Niedziela, 22.07.2018 r.

Pierwsze czytanie: Jr 23,1-6

Odrzucenie złej władzy jest naturalnym odruchem społecznym w każdym ustroju. Jeśli pasterze nie dbają o powierzone im owce, jeśli je rozpraszają, zamiast gromadzić – władza traci mandat do jej sprawowania. Gdy chwieją się fundamenty instytucji politycznych, trzeba odwołać się do samych podstaw ładu: do wartości ponadczasowych, a ostatecznie do Boga jako ich źródła. Słowa proroka Jeremiasza, czy też – mówiąc ściślej – przekazana przez niego wola Boga, w tym kontekście nie zaskakują. Ale od zapowiedzi, że Bóg zatroszczy się osobiście o swój lud, trzeba wrócić znowu do polityki, by „dobra nowina” o Bożej miłości i pasterskiej trosce Boga nie pozostała piękną, ale czczą gadaniną. Jaki jest program polityczny tego Bożego przewrotu? Prorok mówi o potomku Dawida, sprawiedliwym królu, którego panowanie będzie czasem zbawienia i bezpieczeństwa. Czy odeszliśmy w ten sposób choć na krok od programu znanego nam z 2 Sm 7,12-16? Przecież owi źli władcy odrzuceni przez Boga też byli potomkami Dawida i powinni działać zgodnie z wolą Boga, kierując się prawdziwym dobrem powierzonej sobie społeczności. Skąd wziąć więc tego dobrego króla, nowego Dawida, skoro nie ma go na horyzoncie politycznym? Nadzieja, jaka kryje się w proroctwie, sięga poza polityczny horyzont i wybiega wiele wieków wprzód. Kiedyś na ziemi Judy stanie potomek rodu Dawida, który z troską popatrzy na tłumy zagubione jak owce bez pasterza (por. Mt 9,36; Mk 6,34). W Nim sam Bóg zajmie się swym ludem z miłością Dobrego Pasterza. Do tego momentu prowadzić będzie długa droga: ponad pół millenium. Nadzieja zbawienia nie przekłada się na doraźną pociechę, taktyczne zwycięstwa o krótkoterminowym znaczeniu.

Jest gwiazdą polarną prowadzącą nas ciągle ku Bożemu prawu i Jego sprawiedliwości poprzez poplątane ścieżki historii. Nie szukajmy więc u Pana Boga doraźnych rozwiązań naszych kłopotów, ale tego, co nadaje sens naszej doczesnej wędrówce.

Psalm responsoryjny: Ps 23 (22), 1-2a. 2b-3. 4. 5. 6

Nie zawsze mamy pewność, że ścieżki, po których Bóg nas wiedzie, są właściwe. Umielibyśmy niejednokrotnie zaproponować scenariusze znacznie atrakcyjniejsze, albo przynajmniej łatwiejsze do realizacji. Nie codziennie stół, do którego siadamy, jest suto zastawiony. Czasem leżą na nim tylko rachunki do zapłacenia wczoraj. Modlitwa ta jest wyrazem nadziei i wiary oraz ich szkołą. Odmawiając ją wobec codziennych bied i niedostatków, uczymy własne serce, by ufało Bogu.

Drugie czytanie: Ef 2,13-18

Podziały między ludźmi są czymś naturalnym i tworzą się niejako samorzutnie. Wspólna kultura, wspólny język, a nawet wspólna wiara religijna nie gwarantują jednolitości i jednomyślności. Nie jest to nic gorszącego ani dziwnego, bowiem każdy człowiek jest przecież – powtarzamy to z dumą – niepowtarzalny. Ta różnorodność może być ogromnym bogactwem, ale może być też zarzewiem wyniszczających konfliktów. Historia przypomina więc huśtawkę, na której szybujemy czasem wysoko, ku szczytom wzajemnej akceptacji dla naszej różnorodności, by zaraz potem opaść w lęki przed tym, co nas dzieli i przed tymi, którzy są różni od nas. Ten ruch wahadłowy przełożony na język historii to już nie beztroska zabawa, ale paroksyzmy nietolerancji przedzielające czasy relatywizmu i zagubienia prawdy. Pojednanie przez krzyż dokonane przez Chrystusa jest bardzo potrzebne, Jego ciało jednoczące „dwie części ludzkości” to jedyny dom, w którym mamy szansę żyć w pokoju i miłości. Wielka szansa, jaką dał nam Jezus Chrystus i Jego Wcielenie, to apel do każdego z nas. Czy chcemy pokoju? Czy dla jego wprowadzenia i utrwalenia zdolni jesteśmy do jakiejś rezygnacji i ofiary? By zadać śmierć wrogości, Jezus Chrystus umarł na krzyżu. A ja? Czy nie karmię tej wrogości swoim egoizmem i swymi ambicjami?

Ewangelia: Mk 6,30-34

Pan Jezus przyszedł do ludzi, zbierał ich, szukał nawet zagubionych owieczek. Teraz jednak zdaje się od nich uciekać. Gonią Go wokół jeziora, prawie że zastawiają na Niego pułapkę na brzegu, gdzie wyląduje. Ale On nie zmęczył się ludźmi, nie zniechęcił się do nich. Jest w Nim wciąż żywa i niewyczerpana litość dla ludzkiego zagubienia. To nam jest potrzebna ta pogoń za Nim. Gdy myślimy, że nasze zbawienie to bardziej Jego, niż nasze zmartwienie, wtedy grozi nam wielkie duchowe niebezpieczeństwo. „Zabiegajcie o własne zbawienie z bojaźnią i drżeniem” (Flp 2,12) – te słowa św. Pawła Apostoła powinny nam towarzyszyć i popychać nas, byśmy wciąż szukali Go i starali się, by nie odłączyć się od Niego.

Poniedziałek, 23.07.2018 r., św. Brygidy, święto

Pierwsze czytanie: Ga 2,19-20

Świat obiegały niedawno zdjęcia z Bliskiego Wschodu przedstawiające ukrzyżowanych chrześcijan. To dramatyczne przez swą dosłowność przypomnienie, że naśladowanie Chrystusa, do którego powołał On nas, swych uczniów, obejmuje także krzyżowy odcinek drogi. Św. Paweł Apostoł przypomina nam, że prowadząc „życie w ciele” także uczestniczymy w krzyżu Chrystusa, jeśli Go kochamy. „Nie chcę niczego innego, jak tylko miłować Ciebie” – powiedziała patronka dzisiejszego dnia i Europy, mając zaledwie dziesięć lat. Jej miłość rozlewała się na ludzi: rodzinę, potrzebujących, wspólnotę Kościoła. Jednak te miłości nie zastępowały owej jedynej i pierwszej, nie osłabiały jej. Jej życie było „życiem wiary w Syna Bożego”, a reszta z tej wiary wynikała. W co wierzę jako chrześcijanin? Że Jezus Chrystus, Syn Boga, „umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie”. Ukrzyżowanie z Nim to odpowiedź na tę miłość. Ukrzyżowanie z Chrystusem nie jest koszmarem chrześcijanina, ale jego powołaniem. Nie może więc być mu narzucone, ale jest drogą, do pójścia którą Chrystus nas zaprasza. Ukrzyżowanie to polega na związaniu się z Nim jedyną i ogarniającą wszystkie sfery życia miłością.

Psalm responsoryjny: Ps 34 (33), 2-3. 4-5. 6-7. 8-9. 10-11

Wołanie biedaka jest często słabo słyszalne. Zagłuszają je ci, którym w życiu się powodzi, albo ci, którzy potrafią głośno dobijać się o swoje. Modląc się psalmem responsoryjnym z dnia dzisiejszego, powtarzamy słowa o bezgranicznym zaufaniu, wychwalaniu Boga za Jego opiekę nad bogobojnymi. Czy zawsze czynimy to z serca? Pewnie często zdarza się nam, że słowa te nie współbrzmią z tym, co mówią nasze uczucia. Tym bardziej potrzebujemy w takich chwilach owej modlitwy, by umacniała naszą słabnącą wiarę, ożywiała usychająca nadzieję, a przede wszystkim by otwierała oczy naszej miłości, bo przecież w każdej życiowej sytuacji widzimy, że szukającym Pana nie zabraknie tego podstawowego dobra, jakim jest Jego miłość.

Ewangelia: J 15,1-8

Winnica była w polskim krajobrazie obecna co najmniej od dwunastego wieku, co odnotował uczony arabski Al-Idrisi pracujący w Palermo. Dziś ta uprawa powraca, ale nie jest na tyle popularna, byśmy mogli posługiwać się słownictwem ze swobodą. Pielęgnowane przez stulecia uprawy, szczepy dostosowane do typu gleby i klimatu stanowią dumę krajów i regionów, wręcz element ich tożsamości. Zapominamy jednak często, że wieloletnia uprawa krzewów to jeden jej aspekt, a ciągłe odnawianie młodych pędów jest nie mniej ważne dla jakości zbiorów. Gałązki muszą być młode, albo ustąpić miejsca na krzaku tym, które cechują się większą żywotnością. Krzew i młode pędy tworzą dopiero całość, która może żyć i owocować. To organiczna jedność, bez której nie jest możliwe życie gałązek. Ich młodość i witalność są możliwe tylko dzięki złączeniu z krzewem drożnymi kanałami przenoszącymi życiodajne substancje. Mechaniczne przywiązanie gałązki do krzewu niczego nie daje. Ona musi z niego wyrastać, być pierwszym owocem krzewu. Dopiero na takiej wyrosną i dojrzeją grona. Historia uprawy winorośli w Polsce zaczęła się według historyków w ścisłym związku z przyjęciem chrztu przez Mieszka I. Dopiero ten fakt spowodował, że zaczęto szukać możliwości produkcji wina, które było potrzebne do sprawowania Eucharystii. Na zwykłym stole królował miód pitny. Krzew winny jako symbol Chrystusa powinien być dla nas szczególnie łatwo czytelny. Tym łatwiej powinno nam przychodzić codzienne pytanie siebie, czy wyrastamy z Niego?

 

Wtorek, 24.07.2018 r.

 

Pierwsze czytanie: Mi 7,14-15. 18-20

Mieszkańcy Judei nie byli związani z morzem, jak choćby ich sąsiedzi Fenicjanie, najlepsi żeglarze starożytności. Na morze patrzyli z mieszaniną lęku i poczucia obcości. Traktowali je jako siedzibę groźnych mocy zagrażających ziemi chaosem. Tam, w orędziu proroka Micheasza, Bóg wrzuci grzechy Reszty swego ludu. Zostaną one usunięte z tego, co Judejczycy uznawali za swój świat. Ta ewangelia o usunięciu niewierności Bogu i zła jest fundamentem nadziei dla owej Reszty. Można patrzeć na Boży plan zbawienia Reszty jako na przejaw arbitralności Pantokratora, czyli Trzymającego wszystko w swym ręku. Przejęci ideami równości, walki z wykluczeniami, podejrzliwie patrzymy na sytuację, w której pojawia się grupa wybrańców. Dopytujemy o kryteria doboru, badamy je uważnie, czy nie zawiera się w nich jakiś mechanizm krzywdy. O wiele trudniej przebijają się do naszej świadomości zarówno osobistej, jak i społecznej, pytania o to, czy chcemy świata bez niewierności Bogu, bez osłonki ze „zdrowego egoizmu”? Obraz miłosiernego Boga dochowującego wierności Jakubowi i Abrahamowi oraz ich potomkom bardzo nas pociąga. Czy równie atrakcyjny jest dla nas obraz świata, w którym wierność człowieka wobec Boga jest wartością fundamentalną ludzkiego życia?

 

Psalm responsoryjny: Ps 85(84),2-3. 5-6. 7-8

Dawne kaznodziejstwo chętnie uciekało się do obrazu śmierci dla zilustrowania, czym jest grzech. Dziś zdecydowanie wolimy mówić o błądzeniu, pomyłkach życiowych, a nawet zbieraniu życiowych doświadczeń. Łatwiej nam żyć ze świadomością własnej omylności (któż jest nieomylny? Błądzenie jest rzeczą ludzką) niż przyjąć, że balansujemy na granicy życia i śmierci, na której każdy błąd może być ostatnim. Wierzyć w Boga może jednak tylko ktoś, kto poważnie traktuje fakt, iż tylko Bóg może przywrócić życie grzesznikowi.

Ewangelia: Mt 12,46-50

Kogo bardziej kochasz? Mamusię czy tatusia? Już wiemy, takich pytań się dzieciom nie zadaje. Chyba, że same o tym mówią. Jezus przeciwstawia sobie swoją Matkę, stojącą na zewnątrz domu, i Ojca, który jest w niebie. Ojca stawia przed Matką, pełniących wolę tego Ojca przed swymi krewnymi. To jest Jego fundamentalne odniesienie oraz Jego nauka dla nas, co znaczy pierwsze przykazanie miłości. Nie jest łatwo przyjąć te słowa Jezusa jako własne. Nie jest prostą sprawą przepłynąć przez cieśniny między nimi a drugim przykazaniem miłości, tym o bliźnich, czy czwartym przykazaniem dekalogu, które warunkuje trwanie w Przymierzu z Bogiem i cieszenie się jego owocem – Ziemią Obiecaną. Pewnie Panu Jezusowi słowa te także przechodziły przez gardło z trudem. Był dobrym, choć nie łatwym synem. Kochał swych rodziców, Mariam i Josefa, słuchał ich, szanował. Ale nie zbawiłby nas, dając nam przykład, jak być dobrym dzieckiem, miłym człowiekiem, działaczem społecznym. Zbawił nas, ponieważ okazał bezkompromisowe posłuszeństwo zbawczemu planowi Boga, a więc woli swego Ojca.

 

Środa, 25.07.2018 r., św. Jakuba Apostoła, święto

 

Pierwsze czytanie: 2 Kor 4,7-15

Starożytne i średniowieczne stanowiska archeologiczne zawierają dużą ilość skorup. Bardzo rzadko zdarzają się naczynia, które daje się poskładać. Piękne greckie wazy i amfory, jakie widzimy w muzeach, noszą wyraźne ślady rekonstrukcji: sklejania czy uzupełniania ubytków. Naczynia gliniane są bardzo kruche, prawie każdy kontakt z ziemią kończy ich „życie”. Z naczyń stają się skorupami, a ich zawartość jest narażona na zniszczenie. Może rozlać się kosztowna oliwa lub wino, może rozsypać się zboże. Nawet jak woda wycieknie, to szkoda, bo sama przecież do domu nie przyszła. Trzeba ją było przynieść do domu z miejskiej studni czy źródła, albo kupić od nosiwody. A jednak nie było innego sposobu przetrzymywania płynów, materiałów sypkich czy nawet większych ilości monet. Gliniane naczynia: jakiż to wymowny obraz ryzyka, jakie Pan Bóg podejmuje, dając nam skarb swej łaski. Jednak nie koncentruje się On na sobie i swej odwadze, ale na miłości, która popycha Go do tego ryzyka. Najważniejszą treścią tego obrazu jest miłość Boga. Gdy naczynie mojego ciała się potłucze na kawałki roztrzaskane o skutki moich grzechów, wierzę, że „Ten, który wskrzesił Jezusa, z Jezusem przywróci życie także i” mnie, „aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie” ze mnie.

 

Psalm responsoryjny: Ps 126 (125), 1-2ab. 2cd-3. 4-5. 6

Jakże często ludzie proszą Boga o odmianę losu: o zdrowie, pracę, rozwikłanie życiowych komplikacji. Modlimy się za siebie i za naszych bliskich, czasem za nieznane nam osoby, które proszą nas o modlitwę. Czy potrafimy w tych modlitwach pamiętać, że owoce, które mamy zanieść do świątyni Boga w niebie, to nie nasze życiowe sukcesy, powodzenie i dobrobyt, ale naręcza dobrych uczynków (por. Ap 14,13nn)?

 

Ewangelia: Mt 20,20-28

Sposób sprawowania władzy może być bardzo różny, ale najczęściej jest ona wykorzystywana jako narzędzie, by podporządkować sobie innych. Czy tak być musi? Pytanie to jest retoryczne. W swej Umowie społecznej Jan Jakub Rousseau pisze: „Człowiek urodził się wolny a wszędzie jest w okowach”. Ten stan rzeczy, który albo akceptujemy z rezygnacją, albo kontestujemy aż po rewolucyjne zrywy, wydaje się niezmienny. A jednak Pan Jezus mówi swym uczniom, że wśród nich może być inaczej. Co daje chrześcijanom szansę na dokonanie przemiany świata? Czy są lepsi od innych? Wiemy dobrze, że nie. Mają jednak „wzór Syna Bożego” i Jego łaskę, którą dał nam, oddając za nas swoje życie. Tylko tak możemy zmienić odwieczne mechanizmy dominacji i ucisku: miłością daną nam przez Jezusa Chrystusa.

 

Czwartek, 26.07.2018 r.

 

Pierwsze czytanie: Jr 2,1-3. 7-8. 12-13

Tam, gdzie woda jest dobrem deficytowym, jej smak i zapach to kwestia wielce złożona. Przetrzymywana w naczyniach, których czystość trudno utrzymać, staje się śmierdząca i stanowi zagrożenie dla zdrowia. Jej przeciwieństwem jest zimna, orzeźwiająca i przefiltrowana przez pokłady ziemi woda ze źródła. Gdyby postawić człowiekowi dwa naczynia: z zastałą w cysternie glonową zupą i kryształowo czystą źródlaną wodą, wybór byłby prosty. Jeśli zaś dołożymy do tego jeszcze fakt, że woda pracowicie gromadzona w cysternie na ciężkie czasy wycieka przez pęknięcia w jej dnie i bokach, to wyższość źródła nad cysterną jest nieoceniona. Dlaczego wybieramy to, co gorsze? Dramat opowiedziany tak sugestywnie przez św. Pawła Apostoła znamy i z własnego doświadczenia: „Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę” (Rz 7,19). Dlaczego stygnie w nas zapał młodzieńczy? Co powoduje, że coraz łatwiej przychodzi nam zawierać kompromisy, do których przylepia się przymiotnik „zgniły”? Czemu wypalają się płomienne uczucia, a ich miejsce zajmuje oziębłość i brak czułości? To ważne pytania, bo od odpowiedzi na nie zależy nasze życie. Od niezdrowej wody ludzie chorują i umierają. Od złych wyborów moralnych też…

 

Psalm responsoryjny: Ps 36(35), 6-7ab. 8-9. 10-11

Bóg jest źródłem życia i światła – mówi autor Psalmu 36. Tymi samymi określeniami w czwartej Ewangelii opisuje się Logos – rozumny i osobowy sens będący znakiem obecności Boga w świecie stworzonym czy samą tą obecnością. Bóg nasyca nasze pragnienie w najgłębszym sensie tego słowa. Wielbienie Boga, dzięki któremu świat istnieje, a my żyjemy jako istoty biologiczne i duchowe, to nasza powinność, ale to także powód do wielkiego zachwytu. Gdy podziwiamy górski widok: niebosiężne szczyty i zdające się sięgać wnętrzności ziemi przepaści, nasza dusza się uskrzydla, chce unosić się w przestworzach. Do tego stanu Psalmista porównuje stan ducha kogoś, kto podziwia i kontempluje Bożą sprawiedliwość i Jego wyroki.

 

Ewangelia: Mt 13,10-17

Mamy skłonność do przeceniania tego, czego nie mamy i niedoceniania tego, co mamy. Braki nas bolą, a to, czego nam nie brakuje, łatwo uznajemy za należne nam i oczywiste. Czy potrafimy docenić choćby tak wielki dar, że Bóg zechciał nas oświecić prawdą swojego Objawienia? Czyż nie łatwiej przychodzi nam traktować to Objawienie jako więzy dla naszego umysłu i przymus wywarty na rozumie? Podobnie rzecz się ma z łaską wiary. Iluż ludzi słucha słów płynących z Bożego źródła i nie potrafi dać im wiary, nasycić nimi serca i ugasić pragnienia duszy. Jezus Chrystus wyjaśnia nam przez wewnętrzne pouczenie i przez Urząd Nauczycielski Kościoła wszystkie przypowieści o królowaniu Boga. Odpowiedzmy Mu wdzięcznym słuchaniem.

 

Piątek, 27.07.2018 r.

 

Pierwsze czytanie: Jr 3,14-17

Świątynia Jerozolimska to najpóźniej ufundowane miejsce kultu w biblijnym Izraelu. Zajęła szybko poczesne miejsce wśród tak szacownych instytucji jak Sychem, Szilo, Hebron, Betel, Gilgal i inne, a w końcu zaś wyparła i zastąpiła te starsze ośrodki. Istotnym czynnikiem, który przesądził o tym sukcesie, była Arka Przymierza. Ta tajemnicza skrzynia z tablicami Przymierza (a według Hbr 9,4 także z naczyniem z manną oraz z laską Aarona) pełniła rolę przenośnego znaku obecności Boga. Towarzyszyła Izraelowi w jego wędrówkach i walkach. Dzięki niej każda sytuacja w życiu wspólnoty stawała się aktem religijnym, w którym Bóg odgrywał pierwszoplanową rolę. Aż wierzyć się nie chce, że ten najświętszy przedmiot, fragment tronu Boga, jakby kawałek nieba na ziemi znika z kart Pisma Świętego bez najdrobniejszej informacji o tym, jaki był jej los. Słowa proroka Jeremiasza uzmysławiają nam, że już jej nie ma i nie powstanie jej kopia, która zastąpi ją w obrzędach. Czy zaginęła, gdy Babilończycy zburzyli świątynię? Czy ukrył ją Jeremiasz? Taka legenda powstała wśród Judejczyków w początkach II w. przed Chrystusem. Sam prorok przypomina, że nic nie może przesłonić nam Boga i więzi z Nim, nawet najświętszy z przedmiotów.

 

Psalm responsoryjny: Jr 31,10. 11-12ab. 13

W trudnych chwilach zapominamy o Bożej dobroci. Wobec tragedii wołamy z rozpaczą: gdzie jest Bóg i jak mógł na to pozwolić? Wiara w sensie biblijnym rodzi się natomiast z Bożego milczenia i nadziei, z jaką człowiek czeka na Jego zbawczą odpowiedź. Psalm responsoryjny, zbudowany z rozdziału Księgi Jeremiasza o nowym Przymierzu, niesie tę samą treść co Ps 22 odnoszony przez chrześcijan do męki Jezusa Chrystusa: cierpiący niewinnie Sprawiedliwy skarży się na swe cierpienie, ale głośniej jeszcze wyznaje, że czeka na zbawienie przez Boga.

 

Ewangelia: Mt 13,18-23

Żyzna ziemia w wyjaśnieniu przypowieści o siewcy to człowiek, który słucha i rozumie. Na drugim biegunie stoi obraz ziarna rzuconego przez siewcę na drogę i wydziobanego przez ptaki. Oznacza ono człowieka, który słucha, ale nie rozumie. Tak więc różnicę stanowi owo rozumienie, które opisuje czasownik dosłownie oznaczający wspólny ruch („wspólnie rzucać”, a o dźwiękach „wspólnie wypowiadać”). Rozumienie więc to poddanie się ruchowi Bożego słowa, prawdy objawionej o królowaniu Boga w ludzkich sercach i sumieniach. Dzięki niemu przynosimy plon cenny dla Boga. Nie jest nim to, co sami wymyślimy na temat Jezusowych przypowieści, ale przylgnięcie do Jego woli.

 

Sobota, 28.07.2018 r.

 

Pierwsze czytanie: Jr 7,1-11

Kierowanie się niesprawiedliwością, uciskanie ludzi o słabej lub wrażliwej społecznie pozycji, wreszcie profanowanie miejsca świętego przez rozlew krwi i bałwochwalstwo – oto stan rzeczy, wobec którego protestuje z nakazu Boga prorok Jeremiasz. Nie da się tych złych czynów ukryć za fasadą kultu, udawanej pobożności niewpływającej na czyny. Boga nie da się oszukać, nie da się zamydlić mu oczu. To wiemy. Samych siebie też nie oszukamy, bo spod pokładów samoułudy wyjdzie zawsze prawda, przed którą chcemy uciec. „Nie ufajcie słowom kłamliwym” – mówi Prorok. Zwłaszcza własnym, możemy dodać na podstawie naszych gorzkich doświadczeń. A jednak budujemy atrapy rzeczywistości, potiomkinowskie wioski, by cieszyć się nieprawdziwym poczuciem bezpieczeństwa. Bezpieczny jest tylko ten, kto szczerze i ufnie składa swe serce w rękach Boga. Bóg wierzy jednak, że Jego lud może żyć w prawdzie. Daje mu tę szansę: posyła proroków, wyznacza czas nawrócenia. Wystarczy, że przyjmiemy od Niego tę szansę, że nie będziemy chcieli chronić się przed naszym złem sposobami, które sami wymyśliliśmy.

 

Psalm responsoryjny: Ps 84 (83), 3-4. 5-6a i 8a. 11

Ptasie gniazdo: wróbli koszyczek czy jaskółcza lepianka, to miejsce bezpieczne i ciepłe. Wyrzucono je dzisiaj nawet z obór, bo zagrażają podobno czystości i aseptyczności miejsca, gdzie produkuje się mleko. W starych oborach jaskółcze gniazda i świergot ptasi były czytelnym sygnałem, że jesteśmy w miejscu, gdzie nikomu nie stanie się krzywda, gdzie zwierzęta małe i wielkie współistnieją obok siebie, nie zagrażają sobie wzajemnie. Taka była świątynia Jahwe: wolna od sztucznej aseptyczności, otwarta na życie.

Ewangelia: Mt 13,24-30

Dobre ziarno nie bierze się znikąd. To owoc wielkiej pracy, jaką trzeba podjąć, by wyhodować najlepszą i najwartościowszą odmianę, która przyniesie obfity plon. Zanim właściciel podjął się siewu, musiał więc napracować się nad materiałem siewnym. Wobec tego trudu konfrontacja z chwastem zasianym przez przeciwnika jest traumatycznym doświadczeniem. To ruina kilkuletniego (w najlepszym razie) wysiłku. Powiedzieć w tej sytuacji: „Pozwólcie obojgu [dobre ziarno i chwast] róść aż do żniwa” to gest heroiczny, który wartościowy plon stawia wyżej, niż troskę o osobisty sukces. Bóg stoi ponad logiką doraźnego sukcesu. Jest cierpliwy i dalekowzroczny. Uczmy się, gdy ponosi nas niecierpliwość naszego serca, jak dać szansę na wzrost i owocowanie tego, co wartościowe, w sposób odmienny od naszych planów.

Komentarze do czytań - XIV Tydzień Zwykły | od 8 do 14 lipca 2018 r. - ks. Krzysztof Wojtynia
Komentarze do czytań - XVII tydzień zwykły | od 29 lipca do 4 sierpnia 2018 r. - Teresa Pieczyńska