Niedziela, 9.06.2019 r. – Niedziela Zesłania Ducha Świętego

 

Pierwsze czytanie: Dz 2, 1-11

Najpierw „jakby” gołębica (zob. Łk 3, 22), teraz „jakby” wicher„jakby” ogień. Duch Boży pozostaje nieuchwytny: i w poznaniu, i w posiadaniu. Rzecz jednak nie w tym, że bawi się z nami w kotka i myszkę – jak kot okazując dominację albo myszka okazując lęk. On po prostu jest sobą – darem, który przekracza obdarowanych, i który przypomina, że Bóg Ojciec nie wycofał się ze świata, ale jest w nim; w ten sposób Duch kontynuuje dzieło Syna. Ale od przywołanych Jego znaków, ważniejsze są owoce – godzenie przeciwieństw: dla Apostołów języki „obce” stają się dla Żydów językami „własnymi”. Warto dokładnie prześledzić w wyobraźni tę scenę: było święto, a więc w Jerozolimie panował gwar jeszcze większy niż zwykle; mimo to jednak głosy dobywające się z jednego niepozornego domu przykuły uwagę pielgrzymów; zjawisko samo w sobie – Apostołowie, wszyscy mówili naraz, jednakże ta równoczesność nie przerodziła się w kakofonię, ale symfonię. Zdaje się, że pielgrzymi nie musieli specjalnie wyławiać swojego języka – to język znajdował swojego rozmówcę. Stało się tak z dwóch powodów. Po pierwsze, zanim jeszcze Duch Boży pogodził różne języki, pojednał inne przeciwieństwa, czyli samych Apostołów, tak że przemawiali w jedności. Po drugie, przed ich dom przyszli pobożni pielgrzymi, którzy odwiedzili Jerozolimę z uporządkowaną motywacją w sercu: ze względu na samego Boga.

 

Psalm responsoryjny: Ps 104

Starożytni semici rozkładali istoty żywe na trzy czynniki pierwsze: ciało, duszę i ducha. Ciało, to coś więcej niż powłoka czy instrument – to coś, co wyodrębnia, odróżnia jedną istotę od drugiej, oraz umożliwia wzajemną komunikację. Dusza, to osobowość, indywidualność. Duch zaś, to pieczęć Boga, który przyznaje się do swojego stworzenia, chce uczestniczyć w jego życiu. Dzisiejszy Psalm, mówiąc o duchu, przypomina, że świat łączy nie tyle materialność lub oddziaływanie, ile Bóg – Stwórca, który pozostaje w swoim stworzeniu.

 

Drugie czytanie: Rz 8, 8-17

Życie według Ducha – tożsamość bierzmowanego – zawiera się w ujęciu Pawła w trzech, wypływających z siebie kolejno płaszczyznach: wiary, etyki i przeznaczenia. Duch aranżuje w sercu chrześcijanina spotkanie z Ojcem, przełamujące lęk przed Nim i uzdrawiające osobiste poczucie tożsamości (przybranie za synów). Przekłada się to na postępowanie, czyli etos: człowiek pragnie adekwatnie odpowiedzieć Ojcu, wyrazić cieleśnie (widzialnie) swoją najgłębszą tożsamość, stać się żywym sakramentem. „Abba, Ojcze!” wypowiada się nie samymi ustami i nie tylko sercem, ale czynem (decyzją), który również przeobraża osobę. Wiara bez uczynków jest martwa (zob. Jk 2, 17), ale nie chodzi tu o samą spójność logiczną (zewnętrzną konsekwencję deklaracji i działania), lecz o jedność życiową (tożsamości i misji). Po trzecie, prowadzone w ten sposób życie znajdzie swoje dopełnienie w zmartwychwstaniu – śmierć przestaje być cezurą, która jedno życie definitywnie kończy, a drugie zaczyna zupełnie od zera, okazuje się natomiast przejściem i przeniesieniem, uwiecznieniem już trwającej egzystencji.

 

Ewangelia: J 14, 15-16.23b-26

Paraklet nie jest substytutem Jezusa, lecz osobowym łącznikiem z Nim. Współczesnych Chrystusowi przekonywał o tym, że relacja z Nim nie przerwała się wraz z krzyżem lub wniebowstąpieniem, ale przetrwała tę próbę i przeobraziła się. Z kolei nas, współczesnych dziejowo, Paraklet przekonuje o tym, że nie jesteśmy wyłącznie spadkobiercami Jezusa, przechowującymi muzealne eksponaty w postaci nowotestamentalnych strzępków Jego mów i faktów biograficznych – przeciwnie, jesteśmy powołani do realnej i aktualnej więzi z Nim. Paraklet pozwala nam, zatem uwierzyć w autentyczność własnej modlitwy, która nie jest tylko intelektualną, emocjonalną czy pamięciową operacją, ale prawdziwym spotkaniem „tu i teraz”, „twarzą w twarz”, „sercem przy sercu”.

 

Poniedziałek, 10.06.2019 r. – Święto NMP Matki Kościoła

 

Pierwsze czytanie: Dz 1, 12-14

Założę się, że większość z nas przyznany Maryi – i świętowany dziś – tytuł Matki Kościoła wyprowadza z faktu, że urodziła Jezusa: skoro Kościół to Głowa (Jezus) i Ciało (czyli my), to Matka Głowy jest także Matką Ciała. Logiczne. Mamy tu jednak do czynienia z głębszym sensem. Otóż, Maryja jest Matką Kościoła dlatego, że jest Oblubienicą Jezusa – Ona najpierw jest Uczennicą, Służebnicą (zob. Łk 1, 38), Dziewicą (zob. Mt 1, 22n), a dopiero potem Matką; słuchanie wyprzedza w Niej rodzenie. Maryja, dlatego mogła począć i zrodzić Jezusa, bo była najpierw w Niego – jako Słowo Boże – zasłuchana. Podobnie Kościół: rodzi ludzi do wiary o tyle, o ile jest w zażyłości z Chrystusem-Słowem. Toteż i o Kościele mówimy, że jest Matką. Tak splatają się: Maryja, Matka Kościoła, i Kościół-Matka. Zobrazowaniem tej przenikalności jest dzisiejsze czytanie. Apostołowie, kobiety i krewni Jezusa trwają jednomyślnie na modlitwie z Maryją: już zbliża się termin ich porodu, już narasta w nich stężenie Ducha Świętego, już pęcznieje… Ale oni nie wywołują porodu, nie popełniają falstartu, nie przyspieszają misji. Trwają razem z Maryją. Uczą się od Niej bycia słuchaczami Słowa we własnych sercach, zanim staną się rodzicielami Słowa w cudzych duszach. Ty też się ucz.

 

Psalm responsoryjny: Ps 87

Syjon, Miasto Dawidowe, o którym mówi dzisiejszy Psalm, to jedno ze wzgórz Jerozolimy, judzkiego miasta zdobytego przez Dawida na zakończenie osiedlania się w Ziemi Obiecanej. Każdy człowiek narodził się na Syjonie, bo tam ostatecznie powstała świątynia, stolica Starego Przymierza, w którym Izrael reprezentował przed Bogiem całą ludzkość. Naszym Syjonem – Miastem Dawidowym Nowego Przymierza – jest Kościół, sanktuarium żywych serc, tajemnica obecności Jednego, Ducha Chrystusa, w duszach (ks. F. Blachnicki). I tak, jak rodził Syjon – przez składanie wielu ofiar, tak rodzi Kościół – przez noszenie w sobie jednej ofiary Chrystusa. Na Syjon wierni pielgrzymowali, z kolei Kościół sam pielgrzymuje do wiernych.

 

Ewangelia: J 2,1-11

W tej scenie znakiem jest nie tylko cud przeistoczenia wody w wino, ale – może nawet przede wszystkim – sam kontekst, czyli wesele, zawarcie małżeństwa. Jezus przychodzi na nie z Maryją: swoją Oblubienicą – Oblubienicą Słowa – i typem Kościoła. Na Jej prośbę dokonuje przemiany. Dziś dzieje się tak za każdym razem, gdy sprawowana jest Eucharystia: Kościół prosi swojego Małżonka, by zesłał Ducha Przeistoczenia na dary chleba i wina (Nie mają już wina), a zarazem prosi sam siebie, by był uległy swojemu Małżonkowi (Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie).

 

Wtorek, 11.06.2019 r. – Wspomnienie św. Barnaby, apostoła

 

Pierwsze czytanie: Dz 11, 21b-26; 13, 1-3

Mimochodem nasuwa się skojarzenie współczesnych wizytacji parafii przez biskupa, prawda? Napięcie, nastrój „akademijny”, logika „jak dobrze wypaść”, „oby wszystko zagrało”… A za czasów apostolskich przyjazd „urzędnika” z „kurii” jerozolimskiej był prostym wydarzeniem wiary, wyrazem troski bardziej doświadczonego Kościoła o Kościół świeżo zrodzony, raczkujący. Nawet imię wysłannika na to wskazuje: Barnaba, to po aramejsku „syn pocieszenia” (lub „proroctwa”)! Pozwólmy, zatem Barnabie nadal prorokować i pocieszać – w konkrecie naszego Kościoła. Barnaba widzi działanie łaski i zachęca do trwania przy Panu; jest naszą odpowiedzialnością, by instytucjonalny wymiar Kościoła nie przesłaniał wymiaru duchowego, czyli wspólnoty łaski właśnie, ale służył mu. Potrzebujemy w Kościele prawa i władzy oraz dóbr doczesnych, które wspomogą rozumienie Objawienia Bożego samego w sobie, przetłumaczenie go na język współczesny i rozeznanie aktualnego sposobu życia nim. Dalej, Barnaba przyprowadza Szawła, czym potwierdza miłosierdzie, jakiego ten doświadczył pod Damaszkiem, i zarazem wskazuje, że jego – domniemana – pokuta w Tarsie, także miała sens. Miłosierdzie, więc, które tak dziś w Kościele głosimy, nie znosi granic moralnych, ale toruje drogę nawróceniu każdego człowieka poprzez naszą gotowość do przebaczenia mu.

 

Psalm responsoryjny: Ps 98

Jednym tchem – co zostało nawet ujęte w jednej zwrotce – wymienia Psalmista pogan dom Izraela, czym zapowiada uniwersalność Kościoła. Spełnienie tego proroctwa medytowaliśmy w pierwszym czytaniu: Barnaba, syn proroctwa z domu Izraela, cieszy się z objawionej na oczach pogan sprawiedliwości Pana. On dobrze zna swoje miejsce: pośredniczy i udostępnia zbawienie innym.

 

Ewangelia: Mt 10, 7-13

„Bliskość” królestwa niebieskiego niekoniecznie polega na samym dystansie czasowym: „niedługo”, „wkrótce”, „zaraz” itd. „Blisko”, to znaczy tuż obok, w tej niepozornej postaci Rabbiego z Nazaretu, który zarazem identyfikuje się ze swoim równie niepozornym Kościołem, na razie apostolskim. Jezus, więc nie posyła uczniów z racji niedostatków marketingowych – dziś wypuściłby trailer w Internecie lub zorganizował szeroko zakrojoną kampanię medialną; nie uczy też ich dobrych manier ze względów pijarowych (Przywitajcie godnego człowieka pozdrowieniem). Chce za to uświadomić, że królowanie Boga nie dokonuje się poza relacjami, ale właśnie w nich. Łaska uzdrowienia, wskrzeszania, oczyszczania, egzorcyzmowania itp. nie jest rzeczą, duchowym płynem, ale dotknięciem Boga w Duchu i dlatego nie poszukuje bezosobowego, mechanicznego dystrybutora, lecz apostoła z krwi i kości.

 

Środa, 12.06.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: 2 Kor 3, 4-11

Upłynęło już wiele, może nawet parędziesiąt, lat od opisanego wczoraj spotkania Barnaby i Pawła w Tarsie i Antiochii. Od tego czasu i posługiwali razem, i kłócili się, i jednali… Paweł zdążył się już usamodzielnić jako apostoł i zyskał swoją renomę. Pisze bardzo osobisty list, z którego przebija zarówno świadomość własnego powołania i dokonań, jak też głębokie poczucie porażki apostolskiej w kilku kwestiach. W dzisiejszym fragmencie Apostoł jednak jakby powraca do tamtych chwil przebaczenia i oświecenia spod Damaszku, z Tarsu, z Antiochii… Zestawia z sobą Nowe Przymierze, nazywając je posługiwaniem Ducha i sprawiedliwości Staremu Przymierzu, określając je mianem posługiwania śmierci i potępieniu. Skąd taka opozycja? Otóż, Prawo przykazań utrwalone literami na kamieniu – Stare Przymierze – wskazuje przepaść (grzech, zło, śmierć), nie dając nadziei na wydobycie się z niej. Wobec Prawa jesteśmy winni. Wszyscy. Prawo nie zbawia, ale oskarża. Za to Duch – Nowe Przymierze – oczyszcza nas od wewnątrz, inspiruje do dobra, porządkuje intencje. Zmorą chrześcijan, dzieci Pawła, był powrót do logiki prawa, zamiast poddać się logice łaski. Razem z Pawłem, więc wracamy dziś do korzeni naszego nawrócenia i pytamy: w którym Przymierzu de facto posługujesz?

 

Psalm responsoryjny: Ps 99

Dzisiejszy utwór wysławia Mojżesza, Aarona i Samuela, którzy strzegli przykazań i prawa. Także Paweł w pierwszym czytaniu mówił o chwale posługiwania Staremu Przymierzu. I jest to prawdą, bo Nowe Przymierze nie tyle zaciera granice wyznaczone przez Stare – one są i pozostaną – ile pomaga zostawić je daleko w tyle, by oddać się już świętości. Naszym powołaniem nie jest wybierać między dobrem a złem, ale postępować od dobrego do coraz lepszego.

 

Ewangelia: Mt 5, 17-19

Na tle dzisiejszych powyższych rozważań przesłanie Ewangelii wydaje się jasne: Jezus nie wywraca do góry nogami objawionego w Starym Przymierzu porządku moralnego, nie szerzy anarchii, laksyzmu czy permisywizmu. Z drugiej strony, nie jest też rygorystą, formalistą i skrupulantem. Kim więc jest Jezus w relacji do prawa? Jest świadkiem i wychowawcą: świadkiem tego, że nasza zraniona ludzka natura może być odkupiona nie zachowawczością, asekuranctwem bądź podejrzliwością, ale miłością Ojca, która uzdrawia od wewnątrz; oraz wychowawcą, który prowadzi nas drogą rozumności (moralnego rozeznawania w sumieniu) i relacyjności (powierzania Ojcu swoich pragnień, dążeń i decyzji).

 

Czwartek, 13.06.2019 r. – Święto Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana

 

Pierwsze czytanie: Hbr 2, 10-18

„Każdy wie, że pierwszym skutkiem miłości jest naśladowanie” (bł. Karol de Foucauld). Kochający upodabnia się do ukochanego. Zazwyczaj odnosimy tę zależność do nas: naśladuj Chrystusa! To prawda. Ale siłę do naśladowania Zbawiciela mamy czerpać z Jego upodobnienia się do nas, o czym traktuje dzisiejsze czytanie: Jezus przygarnia ludzi, potomstwo Abrahama, dlatego musiał upodobnić się pod każdym względem do braci. On pierwszy cię naśladuje: gdy cierpisz, On cierpi; gdy ponosisz skutki grzechu, On dźwiga je razem z tobą; gdy otuli cię śmierć, On także będzie z tobą w tym osamotnieniu. Bo cię ukochał! I przez to, co sam wycierpiał, poddany próbie, może przyjść z pomocą tym, którzy jej podlegają. Kluczowe są tu słowa „przychodzić z pomocą”: może się zdarzyć, że, owszem, przyjmujesz Jezusa w swoim bajorku, pozwalasz Mu zstąpić w nie – ale zarazem nie pozwalasz sobie odbić się od niego i z Jezusem wstąpić do Ojca w niebie. A takie jest przesłanie dzisiejszego święta – czcimy najwyższe i wieczne kapłaństwo Jezusa, które zakłada wzajemność: Jezus towarzyszy ci solidarnie w tym, co ludzkie, byś ty zasmakował w tym, co boskie: szczęściu, sensie, czystości… Twoje życie ma być nieustanną paschą: naśladowaniem życia Tego, który upodobnił się do ciebie w twojej śmierci.

 

Psalm responsoryjny: Ps 23

Odłóżmy na bok dziecinne skojarzenia tego Psalmu z poczciwym pastuszkiem-lekkoduchem, który w słomianym kapeluszu na głowie i ze źdźbłem trawy w ustach głaszcze owieczki na łące. Odkryjmy jego prawdziwą głębię: to utwór o życiu i śmierci (ciemna dolina z niecytowanego dziś wersetu 4. oznacza właściwie otchłań, niebyt); to zapowiedź Eucharystii, którą celebruje Kościół walczący (stół zastawiony na oczach wrogów); to proroctwo mesjańskie (namaszczenie głowy) i zarazem pasyjne (pełen kielich, czyli symbol gniewu Bożego); wreszcie, to przebłysk nieba (zamieszkiwanie w domu Pana). Wszystkie te wymiary dotyczą nas w Jezusie-Kapłanie.

 

Ewangelia: J 17, 1-2.9.14-26

W teologii świętego Jana Ewangelisty „otoczyć chwałą”, „wywyższyć” i „uwielbić” oznacza konsekwentnie „ukrzyżować”, „złożyć ofiarę z siebie”. To nie patologiczny masochizm albo pseudoreligijne zadośćuczynienie (wyrównanie rachunku za grzechy), lecz tajemnicze usprawiedliwienie – przyznanie się Stwórcy do stworzenia, aż do dzielenia jego losu i rozbrojenia zła od wewnątrz. Jezus cały czas wie, że uczestniczy w takim właśnie misterium, dlatego o co prosi dla siebie, o to samo prosi także dla swoich uczniów: Ojcze… Otocz swego Syna chwałą. Ojcze… Nie zabieraj ich ze świata, ale ustrzeż od złego. Ojcze sprawiedliwy!

 

Piątek, 14.06.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: 2 Kor 4, 7-15

Chociaż ani razu Paweł nie używa tego słowa, to w dzisiejszym urywku pisze o Kościele. Wiara w Chrystusa-Kapłana, który ze mną i za mnie umarł, bym ja z Nim i z Niego żył, powinna naturalnie przechodzić w doświadczenie Kościoła. Działa w nas śmierć, podczas gdy w was życie. Stanowimy jeden duchowy organizm: nie jesteśmy zamknięci każdy w swojej hermetycznej więzi z Jezusem, ale otwarci na wzajemną wymianę darów; nie jesteśmy religią indywidualistyczną, ale wspólnotową. Nasze relacje osobiste przenikają się nawzajem bez uszczerbku dla intymności – tak jak w Trójcy Świętej. Taka wizja pozwala Pawłowi przetrwać aktualną próbę: cierpienia znosimy zewsząd, żyjemy w niedostatku, znosimy prześladowania, obalają nas na ziemię, jesteśmy wydawani na śmierć… lecz, lecz, lecz, lecz, lecz: nie poddajemy się zwątpieniu, nie rozpaczamy, nie czujemy się osamotnieni, nie giniemy, życie Jezusa objawia się w nas. Paweł nie jest herosem, nie podaje siebie jako wzoru męstwa – Paweł wyznaje wiarę w Kościół, w którym jest ojcem rodzącym w bólach swoje dzieci (zob. Ga 4, 19); nawet jeśli tego bólu nie da się bezpośrednio, „technicznie” z tymi konkretnymi korynckimi dziećmi powiązać. I może właśnie dlatego określamy Pawła tytułem „Apostoła Narodów”: nie tyle z racji podróży misyjnych i listów, ile z racji autentycznego zrodzenia Kościoła.

 

Psalm responsoryjny: Ps 116B

W tej pieśni łączą się dwa głosy: głos Chrystusa, którego krzyż ma w oczach Ojca najwyższą wartość (cenna jest w oczach Pana śmierć Jego wyznawców), i głos chrześcijan, których do wiary zrodził Kościół-Matka (jestem synem Twojej służebnicy, Panie). Ich wspólnym mianownikiem jest cierpienie, które przeżywane w Bogu wyzwala i staje się jakby sakramentem.

 

Ewangelia: Mt 5, 27-32

Jezus splata w jedno dwa przykazania, dążąc także do scalenia osoby ludzkiej: jej czynów (VI przykazanie) z jej sercem (IX przykazanie). Nie chodzi Mu jednak o samą-li tylko jednoznaczność, przejrzystość i spójność. One są dopiero owocem wypracowania w sobie takiego spojrzenia na cielesność, które porzuca kategorie przedmiotowości i instrumentalności, rozpatruje zaś ją w kategoriach podmiotowości i sakramentalności. Ciało, bowiem jest sakramentem osoby, jest nośnikiem jej duchowości i zawiera w sobie potencjał oblubieńczy. Jezus – sam czysty, czyli cały oddany Bogu i ludziom, pozbawiony połowicznych decyzji i nieuporządkowanych przywiązań – przywraca ciału właściwą godność, a całej osobie jedność.

 

Sobota, 15.06.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: 2 Kor 5, 14-21

Już więcej nie znamy Chrystusa według ciała, pisze Paweł zupełnie otwarcie i to nawet z jakąś taką dumą. A nam tak brakuje namacalnego Jezusa: Jego spojrzenia, dotyku, słowa, obecności… Szukamy – całkiem słusznie, zresztą – takiego doświadczenia Jezusa w kontemplacji Ewangelii i ciszy adoracji eucharystycznej. Szkoda, że spontanicznie nie przychodzi nam na myśl w tym ciągu jeszcze trzeci element: Kościół, będący przedłużeniem cielesności Jezusa. Teraz to twoje oczy są Jego spojrzeniem, twój dotyk Jego czułością, twoje słowa Jego mową, twoja obecność Jego bliskością! Ponieważ ci, co żyją, pisze także Paweł, żyją dla Tego, który za nich umarł i zmartwychwstał. Nie masz, więc tylko dbać o własne poletko wiary, ale tym, co na nim wyrośnie, karmić innych. Im bardziej będzie to ludzkie, powszednie, zwyczajne, tym bardziej będzie Jezusowe: czytelne, dostępne na wyciągnięcie ręki, sakramentalne. W imieniu Chrystusa spełniamy posłannictwo jakby Boga samego, mówi jeszcze Paweł, co nie oznacza wcale wchodzenia w funkcję rzecznika prasowego czy adwokata chrześcijaństwa, ale stawanie się świadkiem – całym sobą.

 

Psalm responsoryjny: Ps 103

            Psalm ten podejmuje końcowy wątek pierwszego czytania – pojednanie z Bogiem – i dlatego bywa nazywany Psalmem miłosierdzia. Bóg nie jest jak człowiek: nie zapamiętuje się w sporze, nie płonie gniewem, jest bardzo cierpliwy. Bóg jest inny: odpuszcza winy, odsuwa je praktycznie w kosmiczną nieskończoność, obdarza zmiłowaniem. Warto potrwać przy tych dwóch kategoriach – kim Bóg nie jest i kim jest – pytając siebie o to, na ile przenoszę na Niego usposobienie ludzi, oraz w jakim stopniu uznałem i uwewnętrzniłem Jego prawdziwy obraz pochodzący z Objawienia biblijnego.

 

Ewangelia: Mt 5, 33-37

No, dobrze: Wcale nie przysięgajcie! A co z przysięgą małżeńską oraz przyrzeczeniami diakońskimi i kapłańskimi? Co z przysięgami składanymi przy okazji załatwiania różnych formalności kurialnych (np. stwierdzeniem stanu wolnego)? To akty czysto ludzkie: jesteśmy w stanie poznać i wybrać dobra, jakimi są związek wyłączny, posługa w Kościele czy prawdomówność, i zadeklarować wierność im. Składane w tych wypadkach przysięgi – o ile osoba jest dojrzała, czyli zdolna do decydowania o sobie, oraz autentycznie rozeznała swoją sytuację – budują ją od wewnątrz, sprawiają, że bardziej staje się sobą, a także pociągają za sobą rzeczywiste praktyczne konsekwencje. Otóż, Jezus w tym fragmencie Ewangelii nie ma na myśli takich życiowych decyzji (chociaż nazywamy je właśnie przysięgami). Ma tymczasem na myśli powoływanie się na zewnętrzny autorytet, by uwiarygodnić siebie – a my nie powinniśmy potrzebować takich zabiegów, powinniśmy być wiarygodni sami z siebie i zdatni do skutecznych wyborów bez mniej lub bardziej magicznego odwoływania się do rzeczy czy osób świętych.

Komentarze do czytań - IX tydzień zwykły | od 2 do 8 czerwca 2019 r. - s. M. Tomasza Potrzebowska CSC
Komentarze do czytań - XI tydzień zwykły - od 16 do 22 czerwca 2019 r. - ks. Adam Dynak