Komentarze do czytań – I TYDZIEŃ ADWENTU | od 30 listopada do 6 grudnia 2025r. – dr Maciej Wacławik

Dzisiejsza Liturgia Słowa

 

 

I Niedziela Adwentu, 30.11.2025 r.

Pierwsze czytanie: Iz 2, 1-5

Izajasz wspomina, że na końcu czasów narody popłyną do góry świątyni Pana. Użyty tu hebrajski zwrot naharu jasno wskazuje ruch cieczy – o tyle interesujący, że w pobliżu Świętego Miasta, zarówno w starożytności, jak obecnie, brakowało naturalnego cieku wodnego. Rozwiązanie tego paradoksu znaleźć można w późniejszym proroctwie Ezechiela (Ez 47), w którym ukazany jest obraz wody wypływającej spod progu świątyni. Właśnie to źródło, które dalej zamienia się w życiodajną i uzdrawiającą rzekę stanie się też nośnikiem, dzięki któremu wszyscy będą mogli dotrzeć do świątyni Pańskiej. Spełnienie tych obietnic odnotowuje przy wypełnieniu czasów Ewangelia Jana, gdy opisuje, jak krew i woda wypłynęły z boku Ukrzyżowanego, wypełniając tym samym same słowa Jezusa głoszącego podczas Święta Namiotów, że z jego wnętrza popłyną strumienie wody dającej życie (J 7,47), a także po wjeździe do Jerozolimy, że gdy zostanie wywyższony nad ziemię, pociągnie wszystkich ku sobie (J 12,32). Jak wszystkie biblijne proroctwa, także i to znalazło swoje wypełnienie w życiu Jezusa, który jest nie tylko źródłem świętości, ale także drogą do niej prowadzącą, przyciągając wszystkich, którzy chcą oddać chwałę Najwyższemu.

Psalm responsoryjny: Ps 122, 1b-2. 4-5. 6-7. 8-9

Psalm 122, będący jednym z tak zwanych Psalmów stopni lub wstępowań, jawi się jako naturalna odpowiedź przybywających. Ukazuje on radość pielgrzyma, który przybliża się do domu Pana – świątyni Jerozolimskiej, miejsca gdzie Bóg faktycznie mieszkał na ziemi (por. 1Krl 8,27). Radość ta, będąca owocem Ducha (por. Ga 5,22), oparta jest na dwóch filarach: wspólnotowości zebranych i sławieniu imienia Bożego. Wszyscy na ustach mają także modlitwę o pokój. Ma ona wymiar nie tylko liturgiczny, ale głęboko egzystencjalny – dotyczy bezpieczeństwa, pojednania i błogosławieństwa codziennego życia.

Ten akcent nabiera szczególnej mocy dzisiaj, gdy patrzymy na mapę świata, naznaczoną ponad trzydziestoma konfliktami zbrojnymi, a zwłaszcza w obliczu walk toczących się w samej Ziemi Świętej. Psalmista przypomina, że prawdziwym źródłem pokoju nie jest dyplomacja ani siła militarna, ale obecność Boga. Z tego powodu chrześcijanin, wsłuchując się w te słowa na progu Adwentu, kieruje wzrok ku Temu, którego prorocy nazywają Księciem Pokoju (Iz 9,5), do pamiątki przyjścia którego się przygotowujemy. On, przychodząc powtórnie w dniu zmartwychwstania, przynosił właśnie pokój.

Drugie czytanie: Rz 13, 11-14

Św. Paweł uderza w nutę lekkiego niepokoju, wskazując, że sposobny czas już nadszedł. Nie ma na co czekać! Czasy się wypełniły, noc przeminęła i dzień się przybliżył. To nie tyle chwila graniczna, rozdzielająca teraźniejszość od przyszłości, ale już przejście na drugą stronę, gdzie przyszłość staje się teraźniejszością. Adwent ma być nie tyle czasem oczekiwania, ale aktywnego przygotowania, nałożenia zbroi światła, którą Apostoł dokładnie opisuje w Liście do Efezjan (Ef 6,10-20). Tak gotowi, możemy kroczyć w blasku dnia – nie jako ci, którzy dają się uśpić złudzeniom nocy, lecz jako świadkowie tego Światła, które już wzeszło w Chrystusie. Adwent nie jest więc snem o przyszłości, ale decyzją na dziś, by żyć przejrzyście, w pokoju. Pokoju, ale nie spokoju – nie chodzi o pasywne czekanie, aż wszystko samo się rozwiąże, albo Bóg załatwi sprawę, lecz o przejście w ofensywę światła. W końcu to bramy piekieł mają Kościołowi ulec (por. Mt 16,18), tak jak ciemność rozprasza się w promieniach światła. Do takiej czujności wzywa Paweł u progu czasu przygotowania.

Ewangelia: Mt 24, 37-44

Podobne wezwanie rozbrzmiewa w Ewangelii, która też przedstawia więcej konkretów, dotyczących Dnia Syna Człowieczego. Uderza pewien indywidualizm tego wydarzenia, mimo iż skutki jego są globalne. Pomimo zdawałoby się czytelnych i długotrwałych znaków jak podany przykład budowy arki (a także dość absurdalnych – ogromna łódź na środku pustyni (!)), współcześni pochłonięci są sprawami codziennymi i nie spostrzegają tego, co się dzieje. Co ciekawe, dalszy tekst nie neguje samego zajmowania się codziennością – zarówno dwaj, jak i dwie, pracowali przy zwykłych czynnościach. Coś jednak wpłynęło na to, że część została zabrana, a część pozostawiona. Była to zapewne czujność na niespodziewane, zasygnalizowana przez użyty tu grecki zwrot dokite. Nie mówi on jedynie o zwykłej obserwacji, ale o czujności nacechowanej teologiczną odpowiedzialnością: bycie gotowym w każdym momencie, aby rozpoznać i odpowiedzieć na działanie Boga. Podkreślona jest przez to nieprzewidywalność i brak możliwości przygotowania „z wyprzedzeniem”. Nagłość tego przyjścia uwypukla kontrast między tym, co trwałe, a tym, co przemija. Czuwanie staje się więc nie tylko praktyką, lecz sposobem istnienia, które pozwala ocalić sens pośród zmienności świata.

 

Poniedziałek, 01.12.2025 r.

Pierwsze czytanie: Iz 4, 2-6

Izajasz dziś ponownie kieruje naszą uwagę ku Dniu Pańskiemu. I tu kolejny paradoks z nim związany – obraz obmycia Jerozolimy i wypłukania jej za pomocą „ducha sądu” i „ducha ognia”. Bardzo niestandardowe zestawienie słów. Ogień, który nie tyle oczyszcza, co obmywa i płucze. Zwykle łączony jest ze zniszczeniem, a oczyszczenie nim dokonuje się przez stratę. To woda, życiodajna i odnawiająca służyła do obmycia i płukania. Paradoksalnie ogień zaczyna pełnić funkcję przeciwstawnej mu wody. Rozwiązanie tego paradoksu znajdujemy w Nowym Testamencie, kiedy Duch Święty w postaci języków ognia zstąpił na Apostołów. Duch Święty łączy w sobie wodę i ogień: przenika, obmywa, a zarazem rozpala. W nim właśnie łączą się te przeciwstawieństwa i za pomocą ognia obmywa serca i otwiera je na misję (Dz 2,3). Ten ogień jest doświadczeniem łaski i oczyszczenia, ale też napełnienia życiem. Dlatego Izajasz widzi nad Syjonem obłok, dym i płomień ognia, będące znakami Bożej obecności pośród ludu, a także Bożej chwały, zapewniające schronienie przybywającym. Wszystkie te obrazy znalazły swoje wypełnienie w działaniu Ducha Świętego w wierzących, którzy w czasach popaschalnych stają się owocem ziemi błyszczącym dla ocalałych z Izraela.

Psalm responsoryjny: Ps 122, 1b-2. 4-5. 6-7. 8-9 

Dziś Liturgia drugi raz z rzędu stawia przed nami Psalm 122. Patrząc na niego jako na odpowiedź na słowa usłyszane w pierwszych czytaniu, uwagę przykuwają trony sędziowskie, ustawione w świętym mieście. Symbolizują one Bożą sprawiedliwość w historii Jego ludu, nierozerwalnie związanej są one z domem Dawida, i Mesjaszem, z niego się wywodzącym. Z drugiej strony nasuwa się skojarzenie z duchem sądu, o którym prorokował Izajasz. Jak pokazały wydarzenia Nowego Testamentu, tronem Mesjasza okazał się krzyż, z którego duch sądu krwią Chrystusa obmył brud i wypłukał krew z wnętrza Jerozolimy. Ten obraz pokazuje, że Boża sprawiedliwość nie jest abstrakcją, czy odległą ideą, lecz konkretnym działaniem, które wprowadza porządek i ochronę dla ludu. Tym bardziej wybrzmiewa jeszcze prośba o pokój, który jest efektem sprawiedliwego sądu i pokłosiem miłosierdzia. Warto zwrócić uwagę, że nie wynika ona z przyczyn osobistych, ale Psalmista prosi ze względu na braci i bliźnich, kierując nasze spojrzenie na szerszą perspektywę, przypominając, prawdziwy pokój wymaga naszego świadomego udziału w sprawiedliwości i miłosierdziu wobec wspólnoty.

Ewangelia: Mt 8, 5-11

Idealnym przykładem modlitwy wstawienniczej za bliźniego jest setnik z Ewangelii, proszący za sparaliżowanym sługą. W jego postawie objawia się napięcie pomiędzy pokorą, władzą i odpowiedzialnością. Pomimo, że ma pod sobą służących i żołnierzy, którym mógłby zlecić przyprowadzenie Jezusa, przychodzi sam prosić o uzdrowienie dla sługi. Obraz niemalże nierealny, co paradoksalnie potwierdza autentyczność sytuacji. Nie dość, że przychodzi osobiście, to de facto stwierdza swoją zależność, nie tylko od systemu władzy rzymskiej, ale także i samego Jezusa. Pokazuje tym równocześnie, że prawdziwa pokora jest stawaniem w prawdzie, zwróceniem uwagi nie tylko na swoje ograniczenia, ale także mocne strony. Jest prawidłowym umiejscowieniem się w hierarchii, bazującym na sprawiedliwym samosądzie. Hierarchia nie jest dla niego ciężarem, lecz przestrzenią, w której rozpoznaje własne miejsce wobec Boga i ludzi, i właśnie dlatego jego wiara staje się wzorem dla uczniów. Widzimy w nim realizację tego ducha sądu, o którym mówił Izajasz. To sąd, który zaczyna się od siebie, a owocuje pokojem i życiem dla innych. Dlatego modlitwa setnika mimo, że jest prywatną prośbą, jest także działaniem w logice Królestwa, gdzie pokora staje się źródłem uzdrowienia wspólnoty.

 

Wtorek, 02.12.2025 r.

Pierwsze czytanie: Iz 11, 1-10

Kolejnego dnia Adwentu prorok Izajasz skupia się na przedstawieniu samej odrośli Jessego. Wizję tę możemy podzielić na trzy części. Pierwsza z nich wskazuje, że spocznie na niej duch Pana. Hebrajski zwrot nachah, oznacza trwałe osiedlenie się, zajęcie miejsca, a nie bierne pojawienie się. Obraz jest dynamiczny: Duch nie przechodzi obojętnie, lecz trwa, wypełnia przestrzeń swoimi przymiotami i staje się fundamentem przyszłych działań. To przygotowanie Mesjasza do wprowadzania sprawiedliwości i pokoju, których podstawą jest bojaźń Pana. Co ciekawe, gramatycznie i semantycznie to właśnie Duch, który wypełnia Odrośl–Mesjasza, jest aktywnym sprawcą działań opisanych w kolejnej części. Działania te, mimo iż bardzo gwałtowne i dramatyczne, oparte są o sprawiedliwość, opasującą biodra – symbol siły i fundament ruchu ciała, nad którą jest drugi pas wierności, osłaniający lędźwie – miejsce mocy i stabilności w działaniu. Ta dwustopniowa gradacja – sprawiedliwość i wierność oparte o bojaźń Pańską – jest fundamentem przyszłych, nieco zbyt idyllicznych obrazów przedstawionych w części trzeciej. W każdym zestawieniu mamy tu parę: dziki drapieżnik i jego potencjalna, udomowiona ofiara. Idylla ta jest możliwa dzięki znajomości i bojaźni Pana.

Psalm responsoryjny: Ps 72, 1b-2. 7-8. 12-13. 17

Psalm pokazuje niejako kontynuację wydarzeń, zapoczątkowanych zstąpieniem Ducha na Odrośl Jessego i jest modlitwą za Mesjasza-Króla. Ponownie na pierwszy plan wysuwa się prośba o sprawiedliwość, dzięki której godziwie będzie sądzić lud i ubogich. Ona ponownie jest fundamentem pełni pokoju, który będzie trwać w jego królestwie. Interesującym jest odniesienie trwałości panowania do dwóch ciał niebieskich, które regulowały upływ czasu, a także były pewnymi wyznacznikami trwałości. Choć niewyobrażalne dla starożytnych, aby oba przestały istnieć, Psalmista wskazuje, że one przeminą, a królewskie panowanie będzie trwało dalej. Znajduje ono wyraz w konkretnych czynach wobec ubogich, słabych i potrzebujących. Mesjasz-Król jest tym, który ocala życie bezbronnych i wyzwala ich spod przemocy możnych. To właśnie miłosierdzie, splecione nierozerwalnie ze sprawiedliwością, staje się najpełniejszym znakiem jego królowania. Przez nie stanie się on błogosławieństwem dla ludów całej ziemi, które nie tyle będą mu podporządkowane politycznie, lecz będą miały udział w dobrodziejstwie jego rządów.

Ewangelia: Łk 10, 21-24

Ewangelia dopełnia listę przymiotów Ducha wspomnianych przez Izajasza przez jeszcze jeden, jakim jest radość. A przyczyna tej radości jest dość niezwykła – zamysł i działanie Ojca, jakim było objawienie tajemnic Królestwa tym, którzy są jak małe dzieci, a dosłownie nawet niemowlęta. Nasuwa się pytanie, co takiego są one w stanie zrozumieć, czego nie zrozumieli mądrzy i roztropni. I może właśnie zrozumienie nie jest kluczem do tajemnic, bo jeśli przyjrzeć się zachowaniu niemowlęcia, to dalekie jest ono od rozumienia. Jest to rodzaj relacji opartej na naturalnej otwartości i gotowości przyjęcia. Niemowlę reaguje całym sobą na potrzeby – płacze, gdy odczuwa brak, uspokaja się, gdy jest nakarmione. Nie analizuje, nie ocenia, po prostu przyjmuje dobro. W tym spontanicznym reagowaniu pojawia się całkowite zaufanie i pokój, który wywodzi się z bliskości tu, teraz i natychmiast – poczucie bezpieczeństwa, opieki i obecności. Taka postawa niemowlęcia staje się obrazem wiary idealnej: radość w Duchu rodzi się w bezwarunkowym zaufaniu, w otwarciu na obecność Boga tu i teraz, w zdolności przyjęcia Jego działania bez własnych planów, kalkulacji i oczekiwań. Takie właśnie poddanie się Bożej woli pozwala Duchowi działać pełnią swojej mocy i powodować radość.

 

Środa, 03.12.2025 r. – wspomnienie obowiązkowe św. Franciszka Ksawerego, prezbitera

Pierwsze czytanie: Iz 25, 6-10a

Tak zwana Apokalipsa Izajasza przedstawia wizję uczty na górze Pana, którą prorok zapowiedział w perspektywie końca czasów. Oryginalny tekst hebrajski mówi wprawdzie o szemanim, czyli „tłustościach”, częściach najbardziej wartościowych i odżywczych, a także „najprzedniejszych winach”, ale już greckie tłumaczenie zawarte w Septuagincie używa zwrotu piata, czyli „potrawy wyborne”, wskazując nie tyle na opis kulinarny, lecz symbol obfitości i pełni darów Bożych. Podążanie tym tropem w perspektywie Ewangelii Jana, której już sam prolog mówi, że Słowo-Logos stało się sarks-mięsem, a także dalszy fragment, w którym Jezus w mowie eucharystycznej mówi, że jego sarks-ciało (dosłownie mięso) jest chlebem który zstąpił z nieba, prowadzi nieodwołalnie do sceny ustanowienia Eucharystii, w której to proroctwo Izajasza znajduje swoje spełnienie. Jezus, przemieniając chleb i wino w swoje Ciało i Krew, realizuje tę ucztę, na której podawane są najwyborniejsze potrawy i napoje, boski pokarm, zapewniający życie wieczne i komunię z Bogiem. W ten sposób każda Eucharystia staje się uczestnictwem w tej samej uczcie, w której śmierć zostaje całkowicie unicestwiona, jej całun zerwany, hańba zdjęta z ludu i jego łzy otarte.

Psalm responsoryjny: Ps 23, 1b-3a. 3b-4. 5. 6

Obraz wystawnej uczty przygotowanej przez Pana dla jego wiernego kontynuowany jest w dzisiejszym Psalmie. Stół jest zastawiony, a kielich pełen po brzegi, niemalże przelewający się, tak że niczego w nim nie brakuje. Ciekawym jest bardziej indywidualne podejście – wszystko przygotowane jest dla każdego z osobna. Intymność sceny zwiększa dodatkowo namaszczanie głowy olejkiem. Jest to nie tylko gest gościnności, jak przy wejściu do domu, ale pewnej szczególnej relacji – wyróżnienia, troski i miłości. Olejek działa ochronnie i regeneracyjnie, a najprawdopodobniej także intensywnie pachnie. W geście tym pokazana jest niezwykła bliskość pomiędzy namaszczającym i namaszczanym. W tle dodatkowo rozbrzmiewa echo wydarzeń z Betlejem, kiedy Samuel namaścił Dawida na króla nad Izraelem. Interesującym jest, że to samo słowo szemen, którym prorok Izajasz opisał wyborne potrawy, tu zostało użyte jako olejek do namaszczenia głowy. Oba obrazy, zestawione razem, rzucają światło na tajemnicę Ciała Chrystusa. Ono bowiem nie tylko staje się pokarmem, który syci, ale też konsekruje.

Ewangelia: Mt 15, 29-37

Obraz czasów mesjańskich, zapowiadany przez Izajasza, nabiera realnych kształtów w scenie z Ewangelii. Najpierw przedstawione są liczne uzdrowienia: niewidomi odzyskują wzrok, niemi mówią, chromi chodzą. To bezpośrednie wypełnienie zapowiedzi otarcia łez i pochłonięcia śmierci przez usunięcie towarzyszących jej chorób i cierpień. Mesjasz objawia się nie tylko w słowach, lecz w mocy uzdrawiającej. Kolejnym etapem jest uczta, z całym jej kulturowym zestawem znaczeń. Nie jest to tylko zapewnienie pokarmu, ale także pieczętuje ona przymierze, w które słuchający wchodzą z Jezusem, a ponadto potwierdza nową erę mesjańską, której efekty już są obserwowane. Jezus bierze siedem chlebów i kilka rybek, błogosławi i rozdaje – i wszyscy jedzą do syta. To jednak nie jest jeszcze pełnia proroctwa – brakuje przecież wybornych mięs i win. Dany tutaj chleb wskazuje dalej, ku Ostatniej Wieczerzy, gdy stanie się on Ciałem – tym najwyborniejszym z mięs. Był to przystanek na drodze, zapowiedź wydarzeń, które dopełniły się w trakcie Wieczerzy Paschalnej. Ten chleb z pustkowia przemienił się w Wieczerniku w sakrament życia, którym Kościół karmi przychodzących, czyniąc ich uczestnikami uczty czasów ostatecznych.

 

Czwartek, 04.12.2025 r.

Pierwsze czytanie: Iz 26, 1-6

Proroctwo Izajasza mówi o potężnym mieście, którego siłę stanowią mury i przedmurza. Autor i jego słuchacze mieli najprawdopodobniej przed oczami Jerozolimę – otoczoną kamiennymi obwarowaniami, które w VIII w. przed Chr. dawały poczucie bezpieczeństwa wobec asyryjskiego zagrożenia. Wydawało się, że nic jej nie zdoła złamać. A jednak historia pokazała coś innego. Gdy wojska Sennacheryba stanęły u bram oblegając miasto, zwycięstwo nie przyszło dzięki sile murów, lecz dzięki interwencji Pana, który ocalił miasto i rozproszył wrogów. Same mury upadły, miasto zostało zdobyte i spustoszone zaledwie 120 lat później, w trakcie najazdu babilońskiego króla Nabuchodonozora. Tym samym odsłoniła się kruchość ludzkich zabezpieczeń, które w obliczu wielkich potęg okazały się bezradne. Dlatego prorok przesuwa akcent, pokazując, że prawdziwym gwarantem bezpieczeństwa nie są kamienie i mury, lecz Pan, który jest wieczną skałą. To nie układ sił, lecz relacja z Bogiem gwarantuje pokój i ocala wspólnotę mieszkańców – lud sprawiedliwy, dochowujący wierności i o statecznym usposobieniu. On też powala drugie miasto i obraca je w proch, dając je na podeptanie nogom ubogich i biedaków, którzy w Panu pokładają ufność.

Psalm responsoryjny: Ps 118, 1bc i 8-9. 19-20. 21 i 25. 26-27a

W czasach, kiedy spisano Psalm 118, do Jerozolimy prowadziło siedem bram, przy czym żadna nie była określana Bramą Pana. Nasuwa się pytanie, do czego w takim razie nawiązywał Psalmista? Pewną sugestią może być wspomnienie, że przez nią wejdą sprawiedliwi, którzy dochowują wierności i wypełniają przykazania. Także prośba o otwarcie bram sprawiedliwości nasuwa podobne skojarzenia. Czytając psalm właśnie w tym kluczu przychodzi myśl, że bramą tą jest Tora – Prawo stanowiące podstawę Biblii. Nie jest to więc najprawdopodobniej budowla z kamienia, lecz same Słowa Boga, otwierające się przed tymi, którzy żyją wiernością i zaufaniem. Brama Pana to wejście do wspólnoty Jego ludu – nie przez pochodzenie czy siłę, lecz przez posłuszeństwo Jego Słowu. Dlatego psalm podkreśla, że lepiej zaufać Panu niż ludziom, nawet możnym. To Bóg daje wybawienie, którego nie zagwarantują ani mury, ani polityczne sojusze, a zaufanie Panu staje się fundamentem bezpieczeństwa, przewyższającym wszelką ludzką władzę czy siłę. Symbol bramy staje się więc obrazem relacji – przez nią przechodzi człowiek, który w Panu szuka oparcia i w Nim znajduje prawdziwe bezpieczeństwo.

Ewangelia: Mt 7, 21.24-27

Ewangelia kontynuuje obraz budowania na fundamencie, jakim jest Słowo Boże. Obraz domu wzniesionego na skale nawiązuje do lokalnych realiów, gdzie nagłe ulewy zmieniały wyschnięte doliny w rwące potoki, niszcząc kruche budowle. Jezus, wskazując na konieczność słuchania Jego nauki, utożsamia siebie z tym fundamentem, bo On jest Słowem, skierowanym do Narodu Wybranego czy to za pośrednictwem Prawa, czy też późniejszych pism prorockich – jest On Torą wcieloną. Budowanie na skale nasuwa skojarzenia ze słowami Izajasza, w których stwierdza, że Bóg jest wieczną skałą, która jest tym bezpiecznym fundamentem pod budowę. W Jezusie i Jego słowach spełnia się ten obraz – Słowo nie tylko chroni, lecz otwiera drogę do wspólnoty Bożego ludu, dając podstawy wierności i sprawiedliwości. Dom, czy interpretowany dosłownie, czy też szerzej jako rodzina i dziedzictwo, zbudowany na takim fundamencie wytrzymuje napór przeciwności i pozostaje niezachwiany w obliczu prób. Nie samo jednak tylko słuchanie Słów jest ważne – koniecznym jest jeszcze wprowadzanie ich w czyn i pełne życie nimi. Tylko wtedy budowla nie zawali się pod naporem życiowych burz, a wierzący osiągnie prawdziwe bezpieczeństwo i pokój, jaki daje relacja z Bogiem – źródłem trwałości i życia wiecznego.

 

Piątek, 05.12.2025 r.

Pierwsze czytanie: Iz 29, 17-24

Liban, słynący ze wspaniałych cedrów, używanych do budowy świątyń i pałaców, ma zostać przemieniony w ogród – też przestrzeń pełną drzew, jednak o innym charakterze. To, co było tylko majestatyczne i użytkowe, uzyska nowy charakter – będzie karmić i podtrzymywać życie. To ogromna zmiana od tego co służyło tylko pięknu i wzbudzało zachwyt ku temu, co służy samemu życiu. Ogród w Biblii jest jednak nie tylko miejscem uprawy, ale także przestrzenią spotkania z Bogiem. Od Edenu na pierwszych kartach Księgi Rodzaju, gdzie człowiek przechadzał się ze Stwórcą, przez Pieśń nad Pieśniami i inne teksty Starego Testamentu, gdzie ogród staje się miejscem intymnego spotkania, aż po Getsemani, gdzie Zmartwychwstały Pan spotyka się z Magdaleną, Biblia kreśli ogród jako przestrzeń szczególnej bliskości i prawdziwego spotkania z Bogiem. W podobny sposób zmiana dokona się w ludziach: głusi będą słyszeć słowa księgi, a oczy niewidomych przejrzą. Niepełnosprawności, upodabniające ich do umarłych, zastąpione zostaną pierwiastkiem życia. Ogród spotkania ze Stwórcą nie pozostaje bowiem tylko metaforą krajobrazu, lecz zapowiedzią odnowy ludzkiego ciała i przepełnienia go życiem, dzięki czemu odmienią się i serca: błądzący duchem nabiorą rozsądku, a oporni przyjmą pouczenie.

Psalm responsoryjny: Ps 27, 1bcde. 4. 13-14

W hebrajskim tekście dzisiejszego psalmu kryją się pewne niuanse, które giną w tłumaczeniu na inne języki. Światło, ori, to nie tylko rozproszenie mroku, lecz także jasność, w której wszystko ukazuje się w prawdzie, przejrzystość serca i umysłu oraz zdolność orientacji w świecie. To ono wyznacza kierunek i chroni przed błądzeniem, staje się warunkiem życia, poznania i rozumienia – zarówno na płaszczyźnie fizycznej, jak i duchowej. Podobnie i zbawienie wskazuje nie tylko na wyrwanie z niebezpieczeństwa, lecz także na ocalenie rozumiane jako pełnia życia, uzdrowienie i przywrócenie integralności. To nie chwilowa ulga, lecz stan, w którym człowiek zostaje wprowadzony w przestrzeń bezpieczeństwa i pokoju. W samym brzmieniu tego słowa, Jeszua, słychać echo imienia Jezus, w którym obietnica ocalenia nabiera osobistego, wcielonego kształtu. Dalej Psalmista używa zwrotu lachzot, który oznacza nie zwykłe patrzenie, lecz wpatrywanie się z uwagą, chłonięcie blasku, a finał psalmu brzmi jak wezwanie do czuwania, bo qaweh to aktywne oczekiwanie, napięcie wiary, niczym lina łącząca człowieka z Bogiem.

Ewangelia: Mt 9, 27-31

Motyw światła obecny jest też w dzisiejszej Ewangelii, gdzie Jezus, przywracając niewidomym zdolność widzenia, wprowadza ich w życie, w jasności. Spełnia się tym samym proroctwo Izajasza dotyczące niepełnosprawnych, którzy obdarzeni są tym pierwiastkiem życia, przez brak którego podobni byli do umarłych. Jezus – Jeszua, wcielone zbawienie jest dla nich źródłem światła, które nie tylko rozprasza mrok, lecz nadaje sens, orientację i pełnię życia. Światło to przekracza wymiar czysto zmysłowy. Jest ono objawieniem prawdy o człowieku i o Bogu, ocalającym poznaniem, które usuwa niewiedzę i prowadzi ku życiu w pełni. Ciemność oznacza tu nie tyle brak wzroku, ile zagubienie, samotność i śmierć – dlatego dar widzenia staje się obrazem odkupienia. Uzdrowienie to dokonuje się w przestrzeni wiary, która otwiera na przyjęcie daru. Podobnie jak światło, promienieje ono nieustannie ze Źródła – nie ma żadnego warunku, poza chęcią skorzystania z niego. Splata się tu postrzeganie materialne z niematerialnym, prowadząc do pełnej przemiany w bliskości z Bogiem. W przestrzeni wiary człowiek pozwala się światłu przeniknąć i odmienić. Jest to odpowiedź serca, które samo nie wytwarza światła, lecz je przyjmuje i niesie dalej.

 

Sobota, 06.12.2025 r.

Pierwsze czytanie: Iz 30, 19-21. 23-26

Proroctwo Izajasza przy pierwszej lekturze jawi się jako pełne sprzeczności i paradoksów. Bóg karmi chlebem niedoli i poi wodą ucisku, a równocześnie Nauczyciel ma się ujawnić i prowadzić lud właściwą drogą, by w końcu Pan opatrywał rany i stłuczenia. Jednak w tym pozornym napięciu kryje się głęboka jedność Bożej troski. To ten sam, niezmienny Bóg, który na pustyni karmił Izrael manną, a ona smakowała każdemu na inny sposób, teraz dalej go karmi i podobnie jak na pustyni woda ze skały podtrzymywała życie, tak i teraz pojony jest wodą. Nie zmienia się Bóg ani Jego opieka – zmianie ulega jedynie smak daru, zależnie od nastawienia serca przyjmującego. To dla ludu, który wybrał niewłaściwą ścieżkę i odstąpił od Przymierza, chleb zaczął smakować niedolą, a woda uciskiem. Nauczyciel wzywający na drogę prawdy i bezpieczeństwa, nie jest opozycją, lecz tym samym, który zapewnia pokarm i zsyła deszcz na pola. Dlatego ostatnie słowo proroctwa nie należy do cierpienia. Pan, jak dobry lekarz, opatruje rany, które błędne wybory i ich konsekwencje zadały ludowi. Ten sam Bóg, który karmi i nawołuje, nie zostawia człowieka w niedoli, lecz troszczy się o uzdrowienie i pomaga mu wrócić na prawidłową drogę.

Psalm responsoryjny: Ps 147A(146), 1b-2. 3-4. 5-6

Kolejne paradoksalne obrazy przedstawia dzisiejszy fragment psalmu. Oto z jednej strony wszechmocny i wszechwiedzący Bóg, który przelicza bezmiar gwiazd i każdej z nich nadaje imiona. Z drugiej – dostrzega każdego człowieka, pochyla się nad jego utrapieniami i cierpieniami, nad kruchością ludzkiej kondycji, jej zranieniami i złamaniami, zarówno w wymiarze cielesnym, jak i psychiczno-duchowym. Ten sam Bóg, którego mądrość nie zna granic, i który zaplanował najdalsze zakątki kosmosu, nie ogranicza się do majestatu swojej władzy nad światem, lecz staje się bliski w najprostszych, codziennych zmaganiach. Wchodzi w intymną relację opatrywania ran, depresji i zwątpienia. Jego wielkość i delikatność, potęga i czułość są dwiema ekstremami tej samej miłości. Prawdziwa wszechmoc i wszechwiedza nie objawia się bowiem w triumfalnym dystansie, ale w zdolności do uleczenia i podźwignięcia tego, co z ludzkiego punktu widzenia wydaje się najmniejsze i niepozorne. Pan, który zna po imieniu gwiazdy, zna także po imieniu każdego człowieka i z tą samą uwagą troszczy się o jego życie – dla niego w końcu uczynił cały wszechświat.

Ewangelia: Mt 9, 35 – 10, 1. 5a. 6-8

Zwrot głoszenie Ewangelii czy Dobrej Nowiny o Królestwie utarł się już w naszej kulturze tak bardzo, że rzadko kiedy zastanawiamy się nad tym, co on faktycznie znaczy. Zazwyczaj interpretujemy go w perspektywie chrześcijańskiej, popaschalnej, jako o przekazywaniu wieści o zbawieniu, śmierci i zmartwychwstaniu Jezusa. Jednak w świecie grecko-rzymskim termin euangelion miał inny sens. Było to nie tylko opowiadanie o jakiś wydarzeniach, ale komunikat, który sam w sobie konstytuował rzeczywistość. Samo ogłoszenie miało charakter performatywny i proklamacyjny – zmieniało status społeczny i porządek polityczny. W tym sensie Jezus, głosząc Królestwo Boże, nie tylko informuje o nadchodzącym wydarzeniu, ale przez sam akt głoszenia je ustanawia. Później zapytany przez faryzeuszów, o to, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odpowiedział, że królestwo Boże jest pośród nich (Łk 17,20n). Potwierdza to również św. Paweł, kiedy pisze, że królestwo Boże to nie sprawa tego, co się je i pije, ale to sprawiedliwość, pokój i radość w Duchu Świętym (Rz 14,17). Nie jest to rzeczywistość przyszła, ale już obecna, i jak każde królestwo, realizująca się w przepisach Prawa i wypełnianiu ich przez poddanych, przez co to od nas zależy, jak będzie ono funkcjonować.