Niedziela, 23.07.2017 r.

Pierwsze czytanie: Mdr 12, 13. 16-19

Czytamy dziś fragment większej całości ukazującej działanie Bożej Mądrości w historii świata. Zadziwia fakt, że każde wydarzenie i losy różnych narodów – także tych wrogo nastawionych do Izraela i czasem wyraźnie mu szkodzących – według autora natchnionego ukazują dobroć zamysłu Pana Boga. Autor wspomina więc łagodność Boga wobec buntujących się na pustyni Izraelitów, wobec Kanaanu i Egiptu. Każde upominanie i karanie zawiera pewną głębię, odsłania pedagogię Bożą.

Myślę, że często zdarza nam się stawiać Bogu pytania o sens istnienia i cierpienia, o doświadczenia, które zdają się przerastać możliwości śmiertelnika. Próbując nadać sens naszej historii. Pytając o jutro, upadamy w zwątpienie.

Mówiąc o Bożej Opatrzności, bo tak nazywamy sprawowanie przez Boga rządów nad światem, zwykło się podkreślać mądrość Jej zrządzeń i ludzką nieudolność w dostrzeganiu całego Jej zamiaru.

Fragment dziś czytany mówi coś więcej. W płomiennej modlitwie autor wyznaje, że o Bożych sądach możemy powiedzieć coś pewnego: choćby wydarzenia szły wbrew naszym oczekiwaniom, choćby wydawały się dla nas krzywdzące, Opatrzność sprawuje rządy łagodnie i sprawiedliwie, odsłaniając swe zamiary przed pytającym.

 

Psalm responsoryjny: Ps 86, 5-6.9-10.15-16a

Słyszymy dziś fragmenty psalmu wychwalające dobroć Boga. Warto zauważyć, że psalmista wspomina Boga znajdując się w jakimś bliżej nieokreślonym niebezpieczeństwie. W całym tekście widzimy więc kontrast między poczuciem zagrożenia a zaufaniem w Bożą opiekę. Jest to przede wszystkim piękna, żarliwa modlitwa, która przynosi ukojenie, a w wersecie 9 staje się także wyznaniem wiary w panowanie Boga nad wszystkim.

 

Drugie czytanie: Rz 8, 26-27

W drugim czytaniu dalej poznajemy List św. Pawła do Rzymian, którego znajomość jest dla nas bardzo ważna. To w tym liście Apostoł Narodów zawarł naukę o usprawiedliwieniu z wiary i odpowiedział na wiele wątpliwości dotyczących Narodu Wybranego, jego roli w historii zbawienia i relacji z nowym Ludem Bożym. W czytanym dziś Słowie św. Paweł przybliża działanie Ducha Świętego w wierzących. Właśnie udzielając swego Ducha, Bóg przybliża się do nas, zamieszkuje w nas, czyni dziećmi i otacza opieką. Bóg nie jest więc obojętnym widzem naszych zmagań, ale sam działa i angażuje się po naszej stronie, abyśmy mogli być zbawieni.

 

Ewangelia: Mt 13, 24-30

Sercem słuchanego dziś słowa jest Ewangelia, w której słyszymy dalszy ciąg nauki o królestwie niebieskim. Jest to ważna część nauczania Pana Jezusa, bo buduje tożsamość nas, Jego uczniów, którzy to królestwo tworzymy i w nas ma się ono urzeczywistniać.

Niejednokrotnie pytamy o zło w świecie: dlaczego Pan Bóg na nie pozwala, czy ono może czemuś służyć, czy w tych sytuacjach, gdy go doświadczamy, jest jakiś sens? Może zachowujemy się nawet jak ci słudzy z Ewangelii, którzy są gotowi od razu działać i usunąć zło. Myślę, że często towarzyszy nam taka porywczość. Ona, jak mówi św. Jakub w swoim liście nie wykonuje sprawiedliwości Bożej (por. Jk 1,20). Boże spojrzenie na świat i jego przypadłości to ciągła troska o życie. Każde życie. Dlatego nie chce śmierci grzesznika (Ez 33, 11). Nie jest On także obojętny na naszą krzywdę, ale wie, że w ostatecznym rozrachunku, wydamy plon, który On zbierze. Takie pełne wiary spojrzenie jest podstawą chrześcijańskiej nadziei na sprawiedliwość.

 

Poniedziałek, 24.07.2017 r.

Pierwsze czytanie: Wj 14, 5-9a. 10-18

Widzimy Izraelitów ściganych przez Egipcjan, kiedy zostają dopędzeni nad brzegiem morza. Morze w Biblii prawie zawsze oznacza żywioł niepoddający się ludzkiemu panowaniu, niosący zniszczenie i śmierć. Nadciągająca armia faraona to także przeciwnik, z którym bezbronni Izraelici nie mają szans podjąć walki. Naród Wybrany znajduje się w sytuacji beznadziejnej. Nie ma dokąd uciec, nie ma gdzie szukać ratunku. Śmierć staje się bardzo realna.

Sytuacja jak ta, którą przedstawia to Słowo, pojawia się niejeden raz na kartach Pisma Świętego. To historia Jakuba, na którym chce się zemścić Ezaw, to Gedeon ruszający do walki mając u boku tylko 300 i to najgorszych wojowników, to Dawid stający z procą przed Goliatem, to Estera, ryzykująca życiem, by ocalić naród czy też trzej młodzieńcy skazani przez Nabuchodonozora na śmierć w piecu ognistym i wiele innych sytuacji.

Może trudno nam wczuć się w dramatyzm tej sceny, bo wszyscy znamy jej rozwiązanie. Ale to wydarzenie stanie się najważniejszym dziełem Bożym w całej historii Izraela i wielkim archetypem zbawienia, którego w Kościele jesteśmy uczestnikami przez chrzest.

W życiu każdego wierzącego są i będą takie chwile, w których tylko Bóg jest ocaleniem. I trzeba pozostać na miejscu, żeby ujrzeć zbawienie od Pana.

 

Psalm responsoryjny: Wj 15, 1.2.3-4.5-6

Naszą odpowiedzią na Słowo z pierwszego czytania jest fragment Pieśni Miriam, którą wyśpiewała po przejściu Morza Czerwonego. Ta pieśń zachęca, by na wydarzenia niewoli i utrapień spoglądać z wiarą. Z wszechmocą Bożą nic nie może się równać, wobec niej nic nie znaczą największe armie i najstraszniejsze potęgi. Bóg zawsze znajduje zaskakujące rozwiązanie! Ta pieśń zapowiada także Pieśń Nową, którą śpiewać będą ocaleni przed tronem Baranka w Niebie (por. Ap 15, 2-3). To Chrystus, Baranek Boży, dokonał tego ocalenia dla całego ludu ochrzczonych.

 

Ewangelia: Mt 12, 38-42

Jonasz był wielkim znakiem dla mieszkańców Niniwy. Uciekał przed wypełnieniem woli Bożej i został przez to sponiewierany przez ludzi i morskie zwierzę. Kiedy potem szedł przez miasto, sam jego wygląd był pewnym pouczeniem, zdawał się mówić: jeśli się nie nawrócicie, będziecie wyglądać jak ja.

Dla nas, wywyższony na krzyżu Chrystus jest takim pouczeniem, które mówi o cenie, jaką trzeba zapłacić za każdy grzech, za nieposłuszeństwo Bogu. To znak, który przez całe pokolenia prowadził chrześcijan do nawrócenia i odnowy życia. Pozostaje on także aktualny i skuteczny w naszych czasach. Gdy tak odczytamy znak Chrystusa – nowego Jonasza, nasze nawrócenie stanie się doświadczeniem wielkiego cudu działania Boga w nas. Innego znaku nie trzeba, by iść i głosić ludziom Chrystusa.

 

Wtorek, 25.07.2017 r., święto św. Jakuba Apostoła

Pierwsze czytanie: 2 Kor 4, 7-15

Przyglądając się dzisiejszemu słowu, warto na początku zadać sobie pytanie, o jakim to skarbie mówi św. Paweł? Wcześniejszy werset, którego dziś nie czytaliśmy, mówi: Albowiem Bóg, ten który rozkazał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych sercach (2Kor 4,6a). Zdumiewa fakt, że o tym ważnym wydarzeniu, jakim jest przyjście Boga do każdego z nas w naszej indywidualnej historii, św. Paweł mówi tak prosto: zabłysnął.

Każdy z nas, poznał Boga w takim błysku, gdy choć na chwilę rozjaśnił On nasze ciemności i historia życia stała się zrozumiała i pełna sensu. Ten błysk, to Duch Święty, wlewający w nas Bożą miłość i przebaczenie (por. Rz 5,5).

Naczynia gliniane, o których mówi Apostoł, są jakby przeciwieństwem naczyń liturgicznych używanych w Świątyni Jerozolimskiej. Tamte były z drogich metali, by można je było łatwo poddać oczyszczeniom. Gdy natomiast coś nieczystego dotknęło naczyń glinianych, Prawo nakazywało takie rozbić. Apostoł mówi więc o wielkiej kruchości naszych postaw, niestałości i niedomaganiach fizycznych i duchowych, niedyspozycjach, które mogłyby zaprzepaścić zamiar Boży.

Ta kruchość Bogu jednak nie przeszkadza, co więcej – On chce się nią posługiwać jak narzędziem, by wyraźniej było widać, jak wiele z człowiekiem może zrobić Łaska.

 

Psalm responsoryjny: Ps 126, 1-2ab.2cd-3.4-5.6

Psalmista wykorzystuje sytuację dobrze znaną w jego czasach, by oddać w słowach tej modlitwy nastrój jej towarzyszący. Siewca ponosi stratę, gdy rzuca ziarno w glebę. Gdy to czyni, musi mieć w sobie nadzieję, że wyda ono plon. W tym momencie jest ono stracone, ale jeśli Bóg pozwoli, wróci ono do niego z zyskiem.

Takim zyskiem w historii Izraela było wyzwolenie z niewoli egipskiej, czy potem wygnanie babilońskie i uwolnienie, które, jak prorokował Izajasz, dokonało się cudownie i towarzyszyło temu odrodzenie przyrody i ożywienie pustyni (por. Iz 55, 12-13).

Psalm ten może być dla nas pocieszeniem i wyrazem naszego oczekiwania, by to, co czasami uważamy za martwe czy stracone, ożyło dzięki łasce Boga.

 

Ewangelia: Mt 20, 20-28

Piotr, Jakub i Jan należeli do najbliższych uczniów Pana Jezusa i towarzyszyli Mu w wielu sytuacjach, w których nie uczestniczyli inni apostołowie. Po wniebowstąpieniu zajmowali oni w Kościele miejsce szczególne, przewodząc innym braciom.

Opisane dziś wydarzenie ukazuje nam bardzo ludzki sposób myślenia uczniów Chrystusa i możemy trochę wejrzeć w ich drogę formacji, możemy zobaczyć, co łaska Boża zmieniła w nich, by Bóg mógł się nimi posłużyć. Pragnienie władzy, znaczenia, związek z najbliższymi, z rodzicami, który nie pozwala być wolnym i zdać się na Boża Opatrzność, chęć ustawienia się i zabezpieczenia. Takie postawy wcale nie są dalekie od każdego z nas. Niektóre wynikają z naturalnych, więc dobrych potrzeb. Niektóre wzmocnione są negatywnie przez lęk wynikający z grzechu i poczucia oddzielenia od Boga. By wypełniła się wola Boża w nas, by ukazało się Jego oblicze w naszej postawie życiowej, trzeba to wszystko oddać Chrystusowi, by nie stać się przeszkodą dla Jego łaski. Chrześcijanin nie musi myśleć o tym, co będzie miał z Ewangelii. On może przeżyć swoje życie jako niezwykłą przygodę bycia ostatnim i nic nie znaczącym, a jednak zjednoczonym z Chrystusem. Przez wszystkie wieki Kościoła, te słowa były i nadal są inspiracją dla całych zastępów ludzi idących za Panem.

 

Środa, 26.07.2017 r.

Pierwsze czytanie: Wj 16, 1-5. 9-15

Pierwsze, co zdumiewa we fragmencie, który dziś słyszymy, to ulotność i nietrwałość ludzkiej pamięci. Szemrzący przeciw Bogu Izraelici, są tym samym ludem, który kilka dni wcześniej przeszedł przez morze suchą stopą. Wystarczy jednak głód i zmęczenie, żeby Boże cuda uznać za nic niewartą historię i wystąpić przeciw Mojżeszowi, i przeciw Bogu.

W naszych czasach, pozornie sytych, to Słowo nie straciło na aktualności, bo głód nie jest tylko fizycznym doświadczeniem pustki w żołądku. Owszem, oczekiwania szczęścia czasami fatalnie utożsamiane są z dobrobytem. Pełny brzuch i wizja bezpiecznej przyszłości to dwie rzeczy, do których człowiek współczesny może zredukować swoje życie, nie szukając niczego więcej.

Czy jednak potrafimy dostrzec prawdziwy głód, ten, o którym pisał prorok Amos: nie głód chleba, ani pragnienie wody, lecz głód słuchania słów Pańskich (Am 8,11). Czy potrafimy dostrzec taki głód na zniszczonych twarzach naszych bliźnich?

Ciekawym wątkiem tego fragmentu, są przepiórki nadlatujące od strony morza. Po wielu wiekach Izraelici oczekiwać będą Mesjasza, który jak ongiś Mojżesz, da swemu ludowi pokarm z morza. Ewangeliści nie omieszkają więc wspomnieć, że Jezus rozmnożył dla tłumów pięć chlebów i dwie ryby…

 

Psalm responsoryjny: Ps 78, 18-19.23-24.25-26.27-28

Po raz kolejny, tym razem jeszcze z innego źródła, słyszymy w tym psalmie opowiadanie o wydarzeniach, które miały miejsce podczas wędrówki Narodu Wybranego przez pustynię. Może rodzi się w nas pewne znużenie tym opowiadaniem, może myślimy sobie, że przecież dobrze tę historię znamy, może stajemy się mało wrażliwi na tę narrację. Powtarzanie tej historii w nieskończoność miało dla Izraelitów wielkie znaczenie! Ona naprawdę jest podstawą wszystkiego, co mogli powiedzieć o Bogu i o swoim narodzie. Byliśmy niewolnikami – wyprowadził nas Bóg, buntowaliśmy się – On cierpliwie się za nami ujął, byliśmy głodni – nakarmił nas. Analogicznie w Dziejach Apostolskich trzykrotnie słyszymy opowiedzianą z różnymi szczegółami historię nawrócenia Szawła. Jaką historię mógłbyś Ty sam opowiedzieć?

 

Ewangelia: Mt 13, 1-9

Słuchamy dziś pierwszej z przypowieści, która otwiera cały cykl nauczania Pana Jezusa o królestwie niebieskim. Choć jest ona, myślę, dobrze znana, to nie przestaje inspirować do zadania sobie prostego pytania: co mogę realnie zrobić, aby lepiej przyjąć Boże Słowo? Okazuje się bowiem, że pragnąc i wyczekując Bożego działania, mamy coś do zrobienia – poszczególne tereny padania ziarna Słowa Bożego możemy zrozumieć jako wady i postawy, których trzeba się wyrzec. Jest to program duchowy odwrócenia się od zła, powierzchowności i tego co światowe. Te trzy etapy mogą nam towarzyszyć, abyśmy mogli nie tylko słuchać, ale też i usłyszeć i wprowadzić w czyn Słowo.

 

Czwartek, 27.07.2017 r.

Pierwsze czytanie: Wj 19, 1-2. 9-11. 16-20b

Opowiadanie o ukazaniu się Boga na górze Synaj zawiera w sobie opisy zjawisk przyrodniczych znanych Izraelitom, takich jak trzęsienie ziemi, erupcja wulkaniczna czy nawałnica burzowa. Wspólnym ich mianownikiem jest poczucie grozy i podziwu wywoływane przez nie. Wrażenie wywołane przez to objawienie pozostanie z narodem izraelskim, jako potwierdzenie autentyczności tego Przymierza. Bóg uwiarygodnił je swoją potęgą i chwałą objawioną na Synaju.

Samego Pana Boga jednak nie widać! On sam nie może być bezpośrednio poznany. Jego ukazanie się pozostaje ukrywaniem się. Właśnie ten fakt wydaje się dominować w pierwszym objawieniu się Boga swojemu ludowi: przyjdę do ciebie w gęstym obłoku (w. 9).

Mieszkając w Egipcie, naród ten nawykł do przedstawiania bóstw w postaci malowideł czy posągów i sam faraon mówił o swoim boskim pochodzeniu. Boga, który uczynił tak wiele, który ich wyprowadził z niewoli, Tego-Który-Jest nie można zobaczyć. On jest inny od wszystkich i jest rzeczywiście Panem tych żywiołów.

Autor Listu do Hebrajczyków wspomni to wydarzenie, by ukazać jak bardzo inne jest nowe Przymierze, gdzie ukazało się oblicze Boga w Chrystusie, a dokonało się to nie w towarzystwie budzących grozę zjawisk, ale przez wyniszczenie Jezusa na krzyżu (por. Hbr 12, 18-24).

 

Psalm responsoryjny: Dn 3, 52.53-54.55-56

Ten piękny hymn pochodzący z Księgi Daniela, często występuje w liturgii. Jest to fragment poematu, który wyśpiewali młodzieńcy w piecu ognistym, gdy prześladowani byli przez Nabuchodonozora za opór w oddawaniu czci posągowi królewskiemu. W momencie kaźni, gdy cudownie zachowani są od ognia, wysławiają Boga. Dla nas stają się wzorami i natchnieniem, by trwać w tym, co prawe i w każdym położeniu wielbić Boga. Fragment dziś śpiewany jest pierwszą częścią tego hymnu i zwracając się bezpośrednio do Boga, ukazuje Go jako prawdziwego Władcę, który choć zasiada wysoko, spogląda w otchłanie (por. w. 55).

 

Ewangelia: Mt 13, 10-17

Uczniowie zadają Panu Jezusowi bardzo zasadne pytanie, które pozostaje aktualne i w naszych czasach. Nauka Ewangelii także do nas dociera w przypowieściach, i choć staramy sie ją tłumaczyć na wiele sposobów, a opracowania słów Pana Jezusa zajmują wiele półek niejednej biblioteki, dla wielu, niezależnie od statusu społecznego i wykształcenia, ta mowa pozostaje niezrozumiała. Nawet przyswojenie sobie podstawowego znaczenia Ewangelii nie wystarcza. To, co najważniejsze pozostaje ukryte, odsłania się przed wybranymi, przed tymi, którzy mają, którzy otrzymali dar wiary. Oni rzeczywiście są oświeceni tym Słowem (por. Ps 119,105), jest Ono dla nich pokarmem (por. Mt 4,4), niesie im życie wieczne (por. J 6, 68). Wybranie nie jest tu żadnym wyróżnieniem, postawieniem kogoś wyżej, ale wiąże się z odpowiedzialnością i zadaniem, bo ci, co poznali tajemnicę królestwa, mają być światłem i solą (por. Mt 5, 13-16).

 

Piątek, 28.07.2017 r.

Pierwsze czytanie: Wj 19, 17; 20, 1-17

Niezależnie od tego, czy czytamy Dekalog podany w krótkiej formule katechetycznej, przygotowanej i rozpowszechnionej przez św. Augustyna (takiej formy uczyliśmy się na lekcjach religii), czy też poznajemy pełną jego wersję, którą dziś słyszymy, a która została wywiedziona z prostych, rymowanych dziesięciu słów, jakie zapamiętali Izraelici pod Synajem, możemy dziś doświadczyć tego samego zachwytu, który wyraża Mojżesz w Księdze Powtórzonego Prawa: Któryż wielki naród ma bogów tak bliskich, jak Pan, Bóg nasz, kiedy go wzywamy? Któryż wielki naród ma prawa i nakazy tak sprawiedliwe, jak całe to Prawo, które ja wam dziś daję? (Por. Pwt 4,7-8)

Dziś wiele razy podnosi się kwestię aktualności Dekalogu, zwracając uwagę na to, że powstał on ponad trzy tysiące lat temu. Czasem powątpiewa się w jego wartość, wskazując, że wielu wyznawców Boga – Żydów i chrześcijan powołujących się na te słowa – ma wyraźny problem z ich wiernym praktykowaniem.

Sam Jezus jednak nie odwołał tych Dziesięciu Słów, ale nakłaniał do zachowania ich i podkreślał, że On sam ukazuje, jak Prawo ma być wypełnione. Dlatego w Kazaniu na górze odniósł się do wielu przykazań (por. Mt 5-7) i rozwinął ich treść, aby nie można było rezygnować z przestrzegania ich w całości.

 

Psalm responsoryjny: Ps 19, 8-9.10-11

W odpowiedzi na pierwsze czytanie wznosi się w naszej liturgii śpiew wysławiający Boga jako prawodawcę, na którym można polegać w dokonywanych wyborach. Zwróćmy szczególnie uwagę na werset 10 wychwalający bojaźń Bożą, bo często błędnie ją rozumiemy jako lękanie się Boga. Taka postawa przypominałaby jednak fatalne zachowanie Adama po grzechu pierworodnym. Bojaźń Bożą św. Tomasz z Akwinu umieścił między darami Ducha Świętego, bo Księga Syracha mówi o niej, że jest: początkiem mądrości (Syr 1, 14), więc jest drogą do poznawania Boga. Nie z lęku przed Nim, ale przez znajomość siebie i własnych wad, człowiek troszczy się o to, by nie zgubić drogi Pana.
 

Ewangelia: Mt 13, 18-23

Życie człowieka jak ziarno – rzucone w glebę tego świata, jak na zatracenie – ma moc przynieść plon. Jezus mówi w ten sposób również o swoim życiu i poświęceniu, gdy tuż przed męką naucza o konieczności obumierania (por. J 12, 24). Czy nam się to podoba, czy nie, wszyscy doświadczymy cierpienia i umierania. Z Chrystusem może to być jednak zupełnie inne przeżycie, które stanie się początkiem prawdziwego życia.

Wydaje się, że aby właśnie taki scenariusz mógł się zrealizować, wystarczy tylko jedno: przyjąć jako dar od Boga, że jesteśmy ziarnem, że zostaliśmy tu rzuceni, w konkretne okoliczności nie przez przypadek, że otrzymaliśmy odpowiednią pomoc, stosowną do zadań, które przed nami stoją i mamy z wiarą to dziś odczytać i żyć.

 

Sobota, 29.07.2017 r., wspomnienie św. Marty

Pierwsze czytanie: 1 J 4, 7-16

Żeby właściwie rozumieć dzisiejsze pierwsze czytanie wystarczy policzyć, ile razy pojawia się w nim słowo miłość i jemu pokrewne. Apostoł Jan odważnie świadczy, że Jezus, Wcielone Słowo Boga, objawia nam naturę Ojca, którą jest miłość.

To słowo w potocznym rozumieniu wiele dziś traci na wartości, dlatego trzeba odzyskać je dla nas w tym rozumieniu biblijnej agape, o której mówi też św. Jan. Po pierwsze źródłem tej miłości nie jest człowiek: Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam (w. 16a), bo nie my umiłowaliśmy Boga, ale On sam nas umiłował (por. w. 10).

Ponadto w języku hebrajskim – a to rodzimy język Apostołów – słowo znać (hbr. jad) oznaczało konkretne doświadczenie czegoś lub wejście z kimś w bliskie stosunki rodzinne. Pamiętając o tym, lepiej możemy zrozumieć, że poznanie Pana Boga, o którym mówi tu św. Jan, nie jest jakąś wiedzą, koncepcją, pomysłem na Boga, ale zażyłością i bliskością wręcz rodzinną. Miłość nie jest więc uczuciem, ale doświadczeniem, spotkaniem, które mnie zmienia. Ta miłość ma też swoje imię: Jezus.

Z doświadczenia tej miłości, wynika potem całe działanie chrześcijanina. Jest ona także tym, co najbardziej ma wyróżniać uczniów Chrystusa w świecie – kto spotka się z taką miłością uczniów, spotka się z miłością Trójjedynego Boga.

 

Psalm responsoryjny: Ps 34, 2-3.4-5.6-7.8-9.10-11

Dzisiejszy psalm wychwala Bożą dobroć i sprawiedliwość, którą możemy rozumieć jako zwracanie uwagi na każdego człowieka. Bóg nie ma względu na osoby – powie św. Piotr w Dziejach Apostolskich – ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie (Dz 10, 34b-35). To spojrzenie Pana Boga nie wyróżnia ludzi według jakiejś miary ludzkiej, która ocenia w sposób zewnętrzny, kierując się zyskiem lub afektem. Bóg patrzy na najbiedniejszych, którzy go wzywają. Żeby móc Go wzywać, człowiek musi rozpoznać jakąś swoją biedę.

 

Ewangelia: J 11, 19-27

Przeczytany fragment pochodzi z opowiadania o wskrzeszeniu Łazarza i należy do kulminacyjnych scen Ewangelii według św. Jana. Są to już ostatnie wydarzenia przed zdradą Judasza – Jezus przybywa do Betanii, niedaleko Jerozolimy. Słyszymy wyznanie wiary Marty, które brzmi bardzo autentycznie i gorliwie. W jej słowach nie ma jednak prośby o to, by Jezus uczynił cud. Jest wiara, nie ma prośby, modlitwy. Fakt śmierci jest oczywisty i wydaje się nie podlegać dyskusji – jeśli mowa tu o zmartwychwstaniu, to tylko w jakiejś przyszłości. Dlatego później, gdy Jezus wyda polecenie, by odsunięto kamień, to właśnie Marta zaprotestuje: Panie, już cuchnie… (J 11, 39). Myślę, że każdy z nas ma taką „miarę wiary” własnego rozumu, granica rzeczy, na które nasz rozum się zgadza. Trudno jest zaufać Bogu, gdy ta subtelna granica zostanie przekroczona i wchodzimy na pole prawdziwej wiary, gdzie trzeba się modlić, aby wierzyć.

Wiemy, jak kończy się ta historia, więc pamiętajmy, że nie ma sytuacji w naszym życiu, dramatów i cuchnących miejsc, których nie można na nowo otworzyć i przeżyć ich z Jezusem. Nie zawahaj się prosić.