Niedziela, 20.08.2017 r.

Pierwsze czytanie: Iz 56,1. 6-7

W czytanej dzisiaj lekcji z Księgi proroka Izajasza Bóg wzywa do posłuszeństwa prawu i czynienia sprawiedliwości, gdyż niebawem On sam przyjdzie ze swoim zbawieniem. Zapowiada również utworzenie nowej wspólnoty zbawionych. Przynależność do niej nie będzie już oparta na pochodzeniu etnicznym, jak miało to miejsce wcześniej, lecz na osobistej relacji człowieka do Boga. Jeśli cudzoziemiec, czyli poganin, nawróci się i przylgnie do Boga, będzie Go kochał, oddawał cześć i pełnił Jego wolę, wtedy doświadczy łaskawości Najwyższego na równi ze sprawiedliwymi Izraelitami. Będzie miał swoje miejsce na górze świętej i Bóg będzie napełniał go radością. Świątynia, miejsce szczególnej obecności Boga, ma być domem modlitwy dla wszystkich narodów.

Kto dzisiaj może być tym „cudzoziemcem”? Przyjmując kryterium przynależności etnicznej, cudzoziemcami są wszyscy, którzy nie pochodzą z narodu Izraela. Z drugiej strony można dzisiaj nazwać „cudzoziemcami” ludzi niewierzących w Chrystusa. Najistotniejsze jest jednak to, że Bóg chce zbawić każdego człowieka, ponieważ Izraelici i cudzoziemcy razem stanowią całą ludzkość. Bóg każdego człowieka na ziemi chce wprowadzić do swojego domu i napełnić radością.

 

Psalm responsoryjny: Ps 67,2-3.5.8

Psalm 67 był pieśnią dziękczynną wykonywaną w okresie zbiorów. Radość, której źródłem jest błogosławieństwo Pana, prowadzi w sposób naturalny do pragnienia podzielenia się otrzymanym szczęściem. Autor nie zamyka się na innych, by chronić tylko to co otrzymał, lecz wznosi modlitwę, by wszystkie narody błogosławiły Boga. Pragnie, by wszyscy ludzie mogli doświadczyć szczęścia płynącego z poddania się pod opiekę Boga.

 

Drugie czytanie: Rz 11,13-15. 29-32

Bóg ze zła potrafi wyprowadzić dobro. Bardzo wyraźny przykład tej zbawczej ekonomii jest opisany w dzisiejszym czytaniu z Listu do Rzymian. Apostoł Paweł pisze, że dzięki nieposłuszeństwu Żydów wobec wcielonego Słowa Bożego, Ewangelia o Chrystusie mogła dotrzeć do pogan. Odrzucenie i prześladowanie wierzących w Jezusa w środowisku żydowskim spowodowało, że roznieśli oni po całym świecie, również wśród pogan, dobrą nowinę o zbawieniu w Jezusie Chrystusie. Jednakże Bóg nie zbawia nikogo kosztem innych. Co więcej, powołanie narodu wybranego jest nieodwołalne. Dlatego Paweł ufa, że powodzenie, jakim cieszy się wiara w Chrystusa wśród pogan, doprowadzi do nawrócenia również niektórych Żydów, którzy wcześniej odrzucili Jezusa.

Przedziwna jest ta Boża logika, w której „poddał wszystkich nieposłuszeństwu, aby wszystkim okazać swe miłosierdzie” (Rz 11, 32b). Ale z pewnością jest to dobra nowina dla nas, bo któż może powiedzieć, że nigdy nie okazał nieposłuszeństwa Bogu? Nasze zdrady nie powstrzymują jednak Jego miłosierdzia.

 

Ewangelia: Mt 15,21-28

Sposób, w jaki Jezus potraktował kobietę kananejską błagającą Go o uzdrowienie córki, razi nas. Nawet uczniowie, którzy proszą Jezusa, by spełnił prośbę kobiety i ją odprawił, wydają się nam bardziej miłosierni. Żeby jednak właściwie zrozumieć tę scenę, trzeba na nią spojrzeć oczami ludzi tamtego czasu. Jezus mówi, że jest posłany do Izraela. Wiemy, że po zmartwychwstaniu posłał swych uczniów również do pogan. Co mogłoby się jednak stać, gdyby Jezus jeszcze przed swoją Paschą głosił Ewangelię poganom? Nietrudno jest nam to sobie wyobrazić, jeśli pamiętamy o stosunku Żydów do pogan. Wtedy niemożliwa byłaby misja Jezusa wśród Izraela. Prawdopodobnie opuściliby Go wszyscy uczniowie i nikt spośród Żydów nie słuchałby już Dobrej Nowiny. Nauczanie Jezusa, podobnie jak Jego charyzma, przestałoby być problemem dla faryzeuszy i saduceuszy. I prawdopodobnie nie zrealizowałby się ten plan zbawienia, o którym pisze w drugim czytaniu Apostoł Paweł.

Drugą istotną rzeczą jest to, co mówi Jezus do kobiety kananejskiej. Używa przysłowia, stosując przy tym zdrobniałą formę „szczenięta”, co łagodzi jego wymowę. Niewiasta trafnie wykorzystuje właśnie to przysłowie. Uznaje pierwszeństwo Izraela w zbawieniu i prosi pokornie o „okruch” łaski. Obyśmy mieli taką pokorę i wiarę jak ona.

 

Poniedziałek, 21.08.2017 r.

Pierwsze czytanie: Sdz 2,11-19

W przeczytanym fragmencie z Księgi Sędziów zawarty jest model historyczny, który powtarza się przez całą epokę, aż do ustanowienia króla. Po śmierci Jozuego, a później kolejnych sędziów, Izraelici dopuszczają się idolatrii, zdradzając jedynego Boga. Wtedy Pan dopuszcza, by ościenne ludy pogańskie gnębiły naród wybrany. Wtedy Hebrajczycy błagają Boga o pomoc, a On wybiera spośród nich sędziego, przez którego uwalnia Izraelitów od zagrożenia. Jednakże po śmierci sędziego, Izraelici szybko zapominają o Bogu i znów oddają cześć bożkom. Z naszej perspektywy wydaje się to niedorzeczne. Jak można mieć tak krótką pamięć i wciąż popełniać te same błędy, bardzo bolesne w skutkach. Jednakże nieustanne popadanie Izraelitów w idolatrię, nie jest grzechem tylko tego pokolenia i tego narodu. Opisane w Księdze Sędziów wydarzenia bardzo dobrze unaoczniają nasz grzech. Choć doskonale wiemy, iż coś jest złe, wciąż do tego wracamy. U Izraelitów powrót do bałwochwalstwa następował co drugie pokolenie, a nam wystarczy zaledwie jedna chwila, by powrócić do zła. To nie są przejawy dorastania, rozwoju, nawracania się. A zgodnie z jedną z zasad życia duchowego, kto nie postępuje, ten się cofa. Jesteśmy albo zimni, albo gorący, nie ma drogi pośredniej. Obyśmy się opamiętali i weszli na drogę prawdziwego nawrócenia.

 

Psalm responsoryjny: Ps 106,34-35.36-37.39-40.43ab-44

Psalm 106 jest spowiedzią Izraela z grzechów, które popełniał w swojej historii. Pomimo niewierności narodu wybranego, Bóg jednak okazywał mu miłosierdzie. W pełnym skruchy przyznaniu się do grzechów psalmista widzi nadzieję na powtórne doświadczenie zmiłowania Pana.

I tak jest z sakramentem pokuty. Przystępujemy do niego setny już raz z tymi samymi grzechami, a Bóg nie odrzuca nas, lecz patrzy na nas z nadzieją. Oby i w nas nadzieja zwyciężyła nad pesymizmem.

 

Ewangelia: Mt 19,16-22

W przewidzianej na dzisiaj przez Kościół Ewangelii czytamy o bogatym młodzieńcu, który pyta Jezusa o to, co powinien czynić, by osiągnąć życie wieczne. Prawdopodobnie zafascynowało go nauczanie Chrystusa i doszedł do wniosku, że dotychczasowe praktyki religijne nie są wystarczające. Jezus poważnie podchodzi do pytania i najpierw wskazuje na wypełnianie przykazań dotyczących bliźnich. Dlaczego jednak nie zapytał młodzieńca o przykazania dotyczące wiary w jedynego Boga? Polecił natomiast pytającemu sprzedać majątek, rozdać go ubogim i pójść za sobą. To polecenie Jezusa ujawniło, co jest bożkiem dla młodzieńca, czego nie potrafi się wyrzec nawet dla życia wiecznego, tj. bogactwa. Jednak wybór mamony nie uczynił go szczęśliwym, gdyż odszedł zasmucony. Można powiedzieć, że nie zachowywał najważniejszego, pierwszego przykazania.

A jak jest z nami? Czy Bóg jest dla nas rzeczywistym Bogiem? Czy potrafilibyśmy wszystko dla Niego poświęcić? Jeśli nie, to pozostaje nam smucić się razem z bogatym młodzieńcem, bo nie zasmakujemy życia wiecznego.

 

Wtorek, 22.08.2017 r., NMP Królowej

Pierwsze czytanie: Iz 9,1-3.5-6

Dzisiejsza lekcja z Księgi proroka Izajasza zawiera dobrze nam znane proroctwo o narodzinach Dziecięcia, które zbawi naród wybrany. Przed tą radosną zapowiedzią znajduje się mroczna wizja nędzy i ucisku, którego doświadczy Izrael wskutek najazdu Asyrii. Jednak Bóg rozproszy ciemności, złamie jarzmo nieprzyjaciół. Wtedy zapanuje radość tak wielka, jak radość towarzysząca żniwom czy przy podziale łupów po zwycięskiej bitwie. A wszystko to stanie się za pośrednictwem tajemniczego Dziecięcia, które będzie panować na tronie Dawida. Jego władza przekraczać będzie możliwości zwykłego człowieka, gdyż zaprowadzi On prawo i sprawiedliwość na wieki oraz wprowadzi pokój bez granic. Imiona, które otrzyma Dziecię, wskazują na niespotykaną wcześniej łączność z Bogiem.

Przyczyną zbawczej interwencji Boga jest jego zazdrosna miłość. W jaki sposób jednak zazdrość może współdziałać z miłością? Na co dzień spotykamy sytuacje, gdy chorobliwa zazdrość wyklucza miłość. Jednak w Bogu mogą one stanowić jedno, gdyż człowiek nie może być szczęśliwy w odłączeniu od swojego Stwórcy. Dlatego Bóg z miłości do człowieka domaga się wyłączności, postawienia na pierwszym miejscu miłości do Niego. Dobrze jest sobie uświadomić, że Bóg jest zazdrosny o nas z miłości.

 

Psalm responsoryjny: Ps 113,1-2.3-4.5-6.7-8

Psalm 113 rozpoczynał tak zwany Hallel, który Żydzi odmawiali w wielkie święta, zwłaszcza podczas uczty paschalnej. Psalmista zachęca całą ziemię do uwielbienia Boga. Wysławia wielkość chwały Pana i pyta retorycznie, kto mógłby się z Nim równać. Na końcu pieśni ukazane zostało miłosierdzie Boga, który potrafi podnieść człowieka z największego upadku
i poniżenia i postawić go pośród książąt. Dlatego nie sama wielkość Boga pobudza do wielbienia Go, ale jeszcze bardziej Jego miłość i łaskawość.

 

Ewangelia: Łk 1,26-38

Fragment Ewangelii opowiadający o zwiastowaniu jest jednym z najczęściej czytanych w czasie całego roku liturgicznego. Od fiat wypowiedzianego przez Miriam zależy zbawienie całego wszechświata, czego początkiem jest wcielenie Boga. Dlatego też modlitwę Anioł Pański tradycyjnie odmawia się trzy razy w ciągu dnia. Nie jest to jednak historia należąca do przeszłości, lecz tak jak cała historia zbawienia i życie Chrystusa, wydarzenie zwiastowania ma się aktualizować w życiu każdego chrześcijanina. Bóg posyła do każdego z nas swoje Słowo, Jezusa, by On narodził się w nas. My, tak jak Miriam, możemy się bać, nie rozumieć, lecz wiara polega na tym, aby uwierzyć w to, czego nie możemy sprawdzić, zrozumieć. Czy potrafimy na słowo Boga porzucić nasze plany i projekty na przyszłość i pozwolić na prowadzenie nas
w nieznane, mając jedynie pewność, że to On prowadzi?

 

Środa, 23.08.2017 r.

Pierwsze czytanie: Sdz 9,6-15

Dzisiejsze czytanie z Księgi Sędziów jest fragmentem przemowy Jotama do mieszkańców Sychem. Jotam jest najmłodszym z synów Gedeona, jedynym ocalałym z rąk starszego przyrodniego brata Abimeleka, który razem z mieszkańcami Sychem wymordował wszystkich braci. Młodzieniec nie szuka jednak zemsty na własną rękę, lecz opowiada mieszkańcom Sychem bajkę o drzewach wybierających spośród siebie króla. Ani drzewo oliwne, ani figowiec, ani krzew winny nie przyjęły władzy, dlatego na króla został wybrany krzew cierniowy. I tak jak cierń doprowadzi do zagłady drzew, tak Abimelek ściągnie nieszczęście na Sychem. Jotam rzuca klątwę na Abimeleka i ma pewność, że to Bóg zatroszczy się o sprawiedliwość.

Przy czym sens baśni jest szerszy i można go odczytywać na różne sposoby. Błędem może być sam pomysł obrania króla, który w pewnej mierze zastępuje władzę Boga. Z drugiej strony, winy można szukać u szlachetnych roślin, które nie chciały poświęcić swoich owoców dla spełniania zadań wynikających z królowania. Jak często powtarzamy ich błąd. Przez własną bezczynność pozwalamy na rozprzestrzenianie się zła. Koncentrujemy się na szukaniu pretekstów i autorytetów, które wytłumaczą nasze nieposłuszeństwo Słowu Boga, wezwaniu do doskonałości i radykalizmu Ewangelii.

 

Psalm responsoryjny: Ps 21,2-3.4-5.6-7

Psalm 21 należy do psalmów królewskich. Ma charakter mesjański i eschatologiczny, dzięki czemu jest odnoszony do Chrystusa Króla. Psalmista błogosławi Boga za to, co czyni dla króla i przez niego. Pan wysłuchuje modlitw króla i błogosławi mu, dając mu długie życie i pomyślność. Obecność Boga jest dla władcy źródłem radości.

To, co odnosi się w psalmie do króla, co również możemy odnieść do Chrystusa, jest także prawdą w życiu każdego chrześcijanina. Kto opiera swoje życie na Panu, szuka Jego obecności, ten doświadczy błogosławieństwa, to znaczy szczęścia i radości płynących z obecności Boga, który jest źródłem życia.

 

Ewangelia: Mt 20,1-16

Rozwiązanie kwestii zapłaty za wykonaną pracę, jakie Jezus przedstawił w przypowieści o rolnikach najmowanych w różnych porach dnia, wydawało się wielu po prostu niesprawiedliwe. Tak było w pierwszym wieku i tak jest dzisiaj. Pobożni Żydzi źle patrzyli na to, że Jezus zwraca się do grzeszników. Później, jeszcze bardziej gorszyło ich głoszenie dobrej nowiny poganom i nie stawianie im wymagań w zachowywaniu przepisów Prawa. Dzisiaj podobnie możemy grzeszyć poczuciem bycia lepszymi od niewierzących, niepraktykujących. Zapominając przy tym, że ich niewiara powinna być dla nas wyrzutem sumienia, bo być może jest skutkiem naszego nieautentycznego świadectwa wiary , a nie ich winą i głupotą.

 

Czwartek, 24.08.2017 r., święto św. Bartłomieja Apostoła

Pierwsze czytanie: Ap 21,9b-14

W pierwszym czytaniu dzisiejszej liturgii wziętym z Księgi Apokalipsy, przewidzianym na święto św. Bartłomieja Apostoła, znajduje się fragment opisujący Nowe Jeruzalem. Dowiadujemy się z niego o cechach nowego porządku mesjańskiego, który nastanie po ostatecznym zwycięstwie Boga nad złem. Miasto Święte nie będzie dziełem człowieka, lecz zstąpi z nieba od Boga. Ilość bram miasta odpowiada ilości dwunastu pokoleń Izraela. Liczba ta wyraża uniwersalność nowego Ludu Bożego, który będzie zaludniał Jerozolimę niebieską. Natomiast liczba warstw fundamentu, również dwunastu, nawiązuje do Dwunastu Apostołów. Choć można odnieść powierzchowne wrażenie, iż opis miasta jest bardzo techniczny, to w rzeczywistości przez tę symboliczną zasłonę zostaje ukazana „Oblubienica, Małżonka Baranka” (w. 9b), czyli ta rzeczywistość, którą teraz nazywamy Kościołem. We wspomnianym opisie miasta widzimy jego przymioty, a mianowicie świętość, jedyność, powszechność i apostolskość.

Pamiętamy, jak dalecy od ideału byli wybrani przez Jezusa Apostołowie: kłócący się o pozycję w przyszłym Królestwie Izraela, ignorujący słowa Jezusa o śmierci i zmartwychwstaniu. A jednak to oni stanowić będą fundament Królestwa Niebieskiego w wieczności. Czy widząc to, możemy jeszcze o kimś powiedzieć, że jego obecność w Kościele nie wnosi żadnego dobra?

 

Psalm responsoryjny: Ps 145,10-11.12-13ab.17-18

Psalmista zachęca do uwielbienia Boga i uzasadnia, dlaczego warto to czynić. Wszystkie dzieła Boga winny go chwalić, by wszyscy ludzie poznali potęgę i chwałę królowania Pana. Bóg jest godzien uwielbienia nie tylko dla Jego wielkości i wspaniałości, lecz również dla sprawiedliwości i łaskawości, które znamionują Jego działanie. Największym szczęściem jest bliskość Boga doświadczana przez tych, którzy wzywają Pana szczerym sercem.

 

Ewangelia: J 1,45-51

Filip, niedługo po powołaniu go przez Jezusa, spotyka Natanaela, któremu od razu opowiada o poznaniu obiecanego przez Mojżesza i proroków mesjasza, Jezusa z Nazaretu, syna Józefa. Natanael natomiast podchodzi do usłyszanej wiadomości sceptycznie, podając w wątpliwość, iż z Nazaretu może pochodzić ktoś o takim znaczeniu. Filip jednak wie, że wystarczy spotkać Jezusa, żeby rozpoznać w Nim kogoś niezwykłego. Natanael, być może ze zwykłej ciekawości, poszedł z Filipem. Jezus, widząc kogo Filip przyprowadził, wygłasza pochwałę Natanaela, pokazując tym samym, że go dobrze zna. Następnie mówi, że widział go pod figowcem, zanim został zawołany przez Filipa. Dla Natanaela to wystarczy, by uwierzyć, że Jezus jest Synem Bożym i królem Izraela. Jezus uroczyście zapewnia świeżo powołanych uczniów, że ujrzą niebo otwarte i aniołów zstępujących i wstępujących na Syna Człowieczego. Jest to aluzja do drabiny jakubowej z Księgi Rodzaju, a w odniesieniu do Jezusa oznacza, że łączy On w swojej osobie niebo z ziemią. To jest największy cud, że przez Jezusa wchodzimy w bliską relację z Bogiem, Niepojętym, Nieogarnionym, Przekraczającym nieskończenie umysł ludzki.

A jakich cudów my szukamy u Jezusa? Powodzenia, uzdrowień, czy spotkania Boga?

 

Piątek, 25.08.2017 r.

Pierwsze czytanie: Rt 1,1.3-6.14b-16.22

W dzisiejszym pierwszym czytaniu słyszymy początek historii Rut. Jej teściowie, Elimelek i Noemi, należeli do narodu Izraela, lecz opuścili rodzinne Betlejem z powodu panującego głodu, i zamieszkali w ziemi Moabu. Mieli dwóch synów, którzy wzięli za żony poganki, Rut i Orpę. Gdy Elimelek i jego synowie zmarli, Noemi postanowiła wrócić do ziemi rodzinnej. Chciała odprawić obie synowe do ich rodzin, gdyż mogła się obawiać, że trudno będzie się im odnaleźć wśród obcych im Izraelitów. Orpa odeszła, jednakże Rut prosiła Noemi, by mogła jej towarzyszyć i czcić razem z nią Boga Izraela.

Rut wybrała trudniejszą drogę. Nie mogła wiedzieć, czy zostanie zaakceptowana przez Hebrajczyków. Jednak musiało ją coś mocno pociągać w Noemi i jej wierze, skoro zdecydowała się opuścić swoją ziemię rodzinną i swoich krewnych, w których zawsze znalazłaby oparcie. Teraz szła w nieznane. Od kogoś musiała nauczyć się i nabrać ufności w opiekę Boga Izraela, którego poznała za pośrednictwem swojego męża i teściów. Jak autentyczne i pociągające musiało być ich świadectwo, że pomimo doświadczonego nieszczęścia, które można było odczytywać jako karę Boga, Rut chciała oddawać Mu cześć w Ziemi Obiecanej.

Czy nasze życie i relacja do Boga potrafiłyby zapalić taką ufność w kimś, kto Go jeszcze nie poznał?

 

Psalm responsoryjny: Ps 40,5.7-10

Psalm 40 składa się z dwóch części: hymnu i lamentacji. Na dziś jest przewidziana część pierwsza, błogosławiąca Boga. Psalmista uwielbia Pana, Stwórcę wszechświata, za Jego wierność, sprawiedliwość i miłosierdzie. Gdyby przeczytać cały psalm, można by było zobaczyć, że autor nie opiera się tylko na podaniach i tradycji, lecz pisze z głębi własnego doświadczenia. Jego własna historia jest historią zbawienia i troskliwej opieki Najwyższego.

Czy potrafilibyśmy ułożyć podobny hymn uwielbienia i odwołując się do własnych doświadczeń dziękować Bogu za cuda, których dokonuje w naszym życiu?

 

Ewangelia: Mt 22,34-40

Zarówno saduceusze, jak i faryzeusze, grupy zwalczające się na co dzień, sprzymierzyli się  w jednym celu – w skompromitowaniu Jezusa i doprowadzeniu do Jego skazania. Wyszukują najtrudniejsze pytania, by wreszcie Jezusowi powinęła się noga. Nie mogą uwierzyć, iż Jezus przewyższa ich mądrością, chociaż nie ma tak starannego wykształcenia teologicznego jak oni. W proklamowanym dzisiaj fragmencie Ewangelii Mateusza widzimy, jak faryzeusze pytają Jezusa o największe przekazanie. Prawdopodobnie każde ugrupowanie lub nawet każdy uczony formułował inną odpowiedź. Jezus odpowiedział, cytując przykazanie miłości Boga z Księgi Powtórzonego Prawa oraz miłości bliźniego z Księgi Kapłańskiej. Całe Prawo i Prorocy, czyli wiara, opierają się na miłości do Boga i wynikającej z niej miłości do każdego człowieka. Jezus mówi, że drugie przykazanie jest podobne do pierwszego. Dlatego nie można kochać nikogo, jeśli na pierwszym miejscu nie kocha się Boga. A dlaczego kochamy Boga? Gdyż On nas pierwszy umiłował. Możemy starać się zacząć od końca, ale to nigdy nie będzie miłość, co najwyżej filantropia. Najpierw musimy otworzyć oczy i zobaczyć, jak bardzo jesteśmy kochani za darmo.

 

Sobota, 26.08.2017 r., uroczystość NMP Częstochowskiej

Pierwsze czytanie: Iz 2,2-5 (do wyboru)

W czytaniu z Księgi proroka Izajasza jest zawarte proroctwo o Jerozolimie niebieskiej. Wtedy wszystkie narody popłyną na górę Syjon, by oddawać cześć jedynemu Bogu. Dlatego góra ta będzie jakby przeciwieństwem wieży Babel, przy której zebrała się ludzkość, chcąc w pysze stanąć na równi ze Stwórcą. Na Syjonie przeciwnie, wszystkie narody zbiorą się, by uczyć się drogi Pana i słuchać Jego słowa. Wtedy Bóg będzie sędzią, który zaprowadzi pokój i już nikt nie będzie wyruszał na wojnę.

Takie jest przeznaczenie świata. Zwycięstwo światła, miłości i pokoju. Historia przypomina nam, że człowiek wielokrotnie próbował założyć takie powszechne, szczęśliwe społeczeństwo, lecz bez udziału Boga, odrzucając Księcia Pokoju, Chrystusa. I każda taka próba kończyła się niepowodzeniem lub totalitarnym przemysłem śmierci. Powszechny pokój na ziemi aż do czasu ponownego przyjścia Jezusa jest utopią. Co nie znaczy, że nie należy wprowadzać jego profetycznych zalążków już teraz. I to jest powołaniem każdego wierzącego. Postępowanie
w światłości Pana, a tym samym – wprowadzanie pokoju.

 

Psalm responsoryjny: Ps 48,2-3ab.9.10-11.13-15

Psalm 48 mówi o Jerozolimie jako mieście Boga. Góra Syjon jest źródłem radości dla całej ziemi. Nie pochodzi to jednak od ludzi, lecz od Boga, który sam umacnia swoje miasto
i napełnia sprawiedliwością. Choć hymn ten wykonywano w czasie pielgrzymowania do Jerozolimy na święta, to treść tej pieśni wypełni się tak naprawdę dopiero w Jerozolimie niebieskiej, której świątynią będzie sam Bóg.

 

Drugie czytanie: Ga 4, 4-7

Bóg zesłał swojego Syna, który narodził się z Maryi, aby wykupił nas od niewoli Prawa i uczynił nas swoimi przybranymi dziećmi. Posyła nam również swojego Ducha, który uzdalnia nas do zwracania się do Niego „Abba, Ojcze”. Święty Paweł przypomina o tym adresatom listu, gdyż widzi, że nie jest tak łatwo pozostawić niewolę Prawa i przyjąć godność dzieci Boga. Ale niemożliwe do pogodzenia jest bycie zarazem niewolnikiem i dzieckiem Boga.

Ta przedziwna na pozór pokusa dotyka również nas. Zwłaszcza wtedy, gdy chcemy zasłużyć sobie na niebo, siłą woli uczynić siebie sprawiedliwymi w oczach Boga, zamknąć się w przepisach i uznać, że jesteśmy w porządku. Ale to jest myślenie niewolnika, czyli kogoś, kto nie chce dostrzec oblicza kochającego Ojca, lecz zakłada Bogu maskę srogiego pana. Paradoksalnie jest to wyraz pychy, która nie chce uznać, że potrzebujemy przebaczenia, miłosierdzia, Boga. Więc możemy być albo pysznymi niewolnikami, albo pokornymi dziećmi. Dziecko wie, że jest we wszystkim zależne od rodziców. W zdrowej rodzinie wie również, że jest kochane bezwarunkowo. Co więcej, jako dzieci Boga jesteśmy Jego dziedzicami, dziedzicami królestwa. Nie wypracujemy sobie miejsca w królestwie niebieskim, lecz otrzymamy je w darze.

 

Ewangelia: J 2,1-11

Jakże często doświadczamy, że brakuje nam wina miłości. W naszych rodzinach, relacjach z bliskimi. Nieraz czujemy się, jakbyśmy pili stęchłą brudną wodę. I szukamy sposobu, jak ją uzdatnić, posłodzić, zabarwić. Świat oferuje nam setki sposobów na oszukanie rzeczywistości, podróbek miłości, protez szczęścia. A scena z Kany Galilejskiej pokazuje nam, że tak naprawdę są dwie osoby, które mogą uratować nam życie, dać mu smak. Pierwszą jest Maryja, która troszczy się o nas, chce naszego szczęścia. Ale czy pozwalamy Jej nam pomóc? Czy w ogóle zapraszamy Ją na wesele naszego życia, które częściej przypomina stypę? Jeśli już ją zaprosimy, zobaczymy, że przyprowadzi drugą osobę – swojego Syna. I On dopiero jest w stanie uratować nasze życie, nasze szczęście, wlać miłość i radość w nasze relacje. I uczyni to z niesamowitą hojnością, czego wyrazem jest ogromna ilość wody, którą przemienił w wino. W Kanie Galilejskiej kryzys został zażegnany, państwo młodzi mogli nawet nie zauważyć, że coś mogło pójść nie tak. Uratowało ich to, że zaprosili Maryję i Jezusa na swoje wesele. A jak jest z nami – czy nie jest prawdą, że zapraszamy Maryję i Jezusa, dopiero gdy pojawi się kryzys?