XX Niedziela Zwykła, 14.08.2022 r.

Pierwsze czytanie: Jr 38, 4-6. 8-10

Epizod uwięzienia Jeremiasza w cysternie jest jednym z najbardziej znanych wydarzeń w życiu proroka. Jego prorocka posługa naznaczona byłam tragizmem od samego początku. Już w chwili powołania usłyszał on słowa: „Oto Ja czynię cię dzisiaj twierdzą warowną (…) przeciw królom judzkim i ich przywódcom, ich kapłanom i ludowi tej ziemi (Jr 1, 18).

Konflikt Jeremiasza z władzami świeckimi i religijnymi oraz z narodem był następstwem głoszonego przez niego słowa Bożego. Jeremiasz przez wiele lat piętnował grzechy ludu i władz, obnażał powierzchowność wiary narodu i oderwanie się od Boga i od Jego przykazań. Nie była to łatwa misja, a Jeremiasz był przecież tylko człowiekiem. Dlatego w chwili słabości skarży się: „Biada mi matko moja, żeś mnie porodziła, męża skargi i niezgody dla całego kraju” (Jr 15, 10). Ale nie mógł nie głosić nawet najtrudniejszych prawd, bo każda próba milczenia powodowała cierpienie, które prorok opisuje następująco: „Wtedy zaczął trawić moje serce jakby ogień. Czyniłem wysiłki, by go stłumić, lecz nie potrafiłem” (Jr 20, 9).

Końcowa faza jego działalności przypadła na okres oblężenia Jerozolimy przez wojska babilońskie króla Nabuchodonozora. Prorok otrzymał wtedy od Boga polecenie wezwania obrońców świętego miasta do poddania się. Żądanie to wydawało się obrońcom absurdalnym. Ciągle wierzyli, że pomoże im Bóg i sąsiedzi. Nic takiego jednak nie nastąpiło i miasto ostatecznie upadło, i zostało zburzone, a ludność częściowo wybita, a częściowo wywieziona do niewoli. Poddanie miasta prawdopodobnie uchroniłoby je od tego strasznego losu.

Słowo Jezusa również czasami bywa bardzo wymagające. Nie ociągajmy się jednak z jego wypełnieniem, bo jest ono dla nas zbawienne.

 

Psalm responsoryjny: Ps 40, 2-3. 4. 18

„Z nadzieją czekałem na Pana, a On się pochylił nade mną”. Jak wiele pocieszenia zawarte jest w wyrażeniu „pochylić się nad”. Kiedy mówimy, że ktoś pochylił się nad czyimś nieszczęściem, to mamy na uwadze, że będącemu w potrzebie człowiekowi zostało okazane współczucie i że poświęcono mu tyle czasu, uwagi i środków, na ile tylko było to możliwe i konieczne. Autor naszego psalmu dziękuje Bogu za takie właśnie głębokie pochylenie się Stwórcy nad nim w bardzo trudnej dla niego sytuacji. Swoje doświadczenie Bożej opieki opisuje on w bardzo sugestywnych obrazach. Od przebywania „w dole zagłady” i „w błotnym grzęzawisku” przychodzi on do poczucia, że jego stopy umieszczone są na skale, a z jego szczęśliwego serca wyrywa się dziękczynna pieśń.

Pozostaje sobie tylko życzyć, aby takie doświadczenie wybawienia stało się także naszym udziałem, abyśmy mogli powtórzyć za autorem anonimowego czterowiersza:

Żadne słowo nie wyrazi,

Żaden język nie wypowie.

Tylko ten, co sam doświadczył

Wie, co winien Jezusowi.

 

Drugie czytanie: Hbr 12, 1-4 

Wielki poeta i bard, Edward Stachura, śpiewał: „Wędrówką jedną życie jest człowieka”. Święty Paweł używa określenia dużo bardziej intensywnego: życie to bieg. Będąc już w podeszłym wieku, pisał on: „W dobrych zawodach wystąpiłem, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem” (2 Tm 4, 7). Nie chodzi jednak o intensywność w sensie codziennego zabiegania w walce o byt, ale o intensywność naszego życia chrześcijańskiego. Ta intensywność jest nie tyle związana z szybkością, co z determinacją i entuzjazmem, jakie wkładamy w nasze naśladowanie Chrystusa.

Również i List do Hebrajczyków wzywa nas do tego wytrwałego chrześcijańskiego biegu. W tym biegu nie jesteśmy sami, bo mamy „dokoła siebie mnóstwo świadków”, a wpatrzeni jesteśmy w lidera naszego peletonu, czyli w Jezusa, „który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala”. To właśnie On, Jego słowo i Jego łaska pomagają nam, abyśmy uwolnili się od tego, co nas na drodze zatrzymuje i odciąga od biegu za Jezusem, czyli od naszych niepotrzebnych fascynacji i ambicji, a przede wszystkim od grzechów.

Kto kiedykolwiek biegał, wie, że to zajęcie związane jest niekiedy z bólem i zmęczeniem. Jest to analogia do naszych życiowych krzyży i niepowodzeń. Jednak i tu dzisiejsze czytanie przychodzi nam z pomocą. Nasz Mistrz i Nauczyciel zamiast radości przecierpiał krzyż. Ale nie oznaczało to dla Niego przegranej, bo przecież ostatecznie „zasiadł po prawicy tronu Boga”. Niech przykład Jezusa zawsze pomaga nam zachowywać ducha wiary, nadziei i miłości.

 

Ewangelia: Łk 12, 49-53

Jezus w dzisiejszej Ewangelii pokazuje nam swoje Oblicze w sposób, do którego nie przywykliśmy. Zazwyczaj wyobrażamy sobie Jezusa jako Boga miłości, dobra i pokoju. Skąd zatem bierze się ten brutalny konflikt, o którym On mówi w dzisiejszej Ewangelii? Od razu musimy zastrzec, że choć jest to konflikt realny, to nie jest on zamierzony przez Jezusa. Natomiast Jezus jest świadomy jego istnienia, świadomy, że jest on nieunikniony, a nawet pragnie, żeby on już się rozpoczął.

W rzeczywistości konflikt ten został zapowiedziany już w raju, kiedy po upadku pierwszych ludzi Pan Bóg zwrócił się do szatana: „Wprowadzam nieprzyjaźń między ciebie i niewiastę, pomiędzy potomstwo twoje i potomstwo jej” (Rdz 3, 15). Ta nieprzyjaźń rozgrywa się wprost na naszych oczach. Jakże często czyjaś wiara, proste przejawy religijności, czy ewangeliczna motywacja czynów wywołują drwiny i wrogość. Na pierwszy rzut oka może nam się wydawać, że jest to sprawa poglądów każdego człowieka, ale niekiedy nieproporcjonalna siła tej wrogości sugeruje, że może być ona inspirowana przez wroga zbawienia ludzkiego – szatana.

Najobszerniej ten konflikt opisany jest w Księdze Apokalipsy. Tam właśnie zmartwychwstały Chrystus otwiera księgę zapieczętowaną siedmioma pieczęciami i inicjuje proces, który doprowadzi do zwycięstwa królestwa Bożego.

Nam, chrześcijanom, potrzebna jest taka właśnie szeroka wizja tego konfliktu, abyśmy umieli czytać otaczającą nas rzeczywistość i nigdy nie tracili nadziei na Bożą obecność.

 

Poniedziałek, 15.08.2022 r.- Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny

Pierwsze czytanie: Ap 11, 19a; 12, 1-6a. 10ab

W Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny czytamy tajemniczy tekst o Niewieście obleczonej w słońce. Kościół przez wieki widział w tej scenie Maryję i Jej rolę w historii zbawienia. To Jej zostało powierzone jedyne w swoim rodzaju Dziecię, nasz Pan i Zbawiciel, Jezus Chrystus. Matka i dziecko to w każdej kulturze osoby otoczone szczególną troską. Jednak nasze dzisiejsze czytanie mówi, że wokół Niewiasty i Dziecięcia rozpętuje się jakaś potężna, wroga batalia. Taka była rzeczywistość życia Pana Jezusa. Święta Rodzina musiała emigrować do Egiptu, aby uratować życie Dzieciątka Jezus. Podobnie było i w dorosłym życiu Jezusa, kiedy rozpoczął On swoją misję. Czytając Ewangelię, czujemy narastającą wokół Niego atmosferę wrogości.

Ale ta wroga Zbawicielowi i Jego Matce batalia nie skończyła się. W rzeczywistości „Niewiasta obleczona w słońce” jest obrazem Kościoła świętego – Eklezji. To właśnie Eklezja, wspólnota wierzących, rodzi Jezusa przez wiarę. To właśnie ten żyjący w nas i pośród nas  Jezus jest i dziś przedmiotem prześladowania sił wrogich zbawieniu. Należy o tym pamiętać, wtedy nie będą nas dziwić ani oburzać zaciekłe ataki na dzieła i postawy, które pochodzą od Boga.

 

Psalm responsoryjny: Ps 45, 7. 10-12. 14-15

W dzisiejszej uroczystości świętujemy zwieńczenie życia Najświętszej Maryi Panny. Daleko z tyłu pozostały Jej cierpienia i krzyże. Nie boli już obojętność mieszkańców Betlejem, nie straszny jest Herod, Jej Serce nie bije jak dzwon w poszukiwaniu dwunastoletniego Jezusa, a przede wszystkim jasne już jest, jaki był sens strasznej Męki i krzyżowej Śmierci Jej umiłowanego Syna. Dziś widzimy Maryję jako Królową, która spotyka się ze swoim Stwórcą i Ojcem, ze swoim zmartwychwstałym i uwielbionym Synem oraz w pełni doświadcza obecności Ducha Świętego. W opisie tego spotkania znajdujemy wiele szczegółów odnoszących się do przepychu miejsca i osób tam zebranych. Ten przepych jest jednak tylko bladym symbolem ogromnego duchowego bogactwa Najświętszej Maryi Panny, a szczególnie tego bogactwa i piękna, które wynika z Jej Niepokalanego Poczęcia. W tę piękną uroczystość warto zadać sobie pytanie, na ile jesteśmy naśladowcami naszej niebieskiej Matki oraz miłośnikami Jej stylu życia?

 

Drugie czytanie: 1 Kor 15, 20-26

„Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny” – tak śpiewała Najświętsza Maryja Panna w domu Elżbiety. Z tych wielkich rzeczy największymi bez wątpienia były: Niepokalane Poczęcie, Boże Macierzyństwo i Wniebowzięcie. Uchronienie Maryi od grzechu było możliwe na podstawie przyszłych zasług Jezusa Chrystusa. Miało ono również konkretne konsekwencje w Jej późniejszym przeznaczeniu. Ponieważ Maryja była bez grzechu, więc również nie dosięgły Jej skutki grzechu, z których najstraszniejszym jest śmierć, w sensie oddzielenia duszy od ciała i pośmiertnego rozkładu. Maryja została wzięta z duszą i ciałem do nieba. Stało się to – tak jak i w przypadku Niepokalanego Poczęcia – na podstawie zasług Chrystusa, a więc Jego Męki, Śmierci i Zmartwychwstania.

To, co dokonało się przez zasługi Jezusa w Maryi, w nas dokona się dopiero podczas Jego powtórnego przyjścia i powszechnego zmartwychwstania. Dlatego też pierwsi chrześcijanie oczekiwali dni ostatecznych z prawdziwą tęsknotą, mając świadomość, że ten skażony grzechem świat musi przeminąć, aby Chrystus mógł być „wszystkim we wszystkich”.

 

Ewangelia: Łk 1, 39-56

Ewangelia dzisiejszej uroczystości kieruje nasz wzrok na początek drogi Najświętszej Maryi Panny. Chociaż bowiem przyzwyczailiśmy się do apokryficznych opowieści o narodzinach i dzieciństwie Maryi, to w rzeczywistości pojawia się Ona w Biblii po raz pierwszy dopiero w scenie Zwiastowania. Słowa, wypowiedziane tam przez Archanioła Gabriela o tym, że krewna Jej, Elżbieta, poczęła w starości dziecko, stały się dla Maryi jakby zadaniem. Biblia mówi, że wybrała się Ona do Elżbiety „z pośpiechem”. Okazało się, że pośpiech ten był ze wszech miar uzasadniony, bo właśnie z ust Elżbiety Maryja usłyszała ważne słowa, jakby potwierdzające ważność tego wszystkiego, co właśnie zaczęło się dokonywać. Elżbieta mówi: „A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie?” (w. 43). Słowa Elżbiety wywołują w Maryi wybuch entuzjazmu. Wyśpiewuje Ona swój hymn uwielbienia: „Wielbi dusza moja Pana!”. Niekiedy być może nie zdajemy sobie sprawy, że poczęcie Syna Bożego mogło być dla Maryi przyczyną wielu cierpień. Ewangelista Mateusz opowiada, jak Józef chciał zerwać zaręczyny ze swoją narzeczoną. Ale spotkanie z bezpłodną, a przecież ciężarną Elżbietą, reakcja świętego Jana Chrzciciela, będącego jeszcze w łonie matki i słowa Elżbiety – wszystko to sprawiło, że Maryja poczuła się rzeczywiście w centrum Bożych wydarzeń. Zrozumiała, że nie będzie upokorzona, odrzucona, bo znajduje się w rękach Bożych. W profetycznym porywie mówi: „Oto bowiem błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia” (w. 48). Jej proroctwo spełnia się na przestrzeni dziejów. A my jesteśmy kolejnym pokoleniem, które pokazuje jego prawdziwość.

 

Wtorek, 16.08.2022 r.

Pierwsze czytanie: Ez 28, 1-10

Niezależne miasto Tyr było rozlokowane na wyspie, niedaleko od brzegów współczesnego Libanu. Jego mieszkańcy zajmowali się przede wszystkim handlem morskim. Było to miasto niezwykle bogate i bardzo dobrze bronione. Zdobyte zostało dopiero przez Aleksandra Macedońskiego w 332 roku przed Chrystusem.

Proroctwo przeciw władcy tego bogatego i zarozumiałego miasta jest ostrzeżeniem dla każdego zadufanego w sobie tyrana, zarówno na poziomie polityki światowej, jak i na poziomie miejsca pracy, czy domu rodzinnego. Niejednokrotnie spotykamy przecież ludzi, którzy nie dają sobie nic powiedzieć. Nie zawsze mówią być może jak bohater naszego czytania: „Jestem mądry jak Bóg”, ale tak właśnie się zachowują. Przewagę daje im siła fizyczna, zajmowane stanowisko, środki materialne, czy – jak to się ma w przypadku dyktatorów – potężna i posłuszna armia i policja. Jednakże siła i spryt, które pozwoliły im osiągnąć swoją pozycję, z czasem stają się dla nich zgubne. Pycha sprawia, że tracą oni kontakt z rzeczywistością i zaczynają podejmować zgubne dla siebie decyzje. W końcu następuje upadek, bo pojawił się ktoś mocniejszy i obnażył całą słabość tyrana. A przecież dzięki swojej inteligencji mógł zrobić wiele dobra i nie zostawiać po sobie łez ofiar.

 

Psalm responsoryjny: Pwt 32, 26-30. 35-36

Naród wybrany w swojej historii niejednokrotnie przechodził przez ciężkie próby i znajdował się na granicy ostatecznego wyniszczenia. Chociaż Pan Bóg niekiedy dopuszcza takie trudne próby, a niekiedy sam mówi, że były to środki wychowawcze, to jednak nie pozwala, aby Jego naród znikł z powierzchni ziemi. Pokazuje jednocześnie wrogom Izraela, że ich czasowe zwycięstwo nad Jego ludem nie odbyło się dzięki ich sile, ale dzięki temu, że On na to pozwolił. W rzeczy samej, niejednokrotnie w historii zbawienia czytamy o zwycięstwach Izraela nad przeważającym wrogiem. Tak było za czasów Gedeona (Sdz 7), czy w przypadku najazdu Sennacheryba (2 Krl 18-19).

Dlatego właśnie i my, pomimo krzyży i prób, nie powinniśmy zapominać, że w głębi Bożej pedagogii jest zawsze miłość ku nam, jak o tym pięknie mówi św. Piotr w swoim liście: „Upokórzcie się więc pod mocną ręką Boga, aby was wywyższył w stosownej chwili. Wszystkie swoje troski przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was” (1 P 5, 6-7).

 

Ewangelia: Mt 19, 23-30

Według jednej z popularnych teorii psychologicznych (piramida Maslowa) człowiek otwiera się na wyższe wartości wtedy, kiedy ma zaspokojone podstawowe potrzeby, takie jak jedzenie czy bezpieczeństwo. Teoria ta chyba jednak nie odnosi się do fenomenu wiary. W Ewangelii często pojawia się wezwanie Jezusa Chrystusa do tego, żeby nie opierać swojego życia na czysto ludzkim poczuciu bezpieczeństwa. Dlatego Jezus wzywa niektórych ludzi, aby porzucili swoje bogactwo, czy też wysyła uczniów na misję, pozbawiając ich wszelkiego zabezpieczenia. To wystawienie swojej egzystencji na niewiadomą okazuje się prawdziwą drogą wiary. Taki styl życia jest jakby szkłem powiększającym, dzięki któremu łatwiej widać Boże działanie w konkretnych sytuacjach. Dlatego nie powinno nas dziwić, że wielcy święci często szli taką właśnie drogą ogołocenia się z ludzkich zabezpieczeń i ryzyka, aby w ich duchowym życiu i w ich misji działała przede wszystkim łaska Boża a nie ich ludzkie zdolności.

 

Środa, 17.08.2022 r.- wspomnienie św. Jacka, prezbitera

Pierwsze czytanie: Ez 34, 1-11

„Proroctwo o pasterzach” znajduje się w Księdze Ezechiela już po opisie upadku Jerozolimy. Nie jest ono zatem wezwaniem pasterzy do nawrócenia, bo wszystko w nim opisane już się wypełniło – elita Izraela została przesiedlona do Babilonii, król uwięziony i oślepiony, arcykapłani zostali bez świątyni i zostali zrównani ze zwykłymi ludźmi, a biedny lud, który pozostał w Palestynie, stracił swoją tożsamość i wiarę. Jednak proroctwo nie jest do końca pesymistyczne. Cały ten tragiczny opis jest wstępem do zapowiedzi nowego, Boskiego Pasterza. Będzie nim Jezus Chrystus – Dobry Pasterz, który odda swoje życie za swoje owce i ześle Ducha Świętego, aby Jego nowy lud nie pozostał bez opieki.

Proroctwo Ezechiela jest jednocześnie przestrogą dla pasterzy wszystkich epok. W bardzo bolesny sposób przeżywamy je w naszych dniach, kiedy słyszymy o ciągle nowych skandalach w łonie Kościoła. Zapewne winni nie dowierzali, że przyjdzie moment prawdy, podobnie jak i w czasach Ezechiela elity nie wierzyły w proroctwa o upadku Jerozolimy. Czy zatem Kościół czeka upadek? Czy ludzie porzucą Kościół? Zostawmy to ich decyzji. Spytajmy się lepiej – czy przypadkiem Kościół nie porzuca ludzi? Czy rzeczywiście troszczy się o swoje owce?

 

Psalm responsoryjny: Ps 23, 1-2a.2b-3.4.5.6

Słowa tego psalmu są dla ludzi wierzących źródłem nieustannej pociechy i umocnienia. Jego treść znalazła swoją realizację w sposób szczególny w życiu i misji Jezusa Chrystusa. Powiedział On o sobie: „Ja jestem Dobrym Pasterzem (…). Życie moje oddaję za owce” (J 10, 14-15). W życiu Jezusa znajdujemy dosłowne analogie z Psalmem 23. Widzimy Go zatem, kiedy przy rozmnożeniu chlebów i ryb każe ludziom usiąść na zielonej trawie (Mk 6, 39), czy też kiedy: „Widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza” (Mt 9, 36).

Współcześni pasterze Kościoła mają zaszczyt i obowiązek uczyć się od Boskiego Pasterza. Przede wszystkim pasterze powinni ciągle na nowo uczyć się kochać powierzone im owce, to znaczy znać je. Najlepiej, jeżeli znają je jak Jezus – po imieniu (por. J 10, 3: „woła on swoje owce po imieniu”). Kochać owce, to również znać ich potrzeby i problemy, pomagać im, szukać ich dobra, być nie tyle urzędnikiem, co duchowym ojcem.

 

Ewangelia: Mt 20, 1-16a

Przypowieść o robotnikach nie jest łatwa do zrozumienia i stanowi wyzwanie dla naszego poczucia sprawiedliwości. Podobnie jak robotnik pierwszej godziny spodziewamy się, że hojność właściciela winnicy powinna odnosić się do wszystkich, a wypłata powinna wzrosnąć proporcjonalnie do szczodrej wypłaty, jaką otrzymał robotnik ostatniej godziny. Nie trudno się domyśleć, że taka postać rzeczy jest wyzwaniem nie tyle dla obiektywnego poczucia sprawiedliwości, ile dla naszego roszczeniowego egoizmu. Bardzo łatwo bowiem przychodzi nam narzucać innym swoje standardy i wzywać ich do hojności. O wiele trudniej natomiast udaje nam się przyjmować cudze standardy, nawet jeżeli pochodzą one od samego Boga i wzywają nas do naśladowania hojności serca Ojca Niebieskiego. A dzisiejsza przypowieść wzywa nas właśnie do tego, by współuczestniczyć w hojności Boga, dając ludziom coś, na co nie zasłużyli, podobnie jak i my nie zasłużyliśmy na łaskę zbawienia i otrzymaliśmy ją darmo, jak robotnik ostatniej godziny.

 

Czwartek, 18.08.2022 r.

Pierwsze czytanie: Ez 36, 23-28

Z siedmiu próśb zawartych w modlitwie „Ojcze nasz” najmniej chyba zrozumiałą jest prośba „Święć się Imię Twoje”. Często mówi się, że chodzi w niej o szacunek dla Imienia Bożego. Dzisiejsze czytanie znacznie rozszerza zasięg tej prośby. Jednym z kluczowych słów dla zrozumienia „uświęcenia Imienia” jest straszne słowo: zbezczeszczenie. Znajdujący się na wygnaniu Izraelici zbezcześcili Imię Boże nie przez jego używanie w niewłaściwym, świętokradczym kontekście, ale przez negatywne świadectwo, jakie dawali o swojej wierze. Bo przecież wyznawcy Boga, którzy ze swojego życia wiary czynią swego rodzaju ponurą farsę, przyczyniają się najbardziej do bezczeszczenia Imienia swojego Boga. Dają  najmocniejsze argumenty do krytyki i wyśmiewania swojej wiary tym wszystkim, którzy wobec tej wiary są wrodzy, albo się co do niej rozczarowali.

Bóg wyrwał Izraelitów z rąk ich prześladowców i dał im dar oczyszczenia i nowe ciała wrażliwe na Jego głos. Z tą samą nadzieją zbliżajmy się i my do Niego, abyśmy swoim życiem umieli „święcić Imię Boga” i aby ludzie widzieli dobre czyny w nas i sławili Ojca, który w niebie jest.

 

Psalm responsoryjny: Ps 51, 12-13.14-15.18-19

Pokutny Psalm 51 jest jedną z najpopularniejszych modlitw Psałterza. Kościół poleca jego odmawianie we Mszy Świętej i w Liturgii Godzin. Z jego odmawianiem związany jest nawet odpust cząstkowy. Warto zatem postawić sobie pytanie, dlaczego jego odmawianie jest tak bardzo zalecane? Czy chodzi o ciągłe podkreślanie naszej grzeszności i niedoskonałości? Wprost przeciwnie! Uświadamianie sobie swoich niedoskonałości, skrucha i uzdrowienie naszej relacji z Bogiem, z innymi ludźmi i z samymi sobą jest najlepszą drogą do pełnej radości. I właśnie do takiego – upragnionego przecież przez wszystkich – stanu ducha pragnie doprowadzić nas ta piękna i głęboka modlitwa.

 

Ewangelia: Mt 22, 1-14

Nie przestaje nas dziwić, dlaczego zaproszeni na królewską ucztę weselną z dzisiejszej Ewangelii nie skorzystali z zaproszenia. Przecież o takich wydarzeniach opowiada się później w rodzinie niekiedy przez pokolenia! Pokazuje się zdjęcia, a samo imienne zaproszenie chronione jest jako domowa relikwia. Dlaczego więc bohaterowie dzisiejszej Ewangelii wzgardzili takim zaszczytem?

W przypowieści królem jest Bóg, Panem Młodym – Jego Syn, a weselem – przyjście Mesjasza. Ewangelia wg św. Jana mówi jednak, że Słowo stało się ciałem i przyszło do swoich, lecz swoi Go nie przyjęli. „Swoi”, czyli naród wybrany, który dysponował starotestamentalnymi proroctwami, nie umiał w Jezusie zobaczyć Mesjasza, Króla Izraela. To wymagało wiary.

My stajemy przed analogicznym wyborem. Król zaprasza nas na spotkanie z Nim. On chce z nami rozmawiać w swoim zawartym w Biblii słowie, czy też podczas milczącej adoracji przed Tabernakulum mówić do naszego serca. On przygotował dla nas Ucztę Eucharystyczną. Czy jednak wierzymy w Jego obecność? Czy korzystamy z tych szczególnych darów, czy jednak wolimy serial, mecz, lub bezmyślne przeglądanie internetu?

 

Piątek, 19.08.2022 r.

Pierwsze czytanie: Ez 37, 1-14

Wizja doliny wyschniętych kości odnosi się do sytuacji Narodu Wybranego po upadku Jerozolimy. W wojnie z Babilonią zniszczeniu uległy podstawy bytu Izraela. Elita została wywieziona do Babilonii, a prosty naród stoczył się w bałwochwalstwo. Nie było już króla ani kultu świątynnego, ani świętego miasta, które wiekami było miejscem przebywania Boga na ziemi. W takim właśnie kontekście pada pytanie: „Synu człowieczy, czy kości te powrócą znowu do życia?”. Prorok mógł odpowiedzieć: „Nie, to niemożliwe!”. Odpowiedział jednak z wiarą i nadzieją wykraczającą poza prawdę ludzkiego doświadczenia: „Panie Boże, Ty to wiesz”. Mając ludzi z taką wiarą, Bóg mógł zacząć nowy etap historii Izraela. Wygnańcy w Babilonii zrobili głęboki rachunek sumienia i uświadomili sobie, że byli ludem niewiernym, bałwochwalczym, że wszechobecne były: niesprawiedliwość, rozwiązłość i łamanie Bożego Prawa. A następnie zaczęli zbierać to wszystko, co było związane z ich historią i kultem: opowieści o swoich korzeniach, o patriarchach i królach, prawa, przepowiednie proroków, przysłowia mędrców, pieśni świątynne. Tak powstawała Biblia, a oni stawali się „narodem księgi”. W narodzie znów rodziło się życie wiary. Bóg ich nie zostawił i oni Go nie zostawili.

Psalm responsoryjny: Ps 107, 2-3.4-5.6-7.8-9

Cały Psalm 107 składa się ze świadectw Bożej pomocy w różnych trudnych sytuacjach. Wszystkie te sytuacje skończyły się dobrze i możemy być tylko wdzięczni, że znalazł się człowiek, który wyraził swoją wdzięczność za pomoc Bożą w takiej pięknej formie, dając i nam nadzieję, że Bóg nie pozostawi na w biedzie. Niejednokrotnie jednak nasze doświadczenie jest odwrotne. Mamy wrażenie, że nasze żarliwe modlitwy nie zostały wysłuchane i tragedia jednak się wydarzyła. Czy nasza modlitwa była za słaba? Czy zabrakło nam wiary? Czy Bóg nie chciał nas wysłuchać? Czy nie jest wszechmocny? Takie i inne myśli nurtują nasze serce. Nie śpieszmy się z odpowiedzią na nie. Żyjmy nadzieją, że z jakiegoś dla nas niewiadomego powodu tak właśnie miała się rozwijać historia naszego życia. Prawdziwy sens wszystkiego, co dzieje się w nas i wokół nas poznamy przecież dopiero wtedy, kiedy staniemy przed obliczem Bożym i kiedy On „otrze z oczu wszelką łzę” (Ap 21, 4).

 

Ewangelia: Mt 22, 34-40

Genialny J. W. Goethe wkłada w usta szatana następujące słowa: „Jam częścią tej siły, która wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni”. W dzisiejszej Ewangelii widzimy, jak siły wrogie Jezusowi starają się znaleźć powody do zniszczenia Go. Najpierw atak przypuścili saduceusze, teraz przyszła kolej na faryzeuszów. Serca zarówno jednych, jak i drugich opanowane są przez złe myśli. Do swojego ataku używają … słowa Bożego. To działanie jest już iście szatańskie. Przecież słowo Boże jest tą przestrzenią, w której – na wzór Mojżesza – powinniśmy zdejmować ze czcią nasze buty. Oni natomiast ze świętych słów starali się zbudować potrzask. Jednak zbyt silnego wybrali sobie przeciwnika. Jezus nie zniża się do ich poziomu, ale wykorzystuje ich atak, aby pozostawić nam na wszystkie wieki przepiękne nauczanie o dwóch najważniejszych „Zapowiedziach Boga i bliźniego”. Powtarzamy je często w Pacierzu przed Dziesięcioma Przykazaniami, aby pamiętać, że u podstaw wszelkiego moralnego myślenia i działania leży miłość.

 

Sobota, 20.08.2022 r.

Pierwsze czytanie: Ez 43, 1-7a

Ezechiel prorokuje o powrocie Boga do swojego domu. Gdzieś daleko, w przeszłości pozostały koszmarne opisy grzechów i zagłady Jerozolimy i ta bardzo smutna scena, kiedy to „odeszła chwała Pana z granic miasta, i zatrzymała się na górze, która leży na wschód od miasta” (Ez 11, 23). Dziś słyszymy, że świątynia znowu napełniła się czystym, nadprzyrodzonym światłem Bożej obecności. Nie wiemy, ile lat Boga nie było w Jego domu. Po zburzeniu świątyni Salomonowej przez Babilończyków w 587 roku przed Chr. nowa powstała dopiero po powrocie z niewoli i została ukończona około roku 516. Zaskakuje fakt, że księgi historyczne nie wspominają o przyjściu chwały Bożej w formie obłoku do nowej świątyni tak, jak to miało miejsce w przypadku przybytku na pustyni, czy świątyni Salomona. Dlatego najpierw w judaizmie, a później w chrześcijaństwie ten tekst był łączony z przyjściem Mesjasza w czasach ostatecznych. Cząstkowe wypełnienie tego proroctwa możemy widzieć w scenie Ofiarowania Dzieciątka Jezus w świątyni, kiedy to Symeon ujrzał „światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela” (Łk 2, 32). To proroctwo wypełnia się również w wymiarze indywidualnym. Każde ludzkie serce jest powołane, aby być świątynią i by zamieszkiwał w nim Święty, Trójjedyny Bóg.

 

Psalm responsoryjny: Ps  85, 9ab-10.11-12.13-14

Psalm responsoryjny kontynuuje tematykę przebywania Boga z ludźmi. „Chwała zamieszka w naszej ziemi”. Często mówimy o możliwości poznania Boga w przyrodzie. Tak, przyroda jest dziełem Boga i mówi o Nim. Jednak to serce człowieka jest podstawowym miejscem, gdzie Bóg powinien przebywać. Czujemy to intuicyjnie i kiedy ktoś w swoim życiu zachowuje się grzesznie lub pozbawiony jest miłosierdzia, to zazwyczaj mówimy, że nie boi się Boga lub, że „Boga w sercu nie ma”. Miejscem realizacji tych pięknych darów, jak spotykające się ze sobą łaska i wierność, czy obdarowujące się pocałunkiem sprawiedliwość i pokój, nie jest ogólnie świat, ale ludzkie serce otwarte na wiarę w Boga. Nie przechodźmy obok tego daru obojętnie, bo przecież „stworzenie z upragnieniem oczekuje objawienia się synów Bożych” (Rz 8, 19).

 

Ewangelia: Mt 23, 1-12

Faryzeusze wypadają w Ewangelii bardzo słabo. Są jej swego rodzaju „czarnym charakterem”. Nie tylko brak im prawdziwego zmysłu wiary, są sztuczni, zewnętrzni i zakłamani, ale jeszcze dodatkowo starają się nadawać swój ton całemu narodowi izraelskiemu. A przecież ich początki były bardzo pozytywne. Ich powstanie związane jest ze szturmem greckiej kultury i prześladowaniami Żydów za czasów króla Antiocha ponad półtora wieku przed Chrystusem. Stanęli oni mężnie w obronie wiary przodków, oddzielając się od społeczeństwa, które już nie przestrzegało Prawa Bożego. Stąd też pochodzi ich nazwa: Peruszim, czyli oddzieleni.

Jednakże wydaje się, że z czasem codzienne życie zmusiło ich do wyszukiwania sposobów omijania Prawa, jednak pozostając jak gdyby jemu wiernymi. Stąd też absurdalne niekiedy przykłady takiego postępowania, które obnaża Jezus. Ich wiara utknęła w formalizmach i zewnętrznych pozorach, tracąc swój mistyczny wymiar kontaktu z żywym Bogiem.

Pan Jezus reaguje twardo na zatwardziałość ich serc, a szczytem jest Jego przemowa z rozdziału 23 Ewangelii św. Mateusza. Niestety, faryzeusze nie uświadomili sobie, że to wezwanie do nawrócenia było dla nich zbawienne. Zamiast słuchać Mistrza z Nazaretu, doprowadzili do Jego śmierci. Jest to przestroga również i dla nas. Przede wszystkim, abyśmy się nie unosili, kiedy jesteśmy krytykowani. Może właśnie te krytyki były dla nas zbawienne?

Komentarze do czytań – XIX TYDZIEŃ ZWYKŁY | od 7 do 13 sierpnia 2022 r. - dr Anna Twardziłowska
Komentarze do czytań – XXI TYDZIEŃ ZWYKŁY | od 21 do 27 sierpnia 2022 r. - ks. Mateusz Mickiewicz