Komentarze do czytań – I TYDZIEŃ WIELKIEGO POSTU | od 22 do 28 lutego 2026r. – prof. dr hab. Eugeniusz Sakowicz

Dzisiejsza Liturgia Słowa

 

 

I Niedziela Wielkiego Postu, 22.02.2026

Pierwsze czytanie: Rdz 2, 7-9; 3, 1-7

Wybrany fragment Księgi Rodzaju, nazywanej też Księgą Początków, w języku greckim – Genesis, podaje opis stworzenia, w które zaangażowany był sam Bóg, a nie demiurg, czy istota wyższa Bogu poddana, jak chcą niektóre niechrześcijańskie systemy wierzeń. Akt stworzenia świata i stworzenia zainicjowany został przez Boga, a istoty żywe powołane „stały się” mocą  Jego miłości.

W opisie biblijnym Bóg jawi się jako Garncarz, który podjął się dzieła po ludzku niewykonalnego. Jak można „z prochu ziemi” uczynić człowieka? Bóg jednakże jest Panem również tegoż prochu. To on został przez Boga uczyniony. Nie był zatem bezwartościowym „budulcem”. Z kolei słowo „nozdrza” ma archaiczną wymowę, chociaż wciąż występuje w anatomii. Dziś już nie mówi się w mowie potocznej o ludzkich nozdrzach, lecz o otworach nosowych, które odgrywają kluczową rolę w procesie oddychania.. „Tchnienie życia” przekazał Bóg człowiekowi w sposób Jemu tylko wiadomy, właśnie przez nozdrza. Odtąd przez całe dzieje ludzkości każdy człowiek nie tylko raz otrzymał Boże tchnienie, ale bez przerwy je otrzymuje, aż do ostatniego tchnienia swojego życia – do „godziny śmierci”. Tchnienie życia wnika do ludzkiego serca.

W analizowanej perykopie widzimy też Boga jako Ogrodnika, zatroskanego o środowisko „życia człowieka, którego ulepił”. Od początku istnienia powołany on został do życia w pięknie. Eden na Wschodzie to symbol ogrodu rajskiego, oświetlanego codziennie życiodajnym Słońcem, nad którego wschodem i zachodem czuwa Stwórca.

W centrum Bożego ogrodu, darowanego człowiekowi Bóg zasadził „drzewo poznania dobra i zła”. Nie było to zatem drzewo samorodne, tym bardziej odwieczne. Nikt też inny oprócz Boga nie dał jemu początku. Drzewo to od początku znaczyło granicę między Bogiem a człowiekiem. Tyko Stwórca panuje nad poznaniem dobra i zła, człowiek ma natomiast czynić dobo, a zła unikać, a nie zamieniać dobro na zło, czy też promować zło w życiu.

Psalm responsoryjny: Ps 51 (50), 3-4. 5-6b. 12-13. 14 i 17

Refren Psalmu dziś przywoływanego: „Zmiłuj się, Panie, bo jesteśmy grzeszni” jest wielkim znakiem wiary w miłosierdzie Boże. Grzesznik sam nad sobą nie może się zmiłować ani ulitować. Bóg jedynie – powodowany miłością – zniweczyć może nieprawość człowieka, który kiedyś wybrał ją jako treść swojego istnienia. Przyznanie się do grzechu i winy stanowi wyraz realizmu. Mój grzech jest moim grzechem i jako taki najczęściej, a może i zawsze uderza w drugiego człowieka. Bóg, który to widzi może za przyzwoleniem człowieka uczynić go na powrót czystym – zintegrowanym, wolnym od zła i jego skutków.

Stawianie swojego grzechu przed sobą, przed swoimi oczyma ma na celu wyzwolenie z jego destrukcyjnego oddziaływania. Nie zasłania drogi grzesznikowi, który pragnie mieć czyste serce. Wręcz przeciwnie, oświetla ją, rzuca na nią „blask prawdy”. Odtąd wie on, iż każde zło jest wystąpieniem przeciwko Bogu.

Nie jest możliwe, by Bóg kiedykolwiek i kogokolwiek odrzucił „od swego oblicza”. Prośba, by tak się nie stało wyraża „koniec końców” solidarność Boga z człowiekiem, wskazuje na Jego życzliwość. Grzech, również ten dający pozory radości czy szczęścia, a nawet rozkoszy,  ostatecznie powoduje głęboki smutek, prowadzi do rozpaczy. Stąd prośba psalmisty o przywrócenie radości, której powodem jest perspektywa zbawienia, czyli powrotu do szczęścia utraconego w Ogrodzie Eden.

Drugie czytanie:  Rz 5, 12-19

Święty Paweł Apostoł zwraca się do wspólnoty chrześcijan – Rzymian jak do braci. Dzieli się braterską refleksją o grzechu pierwszego człowieka, powodowany troską o jego wyzwolenie, wolność, zbawienie. Prarodzic ludzkości dał przyzwolenie na grzech wprowadzając go w świat ludzkich relacji. Adam z prochu ziemi – ulepiony z „czerwonej gliny” (jak tłumaczy się jego imię w języku hebrajskim) nie miał na pewno wyobraźni o skutkach i konsekwencjach wybranego zła. Nie miał pojęcia o destrukcyjnej mocy grzechu do chwili, kiedy otworzyły się jemu oczy po akcie nieposłuszeństwa woli Boga. Słowa te nie stanowią usprawiedliwienia decyzji czynów pierwszych mieszkańców Ogrodu Eden. Wystarczyło tylko słuchać Bożego imperatywu i uwierzyć w jego prawdziwość – niepodważalność, a nie pójść za blichtrem narzuconym ludzkiej wyobraźni przez Węża…

Tajemnica nieprawości uczyniła… moralną jedność pośród ludzi. Śmierć, jako konsekwencja antropologicznej katastrofy przeszła na całą ludzkość, na winnych i niewinnych, na grzesznych i świętych. Nic dziwnego zatem, iż szereg modlitw kierowanych jest – w epoce Nowego Testamentu – do Miłosiernego Boga w imieniu nie tylko swoim, ale i innych ludzi. Przykładem jest Modlitwa Pańska („Ojcze nasz”).

Pierwsi rodzice ludzkości wybrali nieposłuszeństwo wobec Boga, które spowodowało ich upadek, ale też jednocześnie upadek ludzi wszystkich czasów, kultur, religii, całych dziejów. Jezus Chrystus, posłuszny woli Boga Ojca, nie potępił człowieka. Podał mu pomocną dłoń i ukazał sprawiedliwe – miłosierne Serce. Odtąd ci, którzy za wzorem Jezusa stali się sprawiedliwymi, wiedzą (jako mężowie sprawiedliwi i sprawiedliwe niewiasty), iż Bogu należna jest cześć, wierność, wdzięczność i uwielbienie.

Aklamacja: Mt 4, 4b

Śpiew przed Ewangelią wyraża prawdę nad wyraz oczywistą. To fakt, że człowiek spożywa nie tylko chleb, często jako swój codzienny pokarm. Owszem, przyjmuje chleb, który jest Ciałem Chrystusa. Dzięki temu żyje jego duch i dusza, ale też i… ciało.

Czy można wyobrazić sobie „usta Boże”? Na pewno nie! Antropomorficzne wyrażenie wskazuje na źródło Słowa Bożego, które jest życiodajne, jako to, które wypływa z samego jestestwa Boga, z Jego Istoty, właśnie z Bożych „ust”. Stanowią one wyzwanie dla ust ludzkich, z których powinny wychodzić tylko słowa namaszczone dobrem.

Ewangelia: Mt 4, 1-11

Kontekst pokusy doświadczanej przez Jezusa jest tu bardzo wymowny. Czterdzieści dni i nocy postu stanowi nawiązanie do różnych postów podejmowanych przez bohaterów wiary Starego Testamentu. Czterdzieści dni to jak czterdzieści lat tych, których Bóg wywiódł z domu niewoli w Egipcie. Słowa diabła: „Jeśli jesteś Synem Bożym” są ekstremalnie przewrotne. Przecież szatan wie, kim jest Jezus! Widzimy tu wyraźnie metodologię kłamstwa, która stanowi sposób postępowania szatana i która w ogóle jest paradygmatem zła.

Kolejna próba ataku na godność Syna Bożego miała miejsce na „szczycie narożnika świątyni” w świętym mieście Jeruzalem. Słowa szatana: „Jeśli jesteś Synem Bożym” stanowią ekspresję kłamstwa. Nie mógł wszakże nie wiedzieć Zły, kim jest Jezus. Rzucenie się w dół z tegoż narożnika byłoby samobójstwem Jezusa. Szatan w tej sytuacji zaczął manipulować słowem Bożym. Wykazał się wybiórczą znajomością Biblii, z której wyrwał jedno zdanie o noszeniu spadającego na rękach aniołów. Odpowiedź Jezusa i tym razem była bezwzględna. Wystawianie Boga na próbę jest złem! Nie godzi się tak czynić! Nie może przecież wszechmogący Bóg być przedmiotem jakiejkolwiek manipulacji.

Zły duch, który chciał skompromitować Jezusa, wiedział od początku, że nie jest w stanie tego uczynić. Stąd pojawiła się trzecia sytuacja przez Złego zaaranżowana. Obietnica przekazania Jezusowi wszystkich królestw świata, które można było dostrzec z wysokiej góry, na którą „wziął Go diabeł” jest absurdalna. Przecież szatan nie jest właścicielem ziemi i wszystkiego, co ją napełnia. Nic ze stworzenia, które zawsze wskazuje na Stwórcę, nie jest w jego dyspozycji. Zły wie o tym i dlatego kłamie.

 

Poniedziałek, 23.02.2026

Pierwsze czytanie: Kpł 19, 1-2. 11-18

Słowa, które u zarania historii Bóg skierował do Mojżesza,  nie straciły na aktualności. Zaadresowane zostały nie tylko „do całej społeczności Izraelitów”, ale do każdej społeczności, do każdego człowieka wszystkich czasów. Nie był to utopijny rozkaz. „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz!” – wskazówka ta winna stanowić busolę każdego ufającego Bogu. Człowiek nigdy nie osiągnie świętości samego Boga, ale przecież może do niej zmierzać, o nią prosić, ją – chociaż w ułamku – spełniać.

Wszechmogący Bóg zakreślił reguły prawa świętości. Właściwie każde zdanie czytania wyjętego z Księgi Kapłańskiej wyczerpuje nawet najgłębszy komentarz. Autor natchniony podaje krótkie dyspozycje, niemal rozkazy. Wypowiada je w liczbie mnogiej, co nie jest bez znaczenia: „Nie będziecie kraść, nie będziecie kłamać, nie będziecie oszukiwać jeden drugiego”. Łamanie tych reguł uderza ostatecznie w majestat samego Boga. Każde zło, któremu ulega człowiek, które wybiera, a nawet afirmuje, jest ostatecznie „zbezczeszczeniem imienia Boga”. Mocne są to słowa, mogące jednakże poruszyć kamienne ludzkie serca.

Autor natchnionego biblijnego fragmentu podaje imperatywy dotyczące życia moralnego. Ogarnia swoją troską tych, o których dziś powiedziano by „wykluczeni”. Zabraniając wszelkich czynów wobec ludzi dotkniętych cierpieniem czy niepełnosprawnością bądź ułomnością (głusi, niewidomi) staje się ich adwokatem, obrońcą, gwarantem szacunku i bezpieczeństwa.

Psalm responsoryjny: Ps 19 (18), 8-9. 10 i 15

Słowa Boga, które są duchem, dają życie. Skoro tak to dzięki nim pokrzepiona dusza ma siły do zmagania się z wyzwaniami codzienności. Bóg jest zatroskany o tego, który słucha Jego słów. Spragniony mądrości wyzwala się z błądzenia. Słuchający Bożej mowy zyskuje rozwagę, rozsądek. Boże przykazania nie zniewalają serca człowieka. Zło natomiast wpędza serce w smutek i przygnębienie. Radość serca rodzi się dzięki akceptacji Bożego świadectwa. Szanujący i wypełniający prawo Pana widzi więcej – jego oczy są olśnione blaskiem Bożej prawdy.

Bojaźń Pana, do której powołany jest człowiek, nie jest kwestią chwili, jest nieprzemijająca, „trwa na wieki”. Człowiek nie może kwestionować słuszności, prawdziwości decyzji Boga, jego „sądów”, które w odróżnieniu od tych ludzkich zawsze są słuszne. Błądzący człowiek winien wiedzieć, iż Bóg nigdy nie pozwoli zagubić się  temu, który kieruje się Jego bojaźnią. Wołanie człowieka do Boga o uznanie jego człowieczych słów oraz „myśli” jego „serca” stanowi akt czci okazywanej Wszechmogącemu.

„Myśli serca” wzbudzane są przez tego, który wie, iż Bóg jest jego Opoką – oparciem, szczególnie wtedy, kiedy grozi mu upadek. Zbawiciel wyzwala ludzkie serce i czyni je zdolnym do miłości.

Aklamacja: 2 Kor 6, 2b

Chrześcijanin powołany jest przez Boga do rozpoznawania „znaków” i „symboli”. Tymże znakiem jest czas darowany człowiekowi jako „tu i teraz”. Czas obecny ma wymiar soteriologiczny, zbawczy. Dzień zbawienia jest już dziś! Zbawienie nie jest aczasowe, bezczasowe. Dotyczy konkretnych okoliczności czasu i przestrzeni, konkretnych ludzi, mających imię, noszących imię (a zatem dźwigających swój los) wpisane na wieki w zbawcze Imię Jezusa.

Ewangelia:  Mt 25, 31-46

Perykopa wyjęta z Ewangelii według Świętego Mateusza ukazuje obrazowo Sąd Ostateczny. Znakiem rozpoznawczym tego sądu będzie przyjście Syna Człowieczego – Jezusa wraz z wszystkim aniołami, jak z hufcami wiernie asystującymi Panu w pełnieniu Jego misji. Siedzący „na swoim tronie pełnym chwały” Jezus Chrystus Król dokona sądu. Nie będzie to sąd wydany na intencje, myśli człowieka. Osądzone zostaną czyny każdego człowieka. Jezus Chrystus, który upodobnił się do każdego człowieka poprzez akt wcielenia, wskazał konkretnie na człowieka cierpiącego głód, niedostatek, doświadczającego opresji. Ukazane przestrzenie ludzkiej nędzy „odsłaniają” tytuły chrystologiczne nie analizowane przez teologię. Jezus: Głodny, Spragniony, Przybysz, Nagi, Chory, Uwięziony wyraża solidarność z każdym cierpiącym człowiekiem. Jest w nim obecny. Obojętność wobec doświadczonych losem, cierpiących ludzi była i jest wyrazem lekceważenia, czy pogardy Jezusa.

Pytania skierowane do Króla przez tych, którzy osądzeni weszli do Królestwa i przez tych, którzy je utracili: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?” będą „zaadresowane” do każdej istoty ludzkiej, każdego czasu, każdej kultury i każdej religii, nie tylko do chrześcijan. Nikt nie ucieknie przed tym zapytaniem Króla. Odpowiedź Jego może zaskoczyć i zadziwić „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tego i Mnie nie uczyniliście”..

 

Wtorek, 24.02.2026

Pierwsze czytanie: Iz 55, 10-11

Słowo Boże nie jest martwą literą. Jest żywe, dające życie. Znamionuje je dynamiczność. Jest po prostu skuteczne. Izajasz, prorok i bohater wiary Starego Testamentu powtarza słowa samego Pana Boga. Jak trzeba być pokornym, by wypowiadać słowa wypowiadane przez Wszechmogącego!

Prorok obrazowo przedstawił skuteczność – owocność Słowa Bożego. Jego działanie podobne jest do ulewy i śniegu, który nie niszczy ziemi i nie powoduje kataklizmu, lecz daje żyzność ziemi i ją nawadnia. Owocem jest siewne ziarno, które wyrosło na glebie objętej troską Bożej Opatrzności. Nasienie otrzyma siewca, by w kolejnym roku czynić zasiew i wyglądać deszczu patrząc w Niebo. Ale też o urodzaju stanowi chleb, pokarm codzienny tego, który żyje i dzięki spożywaniu, jedzeniu utrzymuje się przy życiu.

Słowo Boga, wychodzące z ust Boga, tj. z jego nieprzeniknionej tajemnicy, głębi, spełnia podobną rolę do obfitego deszczu – ulewy, która wszakże nigdy nie jest kataklizmem. Słowo wypowiedziane przez Boga nie jest „wypowiadane na wiatr”, stąd nie może być bezowocne. Słowo Boże podejmuje pracę, dokonuje dzieła, które Bóg zamierzył. Jest podobne do osoby trudzącej się o pomyślne wypełnianie swojego posłannictwa.

Psalm responsoryjny: Ps 34 (33), 4-5. 6-7. 16-17. 18-19

Wiara, iż „Bóg sprawiedliwych wyzwala z niedoli”, pozwala przetrwać nawet najcięższą opresję. Kimże są owi sprawiedliwi? Znają oni podstawową prawdę egzystencjalną, wg której należy oddawać drugiemu to, co dla niego jest należne. Bogu należna jest „chwała, cześć i dziękczynienie”! Człowiek winien jest Bogu wdzięczność za Jego pomoc i opiekę. Bóg wyzwala z każdej trwogi, która paraliżuje myśl człowieka i odbiera moc jego sercu.

Psalmista zachęca, by spojrzeć na Boga, a przecież On jest niewidzialny! Można faktycznie oglądać Boga sercem i duszą! Można mieć zamknięte oczy, a patrzeć na Boga! On słyszy wołanie biedaka, którego nie tylko może, ale faktycznie uwalnia od „wszelkiego ucisku”, tj. od prześladowania, opresji, nędzy, rozpaczy, „ucisku i strapienia”. Spojrzenie człowieka na Boga spotka się z Jego oczami. Widzą one sprawiedliwych, tj. tych którzy wiedzą, kim są i kim jest ich Pan. Wyrażenia antropomorficzne o oczach i uszach Boga uświadamiają szukających Jego, iż nie jest On odległą, zaświatową istotą, amorficznym i bezkształtnym bytem, jakąś niepojętą energią. Oczy, uszy, oblicze Boga stanowią wzór dla tych części ludzkiego ciała… Skoro człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, to winien o tym pamiętać. Winien swoje zmysły ofiarować Bogu i pozwolić Jemu, by nimi się posługiwał.

„Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu” – to słowa psalmu, które należałoby głęboko wpisać w swoje serce i często je powtarzać. Staną się one wówczas rodzajem „Modlitwy serca”, zapewniającej ciągłą obecność Pana Jezusa właśnie w sercu, to jest umyśle człowieka. Pokorne ludzkie serce, które zna swoją słabość i ułomność, to największy dar wspaniałomyślnego Boga! W górę serca! – aklamacja powtarzana przez wieki stanowi kierunek dążenia człowiek – ku Bogu, ku zbawieniu, ku wieczności.

Aklamacja: Mt 4, 4b

Niewiele słów tak wiele mówi. Przecież każdego człowieka nieuchronnie spotka śmierć, w czasie znanym tylko Bogu. Słowa Stwórcy: „Nie chcę śmierci grzesznika” wyzwalają człowieka – istotę śmiertelną z lęku i trwogi. Czynią jego sercem wolnym. Ten, który się nawrócił i nieustannie nawraca, ma życie, a zatem śmierć nie jest mu straszną. Może nazwać ją – za Św. Franciszkiem z Asyżu – „naszą Siostrą”.

Ewangelia: Mt 6, 7-15

Pan Jezus, który jest Słowem wcielonym, przykłada wielką troskę do słów wypowiadanych przez człowieka. Gadatliwość zaciemnia sens słów wypowiadanych. Stają się one niezrozumiałym szumem, a bywa, że kakofonią. Ten, kto wiele mówi, niewiele ma do powiedzenia. Przed Jezusem – Słowem Bożym nie trzeba wiele mówić. Zna On kształt i sens każdego ludzkiego słowa, zanim zostanie wypowiedziane, a nawet pomyślane. Bywa, że wielomówstwo zagłusza sumienie. Żyje ono w przestrzeni hałasu, który uniemożliwia nie tylko komunikację z drugim – tu z Bogiem, ale i z samym sobą.

Jezus uczył swoich uczniów i przez wieki nie przestaje ich uczyć modlitwy. Jak się modlić? Odpowiedzią jest „Modlitwa Pańska”, prosta w wyrazie, jasna, przejrzysta, zrozumiała przez analfabetów oraz uczonych, obdarzonych naukowymi stopniami i tytułami. Już pierwsze słowa, stanowiące wprowadzenie do modlitwy, są w istocie jej streszczeniem. Warto modlącemu zatrzymać się przy nich nie tylko na chwilę, ale na chwil wiele… Rozważane w sercu słowo „Ojcze” może dokonać cudów! Wyzwolić człowieka z lęku, wzbudzić w nim zaufanie.

Logiczną konsekwencją wypowiedzianego w tytule modlitwy zaimka „nasz” – „Ojcze nasz” są kolejne prośby o: nasz (nie mój tylko!) chleb powszedni, przebaczenie nam naszych win (na wzór naszego przebaczenia innym, „którzy przeciw nam zawinili”); zachowanie nas od pokusy i od złego. Wielkie i trudne zadanie stawia Bóg przed człowiekiem – przed ludźmi. Sprawdzianem ich nawrócenia będzie przebaczenie. Czyni ono człowieka skrzywdzonego wolnym, nie obciążonym i nie sparaliżowanym doświadczeniami krzywdy, której zaznał w życiu od drugiego człowieka.

 

Środa, 25.02.2026

Pierwsze czytanie: Jon 3, 1-10

Słowa „Pan przemówił do Jonasza” wskazują na uroczysty, podniosły charakter słów Bożych. Bóg nie rozmawiał z Jonaszem, nie mówił doń, nie dyskutował, nawet nie prowadził dialogu, lecz wypowiedział polecenie. W mowie Boga pojawiło się znamienne słowo znane z wielu stronic Biblii, zarówno Starego, jak i Nowego Testamentu: „Wstań!” Tenże prosty, jasny imperatyw usłyszeli od Boga bohaterowie wiary obu Testamentów, prorocy, mężowie Boży. Słowo to kilkakrotnie usłyszał św. Józef, Oblubieniec Najświętszej Maryi Panny i Głowa Świętej Rodziny. „Wstań” to inaczej „Spełnij misję”, głoś wolę Boga samego.

Jonasz tym razem (Bóg nie tylko raz przemówił do Jonasza) wypełnił gorliwie zadanie. Jak wielką determinację miał ten Boży herold, skoro szedł przez miasto bardzo rozległe – „na trzy dni drogi”. Ile musiał mieć w sercu swoim odwagi, kiedy mówił o karze na Niniwę za grzechy jej mieszkańców. W upomnieniu Niniwy pojawiła się wszakże perspektywa ocalenia. Słowa: „Jeszcze czterdzieści dni, a Niniwa zostanie zburzona” można również odczytać jako informację: Bóg daje mieszkańcom czterdzieści dni na nawrócenie.

Akt pokuty podjęty został również przez zwierzęta, co może dziś wydawać się dziwne osobom nie znającym Pisma Świętego. Grzech pierworodny nie tylko dokonał destrukcji, zniszczenia „wrodzonej” świętości człowieka, który odtąd musi o nią nieustannie walczyć, zabiegać. Uderzył w cały kosmos, w naturę, w przyrodę. Ofiarami grzechu popełnionego w Ogrodzie Eden i popełnianego w Niniwie stały się „Bogu ducha winne” zwierzęta. Wszyscy mają solidarnie wołać do Boga o miłosierdzie. Wołać mają ludzie w swoim imieniu, ale też niejako w imieniu zwierząt, które nie mogą wydobyć z siebie żadnego słowa, a przecież posiadają  instynktowne pragnienie życia i nade wszystko są dziełami Boga Stwórcy.

Psalm responsoryjny: Ps 51 (50), 3-4. 12-13. 18-19 

Piękną myśl wyraża Psalm 51 – „Sercem skruszonym nie pogardzisz, Panie”; „pokornym i skruszonym sercem Ty, Boże, nie gardzisz”. Skruszone serce nie jest zniszczonym organem, rozerwanym na strzępy, dotkniętym fizyczną, czy duchową destrukcją. To serce pokorne, czyste, zintegrowane, scalone, zdolne do miłości Boga i drugiego człowieka, jak również usposobione do rozsądnej miłości „siebie samego”. Nie jest to serce kamienne, lecz żywe!

Człowiek o własnych siłach nie „zgładzi”, nie zniweczy swojej nieprawości. Może to uczynić tylko litościwy, miłosierny Bóg. To On może, jeśli człowiek na to pozwoli, dokonać puryfikacji człowieka, może oczyścić go z jego grzechu. Konieczna jest tu wytrwała, ufna modlitwa o czyste serce. Człowiek sam z siebie nie może go stworzyć. Uczynić to jest władny tylko Bóg, pod warunkiem, iż człowiek otworzy się na Jego działanie.

Aklamacja: Jl 2, 13bc

Nie tylko w Wielkim Poście wybrzmiewa wielkie wołanie proroków, „koniec końców” – wołanie samego Boga o nawrócenie człowieka. Nawrócony, czy lepiej, nawracający się, jest „pod skrzydłami” Boga – w ich „cieniu”, jak mówi dawna i wciąż nowa pieśń liturgiczna „Kto się w opiekę odda Panu swemu”. Gwarancją sensu nawracania się, czyli innego – Bożego spojrzenia na swoje życie, jest prawda o Bogu łaskawym i miłosiernym.

Ewangelia: Łk 11, 29-32

Ewangelista Łukasz w perykopie mówiącej o znaku proroka Jonasza, którym jest śmierć i zmartwychwstanie, zapisał mocne słowa. Były to słowa samego Jezusa, który nie posługiwał się tzw. okrągłą mową, nie sprawiającą zakłopotania swoim słuchaczom. „Plemię przewrotne” – określenie to wskazuje na społeczność ludzką związaną trybalizmem, czyli ideą wyjątkowości własnej grupy. Moralność plemienna nie ma nic a nic wspólnego z moralnością uniwersalnej Ewangelii. Każde plemię żywiące nienawiść do innego plemienia, ale też i do społeczności pozaplemiennych, jest przewrotne. Nie można na nie liczyć, ani tym bardziej z nim się komunikować. Żądanie znaku stanowi wyraz pychy. Żadną miarą nie można żądać od Boga subordynacji człowiekowi, kierującemu się żądzą sensacji czy nadzwyczajności.

„Znak Jonasza”, na który wskazał Jezus, stał się czytelny dla mieszkańców Niniwy, którzy uświadomili sobie własne zło, ocenili swoje postępowanie oraz w końcu podjęli twórczy i przebłagalny akt pokuty. Jonasz i Jezus to dwie postaci, które stają na drodze ludzi, kierując do nich apel o nawrócenie.

Jak bowiem Jonasz stał się znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla współczesnych plemion i w ogóle ludów i narodów. Niniwici dzięki nawoływaniu Jonasza nawrócili się, zmienili swoje postępowanie, odmienili życie. Wezwanie Jezusa do nawrócenia to „coś więcej niż Jonasz”. On wskazywał na Jezusa, Jezus zaś wskazywał na Ojca „bogatego w miłosierdzie”, wyprowadzającego ze śmierci ku zmartwychwstaniu.

 

Czwartek, 26.02.2026

Pierwsze czytanie: Est 4, 17k. l-m. r-u

Nie tylko w niebezpieczeństwie, ale w każdej sytuacji należy się modlić. Niebezpieczeństwo stanowi jednak wyjątkowe wyzwanie do modlitwy. Nie jest ona w tym kontekście wyrazem koniunkturalizmu, czy też lęku przed zagrożeniem i klęską. Stanowi natomiast wyraz bezgranicznego zaufania Bogu. W istocie swej modlitwa to ufność wobec Boga. Człowiek w życiu swoim staje w obliczu rozlicznych niebezpieczeństw. Niektóre jawią się przed nim niespodziewanie, za innymi stają określeni ludzie – wrogowie, jeszcze inne rodzą się  z inspiracji i za przyzwoleniem konkretnego człowieka.

Człowiek stający w obliczu zagrożenia jest najczęściej samotny. Nie ma nikogo wokół siebie żyjącego trwogą, zagrożonego. Wszyscy go opuszczają. Pozostał tylko Bóg. Siłą zagrożonego jest pamięć o Bogu, który w chwili udręczenia obdarowuje odwagą. Przykład ufności Bogu daje królowa Estera, która kierowała swoje serce ku Bogu, widząc wyraźnie niebezpieczeństwo śmierci, unicestwienia grożącego jej narodowi. Pamięć o przeszłości daje siły na czas teraźniejszy. Bóg, który w Starym Testamencie wybrał Izraela, w Nowym – wybrał w Jezusie Chrystusie wszystkie narody i powołał je do zwycięstwa nad złem, czyli do zbawienia. Bóg spełnia słowa swoje, wypełnia wszystkie obietnice. Oczekuje przy tym wdzięczności za wspaniałomyślne swoje dary. Modlitwa Estery stanowi prawzór każdej modlitwy w udręczeniu, ale też i sytuacji lęku, rezygnacji, tchórzostwa.

Psalm responsoryjny: Ps 138 (137), 1b-2a. 2b-3. 7e-8

Psalmista wypowiada w swoim dziele słowa wdzięczności wobec Boga, który wysłuchał jego wołania. Odpowiedzią na ten Boży dar jest hymn pochwalny wyśpiewywany przez człowieka. Sławienie Pana „z całego serca” to czyn bohaterski. Wskazuje na człowieka zintegrowanego przez Boga, nie rozbitego wewnętrznie, nie mającego podwójnego oblicza, kilku twarzy, czy też rozdwojonego serca. Deklaracja o wyśpiewaniu w duchu wdzięczności hymnu sławiącego  Boga „wobec aniołów” jest i dziś aktualna. Nie trzeba być Psalmistą, by zanosić hymn pochwalny do Boga.

Bóg jest łaskawy i wierny człowiekowi. Prawda ta poruszyć może ludzkie serce i sumienie. Wierność Boga człowiekowi to wyraz Jego miłosierdzia. Wierność ta wyraża się w wysłuchaniu przez Boga prośby cierpiącego. Dusza ludzka jest z natury słaba. Może natomiast jej moc być „pomnożona” dzięki interwencji Pana. Słowa, iż Bóg – Wyzwoliciel „wszystkiego dokona” za człowieka, nie zwalniają go z trudu walki o swoją świętość, godność, wielkość. Wręcz przeciwnie, to przekonanie mobilizuje do zmagania się o prawdę, sprawiedliwość, dobro, pokój.

Aklamacja: Ps 51 (50), 12a. 14a

Wołanie do Boga o czyste serce nigdy nie powinno ustawać. Człowiek o czystym sercu unikać będzie każdego brudu moralnego, którym wyróżnia się zło. Człowiek nieczysty pogrążony jest w nieprzemijającym smutku, nawet wtedy, kiedy pozory mówią co innego. Prawdziwą wieczną radością jest radość Bożego zbawienia.

Ewangelia: Mt 7, 7-12

Chrześcijanie powołani są do szukania Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości. Szukanie to wymaga koncentracji oraz wytrwałości, a także cierpliwości. Co więcej, szukający powinien wiedzieć czego szuka. Chrześcijanin winien szukać spełnienia woli Bożej w wymiarze indywidualnym – w swoim życiu i życiu bliskich mu osób, oraz w odniesieniu społecznym – w mniejszych i większych społecznościach ludzkich, w tym w narodach i w końcu w Kościele. Kołatanie do drzwi oznacza błogosławiony upór, który nie jest nachodzeniem czy naruszeniem Bożego miru. Wręcz przeciwnie, stanowi wyraz pragnienia, by znaleźć się wśród tych, którzy już osiągnęli pełnię dobra, dostąpili zbawienia.

Jezus Chrystus nie głosił nauki abstrakcyjnej, oderwanej od życia. Posługiwał się konkretnymi obrazami, znanymi Jego słuchaczom. Chleb nie jest kamieniem, a ryba wężem! Stąd prośba o chleb, kierowana przez syna do ojca, jest spełniana. Podobnie prośba o rybę. Jezus w kontekście tej opowieści wskazał na zło darczyńców: „Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, to o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to, co dobre, tym, którzy Go proszą”. Prawda o złu człowieka, zdolnego do dobrych darów, niesie nadzieję na zmianę życia. Nie może przecież u początku dobra sytuować się zło! A z drugiej strony Bóg jest zdolny zło przemienić w dobro. Człowiek nie ma takiej zdolności.

W perykopie ewangelicznej podana została złota reguła, znana w wielu kulturach i religiach świata: „Wszystko więc, co chcielibyście, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie”. Sentencja ta wyraża, jak powiedział Jezus, „istotę Prawa i Proroków”. A zatem wszystkie wersje tejże złotej reguły, mające jedną wymowę i sens, ogniskują się w słowach Chrystusa Pana.

 

Piątek, 27.02.2026

Pierwsze czytanie: Ez 18, 21-28

Prorok Ezechiel przekonuje czytelników swojej księgi, iż „Bóg nie chce śmierci grzesznika”. Piękne słowa, dające nadzieję nawrócenia każdemu grzesznikowi. Bogu nie zależy na śmierci człowieka błądzącego, pogrążonego w grzechu, lecz na jego nawróceniu i życiu. Zresztą grzech i zło są rodzajem śmierci duchowej. Pragnienie zatem Boga w stosunku do człowieka ma wymiar paschalny – rezurekcyjny. Ten, który dotychczas był występnym człowiekiem, porzuciwszy za siebie zło, tak by nie wadziło ono jego drodze nawrócenia, jest nową istotą ludzką. Postępowanie drogą „prawa i sprawiedliwości” już wyraża nawrócenie. Obietnica, iż nawrócony „żyć będzie, a nie umrze” literalnie, dosłownie  jest utopijnym stwierdzeniem, co więcej – absurdalnym. A jednak słowa te mówią faktycznie o zwycięstwie nad śmiercią, ale nie biologiczną lecz duchową.

Wszystkie grzechy człowieka, popełnione od czasu używalności przezeń rozumu, są policzone. Ta Boża „księgowość” z rubrykami grzechów uporządkowanych w ciągu liczbowym nie ma znaczenia, kiedy grzesznik odrywa się od przylgnięcia, a nawet upodobania w nich.

Z kolei nikt nie ma pewności, iż zawsze będzie sprawiedliwym. Życie niesie szereg wyzwań. Stawia człowieka w rożnych okolicznościach, w tym wobec pokus. Dramatem jest, kiedy człowiek sprawiedliwy porzuca sprawiedliwość, odstępuje od niej i popełnia zło. W ten sposób dotychczasowy prawy człowiek staje się, za przyzwoleniem swojej woli, „występnym”, to jest niesprawiedliwym, pogrążającym się w złu i złem spętanym. Spotka go niechybnie śmierć, nie mająca w sobie nadziei. Dobro wcześniej przezeń czynione zostanie unicestwione.

Psalm responsoryjny: Ps 130 (129), 1b-2. 3-4. 5-7a. 7b-8

„Gdy grzechy wspomnisz, któż się z nas ostoi?” Pytanie to rodzi dwie odpowiedzi. Wspomnienie, czyli wskazanie przez Boga na grzechy i nie wymazanie ich prowadzi do dramatu. Pogrąża grzesznika w odmętach winy i kary. Z drugiej strony „niepamięć” Stwórcy o grzechach daje grzesznikowi pewność wyzwolenia się z opresji krępującej jego serce.

Wołanie „z głębokości” wskazuje na wielki ból, „ucisk i strapienie”, sytuację graniczną, w której zło zdaje się być silniejsze od dobra, w końcu na beznadziejność. Wołanie do Boga jest modlitwą człowieka zrozpaczonego.

Darem miłosiernego Pana, który nie zachowuje „pamięci o grzechach”, jest przebaczenie. Wskazuje ono na perspektywę nowego, innego życia, które odtąd kierowane będzie bojaźnią Bożą, to jest odwagą, by Jemu służyć. Konieczne jest  tu żywienie nadziei, pokładanie nadziei w Bogu, w jego przebaczającym, wyzwalającym słowie. Przekonanie o „obfitym odkupieniu” u Boga rodzić może wielkie dzieła. Uwierzył w te słowa i je proklamował całym swoim życiem św. Alfons Maria Liguori. One stały się drogowskazem założonego przezeń zgromadzenia zakonnego Najświętszego Odkupiciela (Redemptorystów), którego misją jest głoszenie Ewangelii ubogim, zapomnianym, marginalizowanym społecznościom.

Aklamacja: Ez 18, 31ac

Przygotowaniem do Ewangelii jest wzbudzenie w sobie konieczności odrzucenia od siebie wszystkich grzechów. Jest to możliwe z Bożą pomocą. Człowiek o własnych siłach nie potrafi odrzucić zła, nie tylko od siebie, ale też i zła nękającego społeczeństwa i wspólnoty. Z chwilą odwrócenia się od zła następuje czas czynienia „sobie nowego serca i nowego ducha”.

Ewangelia: Mt 5, 20-26

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza, z rozdziału 5. wyjęte, dają imperatyw, który nigdy nie straci ważności, a który można odnieść także do wyznawców różnych religii, a także  ludzi niewierzących w Boga:  „Pojednaj się najpierw z bratem swoim” – bratem i siostrą w człowieczeństwie. Jezus Chrystus jest bratem każdego człowieka, od jego poczęcia do naturalnej śmierci! Każde pojednanie jest ostatecznie pojednaniem się z Bogiem!

Słowa wypowiedziane przez Jezusa do uczniów, były przez nich zrozumiałe. Znali przecież i spotykali się z uczonymi w Piśmie i faryzeuszami. Niektórzy z nich, a właściwie większość, byli ludźmi prostymi, niewykształconymi. Jak zatem było możliwe, by ich sprawiedliwość była większa od sprawiedliwości elit? Rzecz w tym, iż uczonym znającym Pismo Święte oraz gorliwym i skrupulatnym w przestrzeganiu Prawa obce były reguły sprawiedliwości. Ich pycha zaciemniła obraz rzeczywistości. Sprawiedliwość stała się u nich niesprawiedliwością!

Jezus przypomniał przykazanie dane przodkom (ale też i ich potomkom): „Nie zabijaj!”. Pozbawienie życia drugiej osoby jest największym aktem niesprawiedliwości. Odpowiedzialność moralną ponosi nie tylko zabójca, ale – w świetle Ewangelii – też i ten, który spętany jest gniewem, czy złorzeczeniem, a także posądzaniem innych o bezbożność. Wskazane przez Jezusa kary za złamanie reguł życia godnego – bez inwektyw i nieuprawnionych posądzeń, były wielkie. Czyż może być większa kara od „ognia piekielnego”?

 

Sobota, 28.02.2026

Pierwsze czytanie: Pwt 26, 16-19

Krótki fragment wyjęty z rozdziału 26. Księgi Powtórzonego Prawa mówi o świętości ludu Bożego. Bóg nakazuje i jednocześnie oczekuje wypełniania Jego prawa oraz nakazów. Nie są one symbolami presji, zniewolenia, czy też ubezwłasnowolnienia tych, do których były przez Mojżesza i są – przez jego naśladowców – kierowane. Polecenia Boże muszą być spełniane, „wypełniane z całego swego serca i z całej duszy”. Całe serce oznacza pełne zaangażowanie się w pełnienie woli Bożej. Serce symbolizuje umysł człowieka, jego myśl, jego jestestwo. W realizacji nakazów Bożych nie można być połowicznym. Bóg chce całego serca, a nie podzielonego.

Chodzenie drogami Bożymi to zadanie każdego chrześcijanina. Wstępowanie i przemierzanie  dróg Boga to przestrzeganie „Jego praw, poleceń i nakazów”. Ważne jest tu nade wszystko słuchanie Jego głosu. Gdzie głos Boży wybrzmiewa najwyraźniej? Właśnie w sercu, w sumieniu, które są „przestrzeniami” objawiania się Boga. Czy może być większa radość od przekonania, że się jest szczególną własnością Boga? Wszechmogący Pan nie posiada człowieka, ani narodu na wzór dzierżenia przedmiotu, rzeczy. Władanie Boga człowiekiem daje jemu pełną wolność. Człowiek zniewolony przez grzech, uwięziony w złu przez siebie samego nie jest w posiadaniu Boga. Przestrzeganie „wszystkich poleceń” oraz „słuchanie Jego głosu”  to droga do wspaniałości zarówno danego człowieka, jak i całego narodu.

Psalm responsoryjny: Ps 119 (118), 1-2. 4-5. 7-8

„Błogosławieni słuchający Pana” – to przekonanie psalmisty nie straciło na aktualności mimo upływu wieków, czy tysiącleci.  Słuchający, czyli posłuszni chodzą „nieskalanymi” drogami życia. W czasie tej drogi konieczne jest ciągłe szukanie Boga. Nigdy nie można raz znaleźć Boga i czuć z tego powodu satysfakcję. Poszukiwanie Boga to zadanie na całe życie, na każdą jego chwilę. Nie znajdzie się Boga częścią swojego serca. Konieczne jest zaangażowanie całego serca, całego swojego istnienia, ducha, duszy i ciała. Na drodze życia ważnymi punktami orientacyjnymi są Boże przykazania. Psalmista, a z nim każdy wierny słuchający Pana, wysławiać Go będzie „prawym sercem”, to jest sercem wrażliwym, otwartym na Boże słowa, chcącym iść drogą prawa i sprawiedliwości.

Aklamacja: 2 Kor 6, 2b

Bóg darował każdemu człowiekowi czas. I chociaż upływa on niewyobrażalnie szybko tak, że nie można go zatrzymać, ani go cofnąć, to jest czasem upragnionym, bowiem „wiedzie” człowieka do zbawienia.

Ewangelia: Mt 5, 43-48

Słowa Ewangelii według Świętego Mateusza: „Bądźcie doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” wydawać się mogą – jako program życia – nie do spełnienia przez śmiertelne istoty. Doskonałość człowieka nie będzie nigdy nawet cieniem doskonałości Boga Ojca. Nie przeszkadza to, by iść wytrwale właśnie ku doskonałości, którą uosabia Niewidzialny Pan. Drogę ku tej doskonałości wyznacza spełnianie przykazania miłości bliźniego. Przed przyjściem Jezusa Chrystusa temu przykazaniu towarzyszyło inne, mówiące o nienawiści nieprzyjaciela. Jezus zmienił ten paradygmat, odrzucił wzór postępowania utwierdzony przez wieki. Przykazanie miłości nieprzyjaciół jest jedynym tak wyrażonym wśród religii świata. Miłość nieprzyjaciół nie oznacza jednakże rezygnacji ze sprawiedliwości, z prawa. Nie jest wyrazem naiwności i bezradności prześladowanego. Wręcz przeciwnie, mówi o wielkości jego serca.

Modlitwa za nieprzyjaciół jest skutecznym sposobem ich nawracania, które może dokonać się w ostatniej chwili ich życia. Bóg jest bowiem miłosierny, wspaniałomyślny, opiekuńczy wobec wszystkich. Słońce przezeń rozpalone na nieboskłonie darowane zostało w równy sposób wszystkim ludziom, szlachetnym i nieszlachetnym, przyjaznym i nieprzyjaznym, utwierdzonym w prawdzie i jej szukającym, świętym i tym, którzy nimi nie są. Podobnie deszcz, czy nawet ulewa nie spada tylko na jednych, a drugich pomija. Bóg przecież objawia się w stworzeniach i przez stworzenia i dlatego w równy sposób są one darowane różnym ludziom.

Słowa Ewangelisty Mateusza: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”, powinny być wpisane głęboko w serca tych, którzy poszli za Jezusem.