Niedziela, 31.10.2021 r.

Pierwsze czytanie: Pwt 6, 2-6

Dzisiejszy fragment z Księgi Powtórzonego Prawa wszedł bardzo mocno do pobożności judaistycznej jako początek modlitwy Szema – „Słuchaj, Izraelu, Pan, Bóg nasz, Pan jest jedyny”. Niekiedy ważność tej modlitwy porównuje się do chrześcijańskiego Ojcze nasz, jednakże znaczenie tej modlitwy w judaizmie jest szersze, bo w pewnym sensie zastępuje ona również nasze Wierzę w Boga. Modlitwę tę Żydzi odmawiają również przed swoją śmiercią.

W pobożności chrześcijańskiej ten tekst nie ma takiej wagi, co jest naturalne, bo przecież wyrastamy w innej tradycji. Używamy tylko części o obowiązku miłowania Pana Boga, jako wstępu do Dekalogu: „Będziesz miłował Pana, Boga twojego, z całego serca swego”. Warto jednak sobie tę modlitwę przyswoić, a przynajmniej się z nią zapoznać. I wystarczającym argumentem dla tego jest fakt, że modliła się nią Święta Rodzina. Ta modlitwa od pierwszego słowa przyzywa nas do słuchania, a więc na pierwszym miejscu do poznawania Boga poprzez Jego słowo. A następnie do miłowania Boga. A to jest nasz podstawowy chrześcijański obowiązek.

Psalm responsoryjny: Ps 18, 2-3a.3b-4.47 i 51ab

Fragmenty długiego Psalmu 18, z którego złożony jest dzisiejszy psalm responsoryjny, przedstawiają nam postawę króla Dawida w stosunku do Boga. Jest to postawa pełna miłości. Dawid kochał Boga Jahwe miłością wprost dziecięcą. Z tego powodu pokłócił się nawet ze swoją żoną Mikal. Nie spodobało się jej, że król półnagi tańczy przed arką Pana, która po długich dziesięcioleciach powracała na łono narodu wybranego. Miłość Dawida do Boga ma długą historię, która w naszym dzisiejszym tekście wyraża się w różnych określeniach Boga Jahwe: Opoka, Twierdza, Wyzwoliciel, Skała, Tarcza, Moc zbawienia, Obrona, Pan godzien chwały, Zbawca. Ileż razy Dawid umiał dostrzec Bożą pomoc, żeby wyrażać ją na tyle różnych sposobów?! Możemy w tym momencie zapytać samych siebie, czy Bóg też tak mocno działa w naszym życiu? A może nie widzimy tego działania? Być może zbyt dużo przypisujemy sobie samym? Uczmy się ducha pobożności od Króla -Pieśniarza!

Drugie czytanie: Hbr 7, 23-28

W dzisiejszym Kościele kapłaństwo i Eucharystia zajmują ważne miejsce. I nie jest to przesada, bo przecież Eucharystia jest szczytem życia chrześcijańskiego. Jednakże w jedynym kapłaństwie Chrystusa swój udział mają również ludzie świeccy. Nie wolno o tym zapominać i koniecznie należy wiarę w kapłaństwo świeckich utwierdzać i ożywiać. To pomoże im aktywnie uczestniczyć w misterium Eucharystii. I to nie tylko w sensie zewnętrznym, pomagając w celebracji, ale przede wszystkim w sensie wewnętrznym, współuczestnicząc w jedynej, świętej i niepowtarzalnej ofierze Chrystusa – Kapłana. Co ciekawe, ofiara Chrystusa na krzyżu ma mocno wyrażone cechy „świeckości”. Nasz Arcykapłan nie miał na sobie szat liturgicznych, ani nie składał ofiary według wcześniej opracowanego obrzędu. On oddał swoje życie na krzyżu, stracony jak przestępca.

Ta właśnie „świeckość” pomaga ludowi Bożemu przyłączyć się do ofiary Chrystusa zawsze, kiedy składa on duchowe ofiary. Mogą one mieć różny charakter. Pewien ojciec rodziny przyniósł wypłatę do domu. Zapłacił rachunki, dał żonie pieniądze na zakupy, dzieciom na kieszonkowe, opłacił ratę kredytu. Dla niego zostało parę groszy „na papierosy”. „Taaak – pomyślał – rodzina, to kiedy nic nie zostawiasz dla siebie!”. Czy to nie piękny przykład współudziału w ofiarnym kapłaństwie Chrystusa?

Ewangelia: Mk 12, 28b-34

Ewangelia wielokrotnie przekazuje nam kolejne przykłady konfliktu pomiędzy Jezusem i faryzeuszami oraz uczonymi w Piśmie. Ilość i intensywność sytuacji związanych z tym konfliktem jest tak duża, że dla regularnego czytelnika Ewangelii może ona stać się męcząca. Dlatego dzisiejszy fragment Ewangelii wg św. Marka jest przysłowiowym „balsamem na duszę”. Piękną miał duszę ów bliżej nam nieznany uczony w Piśmie. Kiedy zadaje pytanie, o to, które z przykazań jest najważniejsze, to można było jeszcze pomyśleć, że może to kolejny prowokator ze strony faryzeuszów, który nie szuka prawdy Bożej, ale używa słowa Bożego do swoich prymitywnych celów. Ale ten człowiek był wyjątkowy. Nie uczestniczył on w grupowych spiskach, nie manipulował słowami, nie stawiał sobie za cel przyłapania Jezusa na jakimś błędzie. Widać, że szukał prawdy Bożej w pokorze i wytrwale. Odpowiada Jezusowi, że „słusznie powiedział”. Oznacza to, że słowa Jezusa zgadzały się z jego badaniami, rozmyślaniami, czy może z jego teologiczną intuicją. Jego odpowiedź, jak i uczciwość i pokora skłaniają Jezusa do wypowiedzenia owych pięknych słów, które każdy chrześcijanin chciałby usłyszeć z ust Mistrza: „Niedaleko jesteś od królestwa Bożego!”.

Poniedziałek, 01.11.2021 r. – Uroczystość Wszystkich Świętych

Pierwsze czytanie: Ap 7, 2-4. 9-14

Polska jest bogata w tradycje i obyczaje, które bardzo często pochodzą bezpośrednio z religijności naszego narodu. Bywa jednak niekiedy, że choć tradycja jest piękna, to niestety nie jest ona do końca właściwa. Tak jest z uroczystością Wszystkich Świętych. Liturgicznie jest to dzień, kiedy wspominamy wszystkich zbawionych, czyli świętych, bo tylko święci, czyści i niepokalani, wchodzą do nieba – jedni dzięki świętości swojego życia, inni po przejściu przez czyściec. Powinno być to zatem święto radosne. Święto, w którym przyłączamy się do tego ogromnego tłumu zbawionych, „którego nikt nie mógł policzyć” (Ap 7, 9). Czytanie z Księgi Apokalipsy pomaga nam wejść w radość zbawionych. Ich życie nie było łatwe. Mówi się o nich, że „przyszli z wielkiego ucisku” (Ap 7, 14). Ale jednak wytrwali w wierności Chrystusowi i wręczone im zostały palmy zwycięskiego męczeństwa. Przyłączmy się sercem do ich radosnej i pełnej wdzięczności procesji, abyśmy i my nabrali koniecznego w codziennych walkach hartu chrześcijańskiego ducha i okazali się godnymi wejścia w niebieskie podwoje naszego kochającego Ojca.

Psalm responsoryjny: Ps 24, 1-2. 3-4ab. 5-6

„Kto wstąpi na górę Pana?” – to pytanie zadają sobie ludzie wierzący od zarania historii. Nie tylko chrześcijanie, ale i ludzie różnych religii, wierzą w życie pozagrobowe, w jakąś wieczną formę istnienia. Non omnis moriar (Nie wszystek umrę) – napisał w jednym ze swoich wierszy starożytny, tworzący jeszcze przed narodzeniem Chrystusa, poeta Horacy. Jednak to wstępowanie w Bożą przestrzeń nie odbywa się automatycznie. Związane jest najczęściej z określonymi wymaganiami moralnymi, jak o tym mówi nasz psalm: „Człowiek rąk nieskalanych i czystego serca” (w. 4). Wieczne przebywanie z Bogiem jest zatem nagrodą za dobre życie. Anonimowy mędrzec powiedział, że „świat wyglądałby inaczej, gdyby Pan Bóg raz na sto lat publikował spis zbawionych”. I rzeczywiście, grzechy ludzkie związane są bardzo często z tym, że człowiek skłania swoją duszę nie ku Bogu, ku wiecznej nadziei, ale „ku marności”, ku temu, co ziemskie, doczesne, ograniczone.

W dzień Wszystkich Świętych, kiedy wspominamy tych, którzy otrzymali już nagrodę wieczną, umocnijmy swoją wiarę w istnienie Domu Ojca, gdzie mieszkań jest wiele!

Drugie czytanie: 1 J 3, 1-3

Drugie czytanie w dzisiejszej liturgii daje nam kolejną możliwość rozmyślania nad tajemnicą świętości. Pierwsze czytanie mówiło nam o niezłomności i oczyszczeniu krwią Baranka. Psalm podkreśla czystość moralną. Natomiast List św. Jana mówi o świętości jako o pełnej miłości relacji z Bogiem. Chrześcijanin nie jest jedynie wyznawcą jakiegoś „bóstwa”, ale jest przede wszystkim dzieckiem Bożym, a Bóg jest dla niego Ojcem. A zatem z języka kultycznego przechodzimy na język relacji i miłości. Chociaż ta tajemnica kultywowana była od wieków, to w nowym i bogatym sensie przybliżyła ją wierzącym święta Teresa z Lisieux. Uczyniła to poprzez swoje osobiste doświadczenie duchowe, które nazwała drogą „dziecięctwa Bożego”. Według tej szkoły życia duchowego postęp duchowy dokonuje się nie tyle dzięki osobistemu wysiłkowi człowieka wierzącego, ile dzięki działającej w sercu miłości Bożej, której chrześcijanin poddaje się w pełnej zaufania postawie dziecka. Tą właśnie drogą dochodzimy do wyżyn, o których św. Jan mówi, że „jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy”. A dokona się to wtedy, kiedy „ujrzymy Go takim, jaki jest”.

Oby miłość Boża zawsze ożywiała naszą relację z Nim i prowadziła nas w ten nieznany nam, ale jakże fascynujący świat!

Ewangelia: Mt 5, 1-12a

Obraz świętości, który współtworzą wszystkie dzisiejsze czytania, dopełniony zostaje bogactwem aspektów obecnych w tak zwanych „Błogosławieństwach”. Niektórych dziwi, dlaczego w dzień Wszystkich Świętych nie czytany jest tekst poświęcony przykazaniom Bożym. Świętość, w naszej świadomości, związana jest przede wszystkim z pobożnością połączoną z czystością moralną. A zatem wystarczyłoby być może zachowywać przykazania, codziennie się modlić i w niedzielę chodzić do kościoła. Okazuje się, że w programie chrześcijańskiej duchowości jest to jak gdyby „niezbędne minimum”. Kiedyś do Jezusa z zapewnieniem o wypełnieniu tego „niezbędnego minimum” przyszedł bogaty młodzieniec. I wtedy Jezus wezwał go do prawdziwej chrześcijańskiej świętości, wzywając do całkowitego poświęcenia się dla królestwa niebieskiego. Ten ewangeliczny radykalizm znajdujemy w Błogosławieństwach. Zostajemy w nich wezwani do ubóstwa, do nadziei w cierpieniu, do pokory i umiłowania sprawiedliwości, do miłosierdzia, czystości serc i umiłowania pokoju. A przede wszystkim do martyrii, czyli do świadczenia o Jezusie nawet za cenę cierpienia. Te wartości są bardzo ważne dla Jezusa. Dlaczego zatem w przygotowaniu ludzi do spowiedzi stawiany jest nacisk przede wszystkim na Dziesięcioro Przykazań, a tak mało mówi się o Błogosławieństwach?

 

Wtorek, 02.11.2021 r. – wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych

Pierwsze czytanie: Hi 19, 1. 23-27a

Może trudno w to uwierzyć, ale w starożytnym Izraelu wiara w życie pozagrobowe była bardzo mało rozwinięta. Ludzie uważali, że duch, który ożywia ciało, pochodzi od Boga i w momencie śmierci do Niego wraca, natomiast ciało ulega rozpadowi na proch, z którego powstało. Po człowieku pozostaje tylko coś w rodzaju cienia, który wegetuje w podziemnym świecie – szeolu, gdzie razem przebywają i dobrzy, i źli, w smutnym, apatycznym trwaniu. Stan ten dobrze ilustrują słowa Psalmu 88: „Czy dla cieniów czynisz cuda? Czy zmarli wstaną i będą Cię sławić? Czy to w grobie opowiada się o Twojej łasce, a w Szeolu o Twojej wierności?” (w. 11-12). To właśnie w takim kontekście pesymizmu co do przyszłego życia krnąbrny, rujnujący ówczesne teologiczne schematy Hiob wyśpiewuje swoje niebywałe wyznanie wiary: „Ja wiem: Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi ostatni. Potem me szczątki skórą odzieje, i ciałem swym Boga zobaczę” (Hi 19, 25-26).

W naszych czasach jesteśmy świadkami niezwykłego rozwoju technologicznego. Nie można jednak oprzeć się wrażeniu, że im więcej wiemy, im nowocześniej żyjemy, tym bardziej tracimy wyczucie transcendencji i życia wiecznego. Zapatrzeni w ziemskie sprawy, przestajemy szukać spraw Bożych. Brak wiary skazuje coraz większe rzesze ludzi na duchowe osierocenie, na utratę wiary w istnienie Domu Ojca, gdzie mieszkań jest wiele (por. J 14, 2). Ożywiajmy naszą wiarę w tę prawdę – ze względu na nasze dobro duchowe i dla zbawienia świata!

Psalm responsoryjny: Ps 27, 1bcde. 4. 7. 8b. 9a. 13-14

„W krainie życia będę widział Boga” – ten refren do psalmu w liturgii pogrzebowej został zaczerpnięty z dzisiejszego psalmu responsoryjnego. Psalm 27 to z pewnością właściwy modlitewny wybór na ciężkie chwile choroby, śmierci i żałoby. Kiedy ogarniają nas ciemności cierpienia, niepewności i zwątpienia z tym większą siłą wiary i nadziei trzeba nam wzywać obecności Boga życia i światła. W takich chwilach to właśnie wiara jest w stanie dodać nam męstwa. Bo przecież to właśnie dzięki wierze wiemy, że życie tych, którzy w Panu umierają, „zmienia się, ale się nie kończy” – jak o tym mówi jedna z prefacji z Mszy za zmarłych. Piękno przyszłego przebywania z Bogiem „w krainie żyjących”, o którym mówi ten psalm, może sprawić, nie tylko to, że przestaniemy obawiać się śmierci, ale także, że zatęsknimy za najlepszym z domów – czyli za domem naszego Ojca Niebieskiego.

Oby ta tęsknota była źródłem natchnienia naszych słów i czynów.

Drugie czytanie: 1Kor, 15, 20-24a.25-28

Święty Paweł naucza nieutwierdzonych w wierze chrześcijan wspólnoty korynckiej o czasach ostatecznych: o powszechnym zmartwychwstaniu zmarłych i tryumfie Chrystusa. Od tamtego czasu minęło dwa tysiące lat i trudno oprzeć się wrażeniu, że niewiele się zmieniło. My, chrześcijanie dwudziestego pierwszego wieku, też niejednokrotnie mamy problemy z wiarą w zmartwychwstanie i przeżywamy stany niepewności co do życia z Bogiem po śmierci lub wiecznego przeznaczenia naszych bliskich. Dlatego warto i nam przyjąć do serca ważne słowa św. Pawła o Chrystusie: „trzeba bowiem, ażeby królował!” oraz „jako ostatni wróg, zostanie pokonana śmierć”. Te słowa są w stanie wyjaśnić nam wiele z tego, co się dzieje dziś w naszym życiu i umocnić naszą wiarę. Otóż, my ciągle jeszcze nie żyjemy w świecie całkowitego panowania Chrystusa. Czasy ostateczne jeszcze nie nastąpiły. I dlatego właśnie ciągle jeszcze dotyka nas cierpienie i śmierć. Oczekuje się jednak od nas, że choć nie ma jeszcze powszechnego królowania Boga, to może On królować w tych, którzy oddadzą Mu swoje serce, czyniąc zeń tron dla Króla królów.

Ewangelia: Łk 23, 44-46.50.52-53; 24, 1-6a

Słowa Ewangelii w ten szczególny dzień przenoszą nas do Palestyny i do wydarzeń, które miały tam miejsce dwa tysiące lat temu. Oczyma wyobraźni możemy zobaczyć śmierć Zbawiciela, usłyszeć Jego dramatyczne, przedśmiertne wołanie i towarzyszyć troskliwym czynnościom pogrzebowym Józefa z Arymatei. Jakże piękny to człowiek! Znamy Go tylko ze sceny pochówku Pana Jezusa. Nie wiemy, kiedy poznał Mistrza, ani kiedy się Nim zachwycił tak bardzo, że dołączył do grupy najwierniejszych uczniów i uczennic, do tych, którzy wytrwali pod krzyżem, nie bacząc na opinię społeczną, czy niebezpieczeństwo. Nie wiemy, czy brał czynny udział w głoszeniu Ewangelii po zmartwychwstaniu Pana. Natomiast zapisał się rzeczywiście złotymi zgłoskami na kartach Pisma Świętego. Jego postawa przypomina również i nam o tym, że „grzebać umarłych” to jeden z głównych dobrych uczynków. Pogrzeby zazwyczaj zaskakują nas. Śmierć bliskich i znajomych przychodzi zawsze w niewłaściwym czasie. Ale zawsze warto mieć w sobie coś z ducha Józefa z Arymatei: okazać jakąś pomoc, być na pogrzebie, a przede wszystkim pomodlić się.

Dzień Zaduszny przypomina nam o świętych obcowaniu, o tym, że ci, którzy odeszli, z perspektywy wieczności wstawiają się za nami. Nie ustawajmy w modlitwach za nich.

Środa, 03.11.2021 r.

Pierwsze czytanie: Rz 13, 8-10

Nowotestamentalne nauczanie o miłości to bez wątpienia szczyt chrześcijańskiego ideału moralnego. Pan Jezus powiedział: „Wszystko, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie! Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy” (Mt 7, 12), czemu w dzisiejszym czytaniu św. Paweł wtóruje słowami: „Miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa” (Rz 13, 10). Ten moralny ideał bywa jednak w naszych czasach często źle interpretowany. Miłość przestaje być pojmowana jako korona nauczania moralnego i staje się dla wielu jego zamiennikiem. Padają argumenty, że nie potrzeba zachowywać przykazań, bo „wystarczy być dobrym człowiekiem”. A przecież przykazania wyrażają bardzo głęboką prawdę o człowieku i oderwanie miłości od tej prawdy sprawia, że – jak to określił papież Benedykt XVI – „miłość staje się pustym słowem, które można dowolnie pojmować”. Mianem miłości określane jest na przykład przelotne pożądanie, które często prowadzi do rozbicia rodziny, czy też troska o dobro zwierząt z jednoczesnym agresywnym i głośnym domaganiem się prawa do nieograniczonego zabijania nienarodzonych.

Wracajmy często do papieskiego nauczania w tej tak bardzo ważnej kwestii.

Psalm responsoryjny: Ps 112, 1-2. 4-5. 9

Mówimy niekiedy, że żyjemy w zmaterializowanym świecie. Oznacza to, że dobra materialne znajdują się na szczycie naszej hierarchii wartości. Mamy ambicje, żeby dobrze zarabiać, ładnie mieszkać, wypoczywać w ciekawych miejscach, smacznie jeść i wygodnie podróżować w eleganckich samochodach. Niekiedy na naszej drodze pojawia się człowiek potrzebujący. Jaki mamy do niego stosunek? Pomagamy mu, czy jest on dla nas niewygodnym intruzem, który burzy spokój naszego materialnego ciepełka? Takich mniej więcej sytuacji dotyka dzisiejszy psalm. Czytamy w nim: „Dobrze się wiedzie człowiekowi, który z litości pożycza”. Czy wierzymy, że pomoc biednym jest swego rodzaju pożyczką udzieloną Panu Bogu na wysoki procent? Pożyczką, którą On hojnie oddaje? Kiedyś słyszałem ciekawe świadectwo na ten temat. W pewnej parafii organizowano akcję pomocy dla parafianki w trudnej sytuacji materialnej. Jeden z parafian na prośbę o pomoc odpowiedział: „Ja mam teraz bardzo duże wydatki”. Wydawało się, że te słowa były wymówką. Zaraz jednak ten człowiek dodał: „Muszę komuś pomóc, żeby Pan Bóg i mnie podrzucił trochę środków”.

Ewangelia: Łk 14, 25-33

Słysząc dzisiejszą Ewangelię, trudno oprzeć się wrażeniu, że kryteria Jezusa radykalnie różnią się od naszych współczesnych kryteriów. Za Jezusem szły wielkie tłumy. Można powiedzieć, że wypełnia On swoją misję z dużym powodzeniem. Bo to przecież według opinii wielu ilość zwolenników określa skalę sukcesu. Stacje telewizyjne walczą o oglądalność, partie polityczne o głosy, a ludzie w socjalnych sieciach o ilość wejść na swoją stronę internetową. Jezus jednak widzi powierzchowność swojego duszpasterskiego sukcesu. Ludzie nie szukają Go dlatego, że przyniósł im Dobrą Nowinę o królestwie Bożym, ale dlatego, że kolejny raz chcą się najeść chleba za darmo, zostać uzdrowionymi, czy też po prostu z prymitywnej ludzkiej ciekawości. Tym właśnie tłumom Jezus głosi trudne słowa o wyrzeczeniu się i o konieczności przyjęcia krzyża. To właśnie zrozumienie tajemnicy krzyża w swoim życiu czyni nas uczniami Mistrza, który na krzyżu oddał za nas swoje życie. Paschalna tajemnica śmierci i zmartwychwstania powtarza się w życiu każdego ochrzczonego człowieka. Mówi o tym głęboka pieśń kościelna: „W krzyżu zbawienie, w krzyżu cierpienie, w krzyżu miłości nauka. Kto Ciebie, Boże, raz pojąć może, ten nic nie pragnie, ni szuka”. Odkrywajmy tajemnicę krzyża w swoim życiu, abyśmy byli jak ów człowiek, który według przypowieści Jezusa dobrze policzył wydatki na budowę wieży i jak ów król, który dobrze policzył swoje wojska.

Czwartek, 04.11.2021 r. – wspomnienie św. Karola Boromeusza, biskupa

Pierwsze czytanie: Rz 14, 7-12

„Nikt nie żyje dla siebie, nie umiera dla siebie; żyjemy dla Pana; umieramy dla Pana; należymy do Pana” – te słowa z listu do Rzymian kłócą się w sposób zasadniczy z mentalnością współczesnego świata. Człowiek XXI wieku pragnie życia w wolności, rozumianej często jako autonomia od innych ludzi, uwarunkowań, a nawet zasad moralnych. „Moje życie – moje zasady” – to popularne hasło najlepiej chyba wyraża tę mentalność. Również w chrześcijaństwie panowanie Boga nad człowiekiem brzmi niekiedy zbyt ostro i być może dlatego popularne stają się w stosunku do Pana Boga określenia Przyjaciel czy Pomocnik, stawiające Go na jednej płaszczyźnie z nami. Te zjawiska zdradzają głębokie niezrozumienie istoty Bożego panowania nad człowiekiem. Jest to panowanie Stwórcy nad stworzeniem. Oczywiste jest, że to Stwórca ustanawia zasady funkcjonowania człowieka. Zostawia mu jednak szczodry dar wolności, nawet jeżeli ma ona doprowadzić człowieka do samozniszczenia. Bóg jest również Panem, bo nabył nas na krzyżu za cenę swojej krwi, przelanej za nasze grzechy. Każdy chrześcijanin oddaje siebie Bogu w chrzcie świętym. Często jednak chrześcijanie tym oddaniem nie żyją. Odnówmy przyrzeczenia chrzcielne. Oddajmy swoje życie pod Boże kochające i miłosierne panowanie.

Psalm responsoryjny: Ps 27, 1bcde.14.13-14

Psalm responsoryjny może nam pomóc w rozmyślaniu o Bożym panowaniu w życiu człowieka. „Kogo miałbym się lękać?” – Psalmista czuje się bezpiecznie, bo Bóg, w którego wierzy, jest jego Opiekunem i zapewnia mu niezbędne środki, by przejść przez życie nietkniętym, pomimo wielu niebezpieczeństw, które go nie omijają. W drugiej zwrotce pojawia się motyw tęsknoty za świątynią. Z perspektywy Nowego Testamentu możemy odczytać te słowa jako wyraz tęsknoty za życiem wiecznym w domu Ojca Niebieskiego, gdzie mieszkań jest wiele (por. J 14, 1). To właśnie perspektywa wieczności jest w stanie ożywić naszą wiarę i wzmocnić siłę ducha, byśmy w codziennym życiu mogli postępować zgodnie z naszym chrześcijańskim powołaniem. Taki właśnie duch ożywiał wiarę męczenników i świętych na przestrzeni całej historii zbawienia.

A zatem: „Oczekuj Pana, bądź mężny. Nabierz odwagi i oczekuj Pana!”.

Ewangelia: 15, 1-10

Cudze emocje wpływają na nasze zachowanie – w tym stwierdzeniu nie ma nic odkrywczego. Cudza radość nas motywuje, cudzy smutek sprawia, że i nam jest nie do śmiechu. Ten mechanizm możemy zastosować w celu lepszego zrozumienia dzisiejszej Ewangelii. Ma ona czterech głównych bohaterów indywidualnych i zbiorowych. Są to: Jezus, celnicy i grzesznicy, faryzeusze i uczeni w Piśmie oraz aniołowie Boży. Fakt, że celnicy i grzesznicy zbliżają się do Jezusa i chcą Go słuchać, wywołuje w faryzeuszach i uczonych w Piśmie złe emocje. Nie podoba im się to, że Jezus się z nimi fraternizuje. Ludzie ci przeważnie nie przestrzegali prawa czystości rytualnej. Jezus świadomie narusza te granice. W Nowym Testamencie nie będą one już obowiązywały. Jednocześnie próbuje uświadomić faryzeuszom, że ich wiara zbytnio koncentruje się na aspektach zewnętrznych. Z drugiej strony, nie odrzucając grzeszników i nie stawiając sztucznych przeszkód, skłania ich do nawrócenia. I tu następuje bardzo ciekawy moment – to nawrócenie wywołuje radość w niebie. To niezwykle ważny moment, o którym nie wolno nam zapominać! I być może nawet bardziej myśląc o sobie, niż o innych. O ile gorliwsi byśmy byli w naszej wierze, gdybyśmy bardziej zwracali uwagę na reakcję Boga na swoje czyny. Święty Paweł mówi: „Nie zasmucajcie Bożego Ducha Świętego!”

Jaką reakcję wywołają u mojego Pana i Zbawiciela moje dzisiejsze myśli, słowa i czyny? Czy będę w stanie wywołać radość w Jego Sercu i uśmiech na Jego Twarzy?

Piątek, 05.11.2021 r.

Pierwsze czytanie: Rz 15, 14-21

Dzisiejsze czytanie to już końcówka Listu do Rzymian. Święty Paweł przechodzi na bardziej osobisty ton, dzięki czemu możemy dowiedzieć się nie tylko tego, o czym nauczał, ale również, jakim był człowiekiem. Widzimy zatem wielką delikatność Apostoła Narodów. Wydaje się on nawet usprawiedliwiać przed swoimi adresatami za możliwe ostrzejsze wyrażenia. Pisze: „Może niekiedy w liście tym zbyt śmiało się wyraziłem”. Niczego jednak nie zmienia, nie cenzuruje, bo mówił przecież nie od siebie, lecz – według jego słów – „na mocy danej mi przez Boga łaski”. Piękna jest ta delikatność Pawła. Pokazuje on nam, że prawda musi być głoszona w całej swojej pełni, bez pomijania spraw trudnych i drażliwych. Ale jednocześnie nie wolno zapominać, że prawdę można i należy głosić z miłością i szacunkiem dla słuchacza. Nawet, jeśli jest on naszym oponentem. Nawet, jeżeli jest on naszym wrogiem. Modna w naszych czasach wrzaskliwość i agresja nie zawsze pomaga w obronie i w głoszeniu prawdy. Prawda broni się sama. Rzeczywistość wcześniej czy później pokazuje całą jej niezłomną siłę. To dlatego właśnie słowa św. Pawła są dla wierzących źródłem natchnienia, choć od ich napisania minęło już prawie dwa tysiące lat.

Psalm responsoryjny: Ps 98, 1. 2-3ab. 3cd-4

Psalmista wzywa nas, abyśmy śpiewali Panu pieśń nową. Dlaczego potrzebna jest „nowa pieśń”? Czy stare pieśni nie są wystarczające? Nie, nie są wystarczające! Ani historia zbawienia, ani nasza osobista historia nie stoi w miejscu. I na każdym etapie historii mamy możliwość współpracy z Bożą łaską. Prorok Izajasz wyraża to w następujących słowach: „Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie?” (Iz 43, 19). W dzisiejszym pierwszym czytaniu tą nowością było pomyślne głoszenie Ewangelii wśród pogan. Do tej misji został powołany św. Paweł i wypełnił ją w sposób godny podziwu. W jego działaniu wypełniły się słowa dzisiejszego psalmu: „Pan okazał swoje zbawienie, na oczach pogan objawił swoją sprawiedliwość” (w. 2). Apostoł Narodów nie przypisuje jednak tego sukcesu sobie, ale działającej przezeń łasce Chrystusa.

Czy dziś w moim życiu będzie miało miejsce coś nowego, abym wieczorem mógł zaśpiewać Panu chociaż jedną zwrotkę „nowej pieśni”?

Ewangelia: Łk 16, 1-8

Wyjaśnienie przypowieści o nieuczciwym rządcy nastręcza wiele problemów. Wydaje się, że kradnie on dobra swojego pana. Dlaczego zatem dostaje pochwałę? Jeżeli jest nieuczciwy, to dlaczego liczy na to, że ktoś inny przyjmie go do pracy? Sens przypowieści najlepiej wyjaśnia ostatnie zdanie dzisiejszej perykopy: „Synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światła”. Rzeczywiście tak jest! Jeżeli popatrzymy, jak bardzo wymyślnych forteli chwytają się ludzie w celu odniesienia korzyści materialnej lub zdobycia jakiegoś stanowiska, to niekiedy nie możemy wyjść ze zdumienia. Ludzie fałszują dokumenty, opracowują specjalne programy komputerowe, żeby kraść pieniądze, czy informacje innym ludziom, są w stanie kłamać, że zmarła ich mama czy ojciec, żeby dostać jakąś doraźną pomoc. Każdy dzień przynosi nam nowe informacje o coraz to nowych wysiłkach „synów tego świata”. A czy kandydaci i kandydatki na „synów i córki światła” charakteryzują się również taką wyobraźnią, wytrwałością i konsekwencją? Ile starań i inwencji wkładamy w to, na przykład, żeby pojechać na jakieś dobre rekolekcje? Czy staramy się walczyć konsekwentnie i do ostatecznego zwycięstwa, aby wykorzenić jakąś wadę ze swojego serca? Takich pytań można stawiać wiele.

Następnym razem, kiedy usłyszymy o jakimś wymyślnym oszustwie, to zapytajmy samych siebie, czy stać mnie na taką wyobraźnię, żeby zdobyć jakieś dobro duchowe?

Sobota, 06.11.2021 r.

Pierwsze czytanie: Rz 16, 3-9. 16. 22-27

Święty Paweł nie był w Rzymie przed napisaniem listu. A jednak w końcowych pozdrowieniach wymienia prawie trzydzieści imion różnych znajomych mu ludzi. Takie było życie pierwszych chrześcijan. Choć nie mieli internetu, ani nawet porządnego papieru, to jednak utrzymywali ze sobą kontakt, znali się, cieszyli się ze wzrostu wspólnot kościelnych i z radością przyjmowali kolejnych nawróconych ludzi. W naszej współczesnej mentalności taka duchowa jedność często jest zupełnie nieobecna. Żyjemy w warunkach chrześcijaństwa, które z jednej strony jest masowe, a z drugiej bardzo indywidualistyczne. Uważamy, że tak zwane „chodzenie do kościoła” – jak często określamy naszą wiarę – to nasza prywatna sprawa, a sąsiadów, którzy też „chodzą do kościoła” wcale nie postrzegamy jako „braci i sióstr w Chrystusie”. W tej mentalności dużo ważniejszym kryterium mogą okazać się poglądy polityczne, status społeczny, czy zainteresowania sportowe. Kryterium wspólnoty wiary schodzi na plan drugi, trzeci, piąty.

Jutro niedziela, może więc podczas Mszy świętej warto spojrzeć na wspólnotę wiernych jako na ludzi nam bliskich, braci i siostry w Chrystusie, i ze szczerego serca za nich się pomodlić?

Psalm responsoryjny: Ps 145, 2-3. 4-5. 10-11

Psalmista wysławia Boga „każdego dnia” i „na wieki”. Od razu czujemy, że miał on w sobie ów duchowy dar, który święty Paweł nazywa „światłymi oczami serca” (zob. Ef 1, 17). Chodzi o ów szczególny zmysł wiary, dzięki któremu jesteśmy w stanie dostrzegać Bożą obecność w świecie i Boże działanie w historii powszechnej i naszej indywidualnej. Ten zmysł należy w sobie pielęgnować i przekazywać go potomkom. Psalmista mówi: „Pokolenie pokoleniu głosi Twoje dzieła i zwiastuje Twoje potężne czyny”. Żyjemy w czasach swoistej „zmiany pokoleniowej”. Starzeje się i umiera pokolenie, które żyło w czasach komunistycznych, które walczyło o wiarę i z entuzjazmem przyjmowało w ojczyźnie Papieża Jana Pawła II. Pokolenie, które było świadkiem odzyskania pełnej niepodległości. Dzisiejsze pokolenie żyje już w innych czasach. Autorytet Kościoła został poważnie nadszarpnięty, nowoczesność i emigracja osłabiły przywiązanie do tradycyjnych wartości. Ma się wrażenie, że ludzie w ich poszukiwaniu Boga zostali pozostawieni samym sobie. W tym wszystkim nie wolno nam zapominać, że Bóg jest blisko nas „każdego dnia” i „na wieki”, tak jak był trzydzieści czy dwieście lat temu.

Wpatrujmy się przede wszystkim w Niego, szukajmy Jego świętego Oblicza, a z pewnością nie zabraknie nam powodów do wychwalania Go, nie zważając na warunki zewnętrzne.

Ewangelia: Łk 16, 9-15

„Słuchali tego wszystkiego chciwi na grosz faryzeusze i podrwiwali sobie z Niego” – niezwykle ważna jest ta informacja. Faryzeusze byli przecież religijną elitą narodu wybranego. Okazuje się jednak, że ich pobożność była czysto zewnętrzna i na pokaz. Słowa Jezusa o tym, że przywiązanie do pieniędzy może wypierać z ludzkiego serca miłość do Boga, były tak zwanym „strzałem w dziesiątkę”. Jezus obnażył tym nauczaniem przywarę faryzeuszów. W odpowiedzi zaczynają oni drwić z Niego. Ale przyczyna drwin nie leży w tym, że Jezus powiedział coś niestosownego, czy niewłaściwie się zachował. Oni po prostu poczuli się zdemaskowani. Okazało się, że chociaż uchodzili za najpobożniejszych ludzi w społeczeństwie, to w głębi serca kochali bardziej mamonę, niż Boga. Jest to zatem ich reakcja obronna. W naszych czasach ludzie wierzący też często narażeni są na ataki i drwiny. Często te ataki i drwiny mają miejsce również wewnątrz środowiska ludzi wierzących. Nie są to momenty łatwe. Jednakże dzisiejsza Ewangelia rzuca na nie nowe światło.

Być może te krytyki i drwiny nie mają nic wspólnego z obiektywną prawdą, lecz są taką właśnie reakcją obronną ludzi, którzy nie dążą do nawrócenia.

Komentarze do czytań – XXX Tydzień Zwykły | od 24 do 30 października 2021 r. - ks. Bogusław Zeman SSP
Komentarze do czytań – XXXII Tydzień Zwykły | od 7 do 13 listopada 2021 r. - Maciej Siekierski