A co za tym idzie, jak to podkreślało dzisiejsze pierwsze czytanie, nie zawsze i nie od razu będziemy mieli odnośnie do wszystkiego pewność.

 

Wtorek, 30.06.2026

Pierwsze czytanie: Am 3, 1-18; 4, 11-12

Trudno nam słuchać o Bogu, który karze, który sprawia spustoszenie, który zsyła nieszczęście. A przecież dokładnie tak czytamy we fragmencie z Księgi proroka Amosa. Czy Bóg chce naszego cierpienia? Czy Bóg rzeczywiście spuszcza na ziemię ogień, który wytraca grzeszników?

Tak. Perspektywa judaistyczna przedstawia Boga jako Tego, któremu przynależy wszystko, nic bez Jego zgody się nie dzieje. Dobrze znamy i często wypowiadamy słowa „nie wódź nas na pokuszenie”, czyż nie? To ta sama perspektywa, w której Bóg panuje nad wszystkim – dla Żyda jest to tak oczywiste, jak fakt, że ptak pada na ziemię, gdy zastawione zostanie sidło, albo to, że lew ryczy w lesie dopiero wtedy, gdy pochwyci zdobycz.

Nigdy nie słyszałem lwa ryczącego w lesie. Jeśli już to jelenie w polskich Tatrach. Nigdy też nie zastawiałem sideł na ptaki. Inaczej też z perspektywy teologii XXI w. ująłbym zasadę zniszczenia, które zsyła na grzeszników Bóg.

Poruszamy się w języku i kulturze. Inaczej nie potrafimy przekazywać wiary. Nasz język nie jest doskonały, a ilekroć coś o Bogu powiemy, to mówimy zawsze mniej. Zawsze zdajemy sobie sprawę, że nie potrafimy ująć całej prawdy.

Pewne jest, że wybierając zło, sami pozbawiamy siebie Boga. Sami decydujemy, że wolimy ogień, zniszczenie i cierpienie zamiast szczęścia i powrotu do Pana.

Psalm responsoryjny: Ps 5,5-6a.6b-7.8

Jeśli pierwsze czytanie z proroka Amosa pełne było metafor, to fragment Psalmu 5 staje się jedną wielką antropomorfizacją i antropopatyzacją – przypisaniem ludzkich cech i uczuć Bogu.

Czy Bóg może nienawidzić? Czy Pan może się kimkolwiek brzydzić? Czy Bogu może być miłe jedno, a niemiłe drugie? Przecież teologia chrześcijańska jasno powie o niezmienności, stałości i doskonałości Pana. Jakże zatem może się brzydzić jednymi a miłować innych?

Może. Ponieważ pieśń, jaką jest każdy z psalmów pisze człowiek, używając swojego – a zatem ludzkiego – języka, swoich – ludzkich – metafor, swoich – po raz kolejny ludzkich – środków wyrazu. Treść jednak, jak wierzymy, uznając teandryczny charakter Pisma Świętego, nie jest do końca ludzka. Zawiera w sobie prawdę, która wykracza poza nasz, ludzki świat.

Co zatem autor ma na myśli? Przede wszystkim to, że dobro jest blisko Pana, a w Jego obecności nie ma miejsca na żadne zło.

Ewangelia: Mt 8, 23-27

Sztorm sam w sobie może stać się doświadczeniem boskości. Widziałeś kiedyś kilkumetrowe fale na morzu, które załamują się z potężną siłą? Ich wielkość, ich huk, ich potęgę.

„Głupi [już] z natury są wszyscy ludzie, którzy nie poznali Boga: z dóbr widzialnych nie zdołali poznać Tego, który jest, patrząc na dzieła nie poznali Twórcy, lecz ogień, wiatr, powietrze chyże, gwiazdy dokoła, wodę burzliwą lub światła niebieskie uznali za bóstwa, które rządzą światem” – pisze autor Księgi Mądrości (Mdr 13,1–2).

Ale nie fale – choćby największe i budzące w człowieku to, co może być określone jest mianem mysterium tremendum et fascinans – nie one są Bogiem. Są tylko (i aż!) stworzone przez Boga. Jakże zatem wspanialszy musi być ten, który je stworzył!

Apostołowie w łodzi widzieli burzę i mieli obok siebie jej Pana. Nie udało im się jednak – przez ich strach – dojrzeć tego drugiego. Oczy uczniów zatrzymały się na burzy. A było to raczej tylko mysterium tremendum. Może zabrakło fascinans, które potrafi przenieść nasze myśli od stworzenia ku Bogu?

My znamy już odpowiedź na pytanie „Kimże On jest…?”. Ale czy, widząc burzę łamiącą drzewa i zalewającą strugami wody ziemię, myślimy o Bogu, czy tylko poprzestajemy na lęku przed Bożym dziełem? Zawsze warto patrzeć dalej, mieć w swojej perspektywie Pana.

 

Środa, 1.07.2026

Pierwsze czytanie: Am 5,14-15. 21-24

W czwartej prefacji zwykłej czytamy: „Nasze hymny pochwalne niczego Tobie nie dodają, ale się przyczyniają do naszego zbawienia”. Czyżby? – pyta nas dzisiaj prorok Amos.

Czy Bóg ma upodobanie w naszych uroczystych liturgiach? Czy podobają mu się nasze pieśni śpiewane w kościele w niedzielę? Czy składana przez nas ofiara na ołtarzu jest Mu miła? A może nie chce patrzeć na nasz kult, bo nie jest to religijność szczera, a jedynie z przyzwyczajenia albo z przymusu?

Prorok krytykuje nieszczerość swojego ludu. Dzisiejsze czytanie nie zdradza nam informacji, dlaczego kult ludu wybranego nie jest miły Panu. Dlatego warto tutaj dodać, że Amos jest nazywany prorokiem sprawiedliwości społecznej – na wiele setek lat przed „Rerum novarum” z 1891 r., pierwszą encykliką społeczną Leona XIII. Teraz elementy zaczynają się łączyć i ukazywać pełniejszy obraz.

Nie możemy czcić Boga, a mieć swoich bliskich w nienawiści. Czy idąc na liturgię w niedzielę, szukam dobra? Czy mam zło w nienawiści, gdy śpiewam Bogu swoje hymny? Czy składam Bogu ofiarę z czystym sercem…?

Odpowiedź na te pytania pozwoli nam rozpoznać, czy Bóg słyszy śpiew czy przykry zgiełk. Smród palonego tłuszczu czy woń kadzidła. Sprawiedliwość – również społeczna – musi się wylać, źródło prawości nie wyschnie, jeśli się do niego uciekniemy – On, Bóg, jest tym źródłem.

Psalm responsoryjny:  Ps 50(49),7-8.9-10.11-12.16b-17

W czwartej prefacji zwykłej czytamy: „Nasze hymny pochwalne niczego Tobie nie dodają, ale się przyczyniają do naszego zbawienia”. Psalmista podejmuje wątek, o którym czytaliśmy w pierwszym czytaniu z Księgi prorok Amosa.

Jak na psalm, czyli pieśń pochwalną, przystało – czytamy piękne i plastyczne opisy świata, który w całości jest Boga, który został przez Niego stworzony. On zna wszystkie ptaki na niebie, wszystko, co porusza się po polach. Gdyby był głodny, to by nam nie powiedział, bo my jako ludzie nic nie możemy Mu dodać.

Dlatego nie możemy patrzeć na ofiary, które składamy jako na rzeczy, których Pan potrzebuje. Nie możemy patrzeć na przestrzeganie przykazań, o czym pisze psalmista, jak na jakąkolwiek łaskę okazywaną przez nas Bogu, choćbyśmy byli karni, a nasze ofiary szczere – a nawet i tego niekiedy nam brakuje.

Nasz kult jest wyrazem wdzięczności. Nasze przestrzeganie prawa miłości jest drogą do Boga. Są potrzebne, ba!, konieczne – ale nam, nie Jemu. My – ludzie – niczego nie możemy Mu dodać.

Ewangelia: Mt 8, 28-34

Nie lubimy, gdy Bóg nam coś zabiera. A może boimy się boskości?

Dzisiejszy fragment Ewangelii wg św. Mateusza jest dziwny. Najpierw Jezus przybywa na drugi brzeg, do kraju Gadareńczyków – a przecież miał głosić tylko synom Izraela. Zresztą sama nazwa miasta pojawia się rękopisach w trzech różnych brzmieniach – jakby kopiści sami nie do końca wiedzieli, gdzie Jezus popłynął… Potem pojawia się stado świń, rzecz ze wszech miar nieżydowska. A oto dwaj opętani, a może dzisiejszym językiem powiedzielibyśmy dwaj szaleńcy, rozpoznają w Jezusie Syna Bożego. O wiele szybciej niż uczniowie, którzy chodzą za Panem po Galilei.

Zarówno pogańscy opętani, jak i świnie łączy motyw wyzwolenia. Ci pierwsi stają się na powrót sobą – przestają zagrażać sobie i innym. Wolność – również wolność przejścia drogą, na której przebywali niebezpieczni szaleńcy – jest dana przez Chrystusa. Uwolnienie od zagrożenia dokonuje się za wysoką cenę. Mieszkańcy kraju Gadarańczyków zostają pozbawieni trzody.

Nie lubimy, gdy Bóg nam coś zabiera. Czasami jednak lepiej pozbyć się tego, co nas obciąża, by odzyskać wolność dzieci Bożych. On nas do tego nie zmusi. Gadareńczycy mogą powiedzieć Jezusowi: „odejdź od nas”.

Czy chcemy Bożej wolności? Czy jesteśmy gotowi coś stracić, by przyjąć wolność i bóstwo Jezusa, Syna Bożego, który potrafi dokonywać cudów? A może boimy się tych dziwnych i przekraczających ludzkie pojęcie znaków? Wybór należy do nas.

 

Czwartek, 2.07.2026

Pierwsze czytanie: Am 7,10-17

„Pociesza mnie fakt, że Pan potrafi działać także poprzez narzędzia niedoskonałe” – powiedział Benedykt XVI w przemówieniu otwierającym swój pontyfikat. Określił siebie samego jako prostego pracownika winnicy Pańskiej. Dzisiaj we fragmencie z Księgi Amosa prorok powie do Amazjasza, że nie jest prorokiem, że jest tylko „pasterzem i tym, który nacina sykomory”. Obydwaj – Benedykt i Amos – mówią podobnie. Mówią z głębi pokory i rzeczywistej wizji tego, czym jest powołanie.

Amos przekonuje nas, że nie trzeba pochodzić z rodu proroków ani nie ma konieczności posiadania szczególnego wykształcenia, by zostać posłanym przez Boga. Są dobrze wykształceni prorocy, którzy mając uczniów, kształcili ich bezpośrednio do przyszłej posługi prorockiej – historia starożytnego Izraela pokazuje bardzo wyraźnie, że istniały środowiska prorockie. Amos jest jednak tym, który w jakiś sposób rozsadza system. Jest prostym pasterzem i jednocześnie jest posłanym przez Boga prorokiem.

Czy jest wykształcony, czy też nie – najważniejsze w przyjęciu posłania jest bycie pokornym i posiadanie świadomości swojej służebności wobec posyłającego. A to oznacza mówienie prawdy, nawet jeśli jest komuś przykra. Zarówno za czasów Amosa, za czasów Benedykta, jak i dzisiaj warto oddać życie za prawdę.

Psalm responsoryjny: Ps 19(18),8-9.10-11

Pierwsze czytanie z proroka Amosa mogło pozostawić pewien niedosyt. Z krótkiego urywka nie dowiedzieliśmy się, dlaczego Jeroboam ma umrzeć od miecza, a Izrael zostać uprowadzony. Dlaczego żona Izraelity ma być nierządnicą, a synowie i córki mają umrzeć? Dlaczego ziemia Izraela ma zostać podzielona?

Psalm 19, którego część śpiewamy w dzisiejszej liturgii, wprawdzie nie nawiązuje do historii z czasów Jeroboama, ale pokazuje nam starotestamentową zasadę, która niesie życie. Przestrzegaj Prawa, a będzie ci się powodziło.

Jest i rewers tej monety: zlekceważ Boże Prawo, a spotka cię śmierć i Boża odpłata. Psalmista przypomniał tę zasadę i już wiemy, dlaczego Amos przepowiadał śmierć Izraelitom.

Ewangelia: Mt 9, 1-8

Biblię dobrze jest czytać w kontekście. Fragment Mt 9,1–8 jest kontynuacją niecodziennego epizodu misji Jezusa, jaki miał miejsce w kraju Gadareńczyków. Tam, na drugim brzegu Jeziora Galilejskiego, Chrystus uzdrowił dwóch opętanych i posłał duchy nieczyste w stado świń. Mieszkańcy prosili Go po tym wydarzeniu, by opuścił ich kraj. Po powrocie na rodzimy brzeg Jeziora uzdrawia paralityka. Tłumy ogarnia lęk, ale zamiast prosić Jezusa, by od nich odszedł, ludzie zaczynają wielbić Boga.

Różnica jest ogromna, ale dla uważnego czytelnika Ewangelii podobieństwo staje się tym bardziej dotkliwe. Ani jedni, ani drudzy nie uwierzyli w Jezusa jako Syna Bożego, jako Syna Człowieczego, który jest Bogiem, skoro może odpuszczać grzechy.

„[T]łumy ogarnął […] wielbiły Boga, który takiej mocy udzielił ludziom”. Nie, drodzy Izraelici. Nie ludziom. Tutaj stoi przed wami człowiek, który jest Bogiem. Stoi w czynie samoobjawiającym, gdy odpuszcza grzechy i gdy sprawia, że chromi chodzą, jak zapowiadali prorocy Starego Testamentu. A my? Czy chociaż my uwierzymy, że Syn Człowieczy jest Bogiem wcielonym? A może i my wybierzemy jedną z gorszych opcji: tę z drugiej strony Genezaret – wygonić magika z naszego życia; albo tę z Izraelskiej strony – uznać, że to tylko człowiek.

 

Piątek, 3.07.2026 – święto Św. Tomasza Apostoła

Pierwsze czytanie: Ef 2, 19-22

Biblia to niełatwa lektura. Nawet w najlepszym dynamicznym albo uwspółcześnionym tłumaczeniu. Niełatwa, bo i treści są trudne, i język metafor, którym się z konieczności posługujemy w teologii, opisując rzeczywistość duchową, jest niedoskonały.

Fragment Pawłowego Listu do Efezjan również nie upraszcza kwestii, gdy podejmuje metaforę domu. Najpierw my, wierzący, zostaniemy określeni jako domownicy Boga. Jest zatem dom, którego panem jest sam Bóg. Ten dom, jak każda dobra konstrukcja, ma kamień węgielny, który ma utrzymać całość – Jezusa Chrystusa. Jest też fundament – apostołowie i prorocy. Zaraz potem również my, wierzący, zostajemy włączeni w budowlę. Zespalamy się, stajemy się ścianami, rośniemy jakby cegła po cegle w górę. Nagle nasz dom przemienia się w świątynię.

Dom Boga to zatem konstrukcja ze wszech miar organiczna – przynajmniej w metaforze Pawła. To ludzie ją budują. Chrystus, apostołowie, wierni. Dom-świątynia. A czemu służy świątynia…? Znamy zatem również nasze zadanie – chwalić Boga.

Wszystko byłoby całkiem zrozumiałe, gdyby nie ostatni werset: „by stanowić mieszkanie Boga”. Jesteśmy zatem domownikami domu Boga, jednocześnie stanowimy żywą tkankę tego domu, a na dodatek Bóg mieszka w nas, jako budowli… Biblia to niełatwa lektura.

A może to nie jest metafora? Może to najbardziej precyzyjny i rzeczywisty opis tego, czym jest Kościół, jaki wyszedł spod pióra św. Pawła?

Psalm responsoryjny: Ps 117,1-2

Na kanwie rozważania o istocie Kościoła jako budowli – domu-świątyni – na podstawie fragmentu Listu do Efezjan pojawia się w liturgii nowa nić. Dwa wersety, które dzisiaj śpiewamy, to cały Psalm 117.

Chwalcie i wysławiajcie – to zadanie ludzi tworzących Kościół. Łaska i wierność – to Boża odpowiedź udzielona człowiekowi, który chce się do Niego zwrócić w akcie wiary.

Ale jest jeszcze jeden – wcale nie tak popularny w judaizmie – element: „wszystkie narody”. Myśl zrozumiała w pełni dopiero, gdy widzimy Kościół jako dom-świątynię wszystkich ludzi, którą opisał nam Paweł.

Ewangelia: J 20,24-29

Potrzebujemy św. Tomasza. Któż z nas widział zmartwychwstałego?

Zawsze, gdy czytam o scenie chrystofanii, w której uczestniczy Tomasz, a Jezus wypowiada słowa: „Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku […]”, widzę obraz Caravaggia przedstawiający tę scenę. Napięcie na twarzach Tomasza i dwu innych uczniów wpatrujących się w rozcięty bok Pana kontrastuje ze spokojem Jezusa. Tomaszowy palec rozchyla ciało Chrystusa, ale nie to jest najbardziej uderzające, a raczej fakt, że to sam Jezus trzyma rękę ucznia. Mocno ją chwycił, jakby chciał się upewnić, że Tomasz rzeczywiście włoży swój palec w ranę po włóczni.

Ewangelista Jan nie napisał, czy Tomasz, do którego przywarł przydomek „niewierny”, dotknął ran Pana. Po słowach Jezusa Tomasz od razu zrzuca z siebie przydomek i mówi: „Pan mój i Bóg mój”. Być może wcale nie włożył palca w bok Chrystusa, jak to przedstawił Caravaggio.

Niemniej malarz dobrze oddaje tę scenę – silny uścisk ręki Chrystusa przyciągający dłoń Tomasza pokazuje, jak bardzo Mu zależy na tym, by Jego uczeń uwierzył. Byśmy my uwierzyli w Niego.

Potrzebujemy św. Tomasza „wiernego”, byśmy wiedzieli, że wiara nie zawsze przychodzi od razu, że wcale nie jest taka łatwa. Ale Jezus nigdy z nas nie zrezygnuje.

 

Sobota, 4.07.2026

Pierwsze czytanie: Am 9, 11-15

W ostatnich dniach w liturgii słyszeliśmy od Amosa wiele trudnych słów. O tym, że nasz kult i nasze ofiary nie są miłe Bogu. O tym, że zostaniemy wytraceni mieczem, a nasza ziemia podzielona. Były też słowa o kobietach, które staną się prostytutkami i o dzieciach, które będą zabite.

Ale każdy prorok przekazuje to, co poleca mu Pan. A Bóg jest miłosierny. Starotestamentowa idea sprawiedliwości idzie zawsze w parze z miłosierdziem. Bóg nie jest surowym sędzią, który liczy nasze złe i dobre uczynki. On jest sędzią, który chce nam przywrócić niewinność. Precyzyjniej – przywracać, wciąż i na nowo przywracać, usprawiedliwiać, przebaczać.

Usprawiedliwienie dzieje się zawsze, gdy do Niego wracamy, pozostawiwszy grzechy za sobą. Wtedy nastąpi dzień, o którym mówi Amos – Bóg nas podźwignie, odbuduje, obdarzy dobrymi plonami winogron i ziarna. Będziemy pić wino w takiej obfitości, jak w Kanie Galilejskiej. A dobrze wiemy, że obfitość wina jest symbolem czasów mesjańskich.

Innymi słowy – wraz z nadejściem Chrystusa wypełniło się to, co zapowiadał Amos. „Ten dzień” już nastąpił. Zostaliśmy usprawiedliwieni. I zawsze, gdy zgrzeszymy i będziemy wracali do śmierci, Bóg będzie na nas czekał, by nas podźwignąć. Dobrze wiemy, że sami przecież nie damy rady.

Psalm responsoryjny: Ps 85 (84), 9. 11-12. 13-14

Psalm 85 w poetycki sposób kontynuuje myśl przekazaną nam przez Amosa – pokój został ogłoszony ludowi Pana. Spróbujmy po chrześcijańsku odczytać ten psalm. Po chrześcijańsku, czyli reinterpretując go w popaschalnym świetle.

Łaska i wierność, sprawiedliwość i pokój. A gdyby tak odczytać te słowa jako opis dzieła Jezusa Chrystusa? Dojrzeć wspaniałość odkupienia, którego dokonał. Obdarzając nas łaską zbawienia, jak napisał Paweł w Liście do Efezjan. Będąc wiernym, jak Go określił List do Hebrajczyków. Usprawiedliwiając, jak to ujął Apostoł Narodów w Liście do Rzymian. Obdarzając pokojem, jak zapowiadał Izajasz, nazywając Mesjasza Księciem Pokoju.

A gdybyśmy chcieli pójść jeszcze dalej, w duchu egzegezy alegorycznej szkoły aleksandryjskiej? „Wierność z ziemi wyrośnie” – czy to nie zapowiedź zmartwychwstania i wyjścia Pana z grobu? „Sprawiedliwość spojrzy z nieba” – jest i wniebowstąpienie Chrystusa.

A jeśli to zbyt dużo, to warto na pewno wrócić do ostatniego wersetu dzisiejszego Psalmu: „śladami Jego kroków zbawienie”. Bez wątpienia zbawienie kroczy śladami Pana. Podążmy tym samym szlakiem, który przetarł nam Chrystus, zmartwychwstając jako pierwszy spośród tych, co pomarli (por. 1 Kor 15,20).

Ewangelia: Mt 9, 14-17

Chrześcijaństwo rozsadziło system. Jak młode wino rozsadza stare bukłaki. Gdy nastała pełnia czasów, Jezus został posłany przez Ojca na ziemię i odtąd nic już nie jest takie samo.

Zmienił się post. Zmieniło myślenie. Zmieniła religia. Być może uczniowie, którzy chodzą za Jezusem po Galilei jeszcze tego nie rozumieją, ale wkrótce – po śmierci i zmartwychwstaniu – również i do ich świadomości dotrze, że nic już nie będzie takie samo, ponieważ wszystko się wypełniło.

Jezus, gdy nauczał, uzdrawiał i… po prostu żył na ziemi, burzył utarte schematy myślenia. Inaczej traktował kobiety, inaczej patrzył na Prawo, inaczej zwracał się do Boga, swojego Ojca. Radykalna zmiana już się wydarza, gdy w dzisiejszej ewangelii Jezus odpowiada na pytanie uczniów. Ostatecznie wypełni się wraz ze śmiercią, pogrzebaniem i zmartwychwstaniem, ale już teraz Pan zapowiada, że przychodzi nowe. Że stare nie da rady utrzymać w ryzach nowej wiary. Dlatego obrzezanie się skończyło. Skończyły się krwawe ofiary. Skończyło się myślenie podziałem – my wybrani i oni niewybrani.

Chrześcijaństwo wlane w ramy judaizmu rozsadziło system. Kościół musiał wyjść z synagogi. Nie możemy być niewolnikami tradycji. Jeśli staje się ona zbyt sztywna, wtedy nowa wiara – tak, zawsze nowa i świeża – rozsadzi ten bukłak.