Niedziela, 3.11.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: Mdr 11,22-12,2

Księga Mądrości to spisane w hellenistycznej odmianie greki świadectwo spotkania świata semickiego i greckiego. Jej powstanie datuje się na początki rzymskiego panowania w Aleksandrii. Autor tej najmłodszej w Starym Testamencie Księgi adresuje ją do diaspory, gdzie czystość wiary w kontakcie z życiem społecznym, środowiskiem kulturowym i doktrynami filozoficznymi świata pogańskiego jest wystawiana na próbę podobną do tej, na jaką świat post-nowoczesny wystawia naszą wiarę. Zarówno my dziś jak i oni wtedy jesteśmy narażeni na przyjęcie fałszywego obrazu Boga – obojętnego na cierpienie i skłonnego do karania tyrana. Widzeniu takiemu przeciwstawia się tak początkowe wezwanie całej Księgi „Myślcie o Panu właściwie” jak i dzisiejsza perykopa będąca opisem łaskawości Boga okazywanej wobec grzeszących magią i zoolatrią Egipcjan. Z zachwytu nad wszechmocą Pana autor łatwo wyprowadza prawdę o litościwości Boga wobec wszelkiego, a więc także i takiego jak my grzesznego stworzenia. Karanie, nawet, gdy dotyczy pogan, ma charakter wychowawczy, a nie stanowi odwetu z ręki mściwego Boga. Bóg Starego Testamentu jest tu określony jako ”miłośnik życia”, co bliskie jest występującemu w języku cerkiewnosłowiańskim tytułowi Chrystusa Czełowiekolubiec – Przyjaciel człowieka.

 

Psalm responsoryjny: Ps 145, 1b-2.8-9.10-11.13-14

Z punktu widzenia literackiego psalm dzisiejszy jest hymnem o dość swobodnej strukturze i specyficznej budowie. Jego treścią są przymioty Jahwe, których rozważanie prowadzi autora do przekonania o konieczności uwielbienia królewskiej, przekraczającej wszelkie stworzenie, godności Boga. Początek hymnu przemawia w imieniu całego zgromadzenia wiernych, odnosząc się do Jahwe jako do Boga i Króla, którego chwała winna być głoszona powszechnie, w sposób nieprzerwany i aż po koniec czasów. Uzasadnienie psalmista znajduje w łaskawości Boga, obejmującej nie tylko człowieka, ale i wszystkie inne Jego stworzenia. Dobroć Boża jest tu przymiotem objawionym – zauważalnym przez działania Jahwe w stworzonym przez Niego świecie. Szczególną, a zarazem trwającą aż po czasy ostateczne łaską Pana, jest Jego pomoc, jaką oferuje wracającym do Niego grzesznikom. Motyw dobroci i chwały Boga stanowi łącznik z pozostałymi czytaniami dnia.

 

Drugie czytanie: 2 Tes 1, 11-2,2

Drugi List do Tesaloniczan niezależnie od wysnuwanych przez niektórych jego badaczy argumentów przeciw jego, Pawłowemu autorstwu, dobrze wpisuje się jednak zarówno w styl epistolografii Apostoła Narodów jak i w głoszone przez niego ujęcie myśli apokaliptycznej. Jest on odpowiedzią na głoszone przez niektórych tamtejszych chrześcijan poglądy o tym, że dzień Pański już nastał. Dla mieszkańców Salonik zwiedzenie takie byłoby szczególnie pociągające, gdyż ich wcześniejsze pogańskie wierzenia negowały zmartwychwstanie ciała, głosząc pośmiertne życie cieni w podziemnych zaświatach lub rozumianą w duchu neoplatońskim ucieczkę duszy do ostatniego nieba. W obliczy takiego niebezpieczeństwa Paweł uznaje swoich dawnych uczniów godnymi modlitwy koncentrującej się na etycznych implikacjach, będącej głównym przedmiotem obu skierowanych do nich listów perspektywy eschatologicznej. Modlitwy o to, by dokonało się w nich uwielbienie Boga i udoskonalenie ich wiary. Uznając to ostatnie za wyłączną kompetencję Boga, swoją rolę znajduje w spisaniu słów pouczenia o budzących jego zaniepokojenie zagrożeniach, jakie niesie ze sobą dla Tesaloniczan zawierzenie ”duchowi” fałszywych proroków i ”mowie” nad-interpretujących Słowo Boże nieudolnych Jego egzegetów. Odnosząc wprost swe ostrzeżenia do głoszących ”przyjście Pana”, Paweł pisząc do Greków, czy też bardziej precyzyjnie rzecz ujmując, Macedończyków, posługuje się tu, co ciekawe, semityzującym znaczeniem greckiego słowa paruzja, odnoszącym się do pełnej chwały Boga przyszłej teofanii starotestamentalnego dnia Pańskiego, a nie – jak by to chciała kultura hellenistyczna – niezauważalną dla niewtajemniczonego człowieka asystencję bóstwa przy wróżbach i misteriach.

 

Ewangelia: Łk 19, 1-10

Jerycho, jako miasto graniczne, posiadało własny aparat fiskalny. Będąc jednym z najbogatszych miast kraju, położonym w żyznej części Judei, sprowadzało wiele towarów, pobierając wysokie daniny publiczne. W realiach rzymskiej Judei ich poborcy byli ludźmi tak bogatymi jak i nielubianymi. Nie tylko z powodu kolaboracji z okupantem, ale i powszechnej nieuczciwości. Przełożonym takich właśnie ludzi jest bohater perykopy, Zacheusz. Ze względu na swoją pozycję w administracji rzymskiej mógł on zapewne zdobyć majątek nawet i w sposób uczciwy. Prawdopodobne jest jednak, że nie odstając od reszty swoich współpracowników, także i on oszukiwał. Mamy tu, więc do czynienia z człowiekiem z pewnością i zdemoralizowanym, i niezwykle zamożnym. Z drugiej jednak strony – i rozumiejącym własną grzeszność, i zdolnym, by z tego powodu narazić się na śmieszność i drwiny obserwujących jego drzewną wspinaczkę gapiów. W swej pokorze i determinacji nie tylko nie liczy on na osobiste spotkanie z Jezusem, ale świadom i swego niskiego wzrostu, i wątpliwej pozycji społecznej, wie, że bez dodatkowego wysiłku nierealnym jest nawet zobaczenie Go z oddali. Z kolei Jezus w swoim postępowaniu wobec Zacheusza przełamuje wiele norm kulturowych i przełamuje niejedno społeczne tabu. Pomijając oczywistą z punktu widzenia faryzeuszów nieczystość celników, a zwłaszcza ich przełożonego, już samo wpraszanie się do czyjegoś domu było tak samo niedopuszczalne, jak zwracanie się po imieniu do obcego dla rozmówcy człowieka. Prawo do tego ostatniego zachowania zarezerwowane było w kulturze judaistycznej wyłącznie dla proroków. To nietypowe zachowanie Jezusa powoduje u Jego gospodarza głęboką przemianę duchową. Zarówno decyzja o przeznaczeniu połowy majątku na cele dobroczynne, jak i uznanie najwyższego wymiaru winy odpowiadającemu czynowi dokonanemu bez miłosierdzia, skutkujące zamiarem czterokrotnego zwrotu nieuczciwie uzyskanych zysków, znacznie przekraczają oczekiwania, w jakie stawiają dla jego przypadku zarówno zapisy Tory jak i tradycja ustna. Te radykalne działania w ocenie Jezusa okazują się nie przesadą, a dowodem prawdziwego i niosącego perspektywę zbawienia nawrócenia. Stanowi to kontrast do przekonań głoszonych przez judaizm, mówiących o zbawieniu wszystkich Izraelitów, gwarantowanym im przez pokrewieństwo z protoplastą narodu Abrahamem.

 

Poniedziałek, 4.11.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: Rz 11, 29-36

Choć pisząc o nieodwołalności darów i wybraństwa, Paweł ma na myśli naród wybrany – Izrael, jego słowa są tak naprawdę skierowane do wszystkich, dotycząc zarówno Żydów jak i pogan. Bóg w swoim miłosierdziu daje się poznać i jednym, i drugim, dając im szansę na przyjęcie swego Słowa – Ewangelii. Stawiany tu, na równi – Izraelitom i Rzymianom, tak aktualny i w dzisiejszym świecie, zarzut określony greckim słowem apatheia (apatia), nie oznacza tak naprawdę nieposłuszeństwa, czy też braku uległości, gdyż te są wpisane w naturę człowieka, a raczej skierowaną ku Bogu niechęć połączoną z postawieniem osoby ludzkiej jako punktu odniesienia dla wszelkiego postępowania. Podobnie jak i dzisiejszym ludziom post-nowoczesnym także i im Bóg staje się do niczego niepotrzebny, stanowiąc jedynie zbędny balast i hamulec dla życia w świecie. Bóg okazywał i okazuje miłosierdzie wszystkim grzesznikom. Nie dzieje się to jednak bez niezbędnej aktywności człowieka, jaką jest skrucha i przemiana ducha. W drugiej części dzisiejszej perykopy Paweł, nawiązując do idei suwerennego panowania Boga – źródła historii nad Jego stworzeniem oraz podkreślając niezdolność stworzenia do zrozumienia Bożych zamiarów, sławi Jego przymioty, nawiązując do ich przedstawienia w późno-judaistycznej literaturze mądrościowej.

 

Psalm responsoryjny: Ps 69, 30-31. 33-34. 36-37

Psalm dzisiejszy, którego czas powstania trudno jest jednoznacznie określić, jako całość, stanowi przeplatającą się z prośbami, skierowaną ku Bogu lamentację ciężko doświadczonego człowieka. Jednakże w swoich końcowych, obecnych w czytaniu, wersach skłania się on już ku pełnemu nadziei na Boże miłosierdzie dziękczynieniu i uwielbieniu. Podziękowanie to wyrażają wraz z psalmistą wszyscy należący do Boga, a więc i u Boga będący ubodzy. Ich hymn uwielbienia sławi nie tylko to, że zostali wysłuchani, ale i niezważające na ich nędzną kondycję wyzbyte ze wzgardy traktowanie, jakiego doświadczają ze strony Najwyższego. Okazana w ten sposób życzliwość zdaje się być dla psalmisty nie tylko zapowiadającym pomoc Bożą w odbudowie zniszczonych przez wrogów miast Ziemi Obiecanej proroctwem dla całego Izraela, ale i zapowiedzią zbawienia, czekającego każdego gorliwego chrześcijanina na końcu jego pełnej cierpienia drogi doczesnej.

 

Ewangelia: Łk 14, 12-14

Kogo zaprosić na ucztę? Rada o charakterze mądrościom, skierowana do gospodarza przyjęcia – osoby ze środowiska faryzeuszy, jest dowodem na to, że Jezus uznaje swoją pozycję za na tyle mocną, by osobę biegłą w Piśmie traktować jako swego ucznia. Treść udzielonej rady może wydawać się zdumiewająca zarówno z punktu widzenia norm kultury hellenistycznej, każącej, w oczekiwaniu na szacunek i wdzięczność, dobierać gości spośród osób szanowanych, ale zajmujących nieco niższą niż gospodarz pozycję społeczną jak i zwyczajów żydowskich, widzących w tej roli krewnych, przyjaciół i sąsiadów. Słowa krytyki nie są, więc skierowane ku środowisku faryzejskiemu, a dotyczą praktyki powszechnej, której nikt nigdy nie ośmielałby się podważyć. Warto tu wspomnieć, że o ile wielu żydowskich nauczycieli uważało zapraszanie ubogich i żebraków za przejaw religijności, to trzy pozostałe kategorie gości podlegały w kulturze judaistycznej ostracyzmowi obejmującemu nie tylko życie towarzyskie, ale i praktyki religijne. Tak, więc to, co proponuje Jezus, jest nie tylko przełamaniem zwyczaju, ale także i naruszeniem tabu społecznego. Według Jezusa to potrzeby, a nie pozycja społeczna mają być kluczem do rozdziału darów i zainteresowania. Źródłem prawdziwego szczęścia ma stać się nie zwrot poniesionych wysiłków, a samo bezinteresowne dawanie. Celem postawionym uczniowi jest, więc tu nie zmiana zachowania, a odrzucenie motywacji opartej o oczekiwanie na rewanż i doczesną odpłatę. Proponowane przez Jezusa rozumowanie nie ma, więc nic wspólnego z kategoriami ziemskimi, a swoje odniesienie znajduje na płaszczyźnie nadprzyrodzonej. Nauczyciel odnosi się tu do relatywnie nowego dla judaizmu (bo pojawiającego się dopiero w epoce hellenistycznej)  prądu teologicznego zakładającego zmartwychwstanie umarłych i udzieloną im przez Boga nagrodę wynikającą z ich uczynków. Stąd to przynoszące pozorną stratę odejście od zamkniętego rachunku wzajemnych świadczeń na rzecz bezinteresownej hojności i gościnności w kategoriach ponadczasowych ma być zdecydowanie bardziej opłacalne. Odnosząc tę naukę do czasów dzisiejszych, należy pamiętać zarówno o tym, że Jezus nie oczekuje od nas rezygnacji z życia rodzinnego, czy też towarzyskiego, jak też i uznać, że proponowane tu zasady działania powinny obejmować także i inne dziedziny życia.

 

 

Wtorek, 5.11.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: Rz 12, 5-16a

Porównanie zjednoczonego i jedynego Kościoła do organizmu ludzkiego to zasadnicza definicja używana w nauczaniu Pawła. Jedność nie oznacza tu jednak unifikacji. Związane z wiarą i dostępne każdemu wiernemu dary charyzmatyczne mogą być różnorodne, a przedstawiona ich lista jest z pewnością niekompletna, co nie oznacza, że nie zazębiają się one ze sobą i nie służą wspólnemu celowi – wzrostowi Kościoła jako całości. Nadużywanie charyzmatów wraz z wynoszeniem się obdarzonego nimi ponad innych wiernych, jest potraktowane przez Pawła jako przewinienie, wymagające tak samo poważnego upomnienia. Nie mniej ważna okazuje się tu wyłożona w dalszej części potrzeba pełnego zaangażowania się w wypełnianie Bożych oczekiwań. Nieważne, czy mowa jest o miłości, cierpliwości, czy modlitwie – każda z nich powinna, dążąc do swej doskonałej formy – a więc ku podobieństwu do Boga, angażować pełnię sił i możliwości adresatów Listu. Nakreślonych tu praktyk nie można wyobrażać sobie, ani bez udziału gorliwości i żaru ducha, ani w oderwaniu od siebie nawzajem. Życie Kościoła winno być jednomyślne i odbywać się według reguł wspólnotowych. Najważniejsze, a zarazem najtrudniejsze jest z pewnością wezwanie ”błogosławcie, nie złorzeczcie”, stanowiące nawiązanie do nauk Jezusa i Jego postawy na krzyżu.

 

Psalm responsoryjny: Ps 131, 1bcde. 2-3

Stanowiące przedmiot psalmu głębokie westchnienie do Boga łączy się z poprzedzającym go czytaniem poprzez wątek skromności i niewywyższania się. Takie stanowiące swoistą formę negatywnej spowiedzi i połączone z krytycznym spojrzeniem na własne możliwości szczere i otwarte sformułowanie tej lamentacji ma nie tylko wykazać pokorę jej autora, ale i skłonić Boga do wysłuchania go. Wynikające z wcześniejszych doświadczeń życiowych ufne oczekiwanie na odpowiedź z jednej strony wyraża żywe przekonanie o łączności z Bogiem, z drugiej zaś wiąże się z odrzuceniem wcześniejszej pychy, lęków i przerastających ludzkie możliwości ambicji. Razem stanowiąc ważną przesłankę do odnalezienia w Bogu jedynego możliwego pokoju duszy. W końcowych wersach psalmista, bazując na swoich własnych pozytywnych doświadczeniach, kieruje do całego Izraela zachętę do pójścia tą sprawdzoną już wcześniej drogą, po jego śladach.

 

Ewangelia: Łk 14, 15-24

Powiązanie motywu uczty z Królestwem Bożym jest częste w eschatologii judaistycznej. Skojarzenie to miało zapewne charakter czysto naturalny, jako że człowiek tamtych czasów, mający pod dostatkiem jedzenia i picia, znajdował się zazwyczaj w błogim i radosnym nastroju. Warto jednak zauważyć, że opisana w perykopie sytuacja dotyczy ludzi, którzy wcześniej przyjęli zaproszenie i potwierdzili swoją obecność na zaplanowanej z dużym wyprzedzeniem weselnej zapewne uczcie. Tylko do takich umówionych wcześniej gości w sam dzień uczty jej gospodarz wysyłał swego sługę. W tym przypadku zamiast słów potwierdzenia przynosi on odpowiedzi negatywne. Sformułowane na dodatek na tyle nieudolnie, że nawet i w dzisiejszej kulturze bliskowschodniej stanowiłyby one uzasadniony powód do śmiertelnej obrazy. Oglądanie dopiero, co zakupionego pola można przecież odłożyć na inny czas a, czynność ta powinna raczej poprzedzać dokonywaną transakcję, niż być jej skutkiem. Pięciu par wołów nie kupuje ani rolnik nieposiadający pomocników, którym mógłby powierzyć ich wypróbowanie, ani też zakupu takiego nie dokonuje się ”w ciemno”, bez wcześniejszej oceny stanu zwierząt. Wymówka z tytułu małżeństwa w kulturze judaistycznej była, co prawda, uzasadnionym powodem odroczenia służby wojskowej nawet w sytuacji wojny, jednak w opisanej sytuacji nie mogła ona znaleźć uzasadnienia, gdyż jedno i drugie wydarzenie było z pewnością wcześniej planowane, a przyjęcie kolidujących ze sobą czasowo zobowiązań stanowi dowód nieodpowiedzialności i samolubstwa trzeciego z zaproszonych gości. Gniew i oburzenie gospodarza są, więc w pełni uzasadnione. Postępowanie gości po prostu na nic innego nie zasługiwało. Zaproszenie zostaje, więc skierowane do grup społecznych, które na ucztę tego typu nie były zapraszane nigdy. Gospodarz jest tu obrazem Boga, a uczta celebruje zaślubiny Jego Syna. Przypowieść ta w czasach Jezusa stanowiła, więc zapowiedź skierowania ewangelizacji do pogan po jej odrzuceniu przez Żydów. Dla nas, ludzi współczesnych, może ona natomiast stanowić i zachętę do rachunku sumienia nakierowanego na te wszystkie sprawy doczesne, jakie przesłaniają nam życie chrześcijańskie, jak i swoiste memento wobec postępującej dechrystianizacji Europy, prowadzącej do przeniesienia się środka ciężkości Kościoła na inne kontynenty.

 

 

Środa, 6.11.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: Rz 13, 8-10

Kościół w Rzymie został założony przez chrześcijan pochodzenia żydowskiego. W czasach Pawła jest on już jednak heterogenny i do takiego właśnie targanego napięciami pomiędzy judeochrześcijanami, a nawróconymi poganami zespołu wspólnot skierowane są te stanowiące konkluzję kodeksu obowiązków chrześcijanina słowa Pawła. Stąd może tak silnie podkreślana przez Pawła rola zgody, rozumianej jako służenie każdemu bliźniemu w miłości. Zawarte tu pouczenia stanowią zaś z kolei swoistą kombinację idei zaczerpniętych z nauczania Jezusa i starożytnej myśli filozoficznej. I tak, o ile i Stary Testament, i autorzy klasyczni są zgodni, co do nakazu nieposiadania długów, to nakaz miłości bliźniego jest niczym innym jak Jezusowym podsumowaniem Prawa Bożego. Podobnie i pozostałe zawarte tu rady moralne są w zasadzie wspólne dla obu ścierających się tu systemów etycznych. Nowością jest udzielana przez Pawła podwójna odpowiedź dotycząca celu takiego postępowania. W aspekcie historiozbawczym mamy tu nawiązanie do obowiązku wynikającego z Chrystusowego wypełnienia woli Ojca. Nie mniej ważne jest stanowiące znak czasów eschatologiczne przeorientowanie myślenia. Powstrzymanie się od zła nie powinno być powodowane lękiem, a dożywotnim dla chrześcijanina długiem miłości.

 

Psalm responsoryjny: Ps 112, 1b-2. 4-5. 9

Dzisiejszy psalm o charakterze mądrościowym zajmuje się losem sprawiedliwych, czyli tych, którzy wytrwali w wierze mimo spotykających ich doświadczeń. Motywem przewodnim jest tu pouczenie o rozumianej deuteronomicznie nagrodzie, jaka spotka sprawiedliwego w jego życiu doczesnym. Trudno o prostsze i mniej oczywiste postawienie sprawy – szczęśliwym nazwany jest ten, kto boi się Jahwe. Bojący zaś nie odczuwa przed Bogiem lęku – traktując go jako żywą rzeczywistość, gotów jest i na to, by przestrzegać ustanowionego przez Niego prawa i na to by przeciwstawić się ludziom złym, co czyni człowieka Starego Przymierza wolnym od obaw i lęków. Jego światło błyszczy mimo zagrożeń i ataków nieprzyjaciół, co czyni go podobnym do zawartego w nauczaniu Jezusa obrazu ucznia – światłości świata. Wiążące się z miłosierdziem, uczciwym życiem i hojnością wobec ubogich zalecenia szczegółowe łączą się z dzisiejszym przekazem ewangelicznym.

 

Ewangelia: Łk 14, 25-33

Jezus niespodziewanie opuszcza ucztę u faryzeusza by, co typowe dla piszącego dla Greków Łukasza, wzorem ateńskich filozofów nauczać w drodze. Pouczenia te stanowią kompilację zbioru wzniosłych wymagań stawianych uczniom. Łukasz wprowadza tu rozróżnienie pomiędzy tłumem jedynie fizycznie podążającym za Jezusem, a uczniami zdolnymi do tego także w wymiarze duchowym. Stawiane tym drugim kontrowersyjne wymaganie dotyczące nienawiści do bliskich i samego siebie nie powinno być rozumiane dosłownie. To rodzaj semickiej hiperboli – zachęta nie do wzbudzania w sobie uczuć negatywnych, a do prawidłowego uporządkowania hierarchii wartości. Sprawy rodzinne i własne oczekiwania powinny zejść na drugi plan, a miłość bezgraniczna i absolutna kierować się winna jedynie ku Bogu. Zgodnie z zasadami judaizmu powinna ona angażować całe ludzkie serce, całą jego duszę, siły i umysł. Co więcej, to Bóg, a nie stworzenie, powinien mieć decydujący wpływ na podejmowane w sumieniu decyzje. Prawdziwy uczeń Jezusa powinien być gotów do naśladowania Mistrza i do totalnego zaangażowania na rzecz Jego Królestwa nawet za cenę utraty społecznego poważania i kosztem dezaprobaty rodziny. Ostatecznym kosztem, który uczeń powinien być gotów ponieść, jest rozumiany przenośnie, a czasem także i dosłownie, krzyż – narzędzie męki, miejsce hańby i znak okrutnej śmierci. Pojawiające się w kolejnych wersach odniesienia do niedokończonej budowy, czy też przegranej kampanii wojennej, nieoczywiste dla dzisiejszego odbiorcy, znajdują wyjaśnienie w wydarzeniach z czasów Chrystusa. Odczytując ich sens, powinniśmy zwrócić uwagę na dwie kwestie. Pierwszą z nich jest wypływające z orientalnej kultury honoru uczucie wstydu, jaki spotyka człowieka podejmującego działania nieudane, czy też niedokończone. Drugą jest zrozumienie tego, że opowiedziana tu historia wojny nie jest zachętą do nieangażowania się w sytuacje trudne, bo i takie można z Bożą pomocą zakończyć z sukcesem, a wskazaniem na potrzebę zapoznania się z kosztami każdego planowanego działania. Decyzja przyłączenia się do grona uczniów powinna być poprzedzona poznaniem jej kosztów i oceną sił moralnych, a skoro raz podjęta – konsekwentnie realizowana. Za każdą, włączając w to i własne życie, cenę. W innym przypadku uczeń staje się solą zwietrzałą, tracącą swą przewidzianą jej przez Boga funkcję.

 

 

Czwartek, 7.11.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: Rz 14, 7-12

W dzisiejszej perykopie Paweł dalej przemawia do podzielonego Kościoła rzymskiego. Przestrzegający szabatu Żydzi także i z tego względu byli postrzegani przez wiernych greko-rzymskich jako leniwi dziwacy i separatyści. Z własnego wyboru i dla własnej wygody zakładali oni samowystarczalne i zamknięte wspólnoty kultowe. Paweł zwraca uwagę na głębsze przesłanki takiego postępowania. Wierny zwraca całe swe życie ku Panu, a więc i jego świętowanie powinno wynikać z takiej właśnie motywacji. Człowiek nie ma prawa wchodzić w obszar zbawczy, gdyż został on wysłużony jedynie przez Chrystusa. Skoro, więc należymy do panującego nad wszystkimi Syna Bożego, wszelkie wynikające z tak właśnie ukierunkowanej motywacji działania nie powinny podlegać ludzkiej krytyce, a jedynie osądowi Boga. Wierny, miast osądzać innych, ma raczej skoncentrować się na tym, by i jego życie, i jego umieranie odbywało się ”w Jezusie”. Każdy jest w pierwszym rzędzie odpowiedzialny za siebie, niech, więc kieruje swoją uwagę ku własnym zadaniom i sprostaniu stawianym mu przez Zbawiciela wymaganiom. Co więcej, należy pamiętać, że każde niezgodne z wolą Boga dysponowanie swoim życiem, czasem, czy majątkiem, stanowi skierowane przeciw Jego prawom wykroczenie – to poniekąd okradanie Boga z Jego wyłącznej własności.

 

Psalm responsoryjny: Ps 27, 1bcde. 4. 13-14              

Motywem przewodnim dzisiejszego psalmu jest cyklicznie powracająca w nim kwestia nieograniczonej ufności wobec Jahwe. Jest On dla swoich wyznawców światłem, a więc tym wszystkim, co w judaistycznej symbolice ma prowadzić do szczęścia i zbawienia. Pan – obrońca swoich wiernych, pozwala im ze spokojem spoglądać na ich nieprzyjaciół. Szczególne miejsce znajduje w tym obrazie dom Pana – świątynia. Przebywanie w jej murach stanowi dla wiernego najwyższe szczęście, gdyż jeszcze na Ziemi uwalnia go od wszelkich trosk i problemów doczesności. Po raz kolejny możemy, więc znaleźć tu odniesienie do teologii deuteronomistycznej – na ocalenie od nieszczęść i niebezpieczeństw trzeba co prawda ufnie i cierpliwie oczekiwać, ale spełnienie tych obietnic, obejmujących także i wszelkie innego rodzaju dobra, ziści się z pewnością już w rozumianym jako życie doczesne tu i teraz. Co nie odbiera tym obietnicom także i ich waloru eschatologicznego.

 

Ewangelia: Łk 15, 1-10

Skierowane do faryzeuszów przypowieści dotyczące Bożego przebaczenia oparte są o mniej lub bardziej oczywistą nierealność przywołanych w nich działań. Żaden racjonalnie postępujący pasterz pomimo niewątpliwej dotkliwości straty nie zaryzykuje utraty całego pozostawionego samopas w niebezpiecznym miejscu stada, by podjąć nie dającą zbyt wielkich perspektyw na powodzenie próbę poszukiwania pojedynczej należącej do niego sztuki. Podobnie – drachma – w czasach Jezusa zrównana co do wartości z denarem, a więc równa dniówce pracy robotnika, to być może istotna część majątku osoby biednej, np. wdowy, ale koszty przyjęcia związanego z jej odnalezieniem przekroczyłyby prawdopodobnie jej wartość. Jezus chce w ten sposób pokazać to, że Bóg w odniesieniu do swego stworzenia nie postępuje racjonalnie, sam wyruszając na poszukiwanie grzeszników. W swojej nieskończonej miłości zajmuje się On każdą, nawet najmniejszą i najbardziej zagubioną istotą, tak jakby nie obchodziło Go w danej chwili istnienie całego świata. Podobnie i Jezus, Syn Boży, pozwala przybliżyć się pragnącym poznania Jego nauki, a otoczonym społecznym odium kolaboracji z okupantem celnikom. Co oczywiste, faryzeusze patrzą na to od samego początku krzywym okiem, uważając przedstawicieli tej grupy zawodowej, ze względu na nieprzestrzeganie przez nich prawa, za wartych pogardy grzeszników brukających sprawiedliwych samą swoją obecnością. Być może stąd właśnie bierze się i źródło dobranych przez Jezusa przykładów. Z punktu widzenia etyki faryzejskiej pasterstwo podobnie jak i pobór podatków jest zajęciem nieczystym, a dla pochodzących ze zdecydowanie zamożniejszej klasy społecznej uczonych w Piśmie problemy ubogich pozostają całkowicie obce. Nie zachowali by się, więc oni, ani jak sąsiadki wdowy, prawdopodobnie wnoszące nie tylko emocjonalny, ale i materialny wkład do wspólnego świętowania, ani też jak przyjaciele pasterza, nie tylko cieszący się razem z Nim, ale i wcześniej pomocni zapewne w trosce o pozostawione na czas poszukiwań stado. Można by rzec, że zapiekli w dumnej pogardzie faryzeusze wykluczają się w ten sposób z grona przyjaciół Boga, cieszących się wraz z Nim każdą wybawioną od potępienia duszą. A kim jesteśmy my? Zamkniętymi w swoim idealnym świecie faryzeuszami, zagubionymi w ciemnościach grzesznikami, czy współpracownikami Boga w Jego dziele zbawienia?

 

Piątek, 8.11.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: Rz 15, 14-21

W stanowiącym epilog Listu podsumowaniu swojej działalności Paweł, wzorem filozofów klasycznych, nie wymaga od innych więcej, niż sam wyrażałby swoim życiem. Pisząc w serdeczniej formie, nazywa Rzymian swoimi braćmi. Dostrzega i docenia ich dojrzałą wiarę. Pochwała stanowi jednak nie pusty komplement, a wstęp do wynikającego z niej zdefiniowania nowych obowiązków, jakim jest udzielanie w miarę potrzeb i sytuacji braterskiego napomnienia kierowanego do tych, którzy będąc mniej zaawansowanymi na drodze wiary, dopuszczają się odstępstw i niedoskonałości. Za tak sformułowanymi słowami Pawła kryje się, więc nie tylko jego poparty łaską Bożą apostolski autorytet, ale też i co równie ważne, troska o rozwój kościoła w Rzymie. Samego siebie Paweł postrzega jedynie jako narzędzie w rękach Chrystusa użyteczne w tym konkretnym przypadku na tyle, na ile jego działania prowadzą do włączenia nieznających dotąd Ewangelii pogan w strukturę Kościoła, a zatem i do ich zbawienia. Swoją działalność opisuje on jako rozpiętą wokół dwóch wzajemnie przenikających się par aktywności określonych z jednej strony jako słowo i czyn, z drugiej jako towarzyszące im w sposób oczywisty znaki i cuda. Niezależnie od swojego rodzaju mają one jednak dla Pawła wspólną, wywodzącą się z darów Ducha Świętego naturę.

 

Psalm responsoryjny: Ps 98, 1 bcde. 2-3b. 3c-4

Dzisiejszy, pochodzący z początku czasów drugiej świątyni, hymn psalmiczny stanowi wyraz uwielbienia wobec królewskiej godności Boga. Wyraża on przekonanie, że Jahwe jest królem zarówno teraźniejszości jak i przyszłości. Właśnie z takiego, a nie innego ulokowania czasowego powstania dzieła, wynikać może sformułowane na początku utworu wezwanie do śpiewania pieśni nowej – sławiącej niedawne skądinąd wydarzenia, jakimi były: powrót z niewoli babilońskiej, ponowne zasiedlenie Ziemi Obiecanej i odbudowa Świątyni. Dla autora oczywistym jest, że dzieł tych nie dokonali Izraelici, a królujący nad nimi i całym światem Jahwe. Wezwanie do uwielbienia Boga w sposób odpowiadający ceremoniom powitania nowego ziemskiego króla można uznać za zapowiedź chwały przyszłej paruzji, ale także za głos w polemice o charakterze politycznym, nakazujący zwrócenie się w kierunku Boga, a nie – stojącego za wydarzeniami tamtych dni króla Persów, Cyrusa.

 

Ewangelia: Łk 16, 1-8

Dzisiejsza perykopa postrzegana jest jako najtrudniejszy z tekstów Ewangelii Łukasza. Problemy z jej interpretacją wynikają w pierwszym rzędzie z utraty pierwotnego kontekstu, w jakim została ona przywołana przez Jezusa. Jej zrozumienie zostało zafałszowane przez następne wersy dzieła Łukaszowego, użyte przez autora jako wyjaśnienie, a pochodzące z innych wypowiedzi Nauczyciela. By zrozumieć prawidłowy sens wypowiadanych tu słów, należy w pierwszym rzędzie odnotować, że o ile poprzednio cytowane przypowieści były kierowane do wrogich Jezusowi faryzeuszów, tak ta skierowana jest bezpośrednio do Jego uczniów. Choć decyzja właściciela stawia nieuczciwego, a przynajmniej oskarżonego o nieuczciwość, zarządcę w trudnej, bo wymagającej poszukiwania nowego, i to niegodnego człowieka z wyższych sfer, źródła utrzymania, sytuacji, nawet i tu można dopatrzeć się Jego (co piszemy z wielkiej litery jako, że jest on tu obrazem Boga) łaskawości. Zamiast bezzwłocznego usunięcia z urzędu daje mu czas na uporządkowanie spraw. Umożliwia to podjęcie działań moralnie wątpliwych, ale tak legalnych z formalnego punktu widzenia – pełnomocnictwo jeszcze nie zostało cofnięte, jak i dopuszczalnych dla kultury judaistycznej, w której bogatsza strona umowy często anulowała część zobowiązań tej biedniejszej, postępując według ”współczesnych” reguł marketingu opartego o promocje i rabaty. Wątpliwa moralnie pozostaje jedynie motywacja działań zarządcy. Są one podejmowane nie w Pana, a jego własnym interesie, zabezpieczając mu przyszłe beztroskie życie. Warto tu zauważyć, że obrotność sługi jest tym większa, że owe auto-promocyjne działania nie tylko zachowując pozory legalności, nie dyskredytują go w oczach jego przyszłych potencjalnych pracodawców, ale są tak skalkulowane, by w obu przypadkach dawały podobny, równy 500 dniówkom robotnika, zysk. Co więcej, kwoty te pozostając w ręku kogoś innego, a nie zarządcy, są już dla Pana nie do odzyskania, Z drugiej jednak strony rządca czyniąc dobro w imieniu swego Pana, sprawia, że jest On poniekąd zakładnikiem własnego honoru. Zwolnienie rządcy stałoby się karą za dobroczynność, a nie skutkiem nieuczciwości. Pochwała dotyczy tu, więc nie tyle nieuczciwości, ile obrotności, a cała przypowieść stanowi przede wszystkim podkreślenie różnic pomiędzy zasadami świata doczesnego i Królestwa Bożego.

 

Sobota, 9.11.2019 r. – rocznica poświęcenia Bazyliki Laterańskiej

Pierwsze czytanie: 1 Kor 3, 9b-11. 16-17

Słowa św. Pawła, skierowane do Koryntian, przeznaczone są dla kościoła dalekiego od ideału i dręczonego wewnętrznymi sporami i podziałami. Metafory, zaczerpnięte z dziedziny budownictwa, są w Biblii równie popularne jak te, pochodzące z życia rolników i pasterzy. Budowla jest i aktywną pracą budowniczego, i jego skończonym już dziełem. Przyrównana do niej wspólnota wiernych winna, więc być całkowicie zależna od swego pierwszego budowniczego – Boga. Jedynym fundamentem dla budowy jej prawdziwej jedności jest Chrystus i Jego nauka. Wszelkie inne podwaliny zakładane, czy to oprócz, czy też jak wolą inni tłumacze, obok niej, są nie tylko skazane na klęskę, ale i na karę. Głoszenie fałszywej Ewangelii jest nie tylko niszczeniem Bożego dzieła i zaprzeczeniem działania Ducha Bożego, ale też i niesie ze sobą odpowiedzialność nieuczciwych nauczycieli za grzechy popełnione przez zwiedzionych przez nich wiernych. Koryntianie powinni, więc naśladować Boga, a nie posługujących wśród nich skłóconych nauczycieli. Żywa świątynia – zgromadzenie wiernych, by prowadzić do zbawienia, musi być nie tylko jednością, ale i pozostawać święta. W innym przypadku staje się czymś przeciwnym: miejscem doktrynalnych sporów nauczycieli i zachętą do pobłażliwego traktowania grzesznego rozpasania uczniów.

 

Psalm responsoryjny: Ps 46, 2-3. 5-6. 8-9

Z literackiego punktu widzenia całość psalmu postrzegać można jako utwór o charakterze hymnicznym z istotnym jednak udziałem wątku ufności. Takie właśnie treści znaleźć możemy w zawartych w dzisiejszym wyborze wersach. Obecna tu pochwała Jahwe jako pomocy dla Izraela nie jest oryginalną myślą utworu, gdyż można odnaleźć ją w licznych tekstach prorockich. Co ważne, Bóg, w odróżnieniu od człowieka, stanowi pomoc, na którą można zawsze liczyć i relatywnie łatwo jest Ją odnaleźć w czasach udręki. Dostępnego wyznawcom pokoju i Bożej radości nie są w stanie zakłócić, ani żywioły natury rozumiane, czy to dosłownie, czy też w swoim przenośnym eschatologicznym znaczeniu, ani też nieprzyjaciele miasta Bożego – Jerozolimy. Cały ten psalm stanowi tak naprawdę jedno wielkie wezwanie do spełnienia obowiązku wielbienia Jahwe. Te dwa motywy – pewność Bożej pomocy i obowiązek Jej wysławiania łączą psalm z poprzedzającym go czytaniem.

 

Ewangelia: J 2, 13-22

Skąd bankierzy w Domu Bożym? Można by rzec – z potrzeby chwili. Żydzi pod okupacją rzymską byli pozbawieni prawa do bicia własnej monety. Obiegowe monety rzymskie lub greckie były nieprzydatne dla celów sakralnych, gdyż, opatrzone wizerunkiem panującego, były dla Prawa Mojżeszowego przejawem bluźnierstwa. Do celów tych używano, więc niedostępnych w szerokim obiegu monet pochodzących z fenickiego Tyru. Podobnie i handlarze zwierząt mieli tu swoje religijne uzasadnienie – przybywający z daleka pielgrzymi nie przyprowadzali swych zwierząt ofiarnych ze sobą, a nabywali je na miejscu. Przybywający wraz z pielgrzymami Jezus na widok tego targowiska wpada w gniew, nalegając, by czynności dokonywane na terenie poświęconym Bogu, podlegały innej, bo pochodzącej z idealnego porządku kosmicznego, a nie merkantylnej hierarchii wartości. Jego protest skierowany jest nie przeciw oddającym cześć Bogu kupującym, a przeciw tym, którzy ich swoim natrętnym handlem od tego, właściwego dla Świątyni zadania, odciągają. Daje się tu zauważyć swoisty dysonans. Bywalcy Świątyni sami nie reagują, przywykłszy widocznie do codziennego widoku przekupniów, nie krytykują jednak czynu Jezusa, postrzegając go jako zasadny. Reakcja Jezusa mieści się w ramach dopuszczonych przez tradycję judaistyczną. Gwałciciel Prawa Bożego musi liczyć się z konsekwencjami w postaci spontanicznie wymierzonych razów otrzymanych z rąk uczonego w Piśmie. Jedyną osią konfliktu jest tu niespełnione oczekiwanie Żydów dotyczące potwierdzenia Jego autorytetu. Konflikt pogłębia się, gdy zamiast oczekiwanego, a nienależnego oczom wątpiących cudu, czy też znaku, padają słowa mogące dla większości Żydów oznaczać bluźnierstwo. Zrozumiana dosłownie propozycja zburzenia Świątyni, jest dla nich zamachem na symbol świętości – miejsce ziemskiej obecności Boga, w który wpatrywali się wszyscy bez wyjątku wyznawcy judaizmu. Prorocze słowa Jezusa są przed właściwym dla nich czasem niezrozumiałe dla słuchaczy. Zapadną jednak w ich pamięć na tyle głęboko, że pojawią się w poprzedzających ukrzyżowanie zeznaniach fałszywych świadków. Wtedy to właśnie spełnia się wypowiedziana w tej perykopie zapowiedź zastąpienia fizycznego przybytku – świątynią wywyższonego na krzyżu Ciała Jezusa.

Komentarze do czytań - XXX tydzień zwykły | od 27 października do 2 listopada 2019 r. - Alicja Sarnocińska
Komentarze do czytań - XXXII tydzień zwykły | od 10 do 16 listopada 2019 r. - ks. Błażej Węgrzyn