Niedziela, 17.07.2016 r.

Pierwsze czytanie: Rdz 18, 1-10a

Dobrze znana scena biblijna, zwraca uwagę bogactwem tematów w niej obecnych. Niewątpliwie, na pierwszym miejscu znajduje się zwiastowanie narodzin syna Abrahama, który stanie się niezbędnym ogniwem w procesie wypełniania się obietnic danych przez Boga patriarsze, ale nie wolno pominąć obecności innych treści znajdujących się w tle tego sympatycznego spotkania. Jednym z nich jest gościnność, z którą często spotykamy się na kartach Pisma Świętego. Gościnność Abrahama znamionuje całkowita otwartość, szczodrość i radość. Innym tematem tego wydarzenia jest fakt, rola i status Bożych posłańców. Emisariusze posłani przez Boga przedstawieni są bardzo zwyczajnie. Bóg korzysta z pomocy wybranych przez siebie ludzi, aby komunikować swoją wolę. Nie należy więc infantylnie oczekiwać skrzydlatych hufców anielskich, ale w swoim bliźnim, znajdującym się codziennie obok zobaczyć posłanego przez Boga anioła. Wreszcie, nie sposób nie zauważyć pełnej pokory, prostoty i zaufania postawy Abrahama. Bliskie, jedyne w swoim rodzaju obcowanie z Bogiem nie wbiło patriarchy w pychę, wręcz przeciwnie, wykształtowało w nim sylwetkę prawdziwie Bożego człowieka. Te niektóre tylko przywołane elementy rzucają dodatkowe światło na pytanie: co znaczy, że Abraham jest ojcem naszej wiary?

 

Psalm responsoryjny: Ps 15 (14), 1b-3a. 3b-4ab. 4c-5

Psalm jest modlitwą skierowaną do Stwórcy, ale jednocześnie stanowi pochwałę człowieka sprawiedliwego, wiernego Bogu. Kimś takim był Abraham, ojciec naszej wiary. Niewątpliwie, sławiona przez psalmistę bojaźń pańska dominowała w życiu patriarchy. Treść psalmu odnosi się do Abrahama przede wszystkim w kontekście liturgicznym, jako odpowiedź na treść pierwszego czytania, ale w sensie obiektywnym posiada znaczenie uniwersalne i adresowana jest do każdego człowieka. Nazywać Abrahama ojcem wiary zobowiązuje. Dobrze wychowane dzieci starają się kontynuować w życiu linię postępowania, którą przejęli od rodziców. My chrześcijanie jako przewodnika posiadamy kogoś o wile większego niż Abraham – Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala (Hbr 12, 2).

 

Drugie czytanie: Kol 1, 24-28

W drugim czytaniu św. Paweł daje świadectwo swojej miłości do Jezusa Chrystusa, ale też i do Kościoła. Kochał Kościół ze względu na Chrystusa i poświęcał się dla niego, czerpiąc siły z miłości, która wiązała go z Panem. Paweł zrozumiał, że w historii zawarty jest wielki, genialny plan Stwórcy, tajemnica, którą teraz Bóg odkrył swoim wybranym, swoim świętym. Tajemnica ta znalazła wypełnienie w osobie Jezusa Chrystusa. Apostoł zrozumiał tę prawdę, przeniknął ją do głębi. Paweł pisze o tym z pewnym podekscytowaniem. Jest szczęśliwy z powodu wybrania, którego dostąpił. Nie prywatyzuje jednak łaski, którą otrzymał. Jego celem jest każdego człowieka przedstawić jako doskonałego w Chrystusie. Jego miłość do Kościoła polegała na tym, że wszystkim chciał dać to, co dla niego było najcenniejszym, chciał dawać ludziom Chrystusa i w ten sposób ich uszczęśliwić. Dzielić się wiarą, świadczyć o Bogu, o Jego nieskończonej miłości miłosiernej, na zawsze pozostanie najlepszym włączeniem się we wspólnotę Kościoła, świadectwem zrozumienia jego istoty i wyrazem miłości do niego.

 

Ewangelia: Łk 10, 38-42 

Spotykamy się z jedną z najbardziej znanych i sympatycznych scen ewangelicznych. Fragment ten koresponduje z pierwszym czytaniem poprzez zagadnienie gościnności, a ściślej mówiąc, poprzez temat przyjęcia Boga pod swój dach. Wydaje się, że niekiedy ta pełna radości i serdeczności scena jest opacznie rozumiana. Niektórzy czytelnicy widzą w Marcie postać negatywną, potępioną przez Jezusa. Ale tak przecież nie jest. Należy docenić trud i starania Marty jako pani domu. Trudziła się przecież dla Jezusa i Jego apostołów. Z całą pewnością Jezus był jej za to głęboko wdzięczny. Jezusowe Marto, Marto wyraża Jego szacunek, ciepło i serdeczność względem swojej rozmówczyni. To nie było potępienie, to nie była pretensja ani nawet upomnienie. To było pełne miłości i życzliwości ukazanie pewnej hierarchii wartości w życiu, której Marta dotychczas jeszcze nie znała. Zresztą nie tylko ona, wiele osób nie zna jej po dziś dzień. Postępowanie Marty było pełne dobrej woli, ale jednak niewłaściwe. Kiedy sam Bóg przychodzi w gości do człowieka, to zasługuje na absolutną uwagę. Być z Nim i tylko z Nim jest o wiele ważniejsze niż to, co można dla Niego uczynić, jak się poświęcić, co postanowić, obiecać. Jedynie Bóg jest godzien kontemplacji i niekiedy otrzymujemy szczególne okazję, aby taką kontemplacje przeżywać. Przede wszystkim chodzi o Komunię eucharystyczną, ale nie tylko. „Marnowanie” czasu na spotkaniu z Bogiem przynosi niespodziewane owoce. Ono umacnia i daje motywację w służeniu Bogu i ludziom. W przeciwnym wypadku szybko pojawia się zmęczenie, rozdrażnienie, znudzenie. Coś, co miało miejsce w życiu Marty. Wielu świętych dało świadectwo wartości modlitwy adoracyjnej. Pan zaprasza i czeka. U Jego stóp jest miejsca wiele.

 

Poniedziałek, 18.07.2016 r.

Pierwsze czytanie: Mi 6, 1-4.6-8

Oskarżenie, które kieruje Bóg pod adresem swojego narodu przywodzi na myśl sytuację prehistoryczną, kiedy Stwórca pożałował, że uczynił człowieka na ziemi (Rdz 6, 6). Upadek moralny ludzi był tak wielki, że przywiódł Boga od zachwytu stworzeniem na Jego obraz i podobieństwo, do żalu i rozczarowania. I chociaż wielka kara, jaką wtedy posłał Bóg na ludzkość w postaci potopu już nigdy więcej nie powtórzyła się, to jednak człowiek niejednokrotnie jeszcze zasmucał Stwórcę swoim postepowaniem. Na kartach Pisma Świętego  wielokrotnie spotykamy się z bólem Ojca, z Jego napomnieniami i zapowiedzią kary, ale za każdym razem jest to wyraz ogromnej, zazdrosnej miłości Ojca względem swoich nieposłusznych dzieci. Prorok Micheasz, przedstawiciel Boga i orędownik narodu w jednej osobie, przedstawia trzy niezawodne drogi nawrócenia, będące jednocześnie cechami życia człowieka Bożego: sprawiedliwość, miłosierdzie i pokorę. Sprawiedliwość w znaczeniu biblijnym to poszukiwanie w swoim życiu, we wszystkich jego szczegółach woli Bożej i usilne posłuszeństwo tej woli. Być miłosiernym, to naśladować Ojca, którego miłosierdzie nie zna granic. I wreszcie być pokornym, to znaczy żyć w prawdzie przed Bogiem, wobec ludzi i względem samego siebie. Orędzie proroka z VIII wieku nie straciło na aktualności…

 

Psalm responsoryjny: Ps 50 (49), 5-6. 8-9. 16bc-17. 21 i 23

Psalm kontynuuje temat zawarty w czytaniu. Bóg żali się na swój lud, wypomina mu niewierność i nieszczerość postępowania. Zadziwia jednak fakt, że Stwórca nie przejawia w tym swojego gniewu, nie straszy karami. W tonie Jego wypowiedzi odczuwa się zranienie, głęboki ból, wielkie cierpienie, od których bliżej do miłosierdzia niż do gniewu. Ostatni werset psalmu przepojony jest nadzieją. Zraniony Bóg oczekuje nawrócenia człowieka, gotów jest podać mu pomocną dłoń, przebaczyć i błogosławić na drodze do zbawienia.

 

Ewangelia: Mt 12, 38-42

Człowiek w swojej naturze jest tak skonstruowany, że poszukuje wydarzeń czy zjawisk nadzwyczajnych. One go zachwycają, ekscytują, podniecają. Jeżeli taka postawa nie wychodzi poza dozwolone granice, to nie należy jej potępiać. Niezrozumiałym natomiast wydaje się być to, że ci, których powołaniem było studiować święte księgi, szukać w nich zapisanej woli Boga i tę wolę ogłaszać ludziom, potrzebują jeszcze jakichś dodatkowych rewelacji reklamujących Boga. Tak, jakby w Piśmie Świętym , nad którym mieli ślęczeć całymi dniami i pewnie tak czynili, nie wszystko zostało zapisane. To nie jest jedyny przypadek, kiedy Jezus gani ich za brak wiary, a brak wiary przy jednocześnie złej woli jest wielką przeszkodą na drodze do spotkania z Bogiem. Faryzeusze i uczeni w Piśmie zasługują na krytykę, ale w tych osądach należy być ostrożnym i przede wszystkim pokornym, ponieważ posiadają oni swoich naśladowców po dzisiejsze czasy i niekiedy może się okazać, że wystawiając im ocenę, sami jesteśmy do nich podobni, a może nawet gorsi. Pan Bóg pragnie nawrócenia człowieka. Miłosierny Ojciec nieustannie wyczekuje powrotu marnotrawnego syna, wychodzi mu na spotkanie z otwartymi ramionami. Nie pomogą płaczące obrazy, cudowne miejsca na świecie i spotkania z niezwykłymi charyzmatykami w randze czwartej osoby boskiej, jeżeli nie będzie przemiany życia, jeżeli nie będzie przynajmniej pragnienia nawrócenia. Wszystkie cudowności na tym świecie, jeżeli pochodzą od Boga, mają ten sam podstawowy cel: obudzić pragnienie nawrócenia się i pomóc przylgnąć dzieciom do Ojca.

 

Wtorek, 19.07.2016 r.

Pierwsze czytanie: Mi 7, 14-15.18-20

Końcowe wersety przepowiedni Micheasza pokazują, jak bardzo zróżnicowane i dynamiczne jest orędzie tego proroka. Wczoraj rozważaliśmy fragment pełen dramatyzmu, gdzie dominował temat niewierności narodu wobec swojego Boga, obok pewnej bezradności i zagubienia stworzenia przed Stwórcą, dziś natomiast do głosu dochodzą zupełnie odmienne akcenty. Zbuntowani do niedawna ludzie, z wielką pokorą i uniżeniem stają teraz przed swoim Bogiem. Wcześniej ślepi i obojętni na cuda i znaki miłości swojego Pana, teraz z wielką tęsknotą wspominają minione wydarzenia i proszą o ich powtórzenie. Głównym motywem tego fragmentu jest jednak idea Bożego miłosierdzia. Naród stanął z pokorą, w prawdzie przed swoim Bogiem, uznał swój grzech i prosi przebaczenia. Nawoływanie proroka przyniosło owoce, ale też nieprzecenioną rolę odegrała wielka cierpliwość ze strony Boga, który nieustannie posyła swoich proroków, by na różne sposoby odnajdywać pogubione dzieci. Fragment ten jest jeszcze jednym potwierdzeniem prawdy o możliwości nawrócenia, jest dowodem na to, że nigdy nie jest za późno, że ostateczne zwycięstwo będzie po stronie dobra i że ostanie słowo zawsze należy do miłosiernego Ojca. To stosunkowo wczesne orędzie starotestamentalne, jakże pełne jest nadziei i pokoju rodem z Ewangelii.

 

Psalm responsoryjny: Ps 85 (84), 2-3. 5-6. 7-8

Można odnieść wrażenie, że treść psalmu jest modlitwą tych samych ludzi, którzy zwracają się do Boga w pierwszym czytaniu. Podobnie jak u proroka Micheasza, psalm jest wołaniem o miłosierdzie. Boża łaskawość przejawiła się już w tym, że ludzie otrzymali dar dostrzeżenia złego postępowanie w życiu i zapragnęli przemiany. Ten proces nie zakończy się dopóki człowiek całkowicie nie będzie należał do swego Stwórcy. Niekiedy będzie to wymagało wiele czasu i jeszcze więcej trudu, jednak zwycięstwo zawsze należy do naszego Pana, ale i do nas, jeżeli stanowimy z Nim jedno.

 

Ewangelia: Mt 12, 46-50

Relacje ewangeliczne potwierdzają fakt, że Matka Jezusa i Jego krewni byli obok Niego w procesie publicznej działalności. Była to obecność bardzo dyskretna, cicha, nienarzucająca się, ale była. Fakt ten, z pozoru o drugorzędnym znaczeniu, bardzo wiele mówi. Jezus pozostawił dom, opuścił Nazaret, ale nie oznacza to, że pozrywał więzy pokrewieństwa w imię podjętej misji zbawienia świata. Te więzy nie podlegały żadnemu zerwaniu. Miriam z Nazaretu jest Jego Matką na zawsze, nawet po wstąpieniu do nieba i to jest fakt, któremu nijak nie da się zaprzeczyć. Dlatego w swojej odpowiedzi Jezus nie wyrzeka się rodziny, ale ją poszerza. Przyjmuje do pokrewieństwa wszystkich, którzy chcą za Nim pójść i naśladować Jego styl życia. Nie będzie to już rodzina Maryi i Józefa w Nazarecie, ale wspólnota o wiele większa. To rodzina dzieci jednego Ojca w Niebie. Jest nią Kościół, dla którego Jezus jest Głową, a chrześcijanie członkami (zob. Ef 5, 30). Dlatego w Kościele i przez Kościół najpełniej wyraża się nasze pokrewieństwo z Synem Bożym.

 

Środa, 20.07.2016 r.

 

Pierwsze czytanie: Jr 1, 1.4-10

Fragment Księgi Jeremiasza jest jednym z najbardziej głębokich i wzruszających tekstów biblijnych na temat powołania. I chociaż każdy człowiek otrzymuje od Boga powołanie do pełnienia konkretnych zadań w swoim życiu, to jednak tutaj spotykamy się ze szczególnym rodzajem wezwania: Pan wybiera i przeznacza człowieka na wyjątkowe narzędzie w realizowaniu zamierzonej historii zbawienia. Scena powołania Jeremiasza pokazuje pierwszeństwo inicjatywy ze strony Boga, który jednak słucha głosu człowieka, bierze pod uwagę jego zdanie. Powołany otrzymuje do wypełnienia misję wielkiej wagi i choć jej powodzenie zależy od Bożego błogosławieństwa i otrzymanych charyzmatów, to jednak zgoda ze strony człowieka, jego poddanie się Bogu, zaufanie Jemu, również posiadają wielkie znaczenie. Bóg od zawsze poszukiwał współpracowników. Tak było od samego początku. Nigdy nie powoływał niewolników. Tych ostatnich wszelkimi sposobami prowadził do wyzwolenia z różnego rodzaju niewoli, by następnie z ludźmi już wolnymi wchodzić w bliskie i osobiste relacje, by ich powoływać do niezwykłych rzeczy. Dobro człowieka interesuje Stwórcę już na etapie prenatalnym, a nawet jeszcze wcześniej. Tę prawdę należy jednak rozumieć w odniesieniu do wszystkich ludzi, nie tylko szczególnie wybranych.

 

Psalm responsoryjny: Ps 71 (70), 1-2. 3-4a. 5-6. 15ab i 17

Więź psalmu z treścią pierwszego czytania polega na tym, że stanowi on modlitwę człowieka powołanego przez Boga. Na pierwszym miejscu w modlitwie tej znajdujemy dziecięcą ufność i szczere poddanie się woli Najwyższego: w Tobie Panie, ucieczka moja, (…) Ty jesteś moją opoką i twierdzą (…), Tobie ufam od młodości. Powołany wie, kto go wzywa, będąc świadomym, że dostępuje wielkiego i niczym niezasłużonego wyróżnienia. W dalszej kolejności następuje prośba: bądź dla mnie skałą schronienia. Człowiek jest kruchą istotą i tylko z Bożą pomocą i z Jego błogosławieństwem może wypełnić powierzoną mu misję. Wreszcie, w modlitwie tej nie brakuje też ochoczej odpowiedzi na Boży głos: moje usta będą głosiły Twoją sprawiedliwość. Na wielki dar powołania, na wezwanie samego Boga nie może być innej odpowiedzi.

 

Ewangelia: Mt 13, 1-9

Przypowieść o siewcy jest jedną z najbardziej znanych. Jezus przedstawia różny, możliwy los rzucanego przez siewcę ziarna. Być może, czytelnik rozważający nad sensem tej nauki będzie podejmował wysiłek w celu obiektywnego zaszeregowania swojego życia do jednej z przedstawionych możliwości. I jest nawet szansa, że uda mu się idealnie odnaleźć na drodze, miejscu skalistym, czy między cierniami. Wtedy sytuacja wydaje się być klarowna. Diagnoza została postawiona i można przystąpić do reformowania swojego duchowego życia, aby stać się ziarnem przynoszącym plon. Chodzi oczywiście o ten stokrotny. Nie zawsze jednak udaje się tak prosto i jednoznacznie wszystko poszufladkować. O wiele częściej człowiek swoim życiem przedstawia wszystkie z możliwych wariantów i wtedy proces nawrócenia jest o wiele trudniejszy, bo obejmuje całego człowieka i wszystkie dziedziny jego życia. W spotkaniu ze słowem Bożym należy raczej unikać tabelek i podkreślania za pomocą linijki i kolorowego flamastra. Inna kwestia poruszona w nauce przypowieści to gradacja w ilości przynoszonego plonu. Nie każdy jest w stanie przynosić plon stokrotny. Jezus mówi też o trzydziestokrotnym. Ale też nie każdy może zadowalać się tym ostatnim, kiedy ma możliwość dać z siebie więcej. Słowo przychodzi z pytaniem: jakie są twoje resursy duchowe, intelektualne, organizatorskie itd. I wreszcie temat najważniejszy w tej perykopie – siewca. To on jest głównym bohaterem tego opowiadania. Wypełnia swoje zadanie wiernie i do końca. Nie zniechęca go to, że jego wysiłek przynosi tak słabe rezultaty, że większość ziarna marnuje się. On wie, że ma siać pomimo wszystko, że nie wolno mu stracić nadziei. Bez jego pozornie nieefektywnej pracy, nie byłoby nawet tego, co jest. W osobie siewcy możemy widzieć Boga, który nigdy nie zniechęca się w przemawianiu do człowieka, ale może o wiele lepiej byłoby zobaczyć w tej postaci siebie jako głosiciela Ewangelii, głosiciela, który głosi pomimo wszystko.

 

Czwartek, 21.07.2016 r.

Pierwsze czytanie: Jr 2, 1-3.7-8

Powszechnie Księga Jeremiasza uchodzi za orędzie trudne, smutne, przygnębiające. Prorok wiele uwagi zwraca na grzech jako bunt przeciw Bogu. Żaden z proroków nie przeżył tak głęboko jak Jeremiasz istoty grzechu, wyrażającego się w bałwochwalstwie, w upadku moralnym i w podeptaniu prawa Bożego. Z polecenia Bożego Jeremiasz ma przypomnieć ludowi początki Izraela, kiedy to przymierze między narodem i jego Bogiem było najwierniej przestrzegane. Aby wyrazić tę prawdę w sposób bardziej dostępny, prorok posługuje się plastycznym porównaniem relacji narodu z Bogiem do związku, jaki łączy małżonków. Ustami swego proroka Pan Bóg stawia zarzuty najpierw kapłanom: nie pytali gdzie jest Pan. Bóg chce przenikać życie swoich sług, do końca wypełniać ich swoją obecnością. Są przecież Jego własnością. Ścisła łączność z Panem, tęsknota za Nim i ciągłe poszukiwanie Jego osoby powinno stanowić istotę ich życia, a tak nie jest… Znawcy Prawa nie poznali Boga. Wzięli klucze poznania; sami nie weszli i przeszkodzili tym, którzy chcieli wejść (Por. Łk 11, 52). Zadufana w sobie i niezrozumiała dla wielu współczesna teologia… Pasterze są nieposłuszni Bogu. Kościelni prywaciarze… Prorocy gotowi prorokować w imię każdego boga, który im bardziej podejdzie. Gdyby chociaż ten jeden raz Biblia nie miała racji…

 

Psalm responsoryjny: Ps 36 (35), 6-7ab. 8-9. 10-11

Psalm stanowi medytację nad łaskawością Pana. Wydaje się, że występuje pewien dysonans pomiędzy treścią czytania a klimatem psalmu. Orędzie proroka Jeremiasza obnaża i piętnuje grzechy narodu, natomiast modlitwa psalmu pełna jest pokory, i uwielbienia Boga, tak, jakby do Stwórcy zwracał się nie grzeszny, niewierny naród, ale wspólnota odnowiona, całkowicie Jemu oddana. A jednak nie ma tutaj żadnej sprzeczności. Aklamacja psalmu: W Tobie o Panie mamy źródło życia, stanowi odpowiedź na treść ostatniego wersetu czytania, wyrażając decyzję nawrócenia. Już nie będzie popękanych cystern, ale w Panu będzie źródło życia. Takie zapewnienie w naturalny sposób otwiera drogę do wielbienia Boga.

 

Ewangelia: Mt 13, 10-17

Odpowiedź, której Jezus udzielił na pytanie apostołów początkowo może wydawać się nieco zagmatwana. Słowa Jezusa stają się o wiele bardziej zrozumiałe, jeżeli przyjmie się je w kontekście codziennego życia. Otóż, okazuje się, że człowiek bardzo głęboko pogrążony jest w doczesność. Na tyle mocno zaabsorbowany jest sprawami bytowymi przy jednoczesnym zaspokajaniu swojego egoizmu, że nie chce czy nie może otworzyć się na treści ewangeliczne. Nie chce ich poznawać, nie interesują go, nie ma dla nich czasu. Tak było w czasach Jezusa i tak jest również teraz. Serce ludzkie bardzo często podlega procesowi skamienienia. Uszy głuchną na Boże sprawy, a oczy nie dostrzegają dobra i piękna. Dlatego w sprawach Bożych potrzeba przemawiać do ludzi bardzo prosto, obrazowo, plastycznie, stosując przysłowiową „łopatologię”. Dotyczy to również czasów, w których żyją zdobywcy kosmosu, komputerowi geniusze i pogromcy praw fizyki. Paradoksalnie, im szczególnie prosto należy mówić o Bogu. Jezus chwali tych, którzy odkryli swoje serce na Jego słowo i osobę. Dotyczy to nie tylko słuchaczy siedzących nad brzegiem Jeziora Galilejskiego, ale wszystkich ludzi wszystkich czasów, którzy w Niego uwierzyli i za Nim poszli. Jezus gratuluje również nam, jednak nie zapominajmy, że szlachectwo zobowiązuje…

 

Piątek, 22.07.2016 r., Wspomnienie św. Marii Magdaleny

Pierwsze czytanie: 2 Kor 5, 14-17

Z całą pewnością, kiedy Paweł pisał te słowa do wspólnoty chrześcijan w Koryncie, nawet nie pomyślał o Marii Magdalenie. Wspólnota, do której się zwracał przeżywała tak wiele problemów, a przy tym jego relacje z Koryntianami były tak osobliwe, że w tej korespondencji nie mogło być miejsca dla Marii z Magdali, bez względu na jej szczególne miejsce w ziemskiej historii Syna Bożego. A jednak treść wypowiedzi Apostoła Narodów doskonale ujmuje przynajmniej ten najważniejszy etap życia tej, którą Kościół wspomina dziś w liturgii. Po swoim nawróceniu Magdalena jest klasycznym przykładem osoby, która nie żyła już dla siebie. I dalej, to, co dawne przeminęło, a nastało nowe. W Chrystusie stała się nowym stworzeniem. W odpowiedzi na dar miłosierdzia, całe życie poświęciła dla Zbawiciela i Jego dzieła. Była Mu wierna aż po krzyż. Wszyscy ewangeliści wspominają jej obecność na Golgocie. Miłość, która nie zna granic, która nie cofnie się przed niczym. Ale wierność Pana Jezusa jest jeszcze większa. Nie tylko wyzwolił ją z niewoli demonicznej i formował na swoją uczennicę, ale doprowadził aż do zwycięstwa paschalnego. Maria Magdalena pierwsza spotkała Zmartwychwstałego i jako pierwsza poniosła radosną nowinę o paschalnym zwycięstwie Chrystusa. Tak jest, kiedy spotykają się wierność z Wiernością…

 

Psalm responsoryjny: Ps 63 (62), 2. 3-4. 5-6. 8-9

Psalm przypisywany jest Dawidowi, gdy przebywał na pustyni Judzkiej, ale również patronka dzisiejszego dnia mogłaby zaadoptować jego treść do swego życia. Bóg w osobie swojego Syna stał się pomocą dla Marii Magdaleny a ona przez całe życie wielbiła Go, coraz bardziej szukając Go i pragnąc żyć dla Niego. Ten psalm może być jednak modlitwą nie tylko Dawida, czy Magdaleny. Jego treść harmonizuje z życiem wielu ludzi, także z życiem wielu z nas. W ten sposób może wołać każda nawrócona osoba, o ileż bardziej każdy, kto tego nawrócenia potrzebuje i pragnie.

 

Ewangelia: J 20, 1. 11-18

Po dziś dzień w świecie chrześcijańskim i nie tylko, krąży stereotyp, że Maria Magdalena była prostytutką. Celuje w tym przede wszystkim sztuka sakralna. W tym nurcie podąża również wielu kaznodziejów, którym wyimaginowana postać prostytutki z Magdali dodaje inspiracji do elokwentnych popisów na ambonie. Tymczasem czytając Ewangelie, nigdzie nie znajdziemy ani słowa o tym, że Maria Magdalena była chociażby przez jeden dzień ladacznicą. Owszem, św. Łukasz informuje, że z Marii Magdaleny wyszło siedem demonów (Łk 8, 2), wśród których – nie wykluczone – mógł być też demon rozpusty, ale wcale nie musi to oznaczać, że Magdalena uprawiała „najstarszy zawód świata”. Kreowanie jej na prostytutkę, z chrześcijańskiego punktu widzenia, jest drogą donikąd i co najwyżej dodaje głoszeniu Ewangelii zupełnie niepotrzebnej pikanterii. Maria Magdalena przeszła w życiu drogę z Jezusem od początku do końca i to jest fakt najważniejszy w biografii te postaci. Otrzymując łaskę uwolnienia, wyzwolenia duchowego, Maria poszła drogą za Jezusem, służąc Mu i Jego apostołom. W ten sposób poświęciła życie Kościołowi na ówczesnym etapie jego rozwoju. Była wierna Jezusowi do końca, aż po krzyż. Kiedy filary zawiodły, ona trwała obok krzyża Zbawiciela świata. Była także świadkiem pogrzebu ciała Jezusa. Wreszcie była świadkiem pustego grobu w poranek wielkanocny. To właśnie Marii Magdalenie Zmartwychwstały Pan ukazał się jako pierwszej i ją uznał za godną, by tę radosną nowinę zaniosła apostołom, czyli objawiła ją Kościołowi. Maria Magdalena jest przykładem postaci paschalnej: od nawrócenia się, poprzez absolutną wierność Jezusowi, aż po zmartwychwstanie i głoszenie dobrej nowiny o zbawieniu. Nazywanie jej prostytutką i skupianie się tylko na tym wymyślonym szczególe jest ogromna krzywdą wyrządzaną tej postaci, której tyle zawdzięczamy i która może nas tak wiele nauczyć.

 

Sobota, 23.07.2016 r., Święto św. Brygidy Szwedzkiej

Pierwsze czytanie: Ga 2, 19-20    

W liturgiczne wspomnienia świętych Kościół specjalnie dobiera takie fragmenty biblijne dla liturgii słowa, których treść w szczególny sposób przejawiła się życiu danej postaci. Kościół pokazuje, że właśnie takie treści, takie ideały zachwyciły człowieka, porwały go swoją niezwykłością i doprowadziły do chwały świętych. Mamy zatem możliwość od strony wspominanego świętego, niejako razem z nim spróbować zagłębić się w zaproponowany fragment tekstu biblijnego. Kiedyś Paweł z Tarsu, sługa i niewolnik Prawa, potrafił przestąpić próg, który po ludzku wydawał się nie do pokonania i oddać swoje życie Chrystusowi, oddać do końca, aż po męczeńską śmierć. Cena tej decyzji była wielka, ale też apostoł mógł świadomie, w sposób wolny i z pełną radością zaświadczyć, że znalazł życie, znalazł jego sens i cel. Dla Pawła żyć, to być z Chrystusem. Kilka wieków później, w zupełnie innych okolicznościach życiowych tę samą prawdę i tę samą drogę odkryła i przyjęła za swoją Brygida, królowa Szwecji. Cena również była wielka, nawet jeżeli nie doszło do męczeńskiej śmierci. Brygida świadomie zrezygnowała z miraży tego świata, wyrzekła się dworskiego życia, by na zawsze i do końca zjednoczyć się z Chrystusem jako mniszka w klasztorze kontemplacyjnym. Od tamtego czasu minęło następnych kilka wieków…

 

Psalm responsoryjny: Ps 16 (15), 1-2a i 5. 7-8. 11

Psalm Dawida może być codzienną modlitwą człowieka, który swoje życie całkowicie oddał Bogu. On jest jego Panem, jego dziedzictwem i przeznaczeniem. Zawsze ma Pana przed oczyma i dla Pana bije jego serce. Taka osoba pokłada ufność w Bogu i tęskni z Nim, za wieczną rozkoszą po Jego prawicy. Psalm wyraża postawę ludzi oddanych Bogu, ale nie koniecznie chodzi o osoby mieszkające w klasztorach…

 

Ewangelia: J 15, 1-8

Pan Jezus mówi o przynoszeniu owoców. W przypadku nieowocowania gałązka skazana jest na unicestwienie. Owocowanie lub jego brak jest tutaj poważnie potraktowane, w związku z czym nauka Jezusa może napawać lękiem. A jednak to nie kwestia przynoszenia owocu stoi w centrum Jezusowej alegorii, ale zjednoczenie z Nim. Łączność gałęzi z drzewem, z korzeniem zapewnia im trwanie i owocowanie, bez tego usychają. Podobnie jest w życiu duchowym. Kto trwa w Jezusie, kto zjednoczył swoje życie z Nim, ten wytrwa, przeżyje największe kataklizmy życiowe i będzie przynosił owoce na Bożą miarę. W  innym miejscu Pan sam nazywa siebie życiem (J 11, 25; 14, 6). Wszczepieni w Życie, żyjemy i przynosimy życie. W przeciwnym razie czeka nas śmierć na poziomie duchowym, a w życiu doczesnym wegetacja, która i tak wiedzie do śmierci. Nauka Jezusa nie musi przerażać, jeśli ją właściwie zrozumieć i przyjąć. Jest ona zaproszeniem do owocnego życia na ziemi i do życia wiecznego po śmierci.

Komentarze do czytań XV Tydzień Zwykły | od 10 do 16 lipca 2016 r. - Joanna Człapska
Komentarze do czytań XVII Tydzień Zwykły | 24-30 lipca 2016 r. - dr Joanna Jaromin