Komentarze do czytań – IX TYDZIEŃ ZWYKŁY | od 31 maja do 6 czerwca 2026 r. – praca zbiorowa

Dzisiejsza Liturgia Słowa

 

 

 

 

IX Niedziela Zwykła, 31.05. 2026 r. – Uroczystość Trójcy Przenajświętszej

Autorką komentarzy na ten dzień jest s. Maria Agnieszka od Wcielenia i Paschy Jezusa OCD

Pierwsze czytanie: Wj 34, 4b-6. 8-9

Dzisiejsza niedziela poświęcona jest tajemnicy Trójcy Przenajświętszej. Wierzymy w jednego Boga w Trzech Osobach – tę prawdę Kościół podaje nam dziś do rozważenia. Nie zawsze jednak była to prawda katechizmowa, a poznawanie Boga dokonywało się w historii stopniowo. Bóg objawiał się ludziom według miary, jaką potrafili przyjąć. I tak dzisiejszy fragment z Księgi Rodzaju mówi o objawieniu na górze Horeb. Mojżesz w uniesieniu chwali Boga wymieniając Jego przymioty: miłosierny, łagodny, nieskory do gniewu, łaskawy, wierny. Mojżesz mówi o Bogu to, co Bóg pozwala mu poznać, czyli to, co widzi i rozumie w objawieniu, ale także to, czego na co dzień w obcowaniu z Bogiem doświadcza. Nie ma tu jeszcze mowy o Trzech Osobach, jest natomiast przekonanie o ogromnej życzliwości Boga względem nas. To ową życzliwość skrywają wszystkie wymienione przymioty i to ona skłoniła Boga, by się nam stopniowo objawiał. To wychylenie Boga ku człowiekowi, pragnienie spotkania i komunii widoczne jest w całym Starym Testamencie, a realizuje się w pełni w Nowym, w objawieniu Osoby Jezusa i potem Ducha Świętego.

Życzliwość Boga daje nam nadzieję pogłębiania osobistej relacji z Nim. I tak jak otworzyła Mojżeszowi możliwość modlitwy wstawienniczej za lud, tak i nas zaprasza do modlitwy za braci.

Psalm responsoryjny: Dn 3, 52-56

Dzisiejszy psalm pochodzi z Księgi Daniela i jest częścią Kantyku Trzech Młodzieńców. Opiewa on potęgę Boga – Stworzyciela i Pana całego świata i jest odpowiedzią na sytuację prześladowania Jego wiernych: czy to prześladowania, w czasie którego Księga Daniela powstała (okres machabejski, III wiek przed Chrystusem), czy to wcześniejszego, o którym opowiada (przesiedlenie babilońskie, VI wiek przed Chrystusem), czy wreszcie każdego, które może się zdarzyć w jakichkolwiek czasach. Z każdego prześladowania Bóg ma moc ocalić swoich wiernych, bo jest większy i jest Panem historii. Tak więc bez względu na kontekst historyczny psalm przekazuje nam zawsze aktualne treści: Bóg jest godzien wszelkiej chwały w swoim imieniu, na tronie swojego królestwa, na sklepieniu nieba, które stworzył, w przybytku (czyli świątyni) i wreszcie w otchłani.

Otchłań, poza wymiarem eschatologicznym, przywołuje także realia naszego ziemskiego życia. Możemy zobaczyć w niej każdą doświadczaną ciemność: grzech, cierpienie, wszelką niesprawiedliwość. We wszystkie te miejsca spogląda Bóg. Głęboka wiara w to, że On jest ze mną w tym, co najtrudniejsze, że jest Panem tej sytuacji (tak jak był z Izraelem w każdym prześladowaniu), pozwala błogosławić i chwalić Go w tych właśnie okolicznościach.

Drugie czytanie: 2 Kor 13, 11-13

Duch Święty wzywa i uzdalnia nas do jedności. Jedność jest wartością, którą w szczególny sposób upodobał sobie Bóg. O jedność swych uczniów, czyli nas, modlił się Jezus w czasie Ostatniej Wieczerzy.

To Boże zabieganie o jedność wynika z życia wewnętrznego samego Boga, czyli z relacji, jakie istnieją między Ojcem, Synem i Duchem Świętym. My, jako stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, powinniśmy odzwierciedlać to wewnętrzne życie Trójcy Przenajświętszej. Jest to największym pragnieniem Boga, ponieważ wie On, że właśnie wtedy jesteśmy szczęśliwi i żyjemy pełnią życia. Wszelkie zakłócenia w tym temacie wynikają z grzechu pychy i jego pochodnych: gniewu, zazdrości, obojętności, egoizmu, złośliwości…

Wyjście naprzeciw Bożemu pragnieniu rozpoczyna się od modlitwy o jedność i pokój oraz (już jako owoc modlitwy) od nawrócenia serca ku bliźnim. To czasem trudny proces, dlatego św. Paweł pisze realistycznie: „Dążcie…” W tym dążeniu Bóg miłości i pokoju zawsze przyjdzie nam z pomocą.

Ewangelia: J 3, 16-18

Jezus stał się człowiekiem z miłości do nas. Przyszedł, aby nas zbawić. By jednak Jego dar rzeczywiście zaowocował w człowieku zbawieniem, potrzeba odpowiedzi, potrzeba po prostu wiary. Bóg traktuje nas poważnie i sam chciałby być tak potraktowany. Co to znaczy? To znaczy, że jak On ma osobiste odniesienie do mnie i do ciebie, tak wymaga, by każdy z nas miał osobiste odniesienie do Niego. Każdy za siebie ma zadecydować: tak, wierzę. Wierzę w Jego dobre intencje wobec mnie, w tę nieskończoną miłość, która zawiodła Go aż na krzyż, abym ja nie musiał się tam znaleźć, abym nie był cierpiący i niespełniony na wieki. Wierzę, że Jezus Chrystus, Syn Boży, prawdziwy Bóg i prawdziwy Człowiek, Druga Osoba Trójcy Przenajświętszej, osobiście pragnie mieć mnie blisko siebie na zawsze.

Wierzę i proszę – mogę prosić – Ducha Świętego, aby umacniał i utwierdzał moją wiarę.

 

Poniedziałek, 1.06.2026 r.

Autorem komentarzy na ten dzień jest dr Mateusz Krawczyk

Pierwsze czytanie: 2P 1, 2-7

Droga siedmiu kroków – tak moglibyśmy nazwać Piotrową receptę na miłość: „[…] dodajcie do wiary waszej cnotę, do cnoty poznanie, do poznania powściągliwość, do powściągliwości cierpliwość, do cierpliwości pobożność, do pobożności przyjaźń braterską, do przyjaźni braterskiej zaś miłość”.

Na czym polega chrześcijańska miłość? Na czym polega dążenie do niej? Na czym polega chrześcijańska doskonałość? Na jednym i tym samym – na naśladowaniu Chrystusa. Inaczej nie będziemy mogli dostąpić tego, co teologia prawosławna nie waha się nazwać przebóstwieniem, a o czym św. Paweł pisał w Liście do Rzymian jako o „przyoblekaniu się w Chrystusa” (por. Rz 13,14).

To nie dzieje się, to nie może stać się dzięki naszym własnym siłom. „Żadną miarą!”. Tak, potrzeba nam „całej pilności”, jak napomina nas pierwszy z Apostołów, jednak wszystko zaczyna się w Chrystusie i do Niego zmierza. On umożliwia nam pierwszy z siedmiu kroków ku miłości – wiarę. Być może tak należałoby interpretować „Jego Boską moc”, która „udzieliła nam tego wszystkiego…”. W końcu wiara jest łaską. Łaską przynoszącą pokój.

Psalm responsoryjny: Ps 91, 1-2. 14-15a. 15b-16

Psalm 91 bez wahania można określić jako psalm ufności. Wskazuje na to zagęszczenie pola semantycznego dotyczącego opieki, obrony, ucieczki, wyzwolenia z przeciwności. Psalmista wprost stwierdzi we fragmencie śpiewanym w liturgii: „Boże mój, któremu ufam”.

Jednak w kontekście czytań dnia inny wątek wydaje się wysuwać na plan pierwszy – poznanie Boga. „Ja go wybawię, bo przylgnął do Mnie, / osłonię go, bo poznał moje imię”. Powodem, dla którego Bóg otacza opieką podmiot liryczny Psalmu 91 – a zatem i każdego, kto z wiarą wypowie jego słowa – jest przylgnięcie do Pana oraz poznanie Jego imienia. Jedno jest wynikiem drugiego, drugie jest w jakiś sposób warunkiem pierwszego. Nie poznamy Go, jeśli do Niego nie przylgniemy. Nie uda nam się w pełni przylgnąć do Niego, jeśli Go nie poznamy.

Wyjście z tej pozornej sprzeczności teologia może wytłumaczyć uprzedniością wybrania Bożego – On nas pokochał, dał się poznać, gdy jeszcze byliśmy nieprzyjaciółmi (por. Rz 5,6-11).

Ewangelia: Mk 12, 1-12

Fragment ewangelii, który czytamy w liturgii, należy do drugiej części Markowego dzieła. Czytelnik już wie, że Jezus jest Mesjaszem, na co autor wskazuje dobitnie wypowiedzią Piotra pod Cezareą Filipową w Mk 8,29. Poznawanie Jezusa było przedmiotem wszystkich poprzednich rozdziałów. Odtąd Jezus rozpoznany przez apostołów jako Chrystus będzie ukazywany w kontekście nadchodzącego cierpienia i męki.

Dlatego nie dziwi przypowieść, w której syn właściciela winnicy zostaje zabity. Opierając się na klasycznym Izajaszowym porównaniu Izraela do winnicy Pańskiej, Jezus proroczo zapowiada swoje odrzucenie i śmierć.

„Co jeszcze miałem uczynić winnicy mojej, a nie uczyniłem w niej?” – pyta ustami Przyjaciela, tj. Boga, Izajasz w piątym rozdziale. Co jeszcze miał uczynić Jezus, by go ludzie poznali? To retoryczne pytanie.

Mniej retorycznym będzie to, o powody niewiary ludzi, którzy chcieliby uwierzyć, a nie potrafią.

 

Wtorek, 2.06.2026 r.

Autorem komentarzy na ten dzień jest dr Mateusz Krawczyk

Pierwsze czytanie: 2P 3, 12-15a. 17-18

Nasza wiara jest i zawsze była wiarą eschatologiczną – patrzącą na rzeczy ostateczne, rzeczy końca. Pierwsi chrześcijanie oczekiwali końca świata jeszcze za swojego życia, to dlatego św. Paweł musiał ganić Tesaloniczan za zaprzestanie pracy i bezczynne trwanie w nadziei szybkiego przyjścia Pana. My z kolei, w XXI w., czasami zapominamy o tym, że koniec może nastąpić w każdej chwili i niekiedy zanadto troszczymy się o doczesne planowanie życia.

To dlatego napomnienie Piotra pozostaje równie aktualne, jak dwa tysiące lat temu, choć być może powód należałoby odwrócić – nie oczekiwanie końca, a jego brak; nie przyspieszanie, a pozorne spowalnianie dnia Paruzji. „Umiłowani, oczekując tego, starajcie się, aby On was znalazł bez plamy i skazy”. Szukanie z wypiekami na twarzy znaków końca – płonącego nieba, spadających gwiazd czy wojen, trzęsień ziemi, które przywoła Apokalipsa św. Jana – mija się z naszym powołaniem. Tak, zawsze powinniśmy czekać, ale w pokoju, z nadzieją, bo – pisze św. Piotr – „cierpliwość Pana” jest dla nas zbawienna. Któż jest gotowy na ostatni dzień swojego życia?

Psalm responsoryjny: Ps 90, 2 i 4. 10. 14 i 16

Piotrowe „Jemu chwała zarówno teraz, jak i do dnia wieczności!” znajduje swoje odbicie w Psalmie 90. Słowa pieśni Izraela i naszej kontrastują wieczność Boga z naszą przemijalnością i kruchością. Czymże jest osiemdziesiąt lat wobec wieczności?

„Trud i marność” kolejnych wersetów rozbrzmiewa w tej mądrościowej części Ps 90. W odpowiedzi na Koheletowe vanitas vanitatum znajdujemy dalej wyraz wiary Izraela, dla którego radowanie się i cieszenie ograniczało się do tu i teraz. Wiara w życie po śmierci, wiara w wieczność z Bogiem była na końcu długiej drogi, do której nieliczne, bo nie wszystkie, gałęzie judaizmu musiały jeszcze dojść.

W centrum myśli śpiewanego w liturgii psalmu pozostaje wieczność Boga i Jego opieka nad człowiekiem, jakkolwiek marny by czasami był i jakkolwiek marnie by się niekiedy zachowywał.

Ewangelia: Mk 12, 13-17

Co należy do Boga? Retoryka faryzeuszów, podstępna i przebiegła, nie wystarcza, by pochwycić Jezusa na błędnej odpowiedzi. Pan zręcznie jej unika – bowiem na pytanie faryzeuszów nie mógł odpowiedzieć „tak”, nie mógł też powiedzieć „nie”.

Co należy do Boga? Na to pytanie każdy z uczonych żydowskich odpowie z łatwością – wszystko. Również życie człowieka. W ten sposób wszechwładza Boga wobec naszych ludzkich małości – oczekiwania rychłego końca świata, chęci odsunięcia dnia Paruzji jak najdalej, krótkości życia itd. – jawi się w swoim prawdziwym majestacie.

On, Jezus, staje się przedmiotem podziwu – jako doskonały rabbi, dla tych, którzy nie wierzą. Dla wierzących zaś jako Syn Ojca.

 

Środa, 3.06.2026 r.

Autorem komentarzy na ten dzień jest dr Mateusz Krawczyk

Pierwsze czytanie: 2 Tm 1, 1-3. 6-12

„Dziękuję Bogu, któremu służę jak moi przodkowie z czystym sumieniem […]” – słyszymy słowa św. Pawła w czytaniu z Drugiego Listu do Tymoteusza. „Jak moi przodkowie”? Czy to nie powinno w nas wzbudzić wątpliwości? Czyż służba żydów Bogu przed przyjściem Chrystusa nie różniła się jakościowo od służby Pawła i innych chrześcijan Bogu po Jego Wcieleniu i objawieniu Siebie?

Tak, różni się w tak wielu aspektach, że aż trudno je wszystkie wymienić. Przyjście Jezusa zmieniło świat, zburzyło wiele sposobów myślenia, dało wejrzenie i doświadczenie niedoświadczalnego. A jednak jest ciągłość historii zbawienia. Paweł służy Bogu tak, jak jego przodkowie – z czystym sumieniem dając świadectwo prawdzie. Jak wiele mocy, trzeźwego myślenia i miłości wymagało od Izraela powiedzieć na głos: „Jest jeden Bóg”, gdy świat go otaczający wznosił ołtarze licznym bogom?

On, Bóg, wezwał Pawła, tak jak wezwał jego przodków. On ustanowił Pawła, tak jak wielu proroków przed nim, głosicielem Dobrej Nowiny. Ale tym razem tej – pisanej wielką literą – o życiu i o nieśmiertelności, o tym, że śmierć poniosła porażkę. Ostatecznej Dobrej Nowiny, bo historia zbawienia się wypełniła. Innej nie będzie.

Psalm responsoryjny: Ps 123, 1b-2

Śpiewana w liturgii pierwsza część krótkiego, bo jedynie czterowersowego, Psalmu 123 zdaje się mieć zadanie, które można by określić jako kierunkowe. Każdy z czterech stychów, w których wspomniane są oczy, dopełniony jest kierunkiem, w którym powinny być one zwrócone. Psalm 123 to jeden z tzw. psalmów wstępowania lub psalmów pielgrzymów, lub jeszcze psalmów stopni, które Izraelici śpiewali w trakcie pielgrzymowania do Jerozolimy. Tym bardziej kierunkowanie oczu, a zatem i myśli, i wreszcie czynów ku Bogu jest tu w pełni zrozumiałe.

Fragment z psalmy responsoryjnego wychodzi od jednostki – „wznoszę”, przechodzi jednak szybko w liczbę mnogą „oczy nasze”. Pielgrzymka Izraela do Jerozolimy w czas świąteczny to wydarzenie całego Narodu. W dwóch paralelnie skomponowanych porównaniach z drugiego i trzeciego stychu widzimy zarówno mężczyznę, jak i kobietę – sługę i służebnicę. Nikt nie zostaje pominięty, każdy członek wspólnoty ukierunkowanej i wciąż ukierunkowującej się na Boga znajdzie dla siebie odniesienie. I choć to tylko porównanie, to jednak rysuje subtelnie, choć dobitnie naszą pozycję wobec Boga – jesteśmy Jego sługami, co wypowiedział w pierwszym czytaniu w odniesieniu do samego siebie Paweł Apostoł.

Ewangelia: Mk 12, 18-27

Nie dość jeszcze skupione są oczy uczonych w piśmie i saduceuszów na Bogu. Nie dość jeszcze dokładnie widzą kierunek, w którym powinni patrzeć. Zamiast wpatrywać się w prawdę zawartą w słowach Pisma, oni szukają w nich kazusów, którymi mogliby podchwycić Jezusa na słowie. Nie udaje się im. Ale tym razem Jezus nie uniknie odpowiedzi. Powie wprost, nawet jakby z irytacją, że są w błędzie. Ba, zapyta tych, co studiują Pisma, czy nie czytali w księdze Mojżesza fragmentu o krzewie winnym. Musimy uświadomić sobie, jak mocne i pełne nagany są te słowa Jezusa. Oni czytali, ale nie rozumieli.

Jak zatem rozumieć Pisma? Jak rozumieć, jeśli nasz umysł jest tak ograniczony, że czasem nawet nie wiemy, w którym kierunku zwrócić swoje oczy? Jezus daje odpowiedź – dzięki Niemu samemu. Choć grecki termin δύναμις (czyt. dynamis) posiada szeroki kontekst zarówno w świecie judaistycznym, jak i hellenistycznym, a także wreszcie na zazębiającej granicy tych dwóch, to po raz pierwszy pada u Marka podczas uzdrowienia kobiety chorującej na krwotok (por. Mk 5,30). „Moc Boga” działająca w Chrystusie sprawia cuda. Niezrozumienie Pisma zostaje zatem zestawione z niezrozumieniem „mocy Boga”, która działa w Chrystusie, która wreszcie będzie Jego mocą (por. Mk 13,26).

Jak zatem rozumieć Pisma? Jest to możliwe w Chrystusie. Akt hermeneutyczny dotyczący Pisma Świętego będzie dziełem Chrystusa, który sprawia cud wobec naszego umysłu pozostającego dotąd w błędzie. Jeśli tylko wzniesiemy nasze oczy w dobrym kierunku.

 

Czwartek, 4.06 2026 r. – uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

Autorką komentarzy na ten dzień jest s. Maria Agnieszka od Wcielenia i Paschy Jezusa OCD

Pierwsze czytanie: Pwt 8, 2-3. 14b-16a

Czytanie z Księgi Powtórzonego Prawa wprowadza nas w temat dzisiejszego dnia. Czcimy dziś Przenajświętsze Ciało i Krew Chrystusa, które są pokarmem na naszej drodze do Boga, tak jak pokarmem Izraela w wędrówce do Ziemi Obiecanej była manna. Bóg połączył nakaz wędrowania z darem chleba. Wszyscy jesteśmy na tej ziemi pielgrzymami i Bóg chce w czasie tej pielgrzymki karmić nas jak dobry ojciec karmi swoje dzieci. Prosi nas tylko, byśmy nie zapominali o istnieniu tego pokarmu, o przyjmowaniu go, o jego ogromnej wartości i wreszcie o wdzięczności za ten dar. Łatwo go przeoczyć, gdy uwagę przykuwają wydarzenia „wielkie i straszne”, a Bóg daje się w sposób cichy i dyskretny. Potrzeba uważności na Boże dary.

Tekst mówi jednak o jeszcze jednym pokarmie. Czytamy: „nie samym tylko chlebem żyje człowiek, ale człowiek żyje wszystkim, co pochodzi z ust Pana”. Tu chodzi o Słowo Boże. Jak jednak rozpoznać ten pokarm? Pan mówi wprost, że pomagają w tym głód i utrapienie. Okazuje się bowiem, że to właśnie doświadczenie braku każe szukać pokarmu w wielu postaciach, w wielu aspektach życia. Gdy człowiek jest syty, nie ma potrzeby szukać pokarmu. Bóg pragnie nas zatem pragnących, bo to jest prawda o naszej kondycji na tej ziemi. Słowo karmi najpierw serce i umysł ludzki, a potem staje się Ciałem, by karmić także nasze ciała. Od Słowa wszystko się zaczyna.

Psalm responsoryjny: Ps 147B, 12-15. 19-20

Psalm jest odpowiedzią na pierwsze czytanie. Zachęca Jeruzalem, a w szerszej perspektywie Kościół, czyli nas wszystkich, do wychwalania Boga za dar Jego Słowa oraz dar „wybornej pszenicy”. To nawiązanie do pustynnej manny, w Kościele rozszerza swe znaczenie na Eucharystię. Razem z tymi darami przychodzi do nas umocnienie, Boże błogosławieństwo i pokój.

Słowo rzuca nam tu jeszcze wyzwanie, nazywając siebie Bożymi poleceniami, ustawami i wyrokami. Nie całkiem lubimy takie terminy… A jednak taka właśnie jest natura Słowa, że wchodząc w nasze życie, nie pozostaje neutralne, w bezpiecznej odległości. Wręcz przeciwnie, ono zobowiązuje i może wydawać nam polecenia. Czy więc jestem otwarty na wychwalanie Boga za każde Jego Słowo, to, które już przyszło, i to, które otrzymam w przyszłości? To jak podpisanie karty in blanco, ale tylko w ten sposób mogę wyznać, że Bóg jest naprawdę moim Bogiem.

Drugie czytanie: 1 Kor 10, 16-17

Czytanie z Pierwszego Listu do Koryntian mówi wprost o wielkiej tajemnicy, którą dziś rozważamy. Forma pytań świadczy o sztuce retorycznej św. Pawła, ale nie na tym chcemy się dziś zatrzymać. Ważniejsza jest bowiem odpowiedź, jedyna możliwa dla chrześcijanina, na te retoryczne pytania. Odpowiadamy więc, każdy za siebie, w całej prawdzie i pewności sumienia: wierzę, że chleb i wino w trakcie Mszy Świętej, w czasie Przeistoczenia stają się prawdziwym Ciałem i Krwią Jezusa Chrystusa, naszego Pana i Zbawiciela. Wierzę też, że spożywanie tego Ciała i picie tej Krwi daje mi życie wieczne oraz łączy mnie z innymi w jeden Kościół, wspólnotę przewidzianą i chcianą przez Boga, przy czym do pełnego udziału w tej wspólnocie wystarczy spożywanie jednej Świętej Postaci, przeważnie Ciała, jak to jest we zwyczaju na naszych parafialnych Mszach Świętych.

Nie dziwmy się wahaniom co do tych wielkich tajemnic, ani wahaniom ludzi współczesnych Jezusowi, gdy po raz pierwszy zapowiedział dar Eucharystii (będzie o tym mowa w Ewangelii), ani wahaniom tych, którzy dziś wokół nas żyją. Tajemnice te bowiem wymagają przyjęcia daru wiary jednoznaczną decyzją woli, z pominięciem doświadczenia zmysłowego. Dla wielu jest to ogromnym wyzwaniem. Dopiero jednak z perspektywy już podjętej decyzji, otwarcia się na dar wiary, tajemnica Eucharystii jawi się jako prosta i oczywista konsekwencja krzyża, śmierci i zmartwychwstania Jezusa. Miłość ofiarowała się nam do końca.

Ewangelia: J 6, 51-58

Dla słuchaczy Jezusa Jego słowa były szokiem, dlatego skupili się na pytaniu „jak?” Jak to jest możliwe? Zwróćmy uwagę, że Jezus nie odpowiada im na to pytanie, natomiast koncentruje się na tajemnicy życia: Jego Ciało i Krew jednoczą z Nim samym, a przez to dają życie wieczne.

Odpowiedź na pytanie „jak?” do dziś nie jest nam znana, ponieważ przekracza możliwości ludzkiego rozumu. Możemy jednak wejść w temat, na którym Jezusowi bardziej zależy. Dar życia wiecznego nie uchroni nas od śmierci doczesnej, natomiast wypełni się przez wskrzeszenie w dniu ostatecznym. W sposób ukryty realizuje się jednak już teraz poprzez zjednoczenie z Jezusem: „Kto spożywa moje Ciało i Krew moją pije, trwa we Mnie, a Ja w nim.” Jest to w istocie jedna rzeczywistość: wspólnota życia z Jezusem rozpoczęta tutaj, będzie miała swoją kontynuację tam, po drugiej stronie życia.

Jezus pragnie, byśmy przyjęli od Niego dar życia wiecznego oraz wszystkie środki, które do niego prowadzą. Wsłuchiwanie się w Jego pragnące Serce jest wspaniałą modlitwą.

 

Piątek, 5.06.2026 r.

Autorką komentarzy na ten dzień jest dr Monika Waluś

Pierwsze czytanie: 2 Tm 3, 10-17

Drugi List do Tymoteusza pozwala nam poznać różne doświadczenia wiary, widzimy nauczyciela i ucznia, który od niego się uczył i ma prawo go naśladować w wierze, wytrwałości, miłości, cierpliwości, niezłomnych także w trudnym czasie i przykrych sytuacjach. Nauczyciel wierzy swemu uczniowi, opowiada o swych przeżyciach, wzmacnia go, chwali i zachęca do dalszego wysiłku.

Także nasze czasy cenią nauczycieli. W internecie, czasopismach, książkach zawsze znajduje się naprawdę dużo porad na każdy temat i znajdują one ciągle nowych czytelników, chętnych oprzeć się na nich. Mamy także wielu chętnych, by stać się nauczycielami wiary. Autor Listu wskazuje na źródło, na którym się sam opiera i radzi oprzeć się także uczniowi, skoro się rozstali i kontakt ich jest rzadszy – na Pismo Święte, uczące mądrości, jako najlepszą odpowiedź na pytania i wątpliwości wiary, natchnione i skuteczne do przekonywania, poprawiania się i wychowywania, prowadzące do doskonałości, która pozwala znaleźć się dobrze w każdej sytuacji. Co ciekawe, czyni to mocno i wyraźnie, choć jednocześnie sam jest przekonany, że jego uczeń już od najmłodszych lat bardzo dobrze zna Pismo Święte. Najwyraźniej uznaje je za warte stałego, nieustannego czytania na nowo, przemyślenia, noszenia w sercu. Nie chodzi o zwykłą wiedzę…

Psalm responsoryjny: Ps 119, 157.160.161.165.166.168

Psalm pokazuje nam sytuację sprzed tysięcy lat, a jednak nie wydaje się nam ona dziwna ani nieznana. Autor nie opowiada szczegółów, ale wiemy, że musiał znajdować się w przykrym i nadzwyczaj trudnym położeniu, otoczony kilkoma wrogami, mającymi duże wpływy w jego środowisku. Czuje się przez nich prześladowany, w dodatku bezradny i bezbronny, nie pisze o pomocy przyjaciół i być może nie ma się, na kim oprzeć.

Autor psalmu jednak nie traci wiary i ufności w Boże panowanie i moc, wcale nie zarzuca Bogu bezczynności ani braku opieki – przeciwnie, wyznaje, że Pan jest sprawiedliwy i mocny. Wierzy Bogu i zachowuje pokój serca, tak bardzo, że nawet nie prosi wprost o pomoc, jest jej pewny. Zapowiada wręcz, że czeka na wsparcie Boże, trzymając się wytrwale Bożych przykazań, przestrzegając wszelkich napomnień religijnych. Psalmista bez wyrzutów czy żalu uznaje, że trzeba żyć według prawa Bożego także w trakcie niepowodzeń i trudności – wiary w Boga nie kojarzy wyłącznie z czasem sukcesów i powodzenia. Słowa psalmu nie zdradzają strachu – przeciwnie, pokój Boży wypełnia serce modlącego się, a najwyższym autorytetem jest Słowo Boże. To modlitwa w przeciwnościach człowieka silnej wiary, który wie, że w życiu bywają trudne, niekiedy nawet długie chwile, ale nie zmienia wtedy swoich wyborów.

Ewangelia: Mk 12, 35-37

Wielu ludzi słuchało Jezusa w różnych miejscach, także w świątyni, zadawali Mu pytania, słuchali odpowiedzi, a On wyjaśniał im nauczanie Proroków, Psalmy i wyjaśniał plany Boże zbawienia człowieka. Przy okazji wskazywał im na błędy uczonych w Piśmie, sięgając do ich interpretacji biblijnych, komentował zapowiedzi przyjścia zapowiedzianego Mesjasza i wyjaśniał, kim będzie. Ludzie wierzyli, że Wybawiciel pojawi się w rodzie Dawida, więc Jezus nawiązywał do tych proroctw.

Ewangeliści zapewniają nas, że ludzie chętnie Go słuchali, nie tylko z racji cudownych wydarzeń, ale także ze względu na Jego mądrość. Wiemy jednak, że tłumy, które za Nim chodziły i towarzyszyły Mu razem z uczniami, nie dochowały tej wiedzy i wiary w czasie Męki Pańskiej. Samo zainteresowanie proroctwami i ciekawymi przemówieniami niekoniecznie oznacza przyjęcie w wierze Jezusa i zaangażowania życia, potrzebny jest już następny, decydujący krok.

 

Sobota, 6.06 2026 r.

Autorką komentarzy na ten dzień jest dr Monika Waluś

Pierwsze czytanie: 2 Tm 4, 1-8

Choć rozumiemy, że Drugi List do Tymoteusza był pisany do konkretnej osoby, możemy go czytać jako cenne wskazówki dla nas po ponad tysiącu lat. To rady dla głoszących Ewangelię, nauczających wiary, duchowych przewodników..

Możemy odnieść wrażenie, że tak samo jak setki lat temu, tak i dziś nauczanie wiary nie jest łatwym ani przyjemnym zadaniem. Autor listu zaleca, by być gotowym w każdej chwili i o każdej porze do czuwania, głoszenia Ewangelii, odpowiadania na pytania, wychwytywania błędów innych w sprawach wiary, nawet pouczania ich i korygowania. Brzmi to dość radykalnie, jednak dodatkowo zalecenia te wzmacnia przypomnienie – sprawdzianem dobrego nauczyciela wiary jest jego cierpliwość, a owocem prawdziwej nauki wiary będzie wzmocnienie na duchu. Powołanie nauczyciela Ewangelii nie oznacza więc życia łatwego i spokojnego, autor listu zaznacza wręcz, że wiąże się ono z niewygodą i niebezpieczeństwem, a także niechęcią wielu słuchaczy, którzy sami sobie wybierają nauczycieli, jacy im pasują.

List zakłada dobre intencje, zdecydowanie jak i wytrwałość Tymoteusza, do której jeszcze zachęca. To niekrótki List, poświęcony wzmacnianiu wiary wierzącego, wspieraniu powołania powołanego, przypominający obowiązki nauczycielowi zaangażowanemu w pracę. Może czasem za mało wspieramy i pouczamy siebie samych?

Psalm responsoryjny: Ps 71, 8-9.14-15b.16-17

Psalmy zazwyczaj poruszają sprawy istotne, ale ten będzie chyba aktualny w każdym stuleciu i w każdym pokoleniu. Wielu ludzi mogłoby powiedzieć o sobie, że w jakimś okresie swego dzieciństwa lub młodości, w każdym razie będąc jeszcze w pełni sił, przeżywali głęboko swą wiarę, przeżywali mocne uczucia religijne, starali się żyć pobożnie i z całym przekonaniem mówili o swej miłości do Boga. Jeśli czas ten był spokojny, bez wielkich niepokojów i zagrożeń, w zdrowiu i powodzeniu, to wyznawanie wiary mogło wydawać się oczywiste i nie napotykać wielkich trudności.

Jednak inaczej być może w czasie mniejszych sukcesów i malejących sił. Wzrastające trudności wpływają też na uczucia, może się pojawić poczucie rozczarowania. Psalmista przewiduje ten czas, widzi jego możliwość i prosi o odczucie obecności Bożej także w starości, gdy możliwości człowieka się zmieniają, słabnie jego odporność i trzeba więcej wsparcia i pomocy. To modlitwa człowieka, który coraz bardziej realnie ocenia nadchodzący czas, a jednocześnie nie traci ufności, że nowa epoka życia będzie także doświadczeniem mocy Bożej w nowej formie. Ta wierna sprawiedliwość Boża niesie otuchę i nadzieję modlącemu się – także my możemy przyjąć ten psalm, gdy będzie nam rzeczywiście potrzebny, jako swoją modlitwę.

Ewangelia: Mk 12, 38-44

Jezus nie miał złudzeń co do ludzi, realistycznie oceniał ich zachowanie i sposób bycia. Zauważał, że wielu pobożnych zwraca mocno uwagę na swój wygląd, poczucie swej ważności, uznanie, pochwały i zaszczyty (także publiczne), wyraz swej duchowości. Oczywiście sam Jezus modlił się długo, bywał doceniany, pozdrawiany i witany z wielkim szacunkiem i poważaniem. To też przydarza się wielu szanowanym i sławnym osobom. Jednak wielka to różnica, czy coś wydarza się przy okazji, czy też jest zamierzonym celem. Ci, którzy traktują swą wiarę jako sposób na osiągnięcie sukcesu, wyróżnienie się, wzmocnienie ważności swej osoby, właściwie traktują ją jak sposób na zyskanie uznania, na otrzymanie czegoś w zamian za swą wiarę od ludzi.

Ewangelista potwierdza, że Jezus przyglądał się ludziom wnikliwie. Zauważył kogoś, na kogo mało kto zwróciłby uwagę – skromnie ubraną wdowę, która składa na świątynię dar obiektywnie niewielki, nie budzący podziwu. Jednak Syn Boży wie, że jest to wielka ofiara – ona przyniosła wszystko, co mogła, to dar z całego serca.

W geście tym widać jej zaufanie w Opatrzność Bożą, ale również w uważność samego Boga, który doceni ten dar, pozornie mały. To drobne wydarzenie to także dla nas pociecha – Jezus widzi wszystkie nasze starania, nawet niedostrzegalne dla innych.