Niedziela, 15.10.2017 r.

Pierwsze czytanie: Iz 25, 6-10a

Prorok Izajasz nazywany jest także Ewangelistą Starego Testamentu, ponieważ  Księga nosząca jego imię zawiera wiele proroctw mesjańskich. Ale to nie wszystko, część rozdziałów tej Księgi (24-27) nazywana jest przez wielu egzegetów wielką apokalipsą Izajasza. Zestawia się ją z późniejszą Księgą Daniela, która czerpie z proroctw Izajasza i je rozwija. Liczne  jej echa przebrzmiewają też w Apokalipsie św. Jana.

Zwróćmy uwagę na Izajaszowe proroctwa mesjańskie w dzisiejszym czytaniu:

w.6. Jahwe Zastępów wyprawi na Górze tej wszystkim narodom ucztę. Temat uczty. Pokarm składany w ofierze Bogu stanie się pokarmem dla wszystkich.

w.7. Na tej Górze on zerwie zasłonę … całun. Zapowiedź zerwania zasłony. A oto zasłona w świątyni rozdarła się na dwoje … Człowiek duchowy przejrzy na oczy. Pozna Prawdę.

w.8. Unicestwi On śmierć na wieki. A więc zbawi od śmierci. Zdejmie hańbę, czyli usprawiedliwi.

w.9. Oto jest Bóg nasz; Jemu zaufaliśmy, że On nas wybawi. To jest jak akt strzelisty: Pan mój i Bóg mój.

w.10. Moab będzie rozdeptany. Upadnie miasto pychy. Nastąpi kres tyranów. Bo nadchodzi Królestwo Boże.

Gdy Chrystus tłumaczył Pisma uczniom w drodze do Emaus,  zapewne cytował też i Izajasza. Porównywanie treści tych trzech ksiąg (Iz, Dn i Ap) może bardzo wzbogacić interpretację każdej z nich oraz całego Pisma Świętego, ukazując zależność Nowego Testamentu  od  Starego.

 

Psalm responsoryjny: Ps 23, 1b-3a. 3b-4. 5. 6

Psalm ten powstał  w czasach, gdy w Pismach i w nauczaniu Proroków  panowało przekonanie,  że temu, kto wypełnia nakazy religijne, dobrze się dzieje. Jest też wielkim, optymistycznym hymnem ufności w Bożą Opatrzność.

Nasze dzisiejsze rozumienie Pisma Świętego, po doświadczeniach Hioba, Izajaszowego Sługi Bożego i ostatecznie Chrystusa, pozwala nam dojrzeć w jaśniejszym świetle, niż pokoleniu Dawida,  że Boża pedagogika naszego zbawiania może przebiegać różnymi drogami.

Bóg może dopuścić do wielu naszych cierpień, bo widzi dalej niż my, zna ich przyczyny, cel, nasze potrzeby. Ale także  specjalnie ich dla nas nie wymyśla, aby nas tylko z premedytacją doświadczać. Jeżeli nie uwierzymy, że jest naszym najlepszym Ojcem, że ukochał nas Miłością Chrystusa na śmierć i życie, nigdy nie zaznamy pokoju wewnętrznego. Czasami chce nas zatrzymać przed wejściem na złą drogę, potrząsnąć nami, abyśmy się opamiętali, pokazać co nas może czekać. Zawsze jednak czyni wszystko dla naszego dobra, dla naszego zbawienia. Usprawiedliwił nas, abyśmy byli zbawieni, abyśmy wrócili do stanu dziecięctwa Bożego. Chrystus, Najczystsze Słowo Boga, nie obiecywał nam lekkiego życia na ziemi, ale Królestwo Boże po śmierci. I dopóki nie nastanie jedno niebo i jedna ziemia, dotąd tak będzie.

W chwilach najdramatyczniejszych możemy wołać: Tato, wiem, że mnie kochasz, że to, co się dzieje we mnie, ze mną, to Twój świat miłości, powiedz mi, co mam robić w tym momencie, jak się modlić, jak żyć. Czy aż tak mi ufasz, że stawiasz mnie obok konającego Twego Syna, wołającego z krzyża: Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił… Czy aż do takiego poziomu chcesz mnie wynieść? Czy jesteś pewny, że ja to potrafię, że nie ucieknę z mego krzyża do świata, do zgorszenia innych, bo zwątpię w Twoją miłość? Co nas powstrzymuje przed takim zawierzeniem się Bogu?

Sięgając do głębi naszego jestestwa, odkrywamy lęk przed śmiercią i cierpieniem. Łaska Pięćdziesiątnicy dla Apostołów, to nie tylko dar języków, ale przede wszystkim uwolnienie od tych lęków. Na płytszych poziomach naszej osobowości to dominacja naszej woli nad poddaniem się woli Boga.

Ojcowie Pustyni i liczni święci, podążając za nauczaniem Chrystusa, dali przykład, że praca nad sobą, modlitwa, post i jałmużna, obficie wspomagane łaską Bożą, czynią cuda z człowiekiem. Cóż więc możemy zrobić, aby zaufać Bogu?

Przede wszystkim przyznać się, że nie znamy Boga, że Go nie dość kochamy i naśladujemy. Że nie wszystko od nas zależy. I choć należymy do tych wybranych, którzy starają się zgłębiać Słowo Boże, to nie oznacza automatycznie, że je rozumiemy i nim żyjemy. Słowo Boże to Droga, Prawda i Życie. Droga zajmuje czas i męczy, Prawda wymaga przemyśleń i modlitwy, a Życie doświadczeń. A nam chce się śpiewać: nie daj mi Boże, broń Boże, spróbować tak zwanej życiowej mądrości, gdy bardziej adekwatna byłaby modlitwa Jezusa w Ogrójcu: Ojcze, nie moja, lecz Twoja wola niech się stanie. W chwilach uniesień wydaje się, że kroczymy po wodzie. Ale dobry Bóg, dał nam przykład tonącego Piotra, zawsze możemy wołać: Jezu, ratuj.

A optymizm? Ileż w naszym życiu, nawet najtrudniejszym, pięknych momentów, do których zawsze wracamy. Kto z Bogiem, Bóg z nim. Na dobre i złe. Aż po grób. Aż po krzyż.

 

Drugie czytanie: Flp 4, 12-14. 19-20

Nie znamy konkretnych potrzeb, z powodu których św. Paweł zwrócił się o pomoc do Filipian. Ale musieli oni bardzo cenić Apostoła Narodów, skoro zawsze go wspomagali.   Po tym, co powiedział Paweł o sobie, doskonale rozumiemy, że nie dla siebie prosił. Było tyle małych, biednych wspólnot chrześcijańskich, którymi się duchowo i materialnie opiekował, do których podróżował.

Te osobiste wyznania św. Pawła mogą być szczególnie pouczające dla młodych ludzi. Nauczyć się bowiem choćby dwóch umiejętności, o których wspomina autor listu, to skarb,  lepszy niż konto w banku. Bo ono może zniknąć, a umiejętności zostają.

Pierwsza umiejętność, to zdolność bycia „raz na wozie, raz pod wozem”. Ci, którzy wychowali się bez „zbytków”, częściej  znoszą lepiej losowe zmiany. Generalnie, łatwiej z nimi koegzystować. Posłuchajmy opowieści starych partyzantów, podróżników (ale nie tych do all inclusive), misjonarzy w egzotycznych krajach, a zrozumiemy to.

Samowystarczalność to do pewnego stopnia tylko nabyta ludzka umiejętność. Ale gdy dodamy do niej wyznanie Pawła: wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia, to do tych umiejętności dodamy pierwiastek nadprzyrodzony – heroizm wiary w Opatrzność Bożą. A Opatrzność nie byłaby Boża, gdybyśmy z zegarkiem w ręku dostawali trzy razy dziennie to, na co mamy w danym momencie apetyt.

I druga umiejętność, to wypracowanie u innych takiego zaufania w swoją uczciwość, czyste intencje, że zdejmą z siebie „ostatnią koszulę”, żeby pomóc. Bo też i sami taką „koszulę” zdejmowaliśmy dla nich. Niestety, to już nie jest cool. Dzisiaj liczy się szybki zysk za wszelką cenę. Coraz trudniej być uczciwym, bo nie możemy polegać na innych, np. poddostawcach czy wspólnikach. Wszystko musi być regulowane przepisami. Zwykły Dekalog nie jest już oczywisty. Wydaje się, że wszystko jest oszukane: i jedzenie, i medykamenty, i oferty bankowe, fake newsy itd. Jak tu pracować w takich instytucjach? Im bardziej oszukańcze, tym lepiej płacą, (albo wykorzystują). A tu wszystko coraz droższe. Jak założyć rodzinę, jak się urządzić? To są egzystencjalne pytania młodych ludzi wchodzących w dorosłe życie. Jak im udowodnić wyższość uczciwego życia, gdy ledwo dyszymy na skąpej emeryturze czy rencie? A może zachęcamy ich do cwaniactwa?

Uczciwość usług społecznych, która kiedyś była oczywistością, (i nie mam wcale na myśli PRL-u, ale np. rozwój mieszczaństwa i rzemiosła w Anglii) staje się heroizmem. To też wskazuje na ideologie i ludzi za nimi stojących, którzy w historii doprowadzili do tych zmian.

Ale pamiętajmy, Bóg za każdą ofiarę serca odpłaca miarą utrzęsioną w tym i przyszłym życiu. I jak tu nie uczyć się mądrości życiowej z Pisma Świętego. Stawajmy się takimi mędrcami bracia i siostry, aby pomagać innym. Lata lecą.

 

Ewangelia: Mt 22, 1-14

Przypowieść ta, to Boże zaproszenie dla człowieka, państw i narodów do Królestwa Bożego, do uznania Chrystusa za Boga i Pana.

W dosłownym kontekście tę perykopę odnieść można do Narodu Wybranego i Chrystusa, a szczególnie do duchowych przywódców Izraela. Byli nimi faryzeusze, uczeni w Piśmie, kapłani. W tamtych czasach to elita Narodu Wybranego. Nota bene, król Herod nie był Żydem. Nie był autorytetem narodowym, był kolaborantem Rzymu. Skąd my to znamy?

Elity odrzuciły Mesjasza. Jedna część przez obojętność i prywatę (przecież nie cała Jerozolima poszła pod Golgotę). Druga część, już nie obojętna, ale zabójcza. Żadne znaki do nich nie przemawiały. Skąd my to znamy?

W kontekście uniwersalnym to przesłanie Jezusa skierowane jest do każdego z nas, do naszych rodzin, do narodu, do rodziny narodów. Odnieśmy tę przypowieść do dzisiejszych czasów, do siebie, do Polski, do świata.

Kiedy i jak Bóg zapraszał, i ciągle mnie zaprasza na tę mistyczną ucztę? Kogo posyłał? Jak odpowiadałem? Czy dostrzegam, że te zaproszenia to dzieje mojego życia, historia mojego zbawiania? Czy znam na tyle historię Polski, aby dostrzec w niej rolę inspiracji Bożej w pamiętnych wydarzeniach: ślubów lwowskich Jana Kazimierza w 1656 roku, bitwy warszawskiej w 1920, ślubów jasnogórskich w 1956 i Milenium Chrztu Polski w 1966, wezwania Ducha Świętego przez papieża Jana Pawła II na Placu Zwycięstwa w 1987, czy też powołania tylu polskich świętych i błogosławionych? Czy osobiście dopełniam ducha tych ślubów, czy żyję posłannictwem św. Faustyny, św. Maksymiliana, św. Jana Pawla II? Czy jestem pod Golgotą, czy w swoim kramie?

Przyjrzyjmy się, kto i jak odrzuca Chrystusa w naszych czasach. Jak wtedy, tak i teraz, część obojętnych, zajętych swoimi sprawami (aby tylko było jak było). Część wrogo nastawionych. Ich „mistrzowie” jeszcze tak niedawno więzili, a nawet mordowali swoich ideowych wrogów. Dziś już nie fizycznie, ale słowem próbują „wykańczać” swych przeciwników fake newsami, czarnym PR. A świat? Czy rację mają deiści, że Boga on nie obchodzi? A Lourdes, Fatima, Ojciec Pio, Matka Teresa?  Oni ot, tak z siebie tylko, prawda?

Przez ile cierpień musieli przejść Boży posłańcy do świata, aby Głos Boga był usłyszany. A czy zawsze wypełniony? Papież Jan Paweł Wielki, najpierw o mało nie zabity na Placu św. Piotra, obrażany w Nikaragui czy nawet we własnej Ojczyźnie podczas pielgrzymki w 1991, bo chciał uczyć Dekalogu. A „elitom” spieszno było do Europy. Czym się ona stała bez Dekalogu, już każdy to widzi.

Zobaczmy, jakie realne skutki nastąpiły po tej przypowieści jako zapowiedzi męki, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Miejsce Narodu Wybranego po paru wiekach zajęli poganie. A u nas, miejsce „oświeconych” elit kulturalnych w kościele zajmuje powoli „plebs”, „mohery”, „hołota”, „faszyści”.

Komu dużo dano, od tego będzie więcej wymagane. „Wyrokiem śmierci” dla elit jest wykluczenie z ich grona. A gdzie jeszcze niżej może spaść plebs? Dlatego niższe warstwy społeczne nie mają pokusy zdrady dla utrzymania swego status quo. W górę, tak.

Dlatego baczmy, kogo wybieramy na swoich reprezentantów.

 

Poniedziałek, 16.10.2017 r.

Pierwsze czytanie: Rz 1, 1-7

Antychrześcijańscy ideolodzy skupiają się głównie na podważaniu prawdziwości zmartwychwstania Chrystusa i na walce z nauczaniem Świętego Pawła Apostoła, które najpełniej jest wyrażone w jego Liście do Rzymian. Pierwsze czytania liturgiczne tego tygodnia  są właśnie fragmentami tego Listu.

Dobrze więc będzie przyjrzeć się bliżej Pawłowi z Tarsu, aby lepiej zrozumieć jego argumenty i zaufać temu, co pisze.

Spośród wszystkich Apostołów najbardziej wykształconym biblijnie był Paweł. Faryzeusz z ojca faryzeusza, uczeń Gamaliela, „zaufany” Sanhedrynu. Po chrystofanii pod Damaszkiem i „szkole Ananiasza”, stał się pierwszym teologiem chrześcijaństwa, i solą w oku późniejszego judaizmu rabinicznego. Z prześladowcy chrześcijan stał się męczennikiem za wiarę w Chrystusa.

To olśniewające objawienie się Zbawiciela „krwawemu Szawłowi” pozwoliło już Pawłowi w jasnym świetle ujrzeć swoje życie i przeżyć tak głębokie nawrócenie, że jakby za św. Janem Chrzcicielem, usunął swoje ego w niebyt, by tylko Chrystus mógł w nim żyć.

Św. Paweł logicznie połączył „wiedzę objawienia” z wiedzą biblijną. Zrozumiał, że Chrystus zmartwychwstał, bo jest Synem Bożym. To, i wiele więcej, chce właśnie przekazać Rzymianom – Żydom i poganom, których jeszcze nigdy nie odwiedził na swoim misyjnym szlaku.

 

Psalm responsoryjny: Ps 98, 1bcde. 2-3b. 3c-4

Dzisiejszy psalm ma charakter eschatologiczny. W pierwszych wersach jest hymnem uwielbienia Boga za wyzwolenie z niewoli babilońskiej, traktuje o godności królewskiej,  aby w dalszych wersach zapowiedzieć, w trybie dokonanym, zbawienie świata.

Powinnością stworzenia jest wielbić Boga. Skłaniają do tego wielkie dzieła i cuda, jakie Bóg uczynił. Natura też wielbi Boga swoim pięknem i harmonią.

W słowach ujrzały wszystkie końce ziemi zbawienie Boga naszego, my żyjący w Nowym Przymierzu, wiemy, że  była już jedna epifania: Chrystus Zbawiciel przyszedł na świat. Ale ma nadejść jeszcze jedna, w dzień sądu nad światem, która ma przynieść  ostateczne wybawienie od śmierci i cierpienia.

W dzisiejszych czasach, potrzeba nam szczególnie wielbić Boga, gdyż zbyt wielu od Niego odeszło. Nikt nie przepowiada tu końca świata, ale patrząc „skąd wieje wiatr”, możemy się domyślać, że coś przerastającego naszą wyobraźnię i doświadczenia nadchodzi. Ale to Bóg jest Panem czasu i historii. Możemy bać się tego, co nieznane, ale wiemy, że to nie Zło zwycięży. To Bóg zwycięży. Tego możemy być pewni. Stąd wynika logika uwielbienia Boga. Tylko w takiej modlitwie możemy wszystko przetrwać.

Sam psalm jest też „koronkową robotą” autora. Przeczytajmy go w całości. Wielokierunkowa struktura językowa opierająca się na siódemkowej konstrukcji: siedem razy powtórzone imię Boga, siedem Bożych aktów działania, siedem przymiotów Boga i siedem sposobów modlitwy uwielbienia. Harmonia dzieł stworzonych to i odpowiadająca jej harmonia poezji. Kto dzisiaj uprawia taką poezję? 

 

Ewangelia: Łk 11, 29-32

Już pierwszy werset nastraja „swojsko” – wszak to samo mówimy o naszych czasach. Cztery zdania i cztery zwroty: to pokolenie. Czyli i nasze.

Analiza tej perykopy jednoznacznie wskazuje na Chrystusa,  Jego zmartwychwstanie i Jego Słowo. Znamienny jest tu motyw sądu: nad pokoleniem współczesnym Jezusowi, a szerzej, nad nami samymi. Czy przychodzimy aż z Południa, aby słuchać, nawet już nie Salomona, ale samego Chrystusa?

Aby odkryć i docenić Ewangelię, jej moc, jej ponadczasową mądrość, trzeba nam w końcu dojrzeć. Bo najpierw chcemy wiedzieć, doświadczyć życia, a potem mieć. A kiedy jest czas, aby poznać Chrystusa? Trzeba nam łaski. A o nią można się tylko modlić. Często darmo dana, ale lekceważona.

Nie ma jednakowej wiary. Miarą wiary są sytuacje, wyzwania, zagrożenia z przyznania się do niej. Innej wiary potrzebujemy przed egzaminem, a innej, aby zaprotestować, tak jak Mary Wagner, przeciwko nieograniczonemu czasem ciąży przyzwoleniu na zabijanie nienarodzonych dzieci w Kanadzie. Czym wtedy są znaki? Na miarę jakiej wiary? Na miarę jakiego sumienia? Tak, w ostatnim choćby stuleciu były różne znaki. Na przykład w Fatimie. Owszem, wybudowano bazylikę. Ale ile dziesięcioleci i milionów ofiar pochłonęły „błędy Rosji”?

Na sądzie ostatecznym świadczyć będą przeciwko nam ludzie, którzy włożyli wiele trudów, by dotrzeć do źródła Prawdy – Słowa Bożego, Eucharystii. Można by o nich powiedzieć: „mądrej głowie dość po słowie”. Mieszkańcy Niniwy uwierzyli tylko Jonaszowi. A my nie potrafimy uwierzyć samemu Bogu w Osobie Chrystusa. Bo gdybyśmy wierzyli, to przecież inaczej byśmy żyli. A nie wierzyć Bogu to biada.

Może więc, będąc już świadomymi z czego będziemy sądzeni, warto by było wykazać trochę wysiłku, aby to nie do nas były skierowane inne słowa Chrystusa: O nierozumni i leniwego serca. Wiara rodzi się ze słuchania Słowa Bożego i świadectwa. Poznając głębiej Słowo, zaczynamy Mu więcej ufać. Wzbudza się w nas nadzieja. Z wiary i ufności rodzi się miłość do Boga i bliźniego. A miłość przyciąga.

Co zwycięża w naszym życiu: nasze pragnienia czy przeszkody?

 

Wtorek, 17.10.2017 r.

Pierwsze czytanie: Rz 1, 16-25

Posłuchajmy raz jeszcze.

Ewangelia… moc Boża ku zbawieniu każdego wierzącego. To brzmi jak definicja, i jest nią tak dalece, że stała się aksjomatem nauki o zbawieniu. Żyjąc zgodnie z nauką Chrystusa, czyli wierząc Synowi Bożemu, człowiek poddaje się mocy Boga, która jest zdolna przemieniać jego życie, prowadząc do zbawienia.

Sprawiedliwość Boża … od wiary wychodzi i ku wierze prowadzi. Można rozumieć to stwierdzenie jako drogę wzrostu człowieka w wierze, od łaski wiary wlanej przez chrzest do wiary dojrzałej, opartej na doświadczeniach życia i odkrywaniu Boga w swym życiu. Przez analogię, jakby od daru życia do daru z życia.

Ostatnie zaś zdania dzisiejszego pierwszego czytania po prostu zdumiewają. Św. Paweł zdiagnozował świat pogański swoich czasów tak uniwersalnie, że i dziś jego wyjaśnienia są niezwykle aktualne. Bałwochwalstwo leży u podstaw dramatu człowieka targanego namiętnościami niezgodnymi z prawami natury. Idąc dalej tym rozumowaniem, spostrzeżemy, że odrzucając Boga jako najwyższą wartość, a stawiając stworzenie w Jego miejsce, w sumie, dokonaliśmy ogromnej dewaluacji wartości człowieka. Od tego, za którego Bóg dał życie, do tego, który np. jest za stary na leczenie. Teocentryzm, antropocentryzm, moneycentryzm.

 

Psalm responsoryjny: Ps 19, 2-3. 4-5ab

Spróbujmy odczytać ten psalm, wprowadzając weń podmiot : Słowo.

Bóg stworzył świat swoim Słowem. Wola Boga zawarta w Jego Słowie ma moc stwórczą. Głos Boga nie odbija się pustym echem po wszechświecie. Wraca, gdy wypełni swoje zadanie. Zauważmy, jak wiele już się dokonało. Jakże trafnie odkrył to Kant mówiąc: „Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie”. Jedność Boga i ludzi przed grzechem pierworodnym, zdawała się być tak oczywista, że światu nic nie groziło i nie zapowiadało przyjścia Chrystusa – Słowa Wcielonego. A jednak…

Mimo tego grzechu, już odkupieni, żyjemy w ciągle żywym, tętniącym wokół nas Słowie. Świat został stworzony Słowem, ale i ciągle jest stwarzany. To stwarzanie trwa tak długo, jak długo trwa Słowo. A ono jest wieczne. Tak jak Dekalog i Osiem Błogosławieństw. Nasze niebo i ziemia mogą przeminąć, ale ponieważ Słowo nie przemija, to możemy domniemywać, że Jego moc stworzy coś nowego, czego jeszcze nie znamy. Bo nie wiemy, jaką postać przybierze Królestwo Boże.

Słowo Boga rodzi słowo człowieka. Człowiek najpierw Je słyszy, a potem powtarza, przekazując dalej jak dzień nocy, a noc dniowi. Człowiek żyje Nim z dnia na dzień.

Ewangelia jest właśnie takim stwórczym słowem. Stwarza nowego człowieka, Kościół, Królestwo Boże.

Otrzymując komunię świętą, słyszymy: Ciało Chrystusa, Krew Chrystusa. A przecież po Ewangelii słyszymy: Oto Słowo Pańskie. Pan to pokorny zamiennik słowa Jahwe – Bóg. Tak mówiono o Chrystusie. Stąd możemy logicznie powiedzieć: oto Słowo Chrystusa. Mamy więc jakby troistość Chrystusa: Słowo, Ciało i Krew. A to Msza  Święta właśnie. Msza Święta to nie tylko Bezkrwawa Ofiara Chrystusa powtarzająca się każdego dnia na całym świecie. To także akt stwórczy, to puls Wszechświata. Bo to Głos Boga.

Potrzeba nam też przemożnej modlitwy i pracy nad sobą, aby wprowadzać porządek, harmonię w chaos naszego własnego świata – życia. Aby i nasze słowa i czyny rodziły dobre owoce.

Zmartwychwstały Panie, przeniknij nas blaskiem i mocą Twego zmartwychwstania, abyśmy stali się „odblaskiem” Ciebie.

 

Ewangelia: Łk 11, 37-41

W czytanym dziś fragmencie Ewangelii św. Łukasz bierze jakby pod lupę środowisko faryzeuszy. Nie bez powodu powtarza słowa Jezusa o nich w tym miejscu Dobrej Nowiny. Faryzeusze stali się bowiem jednymi z głównych sprawców odrzucenia, prześladowania i doprowadzenia do śmierci Mesjasza, a potem i wielu jego wyznawców.

Możemy zadać sobie pytanie, co doprowadziło faryzeuszy do  roli prześladowców. Ewangelista, przytaczając słowa Jezusa, wskazuje na ich formalizm religijny.  Co w takim razie prowadzi do takiego formalizmu? Myślę, że mogą to być dwie drogi, i to dość przeciwstawne . Jedną może być niedokształcenie, a drugą pycha wiedzy. Formalnego niedokształcenia nie możemy im jednak zarzucić. Należeli do elity najlepiej wyedukowanych w Izraelu. Możemy jednak zauważyć, że uzyskaną wiedzę naginali do swego „widzi mi się”. A pycha wiedzy? Celem mego życia jest wiedza. Wiem już tak dużo, że staję ponad prawem, bo umiem nim manipulować. Nie żyję realnym życiem, tylko zagłębiam się w spekulacje sztuki dla sztuki, tworząc nowe, urojone prawa. Jakże to znane nam: „Jeśli fakty zaprzeczają teorii, tym gorzej dla faktów”- Hegel. To ta pycha wiedzy nauczycieli, przez pokolenia jakże przydatnych Izraelowi, wyniosła ich z czasem do pychy żywota, bycia ponad innych, do fałszowania nauczania proroków, do stawiania swoich interpretacji ponad przesłanie Tory, a nawet do kolaboracji z okupantem – Rzymem. W czasach Chrystusa na pewno już nie byli takimi „Wyszyńskimi” i „Herbertami”, za jakich my uważaliśmy naszych przywódców duchowych i twórców kultury w latach rozbiorów czy okupacji hitlerowskiej lub sowieckiej.

Czy dzisiaj nie możemy dostrzec podobnych postaw?

Przytoczone słowa Chrystusa zwracają uwagę, że pierwotnym dziełem Stwórcy jest jedność duszy i ciała, a nie jej rozdarcie. Dlatego nauczanie o wyższości jednych postaw, a życie drugimi postawami jest hipokryzją, oszustwem. Toteż dla człowieka gorliwie praktykującego swoją wiarę, ważnym elementem codziennego rachunku sumienia powinno być pytanie: czy, gdzie i kiedy zachowałem się jak faryzeusz. Bo może o godzinie trzeciej, za wszelką cenę musiałem odmówić Koronkę do Miłosierdzia Bożego, żeby w kwadrans później poszarpać się z kimś o rzeczy urągające temu Miłosierdziu. Jakże łatwo w zależności od „zwrotu historycznego” stać się katem lub ofiarą.

Na drodze naszej metanoi możemy za wzór wziąć św. Pawła. Dla czystości religijnej stał się mordercą. Po nawróceniu – niewolnikiem łaski. Może warto więc zarzucić spory o to, co zewnętrzne, a skoncentrować się na uczynkach miłosierdzia. Spory, nawet w imię Boga, prowadzą do nienawiści i wojny. Post, modlitwa i jałmużna czynią cuda.

 

Środa, 18.10.2017 r., święto  św. Łukasza Ewangelisty

Pierwsze czytanie: 2 Tm 4, 9-17a

Św. Paweł uświadamia nam, że nie ma ewangelizacji bez zorganizowanego działania. To nie emocjonalny „spontan” , ale jasny cel, współpracujący  ludzie, Kościół. Gdy doczytamy ten list do końca, dowiemy się, że  Apostoł Narodów szykuje się już na śmierć. Zawczasu więc przyzywa swoich sprawdzonych przyjaciół, aby przejęli po nim jego dzieło misyjne. Paradoks, z powodu m.in. tego listu, stracił potem życie. Miał za dużo wrogów, także wśród swoich.

Ten niestrudzony głosiciel Ewangelii i męczennik daje nam świadectwo Bożej miłości i wierności. Choć wszyscy go opuścili (dla świata, ze strachu) i nikt nie stanął w jego obronie, to Chrystus go nie opuścił. Św. Paweł daje nam tym samym dowód na istnienie Boga. Gdyby to nie Pan go pocieszył, a np. lekarz Łukasz, to by przecież o tym powiedział, albo nie.

Właśnie to świadectwo o Bożej obecności umacnia nas ludzi wierzących na naszej drodze do Nieba, trudzących się w służbie Bogu i bliźniemu, że nie jesteśmy sami, że Bóg jest z nami.

Za życia człowieka, pedagogika Boża prowadzi go różnymi drogami, vide “ciemne noce” np. Matki Teresy z Kalkuty. Ale w chwili najczulszej, najintymniejszej, jaką jest śmierć, możemy być pewni, że Chrystus jest przy nas. Jak dobrze być przyjacielem Chrystusa. Bo Ten, który czuwa przy nas, czy może być potem naszym surowym sędzią na sądzie szczegółowym?

 

Psalm responsoryjny: Ps 145, 10-11. 12-13ab. 17-18

Liturgista opracowujący czytania na dziś wybrał z Psalmu 145, hymnu uwielbienia Boga, tylko kilka wersów, które mówią o chwale królestwa Bożego i dobroci jego Króla. Nam, żyjącym tym królestwem, trzeba wysławiać Stwórcę razem z Jego dziełami i Jemu błogosławić. Na wszelkie sposoby. Przemija rok liturgiczny i zaczyna się drugi. Nadchodzi nowy Adwent. Wzmaga się wołanie o wielbienie Boga. Te ponaglenia wraz z ich uzasadnieniem są jak lekcja modlitwy.

W naszej „apteczce modlitewnej” nie może zabraknąć tego psalmu – lekarstwa na zwątpienie w trudnych momentach życia i historii.

Najłatwiej jest codziennie prosić o coś w modlitwie. Czasami przebłagania i dziękczynienia przeplatają się na naszych ustach. Ale stajemy przed Bogiem jak  niemowy, gdy chcemy Go wielbić. Jak trudno „popłynąć” do Nieba w takiej modlitwie spontanicznej. Medytując i kontemplując ten psalm, odkrywamy liczne motywy  do wychwalania Boga. Znajdźmy siebie w jednym z nich. Rozważmy Boże dzieła w naszym życiu. Zatopmy się w zadumie nad nimi. Czy wszystkie wydarzenia są tylko przypadkami? Że coś mi się udało. Że to jest moja zasługa. Wejdźmy w komunię serc z Troistym Bogiem. Bo przecież wszelkie dobro od Boga pochodzi.

I jeszcze jeden motyw tego Psalmu: trwanie w tradycji uwielbiania Boga. Musimy do niej wracać, pielęgnować ją, aby móc przekazywać następnym pokoleniom. To także tzw. pobożność ludowa. Nie dajmy sobie wmówić, że te wszystkie uroczystości, procesje, pielgrzymki, wystrojone kapliczki to ciemnota i zabobon. Że tylko wysoka kultura i  intelekt się liczą. Owszem, są ważne, ale gdy służą Bogu i bliźniemu, a nie ku własnej chwale. Nie bez przyczyny Prymas Tysiąclecia oparł obronę polskiego Kościoła, wiary naszych przodków, naszej suwerenności duchowej i narodowej na masowej pobożności. Hitlerowcy i bolszewicy zdziesiątkowali starą, polską inteligencję. Ale lud przetrwał. I wiara trwa do dziś w narodzie polskim, skąd wyszła iskra na świat, Jan Paweł II Wielki. Jeśli my zamilkniemy kamienie wołać będą.

Ten Psalm to wczesna zapowiedź królestwa Bożego. Mamy go pragnąć szczerze, nie na próżno.

 

Ewangelia: Łk 10, 1-9

Kluczowym słowem dzisiejszej Ewangelii odmienianym na wiele sposobów jest posłanie.

W poprzednim rozdziale Chrystus posłał Dwunastu. Teraz posyła siedemdziesięciu dwóch. Perykopa ta czytelnie wpisuje się w inne Jezusowe posłanie: Jak mnie posłał Ojciec, tak i ja was posyłam. Bóg w swoim miłosierdziu posyła nas, aby na wzór Syna Bożego nieść światu pomoc. Miłosierdzie Boga odzwierciedla się w ludzkim miłosierdziu.

Gdzie indziej św. Piotr powie, że jesteśmy ludem kapłańskim, Bogu na własność poświęconym. Jesteśmy więc zobowiązani służyć Bogu. W naszym życiu najczęściej nie jesteśmy posyłani po dwóch, (chyba że dwoje: mąż i żona). Czasami czujemy się, jak byśmy byli sami wśród wilków. Ale zawsze Chrystus jest przy nas. Powinniśmy być tego pewni. Choćby wlekli nas na szubienicę, musimy wierzyć, że wloką nas razem z Chrystusem. Nie jesteśmy sami. Zwątpić w tę prawdę, to tonąć jak Piotr.

Siedemdziesięciu dwóch zostało wyznaczonych, dwunastu wybranych. Razem osiemdziesięciu czterech. A to dwanaście razy siedem. Dwanaście pokoleń Izraela i pełnia ludzkości. My do niej też należymy.

Uderzające w tym jest to, że wszyscy zostali posłani bez niczego, bez żadnego zabezpieczenia. Nie mając nic, można tylko dawać siebie i to całkowicie, bo przecież nic innego już nie mamy. Jest to szczyt poświęcenia. U św. Ignacego Loyoli tzw. trzeci stopień miłości. Tylko największym świętym udawało się takie naśladowanie swego Mistrza.

Niestety, częsta jest też postawa odmienna. Mając niewiele, chcemy zagarnąć dużo więcej, niż nam by się należało. Bo inni mają. Stajemy się wtedy złodziejami łaski Bożej, wilkami wkradającymi się do owczarni. Nie posyła nas takimi Pan, ale Zły.

Misyjność w Duchu Chrystusa, to nie ogień i miecz, ale miłość Stworzyciela do swych zagubionych dzieci, to pragnienie przywrócenia do komunii serc z Synem i Ojcem.

Wielce znaczące jest to posłanie do świata. My wierzący, uczniowie Zbawiciela, nie możemy się chować w gettach dla podobnie wierzących i myślących ludzi, ale iść pewnie w świat. Kto nas odrzuci, tego odrzuci  Ten, który nas posłał i wtedy biada odrzucającemu. Ale my, choć może i nieraz potłuczeni, robimy to, do czego Chrystus nas powołał: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię.

 

Czwartek, 19.10.2017 r.

Pierwsze czytanie: Rz 3, 21-30a

Prorok Izajasz przepowiada, jeszcze mgliście,  że rolą Sługi Jahwe będzie nie tylko nawrócenie Izraela, ale też stanie się światłością dla pogan. Tym Sługą stał się Mesjasz, Jezus z Nazaretu.

Ciągłość Chrystusowego głoszenia Ewangelii, za sprawą Ducha Świętego podjęli Apostołowie, a po nich biskupi Kościoła Katolickiego, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi. Także do Polski.

Możemy powiedzieć, że Bóg na różne sposoby posyłał swoich proroków i świętych do Narodu Polskiego, aby go nawracać i jednoczyć. Podążając za mądrością Księgi Sędziów, dostrzegamy, że i my Polacy dostawaliśmy takich sędziów. Zresztą, nie tylko my, ale i cały świat. Jednym z ostatnich, na miarę Gedeona był św. Jan Paweł II. Ten Polak 1000-lecia stał się prorokiem dla naszych czasów: ukształtowany na sługę od urodzenia.

Jak więc my Polacy, możemy się dzisiaj czuć, gdy tyle politycznej nienawiści wokół nas i w nas. Czy my jako naród, wybrany do specjalnej misji, bo z nas wyszła iskra, nie odrzuciliśmy swego „mesjasza” i „sędziego”? Czy w jakiś symboliczny sposób Jan Paweł II  może nie mieć do nas pretensji, skarżąc się, że: Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły. Wyszła z nas iskra. Podpaliła świat. A my kopcimy.

Wielką rolę musiał nam Bóg wyznaczyć, skoro Szatan rzucił przeciwko nam całe swoje diabelstwo.

 

Psalm responsoryjny: Ps 130, 1b-2. 3-4. 5-6

Ten błagalny psalm warto uczynić swą codzienną modlitwą przebłagalną i wstawienniczą.

Jest tyle ludzkiej nędzy, potrzeb wokół nas, gdzie same uczynki miłosierdzia co do ciała nie wystarczą. Istnieje taka przestrzeń, gdzie sięgają już tylko uczynki miłosierne co do duszy.

Te psalmowe słowa to głos samego Ducha Świętego, który natchnął psalmistę. Modlić się psalmami, to modlić się żywym Słowem jak mieczem obosiecznym. Warto się nauczyć na pamięć różnych świętych tekstów. Warto świeckim przylgnąć do modlitwy brewiarzowej, choćby tylko Jutrzni i Nieszporów.

Panie, któż się ostoi? to głos skruszonego grzesznika, którym jest każdy z nas.  Liczyć tylko na Boga, przylgnąć do Jego Słowa, czekając i robiąc wszystko, aby się w nas wypełniło. Trzeba nam przy tym unikać letniości, bo takich letnich, jak już wiemy, Bóg wypluwa. Musimy też pamiętać, że grzechy publiczne wymagają publicznej ekspiacji, bo zgorszenia nie da się zredukować do kratek konfesjonału. Dotyczy to głównie osób „publicznych”, jak duchowni, politycy, czy dziennikarze, a więc i autorzy tzw. fake news. Bez zadośćuczynienia, nie ma odpuszczenia.

 

Ewangelia: Łk 11, 47-54

Można by odnieść wrażenie, że to tylko faryzeusze byli głównymi przeciwnikami Chrystusa. Niestety, nie. O zgrozo, byli nimi także uczeni w Piśmie. Ci, którzy powinni pierwsi rozpoznać Mesjasza, stanęli na czele zaprzeczających mesjańskiej godności Chrystusa. Rodzi się tu pytanie: jak to było możliwe? Odpowiedzi można szukać w różnicy poziomu wiedzy i rozwoju duchowego.

Pozytywnym przykładem takiej zgodności może tu być Symeon i prorokini Anna. Nie ulegli oni megalomańskim wizjom mesjasza – imperatora, ale uwierzyli Izajaszowi w jego Sługę Pańskiego. Większość życia spędzili na modlitwie i rozważaniu słowa Bożego.

Może warto więc wybierać autorów naszych ważnych lektur  spośród im podobnych. Bowiem Ojcowie Kościoła uczą, za Chrystusem zresztą, że odpowiedzi na trudne pytania trzeba szukać na klęczkach, w poście i na modlitwie.

Współcześnie zaś, negatywnym przykładem takiej rozbieżności wiedzy i ducha mogą być np. liczne na świecie laickie uczelnie z programem teologicznym czy religioznawczym. Nikomu nic nie ujmując, trzeba jednak powiedzieć, jak trudno  jest dociekać Prawdy, gdy pojęcie wiary należy do narracji i politycznej poprawności, i gdy gonią  terminy i troska o rozwój osobistej kariery zawodowej.    Jak wiele z tych supozycji intelektualnych powinno dopiero być początkiem zadumy na całe życie. Ale tak nie jest. Stąd zalew publikacji i zamęt w głowie ludzi wierzących. Jakże trudno oddzielić niektórym autorom egzegezę od ideologii. Przy ciągłym spadku powołań głęboko kontemplacyjnych, coraz mniej postaw takich jak u Symeona i Anny, a coraz więcej sensacjonatów. Prorok, jak wiemy, nie przepowiada przyszłości, tylko przekazuje słowo Boga. Jeśli więc ktoś pracując nad słowem Bożym, aby je przybliżać innym, zaprzecza temu słowu, naginając je kontekstualnie do zwichrowań dzisiejszego świata, to staje się ono fałszywym proroctwem, a autor fałszywym prorokiem.

 

Piątek, 20.10.2017 r.

Pierwsze czytanie: Rz 4, 1-8

Czytany dzisiaj fragment Listu św. Pawła do Rzymian ma silny wydźwięk  polemiczny. Celem tej polemiki jest przekonanie innych do wiary w moc zbawczą Chrystusa. Odczytajmy go w szerszym kontekście.

Niemal wszyscy Żydzi („starozakonni” i judeochrześcijanie) uważali za słuszne przestrzeganie starych rytuałów, np. obrzezania. Paweł Apostoł starał się ich przekonać, że wraz z odkupieniem, powinny zaniknąć stare rytuały. Opierając się na historii Abrahama, udowadnia, że jego usprawiedliwienie nie było rezultatem skrupulatnego przestrzegania Prawa, (bo jeszcze nie było Mojżesza), ale wyrazem wiary w akcie wyjścia z Ur i ofiarowania Izaaka. Nota bene, Dawidowa wina (jakże opłakana) także została darowana, nie przez jego dobre uczynki, ale tylko przez łaskę. Dobre uczynki są rodzajem zapłaty, same nie czynią człowieka sprawiedliwym w oczach Boga, czyli usprawiedliwionym. Wiara bez owoców, nie jest jeszcze wiarą. Księga Rodzaju uchyla rąbka tej tajemnicy: gdy Bóg uznał, że  serce Abrahama jest mu wierne, zawarł z nim przymierze. I tu chyba jest odpowiedź na nasze dylematy. Gdy sercem przylgniemy do Boga (ileż razy Pismo Święte o tym mówi), to samoistnie i wierzymy, i dobrze czynimy.

Do kogo należy moje serce?

Chrystofania uczyniła św. Pawła „szaleńcem Bożym”. Poznał on Chrystusa jak nikt inny. Ufajmy mu.

 

Psalm responsoryjny: Ps 32, 1b-2. 5 i 11

Wczoraj, psalmista uczył nas o konieczności zwrócenia się do Boga w szczerym żalu za grzechy. Dzisiaj zaś, pokazuje nam efekty takiego aktu.

Możemy zapytać się siebie, kiedy ostatni raz odeszliśmy szczęśliwi od kratek konfesjonału? Czy nie po tym, jak znaleźliśmy dość czasu, pokory, szczerości na dopełnienie wszystkich warunków dobrej spowiedzi? Przebaczając innym, uznając swoją nicość przed Bogiem, dostrzegając Jego Miłosierdzie względem nas. Często, to jest jedyne lekarstwo na naszą depresję, letniość wiary, rutynę.

Ciekawe jest zestawienie określeń na odpuszczenie grzechów: odpuszczona nieprawość, grzech zapomniany, Pan nie poczytuje winy. Jakże to brzmi podobnie do nauczania św. Pawła o usprawiedliwieniu. Ale zwróćmy uwagę na fundamentalną kolejność, tak się dzieje, gdy wcześniej, w szczerym żalu, prosiliśmy Boga o przebaczenie. Szawłowi Chrystus nie powiedział, idź, odpuszczone ci są grzechy, nie grzesz więcej, ale, Szawle, czemu mnie prześladujesz. Dopiero nawrócenie Szawła uczyniło go Pawłem. To łaska nawrócenia była darmowa, niczym nie zasłużona. Usprawiedliwienie, to nie automatyczna amnestia obejmująca wszystkich. Gdy ktoś myśli, że Chrystus i tak go zbawił, bez jego wysiłku do życia zgodnego z Bożą nauką, bez żalu za swoje grzechy, bez woli nawrócenia, tylko dlatego, że był ochrzczony, może się szpetnie pomylić. Nieba nie osiąga się z automatu, jak chcą uważać niektórzy inaczej wierzący. A i biada tym, co w gorszący, publiczny sposób wyrzekli się Chrystusa, chrztu. Wyrzekli się bowiem szansy usprawiedliwienia. I co im zostaje? Tylko Boża sprawiedliwość. I wracamy do początku, Panie, któż się ostoi?

Więc żyjmy jak można najpiękniejAby radość w nas trwała wiecznie.

 

Ewangelia: Łk 12, 1-7

Ten fragment Ewangelii przedstawia czas intensywnej formacji uczniów Jezusa. Mieli już czas cudów i dowodów boskiego pochodzenia Mesjasza. Teraz jest czas kształtowania postaw. Chrystus stawia przed ich oczami faryzeuszy, ucząc, kim nie mogą się stać. Przestrzega, że prawda wyjdzie na jaw i przekonuje o Bożej opiece.

Dlaczego właśnie faryzeuszy, elitę Izraela? Bo jako nauczyciele Narodu Wybranego byli obłudni, co innego głosili, a czym innym żyli. Uczyli formalizmu, a zapominali o miłości. Bóg przecież nie jest urzędasem, ale Miłością. Stali się fałszerzami Oblicza Boga, którego z racji swej funkcji powinni znać. Stali się świętokradcami.

Jeżeli chcemy, by ludzie nas szanowali, to wiemy doskonale, że potrzeba nam zgodności słów z czynami. Najlepiej według zasad Dekalogu i Ewangelii. Wtedy też stajemy się uczniami Chrystusa. Warto więc wyczulać nasze sumienie codziennym pytaniem, czy nie okazałem się być dzisiaj faryzeuszem?

Dwulicowość, maski na każdą okazję: inna w kościele, inna w kolejce, inna w pracy itd. Być sobą, nic więcej, bo i tak nasz fałsz wcześniej czy później się wyda. A wtedy zapłacimy podwójną cenę: za wstyd popełnionego błędu i wstyd oszukiwania tych, którzy nam ufali. Skąd my to znamy?

Choć może nie usłyszymy od innych, że jesteśmy obłudni, bo obłudnicy nie odnoszą się tak do siebie, to jednak sami musimy się pilnować, aby unikać tej dwulicowości jak zarazy. Dlaczego? Bo obłuda, a szczególnie jej przejaw w relacjach religijnych – faryzeizm, niszczy Kościół, burzy relacje międzyludzkie, rujnuje wizerunek świadka Zmartwychwstałego. Ale też, unikanie faryzeuszostwa wystawia nas na ryzyko prześladowań.

Jakoś tak się dzieje, że faryzeuszy nie atakują. Oni i tak potrafią wykręcić się swoją retoryką i grą pozorów. Natomiast ci, co stoją po stronie Prawdy, są niemym wyrzutem sumienia tych, którzy  nie potrafią nią żyć. Na razie wyzywają nas od fanatyków, fundamentalistów czy faszystów. Ale z doświadczeń historii już wiemy, do czego mogą być zdolni ideologiczni aktywiści.

To Bóg jest moim życiem. Moje ziemskie życie jest krótkie. Żyć tylko dla swego życia za wszelką cenę, to utrata Boga i wiecznego szczęścia.

Ja – dziecko Boże, nie boję się o siebie, bo jest Ojciec. Wiara w coś więcej niż życie, potrafi poprowadzić na krzyż.

Ja – sam dla siebie, boję się, że mogę utracić wszystko. Gdy życie jest najwyższą moją wartością, mogę popełnić każdą zbrodnię, aby je zachować.

Dlatego trzeba nam się wyzbyć lęku śmierci, to właśnie Szatan tym lękiem szachuje człowieka, o czym mówi Chrystus w dalszych wersach dzisiejszej Ewangelii, powtarzając pięć razy nie bójcie się. Aby do tego dojść, potrzeba nam naszej Pięćdziesiątnicy i całkowitego zawierzenia się Bogu. Pięćdziesiątnica będzie za parę miesięcy, a kiedy moje zawierzenie?

Sobota 21.10.2017 r.

Pierwsze czytanie: Rz 4, 13. 16-18

Św. Paweł pisze ten list do dwóch zbiorowości: do diaspory żydowskiej i do pogan.

Na odwieczne pytanie Żydów, w jaki sposób człowiek może wejść do społeczności z Bogiem, znajdowano tylko jedną odpowiedź: przez wykonywanie nakazów Prawa. Św. Paweł, były rabin, po nawróceniu już się z tym nie zgadzał. Swoje przekonanie opierał na dwóch filarach myślowych. Pierwszy, to przykład Abrahama. Abraham został powołany i posłany. Żył, jak potrafił, ale czy doskonale? Czy  bez posłuszeństwa Bogu w poleceniu złożenia ofiary z Izaaka zostałby Patriarchą? Musiał swoją wiarę udowodnić, podejmując trudne decyzje, które świadczyły o posłuszeństwie Bogu.

To nie obrzezania czy obmycia zdecydowały o przyszłości Izraela. Proroctwa mówiły jasno, idzie Mesjasz.

I drugi filar, usprawiedliwienie człowieka przez Chrystusa to darmo dana łaska Boża przywracająca ludzi do dziecięctwa Bożego, ale wymagająca odpowiedzi człowieka. Już nie potrzeba żadnych obrzezań. I w tym tkwią przyczyny sporu ze „starozakonnymi” i judeochrześcijanami, którym św. Paweł tłumaczy nową rzeczywistość. Pogan także chce przyciągnąć do Kościoła, nie przymuszając ich do starych rytuałów.

Dary stygmatów i objawienia czyśćca i piekła są dla nas katolików dowodem, że nie ma zbawienia bez wiary i dobrych uczynków. Czy ktoś widział stygmatyków wśród np. ateistów lub protestantów? Nie wierzą, nie mają.

 

Psalm responsoryjny: Ps 105, 6-7. 8-9. 42-43

Psalm ten przypomina o świętości Przymierza Boga z Narodem Wybranym i wypływający zeń obowiązek wierności Bogu. Stąd warto zdać sobie sprawę z tego, czym tak naprawdę było i jest Przymierze.

W najstarszej tradycji, sięgającej czasów praojców Izraela, najważniejsze umowy, obietnice, przysięgi, czyli przymierza, potwierdzane były specjalnym rytuałem i były gwarantowane krwią przysięgających. Niedotrzymanie takiej umowy przez jedną ze stron było wyrokiem śmierci, jeśli nie fizycznej, to cywilnej. Dawało to zabezpieczenie, że strony dotrzymają słowa. W taką tradycję wszedł Bóg ze swymi obietnicami dla kolejnych reprezentantów Narodu Wybranego. Dodał też nowego ducha do tych obietnic. Polegał on na takim podejściu do Przymierza, aby skutkowało ono jako rodzinna więź, z patriarchalnym ojcem, gwarantem przysięgi na czele. Miała być ona święta, jak święte słowo honoru, i zobowiązująca duchowo, bo przed Bogiem zawarta. Każdy więc rozumiał, że ma obowiązek dotrzymania i obrony tego przymierza za cenę nawet życia.

Teraz łatwiej nam zrozumieć pojęcie usprawiedliwienia człowieka, (wynikające ze zbawczej miłości Boga), i sens śmierci Odkupiciela. To od czasów Adama aż do Dawida zrywane były notorycznie kolejne Przymierza. Zrywający, od jednego człowieka do narodu włącznie, zaciągali na siebie winę i karę, jak już  wiemy, nawet karę śmierci. Chrystus wziął ją za nas na siebie. Spłacił ją w ofierze na Krzyżu. Zawarł Nowe Przymierze. Dając nam sakrament pojednania i eucharystii, pozwala nam, kiedy je przyjmujemy, odnawiać i uświęcać to Przymierze.  Dlatego kochające i wdzięczne serce wierzącego w Boga, może tylko odpowiadać miłością na miłość, czyli dobrymi uczynkami.

Jakie wielkie ślubowania i przysięgi złożyliśmy w swoim życiu?

Śluby kapłańskie czy zakonne, przysięgę małżeńską, Hipokratesa, Prezydenta, Premiera, wojskową, świadka sądowego, sędziego, aż po przyrzeczenia harcerskie. Jak ich dotrzymujemy?

Jakże dla wielu okazują się być pustosłowiem. Czy bezkarnym? Czy bezbolesnym? Niektórych oceni historia. Wszystkich Sędzia Sprawiedliwy.

 

Ewangelia: Łk 12, 8-12

Dzisiejsza Ewangelia pasuje  do naszych czasów, i to na całym świecie. Widoczne są akty masowego fizycznego męczeństwa chrześcijan w Afryce, Azji, na Bliskim Wschodzie; akty społecznych prześladowań w krajach o rozbuchanej politycznej poprawności; akty psychicznego terroru w środowiskach pracy, szkoły, gdzie ludzie wierzący spychani są na margines, wyszydzani czy marginalizowani przez różne wpływowe mniejszości.

Zadać więc musimy sobie pytanie, jak w tej czy innej sytuacji powinienem się zachować. Jezus daje jednoznaczną odpowiedź. Musimy być Jego świadkami, i wiernymi, i odważnymi. Wymagające oczekiwanie. W trudnych sytuacjach najchętniej robimy uniki, wkładamy maski, unikamy jednoznaczności, nie chcemy się narażać. Taktycznie, często skutecznie. Ewangelicznie, niedostatecznie, bo przecież w innym miejscu Jezus powiedział: niech wasza mowa będzie tak-tak, nie-nie. Dobrym tu anty-przykładem mogą być postawy głównych postaci z filmu Scorsese: „Milczenie”. Z kolei Prymas Tysiąclecia powiedział: „Życie w prawdzie może kosztować, jest nawet ryzykowne, ale tylko za plewy się nie płaci”.

Heroizmu musimy się uczyć od dziecka. Stąd potrzeba zdrowej rodziny, kościoła, dobrej szkoły, przyjaznego środowiska, pociągających przykładów. A potem praca nad sobą przez całe życie. Jak łatwo to powiedzieć, a tak trudno zrobić. Dlaczego tak się dzieje? Bo nie dość poznaliśmy Chrystusa i nie dość Go pokochaliśmy. Stąd nie potrafimy Go naśladować. Jeśli miłość matki potrafi zaprowadzić ją pod szubienicę syna-zbrodniarza, to o ile większa jest miłość Chrystusa, który oddał za niego swe życie. Tak łatwo odrzucamy inaczej myślących, inaczej żyjących. A trzeba nam walczyć o ich zbawienie. Walczyć miłością, a nie nienawiścią. Tak walczył Chrystus.

To właśnie naśladowanie wprowadza nas na drogi, którymi chodził Syn Boży. Ono nas też  z miłością zniewala do pójścia za Nim. Wiedza nie wystarczy. Potrzebna jest równolegle rozwijana miłość Boga i bliźniego. Doktorami Kościoła nie zostali sami „uczeni w Piśmie”, ale tylko święci. Nie ma nie-świętego Doktora Kościoła. Im więcej komuś dano, tym więcej będzie wymagane. Im wyżej ktoś jest uplasowany w zwierzchnościach, tym wnikliwszego potrzeba mu rachunku sumienia. Szybko też pozna, że sam nic nie potrafi, a wszystko może w Tym, który go umacnia. Duch Święty, który prowadził Chrystusa, poprowadzi też tych, których wybrał. Warto pamiętać, że tak jak na wojnie, wielu „kozaków” stchórzyło, a wielu wcześniej lekceważonych stało się bohaterami. Może więc potrzeba nam ciągle się ćwiczyć  w znoszeniu głodu, bólu, niewygody, wszystko z myślą o Bogu.

Śpiewamy: „Chciałbym Ci w chwilach uniesień życie poświęcić bez reszty…” A co w chwilach kryzysów?

Boże, Ty mnie znasz, przenikasz, wiesz, gdzie jestem słaby dziś. Już wiesz, kiedy i dlaczego upadnę jutro. Już dziś rzucam się do Twych stóp, abyś ratował mnie przed jutrzejszym upadkiem. Pokaż mi moje zagrożenie, abym nad nim pracował z pomocą Twej łaski. Ale też i rozumiem, że w swej Opatrzności już od dawna mnie ćwiczysz, tylko ja tego nie chcę.

Oby nasze pragnienie zgłębiania Mądrości Słowa, nie odwiodło nas od Mądrości Krzyża przez pychę wiedzy.

Komentarze do czytań XXVII Tydzień Zwykły | od 8 do 14 października 2017 r. - Ks. Jarosław Kotula
Komentarze do czytań XXIX Tydzień Zwykły | od 22 do 28 października 2017 r. - Ks. Mateusz Nycz