Niedziela 30.07.2017 r.

Pierwsze czytanie: 1 Krl 3,5. 7-12

„Proś o to, co mam ci dać”. Biblia Tysiąclecia dobrze tłumaczy enigmatyczne słowa Boga skierowane do Salomona, gdyż nie poddaje się pokusie dodania zwyczajowego „o co chcesz”. W miarę rozwoju dialogu dowiadujemy się, że wypełnienie przez Boga prośby, do wyrażenia której Salomon zostaje upoważniony, obwarowane jest jednym warunkiem: zgodnością jego woli z wolą Bożą. Pan postanawia spełnić prośbę Salomona, ponieważ wypływa ona z cnotliwych pobudek. Pragnienie najsprawiedliwszego z królów jest najbardziej fundamentalnym, prowadzącym do doskonałości pragnieniem: aby dobrze wypełniać własne obowiązki wobec innych.

Ponadto, z perspektywy współczesnej demokracji dawne przekonanie o tym, że władza królewska była nadawana przez samego Boga, może wydawać się pozostałością prymitywnych wierzeń politeistycznych, w których bogowie angażowali się politycznie. Jednak dzisiejsze czytanie z Pierwszej Księgi Królewskiej stawia ten problem we właściwym świetle: prośby o właściwe wypełnianie przez człowieka postawionych przed nim obowiązków zawsze spotykają się z Bożą przychylnością. Tym bardziej tych ludzi, od których zależy dobro całych narodów, miłosierny Bóg gotów jest uzdalniać do dobrego sprawowania rządów.

 

Psalm responsoryjny: Ps 119, 57.72.76-77.127-128.129-130

Przychodzi moment, w którym młody człowiek podejmuje decyzję: Boże przykazania lub „złoto tego świata”. Niezwykły jest sposób, w jaki psalmy mówią o przykazaniach. Są one godne największej miłości, są odzwierciedleniem Bożego planu wobec człowieka, a ich wypełnianie jest sposobem wyrazu miłości człowieka do Boga. Raz podjęta decyzja każdego dnia musi być ponawiana.. Bywa też tak, że człowiek, który wybrał Boga i który wie, jak dobre są Jego przykazania, zatraci się i musi w pewnym momencie swojego życia na nowo podjąć decyzję, że chce już poukładane swoje życie odwrócić do góry nogami, aby powrócić do tego, co kiedyś ukochał.

 

Drugie czytanie: Rz 8, 28-30

Wraz ze wzrastaniem w wierze rodzi się w człowieku możliwe do pogodzenia z pokorą przekonanie, że został w jakiś sposób wybrany przez Boga. Jeśli pochodzi ono od Niego, a nie z pychy, to nie budzi w człowieku ani dumy, ani samozadowolenia, ale poczucie odpowiedzialności. Zmarnowanie powołania do bycia znakiem Bożej obecności w świecie nigdy nie pozostaje przez innych niezauważone. Nieskończenie nieszczęśliwy musi być los człowieka, który zamiast świadczyć o Bogu, powoduje zgorszenie.

 

Ewangelia: Mt 13, 44-52

Czym jest królestwo niebieskie? Kościołem? Niebem? Teokratycznym, chrześcijańskim państwem, które ma nadejść? Bibliści poszukiwali rozmaitych rozwiązań. To niezwykle częste w ewangeliach synoptycznych określenie można rozumieć na tak wiele sposobów, że jedynym rozwiązaniem jest spojrzenie z innej perspektywy: jest to ogólne określenie wyrażające stan Bożej, a konkretniej Chrystusowej, obecności przy człowieku. Można więc je utożsamić z wiarą, Jezusową przyjaźnią, sakramentalnym życiem czy zmartwychwstaniem. To obraz tego, co najcenniejsze dla człowieka: zbawienia, które przynosi nam Syn Boży.

 

Poniedziałek, 31.07.2017 r.

Pierwsze czytanie: Wj 32, 15-24.30-34

Można by było zapytać, skąd Izraelici, zniewolony do niedawna naród wędrujący przez pustynię, mieli złoto, z którego wykonali cielca? Odpowiedź jest zawarta w dwunastym rozdziale Księgi Wyjścia. To Bóg umożliwia Izraelitom złupienie podstępem Egipcjan. Srebro i złoto są więc jakby darem Bożym, wynagrodzeniem dla prześladowanych dokonanym kosztem prześladowców. Większość naszego chrześcijańskiego życia to walka o odróżnienie Boga od bożków i Bożego kultu od bałwochwalstwa. Ofiarowane nam przez Pana dary chrześcijańskiego wychowania, talentów i cnót mogą łatwo zostać użyte w innych celach niż te, dla których zostały podarowane. Niektórzy twierdzą, że cielec miał być wyobrażeniem nie jakiegoś obcego bożka, ale samego Jahwe, w którego obecność zwątpili Izraelici, gdy nie było Mojżesza. Aaronowi zabrakło odwagi i mądrości, aby przekonać lud, że złoty cielec to nie Bóg. Zmaganie o ciągłe skupianie swojej uwagi nie na charytatywnej aktywności, pogłębianiu wiedzy teologicznej czy tworzeniu struktur społecznych we wspólnotach, a na osobistej relacji z Jezusem Chrystusem – oto prawdziwe chrześcijaństwo. Kiedy o tym zapominamy, kult staje się bałwochwalstwem, a tablice przykazań, przez które Bóg do nas mówi i oczekuje na naszą odpowiedź, zostają roztrzaskane poprzez milczenie zapadające między człowiekiem a Bogiem.

 

Psalm responsoryjny: Ps 106, 19-20.21-22.23

Bóg, według filozofów to Nieruchomy Poruszyciel, to Ktoś Niezmienny i Niezłożony. Biblia jednak ukazuje inny Jego obraz, z jednej strony – bliższy ludziom, a z drugiej – jeszcze bardziej wymykający się naszemu pojmowaniu rzeczywistości. W swojej niezmienności nie jest bowiem nieczuły. Jego miłość to nie beznamiętna, nudna i nieludzka obojętność na ludzki grzech, a aktywna, pełna napięć i zwrotów akcji walka o człowieka. Bóg bywa zły, bo kocha – tak jak rodzic.

 

Ewangelia: Mt 13, 31-35

Ziarenka gorczycy – najmniejsze ze wszystkich nasion. Jakże często spotykamy się z nimi w Kościele. Kilkuosobowe wspólnoty modlitewne walczące o przetrwanie; syzyfowy trud podejmowany przez katechetów w schizofrenicznych, nienaturalnych dla głoszenia słowa Bożego warunkach szkolnych; nasze wypełnione upadkami próby zachowania wierności chociaż jednemu z przykazań i tyle innych małych ziaren, które – jeśli tylko ich nie zaniedbamy – kiedyś wykiełkują dzięki Bożej łasce.

 

Wtorek, 1.08.2017 r.

Pierwsze czytanie: Wj 33, 7-11; 34, 5-9.28

Przedstawiona w dzisiejszym czytaniu z Księgi Wyjścia scena z życia Mojżesza stanowi jasny sygnał, że jego relacja z Bogiem była zupełnie wyjątkowa: był on jak przyjaciel Boga, który mógł przebywać tam gdzie On i który wypowiadał Jego Imię. Po Mojżeszu narodzi się tylko jedna Osoba, która będzie cieszyła się większą zażyłością z Bogiem Ojcem – i dlatego zostanie nazwana “nowym Mojżeszem”. Autorzy czterech Ewangelii bez wątpienia doskonale znali Stary Testament i żyli jego przesłaniem. Starym Testamentem. Wybrane i opisane przez nich wydarzenia z życia Jezusa niejednokrotnie wyrażają prawdy teologiczne w sposób obrazowy (typologiczny), tłumacząc posłannictwo Jezusa poprzez nawiązanie do postaci starotestamentalnych. Zgodnie z tym, Mojżesz zapowiada Jezusa, który również wyszedł na pustynię, nie jadł i nie pił przez czterdzieści dni, który widział Boga twarzą w twarz przed wcieleniem, i który stał się wypełnieniem prośby Mojżesza, aby Pan „przeszedł pośród nas”. Wreszcie, Syn Boży, tak jak Mojżesz, dał Swojemu ludowi nowe Prawo i zawarł z nim Nowe Przymierze, wchodząc do „przybytku uczynionego nie ręką ludzką”, oddając swoje życie jako ofiarę tegoż Przymierza.

 

Psalm responsoryjny: Ps 103, 6-7.8-9.10-11.12-13

Brak antysemityzmu to dla katolika i Polaka za mało. Chrześcijanin zaczytany w Piśmie Świętym, skupiony na tekstach Mszy Świętej nie może wypierać się więzi z Mojżeszem i z resztą Izraelitów, wybranych przez Boga na naród, w którym narodzi się Chrystus. Najpierw im , jak głosi dzisiejszy Psalm, Bóg objawił swoje dzieła. Wierzę także, że całościowo ujmowana historia Polaków i Żydów: nasza wielowiekowa pokojowa współegzystencja oraz wspólna tragedia drugiej wojny światowej czynią z nas braci, a nie wrogów, co wielokrotnie podkreślał Jan Paweł II, wspominając swoje młodzieńcze lata i przyjaźnie, wśród których nie zabrakło Żydów.

 

Ewangelia: Mt 13, 36-43

„Kto ma uszy, niechaj słucha”. To podsumowanie dzisiejszej Ewangelii, która zawiera Jezusowe świadectwo istnienia piekła, to zawsze aktualne, niezwykle ważne wezwanie Chrystusa do tego, aby zawsze być otwartym na to, co nowego słowo Boże ma nam do powiedzenia. Pytanie: co nowego?- ma kluczowe znaczenie, gdyż w innym wypadku Pismo Święte nie będzie zmieniać naszego życia, lecz będzie podporządkowane naszym dotychczasowym, nie zawsze trafnym przeświadczeniom. Nie szukając przykładu daleko: chyba dla wielu z nas, zaznajomionych przecież z prawdami wiary, swego rodzaju taką nowością, jaką odkrywa dzisiaj Jezus przed nami, może być fakt, że piekło rzeczywiście istnieje.

 

Środa, 2.08.2017 r.

Pierwsze czytanie: Wj 34, 29-35

Promienny blask twarzy Mojżesza po spotkaniu z Bogiem można skojarzyć ze stanem, w jakim człowiek znajduje się po adoracji Najświętszego Sakramentu. Nie chodzi oczywiście o wygląd zewnętrzny, ale o stan duszy, która zostaje opromieniona blaskiem chwały Najwyższego. Pewien ksiądz, wyjaśniając moc płynącą z adoracji, powiedział po prostu: z Kim przestajesz, takim się stajesz. Podczas gdy Msza Święta jest pełną akcji celebracją, a życie polem walki, na którym przeobrażamy naszą relację z Bogiem w konkret życia chrześcijańskiego, adoracja Najświętszego Sakramentu jest przyjacielską rozmową podobną do tych, które odbywał Mojżesz na górze Synaj.

Choć nikomu nie promienieje twarz jak u Mojżesza, to większość z nas poznała z pewnością kogoś, od kogo bił blask Bożej obecności. Są ludzie, których każde spojrzenie, uśmiech oraz słowo zdają się wypływać z miłości do Boga i bliźnich. Źródłem tego blasku jest właśnie ciągłe przebywanie z Panem. Oddanie modlitwie i prostota serca sprawiają, że dusza świętego – pośród zwykłej codzienności – promienieje czymś nie z tej ziemi, a każda chwila życia staje się momentem adoracji Boga. Niekiedy szczegółem, który odróżnia taką świętość od świętoszkowatości jest to, że jej blask jest zwykle zasłonięty – tak jak twarz Mojżesza – daleką od obłudy normalnością.

 

Psalm responsoryjny: Ps 99, 5-6.7.9

Sposób rozumowania, zawarty w Psalmach, jest zazwyczaj do siebie zbliżony. Zależności są proste, rozwiązania banalne: „wysławiajcie Go, bo jest święty” albo „wzywali Pana, a On ich wysłuchał”. Chciałoby się powiedzieć, że nie tak wygląda rzeczywistość, że jest bardziej skomplikowana. A może to tylko nasza rzeczywistość nie została jeszcze przez nas ukształtowana tak, aby było w niej miejsce na proste posłuszeństwo Bogu oraz prostą ufność w to, że On skutecznie działa w naszym życiu?..

 

Ewangelia: Mt 13, 44-46

Sprzedać wszystko, co się ma. To jedno z najtrudniejszych wezwań Jezusa. Zdarza się, że aby zachęcić kogoś do chrześcijaństwa, koloryzujemy je. Zwłaszcza do młodych ludzi o prawdach wiary mówi się językiem delikatnym, w którym wiara to styl życia, który nic nie zabiera, a jedynie daje. Jest to kłamstwo dzisiejszego świata, kłamstwo, w które coraz mniej ludzi chce wierzyć. Jestem przekonany, że wielu młodych ludzi chce, aby więcej od nich wymagano. Prorocze były słowa Jana Pawła II: „wymagajcie od siebie, nawet gdyby inni od was nie wymagali”. Tylko ludzie, którzy urodzili się w latach 90, wiedzą, jak niewiarygodnie trudne do realizacji jest to wezwanie Świętego Polaka. Nie toczy ich lenistwo – mogą pracowicie wypełniać polecenia innych. Jednak nie potrafią wykonywać poleceń wydawanych samym sobie, gdyż nie zostali tego nauczeni. „Sprzedaj wszystko, co masz” – czyli wyzbądź się tych rzeczy, które nie mają znaczenia, które przeszkadzają ci w osiąganiu postawionych sobie celów, które odwracają twoją uwagę od tego, co naprawdę ważne. Dzisiaj dzieci, bombardowane od urodzenia technologią, która nie wymaga od nich niczego, potrzebują najbardziej: wymagań.

 

Czwartek, 3.08.2017 r.

Pierwsze czytanie: Wj 40, 16-21. 34-38

Greckie słowo hilasterion, tłumaczone jako “przebłagalnia”, było czymś w rodzaju zewnętrznej pokrywy Arki Przymierza. Miała ona jedno wyjątkowe zastosowanie: w Dzień Przebłagania, czyli w jedyny dzień roku, w którym arcykapłan, i tylko on, mógł wejść do Świętego Świętych – miejsca obecności Boga, aby pokropić krwią wierzch Arki, czyli przebłagalnię. Była to jedna z kilku niezwykle ważnych, rytualnych czynności, które służyły zadośćuczynieniu Bogu za grzechy całego ludu Izraela.

W Nowym Testamencie hilasterionem zostaje kilkakrotnie nazwany Jezus. Jest On więc nie tylko Barankiem, który zostaje złożony w ofierze i nie tylko Arcykapłanem, który dobrowolnie oddaje siebie w ofierze, ale, jak słyszymy w liturgii, “On sam stał się Kapłanem, Ołtarzem i Barankiem ofiarnym”. Dlatego w liturgii Kościoła wystarczy sam Jezus, bo w Nim jest wszystko, co było potrzebne do zadośćuczynienia za grzechy, a my tylko dołączamy się do Ofiary, jaką On sam z siebie składa.

W drodze Izraelitów przez pustynię, Bóg, po raz pierwszy objawił swoją obecność pośród ludzi w Namiocie Spotkania, czyli pierwowzorze świątyni. A kiedy podczas agonii Jezusa na krzyżu zasłona Przybytku, o której wspomina Księga Wyjścia, rozdarła się na dwoje, to Chrystus stał się miejscem obecności Boga pośród ludzi.

 

Psalm responsoryjny: Ps 84, 3-4.5-6a.8a.11

Moje najlepsze wspomnienia z młodości związane są z okresami rekolekcji lub wzmożonej służby przy ołtarzu. Obraz pełnego podporządkowania mojego życia liturgii i modlitwie jawi mi się jako rzeczywistość sielankowa. Niemniej jednak jestem przekonany, że nie świadczy to o prawidłowym ukształtowaniu religijnym. Dojrzałe życie chrześcijańskie polega bowiem na tym, że w dorosłym życiu, pośród obowiązków dnia codziennego, nie tylko pozwalamy sobie na bezproduktywną melancholię o czasach minionych, ale każdego dnia wracamy do kościoła jak pisklęta do domu.

Powinniśmy także wspólnie podejmować trud, aby każdy z naszych bliskich czuł się przy ołtarzu Pana, jak w domu. W pewnym sensie moralność stoi w chrześcijaństwie na stosunkowo dalekim miejscu. Tym, których dawno nie było w Kościele, nie warto (nawet z miłością) napominać. Lepiej obejrzeć z nimi „Pasję” Mela Gibsona oraz wyjaśnić, co łączy ten film z Mszą Świętą.

 

Ewangelia: Mt 13, 47-53

Chociaż królestwo Boże jest w teologii pojęciem bardzo pojemnym, a jego podstawowym desygnatem nie jest Kościół, to w kontekście dzisiejszej Ewangelii tak można je rozumieć. To Jezusowe zdanie psuje utopijne wyobrażenia o „Kościele świętych”, do którego należą jedynie ludzie bez skazy. Tego rodzaju pokusy objawiają się jednak zazwyczaj w bardziej subtelny sposób. Od naszych braci i sióstr nie wymagamy absolutnej bezgrzeszności. Istnieje jednak wówczas w naszej wyobraźni jakieś minimum do spełnienia, jakiś obszar moralności, w ramach którego chrześcijanin musi się mieścić, aby znajdować się wewnątrz Kościoła. Dla jednych będzie to brak hipokryzji, dla innych – życie w czystości, a dla niektórych, np. dla mnie sprzed kilku lat – przykładne życie sakramentalne, oparte o osobistą relację z Jezusem. Bezlitosną lekcją dla mnie był czas, w którym ze względów zawodowych uczestnictwo w niedzielnej Mszy Świętej graniczyło dla mnie z heroizmem, na który nie zawsze udawało mi się zdobyć. Każdy chrześcijanin jako członek Kościoła uczestniczy w walce o zbawienie aż do chwili śmierci. Ani łaski, które teraz wydają nam się oczywistością, nie są nam dane raz na zawsze, ani też nawet największe oddalenie od Boga nie tworzy między człowiekiem a Jezusem takiej przepaści, której On nie byłby w stanie przekroczyć.

 

Piątek, 4.08.2017 r.

Pierwsze czytanie: Kpł 23,1. 4-11. 15-16. 27. 34b-37

Święty czas. Czas, który jest ofiarowany Bogu – każdy z nas go potrzebuje. Kalendarz liturgiczny, jak dobitnie ukazuje to dzisiejsze pierwsze czytanie, ma swój pierwowzór w liturgii Izraelitów i wyznacza czas na szczególne skupienie swojej uwagi na Bogu. Nie wynika to z kaprysu Pana, ale odpowiada naturze ludzkiej oraz światu, w którym człowiek funkcjonuje. Po prostu, nie można ciągle świętować. Dlatego powinniśmy w pełni doceniać czas, który Kościół wyznaczył jako czas świąteczny. Triduum Paschalne jest czasem absolutnie wyjątkowym, niemniej jednak co tydzień , choć w nieco mniej uroczysty sposób, chwalimy Boga za trzy rzeczy, które miały miejsce w pierwszym dniu tygodnia: stworzenie świata, zmartwychwstanie Chrystusa oraz zesłanie Ducha Świętego.

Jako człowiek, który od kilku lat jest zmuszony do pracy w niedzielę, coraz bardziej odkrywam, jakie spustoszenie czyni to w życiu religijnym. Jest dla nas rzeczą oczywistą, że dla Boga czynimy różne rzeczy: pościmy, modlimy się, pomagamy charytatywnie czy wreszcie uczestniczymy w Mszy Świętej. Jest jednak praktyka, której moglibyśmy nauczyć się od Żydów: że dla Boga można, a nawet trzeba także odpoczywać, zawieszając wszelkie działania.

 

Psalm responsoryjny: Ps 81, 3-4.5-6ab.10-11ab

„Ja jestem Panem, Bogiem Twoim, który cię wywiódł z ziemi egipskiej”. Mamy doprawdy wspaniałego Boga. To, co jest przedmiotem naszej wiary chrześcijańskiej, to najpiękniejsza historia, o której słyszał świat. Izraelici poznali jej przedsmak – wychwalali Boga za to, że ich uwolnił z niewoli u Egipcjan. To ich podstawowe wyznanie wiary. O ileż bardziej tymi słowami możemy wychwalać Go my, chrześcijanie, którzy wiemy już, że wydarzenia z Księgi Wyjścia były zapowiedzią uwolnienia wszystkich ludzi od grzechu przez samego Syna Bożego! To On jest naszym Bogiem. To, że nas uwalnia, że nas zbawia to Jego podstawowy przywilej, podstawowa cecha, które determinują wszystko, co możemy o Nim powiedzieć. Wyznając wiarę w Chrystusa, nadal możemy być bałwochwalcami, jeżeli czynimy Go czymkolwiek innym, niż jest, a jest Zbawicielem świata.

 

Ewangelia: Mt 13, 54-58

Nie wszystko jest takie, jak nam się wydaje – to chyba najogólniej ujęte przesłanie dzisiejszej Ewangelii. Każdy człowiek to ocean myśli, doświadczeń i uczuć, o których nic nie wiemy . Ewangelia podaje przykład wyjątkowy: Żydzi nie zdają sobie jeszcze sprawy z tego, Kim tak naprawdę jest Jezus. Umiejętność zawieszenia osądu wobec braku wystarczających danych to oznaka mądrości. Oznaką jeszcze większej mądrości jest świadomość, że w przypadku osądzania czy to innych ludzi, czy partii politycznych, albo czegokolwiek innego, może nam zawsze brakować jakiejś części potrzebnych do tego danych. Kto z bliskich Jezusa mógł w ogóle pomyśleć o tym, że został On poczęty z Ducha Świętego i narodził się z Dziewicy?.. Mogłoby się wydawać, że wiedzą o Nim wszystko. W rzeczywistości zaś nie wiedzieli nic.

 

Sobota, 5.08.2017 r.

Pierwsze czytanie: Kpł 25,1. 8-17

Czasy starożytne charakteryzowało zupełnie odmienne od naszego podejście do osoby ludzkiej: powszechnie przyjmowano, że mogła ona być czyjąś własnością. Wiele systemów państwowych bez instytucji niewolnictwa nie byłoby w stanie funkcjonować. Nawet Nowy Testament uznaje ten stan rzeczy. Nic więc dziwnego, że Boży nakaz uwolnienia wszystkich niewolników, który był związany z rokiem jubileuszowym, najprawdopodobniej nigdy nie wszedł w życie.

Czym więc ten Boży nakaz może być dla nas, którzy żyjemy w Europie w czasach, w których wolność każdej osoby jest tak samo oczywista, jak niewolnictwo dla starożytnych?… Jest on w istocie tym samym, czym był wówczas dla Izraelitów: dramatycznym, przerażającym wołaniem Boga o to, aby dla Jego nauki łamać nawet najbardziej zakorzenione w nas społeczne konwenanse. Aby ani demokracja, ani wolny rynek, ani poprawność polityczna nie były przez nas mylone z posłuszeństwem woli Bożej.

Może przyjść czas, że demokracja przeminie, a to, co dla nas było świętością, okaże się przestępstwem. W 2050 roku, kolejnym roku jubileuszowym, świat może być dla nas nie do poznania. Jedyną rzeczą, która z całą pewnością się nie zmieni, jest słowo Boże. Tylko jego mamy się trzymać za wszelką cenę – reszta nie ma zbyt wielkiego znaczenia.

 

Psalm responsoryjny: Ps 67, 2-3.4-5.7-8

Dzisiejszy Psalm dowodzi, że już w księgach Starego Testament nie było przyzwolenia na rodzący się powoli w starożytności ekskluzywizm żydowski. W większości ksiąg Biblii Hebrajskiej pojawia się nadzieja, że kiedyś wszystkie narody będą wychwalały Boga Jedynego. Uniwersalizm nie jest więc dla uczniów Jezusa i autorów Nowego Testamenty nowością. To, co nowe i świeże, to siła z jaką Duch Święty, począwszy od Pięćdziesiątnicy, przynagla Kościół do pójścia do wszystkich narodów, aby głosić im Tego, który umarł za grzechy całego świata.

 

Ewangelia: 14, 1-12

Szatan jest niezwykle sprytny, a ocena moralna naszych czynów niejednoznaczna. Herod chciał wypełnić dane przez siebie słowo. Czyn ten sam w sobie byłby może dobry, ale w tej sytuacji oznaczał morderstwo proroka, którego Herod szanował. Nie są mi obce sytuacje, w których pragnąc wypełnić swoje zobowiązanie wobec kogoś, łamałem Boże przykazanie. Wybór był chyba podyktowany zwykłym konformizmem. Przewrotnie cytując Pierwszy List św. Jana, można powiedzieć, że wolałem nie zawieść bliźniego, którego widzę, niż Boga, którego nie widzę. Szatan żywi się naszą ludzką logiką, w ramach której może umożliwić nam rozmaite wytłumaczenia tych naszych czynów, które zrywają więź z Bogiem. Dlatego św. Paweł tak ceni sobie „mądrość krzyża” – mądrość, która rodzi się z kontemplowania naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Naśladując Go, nie będziemy tak podatni na przewrotne podszepty Złego.