V Niedziela Wielkiego Postu, 22.03.2026 r.
Pierwsze czytanie: Ez 37, 12-14
Bardzo przejmujący jest ostatni moment liturgii pogrzebu, kiedy trumna z ciałem zmarłej osoby jest spuszczana do grobu, a następnie zamurowuje się, zamyka jej grób. Najczęściej towarzyszy tej chwili modlitwa, ale też przejmująca cisza i łzy. Bo po ludzku nie możemy już więcej nic zrobić.
Jednak dzisiejsze słowo proroka Ezechiela ogłasza nam na nowo, jaka jest perspektywa wiary, i zapowiada: „Oto otwieram wasze groby”. Jezus Chrystus przez swoją śmierć pokonał śmierć naszą, nie tak, że już nie umieramy, ale tak, że śmierć i grób nie są już nigdy końcem. „Wierzę w ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny” – to znaczy, że jako chrześcijanin nie mam przed sobą perspektywy nicości i rozkładu, ale ostatecznie – pełnię radości i szczęścia, przeżywane w uwielbionym i odnowionym człowieczeństwie.
Starotestamentalny Ezechiel, będący razem ze swoimi braćmi i siostrami na wygnaniu w Babilonii w VI wieku przed Chrystusem, chwilę przed dzisiejszym fragmentem widzi dolinę zeschłych kości – obraz całkowitej rozpaczy obumarłego duchowo narodu Izraela. Ale mocą Ducha Bożego dokonuje się cudowne, powszechne podniesienie do życia, wskrzeszenie, które zeschłe kości czyni znów ludźmi, i to ludźmi wypełnionymi duchem Boga.
Jako ochrzczeni zostaliśmy włączeni w śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa – jeśli pójdziemy Jego drogą, do końca naszego życia, zmartwychwstaniemy z Nim nie do potępienia, ale do życia w niebie. Po drugie, dziś na nowo ma w nas dokonać się zmartwychwstanie duchowe – porzućmy dolinę grzechu, i przez szczerą spowiedź przygotujmy się do Świąt Paschalnych.
Psalm responsoryjny: Ps 130 (129), 1b-2. 3-4. 5-7a. 7b-8
„Bardziej niż strażnicy poranka, niech Izrael wygląda Pana”. Każdy, kto kiedyś stał na nocnej warcie, może jako harcerz, wie, że nie jest to łatwe zadanie. Ale pewność, że świt nadejdzie, dodaje siły w czuwaniu. Podobnie, kiedy decydujemy się na modlitwę nocą, jak choćby adoracja Najświętszego Sakramentu podczas zbliżającego się Triduum Paschalnego. Trudne bywają wolno płynące minuty, ale każda z nich jakby stopniowo rozjaśnia nasze serce, czyni naszą duszę mocniejszą, dzięki łasce Pana.
Psalm 130, De profundis, to przejmujące wołanie człowieka, który zwraca się do Boga z głębokości, czyli z otchłani, z Szeolu, z krainy umarłych, a więc z największej ciemności, gdzie nie dociera już żadne światło. Dlatego też Kościół modli się tym psalmem za zmarłych, w liturgii pogrzebowej, wołając o Boże miłosierdzie dla dusz czyśćcowych, które same już nie mogą sobie pomóc.
Czy w takim stanie ducha powinniśmy się w ogóle modlić? Cała Księga Psalmów jest dla nas zawsze bezpiecznym przewodnikiem modlitwy, i skoro psalmista taki stan ducha przeżywa, to i w takim stanie ducha trzeba wołać do Pana Boga. Co więcej – właśnie wtedy jeszcze mocniej trzeba wołać, nie pozwolić, by ciemności miały ostatnie słowo.
Jest ciemność mistyków, którzy tęsknią za Bogiem, odczuwają jakby Jego nieobecność, choć On właśnie wtedy jest bardzo, bardzo blisko nich. Ale jest też ciemność, która jest zła i straszna, i o niej przede wszystkim mówi psalmista – to ciemność grzechu. Kiedy uświadamiamy sobie nasz grzech i winę, naszą duchową biedę, nasze braki, nie skupiajmy się na nich, ale wołajmy do Ojca pełnego miłosierdzia i wszelkiej pociechy. Bądźmy jak strażnicy wobec własnych dusz, którzy już w środku nocy wyczekują świtu poranka. A w spowiedzi świętej odnajdźmy na nowo duchowe zmartwychwstanie. Święta już blisko.
Drugie czytanie: Rz 8, 8-11
Kiedy wchodzimy do kościoła, czy to przed Mszą świętą, czy po prostu na chwilę osobistej modlitwy, jakoś automatycznie porusza nas świętość miejsca. Tu jest obecny Bóg. Chciałoby się nieraz zawołać, jak patriarcha Jakub: „Prawdziwie jest to dom Boga i brama do nieba!” (Rdz 28, 17).
Święty Paweł przypomina nam dzisiaj, że to my jesteśmy świątynią Ducha Świętego. We chrzcie świętym – a to właśnie do odnowienia przyrzeczeń chrztu przygotowuje nas coraz mocniej Wielki Post – przestaliśmy być już jedynie dziećmi naszych rodziców, ale staliśmy się przez łaskę dziećmi Boga. Odtąd to my jesteśmy świątynią Boga, w której On przebywa, choć nadal potrzebujemy – będąc jeszcze na ziemi – widzialnych świąt, widzialnego kultu, który nam o tym przypomina
W najgłębszej istocie każdego człowieka, nawet nieochrzczonego, jest już obecność Boża – gdyby Bóg nie podtrzymywał nas w istnieniu, po prostu by nas nie było. On jest jedynym, który istnieje zawsze i daje istnienie wszystkiemu. Ale od momentu chrztu świętego Bóg żyje w nas na nowy sposób: staliśmy się uczestnikami życia Trójcy Przenajświętszej – Ojca, Syna i Ducha Świętego, i odtąd możemy poznawać i kochać Boga, bo On sam nam to umożliwia. Możemy wzrastać w szczerej, serdecznej, przyjaznej relacji z Bogiem, bo On żyje w nas. To jest radość człowieka, który żyje w łasce uświęcającej, czyli w stanie, który jest stanem zdrowia dla duszy. Jeśli jednak przez grzech śmiertelny utracimy łaskę uświęcającą, trzeba tak szybko jak to możliwe z pokorą wracać do miłosiernego Boga, aby Duch Święty znów kierował naszymi myślami, czynami i słowami.
Jest jeszcze jedna obietnica, którą przypomina nam Apostoł Paweł – ten, kto otrzymał Ducha Świętego, nosi w sobie jednocześnie zasadę nowego życia i zmartwychwstania. Chrzest święty to nie tylko początek więzi z Bogiem i Kościołem tu na ziemi. Jak uczy Katechizm Kościoła Katolickiego: „Wierzymy mocno i mamy nadzieję, że jak Chrystus prawdziwie zmartwychwstał i żyje na zawsze, tak również sprawiedliwi po śmierci będą żyć na zawsze z Chrystusem Zmartwychwstałym i że On wskrzesi ich w dniu ostatecznym. Nasze zmartwychwstanie, podobnie jak zmartwychwstanie Chrystusa, będzie dziełem Trójcy Świętej (…)” (KKK 989).
Ewangelia: J 11, 1-45
Dzisiejsza Ewangelia to kolejna z wielkich katechez chrzcielnych. Jezus objawia się jako Ten, który ma władzę także nad śmiercią. Wskrzeszenie Łazarza, które było przecież przywróceniem do ziemskiego życia, na jakiś ograniczony czas, jest zapowiedzią zmartwychwstania samego Jezusa ze śmierci do życia wiecznego, którego dokona On własną mocą.
Każdy z nas, ochrzczonych, jest włączony w śmierć i zmartwychwstanie Jezusa – to znaczy, że nosimy w sobie zadatek, obietnicę, nadzieję życia wiecznego. Co więcej, ze stanu duchowej śmierci, a więc grzechu, może nas dźwigać ciągle na nowo tylko moc Jezusa.
Zadziwia nas w dzisiejszej Ewangelii postawa Jezusa wobec własnego przyjaciela, Łazarza, którego miłował: „Gdy posłyszał o jego chorobie, pozostał przez dwa dni tam, gdzie przebywał”. To krótkie zdanie, ale wypełnienie tego wersetu w naszym życiu nieraz dłuży się niemiłosiernie. To wszystkie momenty pozornej nieobecności Boga w naszym życiu, choć przecież On nigdy nas nie opuszcza. To wszystkie momenty, kiedy to, co przeżywamy, wydaje się nie mieć sensu, chylić ku upadkowi, ku coraz większej ciemności.
A jednak w niezgłębionej tajemnicy Bożej Opatrzności także te chwile nie wymykają się Bogu spod kontroli. Nie wiemy do końca, dlaczego tak jest. Ale w tych najtrudniejszych chwilach, zamiast popaść w rozpacz i zniechęcenie, możemy jakby całym sobą oddać się, powierzyć w ramiona Ojca. On wie, On zna czas. Mamy chodzić w świetle, a nie w nocy, czyli zawsze szukać obecności Jezusa, także wtedy, gdy zaprasza nas do zjednoczenia się z Jego krzyżem, śmiercią i grobem. Wielki Piątek i Wielka Sobota to nieraz nie tylko dwa dni w roku. Jezus Chrystus jest wszechmocny, to znaczy może nie tylko zapobiegać, ale także czynić większe dzieła nawet wtedy, gdy coś się po ludzku zawaliło.
„Brat twój zmartwychwstanie” – Jezus obiecuje nie tylko nasze zmartwychwstanie do życia wiecznego, ale także to, że możliwe jest, w każdej chwili, jeśli tylko damy się podnieść Bogu – duchowe zmartwychwstanie. To przebudzenie się do życia z Jezusem, Panem życia i śmierci. „JA jestem zmartwychwstanie i życie” – to nie tylko znaczy, że Jezus zmartwychwstanie, i że będzie żył, ale że On jest zasadą, początkiem, źródłem życia i Panem życia, bo On jest Tym, który Jest (por. Wj 3, 14), jak niegdyś, pod figurą płonącego krzewu, tajemniczo objawił się Mojżeszowi.
Każdą i każdego z nas pyta dziś Jezus: „Wierzysz w to?”. Wielki Post o tyle będzie owocny, o ile szczerze otworzymy każdy nasz brak wiary przed Jezusem, pokornie prosząc, aby nas podźwignął z tego, co jest naszym grzechem, niewiarą, naszym grobem, aby ożywił w nas gorliwą, szczerą wiarę.
„Usuńcie kamień!” – mówi i do nas Pan. Usuń to, co zamyka cię na moje działanie, zobacz, gdzie zgubiłeś wiarę we Mnie, gdzie wkradł się smutek i rozpacz, zamiast ufności. Poleć mi także tych, którzy są w takim stanie pogrążeni – których znasz, i których nie znasz.
I wreszcie, modlitwa Jezusa: „Ojcze, dziękuję Ci, że mnie wysłuchałeś”. Tak woła nasz Pan, kiedy wszyscy są jeszcze pogrążeni w żałobie, a rozkładające się już ciało Łazarza leży w grobie. Wejść w taką modlitwę Jezusa, to żyć w pełni łaską chrztu, a więc ufać, że Ojciec jest wszechmocny, że tam, gdzie inni widzą tylko śmierć i rozkład, chrześcijanin widzi nadzieję na nowe życie, które może sprawić Bóg.
Poniedziałek, 23.03.2026
Pierwsze czytanie: Dn 13, 41-62
Każdy z nas, kto kiedykolwiek został fałszywie oskarżony – w mniejszej czy większej społeczności – wie, jak bolesne to doświadczenie. W osobistej modlitwie słowem Bożym warto dziś zaprosić Pana Boga do tych miejsc serca, które jeszcze jakoś nas bolą. Warto też polecić Panu tych, których fałszywy osąd, pomimo oczyszczenia z zarzutów, trwale pozbawił dobrego imienia.
Dzisiejsze słowo niesie ze sobą bardzo wyraźne treści moralne dla naszego życia chrześcijańskiego. Zwróćmy uwagę na dwie z nich.
Po pierwsze, sama starość czy piastowanie zacnego urzędu nie oznacza, że dany człowiek jest cnotliwy i święty. Dopiero co poślubiona Jojakimowi Zuzanna, bardzo piękna i żyjąca w bojaźni Bożej, miała czyste serce i daleka była od popełnienia cudzołóstwa. Daniel, w którym Bóg wzbudził świętego ducha, okazał się prorokiem mężnym i cieszącym się przywilejem starszeństwa pomimo swojego młodego wieku. Natomiast dwaj sędziowie – oskarżyciele Zuzanny, zestarzeli się w przewrotności i mieli serca zepsute przez uleganie żądzom ciała. Jak uczy Księga Mądrości: „sędziwością u ludzi jest mądrość, a miarą starości – życie nieskalane” (Mdr 4, 9). I dzisiaj jest wielu szlachetnych i świętych młodych ludzi.
Po drugie, nawrócenia i pracy nad uporządkowaniem naszego serca nie wolno nam odkładać na później. To z serca, z nieuporządkowanych myśli i pragnień, rodzą się potem widoczne grzechy (por. Mk 7,20n). Kolejny Wielki Post może się nam już nie zdarzyć.
Psalm responsoryjny: Ps 23, 1b-3a. 3b-4. 5. 6
Łatwo jest ufać Dobremu Pasterzowi, kiedy nasze życie przypomina zielone pastwiska. Kiedy odpoczywamy przy czystych, bezpiecznych źródłach Jego słowa, w ciszy modlitwy i adoracji. Kiedy nasze życie układa się dobrze.
O wiele trudniej, gdy pomimo wierności Panu Bogu, spotyka nas jakaś niesprawiedliwość czy krzywda. Gdy przychodzi nam przejść przez ciemną dolinę.
Są takie momenty, kiedy jako chrześcijanie możemy uciec się jedynie do Boga, całkowicie zdać się jedynie na Niego, ufając, że On nawet z największego zła i cierpienia może wyprowadzić dobro.
Ciemna dolina, w której Dobry Pasterz jest przy nas, co więcej – którą przeszedł zwycięsko jako pierwszy z nas – to dolina śmierci i otchłani, skąd powstał do nowego życia w zmartwychwstaniu. Warto przywołać słowa papieża Benedykta XVI o tym, co mówi do nas ochrzczonych Jezus, który z ciemności grzechu i śmierci przeszedł do światła:
„«Zmartwychwstałem i teraz zawsze jestem z tobą» — mówi do każdego z nas. Moja ręka cię podtrzymuje. Gdybyś gdziekolwiek miał upaść, upadniesz w moje ręce. Jestem nawet u bram śmierci. Tam gdzie już nikt nie może ci towarzyszyć i gdzie ty nie możesz niczego zabrać, tam Ja na ciebie czekam i dla ciebie przemieniam mroki w światło” (Homilia podczas Wigilii Paschalnej, 7.04.2007, https://opoka.org.pl/biblioteka/W/WP/benedykt_xvi/homilie/wsobota_07042007.html).
Ewangelia: J 8, 1-11
Zacznijmy od fundamentów. Złem było zarówno to, że owa kobieta dopuściła się grzechu cudzołóstwa (choć nie znamy wszystkich okoliczności), jak i bezduszność uczonych w Piśmie i faryzeuszy.
Paradoksalnie, ten, kto popełnił grzech i ma jego świadomość, może mieć serce otwarte na Boże miłosierdzie o wiele bardziej, niż ktoś, kto zewnętrznie żyje bardzo poprawnie.
Dzisiejsza liturgia Słowa daje nam przykład dwóch kobiet – niewinnej Zuzanny i cudzołożnej kobiety. W pierwszym przypadku Pan był tym, który stanął przy niej ze swoją mocą, posyłając na pomoc sprawiedliwego proroka Daniela; wobec drugiej Pan był tym, który przebacza.
W osobistej modlitwie oddajmy Panu Jezusowi zarówno te sytuacje, kiedy byliśmy niesprawiedliwie osądzeni, lub kiedy to my postawiliśmy się w roli wszystkowiedzących sędziów – sam ten temat jest wart rachunku sumienia. Jednocześnie, przyjdźmy do Jezusa z tym z całą biedą naszego grzechu – On nie pochwala grzechu, bo on nas niszczy, oszpeca, rani, ale miłuje nas do końca (por. J 13,1), jest zawsze gotów przebaczyć.
I jeszcze jedno – zobaczmy w dzisiejszej Ewangelii pewne światło dla naszego przeżywania spowiedzi. Nieraz przychodzimy do konfesjonału strwożeni, boimy się odrzucenia i oceny, ale za każdym razem jakoś zaskakuje nas to, że to my sami bylibyśmy gotowi siebie potępić. A Jezus miłosierny nie tylko bierze na siebie nasz grzech (od wiary w to zależy również owocność naszej spowiedzi, choć jest ona skuteczna), ale udziela nam łaski – duchowej siły – by nie wracać do grzechu. By znów odetchnąć wolnością dziecka Bożego.
Wtorek, 24.03.2026r.
Pierwsze czytanie: Lb 21, 4-9
Od minionej, piątej niedzieli Wielkiego Postu w większości naszych kościołów zasłonięte są krzyże. Paradoksalnie, tym bardziej kierujemy wzrok ku znakowi naszego zbawienia, i o tym w tych dniach coraz wyraźniej poucza nas liturgia. Zapowiedzią krzyża Chrystusa jest miedziany wąż wywyższony przez Mojżesza na pustyni, w którym Izraelici pokąsani przez węże znajdują ocalenie.
Co było grzechem Izraelitów? Szemranie, nieufność wobec Bożego prowadzenia, pomimo tego, że dopiero co doświadczyli cudu manny, i przepiórek, i wody ze skały, a wcześniej niezwykłych znaków Bożej mocy podczas wyjścia z Egiptu w świętą noc paschalną.
„Lud stracił cierpliwość”. I nam może się dłużyć Wielki Post, codzienne przełamywanie własnego zniechęcenia, żeby być wiernym dobrym postanowieniom. Może nam się nieraz dłużyć trud naszego życia, bo chcielibyśmy, żeby coś już było załatwione, albo żeby było choć trochę łatwiej. A nieraz tracimy cierpliwość po prostu w rozmowie z kimś z rodziny.
Lekarstwem na niecierpliwość, i na każdy nasz grzech nie jest wpatrywanie się w siebie, ale w Jezusa Ukrzyżowanego, który za nas stał się grzechem – to znaczy, sam będąc niewinny i nieskalany, poniósł na krzyż i przecierpiał to, co jest naszą winą. W Nim, miłosiernym Bogu-Człowieku, widzimy, do czego prowadzi nasz grzech. Powtarzajmy dziś w chwilach zniecierpliwienia: „W ranach Twoich ukryj mnie, nie daj mi z Tobą rozłączyć się”.
Psalm responsoryjny: Ps 102, 2-3. 16-18. 19-21
Wielki Post to nie wielki trening, ale to czas podejmowania wyrzeczeń, czas szczerego uznania własnej bezradności wobec zła i grzechu w naszym życiu, aby tym gorliwiej prosić – Panie, wysłuchaj modlitwę moją! Przyjdź mi z pomocą!
Diabeł na pustyni kusił Pana Jezusa do samowystarczalności (por. Ewangelia z I niedzieli Wielkiego Postu, Mt 4, 1-11). Ale Jezus wszystko ma od Ojca, i Ojcu się nieustannie powierza. Ideał chrześcijanina to nie perfekcjonista, który już sobie ze wszystkim w swoim życiu poradził, ale to ten, który już po przebudzeniu czyni znak krzyża, bo wie, że, jak śpiewamy w jednej z pięknych pieśni eucharystycznych: „Bez Twej pomocy człek nic nie może”.
Psalm 102 to lamentacja, i zarazem pokutna modlitwa człowieka, który czuje się zdezintegrowany, słaby, niepoukładany. Ale psalmista, świadomy swojego stanu, nie skupia się na sobie, ale pokornie woła do Boga, aby szybko, jeszcze dzisiaj, wysłuchał go. A Bóg nigdy nie odrzuca tych, którzy Go wzywają. Jest bliski, bliższy nam, niż o tym zwykle myślimy.
Kiedy widzimy nasz wewnętrzny bałagan, albo kiedy trudności życia nas przytłaczają, to najlepszy czas na gorliwą modlitwę prośby. W Wielkim Poście szczególnie prośmy o przebaczenie naszych grzechów – tych niedawnych, i dawnych. Jak uczy Katechizm, „Prośba o przebaczenie jest pierwszym dążeniem modlitwy prośby (słowa celnika: „Miej litość dla mnie, grzesznika”, Łk 18,13). Poprzedza ona właściwą, czystą modlitwę. Ufna pokora stawia nas w świetle komunii z Ojcem i Jego Synem, Jezusem Chrystusem oraz w komunii z innymi: a zatem „o co prosić będziemy, otrzymamy od Niego” (1 J 3, 22). Prośba o przebaczenie poprzedza liturgię eucharystyczną, jak również modlitwę osobistą” (KKK 2631).
Ewangelia: J 8, 21-30
Jak mocno brzmią skierowane dziś do faryzeuszy, i do nas słowa: „Jeżeli bowiem nie uwierzycie, że Ja Jestem, pomrzecie w grzechach waszych”. Biedne jest chrześcijaństwo, które zamienia się w bycie po prostu „dobrym człowiekiem”, albo w jakąś formę samodoskonalenia. Jeśli szczerym sercem ciągle nie wracamy do chrzcielnego aktu wiary, że Tym, który nas zbawia, czyli wyzwala z grzechu, jest Jezus Chrystus, i że my naprawdę jesteśmy grzesznikami, to ostatecznie pozostaniemy martwi duchowo.
Duch Święty poprzez Słowo Boże pokazuje nam w Wielkim Poście nieustannie dwie rzeczy: nasz własny grzech (czasem grzechy ciężkie, czasem lekkie, a czasem mocno zakorzenione złe postawy) oraz bliskość Jezusa miłosiernego, który za nas umarł na krzyżu, abyśmy nie umarli na wieki, ale żyli z Nim.
Żydzi spodziewali się Mesjasza, który przyniesie rozwiązanie problemów politycznych, a więc poukłada to, co na zewnątrz; Jezus coraz wyraźniej w tej części Ewangelii Jana głosi, po co przyszedł na ziemię, i stąd narasta nieporozumienie, konflikt za cenę prawdy, aż po odrzucenie i śmierć krzyżową naszego Pana.
Jeśli szukamy w Jezusie rozwiązania naszych problemów, dobrego zdrowia, zdania egzaminów czy zabezpieczenia finansowego, to nasza wiara jest jeszcze bardzo krucha – choć i o te rzeczy warto się modlić. To, co ma być naszym priorytetem, dosłownie na śmierć i życie – to szczere otwarcie własnego serca na łaskę przebaczenia grzechów, a więc ciągła troska o życie w łasce uświęcającej.
Środa, 25.03.2026r. – Uroczystość Zwiastowania Pańskiego
Pierwsze czytanie: Iz 7, 10-14
Król judzki Achaz nie chce wystawiać Boga na próbę, bo w ogóle wolałby sobie poradzić bez Boga. Kiedy staje przed nim widmo wojny ze strony koalicji króla Aramu i króla Izraela, Achaz szuka pomocy nie w Bogu, ale w Asyrii. I właśnie wtedy prorok Izajasz wygłasza orędzie, które ostatecznie spełni się nie tylko w potomku królewskim – jednym z synów Achaza – ale w przyjściu na świat Jezusa Chrystusa.
To pierwsze czytanie uczy nas, że nim ludzie szczerze szukali Boga, Bóg pierwszy nas szukał. Prawda o Wcieleniu Syna Bożego, o tym, że Bóg stał się człowiekiem dla nas i dla naszego zbawienia, poczynając się w łonie Maryi Dziewicy, to niezwykła tajemnica Bożej miłości, która biegnie nam na ratunek.
My, grzeszni, szukamy nieraz pomocy i wytchnienia w różnych zawodnych rzeczach, pokładając nieraz wiarę należną tylko Bogu w innych ludziach. To nieraz kończy się dramatycznie. A prorok Izajasz zaprasza także dzisiaj nas, aby zobaczyć, jak Bóg objawia się w naszym życiu.
Po to Bóg stał się człowiekiem, aby nas zbawić. On jest Emmanuelem, Bogiem z nami – to znaczy, że nasze życie nabiera sensu dopiero wtedy, kiedy w nasze ludzkie niepewności wchodzi Jezus Chrystus. O łaskę pomnożenia naszej wiary prośmy dziś szczególnie Maryję, która, jak uczą Ojcowie Kościoła, zanim poczęła Jezusa cieleśnie, poczęła Go w swojej duszy przez wiarę.
Psalm responsoryjny: Ps 40, 7-8a. 8b-10. 11
Psalm 40 liturgia wkłada dziś w usta samego Jezusa Chrystusa. To On w najdoskonalszy sposób wypełnił wolę Ojca – będąc z Nim jedno co do woli Boskiej, ale w swojej woli ludzkiej doskonale zharmonizowany, poddany temu, czego pragnie Ojciec.
Nieposłuszeństwo pierwszych ludzi związane z grzechem – i każde nasze grzeszne nieposłuszeństwo Bogu, którego konsekwencją jest śmierć wieczna, życie bez Boga – Jezus naprawia przez swoje doskonałe posłuszeństwo, kiedy z miłości do nas przyjmuje ludzkie ciało w łonie Maryi, aby nas zbawić.
„Nie chciałeś ofiary krwawej ani z płodów ziemi, lecz otwarłeś mi uszy; nie żądałeś całopalenia i ofiary za grzechy. Wtedy powiedziałem: «Oto przychodzę»”. Wszystkie ofiary Starego Przymierza, ustanowione przez Prawo, były długą drogą wychowania człowieka do tego, że ostatecznie najważniejszą – i najtrudniejszą – ofiarą, jest ofiara z własnej woli. Tekst grecki, w nieco zmienionej formie i przywołany przez dzisiejszy fragment Listu do Hebrajczyków, mówi: „Ofiary ani daru nie chciałeś, ale mi utworzyłeś ciało”. Tajemnica Wcielenia, czyli to, że Syn Boży przyjmuje ludzką naturę – staje się już na zawsze prawdziwym człowiekiem, nie przestając być prawdziwym Bogiem, jest owiana wielką miłością posłuszeństwa. Żeby to się dokonało, Pan Bóg pragnął zaangażować człowieka – stąd piękna, ale pełna wszelkich ludzkich, normalnych pytań i jakiejś zgody na niepewność, odpowiedź Maryi – „Oto Ja, służebnica Pańska!”
Wiedzą o tym dobrze osoby zakonne, bo ślub posłuszeństwa jest trudniejszy niż czystości czy ubóstwa. Wiedzą o tym księża, z których każdy podczas święceń przyrzeka swojemu biskupowi „cześć i posłuszeństwo” – płynące ostatecznie właśnie z motywacji nadprzyrodzonej.
Polećmy dziś Panu Bogu w modlitwie wszystkich małżonków, którzy przychodzą, aby pełnić wolę Bożą, gdy są otwarci na dar nowego życia; polećmy wszystkich, którzy rozeznają powołanie do szczególnej służby Bogu, aby byli spokojni, że w tym pierwszym, trudnym kroku decyzji, uprzedza ich i hojnie wspiera łaska Boża.
Drugie czytanie: Hbr 10, 4-10
Przeżywamy uroczystość Zwiastowania Pańskiego, bo dokładnie za dziewięć miesięcy kalendarzowe Boże Narodzenie. Choć już za kilka dni Święta Paschalne, dzisiejszy dzień – jakby trochę znienacka – przypomina nam, że Wcielenie i Odkupienie to ściśle związane ze sobą tajemnice. Syn Boży po to stał się człowiekiem, aby nas zbawić przez swoją śmierć i zmartwychwstanie.
Dosyć często na naszą wiarę patrzymy mniej więcej tak: człowiek zgrzeszył; potrzeba było kogoś, kto to wszystko naprawi; zatem Pan Jezus „zgłosił się na ochotnika” i wtedy to na Nim, wiszącym na krzyżu, groźny Ojciec, niczym tyran i despota, mógł wyładować swój boski gniew. Dzisiejsze słowo pragnie wyprostować nasz wykoślawiony obraz Boga.
Fragment z Listu do Hebrajczyków nie mówi o Nazarecie, ale przenosi nas przed wszelki czas, w wewnętrzny dialog Trójcy Świętej. Wcielenie Syna Bożego jest odwiecznym zamysłem miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego. Dotykamy niezgłębionej tajemnicy, ale jedno jest pewne – to tajemnica Bożej miłości do nas. Bóg stał się nam tak bliski jak to tylko możliwe.
Słowo Boże skupia naszą uwagę na doskonałym posłuszeństwie Jezusa, które jest najmilszą Ojcu ofiarą, zastępującą różne ofiary Starego Prawa. Co więcej, nie tylko Męka Pana Jezusa ma dla nas charakter zbawczy, ale każda tajemnica Jego życia, począwszy właśnie od momentu Wcielenia. „Przez Twoje Wcielenie – wybaw nas Panie” – śpiewamy w litanii.
Kontemplujmy dziś Jezusa doskonale posłusznego i oddanego woli Ojca. I pytajmy się – czy moje powołanie i moje obowiązki ożywia miłość do Ojca, który od zawsze umiłował mnie w swoim Synu?
Ewangelia: Łk 1, 26-38
To, co wielkie i niepojęte, łączy się z tym, co pokorne i małe. Bóg mógł nas zbawić na wiele innych sposobów. Ale chciał przyjść do nas właśnie jako człowiek, i chciał, aby na Jego wielkie „Chcę” padła odpowiedź Maryi: „Chcę, niech mi się stanie!”
Jakiś odblask tej tajemnicy jest w każdych zaręczynach – na „tak, chcę!” czeka z drżeniem serca każdy mężczyzna, który się oświadcza przyszłej żonie. Jakiś odblask tej tajemnicy jest w każdym wyborze drogi kapłańskiej czy zakonnej, a więc powołaniu do większej miłości, kiedy człowiek odpowiada Bogu na tajemniczą łaskę powołania: „tak, chcę!”.
W dzisiejszej Ewangelii łączą się dwie tajemnice – tajemnica Zwiastowania i Tajemnica Wcielenia. Bóg objawia swój plan Maryi, i dzięki słowu zgody, jej łono stało się komnatą zaślubin tego, co Boskie i tego, co ludzkie. Tak mówili o tym Ojcowie Kościoła.
Maryja, stając się Matką Boga, już wtedy, jakby w dalekiej perspektywie, która stopniowo wyjaśni się w Ewangelii, a potem w całej Tradycji Kościoła, jest matką wszystkich wierzących, i wszystkich ludzi w ogóle. W Niej uosobiony jest cały Kościół, którego Ona jest najdoskonalszym członkiem, wzorem i Matką. Dlatego Jej wstawiennictwo jest tak skuteczne, bo Ona nie zmienia woli Bożej, ale pomaga nam w odpowiedniej dyspozycji serca do przyjęcia Jego darów.
Każda otrzymana łaska przychodzi do nas od momentu Wcielenia przez Najświętsze Człowieczeństwo Jezusa, i każda łaska ma w sobie jakiś odblask tamtego wydarzenia. W Ewangelii chorzy dotykają się Jezusa, widząc człowieka, a doświadczają Boskiej mocy uzdrowienia. W sakramentach widzimy zewnętrzne znaki – wodę, chleb i wino, olej, słyszymy ludzkie słowa – chrztu, konsekracji, namaszczenia – a dotyka nas skuteczna, niewidzialnie działająca łaska.
Modląc się dzisiejszym Słowem, zapytajmy się bardzo poważnie, czy nie uciekamy od prawdziwej wiary w stronę jakiejś formy spirytualizmu. Katolicyzm jest inkarnacyjny – to znaczy, że to, co ludzkie, zwyczajne, cielesne, nie zostaje odrzucone, ale przemienione, wydoskonalone, włączone w relację z Bogiem. Podobnie, nasza modlitwa nie ma być błądzeniem myśli czy rozpłynięciem się w niebycie, ale dotknięciem przez wiarę Jezusa Chrystusa, Boga i człowieka. Nie mamy w Wielkim Poście jedynie schować się w ciszy kościoła, ale umocnieni Bożą łaską, która płynie z sakramentów i modlitwy, podejmować mężnie to, co niesie codzienność.
Czwartek, 26.03.2026r.
Pierwsze czytanie: Rdz 17, 3-9
Abraham, ojciec wiary, przez swoje powierzenie się Bogu staje się ojcem wielu narodów. Jednak wiara jest nierozerwalnie związana z tęsknotą, bo nie widzi się wszystkich jej owoców. Abraham ze swojej żony Sary, przez lata niepłodnej, w końcu doczekał się jednego tylko Izaaka; ostatecznie nie miał też własnej ziemi, ale wiódł żywot cudzoziemca.
W piękny sposób przybliżył postać Abrahama papież Benedykt XVI w jednej z katechez: „Wiara prowadzi Abrahama do przebycia drogi paradoksalnej. (…) Abraham jest błogosławiony, ponieważ w wierze potrafi rozeznać Boże błogosławieństwo, wychodząc poza pozory, ufając w obecność Pana, nawet wówczas, kiedy Jego drogi wydają się mu tajemnicze. Cóż to dla nas oznacza? Kiedy stwierdzamy: „Wierzę w Boga”, mówimy jak Abraham: „ufam Tobie, Tobie Panie się powierzam”, ale nie jak komuś, do kogo trzeba się uciekać jedynie w chwilach trudności, czy poświęcać kilka chwil w ciągu dnia czy tygodnia. Gdy mówimy „Wierzę w Boga” to znaczy, że na Nim budujemy swe życie, chcemy aby Jego Słowo każdego dnia je ukierunkowywało w konkretnych wyborach, nie lękając się, że coś z siebie utracimy”.
Jak tłumaczy dalej papież, nasz życiowy przełom zaufania Bogu, powierzenia się Jemu, zaczyna się w momencie chrztu, ale nasze osobiste „wierzę” musi być ciągle weryfikowane i ponawiane.
Kolejne dni Wielkiego Postu prowadzą nas do odnowienia przyrzeczeń chrzcielnych podczas Świąt Wielkanocnych. Czy dziś pragnę znów powierzyć siebie Bogu, oprzeć na Nim całe moje życie, a zwłaszcza to, co w nim chwiejne i niepewne?
Psalm responsoryjny: Ps 105,4-5.6-7.8-9
Nasza ludzka pamięć jest zawodna. Ustawiamy przypomnienia w telefonie, prosimy, aby ktoś nam o czymś ważnym przypomniał, robimy zawczasu listę zakupów. Nieraz zapominamy o czyichś imieninach, a niestety nieraz także o codziennej modlitwie.
Niestety, łatwo zapominamy też o darach Bożych, o tym, jak wiele już od Pana otrzymaliśmy, i kim jesteśmy jako Jego synowie i córki.
Słowo Boże przypomina nam, że Pan Bóg zawsze pamięta o swoim przymierzu – tym z Abrahamem, ale ostatecznie o tym najważniejszym, jedynym i wiecznym przymierzu, które zawarł z nami w Jezusie Chrystusie.
Kiedy ponawiamy nasz akt wiary: ufam Tobie Panie, to jesteśmy rzeczywiście dziećmi Abrahama, czyli jego naśladowcami, i mamy udział w obietnicach, które on otrzymał od Boga.
„Rozmyślajcie o Panu i Jego potędze, zawsze szukajcie Jego oblicza. Pamiętajcie o cudach, które On uczynił, o Jego znakach, o wyrokach ust Jego”.
Dzięki działaniu Ducha Świętego w nas jesteśmy zdolni do tego, żeby często i coraz mocniej powtarzać: wierzę w Ciebie, Boże, to znaczy – powierzam się Tobie. Ty znasz mnie całego. Moje życie tylko w Tobie może znaleźć trwałe i sensowne oparcie.
Gdy ogarniają nas wątpliwości, gdy życie wydaje się czasem kołysać jak łódka na wzburzonym jeziorze, szukajmy Bożego oblicza. Boga obecnego w nas, ale także – a może zwłaszcza – mającego widoczne dla nas oblicze w Najświętszym Sakramencie. Wspomnienie tego, co dobrego już nam uczynił, przywraca radość i ufność.
Ewangelia: J 8, 51-59
To niezwykłe, zaskakujące, że pomimo narastającego niezrozumienia ze strony Żydów Pan Jezus nie przestaje mówić im o swojej więzi z Ojcem. Co więcej, dziś już wprost, zupełnie wyraźnie mówi: „Zanim Abraham stał się, Ja jestem” – to znaczy, objawia, że On jest Bogiem. On zna Abrahama nie tylko tak, jak oni go znają – ze słów Pisma, z opowiadań przodków. To On powołał Abrahama, to On – choć w sposób jeszcze dla ludzi niewyraźny, niejasny – dał jemu i wszystkim nam istnienie.
Żydzi jednak chcą Jezusa ukamienować, bo zamknęli serca na Boga, który przychodzi do nich, i na Jego naukę. Spełnia się słowo, które słyszeliśmy w czasie Bożego Narodzenia: „Słowo przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi” (J 1, 11n).
Zapytajmy się dziś: czy w tych dniach Wielkiego Postu mamy serce otwarte, czy zamknięte na tak bliskiego nam Jezusa? Co z nauki Jezusa odrzucamy – nawet, jeśli jest to zmiana choćby malutkiego przykazania (por. Mt 5, 19), to jest to droga zgubna, nie taka, jakiej Pan pragnie dla naszego szczęścia.
Po drugie, w słowie Bożym jest dla nas umocnienie i pociecha. Nieraz czujemy się zupełnie osamotnieni w pracy, na studiach czy w szkole, kiedy stajemy wobec przeważającej większości ludzi obojętnych na Boga, a nawet wrogich Kościołowi. Nie jest to moment na ucieczkę, ale szukanie mocy ducha i siły do dawania świadectwa w całkowitym powierzeniu się Ojcu, tak jak czynił to Jezus.
Piątek, 27.03.2026r.
Pierwsze czytanie: Jr 20, 10-13
Jeremiasz, młody prorok, dużo nacierpiał się w swoim posługiwaniu. Gdybyśmy sięgnęli do kontekstu dzisiejszego czytania, to znajdziemy tam przejmujące słowa jego rozmowy z Bogiem, który przecież go powołał: „Uwiodłeś mnie, Panie, a ja pozwoliłem się uwieść, ujarzmiłeś mnie i przemogłeś. Stałem się codziennym pośmiewiskiem, wszyscy mi urągają” (Jr 20, 7n).
Podczas swojego posługiwania Jeremiasz, pochodzący z rodziny kapłańskiej, mieszkającej w pobliżu Jerozolimy, niestrudzenie wzywał lud do nawrócenia, widząc niejednokrotnie powierzchowność źle przeżywanego kultu. Był świadkiem upadku królestwa Judy, najechanego przez Babilończyków pod wodzą Nabuchodonozora, i deportacji części ludności.
Łatwiej mówić ludziom o Bożej miłości i miłosierdziu, niż napominać wtedy, kiedy powinno się napomnieć. Życie Jeremiasza jest piękną, choć pełną cierpienia zapowiedzią życia Jezusa, który został odrzucony przez swój naród.
Czy podobnie nie czują się dziś księża, którzy wiernie głoszą naukę Ewangelii, choć większość ludzi zdaje się ich nie słuchać? Katecheci, którzy robią co mogą, żeby choć promyk Bożego światła dotarł do szukających serc młodych. Rodzice, którzy wychowują dzieci do życia wiarą, choć wiedzą, że to może się nie udać?
W naszej modlitwie prośmy dziś o łaskę wytrwania w głoszeniu słowa Bożego w takiej formie, miejscu i czasie, w jakiej Pan nas do tego wyznaczył, pomimo i wbrew wszystkiemu.
Psalm responsoryjny: Ps 18, 2-3a. 3b-4. 5-6. 7
Psalm 18 może być dla nas bardzo pomocną modlitwą. Zaczyna się od wyznania: „Miłuję Cię Panie, mocy moja!”, ale ta miłość jest poddana próbie. Psalmista doświadcza walki na śmierć i życie – nie tylko zewnętrznej, ale przede wszystkim duchowej. Jednak to właśnie w tych momentach odkrywa, że Bóg jest dla niego opoką, twierdzą, skałą, tarczą; jest dla Niego obroną.
Małe i większe próby wiary są konieczne dla naszego wzrostu, ale ostatecznie po to, żebyśmy całkowicie – krok po kroku – upodobnili się do naszego Pana Jezusa Chrystusa. Chrystus hojnie udziela nam swojej łaski, w Nim możemy się schronić, czyniąc prosty i szczery akt wiary, nadziei i miłości wtedy, gdy czujemy się po ludzku bezradni. Wtedy, kiedy nie ma prostych odpowiedzi, a walka duchowa się nasila, musimy tym bardziej przylgnąć do Jezusa Ukrzyżowanego. Możemy wtedy powtarzać słowa modlitwy „Duszo Chrystusowa”: „W ranach Twoich ukryj mnie!”
Rozważanie Męki Pańskiej w Wielkim Poście – poprzez Gorzkie żale, Drogę Krzyżową, ale też osobistą adorację krzyża – owocuje w nas wzrostem duchowej siły. Do Jezusa Ukrzyżowanego możemy przylgnąć tacy, jacy teraz jesteśmy, dając się Jemu prowadzić, przemieniać, kształtować.
Wtedy naszymi stają się słowa pieśni, podobnej do dzisiejszego psalmu: „W krzyżu ochłoda, w krzyżu osłoda, dla duszy smutkiem zmroczonej. Kto krzyż odgadnie, ten nie upadnie, w boleści sercu zadanej”.
Ewangelia: J 10, 31-42
Jeżeli mówimy: Jezus jest Panem, to przyjdzie moment w naszym życiu, kiedy to wyznanie będzie nas kosztować. Co więcej, w wielu sytuacjach stajemy wobec konkretnego pytania: czy właśnie teraz, w tym momencie, kiedy łatwiej byłoby postąpić „po ludzku”, decydujesz się iść za Mną, naprawdę żyć Ewangelią?
Dlatego tak ważna jest regularna spowiedź, bo ona – udzielając nam Bożej łaski – kształtuje nasze sumienie. Im częściej wybieramy dobro, im częściej i z coraz głębszej motywacji decydujemy się na wierność modlitwie, uczynki miłości bliźniego, odrzucanie pokus, życie przykazaniami – tym łatwiej i „spontaniczniej” objawia się nasze chrześcijaństwo.
Żydzi buntują się wobec Jezusa i chcą Go ukamienować, bo gdyby w Niego uwierzyli, musieliby naprawdę zmienić swoje życie. Do tego nawoływał najpierw męczennik Jan Chrzciciel, poprzednik Chrystusa w narodzeniu i śmierci.
Warto zobaczyć dziś w świetle słowa Bożego, co rodzi mój bunt wobec nauki Pana Jezusa, co we mnie jeszcze jest pogańskie, nienawrócone. To, że wielu ludzi żyje niemoralnie, w sposób nieczysty czy nieuporządkowany, to, że wielu nie wykonuje uczciwie swojej pracy, to, że wielu wreszcie nie przyjmuje różnych elementów nauki Kościoła, nie zwalnia mnie z osobistej, szczerej odpowiedzi, jakie jest moje życie, jakie są moje decyzje.
W całym dramacie odrzucenia Jezusa przez Żydów – i przez wielu ludzi wszystkich czasów – pocieszające jest zakończenie dzisiejszej perykopy: „Wielu przybyło do Niego, mówiąc, iż Jan wprawdzie nie uczynił żadnego znaku, ale wszystko, co Jan o Nim powiedział, było prawdą. I wielu tam w Niego uwierzyło”. To definicja Kościoła. To wspólnota wielu, którzy przyszli do Jezusa, zostali ochrzczeni, i uznają, że On jest drogą, prawdą i życiem. Którzy wierzą w Niego, i pragną chlubić się tylko Jego krzyżem (por. Ga 6, 14).
Sobota, 28.03.2026r
Pierwsze czytanie: Ez 37, 21-28
Prorok Ezechiel ogłasza swoim współbraciom Izraelitom w niewoli babilońskiej niezwykłą obietnicę – Bóg zgromadzi wszystkich rozproszonych, przyprowadzi ich z powrotem do ojczyzny i ustanowi nad nimi, jak za dawnych czasów, jednego króla na wzór Dawida. Bóg obiecuje nowe przymierze, i nową jakość jedności między ludźmi, która wynika z tego, że w centrum ich życia jest obecność Jego samego, nie na trochę, ale na stałe.
Od kiedy „Słowo stało się Ciałem i zamieszkało wśród nas”, Bóg zaczął na nowo gromadzić rozproszonych przez grzech ludzi. A ostatecznie najskuteczniejszym źródłem tej jedności jest krzyż Jezusa, łączący niebo i ziemię, i łączący nas między sobą.
Działanie Ducha Świętego w naszym życiu możemy poznać między innymi po tym, że prowadzi nas do jedności. Dlatego też najpiękniejsze przyjaźnie, najpiękniejsze relacje, to te, dla których wspólnym gruntem jest wiara. Osoby należące do różnych wspólnot kościelnych mówią o sobie „brat” czy „siostra”, tak też zwracamy się do siebie podczas pielgrzymki; osoby we wspólnotach zakonnych to „bracia” i „siostry”. Wszyscy w Kościele jesteśmy dla siebie nawzajem członkami, jak powie święty Paweł, bo jesteśmy włączeni przez chrzest w Mistyczne Ciało Chrystusa (por. 1Kor 12).
Kiedy dobiegają końca dni Wielkiego Postu, który przechodzimy przecież razem ze wszystkimi wierzącymi, warto się zapytać: czy owocem mojej modlitwy, postu i jałmużny, jest większe staranie w budowaniu jedności – w moim małżeństwie, rodzinie, parafii, gronie znajomych. Czy jestem tym, który gromadzi, czy rozprasza? Co niosą moje słowa, gesty, spojrzenia?
Psalm responsoryjny: Jr 31, 10. 11-12b. 13
„Ten, który rozproszył Izraela, znów go zgromadzi i będzie nad nim czuwał jak pasterz nad swym stadem”. Bóg, który dopuścił w swojej Opatrzności niewolę ludu izraelskiego w Babilonii, sprawi że ten lud powróci do swojej ziemi – to obiecuje prorok Jeremiasz. Ale to gromadzenie ludzi wokół Jednego Pasterza to ciągłe zadanie Kościoła.
,In illo uno unum („w Nim jednym [my liczni] jesteśmy jedno”) – brzmi motto papieża Leona XIV, zaczerpnięte od świętego Augustyna. W Jezusie Chrystusie my wszyscy, członki Jego Mistycznego Ciała – Kościoła, jesteśmy prawdziwie jedno. Podzielonemu przez wojny światu Ojciec Święty przypomina, że Kościół ma być znakiem jedności. Każdy z nas ma jakąś przestrzeń, w której jest odpowiedzialny za budowanie jedności. Nie chodzi o fałszywy irenizm, o porzucanie prawdy, o niewyrażanie własnych przekonań. Chodzi o szukanie takich rozwiązań, które naprawdę i owocnie pomagają nam wspierać się nawzajem w dążeniu do Chrystusa.
W orędziu na tegoroczny Wielki Post papież zachęca, aby pościć także od słów, które przecież często ranią i rozbijają jedność: „Chciałbym zatem zaprosić was do bardzo konkretnej i często niedocenianej formy wstrzemięźliwości, a mianowicie powstrzymywania się od słów uderzających i raniących naszych bliźnich. Zacznijmy rozbrajać nasz język, rezygnując z ostrych słów, pochopnych osądów, mówienia źle o nieobecnych, którzy nie mogą się bronić oraz unikając oszczerstw. Starajmy się natomiast nauczyć się ważyć słowa i pielęgnować uprzejmość: w rodzinie, wśród przyjaciół, w miejscach pracy, w mediach społecznościowych, w debatach politycznych, w środkach przekazu, we wspólnotach chrześcijańskich. Wtedy wiele słów nienawiści ustąpi miejsca słowom nadziei i pokoju” (Leon XIV, Orędzie na Wielki Post 2026, vatican.va).
Warto zrobić dziś rachunek sumienia z tego, jak odzywamy się do innych, jak słuchamy, jakiego języka używamy także w mediach społecznościowych.
Ewangelia: J 11, 45-57
Dzisiejsza Ewangelia to bezpośrednia kontynuacja fragmentu o wskrzeszeniu Łazarza, który rozważaliśmy w minioną, piątą niedzielę Wielkiego Postu.
To niezwykłe, że przez arcykapłana Kajfasza, który przecież za kilka dni będzie jednym z przesłuchujących pojmanego Jezusa, przemawia Duch Święty: „lepiej jest dla was, aby jeden człowiek umarł za lud, niżby miał zginąć cały naród”. Jezus swoją śmierć, tak haniebną i okrutną w tamtym czasie, przemieni w dobrowolny akt miłości, który zjednoczy rozproszone dzieci Boże, tych wszystkich, którzy przyjmą dar Jego zbawienia i zjednoczą się w Jego Świętym Kościele. O to będziemy się modlić już za kilka dni, w rozbudowanej modlitwie powszechnej w Wielki Piątek.
Jeśli wiernie trwamy na modlitwie słowem Bożym, ciągle na nowo o to walczymy, lepiej słuchamy też tego, co Pan Bóg mówi do nas przez innych ludzi. Czasem jakieś przypadkowo usłyszane czy przeczytane zdanie może być, jakby znienacka i zaskakująco, właśnie słowem od Ducha Świętego.