Niedziela, 10.09.2017 r.

Pierwsze czytanie: 10 – Ez 33, 7-9

Żyjący w IV wieku przed Chrystusem prorok Ezechiel został wyznaczony na stróża Domu Izraela. Już zwykłe stróżowanie wymaga czujności, odwagi i sprytu. Trzeba przewidzieć możliwe zagrożenia, zapobiec im lub przeciwdziałać. Tymczasem w Księdze Ezechiela pojawiają się dodatkowe wytyczne dla stróża. Ma on nie tylko upominać tych, którzy występują przeciwko Bogu, lecz także samemu przestrzegać tych napomnień i dawać dobry przykład. I tak jak każdy stróż jest obarczony odpowiedzialnością za powierzone mu mienie, tak biblijny stróż dusz odpowiada przed Bogiem za powierzonych mu w opiekę ludzi: jeśli nie będzie próbował ich uratować, jest winny ich potępieniu. Bóg upomina Ezechiela, by głosił Jego naukę nawet w sytuacjach beznadziejnych, nawet wtedy, gdy z góry wiadomo, że nie spotka się ona z dobrym przyjęciem.

Sytuacja, w której znalazł się Ezechiel, dotyczy także nas, współczesnych. W czasach, w których dzięki mediom człowiek ma szeroki dostęp do informacji, najczęściej złych, łatwo wpaść w zobojętnienie. Często pojawia się pokusa, by zajmować się tylko własnymi sprawami. Bóg także i dzisiaj wzywa nas jednak do strzeżenia dusz naszych bliźnich, do upominania ich nawet w sytuacjach nie rokujących poprawy i tych, które pozornie nas nie dotyczą.

Czy mamy w sobie tyle miłości, by troszczyć się o tych, którzy odeszli od Boga?

 

Psalm responsoryjny: Ps 95,1–2.6–7ab.7c–9

Z czym kojarzy nam się Kościół? Z cichą katedrą pełną skupienia? Z zaciemnioną nawą boczną? Czasem potrzebne jest i takie doświadczenie, jednak dzisiaj psalmista wzywa nas do bardziej żywiołowego umacniania wiary. Niedziela, przeżywana w duchu Psalmu 95, powinna być radosna. Tak radosna, że aż chce się „krzyczeć”, „śpiewać”, „padać na twarz”. Warto zwrócić uwagę na te pełne dynamizmu czasowniki, bo – jak mawiała św. Urszula Ledóchowska – „trzeba pokazać ludziom, że pobożność nie czyni nas mrukami”.

 

Drugie czytanie: Rz 13,8–10

Jedną z form okazywania miłości jest sprawiedliwe traktowanie. Spłacanie własnych długów z pewnością się w tym mieści. Święty Paweł przypomina jednak, że jest taki dług, którego nigdy nie będziemy w stanie uregulować, zawsze będziemy coś winni. To miłość. Pula naszych dobrych uczynków, naszej troski i dobrej woli nigdy się nie wyczerpuje. Chrześcijanin nie może powiedzieć drugiemu człowiekowi: „tyle już dla ciebie zrobiłem, nic nie jestem ci już winien”. Zawsze pozostaje wobec bliźniego pod kreską, zawsze może dać coś jeszcze – nieustającą miłość.

 

Ewangelia: Mt 18,15–20

Jezus często piętnował grzechy faryzeuszów, ale nie czynił tego ze złośliwości, tylko z troski. Prawda podana z miłością wyzwala i prowadzi ku zbawieniu, zaś życie w zaślepieniu grzechem osłabia zarówno danego człowieka, jak i otaczających go ludzi. Ewangeliczne upomnienie braterskie jest więc wyrazem miłości, pomaga wyzwalać się z egocentryzmu, z zapatrzenia w siebie. Mówi się, że wspólnota jest tak silna, jak silna jest jej najsłabsza cząstka. Powinno nam więc zależeć, by bliską relację z Bogiem miał każdy z naszych braci.

 

Poniedziałek, 11.09.2017 r.

Pierwsze czytanie:  Kol 1, 24-2, 3

Autor Listu do Kolosan całe życie chciał służyć Bogu. Najpierw jako gorliwy faryzeusz zwalczał chrześcijan, później już jako sługa Jezusa budował Jego Kościół. Stało się to wtedy,  kiedy Syn Boży okazał Szawłowi swoją potęgę i jednocześnie miłosierdzie, obdarzając łaską wiary i licznymi charyzmatami. Paweł służył Kościołowi, czyli mistycznemu Ciału Chrystusa, gdyż takie było jego posłannictwo. A służył w różnoraki sposób: głosząc słowo Boże, walcząc o zbawienie dusz ludzkich, oraz cierpiąc dla dobra sprawy. Nie oznacza to, że cierpienie samo w sobie jest dobre. Paweł jest konsekwentny w naśladowaniu swojego Pana, który „uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej”(Flp 2,8). Ale to nie cierpienie zbawiło świat od grzechu, tylko miłość Boga do człowieka. Chrystus zwyciężył, pokonując śmierć w chwili zmartwychwstania, i zwycięża w swoim mistycznym Ciele, kiedy Jego dzieci łączą się z Jego ofiarą. Apostoł raduje się w cierpieniach, gdyż służy to pomnażaniu duchowych owoców odkupienia. W swojej ewangelizacyjnej działalności dostrzega, że wszelkie przeciwności i udręki cielesne przynoszą bogactwo chwały Chrystusa. Na tej podstawie i my jesteśmy zachęceni, aby swoje cierpienia ofiarować za Kościół i w ten sposób służyć Bogu.

 

Psalm responsoryjny: Ps 62,6-7.9

W psalmie, który Kościół daje nam dzisiaj do rozważania, Bóg ukazany jest jako jedyny dawca spokoju i zbawienia. Jest tym, przed kim można otworzyć serce, komu można się zwierzyć. Cokolwiek Mu powiemy, nie przytłoczy Go to, bo jest jak skała, jak twierdza. Bóg, o ile obdarzy się Go zaufaniem, może być więc najlepszym azylem, najlepszym schronieniem przed przytłaczającym światem.

 

Ewangelia: Łk 6,6-11

Faryzeusze byli stróżami Prawa, ale w czasach Jezusa przypominali już bardziej nadzorców niż pasterzy ludu Bożego. I tak na przykład mieli Jezusowi za złe, że uzdrawiał chorych w szabat – dzień odpoczynku. Ich zdaniem był to zbędny wysiłek, a więc – trzymając się ściśle litery prawa – złamanie przykazań. Co proponują w tej sytuacji? Co sami robią z Dniem Pańskim? Bynajmniej nie studiują Bożego Słowa ani nie oddają się modlitwie – szukają winy w drugim człowieku, nawet w Jezusie. Widać więc z ich zachowania, że są zwyczajnymi hipokrytami, naginają przepisy, gdy tylko służy to ich interesom. Czytając historię o uzdrowieniu w szabat, warto pamiętać, że prawdziwa wiara to nie mechaniczne trzymanie się przykazań, ale szukanie ich sensu, czyli wielkiej miłości Boga do człowieka. Czy jestem prawdziwie religijny, a może pobożność służy mi jako narzędzie do osądzania i odtrącania innych ludzi?

 

Wtorek, 12.09.2017 r.

Pierwsze czytanie: Kol 2, 6-15

Chrzest jest pogrzebaniem grzechu, czyli przywróceniem do życia w stanie łaski. Dokonuje się to przez wiarę w moc Boga, który wskrzesił Chrystusa. Święty Paweł wyjaśnia, że to wiara jest podstawą usprawiedliwienia. Tylko silna wiara może ocalić, może działać cuda. Nie tylko jednak Kolosanie są dziś zaproszeni do głębszego zapuszczania korzeni w Chrystusie. Ci, którzy raz przyjęli naukę Ewangelii, powinni stale budować na niej swoje życie. Podobnie jak miłość nie jest jedynie porywem serca, lecz stałą dyspozycją do czynienia dobra, tak i wiara w Chrystusa domaga się nieustannego trwania w przyjaźni z Nim.

W czasach Świętego Pawła wezwanie do wytrwania w wierze opartej na Chrystusie podyktowane było troską o pierwszy Kościół, zwodzony przez fałszywych nauczycieli. Czyż nie brakuje ich i dzisiaj? Współczesny świat proponuje różnorodne style życia, które są sprzeczne z chrześcijaństwem. Jesteśmy zalewani doktrynami filozoficznymi i ideologiami systematycznie podcinającymi korzenie chrześcijańskiej Europy. I chociaż mamy pełnię łask, jaką daje nam Chrystus, ulegamy gonitwie za „czymś więcej”, a w konsekwencji popadamy w grzech. Chrystus – życie wierzących – staje się dla wielu tematem tabu, kłopotliwym dodatkiem do wypełnionego po brzegi planu dnia.

 

Psalm responsoryjny: Ps 145,1-2.8-9.10-11

Dzisiejszy psalm jest modlitwą uwielbienia. Uczy zachwytu nad Stwórcą i nieustającej adoracji Boga.  Psalmista zadaje kłam wizji surowego Boga, który całymi dniami tylko karze za grzechy. Koncentruje się na Jego miłosierdziu, delikatności, mocy sprawczej. Bóg jest dobry! Ta wiadomość nie może pozostać w ukryciu! Opisując przymioty Stwórcy, psalmista pozostaje z Nim w nieustannym dialogu. W każdym wersecie zwraca się do Boga, mówi o Nim, ale mówi też do Niego. Czy modląc się, prawdziwie zwracam swoje serce do Pana?

 

Ewangelia: Łk 6,12-19

Jezus był w pełnej jedności z Ojcem. Samotna modlitwa Jezusa na górze wyrażała i jednocześnie pielęgnowała tę więź z Ojcem. Jezus rozmawiał z Bogiem całą noc, a dopiero potem wybrał swoich najważniejszych współpracowników.  Modlitwa była jednak nie tylko czasem szukania rady, lecz także źródłem siły. Zszedłszy z góry, Jezus był tak przepełniony mocą, że uzdrawiał wszystkich, którzy tego potrzebowali.

Ewangelista Łukasz mocno akcentuje wyjątkowość apostołów, mimo że wymienia tylko ich imiona. Podkreśla, że byli wyróżnieni z całego tłumu pozostałych wyznawców. Nie podaje jednak, jakie będą ich zadania w grupie i w kształtującym się młodym Kościele. Najważniejszym zadaniem apostołów było bowiem samo trwanie przy Jezusie. Czy jestem gotowy, by zostać z Chrystusem, gdy tłum się rozejdzie? Czy czuję się wezwany po imieniu, by być jego najważniejszym świadkiem?

 

Środa, 13.09.2017 r.

Pierwsze czytanie:  Kol 3, 1-11

Święty Paweł w prostych słowach tłumaczy, co dzieje się z człowiekiem w czasie chrztu: umiera wtedy egoistyczna jednostka, a rodzi się nowa, umocniona Chrystusem. Sakrament ma tak wielką moc, że zmienia nie tylko status człowieka, lecz także jego ostateczne przeznaczenie. Zamiast patrzeć na ziemię, na rzeczy przemijające i doczesne, powinien on koncentrować się na swoim nowym celu, na tym co wysoko – na zbawieniu i obietnicy wiecznej szczęśliwości w we wspólnocie ze Stwórcą. Święty Paweł wie jednak, że nawrócenie to proces, a nie jednorazowe wydarzenie. Wie, że człowiek „wciąż się odnawia ku głębszemu poznaniu Boga”.

By ta przemiana mogła się dokonać, potrzebne jest zerwanie z największymi ludzkimi przywarami. Z nawykami wyniesionymi z czasów życia w grzechu, z czasów bycia „synem buntu”. Lista, którą podaje Święty Paweł, wydaje się aż nadto znajoma. Dla niejednego z nas może być podstawą do wieczornego rachunku sumienia. Chodzi o rozpustę, nieczystość, lubieżność, złą żądzę, chciwość, gniew, zapalczywość, złość, znieważanie, haniebną mowę i kłamstwo. Wszystkie te grzechy są stare jak świat, ale chrześcijanie mają nowe narzędzie w walce z nimi – sakramenty. Warto o tym pamiętać, odnawiając chrzcielne przyrzeczenia i klękając przy konfesjonale.

 

Psalm responsoryjny: Ps 145,2-3.10-11.12-13ab

Rozważając Psalm 145, warto zwrócić na powtarzające się słowa: każdego, na wieki, wszystkie, wszystkich. Wskazują one na uniwersalność i ponadczasowość królestwa Bożego. Psalmista wzywa nas, aby wielki Pan, którego królestwo trwa na wieki, był znany wszystkim ludziom.

Niektórzy mówią, że wiara to prywatna sprawa, że religia nie powinna dominować w przestrzeni publicznej. Chrześcijanie wiedzą jednak, że świata nie może zdominować niewiara. Prawda obroni się sama, ale trzeba ją głosić.

 

Ewangelia: Łk 6,20-26

W centralnej części Kazania na górze Jezus przypomina o nagrodzie wiecznej. Niebiańska, czyli nie-ziemska. Odroczona w czasie, wręczana we właściwym momencie – już po zakończeniu życia doczesnego. Czeka na tych, którzy w centrum swojego życia umieścili Boga. Ci natomiast, którzy koncentrują się na sobie, na czynieniu swojego życia przyjemnym – dostatnim, sytym, zabawnym, oklaskiwanym – w przyszłości nie otrzymają już nic. Nie ma kary. Wystarczy, że nie ma nagrody – niekończącej się radości z Bogiem. Do tego sprowadza się to srogie „biada”. Jezusowi nie chodzi przecież o to, że nie wolno żyć po swojemu, ale że takie życie nie prowadzi do niczego dobrego, nie przybliża do Boga.

Kazanie na górze pozornie składa się z samych paradoksów. Z przeciwstawień: śmiech – łzy, syty – głodny, bogaty – biedny, z odwrócenia zwykłego porządku rzeczy. Ale czy dla chrześcijan to zaskakujące? W końcu mamy być głupcami tego świata. Postępować zupełnie odwrotnie, niż radzą nam autorzy kolorowych poradników.

 

Czwartek, 14.09.2017r., święto Podwyższenia Krzyża Świętego

Pierwsze czytanie:  Flp 2, 6-11

Przytoczony fragment Listu św. Pawła do Filipian to hymn, który pierwsi chrześcijanie prawdopodobnie śpiewali w czasie sprawowania Eucharystii. Szczególny akcent położony jest na oddanie chwały Chrystusowi. Bóg wywyższył Jezusa, darując Mu władzę nad całym stworzeniem. W tym samym utworze pojawia się motyw krzyża. Chrystus, uniżając samego siebie, przyjął postać sługi i stał się posłusznym aż do śmierci krzyżowej. Ukrzyżowanie było jednocześnie uniżeniem i wywyższeniem.

Kompozycja utworu zachęca do medytacji nad najważniejszymi pytaniami o wiarę, zbawienie, sens cierpienia. Co dla chrześcijanina jest sukcesem? Czy musi to być uznanie w oczach ludzi, wysoki status społeczny? Czy wzór Chrystusa-Sługi, który w najważniejszy dzień roku – Paschę – rezygnuje z tkanej szaty i owija się prześcieradłem, by umyć nogi przyjaciołom, jest jeszcze atrakcyjny?

Dzisiejsze święto przypomina, że drzewo, na którym wisiał Jezus, nie jest dla wierzących symbolem hańby i śmierci, ale jest znakiem życia i zwycięstwa. Ilekroć zauważymy więc krzyż umieszczony wysoko na dachu kościoła, na ukrytej w zaroślach kapliczce, na sypiącym się cmentarnym pomniku czy na szpitalnej ścianie, warto podziękować Jezusowi za to, że uniżył się, byśmy my mogli awansować: na świętych.

 

Psalm responsoryjny: Ps 78,1-2.34-35.36-37.38

Psalm 78 opowiada dzieje ludu Bożego. Rozpoczyna się od wezwania, by uważnie słuchać Boga. Widać tu ciekawy kontrast: gdy ludzie koncentrują się na mówieniu – grzeszą, gdy skupiają się na słuchaniu Boga – zbliżają się do Niego. Psalmista zauważa, że o Bogu najłatwiej przypomnieć sobie w trudnościach, w stanie zagrożenia. Takie nawrócenie jest jednak chwilowe, mija tak szybko, jak szybko człowiekowi udaje się wyjść na prostą. Cała nadzieja w Bożym miłosierdziu. W przeciwieństwie do ludzi, Bóg nie zraża się złamanymi obietnicami i zdradami. Kocha człowieka i przebacza mu za każdym razem.

 

Ewangelia: J 3,13-17

Kiedy Izraelici borykali się z plagą węży, Mojżesz – posłuszny Bożemu poleceniu – sporządził węża z miedzi i umieścił go na wysokim palu. Łatwo można sobie wyobrazić, że ostatnią rzeczą, na którą Żydzi mieli ochotę patrzeć w czasie tej inwazji, był wąż. A jednak to właśnie ten gest, rzut oka w stronę jego wyobrażenia, ratował ukąszonym życie. Podobnie jest z krzyżem. Symbolizuje on zwycięstwo Boga nad ludzką słabością, okup za wielokrotną zdradę. Kiedy więc toniemy we własnych grzechach, giniemy przytłoczeni naszymi słabościami, zwróćmy swoje oczy na ten znak.

Słodka obietnica Chrystusa o Bogu, który umiłował świat i pragnie go zbawić, przyciąga wciąż nowych wyznawców. W stronę krzyża zwracają się coraz nowi ludzi. Ale co w nim widzą? Czy dostrzegają tylko miejsce kaźni, czy widzą też klucz do nieba? A co ja widzę, gdy na niego patrzę? 

 

Piątek, 15.09.2017 r., wspomnienie NMP Bolesnej

Pierwsze czytanie:  Hbr 5, 7-9

Autor Listu do Hebrajczyków nawiązuje do modlitwy Jezusa w Ogrójcu. Przypomina, że w noc przed męką Chrystus wołał do Ojca, by oddalił od Niego nadchodzące cierpienia. Święty Paweł dodaje: „i został wysłuchany”. Dla nas to zaskakujące. Jak to? Przecież za chwilę został pojmany, brutalnie przesłuchiwany i wysłany na kaźń.

Zrozumieć Świętego Pawła można tylko wtedy, gdy pamięta się o ostatnim zdaniu wypowiedzianym przez Jezusa na modlitwie: „Wszakże nie jak Ja chcę, ale jak Ty”. Jezus, oddający się całkowicie do dyspozycji Ojca, łączy się z Nim w jedno. Wola Ojca, staje się wolą Syna.

Pokarmem Chrystusa – Najwyższego Kapłana jest pełnienie woli Boga, a Jego misją zbawienie świata. Dlatego też Jezus, umierając na krzyżu, krzyknął: „Pragnę”. Głośna i gorąca prośba została wysłuchana. Bóg przyjął ofiarę swojego Syna. Uległość wobec Stwórcy została wypełniona.

Bycie posłusznym wobec Jezusa jest konsekwencją naszej wiary. Co jednak z posłuszeństwem wobec innych ludzi? Czy zawsze musimy podporządkowywać się ich woli? Młodsi woli starszych, żony woli mężów, dzieci woli rodziców. Pomyślmy także o sytuacjach, kiedy my wzywamy do posłuszeństwa. Czy wydając polecenia innym, pamiętamy o zasadach Ewangelii? 

 

Psalm responsoryjny: Ps 31, 2-3b.3c-4.5-6.15-16.20

Psalmista – Dawid – nie kryje, że znajduje się w niebezpieczeństwie. Wspomina o wrogach i prześladowcach, którzy zastawiają na niego sieć. Mimo to z tekstu emanuje nie strach, lecz zaufanie. Roztropność podpowiada Dawidowi, że jedynym rozwiązaniem jego kłopotów jest powierzenie się Bożej Opatrzności. Warto zwrócić uwagę, że w chwili utrapienia nie koncentruje się na swojej niedoli, na tym, że jest ścigany, że ciąży na nim gniew króla, że wydano na niego wyrok śmierci, lecz na przymiotach Boga. Dostrzega Jego dobroć, łaskawość i sprawiedliwość nawet w takiej chwili. Dziękuje Mu na zapas. To dopiero jest ufność! Czy mam w sobie taką i ja?

 

Ewangelia: J 19,25-27

Logika podpowiada inną kolejność. Najpierw umierają rodzice, a potem dzieci. To musi być bolesne doświadczenie obserwować, jak w męczarniach odchodzi własne dziecko. Wypełnia się  teraz proroctwo Symeona, który wypowiedział, że duszę Maryi przeniknie miecz boleści. Ale czy cokolwiek może dobrze przygotować na takie wydarzenie? Dla zwykłego człowieka to niemożliwe… Ale Maryja nie jest zwyczajna. Nie tylko pomyślnie przechodzi tę próbę, lecz przyjmuje na siebie kolejne zadanie: ma być matką wszystkich ludzi. Pomyślmy, jak wielkim wyzwaniem musiało być dla niej to nowe macierzyństwo i to w chwili, w której umierało jej jedyne dziecko. Jednego możemy być pewni, Maryja na pewno nas nie opuści. Skoro wytrwała pod krzyżem Jezusa, także z nami będzie w każdym cierpieniu.

 

Sobota, 16.09.2017 r.

Pierwsze czytanie: 1 Tm 1, 15-17

Autor  składa w liście pasterskim osobiste świadectwo: jestem grzesznikiem. Odważne wyznanie. Robiło wrażenie wtedy, robi wrażenie i dzisiaj, kiedy wszyscy chcą wydawać się nieskazitelni. Trudno wyobrazić sobie współczesnego trenera, wykładowcę, autorytet, który bez ogródek wyznałby: jestem słaby. W oczach ludzi mógłby być skończony. Tymczasem Święty Paweł nie kryje się ze swoją słabością, lecz ją obnaża, wyliczając swoje przewinienia: niewiarę, niewiedzę, bluźnierstwo i gnębienie chrześcijan. Chce w ten sposób pokazać wspaniałość nauki i osoby Jezusa i ogłosić, że przyszedł On na świat, aby zbawić grzeszników. Utrwala nauczanie Mistrza z Nazaretu, który mówił przecież, że nie przyszedł powołać sprawiedliwych, ale grzeszników.

Paweł, przedstawiając się jako pierwszy spośród grzeszników, używa czasu teraźniejszego. Wobec tego, czy jest się czym popisywać? Czy nie jest to raczej anty-świadectwo? Nie, bo w centrum tego wyznania jest Chrystus. Autor akcentuje prymat miłości nad grzechem. Święty Paweł był pierwszym, ale nie ostatnim z grzeszników. My jesteśmy następni. Można powiedzieć, że mniej lub bardziej świadomie naśladujemy go – grzesząc i się podnosząc . Tak jak on powinniśmy więc świadczyć, że Jezus jest centrum naszego życia, uwielbiać Boga  i oddawać Mu cześć.

 

Psalm responsoryjny: Ps 113,1-2.3-4.5a i 6-7

Dzisiejszy psalm rozpoczyna tzw. Egipski Hallel, który Żydzi recytują podczas wieczerzy paschalnej. W przytoczonym fragmencie słyszymy trzykrotne wezwanie do wysławiania imienia Pana. Dla Izraelitów imię Boże było największą świętością.

Mając na uwadze drugie przykazanie Boże, przez lekturę psalmu uczymy się używać imienia Bożego we właściwym celu. W przestrzeni publicznej często słyszymy wymawiane w emocjach imiona  postaci biblijnych. Gdy ktoś się zdenerwuje, gdy jest przestraszony, gdy jest zaskoczony jakimś wydarzeniem. W większości przypadków tym okrzykom, niestety, nie towarzyszy modlitewny akt wiary. Pamiętajmy, że Bóg panuje nad całym światem. Choć jest nawet ponad niebem, widzi najmniejszych i najsłabszych ludzi. Nawet tych sponiewieranych przez życie.
 

Ewangelia: Łk 6,43-49

Podane przez Jezusa w przypowieściach przykłady mogą  wzbudzać w słuchaczach ambicję, by być tym dobrym drzewem, owocem, skarbcem i człowiekiem roztropnym. Ambicja to jednak jeszcze za mało. Jezus podpowiada nam jednak, jak wcielić ten plan w życie: wzywa do bycia konsekwentnym w swoich działaniach. Wiemy, że spontanicznie można coś zepsuć. Żeby coś naprawić, potrzeba jednak determinacji i pracy. Na dobre owoce pracuje się długo.

W drugiej części dzisiejszej perykopy ewangelicznej Jezus przestrzegał przed hipokryzją, czyli wypowiadaniem słów, które nie mają pokrycia. Taką postawę łatwo zdemaskować. Owoce, czyli skutki działania człowieka, są jego świadectwem  widocznym dla innych. Ci, którzy mają w sercu miłość do Boga, będą robili rzeczy zgodne z Jego wolą, będą budować Królestwo Niebieskie. A ono się nie ukryje.