XXIV Niedziela Zwykła, 11.09.2022 r.

Pierwsze czytanie: Wj 32, 7-11. 13-14

Perykopa Księgi Wyjścia mówi o odstępstwach Izraela, którymi było „odwracanie się” od Jahwe. Znakiem tejże niewierności był kult złotego cielca, przedmiotu martwego, który tylko rozbudzał wyobraźnię, fantazję narodu. Kult ten przenosił ich w świat fikcji, odrywał od trudnych realiów wędrówki ku wolności.

Izraelici, wyprowadzeni przez Jahwe z „domu niewoli”, prowadzeni przez Mojżesza niemal za rękę, jak czynili to odwiecznie pedagodzy – wychowawcy dzieci i młodego pokolenia, są symbolem ludzi „wyzwolonych” w każdym czasie i w każdej geograficzno-kulturowej, egzystencjalnej przestrzeni. Wyzwolenie nie jest aktem jednorazowym, ale procesem i dlatego mogą się zdarzać wątpliwości, czy też błądzenie tych, z których rąk i nóg spadły kajdany.

Zadziwiająca jest niepamięć byłych niewolników o wielkim dziele Jahwe, którego doświadczyli. Sami przecież nie byliby zdolni do wyrwania się z opresji. Wciąż oddalając się od „domu niewoli” znaleźli po drodze „cudzego boga”. Jego złudnym wyobrażeniem, wizerunkiem przesłonili oblicze Niewidzialnego. Żadna namiastka bóstwa – idol czy „bałwan” (stąd słowo „bałwochwalstwo”) nie ma mocy, by człowieka wyzwolić z opresji. Nie ma, bo nie istnieje.

Gniew Boga, który oczekiwał od Izraela wdzięczności i nade wszystko wierności, został uśmierzony przez Mojżesza. Lud o „twardym karku” – mający buntownicze usposobienie, dzięki swojemu przewodnikowi, wyprowadzającemu go „z ziemi egipskiej, z domu niewoli” (Wj 20, 2), wszakże ocalał. Powrócił na drogę prawości, porzucając bezdroża buntu. Zapewne zrozumiał, iż odwracając się od Jahwe i porzucając wyzwoleńczy trakt nigdzie nie zajdzie. Zatrzymanie się w miejscu oznaczałoby bowiem zagubienie, czy po prostu cofanie się, a więc nowy rodzaj zniewolenia.

Pamięć o Bogu i Jego obietnicy, towarzysząca najtrudniejszym nawet sytuacjom życiowym, oświetla drogi i ścieżki życiowe. Bezsilnym dodaje sił. Wątpiących wyposaża w nadzieję. A przecież jest ona synonimem drogi.

Psalm responsoryjny: Ps 51, 3-4. 12-13. 17 i 19

Psalm 51 ma charakter pokutny. Stanowi wyraz modlitwy przebłagalnej zanoszonej przez nawracającego się grzesznika. Porzuciwszy wcześniej drogę prawości zdecydował się on w końcu inaczej spojrzeć na swoje życie. Tym jest wszakże nawrócenie! Słowa: „Zmiłuj się nade mną, Boże, w miłosierdziu swoim” były nie tylko jego aktem modlitewnym. Stały się modlitwą kochających Boga jego wiernych od czasów religii biblijnego Izraela po dzień dzisiejszy. Bóg wszechmogący może „zgładzić” nawet największą nieprawość człowieka, co wszakże nie oznacza unicestwienia grzesznika. Grzesznik obmyty z winy jest już innym człowiekiem. Przypomina on o mocy „wody życia”, odsyła chrześcijan do pamięci o wodzie chrztu świętego, dającej nowe życie.

Wołający do Boga słowami Psalmisty: „Stwórz, o Boże, we mnie serce czyste” nigdy nikogo nie zbruka swoim grzechem, nie doprowadzi nikogo do grzesznego upadku. Człowiek o czystym sercu – o „jasnej” osobowości, w której nie ma destrukcyjnych „pęknięć” czy po prostu wielorakiej żądzy, jest w stanie przemienić świat, wyzwalając go z irracjonalnego przylgnięcia do „brudu” grzechu. Żyje nieustanną świadomością obecności przed obliczem Boga. Jasność Bożego oblicza rozpromieniać będzie jego twarz, czyli całą osobę, bowiem jest ona znakiem tożsamości danego człowieka.

Pokora i skruszenie serca” nie oznacza zniszczenia człowieka, lecz jego „odbudowę”, jego powrót do godności dziecka Bożego. Pokutnik nie jest cierpiętnikiem, lecz prawdziwie wolnym człowiekiem. Nie zniewala go nie tylko grzech, ale też i wyobraźnia, ułuda, fikcja. Widzi on swoją drogę życia, którą składa wspaniałomyślnie w darze Bogu.

Drugie czytanie: 1 Tm 1, 12-17

Święty Paweł Apostoł, herold wolności, pisał swoje listy bądź w więzieniu, bądź między jednym a kolejnym uwięzieniem. 1 List do Tymoteusza „wysłany” został z Macedonii, między pierwszym w ogóle a drugim uwięzieniem. Nie jest to informacja obojętna, bowiem dzięki niej widzimy „nadawcę” Listu jako człowieka wciąż przez Boga „w ogniu próbowanego”.

Oddany całym sercem sprawie Ewangelii Tymoteusz stał się świadkiem słów Świętego Pawła dziękującego Bogu za łaskę i dar nawrócenia. Dawny Szaweł miał świadomość, iż był „bluźniercą i prześladowcą, i oszczercą”. Pamięć każdego grzesznika o swoim dziedzictwie nieprawości nie ma go przytłaczać, przygnębiać, wpędzać w depresję, odbierać chęć do dalszego życia i zmagania się ze złem. Wręcz przeciwnie, rozpamiętywanie własnej nieprawości jest wołaniem o niegasnące Boże Miłosierdzie, które skutkuje przecież nawróceniem. Jest ono „przyobleczeniem się” w moc Bożą wyzwalającą ku nowemu życiu.

Grzech może rodzić się również w kontekście nieświadomości, czy niewiary. Opowiedzenie się za złem jest jednakże ostatecznie aktem wolnej woli. Inaczej nie byłoby w ogóle odpowiedzialności za myśli, słowa, uczynki będące na usługach zła. Nie dzieje się bowiem ono automatycznie. Ktoś daje przecież na nie przyzwolenie. Nawrócony Święty Paweł wciąż uważał siebie za „pierwszego grzesznika” wśród wszystkich grzeszących. Znał prawdę o sobie i od chwili nawrócenia dążył cierpliwie i konsekwentnie do Boga, który jest pełnią Prawdy. Był zatem człowiekiem wolnym, zdolnym do nieustannego dziękowania miłosiernemu Bogu za otrzymaną łaskę nawrócenia.

Ewangelia: Łk 15, 1-32

Fragment Ewangelii według Świętego Łukasza mówi o wielkiej radości ze znalezienia tego, co cenne oraz najcenniejsze. Podejmowany przez grzesznika trud wstąpienia na drogę nawrócenia bywa krytykowany przez tych, którzy uzurpują sobie posiadanie pełni świętości i którzy mienią się doskonałymi. Nie tylko w czasach Jezusa, ale i dziś ci, którzy nie tylko słuchają Pana Jezusa, ale chcą Go słuchać, bacznie są obserwowani przez obłudników. Nie bójmy się mocnych słów! Jezus Chrystus nie używał „lukrowanych”, „okrągłych” słów piętnując zło. Nazywał rzecz po imieniu.

Jak to możliwe, pytali nieszczerzy ludzie, by taki prawy człowiek jak Jezus „przyjmował grzeszników”, a więc traktował ich jako sobie bliskich? Przecież nie mógł On zasiadać z nimi do stołu i „jadać z nimi”! Gdyby trzymać się tej rygorystycznej zasady, to przy stole eucharystycznym w minionych wiekach oraz obecnym czasie nie byłoby chyba nikogo…

Postawa Jezusa daje wiele do myślenia. Nikt wobec Niego nie jest wykluczonym, chociażby zestawiane były przez dzisiejszych uczonych niekończące się listy wykluczonych. Bywa tak, iż w społeczności ludzkiej, w której dominują sprawiedliwi (w liczbie dziewięćdziesięciu dziewięciu), co nie oznacza bezgrzeszni, zdarza się jedna osoba błądząca. Zeszła ona z drogi, a może nawet zeszła „na manowce”…. A przecież to całe Niebo – Pan Bóg Wszechmogący w Trójcy Jedyny i wszyscy święci radują się z nawrócenia chociażby jednego człowieka, nie jakiegoś anonimowego, ale na przykład z mojego nawrócenia.

Perykopa ewangeliczna mówiąca o zaginionej owcy wskazuje na niezbywalną godność każdego człowieka, każdej bez wyjątku „czarnej owcy” i każdego „kozła ofiarnego”. Napiętnowani, lekceważeni przez innych (w tym być może nawet przez owych dziewięćdziesięciu dziewięciu „niewinnych”) przez Boga zawsze są cenieni, bowiem na Jego obraz i podobieństwo (por. Rdz 1, 26) zostali stworzeni.

Czy dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych było takimi „do końca”? Czy byli nimi „od początku”? A czy tą jedną owcą błąkającą się „poza pustynią” – powtórzę – nie jestem właśnie ja? Rozbudźmy w sobie Bożą empatię i Bożą wyobraźnię, by zrozumieć innego i przede wszystkim siebie.

Cóż to za strata – mógłby ktoś powiedzieć – kiedy zagubiona została jedna drachma, a dziewięć pozostałych trzyma się nadal w garści, czy w skarbcu? Można odpowiedzieć: Żadna! Ale czy naprawdę można? Każda z dziesięciu monet miała jednakową wartość. Ta zagubiona, utracona nie miała mniejszej ceny od tych, które zachowane zostały bezpiecznie. Radość odnalezienia tego, co cenne, nie była li tylko udziałem kobiety poszukującej, lecz stanowiła szczęście społeczne. Podobnie wcześniejsza strata nie była jedynie smutkiem jednej osoby, ale wielu. Jeśli jednak nie była, to na pewno winna być.

Ileż to razy słyszeliśmy, czy też czytaliśmy przypowieść o Synu marnotrawnym i jednocześnie o Miłującym Ojcu? Moglibyśmy śmiało i bez zająknięcia powtórzyć jej treść. Czy jednakże do końca zrozumieliśmy jej naukę, przesłanie? Być może trzeba wiele razy słyszeć, by raz usłyszeć…

Warto zatrzymać się w biegu codziennego życia i skupić się na sensie tejże perykopy mówiącej o wielkim grzechu człowieka, jego świadomym błądzeniu i jednocześnie o jego królewskiej godności, o bezmyślności ludzkiej i wspaniałomyślności Bożej, o zachwianych relacjach w rodzinie – wśród braci, ale i sióstr, również i jednocześnie o niezmiennej wierności Boga wobec człowieka.

Obdarzeni przez Boga Ojca wielkim dziedzictwem powinniśmy skarb ten strzec, ale i pomnażać. Możemy go jednakże – idąc za impulsem wolnej woli, nie kontrolowanej rozumem – sprofanować, roztrwonić, utracić. Ogrom dramatycznych doświadczeń, które mogły zarówno „spaść” na człowieka niespodziewanie, nieoczekiwanie, jak również przyjść doń w konsekwencji własnych, wolnych wyborów, może „spowodować” chwilę refleksji: „(…) zgrzeszyłem przeciw Bogu (…)”. Słowa tego wyznania wskazują na przemianę serca człowieka, która właśnie się zaczyna. Nie można jednakże na nich się zatrzymać. Konieczne są kolejne decyzje. „Wejść należy w siebie” – to warunek, bez którego nie ma nawrócenia. „Wejść” to przebić się przez skorupę, pancerz egoizmu, koncentracji tylko na sobie i na tym, co do mnie należy, by siebie odkryć i podjąć rozmowę z sobą samym, w swoim sumieniu. Nikt z zewnątrz nie nawróci błądzącego. Może dokonać tego heroicznego czynu (bo nawrócenie to heroizm) tylko sam błądzący, otwarty na łaskę Boga.

Bywa i tak, że nawróconym, którzy wrócili „do domu Ojca” (a więc i do siebie!) wymawia się, wyrzuca ich zło, którego już przecież nie ma. Jeśli tak usposobieni są świadkowie nawrócenia innych ludzi to ewidentny znak, iż sami jeszcze bardziej tegoż nawrócenia potrzebują. Czyż „koniec końców” synem marnotrawnym nie okazał się brat marnotrawcy, bowiem jego nawrócenie spowodowało bunt braterski. Reakcja brata była inna przecież od ojcowskiej!

Zarówno jeden, jak i drugi syn byli zatem marnotrawnymi. Obaj potrzebowali miłosierdzia Ojca, Jego współczującej miłości. Gest spolegliwości okazany przez Ojca powracającemu z bezdroży synowi oraz ojcowskie słowa skierowane zarówno do jednego, jak i drugiego potomka stanowią wielką lekcję dla współczesnych. Postronni obserwatorzy „dziejów” danej osoby, nie zawsze są zdolni do akceptacji jej nawrócenia, tym bardziej kiedy jest ona im bliska. Wciąż widzą ją w sytuacji zagubienia i błądzenia…

Głębokie duchowe zamyślenie nad perykopą ewangeliczną służyć może zrozumieniu Bożego przebaczenia. Ma ono nie tylko moc wyzwoleńczą, ale i stwórczą. Nowo nawrócony to człowiek na nowo stworzony. Odtąd czynić będzie on wszystko, by nie utracić duchowej godności i nie odwrócić się ponownie od jedności z Ojcem.

Poniedziałek, 12.09.2022 r.

Pierwsze czytanie: 1 Kor 11, 17-26. 33

Święty Paweł Apostoł wyrażał w swoich listach głęboką troskę o rodzącą się wspólnotę naśladowców Jezusa Chrystusa. „Ubogacony” doświadczeniami życiowymi, również błądzeniem i zagubieniem, z których Bóg mocą Swoją go wyrwał, potrafił pomóc, wspomóc tych, którzy podjęli odważną decyzję wstąpienia na drogę ciągłego nawracania się. Kościół jest bowiem wielkim zgromadzeniem ludzkim, powołanym do tego, by stawać się coraz doskonalszym. To właśnie „stawanie się” jest nawróceniem.

„Schodzić się razem jako Kościół” – słowami tymi oddana jest tajemnica społeczności, która winna neutralizować wszelkie jałowe spory, próżne dysputy, by nie dopuszczać do wewnętrznego rozdarcia. Wówczas „schodzenie się”, by poświadczać, iż jest się Kościołem, będzie autentyczne, twórcze.

Spożywanie Wieczerzy Pańskiej – Eucharystii zabezpiecza wspólnotę przed złem, które miałoby ją rozbić. Pamięć o Eucharystii będącej największym darem dla człowieka, zarówno weń wierzącego jak i nie oraz darem dla ludzkości w ogóle ma moc wspólnototwórczą. Uczestnictwo w Eucharystii, przyjmowanie do serca Ciała Chrystusa to bezsłowne głoszenie męki, śmierci i zmartwychwstania Pana.

Przyjmujący Eucharystię, a więc „wcielający” życie Jezusa w swoje życie, nigdy nie koncentruje się na sobie. Zbierający się, „by spożywać Eucharystię”, winni poczekać „na drugich”. Wieczerza Pańska wymaga przygotowania się do jej celebrowania. Domaga się cierpliwości. Wyzwala z koncentracji na sobie. Przemienia myśli, słowa, czyny.

Psalm responsoryjny: Ps 40, 7-8a. 8b-10. 17

Psalm 40 stanowi wielki hymn dziękczynny skierowany do Boga z wdzięcznością za dar ocalenia od zła i jednocześnie za obdarowanie dobrem, czy jak mawiali nasi przodkowie – „dobrodziejstwami”. Bóg nie zmusza człowieka, lecz usposabia do pełnienia Jego woli. Czyni to na różne sposoby, w tym „otwierając” swojemu stworzeniu uszy. Człowiek świadomie zamykający swój słuch słyszy tylko siebie. Nie dopuszcza do swojego serca słów pochodzących od innej osoby, innych ludzi, a nade wszystko od Boga. Tylko usłyszawszy Bożą „mowę” będzie zdolny odpowiedzieć: „Oto jestem”(por. Iz 6, 8), „Oto przychodzę” (Ap 22, 12).

Nawrócenie domaga się dynamizmu, ruchu, trudu, odważnego pokonywania wszelkich przeszkód – duchowych, widzialnych i niewidzialnych. Kroczenie, dążenie drogą Bożą daje idącemu wolność, coraz mocniej wyzwala go z pozorów szczęścia, neutralizuje fałszywą radość. Czynienie woli Bożej, co jest aktem mateanoi – nawracania się, wymaga jasnego rozeznania się w okolicznościach, sytuacjach życia. Nieodzowne jest uczynienie ze swojego serca mieszkania dla Bożego Prawa. Mieszkające w człowieku Prawo samego Boga nie jest jakąś zewnętrzną regułą. Ono kieruje człowiekiem „od środka”. Nie odczuwa on wówczas jakiegokolwiek zewnętrznego przymusu, lecz raduje się z wewnętrznego usposobienia serca.

Poszukiwanie Boga na drogach swojego życia jest źródłem autentycznej, trwałej radości. Przez nią człowiek uwielbia Boga. W duchu twórczej wdzięczności zwraca się do swojego Stwórcy dziękując, iż staje się coraz bardziej sobą – „obrazem i podobieństwem Boga” (por. Rdz, 1, 26).

Ewangelia: Łk 7, 1-10

Parafraza słów „wziętych” z perykopy ewangelicznej Świętego Łukasza, mówiącej o setniku z Kafarnaum i jego uzdrowionym słudze powtarzana jest nieskończoną ilość razy w każdej chwili i w każdym miejscu świata w czasie celebracji Eucharystii tuż przed przystąpieniem wiernych do Stołu Pańskiego: „Panie, nie jestem godzien, abyś przyszedł do mnie, ale powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja”. Słów tych chrześcijanie nauczyli się od poganina – rzymskiego okupanta będącego na służbie cesarza, być może w głębi duszy „ukrytego” naśladowcy Pana… „Bóg naprawdę nie patrzy na osoby. Ale w każdym narodzie miły jest mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie” (Dz 10, 34).

Jak ważna musi być perykopa mówiąca o trosce setnika o zdrowie, a więc życie służącego! Przywódca oddziału żołnierzy był człowiekiem prawym. Poświadczyły to słowa starszyzny żydowskiej (być może tej samej, która później skazała na śmierć Pana Jezusa, co nadawałoby dramatyzmu opisanej sytuacji): „kocha bowiem nasz naród i sam zbudował nam synagogę”. Nie musiał okupant afirmować, akceptować ludu okupowanego. A tym bardziej troszczyć się o jego duchowe życie, „stawiając” synagogę – dom modlitwy i spotkań podtrzymujących tradycję i służących wzmacnianiu tożsamości religijno-narodowej Żydów…

Czy setnik był anonimowym uczniem Jezusa? Ewangelista Łukasz nie udziela na to pytanie odpowiedzi. Stwierdza natomiast: „posłyszał [on] o Jezusie”. Wzbudził w sercu swoim nadzieję, iż przyjście Jezusa do domu, w którym mieszka, odwróci bieg wydarzeń, w tym być może nawet odsunie od sługi widmo śmierci. Uwierzył w cudowne uzdrowienie swojego sługi. Zadziwiająca była jego troska – troska pana o swojego nie tyle podwładnego, co sługę, a więc niewolnika. Los chorego nie był setnikowi obojętny. Mógł przecież w jego miejsce wprowadzić dziesiątki innych sług.

Wrażliwość, empatia setnika i jego głęboka, niewzruszona wiara przygotowały duchową przestrzeń do spełnienia się Bożego znaku i symbolu – cudu uzdrowienia. Jezusowe słowa, które stanowiły odpowiedź na setnikowe: „Panie, nie trudź się, bo nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój. I dlatego…” stanowią wielkie wyzwanie dla wierzących i niewierzących doby współczesnej. Jezus podsumował opowieść słowami: „Tak wielkiej wiary nie znalazłem nawet w Izraelu”. Wypowiedź ta wskazuje nadto na tajemniczą obecność Boga w sercu ludzi, którzy niekoniecznie deklarują przynależność kościelną, czy w ogóle wiarę religijną.

Na koniec uwaga bardzo ważna. Kafarnaum określane jest jako „Miasto Jezusa”. I chociaż miastem tym rządził setnik, nie było to jego miasto, była to „przestrzeń” Jezusowa. Do tego miasta Jezus wielokrotnie przybywał. Miał tu przyjaciół. Jednymi z nich – w sensie duchowym – byli… setnik i jego sługa…

 

Wtorek, 13.09.2022 r. – wspomnienie św. Jana Chryzostoma, biskupa i doktora Kościoła

Pierwsze czytanie: 1 Kor 12, 12-14. 27-31a

Święty Paweł Apostoł przekonuje adresatów swojego listu w Koryncie, iż Kościół jest Ciałem Chrystusa. Porównanie Kościoła do ciała, wypowiedziane do chrześcijan w Koryncie, było nie tyle wymowne, co dramatyczne. Korynt w czasach religii biblijnego Izraela słynął z niemoralności. Słynne określenie „córy Koryntu”, które „sprzedawały” swoje ciała, ku uciesze cudzołożników, utrwaliło się aż po dzień dzisiejszy i to w różnych kręgach kulturowych.

Społeczność wiernych Jezusa Chrystusa to nie jest jakieś anonimowe skupisko czy przypadkowa zbieranina ludzi. Organizm człowieka, w którym wszystkie „elementy” są zintegrowane i każdy pełni określoną, ważną funkcję, stanowi doskonały model Kościoła. Ochrzczeni „w jednym Duchu”, „napojeni jednym Duchem” tworzą duchową, ale i widzialną wspólnotę. Nikt nie jest obcym wobec nikogo. Każdy potrzebuje każdego.

Nie jest możliwe, by określone osoby były obdarzone wszystkimi charyzmatami, to jest darami nie dla nich tylko przekazanymi przez Boga, lecz dla dobra ogółu. Między apostołami, prorokami, nauczycielami, czyniącymi cuda, przemawiającymi różnymi językami oraz tłumaczącymi te języki na zrozumiałą mowę istnieje organiczna duchowa jedność. Perykopa niniejsza wskazuje na wartość i sens relacji w Kościele. To dzięki nim, odzwierciedlającym relacje Boże – Boga Ojca, Syna Bożego, Ducha Świętego, Kościół może rozwijać się i wzrastać ku swojej pełni, która urzeczywistni się w czasie Paruzji – powtórnego przyjścia Jezusa na świat. I w końcu, nieprzypadkowo tą samą nazwą – „Ciało Chrystusa” określa się Kościół oraz Eucharystię. Nie ma bowiem Ciała Chrystusa – Kościoła bez Ciała Chrystusa – Eucharystii.

Psalm responsoryjny: Ps 100, 2-3. 4-5

Wołanie, wezwanie Psalmisty: „służcie Panu z weselem!” ma na celu wyzwolenie człowieka z przygnębienia, niemocy, bezradności, które są oznakami smutku. Radość „wykrzyczana” przed Bogiem nie oznacza kakofonii, ani wrzasku. Dowodzi natomiast pełni szczęścia. „Okrzyki radości” wznoszone są przez ludzi, których serca całkowicie i bezwarunkowo oddane, poświęcone są Bogu. Czyż można poddać się lękowi i trwodze, nawet będąc doświadczonym „uciskiem i strapieniem” (Ps 118(119), 143), nie tylko wierząc, ale wiedząc, iż Bóg „sam nas stworzył, [a] my jego własnością [jesteśmy]”? Skoro „własność” Boga stanowimy, to nikt nie może nas zamienić w rzeczy, przedmioty. Nie może nas przywłaszczyć.

Kierowani tym radosnym przekonaniem iść mamy odważnie przez drogi naszego życia i wstępować w „bramy”, czyli „miejsca graniczne”, w których w czasie religii biblijnego Izraela prowadzone były sądy i gdzie podejmowano ważne decyzje dotyczące tych wszystkich, którzy żyli za bramami, za murami – w mieście otoczonym opieką i troską samego Boga.

W codziennych sytuacjach życia, kiedy jesteśmy świadkami zła i kiedy ono w nas uderza, chcąc nas powalić na ziemię, by w końcu zmiażdżyć i zgładzić, wiara, iż „dobry jest Pan”, jest wszechmocna. Żadne zło i żaden Zły nie pokona człowieka, który osłonięty jest po wieki miłosierdziem Boga i chroniony Jego wiernością na zawsze – „poprzez pokolenia”. Czyż można zatem wobec siebie dopuszczać jakikolwiek smutek?

Ewangelia: Łk 7, 11-17

Opowieść ewangeliczna mówiąca o „Młodzieńcu z Nain” wzbudza w czytelniku, czy jej słuchaczu ogromne wzruszenie. Nie mówi ona tylko o tymże młodym – zmarłym i zwróconym matce człowieku, ale o Panu Jezusie, który poświadczył swoją Boskość dokonaniem cudu wskrzeszenia. „Jedyny syn matki” umarł, zostawiając ją na pastwę losu. Być może miała ona dalszą rodzinę, która mogłaby nią się zaopiekować. Ewangelista Łukasz tego nie odnotowuje.

Stan wdowieństwa był w czasach religii biblijnego Izraela sytuacją nad wyraz dramatyczną. Oznaczał wielkie cierpienie samotnej kobiety, niedostatek, a może nawet i biedę. Wdowa pozbawiona była nie tylko bezpieczeństwa materialnego, ale i emocjonalnego. Nie miała ona nawet do kogo wyrazić bólu swojej samotności. „Jedyny syn” dopóki żył, dopóty był jedyną nadzieją i radością matki. Widziała ona w nim swojego męża, który zrodził jej syna, a ona wydała go na świat, jak mawiali Żydzi.

W czasie lektury tejże perykopy ewangelicznej mogą przyjść na myśl czytelnikowi słowa z Ewangelii: „Niewiasto, oto syn Twój” – „[Synu,] Oto Matka twoja” (J 19, 26-27). Zdanie to wyrażało testament Jezusa Chrystusa umierającego na krzyżu. Jezus, przywracając zmarłego młodzieńca jego matce, na pewno powiedział: „Matko, oto syn twój”…

Jezus zawsze wczuwał się w najgłębsze przeżycia człowieka, szczególnie dotkniętego cierpieniem. Razem z wdową przeżywał śmierć jej syna, a swojego brata w człowieczeństwie. „Pan użalił się nad nią”, odnotowuje Ewangelista. Doświadczał wespół z nią rozpaczy, beznadziejności, bólu niczym nieuśmierzonego. W końcu dokonał wskrzeszenia młodzieńca, co było jakby powtórnym jego stworzeniem, czy też jego urodzeniem się na nowo: „Tobie mówię, wstań” – Ten Jezusowy imperatyw, skierowany do młodzieńca z Nain, do mar człowieka, który żył blisko dwa tysiące lat temu, ważny oraz aktualny jest i dziś. Słowa te kieruje Pan przez wieki po dzień dzisiejszy do wszystkich, których dotknęła śmierć – śmierć ducha.

Czy mogli żałobnicy z Nain inaczej niż strachem zareagować na zbawczy czyn Jezusa? Lęk nie sparaliżował ich. Mieli oni odwagę złożenia wyznania: „Wielki prorok powstał wśród nas, i Bóg łaskawie nawiedził lud swój”. „Wielki prorok” – Jezus zawsze idzie naszymi drogami, czy są to drogi żałoby jak w Nain, czy wesela i radości jak w Kanie Galilejskiej. Dotyka swoim Miłosierdziem każdego z nas, by ofiarować nam nowe życie. Wchodzi dyskretnie w naszą codzienność, by ją przemienić.

Ks. Józef Kudasiewicz w dziele Biblia na co dzień. Komentarz do Ewangelii (Kraków 1975) tak odniósł się do perykopy o młodzieńcu do życia przywróconym: „W czasie Mszy św. my, podobnie jak ten smutny orszak z Nain, spotykamy się z Jezusem, który widzi naszą nędzę i słabość, użala się nad nami i pomaga jak tej wdowie. Leczy przede wszystkim nasze serca, żeby były czułe i wrażliwe na ludzką biedę jak Jego Serce” (s. 549).

Środa, 14.09.2022 r. – święto Podwyższenia Krzyża Świętego

Pierwsze czytanie: Flp 2, 6-11

Święty Paweł napisał List do Filipian, mieszkańców macedońskiego miasta, które usytuowane było na pierwszym w Europie terenie apostolskiej działalności misjonarza wszechczasów – Apostoła narodów. Pismo swoje zredagował w czasie uwięzienia, kiedy nie tylko „budował” syntezy teologiczne, ale też przygotowywał się do męczeństwa, które wówczas wszakże „nie nadeszło”. W głębi serca żywił jednakże nadzieję na uwolnienie.

We fragmencie Listu autor wskazuje na Chrystusa – Boga-Człowieka, który zawsze stanowił wzór pokory. Jest ona wszakże prawdą o człowieku. Jezus wiedział, kim jest. Jak podaje Credo Nicejsko-Konstantynopolitańskie z 381 roku, Jezus to „Bóg z Boga, Światłość ze Światłości, Bóg prawdziwy z Boga prawdziwego. Zrodzony, a nie stworzony, współistotny Ojcu”.

Z chwilą Wcielenia „nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem”. Słowa te wskazują na pokorę Jezusa – pokorę samego Boga. Jezus stał się sługą, aby wszystkim sługom – każdemu człowiekowi, całej ludzkości ukazać ich godność królewską. Przyjął w darze od każdego człowieka ludzką naturę, ale też i cierpienie, które przecież nierozerwalnie wiąże się z ludzkim losem.

Skoro Jezus stał się „podobnym do ludzi”, to oni – to my odkrywamy w Nim zagubiony przez nas obraz swojego podobieństwa do Boga. Śmierć Jezusa na krzyżu, będąca znakiem uniżenia, stała się jednocześnie wywyższeniem Go ponad całą rzeczywistość. Krzyż, który ustawiony został na Golgocie i który wyrasta ze skały, nabrał kosmicznego wymiaru. Jest znakiem otaczającym swoimi promieniami i chwałą ludzkość każdego czasu, każdego biegu dziejów.

„Niech Imię Pana będzie błogosławione” (por Hi 1, 22) to akt strzelisty wskazujący na wielkość Bożego Imienia. Imię „Pan” to Imię Boga! Tak ważne dla zachowania prawości naszego serca jest nieustanne powtarzanie: „Panie!”. To modlitewne wezwanie zanoszone nieustannie „ku chwale Boga Ojca” przemienia serce i umysł człowieka. Czyni je nowym. Usposabia je, ukierunkowuje ku Bogu. Odtąd będzie On stale obecnym w sercu ludzkim.

Imiona wszystkich ludzi, ochrzczonych i nieochrzczonych, zbiegają się, skupiają, ogniskują w zbawczym Imieniu Jezus. Ono ożywia każde imię. Czyni człowieka tym, kim jest – odwiecznym obrazem i podobieństwem Boga.

Psalm responsoryjny: Ps 78, 1b-2. 34-35. 36-37. 38

Psalm 78 wskazuje na dzieje narodu wybranego jako szkołę służby Bożej. Czyż analogicznie historia różnych narodów, ale i dzieje duszy poszczególnych osób, nie są podobną szkołą? Wezwanie: „Słuchaj, mój ludu, nauki mojej” przypomina kluczowe, fundamentalne „Słuchaj!” zapisane nie tylko w zwoju – na kartach Biblii, ale w dziejach religii biblijnego Izraela oraz w religii Jezusa Chrystusa. Szema Jisrael! (Zob. Pwt 6, 4-9; Pwt 11, 13-21, Lb 15, 37-41) – „Słuchaj Izraelu” – Słuchaj Kościele! „Kto ma uszy, niechaj słucha!” Słuchanie to jednocześnie przypominanie sobie, iż Bóg jest naszą opoką, naszym bezpieczeństwem, oparciem, ratunkiem.

Zadziwiająca jest niewierność ludzi powołanych do słuchania Boga. Oszukiwanie siebie – grzech kłamstwa oznaczał „zamykanie” uszu na wołanie Boga, na Jego wezwanie do prawości. A przecież nikt inny jak Bóg, mówiący nieustannie do człowieka przez Swoje Objawienie, jest jedynym Zbawicielem.

Bóg objawia się człowiekowi na różne sposoby. Ujawnia się też przez wydarzenia życia konkretnej osoby ludzkiej. Objawia się w ludzkiej mowie, wszakże „Na początku było Słowo” (J 1, 1). Mówi przez wydarzenia i słowa, oczekując na ludzką uwagę i rozwagę. Szczerość ludzkiego serca wyznacza drogę ku Bogu. Bóg pragnie, by ludzkie serca były wobec Niego autentyczne, a więc właśnie szczere. Wówczas światło Boże zostanie udzielone człowiekowi i słowa Boga wnikną w głębię ludzkiego jestestwa.

Ewangelia: J 3, 13-17

Śmierć krzyżowa Jezusa Chrystusa to – według myśli Ewangelisty Jana – „wywyższenie Syna Człowieczego”. Odtąd, od chwili zbawczej śmierci Pana Jezusa na krzyżu, poprzedzonej zbawczą męką, każdemu człowiekowi i całej ludzkości darowana została nadzieja na życie wieczne. Czyż obdarowanie tą nadzieją ludzkości nie jest jednocześnie jej wywyższeniem?

„Mieć życie wieczne” nie oznacza posiadać je, być jego dysponentem i władcą. Jest natomiast to „posiadanie” obecnością Boga – Jego życiem w człowieku. Śmierć jawi się tu jako aklamacja życia, jego ostateczny wybór. Ona otwiera bowiem bramy wieczności, która dla zbawionych jest niczym innym, jak życiem człowieka w Życiu Boga.

Wywyższony przez Mojżesza na pustyni wąż miedziany był znakiem chroniącym wszystkich wędrujących – „pielgrzymów” dążących w nadziei ku wolności przed śmiercią od jadu żmijowego. Idących prześladowała istna plaga żmij, co może dziś rodzić skojarzenia z wężem z Ogrodu Eden, którego celem było udaremnienie planów Boga Stwórcy wobec Jego stworzenia, przede wszystkim wobec ludzi. Jadowite żmije na drogach Izraelitów opuszczających „dom niewoli” w Egipcie stanowiły symbol sprzeciwu, który zawsze jawi się, kiedy poczyna i rodzi się dobro…

Wąż, „podniesiony” na pustyni przez Mojżesza, zapowiadał ponadczasowy znak wyzwolenia człowieka – krzyż Jezusa Chrystusa. Krzyż oznaczał jednocześnie ostateczny triumf nad wężem z Edenu, który znienawidził Drzewo życia, przywodząc prarodziców ludzkości do grzechu pierworodnego. Krzyż jak miedziany wąż – i jeszcze bardziej – chroni przed jadem Szatana. Jest ostatecznym znakiem zwycięstwa nad grzechem i jego indywidualnymi oraz społecznymi konsekwencjami, ale też nad wszelkimi pokusami.

Wywyższony, podwyższony nad światem i życiem ludzkim krzyż to niepodważalny dowód Bożej miłości do całego stworzenia. Nie jest znakiem potępienia, czy też nienawiści – jak chcieliby ci, którzy odeń uciekają i go nie rozumieją.

Świadectwo Jezusa należy dostrzec w perspektywie powielkanocnej. Tak „czyni” ks. Janusz Kręcidło MS w Komentarzu duchowym do Ewangelii św. Jana (Kraków 2021): „Słowa o konieczności wywyższenia Syna Człowieczego nabierają pełniejszej treści dla tych, którzy znają dalszy ciąg historii zbawienia opowiedziany w Ewangeliach. Kulminacją Jezusowego posłannictwa na ziemi była krzyżowa śmierć, zmartwychwstanie i powrót do Ojca, rozumiane jako integralny akt zbawczy. Autorzy Nowego Testamentu przedstawiają śmierć Jezusa na krzyżu jako jego „wywyższenie”. Drzewo krzyża stało się narzędziem zbawienia dla wszystkich, którzy <<wpatrują się>> w umierającego na nim Jezusa. Wywyższyć Syna Człowieczego to całym sobą wpatrywać się w Niego, tzn. uwierzyć w zbawczą moc Jego krzyżowej męki, śmierci i zmartwychwstania, i całkowicie oddać Mu we władanie swoje życie. Ten, kto w ten sposób <<wywyższa Syna Człowieczego>>, ma już tutaj na ziemi udział w Jego wiecznym życiu” (s. 35-36).

Czwartek, 15.09.2022 r. – wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Bolesnej

Pierwsze czytanie: Hbr 5, 7-9

Autor Listu do Hebrajczyków, wcześniej również określanego jako List do Żydów, wypowiedział się o kapłaństwie Chrystusowym. Jezus Chrystus jest prawdziwym Arcykapłanem, do którego „przynależy” kapłaństwo powszechne i hierarchiczne. Wszyscy ochrzczeni obdarzeni zostali kapłaństwem powszechnym ze względu na i dzięki Arcykapłanowi Jezusowi Chrystusowi. Słowa tejże tytulatury, którą trudno jest zrozumieć człowiekowi współczesnemu, pogrążonemu w sekularyzmie, nie czynią dystansu między Panem Jezusem i ludźmi. Wręcz przeciwnie. Tak jak Chrystus, Najwyższy Kapłan, wypełnił wolę Boga Ojca, tak każdy ochrzczony powołany jest do wypełniania woli Bożej w swoim życiu.

„Bądź wola Twoja” (Mt 6, 10) – wezwanie Modlitwy Pańskiej („Ojcze nasz”) czyni nas solidarnymi z Bogiem Ojcem, wszakże Jego jesteśmy dziećmi. „Ja i Ojciec jedno jesteśmy” (J 10, 30) – powtarzał Pan Jezus nie tylko wobec swoich uczniów. Modlący się w czasie modlitwy w pewnym sensie stają się „jednym” z Bogiem.

Jezus żył w szkole cierpienia, które przyjął jako wolę Ojca. Przyjął je całym Sobą. Przez cierpienie wypełnił wolę Bożą do końca, aż po śmierć na krzyżu i wywyższenie na nim. Podobnie w życiu człowieka cierpienie otwierać ma go na Bożą pomoc. Cierpienie, co potwierdzają święci i błogosławieni, udoskonala człowieka, w końcu „wywyższa” go. Cierpienie człowieka – jego „krzyż” niezłączone z cierpieniem Jezusa Chrystusa – Jego krzyżem może prowadzić do rozpaczy. Pozostające w synergii – w harmonii dwa cierpienia – ludzkie i Boże, mają moc zbawczą.

Psalm responsoryjny: Ps 31, 2-3b. 3c-4. 5-6. 15-16. 20

Psalmista zachęca modlącego się z nim do zanoszenia błagalnego wołania do Boga w czasie ucisku, ale i do składania dziękczynienia w stanie opresji. Czy można dziękować Bogu za „ucisk i strapienie”, za trudne doświadczenia życia? A dlaczegóż by nie? Przecież nic nie spotyka człowieka bez Bożego przyzwolenia. Skoro Bóg daje człowiekowi ból, to dlaczegóż by zań nie dziękować? „Ty, Panie Boże, wiesz lepiej ode mnie, co dla mnie jest dobre i co prowadzi mnie do Ciebie”. Słowa te – zainspirowane lekturą Psalmu 31 – mogą wyrażać naszą wdzięczność za trudności, które nas spotykają. Spotkajmy je z krzyżem i w krzyżu!

Tak jak w różnych miejscach Biblii jak refren wraca Boży imperatyw: „Słuchaj!”, tak w Psalmie 31 (i w innych miejscach świętej księgi również) to człowiek woła do Boga: „Nakłoń ku mnie ucha Twojego!” Cóż słowa te oznaczają? Bóg słyszy słowa, których człowiek nie potrafi, nie ma sił wypowiedzieć, ani nawet utworzyć. Bóg zna każde ludzkie słowo, zanim zostanie ono pomyślane. Bóg zna ludzką świadomość i nieświadomość.

Niemożliwe jest przetrwanie burz i nawałnic z dala od „skały ucieczki” – opoki ocalenia. Konieczne jest wejście do „zamku warownego”, by przeżyć, kiedy piętrzy się nienawiść i napiera wróg. Zagrożony człowiek nie musi szukać materialnej skały i twierdzy! Miejscem duchowego bezpieczeństwa jest tylko Bóg – Jest On „Skałą i Zbawieniem”.

Akt modlitewny „W ręce Twoje oddaję ducha mego” wypowiedział umierający Jezus, który wziął na siebie grzechy każdego człowieka i wszystkich ludzi, od stworzenia świata po jego apokaliptyczny kres. Słowa Jezusowe „wznosić” trzeba do Boga w każdym granicznym momencie swojego życia, ale też w chwili zasypiania, udając się na nocny spoczynek, jak i na początku każdego dnia, w chwilach trudnych wyborów i decyzji życiowych, w momencie śmierci.

Złożenie Bogu w darze bezgranicznej ufności daje człowiekowi wolność. W obliczu pozornego triumfu zła, w okolicznościach, kiedy dobro zdaje się być nie tylko sprofanowane, ale wręcz uśmiercone i „pogrzebane”, wyznanie wiary: „Tyś jest Bogiem moim” nie pozwoli człowiekowi utracić, czy zagubić ufności. Słowa Psalmisty: „W ręku Twoim [Boże] me losy” stanowią wyraz bezgranicznego, bezwarunkowego zaufania Bożemu „prowadzeniu” – Bożej Opatrzności. Wzruszający jest krzyk rozpaczy kierowany do Miłosiernego Pana: „wyrwij mnie z ręki mych wrogów i prześladowców”. Chrześcijanin jest realistą, który potrafi dostrzec zakamuflowanych, zawoalowanych wrogów i prześladowców, w których sercach nie ma iskry dobra.

Kluczem do zrozumienia niełatwych prawd jest Bojaźń Boża. Bóg okazuje dobroć wobec tych, którzy się Go boją! To nie jest afirmacja lęku i przerażenia w relacji do Boga; Wręcz przeciwnie. Trzeba kierować się Bojaźnią Bożą, czyli mieć odwagę ocenić swoje życie i zaufać „do końca” tylko Bogu, w którym jest pokój i bezpieczeństwo.

Ewangelia: J 19, 25-27

Krótka perykopa Ewangelii według Świętego Jana, którą Tradycja określiła jako „Testament z krzyża”, niesie ponadczasowe przesłanie. Ukrzyżowany – umierający Jezus nie był sam. Wokół Jego krzyża stały bliskie Jemu osoby – Jego Matka oraz inne niewiasty. Był też Święty Jan, Umiłowany Uczeń Pana.

Słowa umierającego Jezusa powinny przeszywać niemal do szpiku kości dzisiejszych chrześcijan: „Niewiasto, oto Syn Twój”. Słowa te wskazują na Maryję – „drugą Ewę”, jako duchową Matkę chrześcijan. Umiłowany Jan reprezentował pod krzyżem wszystkich umiłowanych przez Jezusa ludzi. Jezus przez akt zbawczego Wcielenia i zbawczego Odkupienia udowodnił, iż umiłował „do końca” całą ludzkość, bez względu na jej kulturę czy religię.

W przypadku analizowanego (…) fragmentu J 19, 27-27 stajemy razem z Maryją i Umiłowanym Uczniem pod krzyżem, – pisze ks. Janusz Kręcidło MS w Komentarzu duchowym do Ewangelii św. Jana (Kraków 2021) – na którym w bólach kona Jezus. Wchodzimy w dramaturgię tej sytuacji, współczujemy konającemu Jezusowi, współcierpimy z Nim, chcemy ulżyć Jego cierpieniu. Mamy świadomość, że jesteśmy świadkami, współuczestnikami dzieła zbawienia” (s. 157-158). Biblista ten dodaje: „Jeżeli pod postacią bezimiennego Umiłowanego Ucznia zobaczymy siebie samych, to każdy z czytelników/słuchaczy tego fragmentu Biblii może poczuć się umiłowanym bratem Jezusa i synem Maryi, otoczonym Jej macierzyńską miłością i troską. Jeżeli natomiast zobaczymy w Umiłowanym Uczniu reprezentanta wszystkich wiernych chrześcijan, to na Maryję należy patrzeć jako Matkę wszystkich – to przesłanka do prawdy o powszechnym macierzyństwie Maryi” (tamże, s. 158-159).

Piątek, 16.09.2022 r. – wspomnienie Świętych męczenników Korneliusza, papieża, i Cypriana, biskupa

Pierwsze czytanie: 1 Kor 15, 12-20

Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa jest „cudem cudów”. W wydarzeniu tym ogniskują się, skupiają wszystkie zbawcze czyny Pana Jezusa, będące znakami potwierdzającymi Jego Boskość. Cud nie był dokonywany przez Jezusa, by spełnić czyjeś oczekiwanie czy zaspokoić ciekawość. Zawsze występował w zbawczym kontekście. Cuda po dziś dzień mają miejsce ze względu na zbawienie człowieka. Jego odpowiedzią powinna być wiara, a nie zdziwienie, bądź podziw.

Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, będąc faktem poświadczonym teologicznie i historycznie, stanowi znak wiarygodności chrześcijaństwa jako religii objawionej przez Boga. Wskazuje wprost i bezpośrednio na Pana Jezusa jako Syna Bożego, jako Bożego Legata, Mesjasza – prawdziwego Boga-Człowieka. Wiara chrześcijan, ich nauczanie, głoszenie Ewangelii i „zakładanie Kościoła”, czyli tworzenie wspólnot ludzi ochrzczonych ma sens tylko i wyłącznie ze względu na Paschę Pana. Pokładanie ufności i nadziei w Zmartwychwstałym Jezusie Chrystusie jest drogą do życia w społeczności zbawionych. „Zwycięzca śmierci, piekła i szatana” nadał naszemu życiu wymiar paschalny. Odtąd wiemy, nie tylko wierzymy, iż Chrystus jest naszą Paschą, a nadzieja zbawienia dana została całej ludzkości.

Psalm responsoryjny: Ps 17, 1bcd. 6-8. 15

Psalm 17 to zapis modlitwy błagalnej o wyzwolenie od wrogów. W modlitwie tej pojawia się motyw „słuchania”. Tym razem to uciskany i prześladowany człowiek błaga, by Bóg pochwycił „uszami (…) modły z warg nieobłudnych”. Jak bliskie relacje muszą łączyć cierpiącego człowieka z Bogiem, kiedy prosi ten pierwszy, by On strzegł go „jak źrenicy oka”. Prośba o to, by błagający mógł ukryć się w „cieniu (…) skrzydeł Boga”, ma wymowę symboliczną. „Skrzydła” ukazywane są w Biblii jako znaki transcendencji. W czasie lektury tego fragmentu Psalmu rodzi się nieodparcie skojarzenie z wypowiedzią Jezusa: „Ileż razy chciałem zgromadzić twoje dzieci [dzieci Jerozolimy], jak ptak swe pisklęta zbiera pod skrzydła (…) (Mt 23, 37). Nie uciekajmy od „skrzydeł” Boga samego!

Wzywający pomocy Bożej, przekonany o swojej niewinności, bezradny wobec zawziętości wrogów ma pewność wysłuchania. Jest przekonany, że nie tylko Bóg go usłyszy, ale że on zobaczy oblicze Wszechmogącego.

Ewangelia: Łk 8, 1-3

Perykopa wyjęta z Ewangelii według Świętego Łukasza mówi o Jezusie wędrującym przez miasta i wsie oraz o Apostołach i kobietach postępujących Jego śladem…

Dwunastu powołanych przez Pana Jezusa zostawiło swoją przeszłość za sobą. Pozostawili oni dotychczasową powszedniość, by wybrać nową codzienność z Jezusem. Wśród Dwunastu był wszakże i Judasz Iskariota, chociaż Święty Łukasz nie wymienia w tym ewangelicznym zapisie imion uczniów Pana. Czy Judasz kroczył rzeczywiście śladem Jezusa, czy też omijał? Kobiety (w przekładach biblijnych pięknie określane jako „niewiasty”) idące za Jezusem zostały wcześniej uwolnione „od złych duchów i od słabości”. Wyzwolenie to dodawało im skrzydeł! Pozwoliło wznieść się im ponad minioną – grzeszną ich przeszłość, by ją ofiarować Jezusowi. Przeszłość ta zatrzymana li tylko dla siebie ma moc destrukcyjną, ofiarowana Jezusowi – twórczą. Nie zrozumiał tej prawdy Judasz.

Idący za Jezusem Sługą usługiwali Jemu. Apostołowie – głoszeniem „Słowa”, niewiasty – troską o chleb powszedni.

Jezus – Nauczyciel i Lekarz nie zakończył swojego dzieła głoszenia Ewangelii. Czyni to dziś w Swoim Kościele. Zaprasza do Siebie wszystkich, którzy są „utrudzeni i obciążeni” (zob. Mt 11, 28), czy to z miast – współczesnych Babilonów, czy wsi wokół tych miast posadowionych. „Od miasta do miasta”, „od wsi do wsi” – słowa te wskazują na uniwersalność zbawczej misji Jezusa. Nie omija On nikogo. Przychodzi do każdego i każdego do Siebie zaprasza. Jezus wędrował, czy jak mówią inne przekłady – podróżował z orędziem Królestwa Bożego, by w końcu dojść do mnie…

Sobota, 17.09.2022 r.

Pierwsze czytanie: 1 Kor 15, 35-37. 42-49

Apostoł Paweł podejmuje temat, który w jego czasach intrygował słuchaczy, a niektórych wręcz bulwersował. Kierowane – przez Jemu współczesnych – pytanie: „ A jak zmartwychwstają umarli?” nie straciło po dzień dzisiejszy wagi i znaczenia. Ciało zmarłego człowieka Święty Paweł porównywał do ziarna zboża wrzuconego w glebę. Konieczne jest obumieranie, by zrodziło się nowe życie. Niełatwo to zrozumieć.

Zmartwychwstanie to nowa rzeczywistość, nad którą prawo rządzące materią nie ma władzy. Ciało zmartwychwstałe jest wolne od uwarunkowań materii. Jest przemienione – takie samo i równocześnie radykalnie inne. Destrukcja biologiczna nie ma nad nim mocy. „Ciało zmysłowe” zastąpione zostaje „ciałem duchowym”. Człowiek zmartwychwstały upodabnia się do Drugiego Człowieka – Jezusa Chrystusa, który dał nowe tchnienie życia Pierwszemu Człowiekowi – Adamowi. Fakt, iż wszyscy ludzie nosili za życia „obraz ziemskiego człowieka”, nie przesądza o ich losie. Po zmartwychwstaniu – puentuje Święty Paweł – „nosić będziemy wyobrażenie człowieka niebieskiego”.

Psalm responsoryjny: Ps 56, 3. 10-11. 12. 13-14

Prześladowany, uciśniony człowiek – jednocześnie ufający Bogu – pragnie żyć. Nie chce przyzwolić, by cierpienie go zniszczyło. Wie, że może mieć ono moc twórczą, gdy ofiarowane zostanie Bogu.

Czyż doświadczenie prześladowanego nie zostało wyolbrzymione: „Wrogowie moi nieustannie mnie depczą”? Żadną miarą! Człowiek uderzony nienawiścią innych, zniesławiony właściwie cały czas jest „deptany”. Pamięć o doświadczanym prześladowaniu nie pozwala mu spokojnie żyć i radować się każdą chwilą. Jedynie ufność żywiona do Boga pozwoli przetrwać prześladowanie. Wrogowie odstępują od swojej ofiary, gdy ona nie przestaje ufnie wołać do Boga o pomoc. Świadomość, „że Bóg jest ze mną”, pozwoli znieść największy ból i przemienić go w szczęście. Pamięć o Bożej opiece to najsilniejsza tarcza chroniąca przed atakiem zła. Uciśniony w końcu kieruje do Boga swoją wdzięczność. Ma za co dziękować, bowiem Wszechmogący Pan zachował jego życie od śmierci. Bóg czuwał nad nogami prześladowanego, które ochronione zostały przed potknięciem i upadkiem. Gnębiony dotychczas człowiek będzie „chodził w światłości żyjących”.

Ewangelia: Łk 8, 4-15

Czyż współczesny człowiek żyjący w większych bądź mniejszych miastach, który w ogóle nie zna wsi, może zrozumieć „Przypowieść o siewcy” podaną przez Jezusa słuchającym go w czasie podróżowania przezeń „od miasta do miasta, od wsi do wsi”? Opowiadanie jest tak realistycznie przedstawione, iż nie powinien mieć problemu z wyobrażeniem sytuacji opisanej przez Jezusa.

Siewca wychodzi siać ziarno z nadzieją na obfite plony. Nie wszystkie ziarna padają na urodzajną, przyjazną glebę. Jedno ziarno, a zapewne i więcej „padło obok drogi”. Przechodzący nią nie zwracali uwagi na ziarno, które coraz mocniej wdeptywali w trakt. Zresztą nie czynili tego świadomie. „Los” ziarna na tym się nie zakończył. Przyleciały ptaki, które wydziobały je z drogi. Zresztą i tak nie miałoby ono szans, by wzejść w miejscu, które przecież nie jest zagonem uprawnym.

Sytuacja ziarna na skale od początku była przesądzona. Owszem, wzeszło ono, ale przecie nie mogło czerpać wody z kamienia. Zdarzyło się, że kolejne ziarno padło między ciernie. To drugie silniejsze było od delikatnego kłosu. W zmaganiu się o przetrwanie zboże „przegrało”. Sukces odniosły ciernie.

W końcu ziarno padło na żyzną glebę i rekompensując siewcy brak plonów z wcześniejszych ziaren wydało zbiory „stokrotne”. Opowieść Jezusa zakończona została co najmniej dziwnym nie tylko dla słuchaczy wezwaniem – wołaniem Jezusa: „Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”. Na pewno nie chodziło o wychwycenie przez narząd słuchu wibracji dźwięków. Usłyszenie dźwięku słów, bardziej, czy mniej zrozumiałych to nie wszystko. Konieczne jest ich wprowadzenie do swojego serca. Imperatyw Jezusa wskazuje też na konieczność odpowiedzialnego korzystania i posługiwania się zmysłami. Czy można mieć uszy i niczego nie słyszeć? Mając problemy z usłyszeniem Słowa Bożego i jego zrozumieniem, powinniśmy zwrócić się do Jezusa, by wyrzec słowo: Effatha! – „Otwórz się” (por. Mk 7, 34).

Ziarnem – odpowiedział Jezus, podając uczniom interpretację przypowieści – jest Słowo Boże. W zarodek wpisane zostało odwieczne Słowo, które stworzyło świat. Czy możliwe jest w ogóle, by Szatan przechwycił Słowo Boże? Bezpośrednio Zły Duch nie ma takiej mocy. Może natomiast wyrwać je z serca człowieka, który wpierw je stamtąd sam zechce usunąć.

Skała zawsze była solidnym oparciem dla budowanego domu. Dom na skale posadowiony przetrwa największe nawet nawałnice. Ziarno nie przebije się przez zaskorupiałe sumienia, nie wniknie do kamiennych serc! Krzew cierniowy symbolizować może bezmiar cierpienia czy wręcz osaczenie w nim. Rozpalone ciernie wydają ogromny żar. W tejże opowieści ciernie wskazują na „troski, bogactwa i przyjemności życia”. Bywają one tak wielkie, iż nie pozwolą, by wiara się rozwijała, by żyła nadzieja i realizowana była miłość.

W końcu ziarno na żyznej glebie – wyjaśniał Jezus – wskazuje na tych, „którzy wysłuchawszy słowa sercem szlachetnym i dobrym, zatrzymują je i wydają owoc przez swoją wytrwałość”. Należy wciąż i nieustannie uszlachetniać swoje serca i czynić je dobrymi. Trud pracy nad sobą zostanie wynagrodzony wspaniałym plonem, nie tylko dla siebie, ale nade wszystko dla innych – a wszystko „dla większej chwały Boga”…

Komentarze do czytań – XXIII TYDZIEŃ ZWYKŁY | od 4 do 10 września 2022 r. - dr Elżbieta Marek
Komentarze do czytań – XXV TYDZIEŃ ZWYKŁY | od 18 do 24 września 2022 r. - o. Terencjan Krawiec OFM