Niedziela, 17.11.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: Ml 3,19-20a

Słoma w piecu nie ma przed sobą wielkiej przyszłości. Jest skazana na zagładę, błyśnie tylko na chwilę jasnym płomieniem, a za chwilę nie zostanie po niej nic. Obraz jałowości życia tych, którzy przeżyli je w sposób nieudany, jest dość wstrząsający właśnie ze względu na błyskawiczny i nieodwołalny charakter ich przemijania. Zaskakuje on, ponieważ osoby, o których mówi tekst, to ludzie aroganccy i realizujący swoje cele kosztem innych. Przecież w ten sposób, nie licząc się z nikim i z niczym, chcieli zdobywać to, co dla nich ważne, cenne lub choćby przyjemne. A został tylko bezużyteczny i krótkotrwały błysk.

Ludzie pobożni pławić się będą w świetle. Na co dzień żyli w cieniu, zapomnieniu, zapomniani i bez rozgłosu. Nie szukali splendoru, sławy, światła reflektorów, które by ich wydobyło z anonimowego tłumu, a oto w dniu przełomu, w dniu sądu Bożego to oni będą widoczni. Nie chodziło im o to, ale tak się stało, ponieważ Bóg chroni dobro od zapomnienia, a zło pogrąża w zapomnieniu. Na tym polega Jego sąd. Bać się go mogą tylko ci, którzy źle określili priorytety w swym życiu: którym bardziej zależało na blichtrze, niż na tym, co w życiu naprawdę wartościowe.

Psalm responsoryjny: Ps 98 [97],5-6.7-8. 9 [R.: por. 9]

Sąd to miejsce, w którym zachowujemy powagę. Postępują tak nawet ci, którzy z zasady kontestują konwenanse i reguły współżycia społecznego. Gdy ktoś narusza tę powagę, naraża się na surową karę. Możemy więc dziwić się, że sąd Boży ukazany jest jako święto wypełnione śpiewem, muzyką, klaskaniem. To bardziej nam się kojarzy z karnawałowym korowodem, niż z dniem grozy. Dlaczego ten sąd jest radosny? Bo „Pan będzie sądził ludy sprawiedliwie”, więc dla sprawiedliwych to święto plonów, które wypracowali w swym życiu, dzień zbioru owoców i nagrody za trud.

 

Drugie czytanie: 2 Tes 3,7-12

Monotonny rytm roboczego dnia: poranne wstanie, pośpiech, by zdążyć do pracy, a potem cierpliwy mozół aż do ostatniej chwili dniówki. Nieraz zaś trzeba ślęczeć jeszcze po nocach, by dokończyć zaczętą pracę, czasem zaś by nadgonić inne zajęcia, które wcześniej odłożyliśmy, ale domagają się dokończenia. Ta mrówcza praca pozwala zarobić na chleb codzienny, zapewnia pewną życiową stabilizację, pozwala spokojnie oczekiwać jutra. W tych pozbawionych przygód i fajerwerków trudach nie ma nic heroicznego. A jednak to one przygotowują nas na spotkanie z Bogiem. Nie gorączkowa tęsknota za życiem pozbawionym ciężaru codzienności, ale zdolność i gotowość, by podjąć wyzwanie wierności małym obowiązkom, czyni nas budowniczymi drogi Pańskiej.

 

Ewangelia: Łk 21,5-19

O osiągnięciach kultury, zabytkach czy zdobyczach cywilizacyjnych myślimy z szacunkiem i nie chcemy, żeby uległy zagładzie. Gdy ktoś wieszczy im niedługi byt, a nawet jeśli tylko przypomina ich przemijający charakter, łatwo naraża się na zarzut braku szacunku dla tradycji czy dla wspólnego dorobku. Słowa Pana Jezusa o świątyni Jahwe w Jerozolimie były tym bardziej szokujące, że dotyczą miejsca kultu religijnego. To zaś mogło pociągnąć za sobą oskarżenie o bezbożność i bluźnierstwo. Jak wielki musiał być autorytet Nauczyciela z Nazaretu, jeśli pytano Go tylko o czas wypełnienia się Jego zapowiedzi. Jednak to nie ta kwestia jest najważniejsza, ale wierne i cierpliwe oczekiwanie na działanie Boga, na Jego interwencję w dzieje świata, która wprowadzi ład i moralny porządek. Obrona prawdy i innych fundamentalnych wartości, nawet w obliczu prześladowań, jest o wiele ważniejsza, niż zaspokojenie ciekawości i zmitygowanie lęku przed nieznaną i groźną przyszłością. Cóż nam może pomóc świadomość, kiedy nadejdzie Boży sąd nad światem, jeśli nie będziemy żyli tak, by sąd ten był dla nas momentem otrzymania od Boga nagrody.

 

 

Poniedziałek, 18.11.2019r.

 

Pierwsze czytanie: 1 Mch 1,10-15.41-43.54-57.62-64

Król hellenistycznej Syrii, Antioch IV Epifanes (216-164 r. przed Chr.), to władca oceniany bardzo różnie. Starożytny historyk żydowski, Józef Flawiusz (37-100 r. po Chr.) uważał go za człowieka wiarołomnego, brutalnego, nie szanującego żadnych świętości, którego w końcu dosięgnęła kara Boża za świętokradztwo (tenże, Dawne dzieje Izraela, XII,8,1-9,2). Był według tego pisarza autorem programu zastraszania, prześladowań, totalitarnego nadzoru nad społeczeństwem Judei. Znany pisarz historyczny, Paul Johnson, mówi o nim jako o entuzjastycznym ale niebezpiecznym sprzymierzeńcu tej części mieszkańców Jerozolimy i Judei, którzy chcieli przekształcenia świętego miasta wyznawców judaizmu we wzorowaną na modelu greckim polis – społeczność opartą na kulturowych wzorcach czerpanych ze świata pogańskiego (por. tenże, Historia Żydów, Kraków: Platan, 2000, s. 109-110). Nie trzeba było wielkiej przenikliwości umysłu, by przewidzieć, że Antioch jest graczem na tyle bezwzględnym, że liczy się tylko z własnymi interesami. Nie cofał się wobec Judejczyków, wobec wprowadzenia bezwzględnego nadzoru, ani też nie uważał za niestosowne stosowanie masowych represji. Mimo to znalazł współpracowników wśród samych Żydów.

Psalm responsoryjny: Ps 119[118],53 i 61.134 i 150.155 i 158 [R.: por. 88]

Wierność Bogu nie zapewnia łatwego życia ani powszechnego uznania. Trzeba zmagać się z własnymi słabościami i z przeciwnościami zewnętrznymi, by nie wycofać się, nie poddać, nie pójść na kompromis z życiem rozumianym jako sztuka przetrwania. Trzeba się codziennie modlić, by nie stracić gorliwości, zapału, determinacji. By nie zapomnieć, że życie to służba Bogu i cześć oddawana mu codziennymi wyborami, potrzebujemy nie tylko mobilizacji naszych własnych sił, ale przede wszystkim pomocy Boga. Musi On w nas bronić tego, co nadaje naszemu życiu wartość nadprzyrodzoną.

 

Ewangelia: Łk 18,35-43

Wiara niewidomego spod Jerycha nie jest cicha, ukryta, wewnętrzna. Wręcz przeciwnie, jest wiarą wrzeszczącą, zwracającą na siebie uwagę. Gdyby ten ślepiec siedział cicho przy drodze, nie doznałby uzdrowienia. Głośne żebranie o litość, które zostało potraktowane jako dowód natręctwa i brak taktu, było dla tego człowieka koniecznością. Nawykł jednak do żebraniny i do tego, że żebraka traktowano niejednokrotnie jako natręta, przed którym trzeba się opędzać. Wiedział, że musi przekrzyczeć innych, dobijających się o publiczne miłosierdzie. Ten trening w bezczelności pomógł mu w nawiązaniu relacji z Chrystusem. Brak nam dziś często takiego przygotowania. Jesteśmy nastawieni na chowanie głęboko we wnętrzu naszej wiary i życia duchowego. Może powinniśmy uczyć się głośno wołać do Chrystusa?

 

 

Wtorek, 19.11.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: 2 Mch 6,18-31

Eleazar musi zrobić bilans swego życia, a dokładniej tego, co mu z życia zostało, i tego, co może zdziałać swą śmiercią. Godne pogardy ostatnie dni życia zestawione z jasnym przesłaniem, które wyraża, przyjmując męczeńską śmierć, dają mu jasne przesłanki do dokonania wyboru.

Nie jest pewnie przypadkiem, że postawa i motywy Eleazara są bardzo podobne do tych, które w Obronie Sokratesa przedstawia Platon: „Wolę raczej broniąc się, umrzeć teraz, niż żyć w niesławie i podłości: albowiem czy w sądzie, czy na wojnie, nie przystałoby mnie ani nikomu o tym tylko myśleć, jak śmierci uniknąć. Zdarza się często, że niejeden w bitwie łatwo by się od niej uchronił, gdyby broń porzucił i prosił o przebaczenie nieprzyjaciela. Podobnie w każdym niebezpiecznym położeniu wiele jest sposobów by uniknąć śmierci, kiedy kto na wszystko i w mowie, i w czynach się odważy. Ale nie o to idzie, Ateńczycy, by trudno było śmierci uniknąć, tylko, aby uniknąć niesławy prędszej nad śmierć”. To nawiązanie do ikony starożytnej mądrości jest bardzo istotne, ponieważ pokazuje, że czym filozofia (umiłowanie mądrości) była dla Greków, tym dla Żydów była wierność Bogu.

 

Psalm responsoryjny: Ps 3,2-3.4-5.6-7 [R.: por. 6]

Pomoc Boża nie zawsze oznacza, że unikniemy nieszczęścia czy jakiejś trudnej sytuacji, albo wyprosimy jej odwrócenie od naszych bliskich lub wspólnoty, z którą się utożsamiamy. Musimy się ciągle uczyć doceniania pomocy, dzięki której możemy się mierzyć z tym, co trudne i bolesne. Gdy Bóg nam odpowiada ze swej świętej góry, to nie po to, by nas uspokoić, że nie mamy się czego bać. Nasza odwaga i spokojny sen przed bitwą, jaką może być kolejny dzień naszego życia, biorą się z wiary, że Bóg wraz z nami będzie stawiał czoła niebezpieczeństwom i przeciwnościom.

 

Ewangelia: Łk 19,1-10

Niski Zacheusz przywykł pewnie do tego, że wiele osób patrzy na niego z góry. Wzrost znacznie poniżej średniej kształtuje sposób patrzenia na świat: może być źródłem wielu kompleksów, poczucia niskiej wartości. Może postawa i typ kariery Zacheusza były wynikiem tego, że chciał budzić respekt swym bogactwem i mocną pozycją społeczną, skoro jego wygląd zewnętrzny nie budził respektu. Pan Jezus dał mu szansę, ponieważ pozwolił mu popatrzeć na siebie z góry, z wysokości drzewa, na które celnik wszedł. Zacheusz przestał się, choć na chwilę, a może po raz pierwszy w życiu, czuć kimś małym, nieznaczącym, zdominowanym. To otworzyło jego serce, uwolniło w nim pokłady wrażliwości. Nauczył się, że prawdziwą wielkością nie jest dominowanie nad innymi, ale zdolność do wielkodusznych postaw.

 

Środa, 20.11.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: 2 Mch 7,1.20-31

Matka i siedmiu braci dali przykład męstwa wobec próby męczeństwa. To nie jest jednak najistotniejszy wymiar tego opowiadania. Bohaterowie wiary, którzy w nim występują, przede wszystkim dają świadectwo o tym, że uważają swe ciała za własność Boga. Ani młodzi chłopcy nie wahają się poświęcić swych członków i życia, ani matka nie uważa, że jej najważniejszym zadaniem jest chronienie dzieci przed wszystkim i za wszelką cenę. Język tego opowiadania jest bardzo drastyczny, ale nie może nam on przesłonić zasadniczej prawdy: stosunek do samych siebie i do naszych najbliższych nie może abstrahować od tego, kim jesteśmy wobec Boga i kim On jest dla nas.

Nawykliśmy za niepodlegające dyskusji przyjmować, że człowiek jest wartością nadrzędną i autonomiczną. Nic nie może człowieka wiązać, skoro sobą jest dopiero wtedy, gdy jest wolny, a wolność rozumiemy jako służenie tylko sobie samemu i liczenie się tylko ze sobą samym. Trudno nam pojąć ludzi, którzy poświęcają swe życie w imię wiary w Boga. „Eksportujemy” tę postawę do środowisk, które są nam religijnie obce i powszechnie potępiane jako chorobliwie radykalne. Ale może potrzebujemy bardzo znaleźć własną interpretację słów: „Stwórca świata, bowiem, który ukształtował człowieka i wynalazł początek wszechrzeczy, w swojej litości ponownie odda wam tchnienie i życie, dlatego że wy gardzicie sobą teraz dla Jego praw”.

 

Psalm responsoryjny: 17 [16],1.5-6. 8 i 15 [R.: por. 15]

Wiara w zmartwychwstanie nie dotyczy życia doczesnego. Jest ona przede wszystkim otwarciem na życie, którego źródłem i sensem jest tylko Bóg. Tym różni się ona od różnych koncepcji wiecznego powrotu, jak wędrówka dusz czy cykl kolejnych wcieleń. Nie jest jednak czymś przychodzącym nam spontanicznie prosić Boga o życie, które jest w porównaniu z tym, czego obecnie doświadczamy, czymś zupełnie różnym. Uczymy się tego, modląc się z Psalmistą.

 

Ewangelia: Łk 19,11-28

Przypowieść o minach w Ewangelii według św. Łukasza różni się od Mateuszowej przypowieści o talentach (Mt 25,14-30) nie tylko używaną jednostką wagowo-monetarną. Talent, czyli między 26,5 a 37 kg kruszcu (różna waga przyjmowana była w różnych rejonach starożytnego świata), dzielił się na 60 min. Mina więc była niewielką jednostką, której inwestowanie nie było wielkim przedsięwzięciem. Ponadto Ewangelista Łukasz przeplata opowieść o współpracownikach, między których właściciel rozdzielił pieniądze, wątkiem władcy, który zyskał potwierdzenie swego panowania i dokonał rzezi swych politycznych oponentów. W ten sposób test polegający na powierzeniu stosunkowo drobnych sum i rozliczenie z administrowania nimi można potraktować jako sposób doboru kadr na stanowiska, które zwolniły się na skutek serii egzekucji. Administrowanie dziesięcioma czy pięcioma miastami to już poważna odpowiedzialność.

Różnica skali między zainwestowaniem mieszka pieniędzy a zarządzaniem odpowiednikiem naszego województwa jest ogromna. Ma ona zilustrować różnicę między doczesnością a prawdziwym życiem, które da nam Bóg w zmartwychwstaniu.

 

 

Czwartek, 21.11.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: 1 Mch 2,15-29

Bunt kapłana Matatiasza i jego synów wydawał się działaniem czysto symbolicznym, bo jakie były szanse lokalnej rebelii wobec władzy jednego z najpotężniejszych państw ówczesnego świata. Można powiedzieć, że to gest bez znaczenia, romantyczny zryw, który mógł przynieść tylko dalsze zaostrzenie represyjnej polityki Aniocha IV Epifanesa i jego urzędników. Życie pokazało, że stało się zupełnie inaczej. Na ołtarzu w Modin rozpalił się płomień, który ogarnął całą Judeę, Samarię i Galileę. Powstało państwo, które swoim fundamentem uczyniło Torę.

Nie oznaczało to, że państwo to było zawsze wolne od wad, grzechów czy patologii. Jednak ten heroiczny zwrot, którego dokonała prowincjonalna rodzina kapłańska z Modin, jest punktem zwrotnym w historii Izraela. Przypomniał on, że Naród Wybrany ma własną drogę w historii, nie musi przyjmować obcej kultury i odrzucać własnej, zbudowanej na słowie Boga. To przypomnienie, że Izrael może być podmiotem, a nie tylko przedmiotem historii, było czymś, co teoretycznie nie miało prawa się zdarzyć, ale się zdarzyło. Sam Matatiasz pewnie nie zdawał sobie sprawy, że zaczął nową epokę. Wiedział tylko, że trzeba być wiernym Bogu i Jego przykazaniom.

Psalm responsoryjny: Ps 50 [49],1-2. 5-6. 14-15 [R.: por. 23b]

To Bóg ma w swych dłoniach stery historii, On kieruje swym ludem. Tylko On jest godzien czci. Ta władza Boga nad biegiem historii niknie nam czasem w gąszczu naszych projektów i intryg. Czasem jednak odsłania ją nagły podmuch wichru dziejów. Warto pamiętać o tych chwilach, które pokazują nam prawdziwy obraz świata, nim znów zagubimy go wśród złudzeń, że to my, ludzie, nadajemy bieg dziejom.

 

Ewangelia: Łk 19,41-44

Chyba bardziej Jezus płakał nad Jerozolimą, niż Jerozolima nad Jezusem, gdy szedł On na śmierć, dźwigając krzyż na szczyt Golgoty. Wtedy znalazła się tylko grupa kobiet, które użalały się nad Jego losem (Łk 23,27-31). Jezus nie oczekiwał jednak współczucia, ale nawrócenia. Także, gdy płakał nad Jerozolimą, to po to, by przywołać ją jeszcze do opamiętania. Wizja przyszłej zagłady jest w tym sensie przesłaniem nadziei, że jest jeszcze czas, by zwrócić się do Boga. Nie oznacza to, że można jeszcze odwrócić bieg spraw politycznych. Jednak można przyjąć nieuchronne wydarzenia jako daną przez Boga drogę oczyszczenia, w duchu przesłania Jeremiasza.

 

 

Piątek, 22.11.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: 1 Mch 4,36-37.52-59

Wydawać się mogło, że synowie Matatiasza, Juda i jego bracia, zapomnieli, że są kapłanami, a przedzierzgnęli się w wojowników i wodzów. Poprowadzili Judejczyków do zwycięstw, zdobyli Jerozolimę. Jednak to zapomnienie okazało się tylko pozorne, ponieważ gdy tylko było to możliwe, wrócili do swej zasadniczej misji i przypomnieli, że zasadniczym celem powstania nie jest budowanie politycznej potęgi, ale stworzenie warunków do przywrócenia regularnego i zgodnego z Torą kultu.

Wielka radość ludu świadczy, że wszyscy byli świadomi, że wojna to tylko narzędzie i środek, a celem jest chwała Boża. Nie Judejczycy wybrali drogę przemocy, ale bezwzględny hellenistyczny władca oraz zwolennicy „unowocześnienia” religijnego i kulturalnego życia Judy. Czy Machabeusze umieli zrezygnować z narzędzi wojskowych i politycznych? Nie zawsze – powiedzieć trzeba uczciwie. Podboje o wyraźnie politycznych celach, przymusowe „nawracanie” na judaizm, zburzenie świątyni Samarytan pokazują, jak trudno jest zrezygnować z przemocy czy innej formy zła, gdy już raz się po nią sięgnie, w słusznej nawet, czy wręcz świętej sprawie.

Psalm responsoryjny: 1 Krn 29,10-11abc. 11d-12 [R.: por. 13b]

Słowa psalmu responsoryjnego pochodzą z opowiadania o gromadzeniu materiałów na budowę świątyni. Nie ma jeszcze świątyni w Jerozolimie, ale przecież ofiary Bogu Izrael składał przed jej wzniesieniem w różnych sanktuariach. Dawid jest głęboko przekonany, że składanie Bogu ofiar jest darem Boga dla Izraela, a nie odwrotnie. Dlatego pyta: „Czymże ja jestem i czym jest lud mój, żebyśmy Ci mogli ofiarować dobrowolnie te rzeczy? Albowiem od Ciebie to wszystko pochodzi i co z ręki Twojej mamy, dajemy Tobie” (1 Krl 29,14). Dlatego każda ludzka ofiara jest pochwałą dla Boga, dawcy wszelkiego dobra.

 

Ewangelia: Łk 19,45-48

Opowiadanie o oczyszczeniu świątyni w Ewangelii według św. Łukasza jest bardzo lapidarne. Przytoczone są tylko słowa Jezusa, natomiast pominięte zostały Jego gesty, które były stanowcze i wywołały sprzeciw tych, których interesy naruszały. Łukasz pisze natomiast, po co świątynia Jezusowi była potrzebna. Powraca On do miejsca, o którym jako dziecko powiedział, że jest domem Jego Ojca (Łk 2,49). Tu znów naucza i wzbudza zachwyt. Teraz nie przemawia tylko do elitarnej grupy, ale do całego zgromadzonego ludu. W tej samej świątyni modlić się będą Jego uczniowie, o których mówią Dzieje Apostolskie, druga część Dzieła Łukaszowego. Świątynia Boga jest prawdziwym sanktuarium, które zostało jednak skazane na zagładę przez grzechy Izraela. Jezus jest prawdziwym sanktuarium, w którym można spotkać Boga, nawet, gdy dar świątyni zmarnujemy i wydamy na zniszczenie.

 

 

Sobota, 23.11.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: 1 Mch 6,1-13

Śmierć króla-prześladowcy przedstawiona jest jako sprawiedliwa kara za to, co złego uczynił w Jerozolimie. On sam rozumie jej sprawiedliwy charakter i przyjmuje ją. Ostatecznie ta świadomość, że odbiera słuszną odpłatę za swe uczynki, jest dla niego źródłem spokoju w momencie śmierci. Jest to moment gorzki, ponieważ uświadamia mu, że w zasadzie swój burzliwy żywot zmarnował, nic nie osiągnąwszy. Jedynym promieniem światła jest to, że doszedł w końcu do tego, co w życiu jest ważne.

Zastanawia, jak człowiek, którego okrucieństwa i brutalność zostały opowiedziane z drastycznymi nieraz szczegółami, może trwać w przekonaniu, któremu daje wyraz w słowach: „przecież w używaniu swej władzy byłem łaskawy i miłosierny”. Czy potwierdziłyby to jego ofiary, choćby matki zabijane z dziećmi powieszonymi na ich szyjach? Jak można oślepnąć, stracić podstawowe odruchy sumienia. A jednak i takiego zatwardziałego grzesznika Bóg potrafi doprowadzić do ożywczego źródła prawdy.

 

Psalm responsoryjny: Ps 9,2-3.4 i 6.16-19.[R.: por. 15b

Sąd Boży jest jednym z Jego dzieł, przez które okazuje On ludziom swoją wierność i miłosierdzie. Wychwalanie Boga za te Jego przymioty jest najważniejszym powodem, dla którego żyje człowiek i sensem naszej egzystencji. Zbawienie to totalny i nieograniczony w czasie stan, którego ledwie doświadczamy w liturgii. Lecz liturgia otwiera nam też możliwość doświadczenia, czym jest sąd Boży. Stajemy w niej bowiem w świetle Bożej świętości.

 

Ewangelia: Łk 20,27-40

W rozmowie Jezusa z Saduceuszami ujawnia się różnica między spoglądaniem na życie wieczne jako na ciąg dalszy doczesności (Saduceusze) oraz jako na absolutną nowość (Jezus Chrystus). Porównanie do aniołów ma uzmysłowić, że zmartwychwstając, wyrywamy się w spod dyktatury cielesności, przemijalności, skupienia na sobie i własnych potrzebach. Mamy szansę na życie, którego nie determinuje w znacznej mierze podstawa piramidy Maslowa. Czy chcemy tak żyć? Czy nie jesteśmy nadto przywiązani do tego, co składa się na to nasze życie?

Abraham, Izaak i Jakub byli ludźmi z krwi i kości. Niejednokrotnie widzimy ich w sytuacjach niejednoznacznych, podejmujących dyskusyjne decyzje. Ale Pan Jezus mówi o ich życiu nie w kontekście ich przygód i wpadek, ale jako o przykładzie życia w Bogu. Naszą przyszłością też jest taka przemiana sposobu istnienia.

Komentarze do czytań - XXXII tydzień zwykły | od 10 do 16 listopada 2019 r. - ks. Błażej Węgrzyn
Komentarze do czytań - XXXIV tydzień zwykły | od 24 do 30 listopada 2019 r. - Andrzej Kowalski