VI Niedziela Wielkanocna, 10.05.2026 r.
Pierwsze czytanie: Dz 8, 5-8. 14-17
Obecny dziś w Liturgii Słowa fragment Dziejów Apostolskich opisuje zdarzenie fundamentalne dla ówczesnego Kościoła. Za posługą Filipa, jednego z siedmiu diakonów, Dobra Nowina opuszcza granice Jerozolimy oraz Judei i trafia pod strzechy w Samarii. To olbrzymi przełom zważywszy, że Żydzi i Samarytanie nie byli przyjaznymi nacjami. Od śmierci Salomona i rozpadu królestwa Izraela dzieliło ich wiele. Dla Żydów z Judei Samarytanie byli „mieszańcami”, którzy utracili czystość krwi. Odważne głoszenie przez Filipa Ewangelii skutkuje zburzeniem murów tej wielowiekowej wrogości. Nadto cuda w postaci wypędzania złych duchów i uzdrawianie paralityków oraz chromych znakomicie uwiarygadniają słowa diakona. W konsekwencji skutkuje to przyjęciem przez Samarytan Słowa Bożego. Ewangelia okazała się zdecydowanie silniejsza niż wiekowe uprzedzenia.
Następcza wizyta Piotra i Jana to już budowanie jedności Kościoła. Celem wizyty apostołów jest faktyczne potwierdzenie istnienia nowej wspólnoty i włączenie jej do struktury Kościoła powszechnego. Ich bytność w Samarii, modlitwa i nakładanie rąk, przysporzyła jej mieszkańcom pełni Ducha Świętego. To zapowiedź sakramentu bierzmowania, daru Ducha Świętego, umacniającego w przedmiocie pełnego udziału w misji Jezusowej.
Ten fragment Dziejów Apostolskich to specyficzna nauka wiary ukazująca moc Boga, która zmienia rzeczywistość ponad wszelkimi podziałami.
Psalm responsoryjny: Ps 66(65),1-3a.4-5.6-7a.16.20
Bóg, którego chwała góruje nad całą ziemią i wszelkim stworzeniem. Tak bardzo skrótowo można skomentować ten psalm uwielbienia, który od głosu wspólnoty przechodzi w głos jednostki. To modlitwa osoby, która doświadczyła Bożego sprawczego działania, zapraszająca wszystkich ludzi do oddania chwały Bogu. W tym fragmencie psalmu wyróżniają się zasadniczo dwa elementy: wezwanie do powszechnego uwielbienia oraz bardzo osobiste świadectwo psalmisty, który dostrzega Boga jako Pana wszelkich narodów. On – Bóg nie działał wyłącznie w przeszłości, ale nadal sprawuje opiekę nad wszelkim stworzeniem. To perspektywa, która daje nam wierzącym poczucie bezpieczeństwa, bo Panu Bogu nic nie wymyka się spod kontroli.
Drugie czytanie: 1P3, 15-18
Dzisiejsze drugie czytanie jest wyznacznikiem postawy chrześcijańskiej. Św. Piotr poucza nas, dając wskazanie dla każdego wierzącego, by uznać Jezusa Chrystusa za jedyne źródło nadziei i sens życia; by uświęcić Go w naszych sercach. Mamy także wykazywać gotowość do obrony tej nadziei, wobec wszystkich, którzy tego wymagają. Nie rzecz jednak w słownych polemikach, ale w świadectwie własnego życia, osobistym przykładzie. Mamy tak się zachowywać, by inni dostrzegali tę naszą nadzieję, płynącą od niedoścignionego wzoru – Jezusa. On to ma być widoczny w naszym postępowaniu. Nawet wówczas, gdy padają niesprawiedliwe oskarżenia, naszą odpowiedzią ma być dobro i pokora. Cierpieć za dobro, to wszak uczestniczyć w misji Jezusa Chrystusa. Ono staje się prostą drogą do Boga.
Ewangelia: J 14, 15-21
„Jeżeli mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania.” Czy słowa Jezusa są warunkiem miłości? Czy stanowią groźbę? Warto zastanowić się nad ich sensem, bo jest to wskazanie specyficznej logiki. Słowa te stawiają przed nami podstawowe pytanie o relację pomiędzy uczuciem a działaniem, a także między deklaracją a codzienną praktyką. Z reguły wszelkiego rodzaju przykazania traktujemy jako nakazy i zakazy, które w sposób istotny ograniczają naszą wolność. To swoiste utrudnienia w życiu, „kajdany” które szybko chcemy zrzucić. Te wszelkie nakazy i zakazy nijak się również mają do powszechnego rozumienia miłości, która z reguły jest bezwarunkowa i kojarzona z wolnością oraz spontanicznością.
Słowa Jezusa mają jednak głęboki sens. Wyobraźmy sobie jazdę samochodem bez zasad ustalonych „Kodeksem drogowym”. Już na pierwszym skrzyżowaniu będziemy mieć poważne problemy. Ten kodeks nam jednak pomaga i gwarantuje co najmniej minimalne bezpieczeństwo ruchu. Przykazania to także specyficzny kodeks, wypełniający funkcję ochronną. Nie obawiajmy się ich przestrzegać. One gwarantują nam Bożą miłość i eliminują z naszego życia hipokryzję. Jeżeli z wzajemnością kochamy Jezusa, to w sposób naturalny starajmy się unikać zachowań, które nie są tolerowane przez ukochaną osobę.
Poniedziałek, 11.05.2026 r.
Pierwsze czytanie: Dz 16, 11-15
Podróż Pawła w towarzystwie Sylasa i Łukasza z Troady do Filippi nie wydaje się być przypadkowa. Filippia była rzymską kolonią położoną na starożytnym szlaku Via Egnatia, który zapewniał Rzymowi komunikację z posiadłościami na Wschodzie, a także sprawną zmianę dyslokacji legionów. To właśnie ta miejscowość, za sprawą Pawła, staje się bramą, przez którą chrześcijaństwo po raz pierwszy wkracza do Europy. Niezwykle znamienne jest również to, że tę pierwszą europejską wspólnotę chrześcijańską nie tworzą jak dotychczas mężczyźni, ale kobiety, których nauczanie w tamtych czasach nie było priorytetowe, a nawet niepotrzebne. Ta nowa europejska wspólnota rozpoczęła swój żywot nie od jakiegoś niezwykłego cudu, ale ot tak bardzo prosto – od rozmowy kobiet z Pawłem nad rzeką. To wyraźny znak, że dla Boga płeć nie ma żadnego znaczenia. Podobnie jak wykonywany zawód, status społeczny i majątkowy, czy też wykształcenie. Słowo Boże może dotrzeć do każdego człowieka. Trzeba tylko chcieć i otworzyć swoje serce dla Boga, tak jak uczyniła to Lidia z Tiatyry, sprzedawczyni purpury, pierwsza europejska chrześcijanka. Jej nawrócenie wywołało konkretne skutki zarówno społeczne, jak i sakramentalne. To w jej domu tworzy się pierwszy kościół domowy. Postać Lidii z Tiatyry jest dla współczesnych chrześcijan wyraźnym wskazaniem, jak bardzo przyjęcie Dobrej Nowiny może doprowadzić i wpłynąć na konkretne działania wspólnotowe.
Psalm responsoryjny: Ps 149(148),1b-2.3-4.5-6a.9b
Słowa refrenu Psalmu 149 skłaniają do takiej oto refleksji: istnienie człowieka nie tylko nie stanowi problemu dla Boga, ale jest powodem dla Jego dumy; dumy Stwórcy, który patrzy na swoje dzieło. On ma upodobanie w samym naszym istnieniu. Z ludzkiego punktu widzenia jesteśmy dumni z sukcesów jakie odnosimy w rodzinie i pracy, w nauce i sporcie… A Bóg zupełnie inaczej – nie oczekuje, aż staniemy się idealni. Jego duma wyrasta na samym fakcie istnienia człowieka, który w swej wolności wybiera dobro. We współczesnym świecie, w którym panuje kult siły, arogancja i autopromocja, gdzieś gubi się ta nasza zwykła autentyczność. Zapominamy, że Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy. On cieszy się na Twój widok.
Ewangelia: J 15, 26-16, 4a
Dzisiejsza Ewangelia wyjaśnia nam to, co zazwyczaj nazywamy „świadectwem”. W pojęciu Jezusa Chrystusa nie jest to jednorazowy akt, ale swoisty styl życia chrześcijanina objawiający się autentycznością i odwagą. Na tym świecie nie jesteśmy solistami. Jezus wskazuje na Parakleta, który nas prowadzi, skutecznie, ale bez przymusu. Jest naszym wewnętrznym Głosem, który podpowiada, jak się zachować w różnych sytuacjach, a zwłaszcza jak kochać ludzi, także tych trudnych. Ten styl życia objawia się w niezwykle małych rzeczach. Nie musisz kłamać, nawet jeśli jest to norma w Twoim środowisku. Możesz znaleźć czas dla drugiego człowieka, choć współczesna maksyma „Czas, to pieniądz” dyktuje inne zachowanie. Wreszcie możesz odpowiadać dobrem na zło. To chyba najtrudniejsze, bo świat żyje inną zupełnie logiką. To zysk i egoizm są najważniejsze. Trudno jest takim sytuacjom przeciwstawić przebaczenie czy bezinteresowność. Można się wszak narazić na ostracyzm zawodowy i towarzyski.
Świadectwo, jako styl życia, to takie postępowanie, aby inni ludzie przez Twoją postawę dostrzegali obecność Boga. Nie wszyscy sięgają do Pisma Świętego; raczej leży sobie gdzieś na półce głęboko zapomniane i zakurzone. To Ty, przez swoje zachowanie, możesz być żywą Ewangelią.
Wtorek, 12.05.2026 r.
Pierwsze czytanie: Dz 16, 22-34
“Uwierz w Pana Jezusa, a będziesz zbawiony ty i twój dom” – to słowa wypowiedziane przez Pawła w mrocznym lochu w Filippi. Ukazują one wiarę jako siłę zdolną przemienić tragiczne położenie w triumf nadziei. Sytuacja Pawła i Sylasa, wychłostanych, uwięzionych i zakutych w dyby, była niewątpliwie bardzo trudna. Mimo tego skrajnie ciężkiego położenia apostołowie modlą się, uwielbiając Boga. Ich postawa udowadnia, że wiara najlepiej manifestuje się w kryzysie. W obliczu zagrożenia ich spokój i opanowanie stają się ratunkiem nawet dla prześladowcy – strażnika, który nagle utracił sens życia. Te wypowiedziane przez Pawła słowa stanowią chrześcijańskie przesłanie, które interweniuje tam, gdzie zawodzi ludzka logika, oferując ocalenie fizyczne oraz duchowe.
Ewangelia porusza niezwykle istotny wspólnotowy wymiar zbawienia. Obietnica zbawienia osoby i jej domu sugeruje, że nawrócenie i przemiana serca jednostki skutecznie przenosi się na jej otoczenie. Wiara rodzi konkretne owoce w postaci miłosierdzia i zmiany relacji społecznych. Tak też stało się z owym strażnikiem, który przyjmując Słowo Boże, zmienia swoją postawę wobec uwięzionych apostołów.
Słowo „uwierz”, to wezwanie do zaufania Bogu, do budowania z Nim relacji nawet o północy. Zbawienie to nie tylko obietnica, ale rzeczywistość, która zaczyna się od tego zaufania.
Psalm responsoryjny: Ps 138(137),1b-2a.2b-3.7e-8
Dzisiejszy psalm to pieśń człowieka, który doznał w życiu poważnych trudności i pokonał je, lecz nie dzięki sile i własnym predyspozycjom, ale dzięki temu, że zaufał Bogu. Psalmista wyznaje publicznie uwielbienie. Jest wdzięczny za doznane łaski. To wielki akt pokory, który promuje wdzięczność Bogu za wszystko to, co dla niego uczynił. Psalmista doznał „pomnożenia mocy duszy”. Bóg nie usunął wprost jego problemów, lecz przekształcił jego osobowość w taki sposób, by sam mógł udźwignąć ciężar przygniatających go problemów. Boże wysłuchanie nie musi polegać na eliminacji trudności otaczających człowieka; może wzmocnić osobowość do samodzielnego pokonania tych trudności.
Ewangelia: J 16, 5-11
Dzisiejsza perykopa to część mowy pożegnalnej Jezusa, zapowiadająca apostołom nadejście Ducha Świętego, który „…przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie”. W ludzkim pojęciu, gdy myślimy o grzechu, rozważamy go w kategoriach moralnych, widząc głównie katalog przestępstw i wykroczeń. Jednak Jezus tę definicję grzechu widzi zgoła inaczej i sprowadza ją do braku wiary w Niego samego, a w konsekwencji do braku relacji z Nim. Ludzką rzeczą jest upadać. Dramatem nie jest jednak sam upadek, ale odrzucenie Jezusa, nasza „samowystarczalność” i brak otwartości na Boże zaproszenie.
Klasyczna definicja sprawiedliwości wywodzi się od Ulpiana (rzymskiego prawnika) i określa ją jako stałą wolę przyznania każdemu należnego mu prawa. Jednak w Jezusowym pojęciu sprawiedliwość ma inny zupełnie wymiar. On za głoszone „bluźnierstwa” został wyszydzony i skazany na śmierć. Jego zmartwychwstanie i wniebowstąpienie są rehabilitacją i uznaniem ziemskich czynów. Sprawiedliwość nie jest w żadnym trybunale; ona jest u Ojca.
Każdy sąd kojarzymy źle, bo najczęściej boimy się odpowiedzialności i kary. Jezus mówi jednak o sądzie w trybie dokonanym; to coś się już wydarzyło i zupełnie na kimś innym. To zło zostało osądzone i pokonane – przez krzyż. Skoro tak się wydarzyło, to czy musimy żyć w strachu przed szatanem i jego machinacjami? Nie bójmy się – Sąd Boży to pewna obietnica, że wszelkie krzywdy zostaną naprawione przez Jezusa, który pokonał śmierć.
Środa, 13.05.2026 r.
Pierwsze czytanie: Dz 17,15. 22-18,1
Wyobraźmy sobie taką sytuację: oto św. Paweł przybywa dzisiaj do jakiegoś wielkiego miasta. Z czym by się zetknął? Czy dostrzegłby analogię do ówczesnego rynku ateńskiego? Zapewne spotkałby ludzi inteligentnych, mocno zapracowanych, zajętych swoimi sprawami i duchowo zagubionych. Zauważyłby pewnie także stawiających ołtarze „nowym bóstwom” współczesnych czasów: pieniądzom, sukcesowi za wszelką cenę, popularności. To wyimaginowane zderzenie św. Pawła ze współczesnością może być bardzo podobne do tego z czym zetknął się w ówczesnych Atenach. Tam również, wśród wielu innych, znalazł ołtarz poświęcony „Nieznanemu Bogu”. Św. Paweł, będąc wnikliwym obserwatorem, wykorzystuje tę sytuację do ukazania Ateńczykom prawdziwego Boga: „Ja wam głoszę to, co czcicie, nie znając.” Nie krzyczy, nie wyszydza, nie nazywa Ateńczyków bałwochwalcami – spokojnie wyjaśnia istotę wiary chrześcijańskiej. Może nieskutecznie, bo poszła za nim zaledwie garstka – „…Dionizy Areopagita i kobieta imieniem Damaris, a z nimi inni”, ale ocenę owoców ewangelizacji pozostawmy jednak Bogu. On nie oczekuje i nie żąda aplauzu wszystkich.
Św. Paweł udziela nam szczególnej lekcji: uczy nas szukania mostów. My zazwyczaj jesteśmy skorzy do potępiania i wytykania błędów. Szybko się irytujemy, a sztuka konwersacji jest nam bardzo odległa. Nie potrafimy rozmawiać o Bogu nawet z własnymi dziećmi.
Psalm responsoryjny: Ps 148(147),1b-2.11-12.13-14c
Czytając dzisiejszy fragment psalmu responsoryjnego odnosi się wrażenie wezwania do wielkiego uwielbienia Boga przez istoty anielskie oraz całą ludzkość. Utwór ten wydaje się być także swoistą instrukcją naszego życia duchowego. Mamy kłopoty z modlitwą, czasem ją odkładamy a czasem też odnosimy wrażenie, że trafia ona w zupełną pustkę. Psalm uświadamia nam, że w modlitwie nie jesteśmy sami; my po prostu dołączamy do chóru istot anielskich. W tej modlitwie zanikają też wszelkie ludzkie podziały, na tych bardziej istotnych i mniej ważnych. Każdy głos jest tyle samo warty. Nie ma znaczenia, że ktoś jest władcą, sędzią, starcem czy dzieckiem… Bóg chce być bardzo blisko nas. Nie zasypujmy Go głównie listą naszych próśb i błagań. Dołączmy do chóru aniołów, do tej symfonii uwielbienia.
Ewangelia: J 16, 12-15
Funkcjonujemy w świecie, w którym informacja odgrywa kluczową rolę. Oczekujemy natychmiastowej odpowiedzi na nurtujące nas problemy i wspomagamy się w tym różnymi narzędziami. Korzystamy z dobrodziejstwa Internetu, wszelkiego typu wyszukiwarek oraz z osiągnięć sztucznej inteligencji. Nie rozumiemy do końca, jak to wszystko działa, ale zadawalają nas te szybkie odpowiedzi. Od Boga też spodziewamy się szybkiej reakcji, zwłaszcza gdy dotknie nas jakaś sytuacja kryzysowa. Tymczasem Jezus mówi zgoła coś innego, kierując słowa do swoich uczniów. On wie, ile tak naprawdę możemy przyjąć do siebie. Wszystko też dawkuje stosownie do naszego przygotowania, krok po kroku – prosząc o zaufanie tempu, które On dyktuje. Nie zostawia nas samych w niewiedzy, ale obiecuje Ducha Prawdy, który będzie tym wspomożycielem, który „… oznajmi… rzeczy przyszłe”. Jak wskazuje Jezus, Duch Święty nie oznajmi nam niczego nowego. On nie będzie mówił od siebie, ale będzie swoistym translatorem prawdy w wierze – od Ojca i Syna.
Nie musimy rozumieć wszystkiego „tu” i „teraz”. Musimy pogodzić się z tym, że niektóre lekcje, których przysporzyło nam życie, zrozumiemy z pewnym opóźnieniem. Wykazujmy cierpliwość taką, jaką wobec nas wykazuje Bóg. Codziennie prośmy Ducha Świętego o światło dla umysłu, byśmy mogli wykonać choćby jeden, kolejny krok, który możemy dzisiaj zrobić.
Czwartek, 14.05.2026 r. – święto Św. Macieja Apostoła
Pierwsze czytanie: Dz 1, 15-17. 20-26
Z dzisiejszego I czytania dowiadujemy się o kulisach wyłonienia Macieja, jako dwunastego apostoła. Ten fragment Dziejów Apostolskich ukazuje Kościół w niezwykle trudnym momencie – pomiędzy Wniebowstąpieniem a zesłaniem Ducha Świętego. Zgromadzonym w Wieczerniku doskwiera zdrada Judasza. Piotr podejmuje decyzję o kolektywnym wyborze jego następcy. W świetle Słowa Bożego przekonuje, że nawet te najgorsze ludzkie występki nie są w stanie zniweczyć Bożego planu. Kościół wszak to we lwiej części także ludzie grzeszni, ale ich losami kieruje sam Bóg. Wybór nowego apostoła odsłania pouczającą procedurę. W pierwszej kolejności uczniowie, na podstawie jasnego kryterium, wybierają dwóch kandydatów: Józefa i Macieja. Ten nowy apostoł musiał być świadkiem, towarzyszącym Jezusowi od Chrztu w Jordanie do Wniebowstąpienia. Jakże to ważna wskazówka dzisiaj dla nas – podstawą wiary jest osobiste towarzyszenie Jezusowi.
Na tym jednak wybór demokratyczny się kończy. To co najważniejsze uczniowie oddają do decyzji Bogu przez modlitwę i losowanie. W tym trudnym procesie uczniowie zaufali Bożemu prowadzeniu. To była słuszna decyzja, bo jako ludzie widzimy tylko zewnętrzną stronę człowieka, to Bóg widzi nasze wnętrze. Jego prowadzeniu nic się nie wymyka.
Psalm responsoryjny: Ps 113(112),1-2.3-4.5-6.7-8
Uwielbienie jest postawą człowieka wierzącego, które odwraca uwagę od ludzkich ograniczeń i kieruje w stronę Boga. Psalm uświadamia, że bez względu na to co się z nami dzieje i gdzie faktycznie jesteśmy, to imię Boga zawsze zasługuje na cześć. Takie podejście uwalnia nas od koncentracji uwagi wyłącznie na sobie. Bogu nie jesteśmy obojętni, nie zostawił nas samych sobie. On aktywnie współuczestniczy w naszym życiu.
Proch i gnój to symbole odrzucenia i beznadziei. Bóg pochyla się nad ludzką biedą, bezsilnością i nie tylko wyciąga nas z tej trudnej sytuacji, ale całkowicie zmienia to beznadziejne położenie, wywyższając do książęcej godności. Psalm wskazuje, że niezależnie od tego, w jak bardzo opresyjnej sytuacji się znajdujemy, Bóg swoją mocą może nas podnieść i przywrócić do pełni życia.
Ewangelia: J 15, 9-17
Kiedy czytamy słowa Jezusa „Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” nasze myśli kierują się natychmiast do męczenników, do osób, które oddały swoje życie na polu walki albo w innej wyższej sprawie. Tłumaczymy sobie bardzo prosto, że to sytuacje wyjątkowe i z ulgą konstatujemy, że nie dotyczą one naszego dnia codziennego. Jednakże oddać za kogoś życie, to wcale nie musi oznaczać śmierć fizyczną. Może równie dobrze znaczyć tyle, co oddawanie komuś własnego życia fragmentarycznie, dzień po dniu, godzina po godzinie, poświęcając komuś swój drogocenny i nieprzywracany czas. W ten sposób oddajemy swoje życie choremu, by ulżyć mu w cierpieniu; dziecku, by nie płakało w nocy; komuś, kto potrzebuje rozmowy, bo – potocznie mówiąc – ma doła. Prawdziwa miłość to nie tylko uczucie, ale również, a może przede wszystkim, poświęcenie. To wyjście z własnej strefy komfortu i pokonanie własnego egoizmu. Umieramy z własnej woli i dla siebie, by ktoś inny czuł się lepiej, czuł się kochany. W tym wszystkim mamy znakomity wzorzec do naśladowania, to Jezus Chrystus, który ukazał, jak należy kochać do końca. Pokonanie własnego egoizmu jest wypełnieniem Jego słów przekazanych w tej Ewangelii.
Piątek, 15.05.2026 r.
Pierwsze czytanie: Dz 18, 9-18
Lęk… Mamy takie wyobrażenie, że święci to zupełnie inni ludzie, zdecydowani, wolni od jakichkolwiek bojaźni, herosi. Dzisiejsze czytanie ukazuje coś innego, niezgodnego z tym wyobrażeniem, bojaźń św. Pawła, która mu zostaje wytknięta w widzeniu przez samego Jezusa. Przebywając w Koryncie – mieście wrogim i zepsutym, mieście grzechu, apostoł czuł realne zagrożenie i własne osamotnienie. Jego lęk nie był efektem braku wiary, lecz zwykłą ludzką reakcją na czyhające niebezpieczeństwo. Z reguły, gdy się boimy wyśmiania, czy też odrzucenia, zwłaszcza z powodu naszej wiary, to lęk objawia się milczeniem. To swoista strategia, pod którą kryje się strach, który oblekamy słowem „tolerancja”. A Jezus mówi: „… przemawiaj i nie milcz…”. To wezwanie kierowane do każdego z nas, o odwagę głoszenia prawdy. Uczeń Jezusa nie może milczeć w obliczu wszechogarniającego zła.
Mamy swoje „Korynty”. Boimy się przyznać do wartości chrześcijańskich, obawiając się wykluczenia lub wyśmiania w rodzinie, w pracy, w towarzystwie. Wiara nie jest dziś na topie; wygrywają media społecznościowe i rolki. Po co Bóg i Kościół? Po co jakieś katolickie zasady? Usłysz te słowa, które dotarły do św. Pawła i nie milcz. Nie musisz być oratorem, ale bądź osobistym przykładem tego, że Bóg istnieje i jest z Tobą.
Psalm responsoryjny: Ps 47(46),2-3.4-5.6-7
Zrozumienie motywu dziedzictwa, o którym wspomina Psalm 47, może skutkować całkowitą zmianą naszej relacji z Bogiem. Funkcjonujemy w świecie transakcji: „coś za coś”. Tę zasadę przenosimy także na grunt Kościoła, traktując modlitwę i wszelkie nasze uczynki, jako środki pieniężne, za które zafundujemy sobie zbawienie. Czy tak musimy postępować, skoro Bóg obiecuje nam dziedzictwo? Przewartościujmy to trochę, bo dziedzictwa się nie da kupić. Je się otrzymuje, a wynika to z faktu przynależności do rodziny. Bóg traktuje nas jako swoją rodzinę, swoje dzieci, owoce Jego miłości. Co ważne – On wie także, jakiego dziedzictwa my faktycznie potrzebujemy.
Ewangelia: J 16, 20-23a
„Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił” – to zdanie wypowiedziane w Wieczerniku przez Jezusa ukazuje dwa odmienne podejścia do Jego przyszłej męki. Płacz uczniów to wyraz nie tylko bólu po stracie, jakiej doznają, ale także poczucie poniesionej klęski. Pozostawili dla Niego wszystko: rodziny i majątki, a tu taka wielka porażka, upokorzenie i śmierć. Ten płacz to niewątpliwie znak miłości, ale także, a może przede wszystkim, wyraz bezsilności. Z drugiej strony świat się weseli, bo pozbył się tego, który ukazywał jego obłudę. To radość triumfującej pychy. Jezus wskazując na ten dysonans poznawczy, chce uprzedzić uczniów o trudnym doświadczeniu, z którym przyjdzie im się zmierzyć. Nie tylko boli sama strata ukochanej osoby, ale i to, że dla wielu innych ludzi nic to faktycznie nie zmienia. Kiedy uczniowie będą przeżywać bardzo trudne chwile, ukrywając się przed aresztowaniem i niechybną śmiercią, inni będą świętować Paschę. Jezus uprzedza ten moment i przygotowuje uczniów na ten trudny czas – na moment osamotnienia w ich cierpieniu.
Przytoczone na wstępie zdanie ma także głębszy sens, dalece wykraczający poza okres ostatnich dni Jezusa. Ta ponadczasowość dotyka postaw i kondycji chrześcijan w różnych okresach historii. Wierność Ewangelii, wierność Jezusowi to bardzo często kurs naprzeciw obowiązującym trendom. Gdy upadają chrześcijańskie wartości, „świat” się weseli i traktuje to jako postęp i nowoczesność. A my? My zostaliśmy ostrzeżeni przez Jezusa, że podążając za nim, nie uzyskamy tu i teraz aplauzu tłumów. Czasem będziemy zmuszeni patrzeć, ze łzami w oczach, jak inni się weselą, bo zlekceważyli to, co święte.
Sobota, 16.05.2026 r. – Uroczystość Św. Andrzeja Boboli
Pierwsze czytanie: Ap 12, 10-12a
W dzisiejszym I. czytaniu św. Jan podsuwa nam receptę na zwycięstwo nad własnymi słabościami, lękami i kryzysami. Przechodzimy ich wiele, czasem nie zdając sobie sprawy jakie wielkie spustoszenie one czynią w naszym życiu, a w szczególności w naszych rodzinach. Alkoholizm, narkomania, uzależnienia seksualne, czy to co obecnie przebija się najbardziej – uzależnienie od środków komunikacji elektronicznej, a także lęki o przyszłość, pracę i pozycję społeczną. Zmagamy się i nie wiemy, jak walczyć. Militarnie zwycięża ten, kto najlepiej w danej sytuacji taktycznej włada bronią, ale ta analogia nie ma tu zastosowania. Św. Jan ukazuje nam zupełnie inne fundamenty zwycięstwa, które odrzucają wojskową logikę siły: krew Baranka, słowo świadectwa, brak lęku o własne życie.
Zwyciężać krwią Baranka to tyle, co otworzyć się na miłosierdzie Boże. Nie zawsze jesteśmy w stanie samodzielnie poradzić sobie z otaczającym nas złem i własną pychą. Nasza siła tkwi w Eucharystii, to nasza tarcza.
Słowo świadectwa wcale nie oznacza głoszenia kazań, to raczej postawa życia i przykład osobisty. Swoim życiem dajesz świadectwo chrześcijańskiej wiary, a przez to poszerzasz terytorium władzy Jezusa.
Ostatni przedstawiony fundament wydaje się być nawoływaniem do męczeństwa, ale we współczesnym świecie możliwa jest też inna jego interpretacja. Brak lęku o własne życie może przejawiać się w tej wolności człowieka, która umie się skutecznie przeciwstawić własnym egoizmom, eliminując je z codzienności.
Psalm responsoryjny: Ps 34(33),2-3.4-5.6-7.8-9
Zwykle szukamy Boga, gdy dopadnie nas jakiś kryzys. On zawsze czeka, choć nie raz wydaje się, że jest bardzo odległy. Psalm 34 mówi o każdym z nas. Oto każdy z nas staje się biedakiem, gdy nie potrafimy sobie poradzić z rodzinnym problemem, chorobą, kłopotami w pracy… Kiedy stajemy przed ścianą i nie wiemy co dalej uczynić, ratunkiem jest On; przynajmniej można spróbować pomodlić się – może wysłucha. Jednak Bóg, świadom naszych ułomności, nie nakazuje nam być herosami, nie każe również podejmować batalii każdego dnia i o wszystko. On wie, jacy jesteśmy niedoskonali. Czy chcemy jednak Mu zaufać? „Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan”- tak oto psalmista nawołuje nas do obdarzenia Boga zaufaniem. On doświadczył już tej Boskiej niezawodności.
Drugie czytanie: 1Kor1, 10-13. 17-18
Życie zmusza nas ciągle do opowiadania się po jakiejś stronie. Mechanizm ten działa w różnych obszarach naszego życia, w tym także w Kościele. Koryntianie podobnie zderzyli się z tym problemem. Podzielili się, skupili wokół ulubionych apostołów i wywołali spór na kanwie wiary. A gdzie w tym wszystkim jest Jezus Chrystus? – pyta św. Paweł.
Podziały, to konflikty rodzące się z pychy, bo chcemy mieć rację. Dzielimy Kościół i nasze wspólnoty, wyobrażamy sobie przy tym, że czynimy to w obronie wyższych celów, zupełnie zapominając, że chrześcijaństwo to „sztuka kochania”. To w miłości wszak zasadza się moc Krzyża.
Ewangelia: J 17, 20-26
Czytając dzisiejszą Ewangelię napotykamy fragment zdania: „…aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy.” Doskonale wiemy, jak trudna bywa jedność. Kłócimy się o błahostki, jesteśmy po różnych stronach barykady niemal w każdym temacie. Jedność mylnie utożsamiamy z byciem identycznym. Nasze wyobrażenie o jedności sprowadza się do tych samych poglądów i stylu życia. Niedościgniony wzorzec Trójcy Św. wskazuje coś innego: są odrębni, a jednocześnie stanowią jedność, której spoiwem jest miłość. Czy ludzie też tak mogą? Pytanie z gatunku retorycznych, gdy mówimy o sobie „dzieci Boże”…
Nie musimy zatracać indywidualności, by jedność stała się faktem. Wszelkie występujące różnice w ludzkich charakterach czy talentach, to wartość dodana każdej wspólnoty. To wielkie bogactwo budowane na różnorodności. Zazwyczaj jednak wszystko robimy odwrotnie. Przyczyna? Wprost banalna – chcemy, by wszystko kręciło się wokół nas. Taki grzech pychy, z którego biorą się podziały. Uznajemy, że mamy rację, a inni muszą się dopasować. Nie rozumiemy, że tak prosto wbijamy klin w jedność.
A przecież można by inaczej, po Jezusowemu. Wystarczy stworzyć w sobie przestrzeń dla drugiego człowieka. Tak z miłości…