Teresa Kołodziej

 

 

Komentarze do czytań X Tydzień Zwykły

(7 – 13 czerwca 2015 r.)

 

Niedziela, 7.06.2015 r. Dziesiąta Niedziela Zwykła

Pierwsze czytanie: Rdz 3, 9-15

            W uciekaniu od odpowiedzialności za swoje czyny człowiek potrafi posunąć się aż tak daleko, że Boga może obciążyć odpowiedzialnością za nie. W dzisiejszym fragmencie Księgi Rodzaju mężczyzna najpierw oskarża niewiastę, bo to ona dała mu owoc. Niewiastę zaś postawił  Bóg, więc kto ostatecznie jest winien? Oczywiście Bóg. Czyż można posunąć się jeszcze dalej? Scena ta pokazuje to, co dzieje się w nas po grzechu. Sposobów zagłuszania głosu sumienia  znamy wiele, chęć ucieczki od winy jest w nas stale obecna. Dobrze jest mieć tego świadomość.

            Jednak dobrze jest też zobaczyć, że po moim grzechu Bóg nie odwraca się ode mnie, ale pyta: gdzie jesteś? Pyta nie dlatego, że tego nie wie, ale pyta po to, aby człowiek mógł zobaczyć swój stan. Aby nie trwał w przeświadczeniu, że nic się nie stało, że to nic takiego, że wszyscy tak robią, że inaczej się nie dało, że inni są odpowiedzialni za moje zachowanie. Usłyszenie tego pytania i podjęcie wysiłku w celu znalezienia na nie odpowiedzi czyli określenie swojej aktualnej sytuacji jest punktem wyjścia do zmiany tego stanu. Bez zobaczenia prawdy o sobie niemożliwy jest dalszy rozwój. Trwanie w ukryciu przed Bogiem i przed samym sobą uniemożliwia jakąkolwiek zmianę na lepsze. Podjęcie współpracy z Bożą łaską jest początkiem wspaniałej drogi.

 

Psalm responsoryjny: Ps 130 (129), 1-2.3-4.5-7a.7bc-8

 

            Psalm rozpoczyna wołanie z głębokości. Człowiek pogrążony w głębokim mroku grzechu woła  o ratunek do Boga. Jego dusza czuje jakieś wielkie oddalenie od Boga, odczuwa jakby Bóg się przed nią ukrył, ale to nie Bóg się ukrył, to człowiek nie ma śmiałości zbliżyć się do Boga. Z drugiej strony dusza ma jakąś pewność, że tylko w nim może szukać ratunku. Słusznie wierzy, że tylko w Bogu może znaleźć ukojenie i przebaczenie.

            Obraz Boga miłosiernego wyłaniający się w tym psalmie jest nadzieją zarówno dla pojedynczej osoby jak i dla całych społeczności. Psalm kończy się zachętą do szukania w Bogu odkupienia. Ta nadzieja jest zarówno dla narodu jak i dla mnie osobiście. Wołajmy więc do Boga nieustannie. Wołajmy nie ze strachu, ale ze skruchą, ufnością i tęsknotą.

 

Drugie czytanie: 2 Kor 4,13-5,1

 

            Ile nadziei płynie ze słów św. Pawła skierowanych do wspólnoty w Koryncie, ale też do nas dzisiaj zamartwiających się różnymi niedogodnościami życia. Nadzieja ta płynie z wiary, że Bóg, który sprawił, że Jezus zmartwychwstał sprawi również, że my zmartwychwstaniemy. Dlatego nie warto koncentrować swojej uwagi na stopniowym obumieraniu naszego ciała, ale lepiej będzie dla nas, gdy zechcemy zauważyć, że w tym samym czasie wzrasta nasz człowiek wewnętrzny. Każdy dzień przeżyty w łączności z Bogiem przybliża nas do wiecznego szczęścia. To, co dzisiaj wydaje mi się trudne w życiu doczesnym, okaże się drobnostką w perspektywie czekającego nas życia wiecznego. Takie patrzenie w górę daje dystans do dzisiaj przeżywanych utrapień, które są realne
i prawdziwe, ale nie mogą przesłaniać nam przyszłego szczęścia.

 

 

Ewangelia:  Mk 3, 20-35

 

            Kiedy za Jezusem chodził tłum ludzi oczekujących i doświadczających różnego rodzaju uzdrowień i uwolnień od złych duchów, jego bliscy uważali, że odszedł On od zmysłów. Ta sama rzeczywistość, a tak różnie postrzegana.

            Jeszcze inaczej te same cuda widzieli uczeni w Piśmie, którzy pofatygowali się i przyszli nad Jezioro Galilejskie aż z Jerozolimy. Zadali sobie dużo trudu aby przyjść, ale ich serca były w postawie szukania potwierdzenia dla ułożonych w głowie teorii, a nie w postawie poszukiwania prawdy. Taka postawa potrafi tak zaślepić umysł, że powstaje w nim całkowicie pozbawione logiki postrzeganie rzeczywistości. Zarzucili Panu Jezusowi, że wyrzuca złe duchy mocą ich władcy, czyli (jak powszechnie wierzono) Belzebuba. Pan Jezus posługując się porównaniami dla wszystkich zrozumiałymi wykazuje ten brak logiki: „Jeśli więc szatan powstał przeciw sobie i jest ze sobą skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim.” Cierpliwie tłumaczy absurd myślenia, że ktoś, kto ma w sobie ducha nieczystego mógłby wyrzucać złe duchy z innych.  Uczeni w Piśmie zupełnie nieświadomie świadczą o tym, że Jezus złe duchy wyrzuca mocą Boga, ale oni sami tego nie widzą, bo nie chcą widzieć.

            Ich dramat polegał na tym, że chociaż dostali wszelkie środki do tego, aby prawdę poznać, sami dobrowolnie zamknęli się na przyjęcie prawdy. Właśnie to uporczywe odrzucanie prawdy jest bluźnierstwem przeciw Duchowi Świętemu. Jest to jedyny grzech, który nie może być odpuszczony. Za to całkowicie w naszej mocy jest, aby się go nie dopuścić, bo jesteśmy wyposażeni w wystarczającą ilość łaski Bożej.

 

 

Poniedziałek, 8.06.2015 r.

Pierwsze czytanie: 2 Kor 1, 1-7

            Słowa te skierowane do wspólnoty w Koryncie, w której wcześniej przez osiemnaście miesięcy głosił ewangelię, napisał św. Paweł podczas swego drugiego pobytu w Macedonii.

            W tym bardzo krótkim fragmencie  listu będącym tylko początkiem wstępu znajdujemy zadziwiające bogactwo treści. Dowiadujemy się, że dawcą wszelkiej pociechy jest Bóg. Jeśli jesteśmy w stanie nieść pociechę innym to tylko dlatego, że sami wcześniej doznaliśmy jej od Boga i to On posyła nas do innych. Św. Paweł znał to z własnego doświadczenia. Właśnie doznał pociechy po trudnych dla niego wydarzeniach, które ostatnio miały miejsce, a które szczęśliwie już miał za sobą.  Przekonał się jak wspólnoty młodego jeszcze Kościoła wpływają na siebie nawzajem. Św. Paweł pokazuje, że cały Kościół jest jednym organizmem. Gdy jeden człon tego organizmu doświadcza udręki, to nie pozostaje to bez wpływu na pozostałe.

            Jak bardzo możemy doświadczać tego dzisiaj, gdy jesteśmy świadkami prześladowań całych wspólnot Kościoła. Te słowa przypominają nam o solidarności z tymi, którzy dzisiaj poświęcają swoje życie za wiarę w Chrystusa. Niech tak czytelne wyznanie przez nich wiary wzmacnia naszą wiarę, wyzwala w nas pokłady współodczuwania i uświadamia nam, że Kościół to nie tylko organizacja czy instytucja, ale budowla wznoszona na fundamencie Miłości.

 

Psalm responsoryjny: Ps 34 (33), 2-3. 4-5. 6-7. 8-9

 

            Któż z nas nie doświadczył dobroci Boga? Chyba tylko ten, kto w trudnościach Go nie wzywał. Nie wzywał, bo ktoś mu wmówił, że ze wszystkim w życiu musi sobie poradzić sam. Na szczęście przychodzi zwykle kiedyś taka sytuacja życiowa, która pomaga uznać, że sam nie dam rady. Wyrywa się wtedy z piersi: Boże, ratuj i wtedy spełniają się słowa psalmu: „Oto biedak zawołał, a Pan go usłyszał i wybawił ze wszystkich ucisków”. Następuje życiowy przełom. Trudności są, ale całkiem inaczej się je pokonuje. Życie zaczyna być codziennym uwielbieniem Boga.

            „Skosztujcie i zobaczcie jak dobry jest Pan”. Czy psalmista mógł przypuszczać, że to będzie możliwe tak dosłownie? Bóg, który daje się nam jako pokarm, abyśmy nie ustali w drodze.

 

 

 

Ewangelia:  Mt 5, 1-12

            Błogosławieni znaczy szczęśliwi. Pragnienie szczęścia nieustannie nosimy w sobie. Życzymy szczęścia bliskim przy każdej okazji, ale czy wierzymy, że to życzenie naprawdę może się spełnić i że szczęście może być większe od tego, które jest naszym wyobrażeniem o nim? Czy wierzymy, że ono jest możliwe w sytuacji przeżywanego ucisku, prześladowania, trudnych doświadczeń życiowych?

            Może rodzić się w nas czasami taka myśl, że gdyby coś było inaczej niż jest, byłbym szczęśliwy. Gdybym miał innego szefa, gdybym miał lepsze zdrowie, gdybym miał lepszy samochód, gdybym miał wyższy stopień naukowy, gdybym miał inną żonę, gdybym…, gdybym… byłbym szczęśliwy. Wtedy możemy być pewni, że niewłaściwy jest nasz sposób poszukiwania szczęścia. Obserwując ludzi, którzy poszli tą drogą łatwo zauważyć, że to jest droga fałszywa. Na jej końcu lub całkiem niedaleko pojawia się frustracja, zawiść, nieład moralny. Jezus pokazuje nam inną drogę do szczęścia. Fundamentem ludzkiego szczęścia jest uznanie Boga za swego Pana i kierowanie się Jego prawami. Ci, którzy płaczą są pocieszeni już teraz tym, że sam Bóg jest ich pocieszycielem i obrońcą. Sam płacz schodzi wtedy na dalszy plan. Nawet jeżeli dalej trwa, to nie prowadzi do przygnębienia i rozpaczy. Otwarcie się na Boga i Jego słowo jest zaczątkiem Królestwa Bożego w nas. Bardziej skupiając się na celu naszej ziemskiej wędrówki niż na kałużach i wybojach drogi, którą idziemy już teraz możemy być radośni i promieniować radością na innych. Sam Jezus zapewnia nas, że nagroda jaka czeka nas w niebie wielka jest. Uwierz.

 

 

Wtorek, 9.06.2015 r.

Pierwsze czytanie: 2 Kor 1, 18-22

            Paweł zamierzał przybyć ponownie do wspólnoty w Koryncie, ale na skutek trudnej sytuacji jaka w tej wspólnocie zaistniała uznał, że dla dobra tych chrześcijan lepiej będzie, jeśli on teraz się tam nie pojawi. Zamiast tego napisał list, którego całej treści nie znamy, bo list nie zachował się. Z listem udał się do Koryntu Tytus, który wkrótce wrócił do Pawła  z dobrą wiadomością, że powstałe tam nieporozumienia zostały wyjaśnione, a ich sprawca został ukarany. Paweł napisał wtedy kolejny list znany dzisiaj jako drugi list do Koryntian, w którym bardzo szczerze  wyjaśnia swoje zachowanie. Napisał go w celu rozwiania nawet najmniejszych wątpliwości dotyczących przyczyn zmiany decyzji. Nie chodziło mu o odparcie niesłusznych zarzutów, aby lepiej wyglądać w oczach innych, ale o to, aby jakieś niedomówienie nie położyło cienia na głoszonej przez niego nauce o Chrystusie, który jest całą prawdą. Zapewnia kolejny raz, że wszystkie Boże obietnice dokonały się w  zgodzie Jezusa na wypełnienie woli Ojca: „Ile tylko obietnic Bożych , wszystkie są ‚tak’ w Nim”.

             Apostoł, a także każdy z nas, aby był prawdziwym świadkiem Chrystusa musi postępować jednoznacznie. Tak ma znaczyć tak, nie znaczy nie. Gdy w naszym życiu granice znaczenia tych słów zaczynają się rozmywać natychmiast tracimy wiarygodność i stajemy się co najwyżej religijnym dymkiem, ale to nikomu nie jest potrzebne. Świat jest spragniony świadków Bożej Miłości.

 

Psalm responsoryjny: Ps 119 (118), 129-130. 131-132. 133 i 135

            Psalm ten jest pasmem zachwytów nad prawem Bożym jako receptą na szczęście. Mamy w sobie pragnienie szczęścia. Ono jest wpisane w naszą naturę. Osiągnąć je możemy tylko dostrajając się do Bożych ustaw. Bóg również, a może przede wszystkim, pragnie naszego szczęścia, dlatego objawił nam sposób, w jaki możemy do szczęścia dążyć. Bóg jest przecież naszym sprzymierzeńcem. Warto o tym ciągle pamiętać.

            Pielęgnujmy w sobie tę tęsknotę do poznawania woli Bożej w naszym życiu, bo pójście za tym pragnieniem jest drogą do prawdziwego szczęścia.

 

Ewangelia:  Mt 5, 13-16

            Kiedy Jezus mówił te słowa do swoich uczniów być może w zasięgu wzroku było jakieś miasteczko położone na wzniesieniu, jakich na terenie Ziemi Świętej jest wiele. Będąc tam dzisiaj też mija się wiele takich miasteczek i dopiero wtedy dobrze się rozumie te słowa, że nie może się ukryć miasto położone na górze. Miasteczka położone na sąsiednich wzniesieniach widoczne są z daleka. Z daleka widać wszystko co się tam dzieje. Doświadczyłam tego w jednym z palestyńskich miasteczek położonym na wzniesieniu. Gdy pewnego dnia poszłam na spacer do intrygujących mnie zabudowań, następnego dnia okazało się, że wiele osób mnie tam widziało, chociaż ja nie spotkałam tam nikogo. Nie dałoby się być tam niezauważonym.

            Właściwie każdy z nas żyjący w większym lub mniejszym środowisku jest dla pewnej grupy ludzi, czasami może dla jednej osoby, takim miastem położonym na górze. Wszystkie uczynki są jawne. Możemy nawet nie mieć świadomości, jak bardzo one oddziałują na innych. Jeśli są dobre, pobudzają do czynienia dobra innych. Jezus mówi do nas wsłuchujących się w Jego słowa, że jesteśmy światłem świata. Zachęca nas, aby to światło mogło świecić przed ludźmi. Nie możemy zatrzymywać go tylko dla siebie. Będąc wśród ludzi zobaczymy też światło Boże, jakie dotrze do nas za pośrednictwem innych.

 

Środa, 10.06.2015 r.

Pierwsze czytanie: 2 Kor 3, 4-11

            Gdy w ciemnym pomieszczeniu zapalimy świecę widzimy, że rozprasza ona mrok. Zaczynamy widzieć kontury, z czasem widzimy coraz więcej, ale nigdy nie dojdziemy do dokładnego poznania barw i odcieni. Życie w takim półmroku jest dużo łatwiejsze niż w zupełnej ciemności. Gdy jednak nastanie świt i wpadnie do pomieszczenia światło słoneczne, widzimy w nowy sposób. Czy jednak poznanie jakie zdobyliśmy dzięki blaskowi świecy jest bezużyteczne? Przedmioty nie zmieniły kształtu ani wielkości, o ich istnieniu też wiedzieliśmy zanim zaświeciło słońce, zobaczyliśmy też, że więcej widzimy, jeśli jesteśmy bliżej źródła światła. Dotychczasowe poznanie nie przestaje być aktualne. Światło słoneczne radykalnie zmienia postrzeganie rzeczywistości, ale nie przekreśla dotychczasowego poznania.

            Porównanie nie jest doskonałe, ale daje jakiś obraz etapów Bożego objawienia. Przykazania Boże bardzo oświetliły drogę człowieka, ale Duch Święty posłany na ziemię po wniebowstąpieniu ukrzyżowanego z miłości do nas i zmartwychwstałego Jezusa jest tym światłem, z którego na pewno nie chcemy zrezygnować. Przykazania nie przestają obowiązywać, tylko że ich przestrzeganie przestaje być uciążliwą powinnością, staje się naszym radosnym odwzajemnieniem tej nieskończonej miłości. Do życia sprzed doświadczenia Ducha Świętego nie chcemy już wracać.

 

Psalm responsoryjny: Ps 99 (98), 5-6. 7-8

 

            Przed wielkim majestatem Boga uniżenie człowieka jest czymś oczywistym. To nie Bóg tego wymaga, ale my inaczej nie możemy. Uznanie wielkości Boga daje nam nadzieję, że wzywając Go w naszych utrapieniach zostaniemy wysłuchani. Mamy liczne świadectwa tego wysłuchania na kartach Pisma Świętego. Nie ma jednak w Bogu żadnego przyzwolenia na zło: „Boże nasz, Panie, Tyś ich wysłuchał, łaskę im okazałeś, lecz karałeś występki.”

 

Ewangelia:  Mt 5, 17-19

            Żydom zawdzięczamy to, że teksty Starego Testamentu przetrwały do naszych czasów w niezmienionej postaci. Oni litery hebrajskiego alfabetu uważali za święte i mieli wielki szacunek dla świętego tekstu. Jest  piękny midrasz na temat ważności liter, w którym litery hebrajskie szczycą się swoją ważnością i pięknem. Jota jest najmniejszą literą w tym alfabecie i w wypowiedzi Jezusa stała się symbolem nienaruszalności przesłania Starego Testamentu. Wszystko co jest w nim zapowiedziane przez proroków musi się wypełnić. Jezus pokazał to własnym życiem. Przez Maryję i Józefa wychowany był starannie w tradycji Żydowskiej, w dorosłym życiu nie odszedł od niej. W proroctwach Starego Testamentu zobaczył, że one w Jego osobie wypełniają się. Wypełnił je wszystkie aż do końca. W Nim one urzeczywistniły się.

            Wejście w Nowe Przymierze nie oznacza zerwania Starego, ale jeszcze głębsze zaangażowanie się w nie. Aby wejść do królestwa ogłaszanego przez Jezusa jako Mesjasza należy dbać o jeszcze większą sprawiedliwość: „Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego”.

            Niech więc nikomu z nas nie przyjdzie do głowy, że cokolwiek mogło stracić na aktualności, bo zmieniły się warunki, bo teraz są inne czasy, inne możliwości, inne trudności… To fałszywy kierunek rozumowania. Sam Jezus o tym zapewnia.

 

 

 

Czwartek, 11.06.2015 r.

Pierwsze czytanie: Dz 11, 21b-26

            Dwa rozdziały wcześniej czytamy w Dziejach Apostolskich o Barnabie, dzięki któremu Paweł mógł nawiązać kontakt z Kościołem w Jerozolimie. Inni uczniowie bali się Pawła, nie wierzyli, że też jest uczniem. Świadectwo Barnaby o tym „jak Szaweł ujrzał Pana i z jaką siłą przemawiał w Damaszku w imię Jezusa” przekonało apostołów i dzięki temu Paweł mógł doświadczyć życia we wspólnocie z tymi, którzy znali Jezusa osobiście, żyli z nim na co dzień, słuchali Jego nauki. Pamięć o Szawle prześladującym chrześcijan, która wciąż była żywa, zagrażała jego bezpieczeństwu, dlatego zdecydowano, że Paweł wróci do Tarsu. Nie o tym zapewne marzył Paweł, ale zgodził się z tym postanowieniem. Widocznie tego potrzebowała jego bardzo świeża wiara w Jezusa: jakiegoś okrzepnięcia, ugruntowania, próby.

            W dzisiejszym czytaniu znów pojawia się postać Barnaby, „człowieka dobrego i pełnego Ducha Świętego”. Ten Duch skierował jego uwagę na Pawła przebywającego już długo w Tarsie. Barnaba uznał, że w związku z dużą ilością nawróceń w Antiochii, Paweł będzie teraz przydatny. Barnaba znów docenił osobę Pawła. Nie wiedział wtedy jeszcze, że już wkrótce ten sam Duch Święty wskaże im następne pole misyjne, tym razem na Cyprze.

             W jaki sposób misjonarze próbowali usłyszeć, co Duch Święty mówi do Kościoła? Odprawili publiczne nabożeństwo i pościli. Post i modlitwa -to sposób zawsze skuteczny.

 

 

Psalm responsoryjny: Ps 98 (97), 1. 2-3ab. 3c-4. 5-6

            Psalm ten ma charakter mesjański. Bóg jest królem, dobrym królem, troszczącym się o swój lud. Królem sprawiedliwym, wrażliwym na potrzeby tego ludu, czyniącym cuda, kochającym. Gdy trzeba, pośle na ziemię swego Syna. „Ujrzały wszystkie krańce ziemi zbawienie Boga naszego”. To musi wywołać radość, śpiewanie i granie na cześć takiego Króla. „Wołaj z radości na cześć Pana cała ziemio”. Niech nikt nie wyłącza siebie z tej radości. Ona jest dla wszystkich, dla każdego!

 

Ewangelia:  Mt 10, 7-13

            Jak szczegółowe wytyczne Jezus daje apostołom, gdy wysyła ich, aby głosili prawdę o Królestwie Bożym. Wszystkich tych zaleceń jednak Jezus najpierw przestrzegał sam. Towarzyszący mu uczniowie doświadczyli tego, czego potem mieli przestrzegać. Widzieli cuda, ale widzieli też skromność życia codziennego, umiar w korzystaniu z gościnności, nie gromadzenie dóbr na zapas, nieustanną ufność w Bożą opatrzność, czystość intencji w kontaktach z ludźmi, bezinteresowną miłość do nich. Teraz, gdy uczniowie słuchają tych zaleceń, nie maja wątpliwości, że należy ich przestrzegać. Jeśli słowa poprzedzone są czynami, to ich skuteczność jest zadziwiająca.

            Wezwanie do głoszenia światu dobrej nowiny nie straciło swej aktualności. Jeśli chcemy, aby nasze słowa wydawały dobre owoce, muszą być poprzedzone czynami. Świadectwo naszego życia jest warte więcej niż słowa, które oczywiście też są niezbędne.

 

 

Piątek, 12.06.2015 r.

Pierwsze czytanie: Oz 11, 1. 3-4. 8c-9

            Czułe są te słowa, które Bóg ustami proroka Ozeasza wypowiada do ciebie i do mnie. Jeszcze wyraźniejszą wymowę mają dzisiaj, gdy je słyszymy w dniu uroczystości Najświętszego Serca Jezusa.

            Wyobraź sobie siebie w roli tego niemowlęcia, które Bóg przytula do swego policzka. Nie bój się tego obrazu. Może na co dzień jesteś tak zwanym silnym mężczyzną, w dobrze skrojonym garniturze, który nigdy nie płacze, może super niezależną kobietą, której zawsze wszystko dobrze wychodzi, może masz już siwe włosy, zmarszczek zbyt dużo,  może wyobrażenie siebie w roli niemowlęcia przytulanego do policzka wydaje Ci się śmieszne? Spróbuj jednak. Uwierz. Bóg Ciebie kocha. Kocha ciebie taką właśnie czułą miłością…

            Na kartach Starego Testamentu Bóg stopniowo przygotowywał nas na pełne objawienie swojej miłości. Pełnia objawienia Bożej miłości nastąpiła dopiero w Jezusie Chrystusie. Tak niepojęta jest ta miłość, że trudno było przyjąć tę prawdę Żydom i trudno jest przyjmować ją nam dzisiaj, bo ona rozumem objąć się nie daje. Dla jej przyjęcia trzeba otworzyć swoje serce. Spróbuj pojąć, że Jezus przyszedłby na świat, przyjąłby krzyżową śmierć i pozwolił przebić włócznią swoje serce nawet wtedy, gdybyś ty jeden tylko był na świecie. On to zrobił z miłości do ciebie.

 

 

Psalm responsoryjny: Iz 12,2. 3-4b. 4cd-5

            Jest to liturgiczny hymn dziękczynny. Mamy w nim odpowiedź wspólnoty wierzących na prorockie zapowiedzi zbawienia.

            Po deklaracji, że Bóg jest moim zbawieniem następuje zachęta dla innych, aby też czerpali z tych zdrojów zbawienia. Odbiorca Bożej łaski nie zamyka się przed innymi ze swoją zdobyczą. Ma wielkie pragnienie, aby inni też korzystali i rozsławiali imię Dawcy: „Dajcie poznać Jego dzieła między narodami, przypominajcie, że wspaniałe jest imię Jego”.

 

 

Drugie czytanie: Ef 3,8-12. 14-19

            Paweł został posłany do pogan, aby głosić im dobrą nowinę o miłości Chrystusa. Odtąd ludzie nie znający wcześniej Jedynego Boga Stworzyciela zostają napełnieni przez Ducha Świętego poznaniem Miłości Jezusa, który przyjął śmierć krzyżową za każdego człowieka, nikogo nie wyłączając. To poznanie to nie wiedza. Miłości nie da się objąć największym nawet rozumem. Można ją przyjąć jedynie z serca do serca. Ona jest niepojęta nie tylko dla człowieka, ale nawet dla świata duchowego. Tylko Jezus mógł ją objawić i dać nam przystęp do Ojca.

            Wiedza jest cenna i potrzebna, warto ją zdobywać, ale nie możemy oczekiwać, że ona, nawet ta najbardziej teologiczna, zjednoczy nas z Bogiem. Zdobywanie wiedzy nie może nam zastępować budowania osobistej relacji z Jezusem na modlitwie.

 

Ewangelia:  J 19, 31-37

 

Specyficzna była mentalność Żydów. Wydają sprawiedliwego Jezusa na ukrzyżowanie, a dzień później tak starannie dbają o to, aby ciała nie zostały na szabat na krzyżach, bo tego wymagały przepisy Prawa.

Do takiej niekonsekwencji zdolny jest jednak każdy z nas. Perfekcyjnie dbać o formy pobożności i jednocześnie nie widzieć potrzeb człowieka będącego obok nas – to pułapka, w którą obyśmy nigdy nie wpadli. Nie wpadniemy tylko wtedy, jeśli będziemy w postawie adoracji tego Najświętszego Serca Jezusa przebitego z miłości do nas, do mnie, również do tych, którzy Go wydali i ukrzyżowali. Ten ogrom miłości nie mieści się w naszych umysłach, jednak Duch Święty nas uzdalnia do przyjęcia tej prawdy.

 

 

 

Sobota, 13.06.2015 r.

Pierwsze czytanie: Iz 61, 9-11

            Dzisiejszy fragment księgi proroka Izajasza zawiera proroctwo zapowiadające pomyślność Izraela w czasach mesjańskich oraz odpowiedź Izraela na to proroctwo. Obietnice są wielkie: „Plemię ich będzie znane wśród narodów, i między ludami-ich potomstwo. Wszyscy, co ich zobaczą, uznają, że oni są błogosławionym szczepem Pana.” To słowa błogosławieństwa. Po tych słowach następuje wyrażenie radości Izraela. Jest ono pełne nadziei:  „Zaiste, jak ziemia wydaje swe plony, jak ogród rozplenia swe zasiewy, tak Pan Bóg sprawi, że się rozpleni sprawiedliwość i chwała wobec wszystkich narodów.”

            Odpowiedzią człowieka na doświadczane dobro jest radość i wdzięczność, którą chcemy jakoś wyrażać na zewnątrz. Jeżeli potrafimy zobaczyć działanie Boga w swoim życiu, nasze serca zaczyna wypełniać radość, którą pragniemy dzielić się z innymi. Nasza radość, jeśli jest szczera, udzieli się tym, z którymi aktualnie przebywamy. Człowiek posiadający wdzięczne serce jest iskrą rozświetlającą mroki zniechęcenia wokół siebie. Pielęgnujmy w sobie tę wdzięczność.           

            Kontemplacja wdzięcznego serca Maryi może być wielką pomocą w podążaniu tą drogą. Gdy zauważamy w sobie jakieś oznaki postawy roszczeniowej, spojrzenie na serce Maryi będzie skutecznym lekarstwem na tę dolegliwość.

            Niech żadna łaska otrzymana przez nas od Boga nie będzie przyjmowana z obojętnością.

 

 

 

Psalm responsoryjny: 1Sm 2, 1. 4-5, 6-7, 8abcd

 

            W pierwszej Księdze Samuela czytamy, że Anna będąc bezpłodna prosiła Boga o potomka płci męskiej i złożyła obietnicę, że po wykarmieniu go piersią odda go do domu Pana. Bóg spełnił jej prośbę. Annę przepełnia wdzięczność za doznaną łaskę. Po wykarmieniu go piersią i uzgodnieniu tego z mężem Elkaną odprowadzają swego syna do domu Pana w Szilo do Helego. Tam Anna wyśpiewuje modlitwę. Jest nią psalm z epoki królów, będący w dzisiejszej liturgii psalmem responsoryjnym. Kantyk ten został nazwany „prototypem Magnificat”.

 

Ewangelia:  Łk 2, 41-51

            Święta rodzina co roku udawała się do Jerozolimy na Święto Paschy. Taki obowiązek mieli tylko mężczyźni, ale w bardziej pobożnych rodzinach chodziły też kobiety i dzieci. Zapewne Jezus był już tam wielokrotnie i znał to miejsce. Rodzice mieli podstawę do tego, aby 12-letniemu chłopcu ufać. Nie musieli go mieć ciągle na oku.

            Maryja i Józef sądzili, że Jezus im się zgubił, ale tak nie było. On został tam celowo. Tak po raz kolejny miało objawić się Jego Bóstwo. Nie zmienia to faktu, że Maryja i Józef doznali wielkiego bólu szukając syna. Świadczy o tym wyrzut Maryi skierowany do Jezusa. Jak precyzyjnie jest w nim oddany ich stan: „Oto ojciec Twój i ja z bólem serca szukaliśmy Ciebie”. Nie ma tu cienia histerii, rozgoryczenia, jest wyrażenie uczuć, stwierdzenie faktu. Emocje oczywiście były, ale nie wzięły góry nad rozsądkiem. Odpowiedź Jezusa pokazuje, że On się nie zgubił, On jest tam, gdzie jest Jego miejsce.

            Oni jednak nie zrozumieli, co im powiedział, mimo że byli już po doświadczeniu zwiastowania, po spotkaniu z Symeonem. Wielką tajemnicą jest narastanie świadomości misji Jezusa w całej Świętej Rodzinie. Maryja i Józef trwali w ustawicznym zawierzeniu. To nie była wiedza, to musiała być wiara.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

LABORATORIUM SŁOWA BOŻEGO – zapraszamy na wykład 01.06.2015 r. o godz. 19.30
Komentarze do czytań X Tydzień Zwykły (7 – 13 czerwca 2015 r.)