IV Niedziela Zwykła, 1.02.2026
Pierwsze czytanie: So 2,3; 3,12-13
„Szukajcie Pana” to wezwanie Proroka Sofoniasza, które odnosi się do czasu teraźniejszego. Prorok nie mówi: „kiedyś będzie dobry moment” albo „jak będziecie mieli więcej czasu”, „kiedy już uporządkujecie sobie swoje życie”. Jego wezwanie odnosi się do dzisiejszego „tu i teraz”, nawet jeśli wszystko wokół wydaje się trudne i nieuporządkowane. „Szukajcie Pana” to wezwanie do obrania życiowego kursu, ustawionego na Boga. Przypominają się słowa jednego ze świętych: „jeżeli Bóg na pierwszym miejscu, to wszystko inne będzie na swoim miejscu”. Bóg porządkuje ludzkie życie. „Szukajcie Pana” tu i teraz.
Na czym konkretnie miałoby polegać szukanie Pana? Prorok rozwija to wezwanie, mówiąc: „szukajcie sprawiedliwości, szukajcie pokory”. Definicja sprawiedliwości mówi, że jest to oddawanie każdemu tego, co mu się słusznie należy. A zatem sprawiedliwość to uczciwość w małych codziennych sprawach. A pokora to nie poniżanie siebie, ale szczere uznanie: sam z siebie nie dam rady, potrzebuję Ciebie, Panie. Szukam Pana wówczas, kiedy pozwalam, aby to On wkraczał coraz bardziej w moje życie.
Dziś nie musisz być silniejszy, mądrzejszy. Nie musisz być bardziej uduchowiony niż wczoraj. Wystarczy, że będziesz szczery wobec siebie i wobec Boga. Szukaj Pana z takim sercem, jakie masz tu i teraz, dzisiaj.
Psalm responsoryjny: Ps 146 (145), 6c-7. 8-9a. 9b-10
Psalmista pokazuje, dlaczego warto zaufać Panu. Bo On wiary dochowuje na wieki, wymierza sprawiedliwość uciśnionym, daje chleb głodnym, uwalnia więźniów, otwiera oczy ślepym, podnosi poniżonych, miłuje sprawiedliwych, strzeże przybyszów, wspiera sierotę i wdowę, a drogę grzeszników zawraca. To nie jest tylko poezja. To jest program działania Boga – bardzo konkretny, bardzo społeczny, bardzo polityczny w najlepszym tego słowa znaczeniu.
Drugie czytanie: 1 Kor 1, 26-31
Święty Paweł nie mówi: „Patrzcie, ilu wśród was jest mądrych, wpływowych i szlachetnie urodzonych”. Mówi dokładnie odwrotnie: „Niewielu tam mędrców, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych”. Bóg nieprzypadkowo wybiera takich właśnie ludzi. To jest Jego strategia „tak, by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga”. Historia zbawienia ułożona zostaje według bardzo klarownego schematu: To nie ja. To On.
Ewangelia: Mt 5, 1-12a
Jezus rozpoczyna swoją pierwszą wielką mowę w Ewangelii św. Mateusza, zwaną kazaniem na górze. Tak jak kiedyś Mojżesz na Synaju ogłaszał Dekalog, tak teraz Jezus na Górze Błogosławieństw proklamuje uroczyście nowe prawo Ewangelii. Odwraca ono ludzką logikę sukcesu. Jezus nie mówi: błogosławieni silni, bogaci, wpływowi. Mówi dokładnie odwrotnie: błogosławieni – czyli dosłownie „szczęśliwi” ci, których świat często uznaje za słabych i przegranych.
Jezusowe błogosławieństwa można podzielić na dwie grupy. Pierwsze cztery: ubodzy, płaczący, cisi i łaknący sprawiedliwości odnoszą się do postawy wewnętrznej. Kolejne cztery: miłosierni, czystego serca, czyniący pokój i prześladowani bardziej podkreślają relację do innych ludzi i do świata. Wszystkie tworzą pełny portret człowieka, należącego do Jezusowego Królestwa.
Błogosławieństwa nie są wezwaniem do szukania cierpienia. Jezus nie mówi: starajcie się być biedni czy prześladowani. Zapewnia jednak: gdy znajdujesz się w takiej sytuacji, nie jesteś poza zasięgiem Bożego działania. W Bożych oczach najbardziej błogosławiona może być właśnie ta nasza słaba, poraniona, pogardzana przez świat ludzka kondycja.
Poniedziałek, 2.02.2026 – Ofiarowanie Pańskie
Pierwsze czytanie: Ml 3,1-4
„Nagle przyjdzie do swej świątyni Pan, którego wy oczekujecie”. Tak wielu oczekiwało Mesjasza, modliło się o Jego przyjście, tęskniło za nim… a mimo tego przyszedł nagle. Wielu było zaskoczonych, że właśnie tak i właśnie do nich. Najtrudniej spotkać Boga, kiedy na niego czekamy, bo okazuje się, że On naprawdę przychodzi. „Ale kto przetrwa dzień Jego nadejścia?” Ten, kto pozwoli, aby Pan go przetopił i oczyścił.
Psalm responsoryjny: Ps 24,7-10
Słowa tego psalmu w czasach Dawida i Salomona rozbrzmiewały, gdy Arka Przymierza wracała do Jerozolimy. „Bramy, podnieście swe szczyty, unieście się prastare podwoje, aby mógł wkroczyć Król chwały”. Arka była tylko zapowiedzią przyszłego Króla chwały. „Któż jest tym Królem chwały?” To pytanie powraca za każdym razem, kiedy stajemy przed bramą…, bramą naszych wyborów…, bramą podejmowanych decyzji…, bramą śmierci. Każdy bardzo osobiście musi odpowiedzieć na pytanie kto jest dla niego królem.
Drugie czytanie: Hbr 2,14-18
Autor Listu do Hebrajczyków bardzo mocno podkreśla, że Jezus „musiał się upodobnić pod każdym względem do braci” (w. 17). To nie jest „mógłby”, „byłoby lepiej, gdyby”, ale właśnie „musiał”. Prawdziwe wyzwolenie mogło się dokonać tylko „od środka” ludzkiego doświadczenia. Bóg „musiał” prawdziwie stać się człowiekiem, upodabniając się pod każdym względem do braci, aby dokonało się nasze zbawienie.
Autor listu zwraca uwagę, że istnieją dwa takie szczególne obszary działania złego ducha, którymi chciałby sparaliżować człowieka. Pierwszym obszarem jest strach przed śmiercią (w. 15), a drugim poczucie winy, przez które człowiek chce przebłagać Boga (w. 17). Jezus nie przyszedł tylko powiedzieć: „nie bójcie się”, albo „Bóg ci wybacza”. Jezus przyszedł przejąć te dwa obszary. Odebrał władzę śmierci sam przez nią przechodząc. Odebrał moc oskarżającemu nas złemu duchowi, stając się przebłagalną ofiarą. W ten sposób „przygarnął” nie aniołów, ale potomstwo Abrahamowe (w. 16), czyli każdego z nas
Nie musisz Jezusowi tłumaczyć jak bardzo się boisz, bo On zna Twój strach od środka. Nie musisz ciągle oskarżać się o swoje upadki i słabości, bo On przeszedł przez oskarżanie i wygrał. Możesz podejść do Jezusa bez żadnego „filtra”, bez udawania i po prostu powiedzieć: Jezu, Ty wiesz.
Ewangelia: Łk 2,22-40
Zgodnie z żydowskim zwyczajem, po upływie dni rytualnego oczyszczenia, nowonarodzony Jezus zostaje przyniesiony do Świątyni. Jako pierworodny syn Maryi zostanie poświęcony Bogu. Ewangelia zwraca uwagę na dwie osoby, które biorą udział w tym wydarzeniu. To Symeon i Anna. Nie czekali na polityczne wyzwolenie, na koniec rzymskiej okupacji. Nie myśleli o powrocie wielkiego królestwa Dawida. Wyczekiwali „pociechy Izraela”, czyli kogoś, kto przyniesie ukojenie zranionemu sercu narodu i świata.
Oczekiwanie Symeona doczekało się realizacji w osobie Jezusa Chrystusa. Po spotkaniu z Mesjaszem wypowiada najgłębszą definicję ludzkiej śmierci: „Teraz, o Władco, pozwalasz odejść słudze Twemu w pokoju, bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie”. Odejść w pokoju można wtedy, kiedy zobaczyło się Tego, na którego warto było czekać całe życie.
Oczekiwanie Anny zaowocowało jej aktywnością. Osiemdziesięcioczteroletnia kobieta staje się pierwszą ewangelizatorką, mówiącą „o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jeruzalem”. Na głoszenie Ewangelii nigdy nie jest za późno. Na spotkanie z Jezusem nigdy nie jest za wcześnie.
Panie spraw, abyśmy na końcu, gdy nadejdzie nasza godzina, mogli spojrzeć Ci w oczy i z czystym sumieniem powiedzieć: Panie, widziałem Twoje zbawienie. Teraz mogę odejść w pokoju.
Wtorek, 3.02.2026
Pierwsze czytanie: 2 Sm 18, 9-10. 14b. 24-25a. 31 – 19, 3
Absalom nie był dobrym synem. Cały czas prowadził przeciwko ojcu otwartą wojnę domową. A mimo wszystko Dawid go kochał. Kiedy doszło do decydującej bitwy, król trzykrotnie wydał to samo polecenie: „z Absalomem postępujcie łagodnie”. To nie była postawa srogiego monarchy, ale serce kochającego ojca.
Tragiczną informacją dla Dawida była ta o śmierci jego syna. Król wypowiedział wówczas jedno z najbardziej bolesnych zdań, jakie zapisano w Biblii: „Synu mój Absalomie! Synu mój, synu mój Absalomie! Obym ja umarł zamiast ciebie! Absalomie, synu mój, synu mój!” Pięć razy w jednym wersecie powtórzony zostaje zwrot „synu mój”. To okrzyk bólu ojcowskiego serca. Dawid nie potrafi już być królem. W tej chwili staje się rodzicem, który stracił własne dziecko.
Tym, co najbardziej boli w tej historii nie jest pewnie sama śmierć Absaloma. Bardziej boli fakt, że nie doszło wcześniej do prawdziwego pojednania. Dawid nie zdążył powiedzieć Absalomowi, że go kocha. Została rozpacz i poczucie, że już nie da się tego naprawić. Największy król Izraela może być równocześnie najbardziej zranionym ojcem.
Dawid staje się w tej historii obrazem Boga, a my Absalomami. Nigdy nie zapominajmy, że Bóg jest naszym Ojcem, który bardziej wolałby za nas umrzeć niż nas stracić.
Psalm responsoryjny: Ps 86 (85), 1b-2. 3-4. 5-6
Prawdziwa modlitwa powinna zaczynać się od prawdy o sobie: „Nakłoń swe ucho, wysłuchaj mnie, Panie, bo jestem nędzny i ubogi”. Taka jest kondycja człowieka, który sam z siebie niczego nie posiada. Bieda ludzkiej egzystencji nie zamyka jednak na szukanie bliskości Boga: „zbaw sługę Twego, który ufa Tobie”. Bóg nie czeka aż się poprawimy i będziemy godni, aby przed nim stanąć. Wystarczy, że przyjdziemy do Niego tacy, jacy jesteśmy: biedni i ubodzy. Można być słabym, ubogim i kruchym, a jednocześnie serce mieć przy Bogu. Bóg okazuje miłosierdzie nie dlatego, że tyle lat się modlimy, albo dlatego, że tak wiele w naszym życiu wycierpieliśmy. Bóg jest blisko nas dlatego, że jest dobry: „Ty, Panie, jesteś dobry i pełen przebaczenia, pełen łaskawości dla wszystkich, którzy Cię wzywają”.
Ewangelia: Mk 5, 21-43
Dwie kobiety stają się bohaterkami dzisiejszej Ewangelii. Pierwszą z nich jest córka Jaira. Ma 12 lat i właśnie zmarła. Drugą jest kobieta, która dokładnie tyle, ile żyła dziewczynka, czyli od 12 lat, cierpi na krwotok. Czas choroby równa się długości życia dziewczynki. W obu tych splecionych historiach Bóg chce powiedzieć: nie ma takiej długości cierpienia, którego nie potrafiłbym objąć swoją mocą. Nie ma takiego bólu, którego nie byłbym w stanie ukoić. Nie ma takiej śmierci, której nie byłbym w stanie wskrzesić.
Dwie różne drogi stają się drogami wiary w dzisiejszej Ewangelii. Pierwszą z nich jest droga Jaira: głośna, publiczna, rozpaczliwa, angażująca wiele innych osób. Drugą jest ścieżka cierpiącej kobiety: cicha, wewnętrzna, pozostająca w ukryciu: „żebym choć dotknęła się Jego płaszcza”. Obie te drogi są prawdziwe. Obie prośby zostają wysłuchane. Obie splatają się w tym najważniejszym zdaniu: „Twoja wiara cię ocaliła”. Nie odwaga, nie krzyk, nie przebiegłość, nie determinacja, ale wiara.
Jezus potrafi uzdrowić to, co dopiero umiera i to, co umarło w nas już dawno. Jest w stanie dać życie temu, co w nas krzyczy i uzdrowić to, czemu brakuje odwagi. „Nie bój się, tylko wierz”.
Środa, 4.02.2026
Pierwsze czytanie: 2 Sm 24, 2. 9-17
Dawid dokonał spisu ludności. Na pierwszy rzut oka to nic nadzwyczajnego. Chciał znać swoją militarną siłę, wiedzieć ilu ma żołnierzy. A jednak w tamtej kulturze było to znakiem niewiary, przebranym za zdrowy rozsądek administracyjny. Dawid uległ pokusie zaufania tylko ludzkim siłom. Chciał, by jego potęga zależała od liczby mieczy, a nie od Pana. Zgrzeszył. Konsekwencje jego postępowania odbiją się rykoszetem na całym narodzie. Tak to już jest, że za złe decyzje czy chore ambicje tych, którzy stoją u władzy, największą karę płacą ci, którzy tej władzy podlegają.
Prorok Gad daje Dawidowi trzy możliwości: siedem lat głodu, trzy miesiące ucieczki albo trzy dni zarazy. Król wybiera ostatnią z tych kar, mówiąc „Wolę wpaść w ręce Pana, bo wielkie jest Jego miłosierdzie niż wpaść w ręce ludzkie”. Widząc jak anioł zabija lud, woła do Pana: „To ja zgrzeszyłem, to ja zawiniłem. Niech Twoja ręka obróci się raczej na mnie”. W tym momencie Dawid doznaje przemiany. Staje się nawet obrazem przyszłego Mesjasza, który nie tylko pragnie, ale rzeczywiście bierze na siebie całą karę i to karę, która w zasłużony sposób miała spaść na innych.
Czasem podejmujemy decyzje, które mają negatywne skutki dla innych. Czy potrafimy wtedy ponieść konsekwencje naszych wyborów? Jeśli ktoś ma cierpieć za mój grzech, niech to będę ja, a nie inni.
Psalm responsoryjny: Ps 32(31),1b-2.5.6-7
Szczęście nie zaczyna się ani od bogactwa ani też od bycia perfekcyjnym. Szczęśliwy nie jest nawet ten, kto nigdy nie zgrzeszył ani nie ten, kto już nigdy nie upadnie. „Szczęśliwy jest ten, komu odpuszczona została nieprawość, którego grzech został puszczony w niepamięć”. Psalmista mówi, że największym nieszczęściem jest świadomość grzechu, którego człowiek nie chce wyznać przed Bogiem: „póki milczałem, usychały kości moje”. Nie jest łatwo nosić samemu świadomość popełnionego zła. Uginamy się pod jego ciężarem i to wyłącznie z naszej winy, z powodu naszego milczenia. Punktem zwrotnym jest decyzja o wyznaniu swojej słabości: „grzech mój wyznałem Tobie (…), a Ty darowałeś niegodziwość mego grzechu”. Nie potrzeba nawet długiej spowiedzi, ciężkiej pokuty, wielkich obietnic poprawy. Wystarczy tylko to jedno: „grzech mój wyznałem Tobie”. Jezus przyszedł szukać grzeszników, a nie sprawiedliwych.
Ewangelia: Mk 6, 1-6
Pobyt w rodzinnym mieście powinien napawać radością. Znajoma synagoga, dawni znajomi, rodzina i przyjaciele. A jednak to właśnie w rodzinnym Nazarecie Jezus poczuł się lekceważony. Największym problemem nie jest ateizm obcych, ale niewiara najbliższych. Najbardziej bolesne nie są kpiny faryzeuszów czy groźby arcykapłanów, ale pytanie ze strony bliskich: „Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona?” Najtrudniej uwierzyć w świętość kogoś, z kim biegało się po jednym podwórku, kogo widziało się brudnego od trocin i płaczącego jak dziecko. „Zbyt dobrze go znamy” – to dzisiaj bardzo częsta i bardzo trudna do pokonania przeszkoda wiary.
Bardzo rzadko na kartach Ewangelii możemy przeczytać o zdziwieniu Jezusa. A jednak „dziwił się ich niedowiarstwu”. Dziwi brak wiary u tych, którzy Jezusa powinni znać najlepiej. Taki kawałek Nazaretu może być w każdym z nas. To miejsce, w którym trzymamy Jezusa w starej szufladzie naszego dzieciństwa. Nie zadajemy Mu żadnych pytań i nie dopuszczamy do codzienności. Przez całe lata pozostaje jedynie „Bozią” ze szkolnego katechizmu i z obrazka. A Jezus przez te wszystkie lata wydoroślał i chce nas zdumiewać na nowo.
Czwartek, 5.02.2026
Pierwsze czytanie: 1 Krl 2, 1-4. 10-12
Król Dawid stoi na progu śmierci. Wypowiada swoje ostatnie słowa do syna Salomona, który ma przejąć po nim królestwo. Nie mówi o umacnianiu granic, o polityce o wielkich projektach budowlanych. Mówi o jednej tylko rzeczy: „Bądź mocny i okaż się mężem”, precyzując od razu na czym ta moc ma polegać: „Będziesz strzegł zarządzeń Pana, Boga twego, idąc za Jego wskazaniami, przestrzegając Jego praw, poleceń i nakazów”. Najważniejszym dziedzictwem nie jest tron, ale wierność Bogu. Najważniejszym spadkiem umierającego króla nie jest korona, ale określony styl życia, którego centrum jest Bóg.
Słowa umierającego króla nie są tanim pocieszeniem w stylu: będzie dobrze. Salomonowi będzie się powodzić o tyle, o ile pójdzie drogą wierności Bogu. To ważne przypomnienie, że błogosławieństwa Bożego nie dziedziczy się automatycznie. Jest ono darem, który trzeba ciągle, z pokolenia na pokolenie, przyjmować na nowo.
Gdybym dzisiaj miał napisać testament dla swoich dzieci czy wnuków, co byłoby w nim najważniejsze? Co chciałbym, aby odziedziczyli po mnie bardziej niż majątek? Oby kiedyś nasi bliscy nie pytali po naszym odejściu: ile nam zostawił, lecz raczej: jakiej drogi nauczył nas swoim życiem?
Psalm responsoryjny: 1 Krn 29, 10b-11b. 11c-12
Słowa dzisiejszego „psalmu” zostały zaczerpnięte z Pierwszej Księgi Kronik. Król Dawid prosi o złożenie ofiar na budowę Świątyni, która ma zostać wzniesiona przez jego syna Salomona. Wiele osób przynosi swoje dary, po czym król wygłasza słowa swojej modlitwy. Nie zaczyna od dziękczynienia, ale najpierw wielbi swego Boga: „Bądź błogosławiony, o Panie (…) na wieki wieków”. Wymienia pięć wielkich przymiotów Boga, które pobudzają go do zachwytu: „Twoja jest, o Panie, wielkość, moc, sława, majestat i chwała”. Do Boga należy wszystko. Dawid ma świadomość, że nawet tak wielkie dzieło jak budowa świątyni jest tylko oddaniem Bogu tego, co i tak do Niego należy. Tak naprawdę niczego w naszym życiu nie posiadamy. Otrzymaliśmy pewne dary tylko na pewien czas i tylko w tym celu, aby nam pomagały oddawać chwałę Bogu.
Ewangelia: Mk 6, 7-13
Zazwyczaj słyszymy, że mamy sobie kupić dobre sandały, wziąć zapas pieniędzy i zapłacić ubezpieczenie… najlepiej z dodatkowym pakietem od kosztów rezygnacji. Jezus posyła inaczej. Daje moc nad duchami nieczystymi i mizerny ekwipunek: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy. To bardzo mocny znak dla tych, którzy mają wyruszyć w drogę. Skuteczność misji nie pochodzi z wyposażenia, lecz z samego faktu bycia posłanymi przez Niego. Jezus celowo odbiera wszystko, co daje poczucie bezpieczeństwa. Minimalne wyposażenie to maksymalna zależność od Posyłającego.
Uczniowie otrzymują dwie instrukcje: „Gdy do jakiegoś domu wejdziecie, zostańcie tam”. „Jeśli w jakimś miejscu was nie przyjmą, wychodząc stamtąd, strząśnijcie proch z nóg waszych”. Szczególnie ta druga wskazówka może wydawać się niedzisiejsza. To bardzo ważne: nie trzeba na siłę ratować każdej sytuacji. Nie trzeba też bycia odrzuconym brać do serca na zawsze.
Ewangelista nie napisał, że wszyscy się nawrócili. Nie powstały też wielkie wspólnoty. Napisał „tylko”, że uczniowie wzywali do nawrócenia, wyrzucali złe duchy i uzdrawiali chorych. Misja nie musi być spektakularna. Nie wszystkich trzeba przekonać. Wystarczy być wiernym w tym posłannictwie, które pochodzi od Niego. Największa moc leży nie w naszej torbie, lecz w Tym, który nas posyła.
Piątek, 6.02.2026
Pierwsze czytanie: Syr 47, 2-11
Biblijny Syrach wypowiada pochwałę króla Dawida. Skupia się na wyliczeniu kilku kluczowych działań z jego życia. Pierwszym było zabicie lwa w obronie owiec, których był pasterzem. Drugim bohaterskim czynem było pokonanie Goliata, kiedy Dawid złożył ufność nie we własnej sile, ale w Bogu. Trzecim działaniem króla był śpiew hymnów i troska o liturgię, tak, aby mieć relację z Bogiem i przypominać o Jego obecności pośród narodu. Na samym końcu Syrach mówi o czwartym, najważniejszym wydarzeniu: „Pan darował mu grzechy”. Być może czyni tym samym odniesienie do Dawidowego upadku z Batszebą, po którym posłał jej niewinnego męża na śmierć. Król Dawid, żałując swojego postępowania, napisał wtedy słowa jednego z najpiękniejszych Psalmów: „Zmiłuj się nade mną, Boże, w swojej łaskawości”.
Życie Dawida pokazuje, że grzech nie zamyka drogi do realizacji wielkich Bożych planów. Syrach pisze, że po tym jak „Pan darował mu grzechy, wywyższył jego moc na wieki”. Podsumowując dzieje Dawida, biblijny mędrzec ceni w nim najbardziej serce szukające Boga, troskę o to, aby chwała Boża była widoczna w życiu narodu i pokorę, która potrafi przyznać się do winy. Dawid nie był idealny, ale był prawdziwy. Ufał, że Boże miłosierdzie jest większe od największego grzechu.
Psalm responsoryjny: Ps 18(17), 31.47.50-51
Psalm 18 to wielkie dziękczynienie króla Dawida po tym jak został ocalony z rąk swoich wrogów. I to pomimo własnej grzeszności. Po ludzku sądząc, Bóg powinien go pozostawić na pastwę tych, którzy mogliby wymierzyć mu sprawiedliwość. A jednak Bóg go ocalił.
Dawid, który ledwo uszedł z życiem, teraz może wołać z głębi serca: „Pan żyje!” Tu nie mamy życzenia „Niech żyje Pan”, ale krótkie zdanie twierdzące, a równocześnie najkrótsze wyznanie wiary: „Pan żyje”. On żyje naprawdę. Wybawia mnie od wrogów, pomimo mojej słabości. Nie zawsze jestem Mu wierny, ale „On żyje”. Jezu, ufam Tobie.
Ewangelia: Mk 6, 14-29
Muzyka, tańce, piękna sala pełna gości, a w pobliżu więzienie dla tych, którzy mówią prawdę. Herod lubi słuchać Jana, ale tylko dopóki używa poprawnego języka i mówi ogólnie. Gdy zaczyna nazywać rzeczy po imieniu, staje się fanatykiem, konserwatystą, jest niedzisiejszy, nietolerancyjny i przesadnie wymagający.
Jakie warunki muszą zostać spełnione, aby doszło do tak strasznej zbrodni? Wystarczy jedna Herodiada, która pragnie zemsty, jeden Herod, który jest tchórzem i zbiorowa głupota balowej sali, z której nikt nie wyjdzie, ani nie zaprotestuje. Tyle wystarczy, aby „zaraz król posłał kata i kazał przynieść ściętą głowę na misie”. Najbardziej przeraża owo „zaraz”, gdy orkiestra jeszcze gra w samym środku zabawy. Jest bardzo cienka granica między rozrywką, a zbrodnią, kiedy sumienie zostaje uśpione.
Po ścięciu tekst milknie o Janie, ale jego śmierć przemawia do dzisiaj. Są też uczniowie, którzy zachowają wierność wobec tego czego nauczał. Często największym świadectwem nie jest zwycięstwo, ale trwanie przy prawdzie – nawet na pustyni sumień…, nawet gdy świat, który tak bardzo lubi się bawić, uzna to za porażkę.
Sobota, 7.02.2026
Pierwsze czytanie: 1 Krl 3, 4-13
„Proś o to, co mam Ci dać”. O co mam się modlić? To nie jest test na poprawność teologiczną. To pytanie, które pokazuje co naprawdę jest dla człowieka najważniejsze. Salomon mógł prosić o długie życie, bogactwo, potężne królestwo, o zwycięstwo nad wrogami i spokojne królowanie. Wybrał zupełnie coś innego. Poprosił o rozumne serce, a dosłownie o „serce słuchające”. Takie serce ma zdolność usłyszenia woli Boga, a zatem jest zdolne do rozeznawania. Po drugie, może usłyszeć człowieka, a zatem będzie wolne od niesprawiedliwych sądów. Po trzecie, „serce słuchające” potrafi usłyszeć samego siebie, idąc za głosem sumienia, a zatem wyposażyć człowieka w pokorę i uczciwość.
Boża odpowiedź na prośbę o „serce słuchające” jest zaskakująco hojna: „Ponieważ poprosiłeś o to, a nie prosiłeś dla siebie o długie życie, ani też o bogactwa i nie poprosiłeś o zgubę twoich nieprzyjaciół, daję ci serce mądre i rozsądne, jakiego nie miał nikt przed tobą i nie będzie miał nikt po tobie.” Gdy prosimy o to, co naprawdę cenne w oczach Bożych, On często daje znacznie więcej. Jest szczególnie hojny, gdy chcemy lepiej służyć Jemu i ludziom.
Panie, daj nam dar rozeznawania, wolność od niesprawiedliwych sądów, obdarz pokorą i uczciwością. Daj nam łaskę proszenia o to, co naprawdę ważne w Twoich oczach.
Psalm responsoryjny: Ps 119(118),9-10.11-12.13-14
Psalmista stawia konkretne pytanie młodego człowieka: jak zachowa swą drogę w czystości, żyjąc często w świecie pełnym pokus? Odpowiedź jest bardzo prosta i trudna zarazem: przestrzegając Bożego słowa. Młodzieńczy entuzjazm podejmuje się tego trudu: „z całego serca swego szukam Ciebie”. Tu nie chodzi o szukanie od czasu do czasu, ani też tylko wtedy, gdy przychodzi ochota. Tu chodzi o szukanie „całym sercem”, czyli całym sobą i nieustannie. Czy człowiek jest w stanie w taki sposób poszukiwać Boga, aby żyć według Jego słowa? O własnych siłach nie będzie to możliwe. Stąd prośba: nie daj mi odstąpić od Twoich przykazań”. To Duch Święty jest w nas sprawcą tego, że możemy szukać Boga. Potrzeba naszego wysiłku, ale jeszcze więcej Bożej łaski.
Ewangelia: Mk 6, 30-34
Uczniowie wracają po swojej misji do Jezusa „i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali”. Wracają do Tego, który ich posłał. Człowiek potrzebuje wiedzieć, że to, co zrobił, zostało zauważone i docenione. Nie zawsze zauważy człowiek. Zawsze doceni Bóg. Spotkanie z Nim prowadzi do poczucia prawdziwej własnej wartości. Im większy staje się Bóg, tym ważniejszy staje się człowiek. Do tego potrzeba pustynnego miejsca – przestrzeni nawet w środku codzienności, w której można choćby przez chwilę bez tłumów, bez e-maili i telefonów pobyć tylko z Jezusem. „Bo wielu przychodziło i odchodziło, tak że nawet na jedzenie nie mieli czasu”. Tak bardzo współcześnie brzmi to zdanie. Ilu z nas mogłoby dzisiaj o sobie powiedzieć dokładnie to samo?
Kiedyś pewna siostra zakonna, pracująca w przedszkolu opowiadała o rodzicach, którzy zawsze przywożą dziecko jako pierwsi, a odbierają jako ostatni. Kiedy przywożą swoje dziecko, ono „jeszcze” śpi, a kiedy odbierają, ono „już” śpi. Tak długo pracują, że nawet na zabawę z własnym dzieckiem nie mają czasu. „Wypocznijcie nieco”. To wielka sztuka: przyjąć zaproszenie do ciszy zanim się zupełnie wypalimy, a równocześnie mieć serce na tyle szerokie, żeby nadal widzieć drugiego człowieka i nad nim się litować. Takiej harmonii uczy Ewangelia.