Niedziela, 1.07.2018 r.

Pierwsze czytanie: Mdr 1, 13-15; 2, 23-24

Nasze zbawienie, czyli ratunek przed obsuwaniem się w śmierć, bezsens, daremność istnienia, wiąże się z uzdrawianiem spojrzenia na rzeczywistość, a zwłaszcza na jej Źródło i Fundament. Błąkamy się po własnym życiu zranieni pierworodnym kłamstwem – sugestią rajskiego Węża, że Bogu nie można ufać. Każdy grzech, zejście z właściwej drogi, ma u korzeni poczucie, że Bóg nas sztucznie ogranicza, uniemożliwia samorealizację, nie pozwala osiągnąć pełni naszych możliwości (por. Rdz 3, 5). A kiedy już się pogubimy, wtedy zabójczy sufler szepcze, że trzeba się przed Bogiem ukryć, bo jesteśmy nadzy i bezbronni wobec Jego bezwzględnej sprawiedliwości… (por. Wj 3, 10). Brniemy w zło, bo nie wierzymy, że Bóg jest dobry, że Dobroć to Jego imię własne (por. Mk 10, 18).

Tak, przed zatonięciem w śmierci, zaprzepaszczeniem życia, chroni sprawiedliwość – czyli prawość, słuszna postawa, podążanie właściwą ścieżką. Ale człowiek nie może i nie musi tej prawości sam z siebie wykrzesać, ona rodzi się z uwierzenia Bogu (por. Rdz 15, 6; Rz 4, 9b). Kto Mu wierzy, ten przyjmuje naprawdę słuszną postawę ufnego dziecka (a nie podejrzliwego klienta), pozwala się przygarnąć i poprowadzić, daje się kształtować Bożej miłości. Odkrywa, że Bóg pragnie naszej wieczności w szczęściu, a śmierć jest skutkiem wyboru diabelskiej logiki, traktowania Autora szczęścia jak wroga, przed którym uciekamy.

 

Psalm responsoryjny: Ps 30 (29), 2 i 4.5-6.11-12a. i 13b

Możemy dać się poprowadzić psalmowi w wychwalaniu Boga, który wielokrotnie okazał się godnym zaufania Ratownikiem. Prośmy Ducha Świętego, żeby nam odświeżył pamięć i bądźmy wdzięczni za wszystkie momenty, gdy doświadczyliśmy Bożej pomocy. Przyznajmy, że jeśli nawet „przez chwilę” Pan skonfrontował nas z naszą głupotą, stanowczo postawił granicę, to i tak całe życie towarzyszy nam Jego wierna życzliwość.

 

Drugie czytanie: 2 Kor 8, 7.9.13-15

Zwróćmy uwagę, że apostoł mówi o łasce hojności, przedstawia gotowość do dzielenia się z innymi jako bycie obdarowanym. Łaska zawsze jest pierwsza – to Bóg oczyszcza serce, podsuwa inspiracje, uzdalnia i przygotowuje okazję do dobrych uczynków (por. Ef 2, 8-10). Otwierając się na potrzeby drugich, dopuszczamy w sobie do głosu Ducha Świętego, dajemy Mu się upodabniać do Chrystusa. Hojność w dzieleniu się tym, co swoje (oraz samym sobą), to znak, że jesteśmy blisko z Panem, że „nadajemy na tych samych falach”.

Naśladowanie Chrystusa może nas zaprowadzić bardzo daleko, aż do oddania życia za przyjaciół (por. J 15, 12-13) – ale na co dzień zwykle wystarcza, że kochamy bliźnich jak samych siebie (por. Rz 13, 9). Przy tym empatyczna troska o bliźniego rodzi w normalnych warunkach wdzięczność i odruch wzajemności, zatem zwyczajnie się opłaca. Doprawdy, „przykazania Boga nie są ciężkie” (por. 1 J 5, 3).

 

Ewangelia: Mk 5, 21-43

Możemy oglądać Jezusa, chodzące Miłosierdzie, jak w swoim przychodzeniu do nas sam przekracza granice i pozwala ludziom je przekraczać. Prowadzony przez przełożonego synagogi do jego umierającej córki, nie daje się zatrzymać na wiadomość o śmierci dziewczynki, ale pomaga jej ojcu ufać wbrew okolicznościom. W domu Jaira bierze zmarłą za rękę, choć dotkniecie zwłok skutkowało rytualną nieczystością, trwającą tydzień (por. Lb 19, 11). I okazuje się, że bariera śmierci nie stanowi przeszkody dla mieszkającego w Nim życia (por. J 5, 26), a nasze skażenie nie tylko Go nie dotyka, lecz ustępuje w kontakcie z Nim.

Duch Święty dyskretnie podpowiada tę intuicję kobiecie cierpiącej na chroniczne krwawienie, a więc także nieczystej i to praktycznie stale – bo rytualna nieczystość wskutek menstruacji trwała tydzień, a wskutek każdego innego krwawienia „przez cały czas upływu krwi” i siedem dni po jego ustąpieniu (por. Kpł 15, 19.25.28). Wygląda więc na to, że chora od dwunastu lat pozostawała raczej wykluczona z życia religijnego i społecznego, a w danym momencie nie powinna nie tylko dotykać Jezusa, lecz nawet wchodzić w gęsty tłum. Jej sięgnięcie po Miłosierdzie dokonuje się wbrew zasadom, wbrew religijnym przepisom – i Bóg temu przekroczeniu granic błogosławi.

Dobra Wiadomość Boga (Ewangelia), którą Jezus wyraża całym sobą, jest taka, że Miłosierdzie nie uznaje granic, że Łaska – by użyć sformułowania papieża Franciszka – „działa nieustannie poza wszelką możliwą kontrolą” (por. Evangelii gaudium, pkt 112). Zgodnie z tą Dobrą Wiadomością „ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani zwierzchności (…) ani moce, ani to, co wysoko, ani to, co głęboko (…) nie zdoła nas odłączyć od miłości Boga, która jest w Chrystusie Jezusie” (Rz 8, 38-39). Możemy chyba dopowiedzieć: ani zaszłości po ludzku nieodwracalne, ani ugrzęźnięcie w sytuacjach „religijnie nieprawidłowych” nie uniemożliwiają dotknięcia (w sposób podpowiedziany przez Ducha pokornemu sercu) hojnego Miłosierdzia, Łaski bez ograniczeń, „obfitego Odkupienia” (por. Ps 130, 7).

 

Poniedziałek, 2.07.2018 r.

Pierwsze czytanie: Am 2, 6-10.13-16

Uczmy się dobrze rozumieć biblijne groźby, bo one nie są – wbrew pozorom, jakie stwarza posługiwanie się przez Księgę językiem archaicznej religijności – zapowiedziami zemsty, tylko słowami Terapeuty, konfrontującego nas ze skutkami naszego własnego postępowania. Jak czytamy u innego proroka: „Ukarze cię twoja nikczemność, a twe odstępstwa cię zganią” (Jr 2, 19). Ponieważ ludzie szczególnie bliscy Bogu, związani z Nim przymierzem, mający doświadczenie Jego miłości, uparcie brną w podłość, Najwyższy w końcu „zostawia ich w mocy ich własnej zatwardziałości” (por. Ps 81, 13), pozwala, żeby „ich własne zło spadło im na ciemię” (por. Ps 7, 17). Pan zachowuje się jak ktoś blisko związany z osobą uzależnioną od alkoholu, której w pewnym momencie trzeba postawić granicę, odmówić asekuracji, pozwolić doświadczyć konsekwencji upadku, dać dotknąć dna, żeby uświadomiła sobie powagę sytuacji.

Tak, jest w tym autentyczny Boski gniew, bo Bóg z pasją odmawia zgody na degradację swoich stworzeń, na nasze upadlanie samych siebie i krzywdzenie innych. Tak, jest w tym swego rodzaju bezwzględność, bo Pan nam uświadamia, że sytuacja jest śmiertelnie poważna. Nie uciekniemy przed zderzeniem z rzeczywistością, w pewnym momencie złudzenia prysną jak mydlana bańka, rozsypie się królestwo samowoli oraz nadużyć i zobaczymy, że jesteśmy nadzy. Lepiej to przeżyć teraz, niż na progu wieczności.

 

Psalm responsoryjny: Ps 50 (49), 16b-17.18-19.20-21.22-23

Możemy medytować ten psalm jako świadectwo pasji Bożej miłości, dobijającej się do zakłamanego sumienia. Miłość czasem przynagla do mówienia ostro. Możemy też prosić o łaskę szczerości wobec Boga, samych siebie i bliźnich, oraz o to, żeby nawet stawiając granicę czyjejś podłości nie przestawać życzyć temu człowiekowi dobrze.

 

Ewangelia: Mt 8, 18-22

To, co Jezus mówi rabinowi deklarującemu chęć dołączenia do grona Jego uczniów, odnosi się oczywiście w pierwszym rzędzie do tamtej konkretnej sytuacji. Szkoła Nazarejczyka nie była „domem studiów”, gdzie można by spokojnie oddać się lekturze Pism i dyskusjom, tylko grupą wędrownych głosicieli „bliskości Niebiańskiego Królestwa” (por. Mt 10, 7). A nawet jeśli nasz uczony widział w Jezusie Mesjasza i właśnie dlatego chciał za Nim iść, to służba „Królowi nie z tego świata” (por. J 18, 36) też nie zapewnia życiowej stabilizacji. Jest to aktualne do dziś, bo wypowiedź Pana dotyczy również głębszego wymiaru bycia Jego uczniem – chrześcijaninem, czyli Chrystusowym (jak nazwał pierwszych uczniów Jezusa świat pogański, zob. Dz 11, 26).

Zaangażowanie w relację z Chrystusem, życie wiarą, to wyruszenie w drogę (choć niekoniecznie w przestrzeni) i świadoma wędrówka. Już wielcy wierzący Pierwszego Przymierza – Abraham i Mojżesz – byli przez Słowo Boże zapraszani do przemieszczania się. Ich historie uczą, że wiara jest pielgrzymowaniem po nieznanym szlaku do Obiecanej Ojczyzny (por. Rdz 12, 1; Hbr 11, 8), oraz wyzwalającym (ale i wymagającym) Przejściem (Paschą) od zniewolenia do wolności (por. Wj 3, 8; Hbr 11, 27-29). Także w sytuacji uwierzenia Jezusowi, autentycznego zaufania Mu, nie da się pozostać tam, gdzie się było, w dotychczasowym stanie, przy dawnych nawykach. Chrystus mówi o sobie: „jestem drogą” (J 14, 6) i Jego pierwsi uczniowie nazywali praktykowanie wiary właśnie „drogą”, a nie „religią” (por. Dz 9, 2; 18, 25-26; 19, 9.23; 22, 4; 24, 14.22).

Idąc za Panem nie możemy się czuć zadomowieni w swoim świecie idei, wyobrażeń, upodobań – jesteśmy wciąż zapraszani do przekraczania siebie, wewnętrznej przemiany. Ale też powinniśmy być gotowi na (niekoniecznie przewidziane lub upragnione) zmiany sytuacji zewnętrznej. W żadnym położeniu ani w żadnym miejscu nie możemy tak do końca „osiąść”, umościć się, „skłonić głowy” na wygodną poduszkę. Nawet jeśli mielibyśmy spędzić całe życie w jednej miejscowości, w tym samym rodzinnym domu, wykonując wciąż tę samą pracę, to i tak musimy mieć świadomość, że to jest tymczasowy pobyt na tymczasowej ziemi (por. Hbr 13, 14).

Od innego ewangelisty dowiemy się, że Jezus „skłoni głowę” dopiero na krzyżu (por. J 19, 30), po wykonaniu swojej misji „do końca” (por. J 13, 1). Ale kiedy Pan „oddał ducha” (aphēken to pneuma, Mt 27, 50) niebiańskiemu Ojcu – Jego najgłębsze „Ja” odpoczęło w objęciach wiecznego Abba – to jednocześnie „przekazał Ducha” (paredōken to Pneuma, J 19, 30) nam, których „dał Mu Ojciec” (por. J 17, 6). Za pośrednictwem Ducha Świętego Chrystus prowadzi swoich uczniów (por. Rz 8, 14) przez życie będące „koczowaniem” (paroikia, por. 1 P 1, 17; 2, 11), dając nam jednocześnie przedsmak „wejścia do odpoczynku Boga” (por. Hbr 4, 3). A więc życie z Chrystusem jest wymagające, ale szczęśliwe, dogłębnie satysfakcjonujące, ale niełatwe… To przygoda, a nie kariera.

 

Wtorek, 3.07.2018 r., święto św. Tomasza Apostoła

Pierwsze czytanie: Ef 2, 19-22

Podczas katechizacji nauczono nas tak zwanego Apostolskiego Wyznania Wiary, w którym padają między innymi słowa o „świętych obcowaniu”. To staropolskie tłumaczenie łacińskiego sformułowania sanctorum communio – oznaczającego wspólnotę świętych albo współudział w tym, co święte. Kościół, zgromadzenie ułaskawionych grzeszników, jest taką wspólnotą osób niezasłużenie uświęconych, czyli przyjętych do Bożego domu, do rodziny Pana. Absolutnie nie jesteśmy święci sami z siebie, ale Chrystus nas przygarnął i podarował obywatelstwo w swoim Królestwie (jak Dobremu Łotrowi, por. Łk 23, 43). Ojciec z nieba przyjął nas jako domowników, ukochane dzieci (por. Ef 5, 1). Wszystkie skarby Bożego domu należą też do nas (por. Łk 15, 31; 1 Kor 3, 21-23), mamy wspólnie ze wszystkimi świętymi udział w tym gospodarstwie łaski i miłości.

Wierzymy Bogu (por. Rz 4, 9b; 5, 1-2), opierając się na apostolskim świadectwie o Jezusie – dzielone z apostołami zaufanie wobec Niego stanowi fundament naszej wspólnoty z Bogiem i między sobą (por. 1 J 1, 1-3), a sam Jezus pozostaje kamieniem węgielnym tej wspólnoty. Bóg, który jest jeden, ale nie samotny, który jest Trójcą, chce mieszkać nie tylko w każdym z nas, ale także w naszych relacjach, w naszej wzajemnej więzi. Pielęgnując we wspólnotach, w których żyjemy, siostrzaną i braterską miłość, stajemy się wszyscy razem i każdy z osobna mieszkaniem naszego Stwórcy, żywą świątynią.

 

Psalm responsoryjny: Ps 117, 1-2

Najkrótszy z biblijnych psalmów doskonale współbrzmi z podwójnym przykazaniem miłości (por. Mt 22, 37-40): wyraża zachwyt Bogiem i chęć podzielenia się znajomością z Nim ze wszystkimi ludźmi. Cudownie jest medytować drugi werset, smakować jego treść: „Potężna nad nami Jego łaska, a wierność Pana trwa na wieki”. Potężna łaska, ogrom życzliwości, oddanie na zawsze… Taki jest nasz Bóg. Ten werset naprawdę inspiruje do adoracji.

 

Ewangelia: J 20, 24-29

Zdaniem papieża Grzegorza Wielkiego niedowierzanie Tomasza dało nam więcej, niż wiara innych apostołów – bo w rezultacie wiemy, że ktoś przekonał się o zmartwychwstaniu Pana dosłownie namacalnie… Ale ściśle rzecz biorąc, nie mamy pewności, czy Tomasz dotknął ran Chrystusa. Zgodnie z tekstem Ewangelii „uwierzył, bo zobaczył”.

Nie jest też oczywiste, jakim tonem Jezus wygłasza swój komentarz do postawy Tomasza. Czy mówi z wyrzutem – jak w zakończeniu Ewangelii Marka, gdzie „zganił niedowiarstwo i zatwardziałość” uczniów (por. Mk 16, 14), lub jak u Łukasza, gdzie wzdycha: „O bezmyślni i nie spieszący się, by wierzyć” (Łk 24, 25)? Czy może tylko ze współczuciem stwierdza fakt, że tym razem wiara nie była owocem słuchania (por. Rz 10, 17)? Chrystus z pewnością zdawał sobie sprawę, że świadkowie Jego Paschy powinni móc się powołać na to, co „oglądali i czego dotykały ich ręce” (por. 1 J 1, 1). Ale oczekiwał też od swych przyjaciół i powierników (por. J 15, 15) otwartego umysłu, uważności i refleksji. Kompromitacja apostołów (wszystkich, nie tylko Tomasza) pokazuje, że wbrew pozorom nie byli oni w szczęśliwszej sytuacji niż my dzisiaj – i tutaj można, modyfikując myśl papieża Grzegorza, zauważyć opatrznościową rolę słabości pierwszych wybrańców Przyjaciela Grzeszników.

Naocznym świadkom wiara wcale nie przychodziła tak łatwo, jak mogłoby się zdawać tym, „którzy nie widzieli”. Zwłaszcza jeśli pamiętamy, że chodziło nie o samo uwierzenie w coś niezwykłego – że kobietom przy pustym grobie ukazali się aniołowie (por. Łk 24, 23), albo że zmarły Jezus dał się widzieć jako zjawa (por. Łk 24, 37) – tylko o uznanie osiągniętego w nieoczekiwany sposób zwycięstwa Boga i Jego Mesjasza. Chodziło o uwierzenie Bogu, który przemówił do nas przez Syna umierającego na krzyżu (por. Hbr 1, 2), a następnie potwierdził swe „wzgardzone i odepchnięte” Słowo (por. Iz 53, 3; J 1, 11), przywracając Mu życie, teraz już niezniszczalne (por. Rz 6, 9). W przypadku apostoła Tomasza mamy zresztą ostatecznie do czynienia z apogeum wiary w Słowo, którym jest Jezus – bo wołając: „Pan mój i Bóg mój” (J 20, 28) wcześniejszy niedowiarek przyznał, że „Bogiem było Słowo” (J 1, 1).

Wiara, będąca rozpoznaniem tajemnicy Jezusa i zaufaniem Mu, to owoc przyjęcia wewnętrznego objawienia, bardziej subtelnego niż świadectwo zmysłów i wnioski rozumu: „Szczęśliwy jesteś, Szymonie, synu Jony, bo ciało i krew nie odkryły ci tego, ale mój Ojciec na niebiosach!” (Mt 16, 17). Wbrew pozorom nie wystarczyło po prostu zobaczyć, żeby uwierzyć. Wiemy, że w trakcie publicznej działalności Pana byli tacy, co „patrząc nie widzieli” (Mt 13, 13) – ale potem wśród najbliższych uczniów („którym dano poznać tajemnice królestwa”, por. Mt 13, 11) znalazły się osoby zdolne do wątpienia w chwili, gdy stały twarzą w twarz ze Zmartwychwstałym (por. Mt 28, 16)… Wiara to łaska otwartości na cichy impuls Ducha, łagodną intuicję Prawdy. Świadome wyznanie wiary to znak, że wewnątrz człowieka „spotkały się ze sobą łaska i wierność” (por. Ps 85, 11), że dyskretna inpiracja z nieba została przyjęta przez duszę, jako wierną służebnicę Stwórcy (por. Łk 1, 38). Dlatego można powiedzieć, że wierzący okazuje się szczęśliwcem. Szczęśliwcem tym większym, im mniej wyraźne były „znaki i cuda” (por. J 4, 48) – bo to znaczy, że łaska znalazła w nim naprawdę podatny grunt.

„Szczęśliwi, którzy nie widzieli, a uwierzyli”. Tak, szczęśliwi, którzy nie widzieli i nie dotknęli, ale dali się dotknąć Słowu. Szczęśliwi, bo reagując na głos Dobrego Pasterza, okazali się Jego owcami (por. J 10, 27), dowiedli, że noszą w sobie echo Słowa życia (por. 1 J 1, 1)… Szczęśliwi, którzy uwierzyli Słowu Miłości (por. 1 J 4, 16) i zamiast ręki włożyli w ranę Jego Serca całą swą ufność, bo stanęli w bramie nieba.

 

Środa, 4.07.2018 r.

Pierwsze czytanie: Am 5, 14-15.21-24

Bóg zawsze jest po naszej stronie i Jego gniew z powodu grzechu oznacza tylko (i aż) niezgodę na duchowe samobójstwo człowieka. Przy tym uważna lektura Biblii pozwala dostrzec, że Pan nie chce nam za bardzo zaszkodzić „wymierzając karę” (por. Am 7, 1-6) – czyli pozwalając doświadczyć skutków zejścia z drogi życia (por. Ps 1, 6). Dlatego tryb przypuszczający w zdaniu „Może się zlituje…” wyraża nie wątpliwość co do Bożej gotowości przebaczenia, tylko raczej poczucie, że grzech już uruchomił lawinę konsekwencji, a woli nawrócenia wciąż nie widać.

Czytając Biblię uważnie, widzimy też, że na nasze odejścia i błądzenie po manowcach Bóg reaguje zasadniczo współczuciem, idzie za nami jak Dobry Pasterz za zgubioną owcą (por. Ez 34, 11-12.16; Łk 15, 4-7). Natomiast zarówno w Pierwszym Testamencie, jak i w Ewangelii, Słowo Boże ostro traktuje pobożnych, którzy rozmijają się z prawem miłości (por. Pwt 6, 5; Kpł 19, 18; Mt 22, 36-40). Skoro w jednym z wersetów poprzedzających nasz fragment prorok stwierdza: „ubogich gnębicie w bramie” (Am 5, 12) – co oznacza stronniczość w sądzie (procesy odbywały się w bramie miejskiej) – to nie dziwmy się okrzykowi: „Nienawidzę waszych świąt!” Pompatyczny kult w wykonaniu ludzi, którzy gnębią słabszych w majestacie prawa to, coś, co budzi Boskie obrzydzenie. W najgorszej sytuacji duchowej są nie ci, co się w życiu pogubili, tylko zakłamani porządni o bezlitosnych sercach. I nigdy dość przypominania, że u Boga „prawo i sprawiedliwość” oznaczają miłość i miłosierdzie (por. Iz 58, 7-8).

 

Psalm responsoryjne: Ps 50 (49), 7-8.9-10.11-12.16b-17

Dajmy się poruszyć gwałtowności, z jaką Bóg upomina się o człowieka. Najwyższemu nie chodzi o kult, nasze obrzędy i ofiary – chodzi Mu o nas, o dialog i relację, miłość i lojalność. Jeśli czcimy Go obrzędami, to dobrze – ale co to ma za sens, gdy jednocześnie próbujemy sobie układać życie po swojemu, bez oglądania się na Niego?

 

Ewangelia: Mt 8, 28-34

Kiedy przychodzi Jezus, ujawnia się też zło, wychodzą z ukrycia upiory zamieszkujące nasze wewnętrzne grobowce, cmentarzyska obumarłej radości. Ujawnia się Zły, terroryzujący nas dotąd z ukrycia, z zakamarków duszy, do których może baliśmy się zapuszczać. Nic dziwnego, że diabeł wpada we wściekłość, widząc koniec swojego panoszenia się w ludzkim życiu (por. Ap 12, 12). Zaczyna krzyczeć, robi hałas i straszy – ale Dobra Wiadomość jest taka, że on nie może nic zrobić bez pozwolenia Pana. Nawet na przejęcie kontroli nad stworzeniami niższego rzędu musi dostać zgodę, a i tak te stworzenia wymykają mu się, skacząc do jeziora i ginąc. Bóg z jakiegoś powodu toleruje jeszcze diabelskie ekscesy w zewnętrznej warstwie rzeczywistości, ale to, co najgłębsze (zwłaszcza dusza człowieka, który Mu ufa) pozostaje we władaniu łaski, pod panowaniem Chrystusa (por. J 17, 2). Nie powinniśmy dać się zastraszyć Złemu, przyjmować narracji, zgodnie z którą on nas całkowicie osacza i przejawia siłę bliską wszechmocy. Mamy „być trzeźwi i czuwać” – bo ktoś źle nam życzący, mający złe zamiary, krąży w pobliżu – ale wierząc i ufając Bogu, jesteśmy zdolni trzymać wroga na dystans (por. 1 P 5, 8-9).

Złe duchy krzyczą: „Przyszedłeś przed czasem!” Być może próbują w ten sposób zmylić Syna Bożego, który przyszedł „w postaci sługi”, nie korzystając ze swej „równości z Bogiem” (por. Flp 2, 6-7). Jednak Jezus wierzy prowadzącemu Go Duchowi Ojca, a nie demonom. Wie, że przyszedł „ogłosić pojmanym uwolnienie, (por. Łk 4, 18). W kontekście obecnej popularności tematyki demonologicznej, oraz niezbyt roztropnych zachowań części egzorcystów, warto pamiętać, że to nie od szatana mamy czerpać wiedzę. Cytowanie słów opętanych jako argumentów na poparcie jakichkolwiek nauk, nie jest ani mądre, ani bezpieczne.

Z kolei reakcja mieszkańców miasta (właścicieli utopionych świń) na cud uwolnienia dwóch współobywateli od złych mocy skłania do zastanowienia się nad własną gotowością na przyjście Pana „z mocą” (por. Mk 1, 27). Jeśli braknie nam wrażliwości, żeby docenić dar „wolności w chwale dzieci Bożych” (por. Rz 8, 21), to może się okazać, że zamiast królowania Boga wybierzemy to, „co wydaje się, że mamy” (por. Łk 8, 18). Przywiązanie do „stanu posiadania” (niekoniecznie w wymiarze materialnym) może sprawić, że jak demony poprosimy Chrystusa o zostawienie nas w spokoju, uznamy, że „jeszcze nie czas”… Tego rodzaju zniewolenie zagraża nam zdecydowanie bardziej, niż opętanie, którym część z nas lubi straszyć siebie i innych.

 

Czwartek, 5.07.2018 r.

Pierwsze czytanie: Am 7, 10-17

W kontekście smutnej historii wyproszenia Amosa z Betel przez kapłana Amazjasza warto przypomnieć, że w Biblii proroctwo o klęsce nie jest objawieniem fatum. Gdy Jonasz pójdzie przez Niniwę, ogłaszając zburzenie miasta za czterdzieści dni, to w rezultacie przepowiednia się nie spełni, bo mieszkańcy okażą skruchę (por. Jon 3, 4-5.10). Będzie to jednak – mimo irytacji samego Jonasza – zgodne z zamiarami, jakie Bóg żywił od początku (por. Jon 4, 2.10-11). Również zapowiedzi Amosa nie musiały się spełnić i mogłyby uratować królestwo Izraela, gdyby potraktowano tam Boga poważnie.

Uderza fakt, że Amazjasz czuje się nie sługą Bożym, tylko urzędnikiem króla. Pisze do władcy donos na proroka, a temu ostatniemu każe się wynosić, gdyż… Betel jest królewskim sanktuarium (!). Zamiast wiary w sensie biblijnym – czyli zaufania do żywego Pana i wierności wobec Niego – mamy tu religię jako element polityki i coś w rodzaju użytecznej magii. Taką religię czeka los systemu, z którym się związała. Prawdziwym strażnikiem przymierza z Bogiem okazuje się w tym dialogu pasterz i sadownik, który nie prorokuje „zawodowo”, tylko pozwolił się dotknąć Słowu: „Pan Bóg mówi – któż by nie prorokował?” (Am 3, 8). Amos jest też przybyszem z zagranicy (z judejskiego Tekoa) i jako taki pozostaje wolny od lokalnych uwikłań. Natomiast kapłan Amazjasz uratowałby swój kraj, gdyby stawiał Boga wyżej, niż interes królestwa i słuchał sumienia bardziej, niż politycznego sprytu. „Kto bowiem chce swoje życie zachować, utraci je” (Łk 9, 24).

 

Psalm responsoryjny: Ps 19 (18), 8-9.10-11

Prawo Boże budzi w człowieku radość, bo jesteśmy stęsknieni za mądrością, umiejętnością autentycznego życia. Z kolei „bojaźń”, o której mówi psalmista, to głęboki respekt, uznanie, że Bóg jest Święty – czyli porażająco niezwykły i absolutnie doskonały… Kiedy już ustalimy, Kto jest tym Najważniejszym, wtedy jesteśmy właściwie zorientowani w życiu i dlatego „bojaźń Pana jest początkiem mądrości” (Ps 111, 10; Syr 1, 14).

 

Ewangelia: Mt 9, 1-8

Ciekawy jest ten szczegół, że gdy jacyś ludzie przynieśli niepełnosprawnego, Jezus reaguje „widząc ICH wiarę”. Oczywiście liczba mnoga może obejmować także sparaliżowanego (i w innych miejscach Ewangelii znajdziemy słowa o wierze osób pragnących uzdrowienia), ale tekst wydaje się wskazywać tu szczególnie na dźwigających nosze. A jeśli się uważniej zastanowić, to widzimy, że w ogóle część ewangelicznych uzdrowień – nie mówiąc już o egzorcyzmach i wskrzeszeniach – była spotkaniem płynącej przez Jezusa łaski z wiarą ludzi reprezentujących daną osobę, wstawiających się za nią. Tak było m.in. w przypadku setnika proszącego o uzdrowienie sługi (por. Mt 8, 5-13), przełożonego synagogi, którego dziecko umarło (Mt 9, 18-25), oraz mieszkanki okolic Tyru i Sydonu, której córkę dręczył zły duch (por. Mt 15, 21-28).

Rzuca to jakieś światło na kontrowersyjne dla części chrześcijan kwestie udzielania chrztu niemowlętom, modlitwy żyjących za zmarłych i próśb o wstawiennictwo świętych z nieba. „Przynoszenie” innych do Pana, oraz bycie do Niego „przynoszonymi”, mieści się jak najbardziej w logice Ewangelii. Co prawda ostatecznie Bóg oczekuje osobistej odpowiedzi, powierzenia Mu siebie – czyli ufnej wiary – od każdego, komu przychodzi z pomocą (nikt nie jest ratowany wbrew sobie, zbawiany na siłę), ale i tak kocha nas jako pierwszy i ratuje, zanim poprosimy (por. 1 J 4, 10). Z kolei jedynym Pośrednikiem zbawienia i komunikacji z Bogiem pozostaje Chrystus (por. 1 Tm 2, 5-6), ale On bynajmniej nie jest Pośrednikiem samotnym. Jako wierzący tworzymy Jego Ciało (por. 1 Kor 12, 12.27) i uczestniczymy w Jego misji – jesteśmy zaproszeni do noszenia nawzajem swoich ciężarów (por. Ga 6, 2), a nawet możemy ofiarować przytrafiające się nam cierpienia w intencji sióstr i braci (por. Kol 1, 24). Możemy też sami liczyć na wsparcie reszty Ciała, w tym również „duchów sprawiedliwych, którzy już doszli do celu” i z którymi tworzymy jedną wspólnotę (por. Hbr 12, 22-24).

Innym ciekawym szczegółem naszego fragmentu Ewangelii jest zadane przez Jezusa pytanie: „Co łatwiej powiedzieć?” Refleksja nad nim może pokazać, do jakiego stopnia rozumowanie „tego świata” rozmija się z rozumowaniem „po Bożemu” (por. Mt 16, 23) i w jakiej mierze w nas samych zaszła już ewangeliczna „zmiana myślenia”, metanoia (por. Mk 1, 15). Czy nie mam w pierwszym odruchu wrażenia, że dużo łatwiej powiedzieć: „Twoje grzechy są odpuszczone”, bo tego przecież nikt nie sprawdzi – podczas gdy za poleceniem: „Wstań i chodź!”, musi przecież iść konkret uzdrowienia? Jezus z całą prostotą pokazuje, że w królestwie Bożym słowa nie są rzucane na wiatr, a przebaczenie jest czymś absolutnie konkretnym i dużo bardziej istotnym, niż przywrócenie sprawności ciału. Prawdziwy paraliż to paraliż ducha.

 

Piątek, 6.07.2018 r.

Pierwsze czytanie: Am 8, 4-6.9-12

Warto pamiętać, co w Biblii budzi szczególnie silny gniew Boga, kiedy proroctwa brzmią najgwałtowniej. Gdy mowa o gnębieniu i wykorzystywaniu ubogich, o krzywdzie wyrządzanej najsłabszym, wtedy karty Pisma wibrują pomrukiem burzy. Absolutne Miłosierdzie uderza pięścią w stół naszego wyrachowania i egoizmu, ale to nie jest agresja. Bóg stawia granicę, bo za tą granicą jest piekło. To nie On zsyła ciemność, ponieważ w Nim ciemności nie ma (por. 1 J 1, 5), to my zamykamy się w ciemności, gdy odwracamy się od Niego, ukrytego w bliźnich. A kiedy On pozwala nam doświadczyć w takich momentach goryczy klęski, to jest to łaska otrzeźwienia.

Prorok mówi o głodzie i pragnieniu słowa Bożego, bo człowiek nie nasyci się „samym tylko chlebem” (por. Pwt 8, 3; Mt 4, 4), a ziemskie źródła nie ugaszą naszych tęsknot (por. J 4, 13). Jednak dlaczego ci, co przez gnębienie słabszych ściągnęli na siebie nieszczęście, nie potrafią tego słowa odnaleźć – skoro zgodnie z Pismem jest ono „blisko, w ustach i w sercu” (por. Pwt 30, 14)”? Być może bezwzględni tracą kontakt z własnym sercem, ale nadzieja trwa, dopóki otchłań ludzkiej frustracji i otchłań Miłosierdzia wzywają się nawzajem (por. Ps 42, 8)…

 

Psalm responsoryjny: Ps 119 (118), 2 i 10.20 i 30.40 i 131.

Prawo Boże jest naprawdę ożywcze, bo stanowi rzeczywistą regułę życia, ogłoszoną nam przez jego Autora. Głęboko wewnątrz siebie nosimy tęsknotę za tym prawem, za regułą Miłości, za byciem w harmonii ze swoim Stwórcą. Módlmy się o świadome oddychanie pragnieniem życia po Bożemu.

 

Ewangelia: Mt 9, 9-13

Niby dobrze znamy te sceny – powołanie poborcy rzymskich podatków na ucznia Mesjasza, ucztowanie Syna Bożego z wykluczonymi – ale wciąż trudno nam do końca przyswoić lekcję o Bogu, „którego myśli nie są naszymi myślami” i którego drogi postępowania są inne niż nasze (por. Iz 55, 8). Zresztą słowa proroka o „górowaniu Bożych dróg i myśli nad ludzkimi” cytuje się najczęściej wyrwane z kontekstu, nie pamiętając, że w pierwszym rzędzie dotyczą właśnie „hojności Boga w przebaczaniu”.

Jezus mimochodem, bez żadnych przygotowań, zaprasza człowieka uwikłanego w podejrzane układy, żeby Mu towarzyszył na drogach królestwa Bożego. Zaraz potem widzimy Pana przy posiłku, w otoczeniu większej ilości osób będących pod względem religijnym „w nieprawidłowej sytuacji”. Grecki tekst Ewangelii mówi dosłownie o ich „wspólnym leżeniu” – zapewne na matach i poduszkach otaczających niski stół. Daje to obraz dużo większej wzajemnej bliskości niż na dzisiejszych przyjęciach, gdzie siedzi się na krzesłach. Możemy kontemplować Chrystusa swobodnie półleżącego wśród gości, pogrążonego w przyjaznej rozmowie z ludźmi „splamionymi”, pogubionymi, skompromitowanymi – i uświadamiać sobie, że taki właśnie jest Bóg, bo Syn stanowi jedność z Ojcem i odzwierciedla Jego charakter (por. J 14, 9).

Gdy Jezus mówi zbulwersowanym strażnikom „religijnej poprawności”, że „nie przyszedł zwołać prawych, ale grzeszników”, to brzmi w tym zdaniu dobroduszna ironia. Pan pozostaje jak najbardziej zainteresowany również pobożnymi, lecz problem w tym, że zaprasza ich do królestwa Ojca jako grzeszników, którymi w istocie są. Jeśli tego nie widzą, to mają problem. Faryzeusze są chorymi, którym się zdaje, że wszystko jest z nimi w porządku i nie potrzebują lekarza.

W rozmowie z błądzącymi gorliwcami Jezus cytuje werset z Księgi Ozeasza, który w tradycji Mateuszowej został zapamiętany jako szczególnie dla Niego ważny – kilka rozdziałów dalej to samo zdanie powróci w całkiem innym kontekście, przy okazji sporu o zrywanie kłosów w szabat (por. Mt 12, 7). Przekład Biblii Tysiąclecia (oraz Biblii Poznańskiej) osłabia wymowę tego wersetu, prawdopodobnie z obawy przed „antyreligijnym” odczytaniem dosłownego tłumaczenia. Tekst grecki brzmi dobitnie: Eleos thelō kai ou thysian – „Miłosierdzia chcę, a nie ofiary”. Ojciec z nieba chce wyłącznie swojego miłosierdzia dla nas i naszego miłosierdzia dla bliźnich, pragnie tylko być miłosierny i nauczyć miłosierdzia. Czy to znaczy, że religijne obrzędy i reguły są bez znaczenia? Nie o to chodzi, ale nasza pobożność ma się rodzić z poznania Boga (ze znajomości z Nim) i służyć odzwierciedlaniu Jego wiernej miłości-łaski (hesed, por. Oz 6, 6). Kto jest w żywej relacji z Bogiem, ten odwzajemnia i naśladuje Jego miłość, kocha Boga z wdzięcznością i oddaniem, oraz kocha bliźniego z oddaniem i wyrozumiałością (por. Mt 22, 37-40; Ef 4, 32; 1 J 4, 8.16). Bez tego cały nasz kult będzie pustym dźwiękiem, sztucznym głosem „brzęczących cymbałów” (por. 1 Kor 13, 1).

 

Sobota, 7.07.2018 r.

Am 9, 11-15

Ostatnie wersety Księgi Amosa są jak pogodny ranek po nocnej burzy. Po zapowiedziach klęsk, wizjach surowych kar za popełnione grzechy, rozbrzmiewa nagle obietnica odbudowy kraju i odzyskania świetności przez Lud Boży. Proroctwo mówi o przyłączeniu do Izraela innych narodów (zjednoczonych z nim w wierze), a także o dobrobycie i pokoju, które nie będą mieć końca. Ostatnie słowa Księgi brzmią jak podpis: „Pan, twój Bóg”. Cała surowość wcześniejszych wypowiedzi wyrażała w gruncie rzeczy tę samą prawdę: Izrael jest Boży, a Bóg jest oddany swojemu ludowi. Właśnie dlatego, że łączy ich wyjątkowo bliska relacja, serdeczna znajomość, Najwyższy tak gwałtownie walczy o przebudzenie zaślepionych, potrząsa nimi, bo sami sobie robią krzywdę. Nie godzi się na oddanie ciemnościom tych, których ukochał.

Nie można lekceważyć sygnałów Bożego gniewu, bo to znak powagi sytuacji, w którą człowiek się zaplątuje. Ale tym bardziej nie można zapominać, że ten gniew jest narzędziem Miłosierdzia, wyrazem absolutnej życzliwości. „Bo Jego gniew trwa tylko przez chwilę, a Jego łaskawość przez całe życie” (Ps 30, 6).

 

Psalm responsoryjny: Ps 85 (84), 9.11-12.13-14

Bóg ogłasza nam pokój, czyli harmonię, spełnienie, szczęście. Ogłasza je, bo ich nam życzy, bo je nam ofiaruje jako ich Źródło. Kiedy zachwyt i skrucha w obliczu dobroci Pana owocują ufnym oddaniem ze strony człowieka (Boża łaska spotyka się z ludzką wiernością), wtedy prawość („sprawiedliwość”) Boga udziela się człowiekowi razem z Bożym pokojem.

Pan zawsze ma wobec nas „zamiary pełne pokoju” (por. Jr 29, 11). Gdy On wkracza w ludzkie życie, wtedy „sprawiedliwość kroczy przed Nim, a śladami Jego kroków zbawienie” – konsekwencją Jego absolutnej prawości jest ratowanie stworzeń.

 

Ewangelia: Mt 9, 14-17

Jaka nauka płynie z dialogu o postach dla nas, czyli dla współczesnego Kościoła? Ewangelia jest jednocześnie wspomnieniem i proroctwem, czytamy w niej zawsze o sprawach aktualnych. Nowość „weselnego wina”, radość zaślubin Boga z człowieczeństwem, wciąż nas zaskakują i ciągle domagają się postawienia na pierwszym miejscu Jezusa-Emmanuela („Boga z nami”, por. Mt 1, 21-23), oraz świętowania Jego obecności. To nic, że nam Go „zabrano” na krzyż, bo przecież zmartwychwstał. Nie szkodzi, że obłok chwały „uniósł Go” poza zasięg ludzkich oczu (por. Dz 1, 9), bo niewidzialnie „jest z nami przez wszystkie dni” (por. Mt 28, 20). Chrześcijańska pobożność obejmuje też posty – ale ta praktyka fizycznego wyrażania duchowego głodu nie unieważnia radości z faktu, że Pan już nas sobą karmi. Post to modlitwa całym sobą w sytuacji, gdy własne grzechy lub zewnętrzne okoliczności odbierają nam radość Zbawienia (por. Ps 51, 14). Pomaga przeżywać nawrócenie i otwierać się na tajemnicę Krzyża, ale nie stanowi wartości sam w sobie. Kto w imię wierności zasadom nie chce rezygnować z praktyk pokutnych w piątek, na który właśnie nałożyła się kościelna uroczystość – lub upiera się przy poszczeniu w Wigilię Bożego Narodzenia, która akurat wypadła w niedzielę – ten nie rozumie czegoś bardzo istotnego. Z drugiej strony ktoś, kto sprowadza cały post do zastąpienia mięsa rybą i niepodjadania między posiłkami w Popielec i Wielki Piątek, także traci coś cennego.

Gdy czytamy o konieczności „wlewania młodego wina do nowych bukłaków”, to trzeba pamiętać, że Jezus „nie unieważnił, ale wypełnił” reguły Pierwszego Przymierza, wydobył i rozwinął to, co stanowiło jego sedno – dzięki czemu można było przekroczyć „literę” przepisów, zachowując „co do joty” ich ducha (por. Mt 5, 17-18). Nowe Przymierze Chrystusa jest właśnie „Przymierzem Ducha, a nie litery” (por. 2 Kor 3, 6). Kiedy „mała trzódka” (por. Łk 12, 32) pierwszych uczniów przyjmowała swój spektakularny „chrzest Duchem Świętym” (por. Dz 1, 5), próbujący z tego szydzić gapie niechcący zaświadczyli, że nowa wspólnota stała się bukłakiem na „młode wino” (por. Dz 2, 13).

W Kościele wierność „Chrystusowi temu samemu na wieki” (por. Hbr 13, 8) to nie tkwienie w schematach, tylko podążanie za inspiracjami „Ducha Chrystusowego” (por. Rz 8, 9.14) – który z jednej strony „przypomina”, co Pan już dawno powiedział (por. J 14, 26), ale z drugiej strony wydobywa ze Słowa treści, których na wcześniejszym etapie „jeszcze nie mogliśmy unieść” i wskazuje nowe drogi (por. J 16, 12-15). Wylanie Ducha jest odnawiane (por. Dz 4, 31), co jakiś czas kolejna porcja „młodego wina” domaga się bukłaka i powstają nowe formy pobożności, nowe rodzaje wspólnot, nowe nurty teologiczne, nowe sposoby ewangelizacji i modele zaangażowania społecznego… Na pewno trzeba się uważnie przyglądać ich inspiracjom, „badać duchy, czy są z Boga” (por. 1 J 4, 1), nie dawać się unieść „każdemu podmuchowi nauczania” (por. Ef 4, 14) i respektować zdanie „tych co nam w Panu przewodzą” (por. 1 Tes 5, 12). Ale też nie należy „gasić Ducha” (por. 1 Tes 5, 19) i bać się Jego niespodzianek, kiedy „wieje tam, gdzie chce” (por. J 3, 8). Sztywna reakcja na duchowy ferment grozi rozerwaniem wspólnoty i zmarnowaniem charyzmatu.

Komentarze do czytań - XII tydzień zwykły | od 24 do 30 czerwca 2018 r. - ks. Jarosław Kotula
Komentarze do czytań - XIV Tydzień Zwykły | od 8 do 14 lipca 2018 r. - ks. Krzysztof Wojtynia