Niedziela, 4.11.2018 r. XXXI Niedziela zwykła

Pierwsze czytanie: Pwt 6, 2-6

W dzisiejszym czytaniu możemy wyróżnić trzy pary zaleceń: Będziesz: „bał się i zachowywał”, „słuchał i przestrzegał”, wreszcie „słuchał i miłował”. Za każdym razem istotna jest kolejność; Pan nie kształci sług i niewolników, bezmyślnych wykonawców swej woli, ale przyszłych przyjaciół. Przyjrzyj się sobie i zastanów, na czym opiera się Twoje posłuszeństwo Bogu, dlaczego odnosisz do Niego swoje wybory i postępowanie. On pragnie być rozpoznany przez ciebie jako Bóg Przymierza, intymnej więzi twego serca! Dlatego mówi najpierw o lęku wobec siebie – który w Biblii nie oznacza poczucia zagrożenia, ale stan głębokiej czci i szacunku wobec Niego; mówi o tym lęku, dodajmy, ustami Mojżesza, który zrazu nie dostał w głowę obuchem kamiennych tablic dekalogu, lecz doświadczył objawienia w płonącym krzewie – rozpoznał Boga jako Innego, transcendentnego, a zarazem jako Boga jego ojców (patriarchów Abrahama, Izaaka i Jakuba), którzy w Nim nadal żyją. Dlatego Mojżesz zdjął sandały na znak świętości ziemi, po której stąpał, a potem wyruszył do Egiptu. I ty, ilekroć odnosisz się do Boga, wchodzisz na ziemię świętą – czyli ziemię posłuszeństwa, posłuchu, zasłuchania: stąd kolejne wezwania w dzisiejszym urywku: „Słuchaj… Słuchaj!”. Zapamiętaj: zewnętrzne, widoczne posłuszeństwo rodzi się z rozpoznania Go w swoim sercu.

 

Psalm responsoryjny: Ps 18, 2-3a.3b-4.47.51ab

W ostatnim zdaniu pierwszego czytania mowa jest o miłości, która bierze się ze słuchania-rozpoznania Boga. Ale jeśli traktujemy siebie jako Jego „chłopców na posyłki”, istnieje duże ryzyko, że również Jego uczynimy wyłącznie adresatem naszych próśb: „Zrób mi…”, „załatw…”, „daj…” itd. Tymczasem dzisiejszy psalm jest wyznaniem Bogu miłości, miłości, na której można się oprzeć i w której można się schronić (sądząc po towarzyszących temu świadectwu apostrofach: „Mocy”, „Opoko”, czyli Skało, „Tarczo”, czyli Obrono). Spróbuję w ten sposób przeżyć najbliższą Komunię Świętą albo adorację eucharystyczną i sprawdzę, jak będę się czuł, wyznając Jezusowi miłość: „Kocham Cię”.

 

Drugie czytanie: Hbr 7, 23-28

W zakończeniu psalmu responsoryjnego znajdujemy odwołanie do Dawida, zarazem króla i pomazańca (Mesjasza). Wiemy, że ostatecznie jest nim Chrystus, „Arcykapłan Nowego Przymierza: święty, niewinny, nieskalany” (wedle tytułów z Listu do Hebrajczyków). Jezus, jeśli tak wolno powiedzieć, znał Boga od środka: wiedział, że jest Ojcem życia („Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba”), z którym od wieków prowadził dialog miłości („Miłuję Cię, Panie”). Stąd wzięło się Jego posłuszeństwo w wydaniu samego siebie za nas: ofiarował się – ponieważ znał Tego, który miał Go uchwycić w przepaści śmierci; ofiarował się – po to, bym ja również poznał prawdę o Nim. W ten sposób rozpoznanie Boga Przymierza znajduje swój finalny punkt odniesienia właśnie w Jezusie.

 

Ewangelia: Mk 12, 28b-34

To, czego nauczał Jezus w przypowieści o domu na skale (zob. Mt 7, 24-29), tym razem przekazuje wprost: w życiu duchowym liczy się punkt wyjścia, fundament. Jest nim modlitewne rozpoznanie Boga, który pragnie uczestniczyć w całym twoim życiu (sercu, duszy, umyśle, ciele), co zawiera się w biblijnym słowie: „Słuchaj…” – słowie, jak widzieliśmy, niosącym się niczym echo od początku historii zbawienia (Starego Przymierza). Z takiego rozpoznania Boga bierze się również rozpoznanie siebie jako umiłowanego dziecka Przymierza, obmytego we Krwi Arcykapłana Nowego Przymierza. A także rozpoznanie bliźniego, jak ja rozharatanego grzechem i scalanego przez wytrwałe rozpakowywanie daru chrztu. Słuchanie Boga prowadzi do słuchania siebie, które z kolei przenosi się na słuchanie człowieka, w którym On również rozbrzmiewa.

 

Poniedziałek, 5.11.2018 r.

 

Pierwsze czytanie: Flp 2, 1-4

Przyjemnie się słucha tych słów: Paweł nie napomina, nie karci, nie grozi, ale z delikatnością i swobodą apeluje do serc uczniów. Stara się otworzyć ich oczy na porządek wzajemnej miłości: jednomyślność, pokorę i służbę. Co ważne, nie kokietuje ich, nie wabi w pułapkę pięknej mowy. Postawmy sprawę jasno: ten serdeczny ton nie wynika z jakiegoś zabiegu retorycznego, ale jest owocem rozeznania duszpasterskiego; po prostu, Paweł wie, z kim ma do czynienia. Kościół w Filippi składał się bowiem z ludzi wyjątkowo wrażliwego serca (a przy tym niewykluczone, że większość stanowiły w nim kobiety). W związku z tym, Apostoł nie musi wyrąbywać drogi dla Ewangelii pośród pomieszania doktrynalnego czy niemoralnego prowadzenia się; nie musi też stosować kategorycznego języka (choć jest do tego zdolny, o czym wiemy z innych listów). Paweł jest duszpasterzem prawdy. Przebadajmy więc siebie. Kim jesteśmy: chrześcijanami gruboskórnymi, biblijnymi ludźmi twardego karku, którzy potrzebują solidnego pouczenia; czy ludźmi już nawróconymi, którzy co dnia zapraszają Jezusa do swoich relacji rodzinnych, społecznych, zawodowych i szkolnych? Na tej podstawie módlmy się za naszych przewodników wiary, aby prowadzili nas, zwłaszcza w konfesjonale i kaznodziejstwie, stosownie do kondycji naszych serc.

 

Psalm responsoryjny: Ps 131, 1bcde.2-3

Wydaje się, że żaden dom dziecka, nawet najnowocześniejszy i najlepiej zorganizowany, nie zaspokoi podstawowej potrzeby swych podopiecznych: przynależności. Nie ma tam ojca i matki; są tylko osoby, które lepiej lub gorzej pełnią ich rolę. W świetle dzisiejszego psalmu spójrzmy na świat jako na nasz dom dziecka, po którym błąkamy się, poszukując tych jednych, jedynych rąk naszego prawdziwego Ojca i Matki: Boga.

 

Ewangelia: Łk 14, 12-14

To jasne, że Jezus używa tu hiperboli (przesadni): nie każe faryzeuszowi wydziedziczyć swych dzieci ani wyrzec się więzi przyjacielskich czy sąsiedzkich; podobnie jak w innym miejscu, nb. w środowej perykopie ewangelicznej, bynajmniej nie nakłania do łamania czwartego przykazania (zob. Łk 14, 26). Natomiast swą dosadnością usiłuje uświadomić mu dwie kwestie. Po pierwsze, porządek miłości, rozumiany jako zakres odpowiedzialności za bliźnich, nie może zamienić się w ich izolację albo faworyzację, takie czy inne zawężenie miłości tylko do określonej grupy – przykazanie miłości bliźniego bowiem czerpie swą uniwersalność nie tylko z abstrakcyjnej formuły godności osoby (zob. KKK 1700, 1892), ale najpierw ze wzoru Chrystusa (zob. J 13, 34; KKK 2196); w ten sposób także realizuje się powszechność Kościoła, przekraczającego wszelkie granice etniczne, kulturowe i polityczne (zob. np. KKK 836). Po drugie, zmartwychwstanie, w które przecież człowiek ten jako faryzeusz wierzy, (w przeciwieństwie do saduceuszów, zob. Mk 12, 18), nie będzie prywatne („ja, w moim ciele, z moim Bogiem”), ale powszechne – co oznacza, że kiedyś wszyscy będziemy stanowić jedno uwielbione Ciało Chrystusa (KKK 787-189), i dlatego już teraz, we wzajemnym spojrzeniu a zarazem jakimś kontemplacyjnym przebłysku, możemy rozpoznać to przeznaczenie. Świadczone przeze mnie miłosierdzie, to nie sprawa czyjejś tragicznej przeszłości, która komuś się przydarzyła, ale naszej przyszłości, którą już zapoczątkowujemy.

 

Wtorek, 6.11.2018 r.

 

Pierwsze czytanie: Flp 2, 5-11

Zwróćmy uwagę na spojrzenie Apostoła Narodów, którym przypatruje się poszczególnym członkom wspólnoty: wczoraj, rozeznawszy wewnętrzną sytuację swoich uczennic, apelował do ich serc. Pobudzał je do czynów miłości nie za pomocą racji (sztywnych argumentów), ale poczucia piękna, swoistej atmosfery, którą wzajemna dobroć wytwarza we wspólnocie. Dziś okazuje się, że tamto wychowywanie wrażliwości było ważnym, ale tylko przygotowaniem do wprowadzenia na scenę samego Jezusa. „Niech każdy ma na oku sprawy drugich – bo to dążenie było w Jezusie Chrystusie”. Wychodzi na jaw, że właściwą motywacją chrześcijanina do czynnej miłości nie jest spójność deklaracji i postaw („Wierzę, więc czynię”), ale naśladowanie Mistrza („Spotkałam Jezusa, który mi służy, chcę Go takiego udostępniać innym, więc sama służę, towarzyszę innym”). W tym duchu św. Paweł przedkłada Kościołowi w Filippi hymn o kenozie, czyli uniżeniu (ogołoceniu) Chrystusa, który przez to „stał się podobny do ludzi”, że „przyjął postać sługi – aż do śmierci”. W Nim, Chrystusie-Słudze, Bóg zawarł z nami Nowe Przymierze; i tylko przez Chrystusa-Sługę mamy dostęp do Boga. Wygląda na to, że „być człowiekiem Przymierza” oznacza równocześnie „być człowiekiem służby”. Tej jawnej, i nawet nagradzanej; i tej najbardziej ukrytej, polegającej na ofiarowaniu własnego samotnego cierpienia za Kościół.

 

Psalm responsoryjny: Ps 22, 26b-27.28-30a.31-32

Jest to ostatnia część utworu, którego bolesne i mroczne początkowe wersety stały się modlitwą Jezusa na krzyżu (zob. Mk 19, 34). Wtedy zszedł na dno ludzkiego osamotnienia, jakim jest poczucie beznadziejnego oddalenia od Boga; tam nam towarzyszył. Teraz przeżywa powrót do nieba, spoczynek w Bogu, Ojcu i Matce; tutaj nas oczekuje: „Potomstwo moje Jemu będzie służyć, przyszłym pokoleniom o Panu opowie”.

 

Ewangelia: Łk 14, 15-24

Dla nawróconych oczu samo życie jest przypowieścią o Królestwie Bożym – dlatego Jezus, wciąż jako gość na przyjęciu (kontynuujemy wczorajszy fragment Ewangelii), opowiada przypowieść o innej uczcie, której organizatorem jest Jego Ojciec. Jest ona podsumowaniem treści rozważanych wczoraj. Pretekstem dla niej jest zbytnia pewność siebie współbiesiadnika: „Szczęśliwy ten, kto będzie ucztował w królestwie Bożym”, z którą kontrastuje puenta Mistrza z Nazaretu: „Żaden z owych ludzi, którzy byli zaproszeni, nie skosztuje mojej uczty”. Dlaczego „nie skosztuje”? Bo nie pełnił miłosierdzia! Być może ma w zanadrzu całe naręcze tzw. dobrych uczynków – skrupulatnie wypełnionych przepisów, przestrzeganej poprawności wypowiedzi – ale sercem „wymówił się” od naśladowania Chrystusa, który przyszedł, aby służyć, złożyć dar z siebie (o czym będzie jutro). Pamiętajmy w tym kontekście o realistycznym sformułowaniu ostatniego Soboru: „Nie dostępuje zbawienia, chociażby był wcielony do Kościoła, ten, kto nie trwając w miłości, pozostaje wprawdzie w łonie Kościoła ciałem, ale nie sercem” (Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen gentium, 14).

 

Środa, 7.11.2018 r.

 

Pierwsze czytanie: Flp 2, 12-18

Apostoł Narodów wznosząc gmach wiary, bazuje na tym, co wyróżnia daną wspólnotę spośród innych. Po położeniu fundamentu wrażliwego serca i nałożeniu na niego kondygnacji naśladowania Jezusa-Sługi, św. Paweł przystępuje do prac wykończeniowych swojego wychowawczego dzieła. Chce zwieńczyć Kościół w Filippi dwiema wieżami: samodzielności i świadectwa. „Zabiegajcie o własne zbawienie… nie tylko w mojej obecności, lecz jeszcze bardziej teraz, gdy mnie nie ma”. Apostoł nie tylko jest świadom tego, że sprawdzianem dojrzałości chrześcijan jest wolność; on wręcz pragnie oddać Filipian pod bezpośrednie panowanie Chrystusa: „to Bóg jest w was sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z Jego wolą”. Może nie będzie zbytnim kolokwializmem porównanie tego do jazdy na rowerze, w której przecież chodzi o odczepienie dodatkowych kółek, pomachanie rodzicom i radość ze swobodnego prowadzenia pojazdu! Podobnie w życiu duchowym – tylko dobrowolna i osobista zależność od Jezusa daje szczęście i spełnienie; zarówno spotkanie ze spowiednikiem, kierownikiem duchowym, jak i celebransem Eucharystii kończy się błogosławieństwem i posłaniem: „Idź! Idźcie!”. W ten sposób dochodzi do głosu drugie przesłanie dzisiejszego fragmentu, czyli świadectwo. Paweł chce, aby Filipianie poszli w jego ślady: przyjęli Dobrą Nowinę po to, by ewangelizować innych.

 

Psalm responsoryjny: Ps 27, 1bcde.4.13-14

Historia zbawienia – droga od porzuconego dziecka do uznania za syna i córkę w Chrystusie – staje się w tym psalmie przedmiotem wyboru: „Pan moim światłem! – Kogo mam się lękać? Pan moim obrońcą! – Przed kim mam się trwożyć?”. Chwile pokus w życiu wewnętrznym, prób naszej tożsamości wymagają nie tylko biernego oporu i wytrzymałości, lecz również jasnego wyboru, kim decyduję się być.

 

Ewangelia: Łk 14, 25-33

Z każdym dniem Jezus zdaje się cementować swą nieugiętość: obnażywszy błędne motywacje gospodarza i współbiesiadnika uczty (w ostatnich dwu urywkach), w dzisiejszej perykopie liturgicznej wywołuje opór u tłumu. Jego fizyczne „odwrócenie się” ma znaczenie głęboko symboliczne: Jezus świadomie staje naprzeciw ludzi – jako przeciwnik, opozycjonista; Jego gest, wyprostowana postawa wyciąga na światło dzienne narastające między nimi fundamentalne napięcie i konflikt. Już wcześniej zapowiadał: „Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam, lecz rozłam” (Łk 12, 51). Ludzie mają Go (i Jego misję) za kogoś innego, niż jest w rzeczywistości, dlatego konsekwentnie pyta ich: „Czy naprawdę chcesz pójść za Mną? Czy wiesz, kim naprawdę jestem?”. Choć pozornie jeszcze idą razem, drogi serc Nauczyciela i tłumów już się rozchodzą: „Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami” (Iz 55, 8). Przy czym, swoją dzisiejszą wypowiedzią, Nauczyciel nie asekuruje się, by kiedyś móc się bronić: „Przecież mówiłem! Ostrzegałem was! Sami zdecydowaliście!”. Nie. Jego intencją jest wychowanie nas na drodze kryzysu: noszę w sobie pęknięcie, ranę, którą z różnych względów ukrywam przed Bogiem, oczekując zbawienia (szczęścia) bez nawrócenia; dopóki, za Jego namową, nie odsłonię jej przed Nim, pozostanę zaimpregnowany na Jego krzyż i Ducha.

 

Czwartek, 8.11.2018 r.

 

Pierwsze czytanie: Flp 3, 3-8a

List do Filipian bywa nazywany listem do przyjaciół. Nie ma w nim tylko odpowiedzi na jakieś pytania nurtujące Filipian, ale przede wszystkim świadectwo zażyłości Pawła z jednym z Kościołów, które założył. Stąd biorą się liczne wątki autobiograficzne. Apostoł wychowuje, dzieląc się sobą; sądzę, że także współcześnie cenimy zwłaszcza tych duszpasterzy, którzy nie tyle wykładają wiarę, ile zapraszają nas do doświadczenia swojej relacji z Jezusem. Przyjaźń tylko wtedy jest zdrowa, gdy pozostaje otwarta na nowych przyjaciół. Tak też powstaje Kościół – wspólnota wspólnot utkanych z poszerzających się przyjaźni z Chrystusem. Toteż relacje typu „Założyciel-podopieczny” i „Mistrz-uczeń” przeplatają się w Liście do Filipian z więziami braterskimi („równy z równym”). Dla przykładu, Paweł wspomina dziś o potężnej stracie, którą dobrowolnie poniósł dla Chrystusa – to fundamentalny epizod ich przyjaźni. Musiał bowiem przystać na to, że zbawia go nie skrupulatne wypełnianie Prawa, ale wiara w Ukrzyżowanego. To coś więcej niż korekta światopoglądu; to zwrot o sto osiemdziesiąt stopni! Filipianie też przeżywają takie epizody w wierze. Dlatego ich przyjaciel Paweł szepce im, a poniekąd i nam: Warto! Warto „nawet wszystko uznać za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Jezusa Chrystusa, mojego Pana” i Przyjaciela!

 

Psalm responsoryjny: Ps 105, 2-3.4-5.6-7

W każdej relacji miłości jest czas obustronnego ukrycia, niedostrzegalnego dla postronnych wicia więzi. W którymś jednak momencie – jest to do rozeznania – nadchodzi moment jawnego przyznania się do siebie nawzajem: „Śpiewajcie! Grajcie! Rozgłaszajcie!”. I to on jest sprawdzianem trwałości tego związku.

 

Ewangelia: Łk 15, 1-10

Kolejny, piętnasty, rozdział Ewangelii wprowadza promień nadziei: ktoś trafnie rozeznał nastawienie Chrystusa! „W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy” – właściwi adresaci Jego posłania, „ci, którzy się źle mają” (Łk 5,31n). Słowo „przybliżać się” (gr. eggidzo), moglibyśmy ośmielić się literacko przełożyć jako „spocząć na łonie Jezusa”, gdyż nieraz wyraża ono w Nowym Testamencie tak ekstremalną, intymną bliskość. Właśnie tak blisko Bóg chce dopuścić do siebie grzeszników; „wszystkich” (co podkreśla ewangelista); pragnie im dać możliwość umoszczenia się w Jego wkrótce przebitym sercu (zob. J 19, 33). Pokuśmy się jednak o pytanie: po co ten kontrast między srogością twarzy Jezusa i hardością Jego nauk ostatnich dni a dzisiejszym ukojeniem? Czy szczęście nawróconych – zbawienie – jest jak raj, strzeżony płomienistymi mieczami (zob. Rdz 3, 24)? Czy Bóg nie ryzykuje, że trudy drogi zohydzą nam jej cel? Nie wiem. Myślę , że poza paschalną (!) relacją z Jezusem nie znajdziemy odpowiedzi na te wątpliwości. Bo w istocie tym jest Jego misterium paschalne: potraktowaniem nas na poważnie, uczestnictwem w naszej historii zarówno z mocą (zmartwychwstanie), jak i dostosowaniem się do niej (krzyż).

 

Piątek, 9.11.2018 r. Rocznica poświęcenia Bazyliki Laterańskiej

 

Pierwsze czytanie: Ez 47, 1-2.8-9.12

Niektóre kościelne obchody świąt lub uroczystości są oczywiste: Wielkanoc, Boże Narodzenie, Zwiastowanie, Nawrócenie św. Pawła… – jakby rodzinne rocznice historii zbawienia; kontemplując je, lepiej rozumiemy własne życie. Ale są i takie święta, które nie przemawiają wprost, a wręcz wydają się reliktem przeszłości. Czemu służy dzisiejsze wspomnienie – rocznica poświęcenia jednej z rzymskich bazylik? Właśnie nie! Nie „jednej z”, ale „pierwszej, głównej, naczelnej”! Bazylika na Lateranie bowiem to właściwa siedziba biskupa Rzymu – jego katedra. Bazylika św. Piotra na Watykanie jest z kolei siedzibą papieża. Dziś przypominamy sobie zatem fakt, że nasz papież nie jest jakimś szefem zarządu, prezesem globalnej korporacji, ale biskupem konkretnego Kościoła, Kościoła rzymskiego. Papież, owszem, jest pierwszym z biskupów, ale nie jest ponad czy poza biskupami. Dlaczego jest to ważne? Ponieważ odsłania prawdziwą naturę Kościoła, który również nie jest federacją ani unią personalną, ale organizmem równych wspólnot. Kościół jest jeden! Nie ma „polskiego” czy „europejskiego” Kościoła; jest jeden Kościół: w Polsce, w Europie, w Rzymie. Kościół to nie „unia”, ale komunia, dla której obrazem jest dzisiejsza wizja Ezechiela: wizja świątyni, z której ku różnym krainom wypływa jeden strumień – tą świątynią jest Kościół Chrystusa, a strumieniem liturgia uzdrawiająca i uświęcająca kolejne wspólnoty. Tam, gdzie Chrystus i Jego liturgia, tam Kościół.

 

Psalm responsoryjny: Ps 46, 2-3.5-6.8-9

W kontekście powyższych rozważań proponuję odczytać ten psalm na dwa sposoby. Po pierwsze, zwróćmy uwagę na zaimki znajdujące się w liczbie mnogiej: „nas, nami, naszą”. Autor ma silne poczucie wspólnoty – nie modli się do Boga prywatnego, ale wspólnotowego. Dla nas, chrześcijan, jest to więc jeden z psalmów uświadamiających jedność Kościoła. Po drugie, psalmista czerpie inspirację dla swej modlitwy z „nurtów rzeki” płynących poniżej świątyni, „najświętszego przybytku”, w którego „wnętrzu jest Bóg”. Prawdziwa odnowa Kościoła bierze się nie z zewnętrznego spojrzenia nań, ale właśnie ze spojrzenia od strony jego wnętrza – serca i centrum, bijącego źródła, którymi jest Jezus-Głowa. Każda reforma musi mieć za swój synonim nawrócenie ku Niemu.

 

Drugie czytanie: 1 Kor 3, 9b-11. 16-17

Powtarzają się już dobrze nam dziś znane symbole: „świątynia” (= Kościół) oraz „fundament” jako paralelizm źródła i rzeki (= Chrystus, liturgia). Św. Paweł z naciskiem przypomina jednak, że te symbole, prócz piękna i adekwatności, cechuje także głęboki, drastyczny wręcz, realizm: „Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga, tego zniszczy Bóg”. Gdy ktoś zniszczy znak (symbol) drogowy, postawi się drugi – a sama droga ocaleje. Gdy ktoś porywa się na dziecko Boże, zwłaszcza moralnie, zadaje krzywdę samemu Bogu. Oto nasza godność w Jego oczach.

 

Ewangelia: J 2, 13-22

Jezus jest zwornikiem żywej świątyni Kościoła – gromadzi nas razem jako Jego jedno Ciało, na drodze zwoływania, przyzywania (gr. ekklesia, czyli Kościół, to właśnie „zwołanie, wzajemne, odebrane i podjęte wezwanie”). Czyni to, stając się człowiekiem, jednym z nas. Czyni to, objawiając Boga poprzez nauczanie i znaki. Czyni to, powołując Apostołów i ich następców. Czyni to, wtapiając się w naszą „procedurę” liturgiczną (znaki, obrzędy, rytuały, formuły, gesty) i przemieniając ją w liturgię sakramentów. Najdobitniej czyni to jednak, wydając się na śmierć. „Zburzcie tę świątynię…” – On jest pierwszym skrzywdzonym Dzieckiem Bożym. „…a Ja w trzech dniach wzniosę ją na nowo” – i On jest pierwszym uzdrowionym Dzieckiem. Kościół jest więc żywą świątynią paschalną: umierających i zmartwychwstających w Chrystusie.

 

Sobota, 10.11.2018 r.

 

Pierwsze czytanie: Flp 4, 10-19

Pieniądze to temat śliski w Kościele, zwłaszcza gdy idzie nie o jego działalność charytatywną, ale przychody. List do Filipian, czyli przyjaciół Pawła, jest jednak konkretnym świadectwem także tego przyziemnego, materialnego wymiaru ich znajomości. Oto spotkały się w nim dwie rzeczywistości: Apostoła, który z zawodu był tkaczem namiotów (zob. Dz 18, 3), dbającego o to, by samemu zarabiać na siebie, oraz Filipian, których miasto zdobyło swą pozycję w świecie rzymskim dzięki posiadanym kopalniom złota. Tamtejszy Kościół więc przypuszczalnie stanowili ludzie zamożni, dobrze sytuowani. Dzisiejsze czytanie udowadnia, że i ten pierwszy, i ci drudzy udostępnili Chrystusowi nie tylko swoje serca, lecz również portfele. Bo co się liczy, to nie zera na koncie, ale wolność: i od nich, i do nich. W tym sensie Pawła i Filipian możemy nazwać błogosławionymi ubogimi w duchu. Jezus, który przestrzegał, że „bogatym trudno jest wejść do Królestwa Bożego” i że „tylko u Boga jest to możliwe” (zob. Mk 10, 23nn), z radością przyjął rolę notariusza „otwartego rachunku przychodów i rozchodów” między Pawłem a Filipianami. Dlaczego? Bo nie chodziło w nim o sam „dar, lecz owoc”, który rośnie wraz z darem materialnym i u dawcy, i u biorcy. Budujmy taką postawę pomiędzy nami i naszymi księżmi, gdy następnym razem będziemy zamawiać Mszę Świętą w jakiejś intencji.

 

Psalm responsoryjny: Ps 112, 1b-2.5-6.8a.9

Dotychczas medytowaliśmy nad kolejnymi fragmentami codziennych psalmów responsoryjnych w kluczu dziecięctwa Bożego. Dziś, na zakończenie, przypadła nam do rozważenia treść jakby już dorosła: pożyczki, zarządzanie, jałmużna, przykazania… Sęk w tym, że tylko ten jest naprawdę sprawiedliwy w odniesieniu do bliźnich, kto sam ośmielił się doświadczyć na sobie Bożej sprawiedliwości: my pierwsi jesteśmy dla Niego przykazaniem miłości, nam pierwszym pożyczył świat i siebie nawzajem, a Jego Syn jest osobową jałmużną, którą spłacił dług naszego grzechu. A zatem, o tyle jestem dorosły przed bliźnim, o ile pozostałem dzieckiem przed Panem.

 

Ewangelia: Łk 16, 9-15

Z racji święta, pominęliśmy, przypadającą w tym roku na wczoraj, przypowieść o miłosiernym ojcu. Tym samym, po temacie nieporozumienia między Jezusem a Żydami (poniedziałek – środa) i krótko potraktowanym temacie przyjętego przebaczenia (czwartek), rozpoczynamy trzecią w tym tygodniu odsłonę ciągłej lektury (lectio continua) Ewangelii św. Łukasza, mianowicie temat pieniędzy. Zauważmy natychmiast jego zbieżność z dzisiejszym pierwszym czytaniem, w którym rozpływaliśmy się nad dojrzałością w tej materii Pawła i Filipian. Ewangelia, w tym kontekście, wypada nieco smutniej, ale może właśnie dlatego okaże się nam bliższa. Spróbujmy więc, tym razem, zostawić na boku „chciwych na grosz faryzeuszy” – oni „odebrali już swoją nagrodę” (por. Mt 6, 2) – skupmy się natomiast na dobrej nowinie. Jezus wie, że finanse stanowią nieodłączną stronę życia, podobnie pokusy z nimi związane. Dlatego zapewnia, że jest z nami także w tym wymiarze: budżet domowy może stać się przestrzenią ewangelizacji. „Wierność w tej sprawie” – „bardzo małej”, a przecież tak spędzającej nam sen z powiek – może stać się szkołą świętości: rozpoznawania potrzeb najbliższych, roztropnego planowania wydatków, budowania jedności małżeńskiego życia, uczenia dzieci zaradności i oszczędności, kształtowania wyobraźni miłosierdzia wobec ubogich… Pieniądze nie muszą brudzić rąk, jeśli tylko serce i spojrzenia są czyste.

Komentarze do czytań mszalnych - XXX tydzień zwykły | od 28 października do 3 listopada 2018 r. - Patrycja Partyka
Komentarze do czytań - XXXII tydzień zwykły | od 11 do 17 listopada 2018 r. - Teresa Pieczyńska