Niedziela, 1.10.2017 r.

Pierwsze czytanie: Ez 18, 25-28

Zapewne większości z nas, oswojonych z chrześcijańską nauką o Bożym nieskończonym miłosierdziu, nie szokuje już scena z krzyża, w której Jezus wybacza dobremu łotrowi. Każdy katolik, który posiada w sobie trochę więcej niż odrobinę empatii, będzie żył nadzieją na zbawienie tych, którzy są daleko od Boga. Skąd więc brak w nas owej nadziei?… Niejednokrotnie nie chodzi wcale o brak empatii, ale o brak wiary. Nie można oczywiście dziwić się temu, że wielokrotnie nie wierzymy w zdolność człowieka do przemiany jego serca. Obserwacja świata oraz siebie samego wystarczą, aby zwątpić w ludzkość. Dlatego tak łatwo przychodzi nam posądzić kogoś, kto jest na drodze nawrócenia, o hipokryzję lub powierzchowność podejmowanych decyzji. Dopóki nie uważamy, że w jakikolwiek sposób jesteśmy lepsi od innych, to taka ostrożność jest nawet uzasadniona. Kluczowy problem tkwi jednak nie w naszym braku zaufania w zdolność innych osób do nawrócenia, lecz w braku wiary w co – a raczej w Kogo – innego. Kiedy wątpimy w możliwość czyjegoś nawrócenia, nie wątpimy w tę osobę, a w Boga, który swoją łaską każdego uzdalnia do przyjęcia swego Słowa. Sposób postępowania Pana, który wybiera uczniów niezależnie od ich dotychczasowych przekonań, moralnych przewinień czy zdolności umysłowych, jest zawsze słuszny.

 

Psalm responsoryjny: Ps 25, 4-5. 6-7. 8-9

Prawdziwe poznanie drogi Pana to chodzenie tą drogą. Psalmista modli się nie o poznanie Jego dróg, ale o to, aby umiał nimi chodzić. Nie wystarczy bowiem znać Bożych przykazań, ale posiadać zdolność przestrzegania ich. Kiedy czytamy, że Bóg wskazuje drogę grzesznikom, to znaczy, że nie tylko przekazuje im swoją wolę, ale także daje moc do kroczenia tą drogą. Widać jednak wyraźnie, że sama wiedza nie wystarcza, a moc Pana, choć nas uzdalnia, to nie wykona za nas wymaganej pracy. Poznana raz droga musi być wciąż odkrywana, a decyzja o kroczeniu nią podejmowana nieustannie.

Nie można się więc dziwić, że każdy z obranej drogi niekiedy zbacza. Nadzieję jednak stanowi to, że na drogę zbawienia zawsze można powrócić dzięki miłosierdziu i łaskawości Boga, który nie pokazuje jej tylko raz, na początku naszego kroczenia nią, ale wskazuje także, jak na tę drogę wrócić, gdy z niej zeszliśmy.

 

Drugie czytanie: Flp 2, 1-11

Dzisiejsze czytanie z Listu do Filipian dzieli się na dwie zasadnicze części, z których druga uwzględniona jest jedynie w dłuższej wersji czytania. Kiedy kilkanaście lat temu zakochałem się w tzw. hymnie o kenozie Chrystusa, nie zwróciłem szczególnej uwagi na to, co go poprzedza. Tym samym, niesamowita opowieść o poniżonym Bogu, który stał się człowiekiem i przed którym klęka całe stworzenie, pozostała jedynie opowieścią. Pierwsza część wprowadza coś, co bibliści nazywają parenezą, czyli pouczeniem, zachęceniem. Gdy napotykamy parenezę w Nowym Testamencie, to nie jest to jedynie moralizatorstwo, zwykła dydaktyka, a coś, bez czego nie ma chrześcijaństwa.. Do poznania Chrystusa niezbędne jest naśladowanie Go. Nie możemy poprzestać na zachwycie nad tym, jak wspaniałego Boga wyznajemy oraz smutku spowodowanego świadomością, jak bardzo na Niego nie zasługujemy. Choćby wydawało się to niemożliwe, musimy Go naśladować.

 

Ewangelia: Mt 21, 28-32

Czy pierwszy syn okłamał ojca? Czy od początku nie chciał iść? Czy zrezygnował w pełni świadomie, z czystego lenistwa? Wątpię. Jego pełna posłuszeństwa odpowiedź świadczy o chęci spełnienia woli ojca. Podobnie rzecz ma się u współczesnych prokrastynatorów. Odkładanie na później to problem psychologiczny, powszechny zwłaszcza wśród osób młodych, który często mylony jest z lenistwem. Istnieje sporo możliwych do znalezienia w Internecie metod radzenia sobie z prokrastynacją, jednak pierwszą powinna być modlitwa zawierzenia swojego czasu Bogu. Pomimo łaskawości Boga, który nas zna i bierze pod uwagę nasze słabości, liczy się efekt – który Biblia obrazuje za pomocą drzewa dającego dobre lub złe owoce. Doskonała znajomość liturgii, doktorat z teologii czy wielkie wyobrażenia na temat własnej wiary bez codziennego posłuszeństwa Bożym przykazaniom nie znaczą nic w konfrontacji z prostym, może czasem nawet naiwnym wypełnianiem przez kogoś woli Bożej.

 

Poniedziałek, 2.10.2017 r.

Pierwsze czytanie: Wj 23, 20-23

Każdy z nas ma swojego anioła stróża. Niektórzy twierdzą nawet, że dzięki modlitwie możemy poznać jego imię. Jednak opis anioła zawarty w Księdze Wyjścia skojarzył mi się bardzo mocno z instytucją kierownika duchowego. Jedną z głównych zasad w relacji z kierownikiem duchowym, zwłaszcza w ramach starego modelu takich relacji, jest pełne posłuszeństwo. Niezwykle silny w obecnych czasach relatywizm , indywidualizm z jego zniekształconym pojęciem wolności, oraz brak wiary w autorytety, nie pozwalają nam na posłuszeństwo wobec kogokolwiek innego niż Bóg. W rzeczywistości jednak, kiedy nie potrafimy podporządkować się drugiemu człowiekowi, kiedy uważamy się za mądrzejszych od innych, zazwyczaj pozostajemy nieposłuszni także wobec Boga. Dzieje się tak z dwóch przyczyn: po pierwsze, o wiele trudniej być posłusznym Bogu, którego nie widzimy. Dlatego warto ćwiczyć swoje zaufanie i zdolność podporządkowania się względem ludzi , którzy natychmiastowo wyciągną konsekwencje z naszego nieposłuszeństwa. Po drugie, posłuszeństwo wobec bardziej doświadczonego człowieka może okazać się skuteczniejsze niż posłuszeństwo bezpośrednio Bogu ze względu na naszą niedoskonałość. Bardziej doświadczony chrześcijanin może lepiej rozeznawać Bożą wolę, poza tym łatwiej mu o obiektywizm, gdy sprawa tyczy się nas samych. Wreszcie, powinniśmy pomyśleć o kierownikach duchowych jak o aniołach, czyli istotach, które Bóg posyła dla nas i używa ich jako narzędzi, za pomocą których chce przekazywać nam swoją wolę. Tym bardziej, że taki sposób działania Boga, w którym używa on ludzi jako narzędzi, jest Jego ulubionym, czego dowodem jest m.in. sprawowanie sakramentów.

 

Psalm responsoryjny: Ps 91, 1-2. 3-4. 5-6. 10-11

Psalm responsoryjny kończy się o jeden wers wcześniej niż wers cytowany przez Szatana kuszącego Jezusa na pustyni. To sprawia, że cały ten fragment nabiera znaczenia mesjańskiego. Warto jednak zwrócić uwagę na fakt, że Jezus nie zostaje uchroniony przed poniżeniem, cierpieniem i nieszczęściem. Tym bardziej my nie powinniśmy spodziewać się życia pozbawionego trosk i bólu. Bóg wysyła swoich aniołów, aby strzegli nas przed śmiercią wieczną, przed zwątpieniem oraz totalną, piekielną samotnością braku miłości ludzi i Boga.

 

Ewangelia: Mt 18, 1-5. 10

Zdarza mi się przyłapać na tym, że niektórych napotkanych ludzi uznaję za nieistotnych. Wiem, brzmi to okropnie, ale wydaje mi się, że nie jestem w tym odosobniony. Wygląd, wiek, pozycja społeczna, sposób wypowiadania się – jak często te rzeczy sprawiają, że traktujemy innych protekcjonalnie, z wyższością lub – po prostu – nie zajmujemy się nimi, nie angażujemy się w rozmowę i poznanie ich? Jeden z ważnych dla mnie księży nauczył mnie, aby podając rękę zawsze patrzeć drugiej osobie w oczy. Sam zawsze tak robił, a – jak sam mówił – naśladował w tym Jana Pawła II, który nawet już jako papież, wchodząc do zakrystii, witał się z każdym z ministrantów, patrząc im głęboko w oczy, samym spojrzeniem czyniąc ich ważnymi. W taki sposób Chrystus patrzy na każdego z nas: z zainteresowaniem i miłością. W taki sposób i my mamy patrzeć na każdą napotkaną osobę, bez żadnych wyjątków.

 

Wtorek, 3.10.2017 r.

Pierwsze czytanie: Za 8, 20-23

Mimo że proroctwo z Księgi Zachariasza, zawarte w dzisiejszym czytaniu, nie daje się wraz ze wszystkimi szczegółami w prosty sposób przyporządkować do Tego, o Którym mówi cały Stary Testament, to nakreślony w tych kilku zdaniach obraz może się wydać niezwykle bliski czytelnikowi Nowego Testamentu. Tekst ten najlepiej będzie oddziaływał na nasze skojarzenia czy wrażenia, gdy odczytamy zawarte w nim prorockie aluzje do kilku różnych wydarzeń z Nowego Testamentu, przy czym każdy chrześcijanin, kierowany Duchem Świętym, może odkrywać w nim nowe treści w oparciu o swoją biblijną wyobraźnię. Można zatem dostrzec zapowiedź Pięćdziesiątnicy rodzącego się Kościoła, gdy ludy całego świata po raz pierwszy usłyszą dobrą nowinę o Chrystusie; można wyobrazić sobie Apostołów (np. wówczas, gdy Jezus Zmartwychwstały odwiedził ich pod nieobecność Tomasza), którzy niczym kobieta cierpiąca na krwotok złapią się Jego płaszcza, aby otrzymać Jego moc, którzy mimo Jego śmierci pozostaną razem i nie wiedząc jeszcze na co, będą czekać na nadejście Pięćdziesiątnicy.

W dzisiejszym czytaniu występuje natomiast jedna wyraźna aluzja do Mesjasza: Zachariasz posługuje się słowami proroka Izajasza, dynamicznie parafrazując doskonale znane imię Emmanuel, które znaczy „Bóg z nami”. Wypowiada je z perspektywy tych, którzy są na zewnątrz Kościoła, lecz pragną wejść do jego wnętrza, i zwracają się do jego członków, ponieważ „Bóg jest z nimi”.

 

Psalm responsoryjny: Ps 87 , 1b-3. 4-5. 6-7

Podobnie jak w pierwszym czytaniu, także tutaj Jerozolima jawi się jako centrum uniwersalnej wspólnoty wierzących. Mowa konkretnie o Syjonie, który był pierwotnym miejscem osiedlenia się Dawida, kiedy pokonał broniących się tam Jebusytów. Oznacza on więc początek, źródło dla przyszłej chwały Jerozolimy i Izraela. Psalmista stwierdza, że każdy człowiek, niezależnie od przynależności etnicznej, tam się narodził – tam znajduje się źródło jego życia. Tak rzeczywiście się stało, gdy Chrystus powstając z martwych, dokonał Nowego Stworzenia. Starożytna legenda głosiła, że krew Jezusa umierającego na krzyżu skropiła znajdujący się poniżej grób Adama. Miało to obrazować uniwersalny charakter ofiary Jezusa, który ze wszystkich narodów wszystkich czasów tworzy Nowy Lud, którego źródło jest w Nim. Szokuje, jak wyjątkowym miejscem na Ziemi jest Jerozolima, jak wiele istotnych dla całej ludzkości wydarzeń miało tam miejsce, na czele ze zbawieniem świata przez Jezusa.

 

Ewangelia: Łk 9, 51-56

Jezus Chrystus, Pan Wszechświata i Zbawiciel ludzkości, zmierza do Jerozolimy, aby dokonać najważniejszego wydarzenia w historii świata. Zostaje mu to utrudnione, gdy nie zostaje przyjęty przez Samarytan. Reakcja apostołów wydaje się jak najbardziej adekwatna, jeżeli zrozumiemy, że On jest wciąż dla nich bardziej przywódcą politycznym niż Synem Bożym. Bóg zmierzający do Jerozolimy nie niszczy jednak wrogów na swojej drodze, gdyż idzie, aby ich zbawić.

 

Środa, 4.10.2017 r.

Pierwsze czytanie: Ne 2, 1-8

Nehemiasz to człowiek, który osiągnął bardzo wiele. Jest podczaszym, czyli osobistym sługą Artakserksesa, władcy Persji, jednego z najpotężniejszych ludzi w ówczesnym świecie. Niewątpliwy komfort, bogactwo i poważanie potrafią po cichu i powoli, niczym igła pobierająca krew, odebrać wrażliwość na wyższe wartości: wierność Bogu, miłość do ojczyzny czy zwykłą empatię. Nehemiasz jednak nie zapomina o swojej ojczyźnie. Ukrywa ze strachu przed gniewem króla smutek z powodu losu zburzonej Jerozolimy. Kiedy jednak Artakserkses odkrywa, że Izraelitę coś trapi (co świadczy o jego stosownej znajomości sługi i więzi z nim), Nehemiasz zdobywa się na odwagę i wyznając powód swojego smutku, naraża się na posądzenie o niewdzięczność wobec Artakserksesa.

Nehemiasz może być dla nas przykładem człowieka, którego ani kij, ani marchewka nie zdołają zawrócić z raz obranej drogi. Ani komfort życia, ani strach przed królem nie pozbawiły go wierności Bogu. Gdy Artakserkses sugeruje swoją przychylność pytaniem: „o co chciałbyś prosić?” Nehemiasz, zanim odpowie, zwraca się z modlitwą do Tego, od którego w rzeczywistości zależy jego los i w rezultacie odpowiedź władcy. Potwierdzają to ostatnie słowa czytania, w których autor natchniony podkreśla, że to łaska Boga sprawiła, że król zgodził się na powrót Nehemiasza do Jerozolimy w celu jej odbudowania.

 

Psalm responsoryjny: Ps 137, 1-2. 3. 4-5. 6

Co to znaczy nie zapomnieć o Kościele? To „wynieść go ponad wszelką swoją radość”. Kościół jako Ciało Chrystusa to rzeczywistość święta, która jest miejscem obecności Boga w świecie. Zarazem to zbiór niedoskonałych, grzesznych ludzi, o których właśnie pamiętać jest najtrudniej. Nikt z nas zapewne nie znajduje się w stanie fizycznego oddalenia od wspólnoty Kościoła, a skoro tak, to jak mamy pamiętać, skoro jesteśmy w jego wnętrzu?.. Poprzez modlitwę, uczestnictwo w sakramentach ze świadomością ich uniwersalności, wreszcie poprzez pełne zaangażowania interesowanie się wszystkimi napotkanymi w nim osobami.

 

Ewangelia: Łk 9, 57-62

Ewangelista wspomina kilka dialogów, w jakich uczestniczył Jezus, związanych z powołaniem oraz „zostawieniem wszystkiego”. Jednak sytuacje, o których mowa, są wzmiankowane bez kontekstu, dlatego niekoniecznie należy polecenia Jezusa traktować zupełnie dosłownie oraz dopasowywać je do swojego życia. Wypowiedziane przez Jezusa słowa do konkretnych ludzi w konkretnych sytuacjach, których nie znamy, zostały tutaj potraktowane jako sentencje, z których wynikać ma uniwersalna nauka, której podsumowaniem jest ostatnie, obrazowe zdanie Jezusa: „ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego”.

 

Czwartek, 5.10.2017 r.

Pierwsze czytanie: Ne 8, 1-4a. 5-6. 7b-12

Jednym z istotnych wydarzeń towarzyszących tzw. reformie Ezdrasza było uroczyste odczytanie Księgi Prawa Mojżeszowego, czyli Pięcioksięgu. Rozmach tej liturgii słowa można by  porównać jedynie z tą odbywającą się w trakcie Wigilii Paschalnej, a i tak jej długość zapewne znacznie przekraczała czas trwania najważniejszej Mszy Świętej w roku liturgicznym w większości parafii. Dlaczego lud płacze? Jeżeli Izraelita słuchał każdej z pięciu Ksiąg Tory z odpowiednim, refleksyjnym nastawieniem, to niewątpliwie musiał czuć skruchę, wiedząc, że wciąż przebaczający jego przodkom Bóg także i jemu musi ciągle na nowo przebaczać. Ponadto, odnowienie Przymierza z Jahwe jest dopiero przed nimi, może dlatego utożsamiali się z Izraelitami  z  Księgi Powtórzonego Prawa,  którzy patrzyli na Ziemię Obiecaną, w której jeszcze nie byli, oraz na śmierć Mojżesza, któremu nie dane było wkroczyć do Kanaanu.

Jednak przywódcy ludu oraz lewici wzywają wszystkich do radości. Oto cel obcowania ze słowem Bożym, oto cel uczestnictwa w liturgii oraz ostateczny cel naszego życia: radować się z powodu wielkich dzieł Bożych. Ta sytuacja uświadamia nam ważny element życia duchowego: nie poddawanie się w przesadny sposób emocjom,  można  go  nazwać chrześcijańskim stoicyzmem. Chrześcijanin ma za zadanie w pewien sposób podporządkować swoje życie duchowe, swój nastrój  liturgii Kościoła. To pozwala odwrócić swój wzrok od siebie, swoich problemów, smutków i przyziemnych radości, a zwrócić uwagę na Boga oraz na potrzeby Kościoła powszechnego. Pewien święty polecał, aby na zły nastrój wybierać do modlitwy psalmy radosne, a gdy jest nam wesoło – psalmy pokutne.

 

Psalm responsoryjny: Ps 19, 8-9. 10-11

Prawdziwą wartość towarów luksusowych odkrywa się z trudem. Aby zamiast kawy latte delektować się espresso, doceniać dobre, wytrawne wina lub smak whiskey bez coli, trzeba zmienić przyzwyczajenia, naginając swoje kubki smakowe. Nie od razu jest przyjemnie, ale dopiero wówczas możemy w pełni wykorzystać owe produkty, które są efektem współpracy człowieka z Bogiem, Panem natury. Podobnie jest z Bożymi przykazaniami. Dopiero po włożeniu trudu w wypełnianie ich człowiek jest w stanie dojść do takich wniosków, do jakich doszedł psalmista. Aby móc się delektować prawem Bożym, trzeba je stosować w praktyce.

 

Ewangelia: Łk 10, 1-12

Gdzie leży granica między godnym potępienia odrzuceniem głoszonej nauki o Jezusie a usprawiedliwionym pozostaniem przy własnych poglądach czy wierzeniach – zwłaszcza w sytuacji, gdy głoszący jest człowiekiem niegodnym lub stosuje gwałt jako metodę ewangelizacyjną? Nie wiem. Dzisiejsza Ewangelia jednak zawiera jeden szczegół, który dla mnie osobiście stanowi wskazówkę, że nakaz Jezusa może posiadać pewne warunki. „Uzdrawiajcie chorych, którzy tam są” – ta czynność postawiona jest obok jedzenia oraz głoszenia królestwa Bożego. Dla Jezusa jest więc oczywiste, że Jego uczniowie Jego mocą mogą uzdrawiać chorych. Mowa jest tym samym o rzeczywistości, w której ewangelizator jest ściśle zjednoczony z Chrystusem. Kiedy pomyślimy o ludziach takich, jak o. Pio, Jan Paweł II,  czy św. Franciszek, to o wiele łatwiej zrozumieć, dlaczego skądinąd miłosierny Bóg tak stanowczo zapowiada potępienie ludzi, którzy słyszeli od nich Ewangelię, ale jej nie przyjęli.

 

Piątek, 6.10.2017 r.

Pierwsze czytanie: Ba 1, 15-22

Każda Boża obietnica związana jest z przekleństwem w  przypadku  niedochowania wierności przymierzu zawartemu z Nim. Nie zagłębiając się w naturę tego przekleństwa – czy wynika ono ze złośliwości Boga, czy raczej jest naturalną konsekwencją odwrócenia się od Dawcy życia, należy stwierdzić, że jest to zwyczajna kolej rzeczy. Izraelici nie dochowali wierności Bogu po uwolnieniu z rąk faraona. Dla chrześcijan tym uwolnieniem jest chrzest oraz wypływający z niego sakrament pokuty. Bóg na chrzcie świętym składa nam obietnicę życia wiecznego. Jedną z form prośby rodziców dziecka, które ma być ochrzczone, poza zwyczajową “o chrzest”, jest prośba “o życie wieczne”. Skoro jednak współczesna teologia wypływająca z Ewangelii dopuszcza możliwość zbawienia ludzi nieochrzczonych, to co zmienia chrzest? Jestem głęboko przekonany, że poza szczególną łaską możliwości poznawania Chrystusa już w trakcie obecnego życia, niesie za sobą wielką odpowiedzialność, w myśl Jezusa, że od tego, kto więcej otrzymał, więcej będzie się wymagać.

Jednym z grzechów Izraelitów jest “niedbałość”. Największym powodem do wstydu dla chrześcijanina jest brak dbałości o dary, które otrzymał od Boga. Wydaje mi się, że nie obiektywna waga grzechu, według ludzkiej miary, a stopień, w jakim grzesząc, marnujemy łaskę Boga, którą w nas złożył, będą miarą naszej przyszłej kary.  

Psalm responsoryjny: Ps 79, 1b-2. 3-4. 5. 8. 9

Pierwsza strofa dzisiejszego psalmu responsoryjnego to przejmujący obraz duszy człowieka, który, niegdyś wierny Bogu, dał się zawładnąć grzechowi. Chociaż wezwanie „dla imienia Twego” mogłoby brzmieć jak szantaż, to jest to raczej echo dawnej pobożności. Choć taki człowiek sam cierpi z powodu swojego poniżenia, to w chwilach opamiętania, gdy modli się o uwolnienie, potrafi także pomyśleć o Bogu i o tym, jakiej krzywdy On sam doznaje przez naszą podłość, zwłaszcza za pośrednictwem Kościoła, Jego ciała, które niszczymy. Modlitwa zagubionego chrześcijanina za siebie jest także modlitwą za bliskich, aby był dla nich tym, czym powinien: znakiem Bożej obecności w świecie.

 

Ewangelia: Łk 10, 13-16

Warto uzmysłowić sobie, że nic dobrego, co jest w nas, nie jest naszą zasługą. Gdy zabieramy się do oceniania innych, to miejmy na uwadze, że w podobnych warunkach do tych, w których my funkcjonujemy, posiadając te same dary, które my otrzymaliśmy, mogliby z nich robić o wiele lepszy użytek. Bóg wybiera ludzi, których szczególnie obdarowuje, a wybiera ich nie dlatego, że są lepiej do czegokolwiek uzdolnieni. Może raczej czyni to właśnie wobec tych, którzy inaczej by sobie zupełnie nie poradzili?..

 

Sobota, 7.10.2017 r.

Pierwsze czytanie: Dz 1,12-14

Trzeba przyznać, że scena z Dziejów Apostolskich została idealnie dobrana do dzisiejszego wspomnienia Matki Bożej Różańcowej jako zobrazowanie rzeczywistości modlitwy różańcowej. Bo oto de facto wspólnota świętych przebywa razem, z Maryją pośród nich, i to  nigdzie indziej,  tylko w Jerozolimie. I tak jak wówczas, oczekując na zesłanie Ducha Świętego, trwali oni jednomyślnie na modlitwie, tak teraz nieustannie wstawiają się za nami do Boga Ojca w nowej, wiecznej Jerozolimie. Ten fragment słowa Bożego można więc potraktować jak święty obrazek, który ma pomagać w modlitwie.

Istnieją także inne metody, które mają nam ułatwiać pełną skupienia modlitwę na różańcu, która przecież nie jest modlitwą łatwą. Ten fragment przypomniał mi jedną z nich, stosowaną niegdyś przeze mnie  modlitwę za jedną, konkretną osobę przy każdym „Zdrowaś Maryjo”.  Taka forma odmawiania różańca sprawia, że nie jest to monotonne i że unikamy kolektywnych pojęć, takich jak rodzina, a zanosimy do Boga prośby w sposób indywidualny i bardzo zaangażowany. Tak zresztą, co widać w dzisiejszym pierwszym czytaniu, patrzy na swoich uczniów Bóg: indywidualnie, rozpoznając nas po imieniu, nawet zanim – jak Apostołowie w wieczerniku – ruszymy, aby głosić Jego słowo.

 

Psalm responsoryjny: Łk 1, 46-48. 49-50. 51-53. 54-55

Osobiście tekst ten jest dla mnie bardzo ważny, gdyż zawiera rozwiązanie problemu, jaki towarzyszy wielu młodym katolikom: czy oraz dlaczego powinniśmy modlić się przez wstawiennictwo Maryi oraz wychwalać Maryję? Ona sama podaje przyczynę, dla której będą ją chwalić wszystkie pokolenia: ze względu na to, co uczynił jej Bóg. Warto jednak zwrócić uwagę, że dalej nie przechodzi do wymieniania swoich zasług, które na końcu podsumowuje mówiąc, że to dzięki Bogu zachowała czystość i była matką dla Zbawiciela. Sama Maryja przenosi ciężar całkowicie na Boga i na to, co przez przyjście Jego Syna czyni dla Izraela i dla świata, Ona ani na moment nie skupia się na sobie. Wydaje mi się więc, że słowo Boże ustami Maryi nie tylko zachęca nas do chwalenia Matki Bożej, ale także ukazuje odpowiednie proporcje, w jakich powinno się to odbywać. A z proporcjami, zwłaszcza w Polsce, mamy czasem w przypadku Maryi problem.

Jest to także lekcja dla nas: dziękując Bogu za to, co uczynił dla nas oraz dając temu świadectwo przed innymi, nie wolno nam wpaść w pułapkę, w którą Maryja nie wpada: to Bóg, a nie my i nasze dokonania, za które rzekomo jesteśmy Mu wdzięczni, mają być w centrum uwagi słuchaczy.

 

Ewangelia:  Łk 1, 26-38

Czy potrafisz wskazać moment w swoim życiu, który mógłbyś porównać do zwiastowania Maryi? Możliwe, że było ich kilka. Czas objawienia nam Bożej woli, czas podjęcia przez nas decyzji o dalszym życiu. Skoro czytasz te komentarze dzień w dzień, to zapewne był moment, w którym powiedziałeś Bogu: „oto ja”. Tak jak w przypadku Maryi, wiele rzeczy było zapewne niedopowiedzianych, wciąż niewiadomych. Między anielską zapowiedzią, która wpisuje się w starotestamentalny kanon podobnych proroctw, a tym, Kim Syn Maryi ojest, istnieje przepaść. Podobnie było z naszymi oczekiwaniami, gdy zaczynaliśmy naszą chrześcijańską drogę. Gdzie jesteśmy po latach, gdy tyle rzeczy okazało się innymi, trudniejszymi, niż się spodziewaliśmy? Czy trwamy razem z Maryją pod krzyżem, którego w owe południowe spotkanie z aniołem, gdy była jeszcze młodą dziewczyną, na pewno się nie spodziewała? Czy raczej chowamy się jak Piotr lub Judasz zawiedzeni, że tym razem Bóg w swoim proroctwie położył akcent nie na nieco politycznie skonotowanym wyrażeniu „panowanie nad domem Jakuba”, a na zdaniu „Jego panowaniu nie będzie końca”?..

Komentarze do czytań XXV Tydzień Zwykły | od 24 do 30 września 2017 r. - s. Joanna Ewa Koszałka FMA
Komentarze do czytań XXVII Tydzień Zwykły | od 8 do 14 października 2017 r. - Ks. Jarosław Kotula