III Niedziela Wielkiego Postu, 8.03.2026
Pierwsze czytanie: Wj 17, 3-7
W czasie Wielkiego Postu pojawia się tematyka wyjścia z Egiptu i wędrówki Narodu Wybranego przez pustynię. Jest to wielka alegoria nie tylko tego pokutnego okresu liturgicznego, ale życia ludzkiego w ogóle. Nie przypadkiem mówimy niekiedy, że życie doczesne to przebywanie „na tym łez padole”. Bo chociaż życie nie zawsze jest ciężkie, wręcz przeciwnie, w większości przypadków jest ono raczej zadowalające, a nawet szczęśliwe, to przecież nieustannie przychodzi nam się mierzyć z brakami, niedostatkami, czy chorobami swoimi, czy naszych bliźnich. I choć wiemy, że w tej wędrówce towarzyszy nam Pan Bóg, to jednak zbyt szybko i zbyt łatwo o tej Jego obecności zapominamy, albo w nią niedowierzamy. Ogarnia nas wtedy poczucie samotności, a nawet opuszczenia. Pragniemy, żeby trudności znikły jak najszybciej. Ale przecież to właśnie w chwilach krzyża i różnorakich trudności najpewniej możemy odczuć Bożą pomoc i obecność. To właśnie wtedy żarliwiej się modlimy, a na naszej drodze pojawiają się nasi prawdziwi sprzymierzeńcy i przyjaciele. Bądźmy zatem bardziej uważni w chwilach trudnych, aby zobaczyć, że Bóg jest naszym wspomożycielem i wybawcą.
Psalm responsoryjny: Ps 95 (94), 1-2. 6-7c. 7d-9
Psalm 95 otwiera poranną modlitwę brewiarzową. Posiada on bardzo szczególny klimat. Zaczyna się od radosnego wezwania do wychwalania Boga i od wyliczenia wielkich dzieł Pana Boga, który jest szczodrym Stwórcą i troskliwym Pasterzem dla swojego ludu. Jednakże w drugiej połowie, kiedy psalm zaczyna mówić o postawie ludu Bożego, to jego ton staje się o wiele smutniejszy. Lud bowiem nie może pochwalić się postawą, jaką powinny wzbudzić w nim te piękne dary. Okazuje się, że jest wprost odwrotnie. Zamiast wdzięczności i radosnego uwielbienia, Bóg styka się z zatwardziałością serca, pretensjami i niezrozumieniem. Stąd też ciągle aktualne wezwanie: „Obyście dzisiaj usłyszeli głos jego”. Choć lepsze nawet jest tłumaczenie: „Dziś, jeśli głos Jego usłyszycie, nie zatwardzajcie serc waszych”. To bardzo ważna aktualizacja słowa Bożego. Bo to my jesteśmy ludem Bożym. On i dziś kieruje do nas codziennie swoje słowo. I to dla nas codziennie otwiera się owo „dziś”, w którym możemy otworzyć swoje serca na ten szczególny, wewnętrzny głos naszego Pana.
Drugie czytanie: Rz 5, 1-2. 5-8
Tematyka pustyni przywołuje skojarzenia niedostatku, trudu, a przede wszystkim pragnienia. Wielki Post ma nam uświadomić, że jesteśmy ludem na pustyni, ludem w potrzebie, ludem spragnionym. I chodzi przede wszystkim o pragnienie wewnętrzne, duchowe. Bóg odpowiada na to pragnienie w sposób szczególny i niezwykle hojny. W liście do Rzymian czytamy: „Miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego” (Rz 5, 5). Dar Ducha Świętego został dla nas wysłużony przez Jezusa na krzyżu. O tym szczególnym momencie wylania Ducha sam Jezus mówi następująco: „Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we Mnie – niech przyjdzie do Mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza” (J 7, 37-38). To do tego szczególnego źródła zmierzamy przez cały Wielki Post i przez całe nasze życie. I mamy dołożyć wszelkich starań, żeby nasze serca napełniły się miłością Bożą przez wylanie Ducha Świętego. Tak często napełniamy je różnymi niepotrzebnymi emocjami, pretensjami, strachem, czy niezdrową fascynacją. A przecież serce człowieka, czyli wewnętrzny świat jego myśli ma być przede wszystkim świątynią Ducha Świętego. Nie zapominajmy o tym!
Ewangelia: J 4, 5-42
Woda, jako obraz Ducha Świętego i Jego darów odkrywa się z ogromnym bogactwem w rozmowie Pana Jezusa z kobietą samarytańską. Święty Jan Ewangelista stosuje przy tym swój ulubiony środek literacki, który nazywany jest niekiedy „nieporozumieniem”. Samarytanka koncentruje się bowiem na temacie studni i wody, podczas, gdy Pan Jezus przenosi tę tematykę na poziom duchowy i przekazuje jej wielką prawdę o tym, że to On sam jest tą szczególną studnią-źródłem, z której pochodzi woda, jakiej ona jeszcze nie zna i nie skosztowała w swoim życiu – dar Ducha Bożego.
To odkrywanie głębokiego sensu dzisiejszej Ewangelii jest szczególnie ważne w naszych – niezbyt przyjaznych dla wiary – czasach. Bo czyż ta kobieta, która miała już pięciu mężów, nie jest obrazem współczesnej poranionej przez grzech ludzkości? Kościół i głoszona przez niego Ewangelia są dla współczesnego człowieka rzeczywistościami coraz bardziej obcymi, podobnie jak religia żydowska była obca dla Samarytan. A przecież Samarytanka w spotkaniu z Jezusem odnalazła nadzieję. Dlatego również i na współczesnego człowieka czeka Jezus u studni swojego nauczania i kieruje do niego wezwanie, aby przyjął dar Ducha Bożego i czcił Ojca „w Duchu i prawdzie”.
Poniedziałek, 9.03.2026
Pierwsze czytanie: 2 Krl 5, 1-15a
Syryjczyk Naaman bardzo pragnął powrotu do zdrowia i dostał na to szansę od proroka Elizeusza – miał siedem razy zanurzyć się w Jordanie. Wtedy jednak pojawiły się w jego sercu nieoczekiwane wątpliwości. Przeszedł już z pewnością przez tyle prób wyleczenia go z trądu w swojej rodzinnej Syrii, że stał się swego rodzaju „ekspertem od uzdrowień”. Dlatego polecenia Elizeusza wydały mu się mocno podejrzane. Prorok nie wykonywał gestów, które powinien wykonać, nie mówił słów, które powinien wypowiedzieć, ani nie modlił się tak, jak powinien. Nawet rzeka, w której miał się zanurzyć, była za mała i za brudna. Wszystko było „nie tak”. Problem w tym, że gdy wszystko było tak jak trzeba, to uzdrowienie nie przychodziło.
Dzisiaj również spotykamy współczesnych Naamanów, czyli ludzi niedowierzających w środki, jakie proponuje Pan Bóg. Pod wątpliwość poddawana jest skuteczność sakramentów świętych i praktyk modlitewnych. Spowiedź święta nie jest traktowana już często jako sakrament uzdrowienia. Sakrament małżeństwa pozostaje na poziomie eleganckiego rytuału w stylowym wnętrzu. A przecież to są właśnie środki dane nam, abyśmy wzrastali w wierze i umieli odpowiadać na wyzwania, jakie stawia przed nami życie codzienne.
Psalm responsoryjny: Ps 42(41), 2-3; Ps 43(42), 3. 4
W ostatnich latach coraz popularniejsze staje się słowo „przebodźcowanie”. Otoczeni urządzeniami, z których otrzymujemy ciągły potok informacji i rozrywki, być może nie zdajemy sobie niekiedy sprawy z naszych głębszych, duchowych potrzeb. Pogrążamy się w emocje polityczne, sportowe, czy społeczne. Często żyjemy pracą jeszcze długo po jej zakończeniu. A zatem ciągle otrzymujemy jakieś „bodźce”.
Dzisiejszy psalm wzywa nas, żebyśmy odkryli w sobie inną tęsknotę niż ta, którą generuje w nas otaczający nas, rozpędzony świat. Jest to tęsknota za spotkaniem z rzeczywistością duchową. Jakże często zdajemy sobie sprawę, że zapomnieliśmy się pomodlić. Czy aby na pewno zapomnieliśmy? Przecież nie zapomina się o tym, za czym się tęskni. A zatem powiedzmy sobie szczerze: Nie tęsknię za Bogiem. Nie tęsknię za spotkaniem z Nim. Nie dążę do stanięcia z Nim twarzą w twarz. To są dramatyczne stwierdzenia. Ale może właśnie one pomogą nam odkryć w sobie ową najpiękniejszą ze wszystkich tęsknot, która prowadzi nas do najpiękniejszych duchowych źródeł?
Ewangelia: Łk 4, 24-30
Niekiedy da się słyszeć zarzut, że duszpasterze koncentrują się na tematach, które nie dotyczą ludzi znajdujących się na Mszy świętej, ale raczej polemizują z ludźmi, którzy do Kościoła wcale nie chodzą. Ale w takim razie, jakie tematy dotyczą owej wiernej trzody, która do Kościoła chodzi regularnie? Jaka tematyka powinna ich wzywać do nawrócenia? Z pewnością jeden z takich tematów podsuwa nam dzisiejsza Ewangelia. Pan Jezus nie może uczynić żadnego cudu w miejscu tak szczególnym jak jego rodzinna miejscowość – Nazaret. Skąd ta nieoczekiwana porażka? Otóż ludzie z Nazaretu byli zdania, że znają Jezusa. Nie zdawali sobie jednak sprawy, że znali Go jedynie częściowo i powierzchownie, i że nie zgłębili Jego tajemnicy. Dlatego właśnie ich serca były zamknięte na Jego cudotwórczą moc.
Ta postawa brzmi jak przestroga dla współczesnych wiernych. Strzeżmy się przyzwyczajenia się do Chrystusa! Jeżeli w naszym życiu duchowym dzieje się niewiele, jeżeli modlitwa jest tylko rutynowym powtarzaniem słów, a Msza święta zwyczajnym obowiązkiem, to wcale nie znaczy, że nie ma tam Jezusa. Znaczy to raczej, że moje poznanie Boskich tajemnic jest bardzo ograniczone. Dajmy się zaskoczyć Jezusowi! Przyzywajmy, aby napełnił nas swoim Duchem i odnowił spotkanie z Nim!
Wtorek, 10.03.2026
Pierwsze czytanie: Dn 3, 25. 34-43
Młody Azariasz wznosi swoją modlitwę do Boga przebywając w rozpalonym piecu. Jest to prośba o wybawienie, ale także pokutna prośba o przebaczenie. I właśnie nad tym aspektem tej modlitwy warto się zatrzymać. Przez wieki bowiem różnego rodzaju nieszczęścia i kataklizmy skłaniały lud Boży do pokuty. Nie chodzi o to, żeby postrzegać wojny i klęski naturalne jako karę za grzechy, ale żeby w momentach trudnych zdać sobie sprawę, że ciągle traktujemy nasze życie w niewłaściwy sposób. Ciągle jeszcze zapominamy o swojej śmiertelności i przemijalności, żyjąc tak, jak gdyby nasza ziemska egzystencja miała trwać wiecznie. Dopiero kiedy coś narusza nasz codzienny spokój, zdajemy sobie sprawę, że nasze kryteria są mylne, nasze konflikty niewarte emocjonalnego zaangażowania, a stawiane sobie cele zbyt krótkowzroczne. I jak to mówi święty Paweł: „Udręczeni wzdychamy, pozostając w tym przybytku, bo nie chcielibyśmy go utracić, lecz przywdziać na niego nowe odzienie, aby to, co śmiertelne, wchłonięte zostało przez życie” (2Kor 5, 4).
Modlitwa trzech młodzieńców została wysłuchana i zostali wybawieni z tygla doświadczeń. Dodajmy jednak, że zostali wybawieni, bo ich serca były przemienione na Boże podobieństwo. Stawiajmy sobie zatem taki głęboki i dalekosiężny cel w naszym życiu!
Psalm responsoryjny: Ps 25(24), 4-5. 6-7bc. 8-9
Psalmista z dzisiejszego psalmu responsoryjnego modli się do Boga z ogromną pokorą, miłością i dziecięcym oddaniem. Ten ton modlitwy bardzo nam odpowiada, bo rzeczywiście pragniemy znaleźć się pod opieką miłującego, przebaczającego i opiekuńczego Ojca Niebieskiego. Jednakże, jeżeli szczerze przyjrzymy się naszemu wewnętrznemu stanowi, to niejednokrotnie musimy ze smutkiem przyznać, że choć czytamy te piękne słowa modlitwy, to nie przynoszą one do naszego serca głębokiego pokoju, poczucia pojednania i głębokiej miłości, jakimi same tchną. Dzieje się tak dlatego, że wcale nie łatwo jest wejść w tę pokorę i zaufanie, do których pretendujemy. Czytamy, że „Pan wskazuje drogę grzesznikom”. Czy rzeczywiście uważamy się za ludzi grzesznych? Jak wyglądała nasza ostatnia spowiedź? Czy towarzyszył jej głęboki żal za grzechy, czy była to raczej formalność, która nie doprowadziła do korekty postępowania? To samo odnosi się do pokory, czy ubóstwa przed Panem. To są prawdziwe klucze do skarbca owoców naszej modlitwy. Bez ich użycia ryzykujemy, że nasza modlitwa będzie tylko niewielkim emocjonalnym poruszeniem, bez wpływu na nasze życie.
Ewangelia: Mt 18, 21-35
Pan Jezus w dzisiejszej Ewangelii zwraca uwagę na pewną dysproporcję, która miewa miejsce, gdy chodzi o przebaczenie. Otóż krzywdy nam wyrządzone wydają nam się dużo bardziej bolesne, niż te, które zadajemy my sami. Święty Franciszek Salezy mówił o tym następująco: „Oskarżamy bliźnich z błahych powodów, a rozgrzeszamy siebie samych w rzeczach ważnych. Chcemy sprzedawać po najwyższej cenie, a nabyć po niskiej. Chcemy, by czyniono sprawiedliwość w domu innych, a miłosierdzie w naszym”.
W istocie, jakże często spotykamy ludzi, którzy uważają siebie za „bardzo dobrych grzeszników”. Co to oznacza? Z jednej strony człowiek taki przyznaje, że nie jest bez wad, ale z drugiej jest głęboko przekonany o swojej niewinności. Taki człowiek nie ma świadomości, że jest dłużnikiem Jezusa Chrystusa. Te tysiące talentów, o których mówi dzisiejsza Ewangelia to nic innego, jak dług zbawienia, czyli cena Krwi Chrystusowej za nas przelanej, która w rzeczywistości ceny żadnej nie ma, i za którą płaci się tylko miłością, wdzięcznością i pokornym przyjęciem wielkiego daru.
Zamiast zatem usprawiedliwiać się, spójrzmy z pokorą na swoje życie i zastanówmy się, co możemy zrobić, aby było ono lepsze, świętsze i przyjemniejsze Bogu.
Środa, 11.03.2026
Pierwsze czytanie: Pwt 4, 1. 5-9
Tekst z księgi Powtórzonego Prawa podkreśla wartość „praw i nakazów”, jakie naród otrzymał od Boga. Prawa, nakazy, przykazania – te wszystkie słowa kierują naszą myśl ku bardzo konkretnie sformułowanym poleceniom, zawartym w słowie Bożym, które mają regulować codzienne życie ludzi wierzących. Niekiedy samo słowo „przykazania” może stwarzać między wierzącym a Bogiem swego rodzaju dystans, właściwy raczej dla relacji szefa i podwładnego, a nie miłującego Boga i człowieka wierzącego. Jednakże nasz tekst zachęca nas, abyśmy zmienili swoją optykę i postrzegali prawa i nakazy w sposób pozytywny, a nawet – dlaczego nie?- entuzjastyczny. Są one przecież źródłem życia, pewną drogą do Bożego Serca.
Co ciekawe, nasz tekst mówi o nich używając dwukrotnie określeń użytych w księdze Izajasza w odniesieniu do darów Ducha Świętego. Czytamy tam, że na Mesjasza zstąpi Duch Mądrości i rozumu. W dzisiejszym czytaniu ta sama myśl jest przekazana słowami, że przykazania „są waszą mądrością i umiejętnością”, a wierzący „to lud mądry i rozumny”. Niech zatem wypełnianie przykazań w życiu codziennym będzie przez nas postrzegane jako efekt prowadzenia nas przez Ducha Świętego!
Psalm responsoryjny: Ps 147(146), 12-13. 15-16. 19-20
Zachwyt nad Bożym działaniem jest głównym tematem dzisiejszego psalmu. Jak wiemy, to działanie ma dwa podstawowe aspekty: stworzenie i zbawienie. Nasz psalm w krótkich słowach odnosi się do obydwu: kontempluje działania Boga w przyrodzie i zachwyca się darem Jego słowa dla swojego ludu. Ten drugi aspekt jest jakby modlitewną odpowiedzią na pierwsze czytanie, które mówiło o darze, jakim są przykazania. Jednocześnie te ustawy i wyroki, dane Izraelowi, są znakiem szczególnego wybrania. Nie otrzymały ich inne narody, a tylko Izrael.
Zarówno w przypadku Izraela, jak i w przypadku wspólnoty Kościoła jednym z zagrożeń jest pokusa rezygnacji z tego uprzywilejowanego statusu pod wpływem presji otaczającego nas świata. Twierdzenia, że „mamy już w końcu XXI wiek”, lub „przecież wszyscy tak robią” często są pustą wymówką w obliczu wyzwań, jakie stawia przed nami słowo Boże. Zawierzmy jednak temu, co mówi nam Biblia. Zawierzmy temu entuzjazmowi, z jakim wypowiada się o Bożym wybraniu i o mądrości danych nam przykazań. Dzięki temu, według obietnicy Jezusa, zbudujemy dom naszego życia na skale, a nie na zawodnym piasku.
Ewangelia: Mt 5, 17-19
Uważny czytelnik Pisma Świętego mógłby powiedzieć, że słowa Pana Jezusa z dzisiejszej Ewangelii nie zostały zachowane w Kościele. Zapowiedział on przecież, że nie przyszedł znieść praw starego przymierza, ale wypełnić je wszystkie, do najmniejszego. A przecież dzisiaj nie przestrzegamy już wszystkich praw Starego Testamentu, odnoszących się do obrzędów i świąt, czy rytualnej czystości. Na tym jednak polega „wypełnienie”, o którym mówi Pan Jezus. Bo on przede wszystkim przyniósł właściwe zrozumienie starych praw i przeniósł ich wypełnienie z obszaru zewnętrznych rytów na obszar moralny i duchowy, jak to powiedział do Samarytanki: „Nadchodzi jednak godzina, owszem już jest, kiedy to prawdziwi czciciele będą oddawać cześć Ojcu w Duchu i prawdzie, a takich to czcicieli chce mieć Ojciec” (J 4, 23).
To nowe podejście sprawiło, że wielu ludzi nie interesuje się już przykazaniami starego prawa, uważając je za nieaktualne. Nie takie było podejście ojców Kościoła. Oni starali się znaleźć w Starym Testamencie ślady Chrystusa i spotykali tam ciągle nowe aspekty Jego wielkiej tajemnicy. Nie strońmy zatem od pięknych stron Starego Testamentu, ale wnikajmy w nie w towarzystwie tych, którzy umieli dostrzec w nim naszego Zbawiciela.
Czwartek, 12.03.2026
Pierwsze czytanie: Jr 7, 23-28
Tylko dokładne wczytanie się w treść księgi proroka Jeremiasza pozwala nam zrozumieć, jak trudna była jego misja, i jak bardzo narażona na porażkę. Zresztą, sam Pan Bóg zapowiada te trudności w scenie powołania młodego Jirmejahu, jak po hebrajsku brzmi jego imię. Dlaczego ludzie nie chcieli go słuchać? Przecież był prorokiem ich Boga! Niestety, ich wyobrażenie o sytuacji radykalnie różniło się od tego, co przepowiadał prorok. On mówił o tym, że będzie wojna, i że Izrael ma się poddać potężnemu Nabuchodonozorowi. Oni w to nie wierzyli. W ich mniemaniu nic na to nie wskazywało. Aż w końcu przyszedł ów straszny dzień i wszystkie zapowiedzi Jeremiasza wypełniły się, jedna po drugiej. Co ciekawe, proroctwa te zawsze wyprzedzały ducha czasu. Kiedy wszyscy wierzyli w świetlaną przyszłość, Jeremiasz zwiastował klęskę. Kiedy klęska przyszła i wszyscy byli pogrążeni w bólu i żałobie – Jeremiasz zaczął prorokować świetlaną przyszłość.
Czy dzisiaj mamy proroków? Czy są tacy ludzie, którzy są głosem Bożym dla współczesnego świata? Oczywiście, że tak! Wspomnijmy chociażby prorocze słowa św. Jana Pawła II: „Niech zstąpi Duch Twój!”. Ostrzeżeni przykładem Jeremiasza, nie odrzucajmy słów proroctwa, chociażby były one trudne.
Psalm responsoryjny: Ps 95(94), 1-2. 6-7ab. 7c-9
„Słysząc głos Pana, serc nie zatwardzajcie” – to wezwanie powtarza się w dzisiejszym psalmie responsoryjnym. Śpiewając to piękne wezwanie warto zadać sobie fundamentalne pytanie: Dlaczego dopuszczamy, aby nasze serce stało się twarde? Dlaczego powstaje w nas ten szczególny opór przed działaniem w życiu samego Boga? Czy człowiek, który zamyka swoje serce na głos Boga ma na to jakieś usprawiedliwienie? Te pytania są bardzo ważne, bo jakże często nasza wiara pozostaje w sferze pustych deklaracji. Nie przypadkiem Pan Jezus skarży się w Ewangelii: „Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie” (Mk 7, 6).
Problem w tym, że sercu ludzkiemu z trudem przychodzi podporządkowywanie się komukolwiek. Wolimy nasze problemy rozwiązywać sami i mieć wszystko pod kontrolą. Natomiast słuchanie głosu Bożego zakłada, że przekazujemy kontrolę nad naszym życiem w inne ręce. Ten akt zaufania nie zawsze jest prosty i należy sobie z tego zdawać sprawę. Dlatego z jednej strony nie dziwmy się temu oporowi, który w nas jest. A świadomość jego obecności niech nam pomaga być ludźmi wiary i zaufania.
Ewangelia: Łk 11, 14-23
Z pewnością jednym z bardziej przykrych przeżyć w życiu jest wysłuchiwanie kalumni na nasz temat. Dobre imię, właściwe zrozumienie naszych intencji, słów i działań – to wartości, które nie tylko cenimy, ale o które jesteśmy w stanie walczyć, wkładając w tę walkę dużo sił i emocji. Z takim atakiem na dobre imię musi się zmierzyć w dzisiejszej Ewangelii sam Pan Jezus. Przy czym, nie chodzi jedynie o osobistą krzywdę, jaką próbowały Mu wyrządzić poprzez swoje kłamstwa złe ludzkie języki. Te kalumnie zaszkodziłyby przede wszystkim wszystkim odbiorcom Dobrej Nowiny. Przecież wyjaśnienie niezwykłości działania Pana Jezusa wpływem szatańskim zniszczyłoby w samym zarodku miłosierny zamysł Boży zbawienia człowieka.
Dlatego właśnie i w naszych czasach musimy być uważni na zniekształcanie prawdy o Bogu. Nie chodzi w tym przypadku tylko o wykroczenie określone jako „obraza uczuć religijnych”, co jest z pewnością bolesne. Znacznie gorsza jest jednak „prawda” głoszona często przy okazji „anty-katecheza”, czyli kłamliwe tłumaczenie tajemnicy Chrystusa, będące przyczyną odpadnięcia wielu od wiary. A ta strata jest o wiele tragiczniejsza.
Piątek, 13.03.2026
Pierwsze czytanie: Oz 14, 2-10
Kolejne dni Wielkiego Postu otwierają przed nami nowe obszary naszego życia, wymagające nawrócenia i przemiany. Dziś słyszymy tajemnicze słowa proroka Ozeasza: „Zabierzcie z sobą słowa i nawróćcie się do Pana!”. Cóż za słowa mamy zabrać ze sobą? Jeżeli uważnie przyjrzymy się naszym myślom, to znajdziemy tam różne słowa. Zawsze nosimy je ze sobą. To są nasze wspomnienia, plany, marzenia i wewnętrzne przeżycia.
Często również nosimy ze sobą słowa, które nas zraniły, i które do dziś nas bolą. Jest to ciężar i ognisko smutku, od którego niekiedy nawet czujemy się zmęczeni, a przecież trudno nam jest ten ciężar odłożyć, wyzwolić się z niego. Pan Bóg wzywa nas, abyśmy na spotkanie z Nim „zabrali ze sobą słowa”. Oddajmy Mu zatem te słowa, które nas zraniły. Ale też zabierzmy słowa, o których być może pamiętamy mniej, bo wydaje nam się, że były właściwe i sprawiedliwe, czyli nasze słowa, które zraniły innych. One nie leżą na powierzchni. Musimy sobie je przypominać, szukać ich. Jednak warto tego poszukiwania dokonać, żeby zdać sobie sprawę, że nie jesteśmy tacy idealni, jak nam się wydaje, i że my również ranimy złym tonem, złą treścią, obgadywaniem. Zabierzmy te różne słowa i stańmy w pokorze przed Panem, aby nas od nich uwolnił i przywrócił nam radość.
Psalm responsoryjny: Ps 81(80), 6c-8a. 8bc-9. 10-11ab. 14. 17
Psalm responsoryjny podtrzymuje radosny ton, jakim kończy się pierwsze czytanie. To pieśń o uwolnieniu od niewolniczego trudu: „Uwolniłem od brzemienia jego barki, jego ręce porzuciły kosze”. Tak bardzo tęsknimy za takim właśnie stanem ducha, za radością i ulgą uwolnienia od ciężaru. Jakie jednak ciężary są dla nas najtrudniejsze? Przede wszystkim te, które kładą się cieniem na naszym życiu wewnętrznym. To nasze cierpienia, niepowodzenia, konflikty, czy głębokie życiowe rozczarowania. Czy ktoś może uwolnić nas od ciężaru smutku i beznadziei? Czy jesteśmy w stanie odstawić ciężkie kosze naszych trosk i przeżyć? Jest to dla nas nie lada wyzwanie. Ale przecież chrześcijańska nadzieja ma być tą siłą, która zwycięża największe trudności. Ona jest tą siłą, z pomocą której wchodzimy nawet w doświadczenie śmierci. Przepełniony nią św. Paweł powiedział w zachwycie: „Nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany” (Rz 5, 5). A zatem poprzez różne wielkopostne praktyki i przez dobrze odbytą pokutę starajmy się powrócić do tej głębokiej radości, do której jesteśmy powołani jako świadkowie Chrystusowego zmartwychwstania!
Ewangelia: Mk 12, 28b-34
Ewangelia przyzwyczaja nas, że kiedy do Jezusa zbliża się jakiś faryzeusz, czy uczony w Piśmie, to z pewnością wypowie zaraz jakieś trudne, prowokujące i przewrotne słowa, będące pułapką dla Mistrza. Ale dziś zbliżył się do Pana człowiek, który nie ma żadnych złych intencji. Nie stawia sobie żadnego postronnego celu. Przychodzi jak człowiek zainteresowany pewną kwestią i oczekuje jedynie szczerej odpowiedzi. I okazuje się, że na tym fundamencie prawdy i intelektualnej uczciwości w bardzo naturalny sposób znajduje z Jezusem wspólny język.
Niezwykle ważne jest takie właśnie wewnętrzne nastawienie. Jakże często bowiem nasze słowa są skażone czy to przedwczesnymi sądami, czy nadmiarem naszych emocji, podejrzliwością, czy może zazdrością. To wszystko przeszkadza, żeby spotkać się z bliźnim w prawdzie. A przecież tak pięknym dziełem miłosierdzia jest dać człowiekowi wypowiedzieć się, pozwolić mu zaargumentować swoją pozycję, wyjaśnić przyczyny swojego postępowania. Taka postawa jest niezwykle ważna w stosunku do dzieci. Jakże często rodzice uciekają się w stosunku do nich do przemocy słownej, czy manipulacji. O wiele zdrowsze dla nich będzie uczenie ich i siebie jak dążyć do prawdy i do realizacji podstawowych wartości w życiu.
Sobota, 14.03.2026
Pierwsze czytanie: Oz 6, 1-6
Na wielkopostnej drodze nawrócenia i przygotowania do Paschy znajdujemy bogactwo słowa Bożego, które ukazuje nam prawdę o nas i motywuje nas do przemiany. Niekiedy widzimy siebie w całej prawdzie, ale trudno nam dokonać zmiany, do jakiej wzywa nas słowo Boże. Brakuje nam siły woli, a może po prostu właściwej motywacji. Dzisiejsze czytanie dostarcza nam motywujące słowo z najwyższej półki. Pan Bóg ustami proroka Ozeasza mówi: „Miłości pragnę!”. Nad tymi słowami warto zatrzymywać się na długo i jak najczęściej. Niekiedy bowiem w naszym życiu duchowym stawiamy sobie ideał „bycia w porządku”. Wydaje nam się, że jeżeli nie popełniamy grzechów ciężkich, to już zrealizowaliśmy ideał życia chrześcijańskiego. Ale przecież nasz Bóg nie jest szefem firmy, któremu zależy jedynie na wynikach produkcyjnych. Nie przypadkiem w naszej podstawowej modlitwie zwracamy się do Niego, używając tego bardzo znaczącego słowa „Ojcze!”.
Być może trudno nam coś zmienić w naszym życiu, bo dążymy tylko do poprawności, a trzeba dążyć do miłości. Ona jest prawdziwą siłą motywacyjną. Tylko kiedy zobaczymy, że jesteśmy umiłowanymi dziećmi Bożymi zapragniemy z całego serca odpowiedzieć na tę miłość i przykazania przestaną dla nas być ciężarem.
Psalm responsoryjny: Ps 51(50), 3-4. 18-19. 20-21a
Miłość jest tym bardziej widoczna, im większy jest kontrast pomiędzy dwiema miłującymi się osobami. Kiedy pochodzą one jak gdyby z dwóch różnych światów i nie widać w relacji wymiernych korzyści dla żadnej ze stron, wtedy zdajemy sobie sprawę, że kierują się one miłością. Taki jest przypadek miłości, jaką święty, wszechmogący Bóg żywi dla grzesznego, ograniczonego człowieka.
Grzeszny Dawid w dzisiejszym psalmie wyraża swoją wiarę, że jest kochany przez Boga, pomimo swojego grzechu. Jego sytuacja jest tym trudniejsza, że wobec popełnionego przez niego zła na nic się zdają znane mu do tej pory elementy kultu religijnego. Dawid wypowiada swoje słowa po tym, jak najpierw odebrał żonę, a następnie życie swojmu wiernemu żołnierzowi. Czy krew jakiegoś zwierzęcia może uwolnić go od takich win? On sam wie, że nie jest to wystarczające. I nagle odkrywa, że ważniejsze od ofiar jest to, co dzieje się w jego duszy, ważniejsza jest skrucha serca. Dlatego mówi: „pokornym i skruszonym sercem Ty, Boże, nie gardzisz”. Co ciekawe, on sam wydaje się gardzić samym sobą, za to, czego się dopuścił. W momencie jednak, kiedy przyznaje się przed Bogiem do winy, to nie czuje się odrzucony. Nawet więcej, tylko to uczucie skruchy wydaje się godne, aby stanąć przed Bogiem. Niech ten przykład będzie źródłem nadziei dla każdego skruszonego serca!
Ewangelia: Łk 18, 9-14
Przypowieść o faryzeuszu i celniku pokazuje nam pewną ważną prawdę o człowieku. Otóż jedną z ważniejszych wartości w życiu jest poczucie własnej godności. Realizacja tej wartości zakłada poważne podejście do życiowych obowiązków. To właśnie kiedy solidnie wykonujemy swoją pracę, spłacamy nasze długi, dotrzymujemy zobowiązań i zachowujemy normy moralne, możemy powiedzieć, że jesteśmy „porządnymi ludźmi”. W tym dążeniu nie ma nic nagannego. Wręcz przeciwnie: chciałoby się, aby jak najwięcej ludzi w taki sposób dbało o swoją godność.
Jednakże to dążenie niekoniecznie działa w tak prostolinijny sposób w świecie duchowym. Bo czy przed Bogiem możemy powiedzieć, że nie mamy w stosunku do Niego żadnych długów? Z taką właśnie mentalnością musiał zmierzyć się święty Paweł w liście do Rzymian. O ile część wspólnoty, która pochodziła z pogaństwa przekonana była o swojej grzeszności, o tyle ta pochodząca z judaizmu za grzeszników się nie uważała. Do nich to Apostoł Narodów kieruje słowa: „Wszyscy zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej” (Rz 3, 23). Nie przypadkiem powtarzamy w katechizmie: „Łaska Boża jest do zbawienia koniecznie potrzebna”! Świadomość tego duchowego długu niech nam pomoże być bardziej wyrozumiałymi w stosunku do naszych bliźnich.