Niedziela, 10.04.2022 r. – Niedziela Palmowa

Ewangelia w czasie procesji i poświęcenia palm: Łk 19, 28-40

Liturgia Wielkiego Tygodnia zaczyna się od Niedzieli Palmowej. W tym dniu powinna odbyć się procesja z palmami, przypominająca nam ów dzień, kiedy Jezus przy akompaniamencie radosnych okrzyków wjechał na osiołku do Jerozolimy. Z perspektywy czasu wiemy, że zapał tłumów był słomiany. Już w Wielki Piątek ci sami ludzie będą krzyczeć do Piłata: „Ukrzyżuj!”. Jednak niestałość pokolenia, które odrzuciło Jezusa nie zmienia faktu, że w Niedzielę Palmową poryw ich entuzjazmu był prawidłową reakcją, bo Jezus był rzeczywiście oczekiwanym Mesjaszem, Synem Dawida, Królem Izraela, i te objawy czci i radości słusznie Mu się należały.

Nas nie było w Jerozolimie dwa tysiące temu, ale bardzo ważne jest, abyśmy się od tamtych tłumów uczyli radości spotkania z Panem. Mamy ku temu możliwość nie tylko w raz w roku w Niedzielę Palmową, ale w każdej Mszy świętej, kiedy to w hymnie „Święty, Święty, Święty” powtarzamy słowa: „Błogosławiony, który idzie w imię Pańskie! Hosanna na wysokości!”. Jezus przychodzi do nas w każdej Mszy świętej w swoim Ciele i swojej Krwi, a my możemy Go przyjąć z radością i wdzięcznością, rzucając w duchu pod Jego święte nogi nasze płaszcze, kwiaty i wszystko, co chcemy Mu ofiarować.

Procesja Niedzieli Palmowej i hymn „Święty, Święty, Święty!” to także zapowiedź owego ostatecznego przyjścia Mesjasza w dniu ostatecznym. Lęk przed sądem ostatecznym chyba za bardzo przesłonił chrześcijanom fakt, że powtórne przyjście Jezusa dla człowieka wierzącego to moment radości, bo oznacza koniec tego świata, w którym tak często do głosu dochodzi zło, przemoc, wojna, kłamstwo, wyzysk i wszelki grzech, a początek pełnego panowania Boga w Jego świętym i błogosławionym królestwie, gdzie Bóg „otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już odtąd nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły” (Ap 21, 4).  

Pierwsze czytanie: Iz 50, 4-7

W Wielkim Tygodniu niejednokrotnie będą brzmiały słowa Sługi Jahwe z Księgi Izajasza. Kim był ten człowiek, który w pierwszej osobie przekazuje nam swoje świadectwo wiary? O jakich konkretnych sytuacjach mówi w swoich pieśniach? Kiedy żył? Co przeżywał? Uczeni do dziś nie znaleźli odpowiedzi na te pytania. Pieśni te jednak znalazły jedyne w swoim rodzaju wypełnienie w życiu, a szczególnie w męce i śmierci Jezusa Chrystusa.

Dziś kontemplujemy obraz Jezusa wchodzącego do Jerozolimy. Tłumy wiwatują, rzucają gałęzie palmowe i płaszcze pod nogi osiołka. Tylko Jezus ma świadomość tego, co wkrótce Go czeka. Zatrzymuje się na stoku Góry Oliwnej, skąd rozciąga się wspaniała panorama na Miasto Boże, i … płacze. Jak wielki jest kontrast pomiędzy Jego stanem ducha i panującym wokół entuzjazmem. „Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani” (Łk 13, 34).

Jezus jest posłusznym Sługą Ojca. Codziennie odkrywał ucho na głos, dyktujący mu wolę Przedwiecznego. Mówi przy tym: „Pan Bóg otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem” (Iz 50, 5). Dlaczego miałby się opierać? Cofać? Dlatego oczywiście, że wola Boża prowadzi Go na mękę i na krzyż. Dlatego, że będzie musiał podać grzbiet swój bijącym, policzki rwącym mu brodę, a twarz na poniżające opluwanie. W te straszne chwile będzie Mu towarzyszyła jednak świadomość Bożej obecności, która doprowadzi Go w końcu do poranka zmartwychwstania.

Przez wieki ten cierpiący Sługa Pański był źródłem duchowej siły dla chrześcijan niosących swój krzyż. W naszych niepewnych czasach wpatrujmy się w Niego i my!

Psalm responsoryjny: Ps 22, 8-9.17-18a.19-20.23-24

Do atmosfery Niedzieli Palmowej bez wątpienia najbardziej pasuje Psalm 118, gdzie czytamy: „Błogosławiony, który przybywa w imię Pańskie” i „ścieśnijcie szeregi, z gałęziami w rękach, aż do rogów ołtarza” (wiersze 26-27). Jednak czytania wprowadzają nas nie w atmosferę rozentuzjazmowanego tłumu, ale w świat myśli Jezusa, który wchodzi do Jerozolimy, aby wypełniły się na Nim proroctwa o Jego odkupieńczej męce i śmierci. Jezus wie, jak pozorna jest radość tłumu. Już wkrótce zacznie się nagonka na Niego. Zacznie się historia zdrady Judasza, tchórzostwa uczniów, wrogości władz, okrucieństwa strażników i żołnierzy. O tym wszystkim w krótkich słowach mówi dzisiejszy psalm. Końcówka psalmu jest jednak optymistyczna: „Będę głosił swym braciom Twoje imię, i będę Cię chwalił w zgromadzeniu wiernych”. Te słowa są jak gdyby spotkaniem z Jezusem zmartwychwstałym w liturgii. Bo On zawsze jest obecny, kiedy dwóch lub trzech zbierze się imię Jego.

Drugie czytanie: Flp 2, 6-11

Hymn z Listu do Filipian mówi o kenozie, czyli ogołoceniu z chwały Syna Bożego. Dokonało się ono najpierw we wcieleniu a następnie w śmierci krzyżowej. Tekst mówi: „Jezus Chrystus istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem”. Jest to dosyć nieudane tłumaczenie. Syn Boży nie musiał „korzystać” z jakiejś sposobności, bo przecież modlitwa „Wierzę” mówi  o Nim: „Bóg z Boga, Światłość ze Światłości”. W tekście oryginalnym czytamy, że Syn Boży swoją równość z Bogiem nie uważał za „łup wojenny”, czyli za jakieś ogromne bogactwo, z którego zwykłemu śmiertelnikowi trudno byłoby zrezygnować. Należałoby zatem ten tekst tłumaczyć: „nie uważał za wartość najwyższą, aby na równi być z Bogiem”. Ważniejsze było dla Niego, by stać się równym z nami, z ludźmi, stać się do nas podobnym „we wszystkim, z wyjątkiem grzechu” (Hbr 4, 15). Ale to właśnie poniżenie i ogołocenie staje się przyczyną Jego wywyższenia. I taki jest właśnie sens świąt paschalnych, w które wprowadza nas dzisiejszy dzień. W zjednoczeniu z Chrystusem nie boimy się już krzyża, cierpienia, a nawet poniżenia i przegranej, bo żyjemy nadzieją, że nasze życie jest w rękach Boga i zostaniemy w swoim czasie wywyższeni, tak jak to się stało z naszym Mistrzem i Nauczycielem, który „nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala” (Hbr 12, 2).

Ewangelia: Łk 22, 14 – 23, 56

Liturgię słowa w Niedzielę Palmową kończy czytanie opisu męki Pańskiej. W tym roku pochodzi ono z Ewangelii wg św. Łukasza. Po Mszy świętej wrócimy dziś do naszych domów w poważnym nastroju, mając w sercu los Jezusa. Choć tłumy witały Go entuzjastycznie, to jednak On wiedział, że była to radość bardzo powierzchowna. Jego w Jerozolimie czekają królewskie szaty, królewska korona i tron. Szaty jednak będą szydercze, korona cierniowa, a tronem będzie drzewo krzyża. Dzisiejsza Ewangelia zarysowuje nam program na najbliższe dni. Warto przeżywać je świadomie i czuć się duchowo blisko Jezusa, wchodząc we wszystkie wydarzenia począwszy od namaszczenia w Betanii, a na śmierci krzyżowej kończąc. Syn Boży spotkał na swojej ostatniej drodze wiele dobra, ale jeszcze więcej zła i niewdzięczności. Pokazał jednak chrześcijanom wszystkich czasów, że na tej trudnej drodze można w pełni oddać swoje życie Bogu, który jest miłością, ale również sprawiedliwością i prawdą. Dlatego właśnie nie musimy poniżać się do poziomu ludzi złych i niesprawiedliwych, nie musimy szukać własnej sprawiedliwości i zemsty. Możemy zachować w swoich sercach płomień miłości, być dziećmi Bożymi. To niezwykle ważne w czasach, kiedy widzimy tyle ludzkiej krzywdy.

Poniedziałek, 11.04.2022 r. – Wielki Poniedziałek

Pierwsze czytanie: Iz 42, 1-7

O Księdze Proroka Izajasza mówi się, że jest ona „piątą Ewangelią”. I rzeczywiście, proroctwa Izajaszowe nader trafnie przepowiadają zarówno narodziny Mesjasza, jak i realizację Jego misji, włącznie z wieńczącą ją krzyżową śmiercią. Szczególne miejsce w tych proroctwach zajmują „Pieśni Sługi Jahwe”, które czytamy w tym tygodniu. Pierwsza pieśń zaczyna się od słów: „Oto mój Sługa, Wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął”. Te słowa brzmią jak echo początku misji Jezusa, kiedy to w chwili chrztu na Jezusa zstąpił Duch Święty w postaci gołębicy, a z nieba rozległ się głos Ojca „Tyś jest mój Syn umiłowany”. Jezus w sile Ducha udał się na pustynię, a następnie do Nazaretu. A teraz, wiedziony tymże Duchem, Jezus przychodzi do Jerozolimy, aby dokonać dzieła zbawienia, aby stać się „Barankiem Bożym, który gładzi grzechy świata”. To przyjście jest pełne miłosierdzia: „Nie będzie podnosił głosu”, „nie zgasi knotka o małym płomyku”, „aż utrwali Prawo na ziemi”, a będzie to prawo miłości do zagubionego i zgnębionego grzechem rodu ludzkiego. „Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!”.

Psalm responsoryjny: Ps 27,1bcde.2.3.13-14

Psalm 27 dla wielu ludzi jest źródłem otuchy w godzinie trudności życiowych. Zarówno konflikty z innymi ludźmi, jak i problemy zdrowotne, czy finansowe postrzegamy jako ciemności zagrażające naszemu życiu. Szukamy w takich chwilach pomocy u Boga, naszego kochającego Ojca. Nie inaczej ma się rzecz i w liturgii Wielkiego Tygodnia. Jezus przychodzi do Jerozolimy, aby dokonać dzieła zbawienia. Przeciwko Niemu jest już organizowany spisek, który ma zaprowadzić Go na drzewo krzyża. W Prologu Ewangelii wg św. Jana czytamy, że Słowo „przyszło do swojej własności, ale swoi Go nie przyjęli” (J 1, 11). Nie przyjęły Go siły ciemności, o których tenże Prolog mówi: „Światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła” (J 1, 5). W to jądro konfliktu Jezus wchodzi z wiarą w moc Boga, która sięga poza granice wyznaczone przez śmierć. Uczmy się od naszego Zbawiciela tego zaufania i wiary, byśmy nie lękali się tych, „którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą” (Łk 12, 4). Prawdziwy szacunek powinniśmy odczuwać tylko przed Bogiem, w rękach którego znajduje się nasze wieczne przeznaczenie.   

Ewangelia: J 12, 1-11

Spotkanie w domu Łazarza przepełnione jest atmosferą wdzięczności i miłości. Jezus wskrzesił swojego przyjaciela i wdzięczność jego siostry Marii nie ma granic. Wylewa ona na nogi Jezusa pachnący olejek, który wart był fortunę. Nie myślała wtedy o pieniądzach. Chciała po prostu wyrazić to, co czuło jej serce. Patrząc na czyn siostry Łazarza, chciałoby się powiedzieć, że „serce nigdy się nie myli”, to znaczy, że czyny wykonane z miłości zawierają w sobie jakąś głęboką prawdę dobra i miłości, które ostatecznie powinny zwyciężyć. Praktyka życia pokazuje nam często coś odwrotnego. Nasze szczere porywy dobroci i wdzięczności rozbijają się niekiedy o skały czyjegoś egoizmu i cwaniactwa, a w nas pozostaje gorzkie poczucie, że daliśmy się wykorzystać, oszukać, że nasz dar być może nie został nawet zauważony. Właśnie z tego powodu zawsze powinniśmy odnosić nasze dobre czyny do Boga. On, który sprawia, że „słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi” (Mt 5, 45), i który przechowuje w swoim bukłaku każdą naszą łzę (Ps 56, 9), wynagrodzi nam każdy czyn miłości dużo wspaniałomyślniej, niż jakikolwiek człowiek.

Niech takie podejście do życia uwolni nas od wyrachowania, którego mistrzem był Judasz – nie najlepszy przecież przykład do naśladowania.

 

Wtorek, 12.04.2022 r. – Wielki Wtorek

Pierwsze czytanie: Iz 49, 1-6

Prorok Izajasz w drugiej Pieśni Sługi Jahwe już pięć wieków przed narodzinami Mesjasza prorokuje o szczegółach Jego misji. Dowiadujemy się z niej o szczególnym wybraniu Sługi. Do swojej misji został On powołany już „od łona swojej matki”. Jednocześnie został w sposób szczególny przygotowany. Jego usta są „ostrym mieczem”, co przypomina obraz z księgi Apokalipsy, gdzie o Synu Bożym, Słowie Boga, mówi się, że „z Jego ust wychodzi miecz, by nim uderzyć narody”.

Dopiero co była Niedziela Palmowa i wydaje się, że te proroctwa wypełnią się i nastąpi triumf królestwa mesjańskiego. To mylne wrażenie. Słusznie mówi Sługa Jahwe: „Próżno się trudziłem, na darmo zużyłem moje siły”. Już w  Wielki Piątek Jezus będzie umierał na krzyżu, opuszczony przez tłumy. Będą z Nim tylko: wierna Matką, Jej kuzynka, i dwoje uczniów: Jan i Magdalena. Czy Boże wybranie i przygotowanie okazały się daremne? O nie! Ilu to wielkich ludzi Kościoła umierało w samotności i niezrozumieniu! A przecież dali początek szkołom życia duchowego. Prawa Boże niewiele mają wspólnego z żyjącym tylko obecną chwilą światem. Prawda Boża jest cierpliwa i zawsze objawia się światu we właściwym czasie, choćby nawet osoba, przez którą ta prawda przyszła na ten świat, już dawno była w domu Ojca.

Psalm responsoryjny: Ps 71,1-2.3-4a.5-6b.15 i 17

Jaki jest sekret powodzenia psalmów? Dlaczego pomimo tego, że od ich napisania minęło niekiedy już trzy tysiące lat, to dla kolejnych pokoleń ludzi wierzących są one ciągle źródłem modlitewnego natchnienia? Dzieje się tak dlatego, że psalmy napisało samo życie. Ich słowa przesiąknięte są wszystkimi ludzkimi emocjami, które zrodziły się w najróżniejszych życiowych sytuacjach dobrych i złych: radości, wdzięczności, lęku, zagrożenia, poniżenia, i wielu innych.

Autor dzisiejszego psalmu responsoryjnego znalazł się w trudnym położeniu. Wpadł w ręce człowieka niegodziwego. Narażało go to z pewnością na straty materialne i moralne. Jednak nie koncentruje się on na swoich cierpieniach, lecz w swojej modlitwie podkreśla w różnych obrazach pomoc i obronę ze strony Boga. Bóg dla niego jest „skałą schronienia”, „zamkiem warownym”, „opoką i twierdzą”.

Ten właśnie pełen ufności psalm przedkłada nam liturgia w Wielkim Tygodniu, kiedy to ludzka zdrada i niegodziwość otoczą Jezusa. Uciekajmy się do modlitwy tym psalmem w trudnych chwilach również i my. 

Ewangelia: J 13, 21-33. 36-38

Dzisiejsza Ewangelia wybiega naprzód i opowiada, co wydarzyło się w Wielki Czwartek. To są ostatnie chwile, kiedy wspólnota Jezusa i apostołów może cieszyć się normalnym życiem. Za chwilę jednak Judasz uda się do arcykapłanów, żeby zdradzić, gdzie nocą będzie przebywał Jezus. Tej samej nocy Piotr uczyni coś, do czego nie uważał się zdolny – zaprze się swojego Mistrza. Przychodzi ta chwila krytyczna, o której starzec Symeon trzydzieści trzy lata wcześniej powiedział Maryi: „A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu” (Łk 2, 35). W godzinę męki i śmierci Chrystusa rzeczywiście każdy pokazał, na ile Jezus był dla niego ważny. I można powiedzieć, że ogromna większość nie zdała egzaminu. Patrząc na ich postawę, możemy wyciągnąć przynajmniej dwa wnioski dla siebie. Po pierwsze, nie powinniśmy zbytnio dowierzać swoim siłom. Butne zapewnienia w stylu „ja nigdy bym czegoś takiego nie zrobił” mogą bowiem zostać zweryfikowane przez życie szybciej niż nam się wydaje. Dlatego bardziej niż polegać na sobie, lepiej jest trzymać się przykazań Bożych. A po drugie, jeżeli nawet zdarza nam się upadek, to w żadnym wypadku nie wolno nam pozwolić, żeby odłączył on nas od Chrystusa, i to odłączył nas na stałe. Przez grzech tracimy łaskę uświęcającą. Ale dodatkowo grzech czasami jest jak łańcuch, który trzyma nas w niewoli. Apostołowie zgrzeszyli, jednak po zmartwychwstaniu powrócili do Mistrza i wspaniale służyli Kościołowi, głosząc Ewangelię aż po krańce świata.

Środa, 13.04.2022 r. – Wielka Środa

Pierwsze czytanie: Iz 50, 4-9a

W Wielkim Tygodniu czytamy w liturgii Pieśni Sługi Jahwe z Księgi Proroka Izajasza. Z dzisiejszej pieśni dowiadujemy się, że Sługa posiada pewien szczególny dar: regularnie wsłuchuje się w słowo Boże, dzięki czemu zna wolę Bożą. Ten dar został opisany w pięknym obrazie budzenia ucha ze snu każdego poranka. Obraz budzenia ucha ze snu, pokazujący jak bardzo Sługa jest zjednoczony z Bogiem, ma w sobie coś z idylli. Ale idylla się kończy i przychodzi moment, kiedy posłuszeństwo słowu ściąga na Sługę wrogość i prześladowanie. Musi On przejść przez cierpienie i poniżenie. Sługa jednak nie buntuje się, ani nie ucieka. Wchodzi w cierpienie, mając świadomość, że jest to cena za wierność woli Bożej. Proroctwo o Słudze Jahwe wypełniło się całkowicie w życiu Pana Jezusa. On również musiał wypić gorzki kielich cierpienia przygotowany Mu przez wrogie siły. Źródłem sprzeciwu wypełnienia się Bożego planu zbawienia jest zawsze wróg naszego zbawienia – szatan. Chciał on stanąć na drodze Jezusa, zmusić Go do milczenia. Zniszczyć Go. Ale jego działanie przyniosło skutek odwrotny. Męka Jezusa okazała się zbawienna dla nas. „Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!”. 

Psalm responsoryjny: Ps 69, 8-10.21-22.31 i 33-34

Psalm responsoryjny tak szczegółowo oddaje atmosferę męki Pańskiej, że możemy nazwać go psalmem pasyjnym. Począwszy od wskrzeszenia Łazarza, a szczególnie po triumfalnym wejściu Jezusa do Jerozolimy i wypędzeniu przekupniów ze świątyni w Niedzielę Palmową atmosfera wrogiego spisku przeciw Niemu staje się coraz bardziej napięta. Jezus ma świadomość tego, co się dzieje. Być może w Jego modlitwach w owe trudne dni brzmiały słowa również i tego psalmu. Natomiast z całą pewnością pomógł on apostołom już po zmartwychwstaniu Chrystusa zrozumieć sens męki Pańskiej. Mówi o tym święty Jan, opisując wypędzenie przekupniów: „Uczniowie Jego przypomnieli sobie, że napisano: Gorliwość o dom Twój pochłonie mnie” (J 2, 17). To właśnie dzięki wnikliwemu czytaniu słowa Bożego zrozumieją oni, że męka i śmierć Mesjasza nie była przegraną, ale była niezbędną ofiarą za grzechy ludzkości. Niech nam słowo Boże pomaga zrozumieć sens tego, co dzieje się w naszym życiu i w świecie.

Ewangelia: Mt 26, 14-25

Zdrada Judasza to jeden z najbardziej tragicznych momentów Męki Pańskiej. Przyczyny tej zdrady od wieków poruszają wyobraźnię teologów i pisarzy. Jak to było możliwe, że człowiek tak bliski Jezusowi mógł dopuścić się takiej podłości? O dziwo, nie powstrzymało go nawet zdemaskowanie jego planów. Pan Jezus na jego pytanie: „Czyżbym ja, Rabbi?” odpowiada wyraźnie: „Tak, ty”. Zwyczajny człowiek w takich chwilach jest w stanie przemyśleć swoje błędne decyzje. Judasz był jednak zaślepiony swoim planem. Co do przypuszczalnych tajemnic jego duszy, to sprawa wydaje się dosyć prosta. Ewangelista Jan mówi, że Judasz był złodziejem (J 12, 6). Może nas dziwić, jak to się stało, że złodziej został „skarbnikiem” wspólnoty apostołów. To jest bardzo proste. Ten, kto lubi pieniądze, zrobi wszystko, aby być jak najbliżej ich źródła. Wielki francuski malarz, Philippe de Champaigne, na swoim obrazie „Ostatnia wieczerza” przedstawił Judasza w wyszukanych, drogich sandałach. W pewnym momencie pieniądze przesłoniły Judaszowi inne wartości. Przestały liczyć się przykazania, przyjaźnie, inni ludzie, a zaczął liczyć się tylko zysk. W końcu przestał liczyć się również Mistrz, który prawdopodobnie w jakimś momencie zachwycił Judasza, skoro on za Nim poszedł. Judasz może być dla nas dobrym przykładem tego, żebyśmy uważali na przywiązania i nie wpadli w pułapkę materializmu, ambicji, czy przyjemności. 

Czwartek, 14.04.2022 r. – Wielki Czwartek

Pierwsze czytanie: Wj 12, 1-8. 11-14

Liturgię Wielkiego Czwartku rozpoczynamy opisem pierwszej wieczerzy paschalnej, którą Bóg kazał sprawować Narodowi Wybranemu. Aż trudno uwierzyć, że to święto liczy sobie już ponad trzy tysiące lat! Przetrwało ono najtrudniejsze próby w historii Izraela: czasy idolatrii, niewoli perskiej i greckiej, czasy rzymskiej dominacji i rozproszenia Izraela, i do dziś pozostaje żywe w wierze i kulturze Izraela. Nowy wymiar wieczerzy paschalnej nadał Ten, który jest koroną dziejów Narodu Wybranego; Ten, ze względu na Którego ten Naród powstał – nasz Pan Jezus Chrystus. On nie założył nowej religii, ale zrealizował Boży plan zbawienia. Kiedy w swoim nauczaniu powiedział, że „ani jedna jota nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni” (Mt 5, 18), to nie miał na myśli tylko przykazań, ale całość objawienia, któremu On właśnie nadaje całą pełnię. Podczas Wieczerzy Paschalnej objawi On swoim uczniom, że jest tym właśnie Barankiem Paschalnym, którego krew ratuje od zguby. Tak określił Jego misję już w samym Jej początku święty Jan Chrzciciel: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (J 1, 29). Zasiądźmy zatem duchowo do tej jedynej w swoim rodzaju wieczerzy i dajmy się poprowadzić świętej liturgii paschalnej ku pełni zrozumienia wielkich dzieł Bożych.

Psalm responsoryjny: 116B, 12-13.15 i 16bc.17-18

Psalm responsoryjny wzywa nas do wdzięczności i współuczestnictwa w dziele zbawienia. Wyraża się ono w geście wzniesionego kielicha, który widzimy na każdej Mszy świętej. Podniesienie kielicha zbawienia jest dla autora wyrazem wdzięczności za dzieła Pana. Jezus Chrystus daje nam możliwość uczestnictwa w Jego ofierze. Kiedyś powiedział do swoich uczniów: „Czy możecie pić kielich, który ja mam pić?” (Mk 10, 38). Oni ochotnie odpowiedzieli: „Możemy!”. Wtedy jednak jeszcze nie wiedzieli, o czym mówi Jezus. Dopiero przykład męki krzyżowej Mistrza i Jego chwalebne zmartwychwstanie pokazało im, że była to droga zbawienia. To zrozumienie św. Piotr po latach wyrazi w następujących słowach: „Chrystus bowiem również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami” (1P 2, 21). Do zrozumienia ofiary krzyżowej, którą czynimy aktualną na każdej Mszy świętej, i do współuczestnictwa w niej jest wezwany każdy wierzący na podstawie kapłaństwa powszechnego. Niech w ten szczególny dzień ustanowienia kapłaństwa służebnego natchnieniem nam będą słowa ze święceń: „Rozważaj, co będziesz czynić, naśladuj to, czego będziesz dokonywać, i prowadź życie zgodne z tajemnicą Pańskiego krzyża”. 

Drugie czytanie: 1 Kor 11, 23-26

Święty Paweł w swoim liście do chrześcijan w Koryncie przekazuje im tradycję ustanowienia Eucharystii. Uczta eucharystyczna jest najważniejszą chrześcijańską modlitwą. Dzięki niej wchodzimy w samo centrum tajemnicy zbawienia, bo w niej aktualizuje się ofiara Jezusa na krzyżu. Ten właśnie obrzęd pozostawił nam Jezus, abyśmy dokonywali go, uczestnicząc w nim całym sercem aż do końca świata. „Ja otrzymałem od Pana to, co wam przekazałem” – mówi święty Paweł. My również mieliśmy swojego świętego Pawła, który przekazał nam dar Eucharystii. Najczęściej są to rodzice. Czasami do tego odkrycia prowadzi nas bezpośrednio Duch Święty. A czy my staramy się przekazać dar Eucharystii innym ludziom? Jest to nasz obowiązek, bo my jesteśmy tym kolejnym pokoleniem, które zapewnia, że prawdziwe jest proroctwo Pana o tym, że Eucharystia nie zaginie do Jego powtórnego przyjścia. Najlepszym i najskuteczniejszym sposobem uświadamiania innym wartości Eucharystii jest osobiste zgłębianie tego daru. Święta Teresa z Lisieux powiedziała o tym następujące słowa: „Gdyby ludzie znali wartość Eucharystii, służby porządkowe musiałyby kierować ruchem u wejścia do kościołów”. 

Ewangelia: J 13, 1-15

Czytanie z Ewangelii wg św. Jana wprowadza nas w podniosłą atmosferę wydarzeń paschalnych, które rozpoczynają się Ostatnią Wieczerzą: „Jezus, wiedząc, że nadeszła godzina Jego (…), umiłowawszy swoich na świecie, do końca ich umiłował” (J 13, 1). Ta miłość nie pozostaje jednak tylko teoretyczną deklaracją. Jezus pragnie pokazać ją uczniom w bardzo szczególny sposób. Zaczyna umywać im nogi. Ten gest pomoże uczniom otworzyć swoje serca na nauczanie, które usłyszą podczas wieczerzy. Jednym z centralnych punktów tego nauczania będzie „nowe przykazanie”: „abyście się wzajemnie miłowali, jak ja was umiłowałem” (J 13, 34). Niewątpliwie bardzo mądra była decyzja Kościoła, że w Wielki Czwartek, w ów dzień, kiedy ustanowiona został Eucharystia, koncentrujemy się nie tyle na obrzędzie, ale na tym, co ten obrzęd wyraża. A wyraża on ogromną miłość Boga do człowieka i pragnienie Boga, by przebywać w sercu człowieczym oraz aby ludzie na fundamencie tej miłości budowali swoje wzajemne relacje. Nie wolno nam o tym zapominać zawsze, kiedy uczestniczymy we Mszy świętej. Bo bez miłości liturgia może przerodzić się w teatr, a chrześcijaństwo w kolejną, niemającą w sobie nic boskiego, ideologię.

Piątek, 15.04.2022 r. – Wielki Piątek

Pierwsze czytanie: Iz 52, 13-53, 12

Czwarta pieśń Sługi Jahwe z Księgi Proroka Izajasza zaskakująco wiernie ilustruje szczegóły i sens męki Pańskiej. Dziś, w Wielki Piątek, wspominamy ogromne katusze, przez które przeszedł Jezus Chrystus. Powodowały one ból fizyczny, ale również ból moralny, bo oprawcy znęcali się nad Nim również poprzez poniżanie Go, przez odbieranie Mu godności. Ból moralny odnosi się również do być może najtrudniejszej ofiary, jakiej podjął się nasz Pan: On wziął na siebie nasze grzechy. Nie zawsze dostatecznie uświadamiamy sobie, co to znaczy. Rzadko kto jest zdolny do takiego czynu, bo my bardzo sobie cenimy nasze dobre imię. Jakiekolwiek niesprawiedliwe oskarżenie czy posądzenie rani nas i wyprowadza z równowagi na długi czas. Niekiedy latami nie jesteśmy w stanie pogodzić się z tym, że ktoś posądził nas na przykład o złodziejstwo, że cudzy zły czyn został nam przypisany, czyli że wzięliśmy na siebie cudzy grzech. A przecież to właśnie uczynił Sługa Jahwe z dzisiejszej pieśni, to samo uczynił Jezus Chrystus, Baranek Boży, który wziął na siebie grzechy świata i zgładził je na krzyżu. „Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami!”.

Psalm responsoryjny: Ps 31, 2 i 6.12ab i 13.15-16.17 i 25

Psalm responsoryjny jest modlitwą pełną ufności w trudnym czasie cierpienia i prześladowania. Niejednokrotnie przyszło nam modlić się w takich właśnie sytuacjach. Okazuje się, jednak, że nasze modlitwy nie zostały wysłuchane. Cud nie nastąpił. Nasze modlitwy i nasza ufność nie zapobiegły czyjemuś rozwodowi lub śmierci na skutek ciężkiej choroby. Czy zatem źle się modliliśmy? Czy może raczej brakowało nam ufności? Z tymi pytaniami możemy popatrzeć na Jezusa w Wielki Piątek. On modlił się tym psalmem na krzyżu. W chwili śmierci wypowiedział: „Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha Mojego” (Łk 23, 46). Wcześniej w tym psalmie pojawiają się słowa: „Panie, do Ciebie się uciekam, niech nigdy nie doznam zawodu”. Czy zatem Jezus został zawiedziony? Oczywiście, że nie! Przecież sam w Ogrodzie Oliwnym w chwili pojmania powiedział Piotrowi: „Czy myślisz, że nie mógłbym poprosić Ojca mojego, a zaraz wystawiłby Mi więcej niż dwanaście zastępów aniołów?” (Mt 26, 53). A zatem mógł On zmienić tok zdarzeń zgodnie ze swoją wolą. Nie czyni tego jednak, bo wie, że Jego zadaniem jest wypić czarę męki, dla zbawienia świata. My często nie znamy głębokiego sensu wydarzeń naszego życia. Odsłoni się on w pełni dopiero po naszej śmierci. I właśnie za granicę śmierci ma sięgać nasza ufność i nasza nadzieja. 

Drugie czytanie: Hbr 4, 14-16; 5, 7-9

Wielki Piątek to dzień szczególny, dzień śmierci Syna Bożego, dzień kiedy wspominamy wielką miłość Boga do człowieka, dzień łaski i przebaczenia. Autor Listu do Hebrajczyków wzywa nas, abyśmy właściwie na ten dar zareagowali. Tłumy w Wielki Piątek odeszły spod krzyża z poczuciem winy. Dzisiejsze czytanie przyzywa nas, byśmy uczynili ruch odwrotny: „Przybliżmy się więc z ufnością do tronu łaski”. Czym jest ten „tron łaski”? W wielu kościołach znajduje się wizerunek Ojca, który trzyma w rękach krzyż z umierającym na nim Synem, a nad Nimi znajduje się Duch Święty. Cała Trójca Święta uczestniczyła w dziele zbawienia. Od całej Trójcy otrzymujemy zbawienie i przebaczenie grzechów. I cała Trójca w ten szczególny dzień powinna być adresatem naszych modlitw. Ojciec, bo z Jego woli nastąpiło zbawienie. Syn, bo to On podjął się odkupieńczej misji wcielenia, śmierci i zmartwychwstania. I Duch Święty, bo tak jak zaprowadził On Jezusa na pustynię na początku Jego działalności, tak również zaprowadził Go na krzyż, aby dokonało się zbawienie nas wszystkich. Dlatego właśnie pod krzyżem ze szczególną miłością możemy powiedzieć: „Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu jak była na początku, teraz i zawsze i na wieki wieków! Amen!”. 

Ewangelia: J 18, 1 – 19, 42

W Wielki Piątek zawsze czytamy Ewangelię wg św. Jana. Jego opis męki Pańskiej jest szczególny. Jezus przedstawiony w nim jest jako król żydowski. W Ogrójcu nie jest po prostu wydany w cudze brutalne ręce, ale cały czas panuje nad sytuacją i sam oddaje się w ręce strażników, wypełniając w ten sposób swoją własną zapowiedź: „Ja życie moje oddaję (…). Nikt mi go nie zabiera, lecz ja od siebie je oddaję” (J 10, 17-18). Z wielką godnością Jezus staje przed arcykapłanem i przed Piłatem. Ta królewska postawa ujmuje nawet samego Piłata, który chce Go uwolnić, ale ten niby potężny rzymski prokurator ugina się jednak wobec sprytnych argumentów wrogów Jezusa. Pozostawia jednak niezmienionym opis „winy” Jezusa: „Jezus Nazarejczyk, Król żydowski”.

Z innych oryginalnych momentów Janowego opisu męki zwrócimy uwagę jeszcze na dwa. Po pierwsze to właśnie Jan otrzymał od Jezusa „Testament z krzyża”, czyli polecenie zaopiekowania się Matką Jezusa. Słowa „Od tej pory uczeń wziął Ją do siebie”.

Również tylko u Jana czytamy o tym, że jeden z żołnierzy przebił bok Jezusa „i natychmiast wypłynęła krew i woda” (J 19, 34). Ten obraz, jak mało który, wyjaśnia sens męki Chrystusa. Czcimy ten moment szczególnie w nabożeństwie do Najświętszego Serca Jezusa, ale również w kulcie Miłosierdzia Bożego. Jezus oddał nam całego siebie, do ostatniej kropli krwi. Dał nam swoje duchowe bogactwo, które teraz wyraża się w działaniu Ducha Świętego w Kościele, który by nie przyszedł, jeżeli Jezus nie złożyłby samego siebie w ofierze. To właśnie na Golgocie popłynęły „strumienie wody żywej z jego wnętrza” (J 7, 38), i po dziś dzień ożywiają one Kościół i dusze wszystkich wierzących. 

Sobota, 16.04.2022 r. – Wielka Sobota

Pierwsze czytanie z Ciemnej Jutrzni: Oz 6, 1-2

Słowa z dzisiejszego czytania pochodzą z tak zwanej Ciemnej Jutrzni, czyli z porannej modlitwy Kościoła w Wielką Sobotę. W ten dzień, w pełnej szacunku i modlitewnego skupienia ciszy, wspominamy przebywanie Chrystusa w grobie. To właśnie proroctwo Ozeasza mówi, że to przebywanie miało trwać trzy dni. Jednak tekst nie mówi na pierwszym miejscu o Chrystusie, ale ma wyraźnie pokutny charakter. Mówi on o grzesznych ludziach, którzy przeszli przez cierpienie i odczytali to cierpienie jako karę za swoje grzechy: „Powróćmy do Pana! On nas zranił i On też uleczy”. Te słowa przywodzą na myśl tłumy, które wołały „Ukrzyżuj!”, tych ludzi, którzy później naśmiewali się z Chrystusa, aby zszedł z krzyża, ale którzy odeszli spod krzyża ze skruchą, bo zaczęło do nich docierać, że uczynili coś złego. I chociaż ci ludzie nie przyszli na trzeci dzień do grobu Pańskiego, by sprawdzić, czy prawdą było to, co On powiedział o swoim zmartwychwstaniu, to przecież wielu z nich przyjęło dar zbawienia. Stało się to w dniu Pięćdziesiątnicy, kiedy św. Piotr powiedział do nich: „tego Męża przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście, lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci” (Dz 2, 23-24). Panie Jezu, pomóż nam porzucić smutek Wielkiej Soboty i spotkać Cię zmartwychwstałego! Amen!

Msza Wigilii Paschalnej 

Pierwsze czytanie: Rdz 1, 1 – 2, 2

Jako komentarz do pierwszego czytania niech posłuży wspomnienie pewnej liturgii paschalnej.

To było podczas liturgii paschalnej. Weszliśmy do ciemnego kościoła z zapalonym paschałem – symbolem światła Chrystusa. Zaśpiewaliśmy Exultet – pieśń pochwalną paschalnej świecy i usiedliśmy, żeby słuchać liturgii słowa. Do pierwszego czytania została wyznaczona pani Helena, pobożna, stateczna osoba po siedemdziesiątce. Podeszła spokojnym krokiem do ambonki. Bez pośpiechu znalazła czytanie i wypowiedziała pierwsze słowa: „Czytanie z Księgi Rodzaju”. Czytała bardzo naturalnie, bez niepotrzebnej teatralności i zbędnej tremy. Jej głęboki głos z wiekiem stał się lekko zachrypły. W pierwszej chwili nikt chyba nie zdał sobie sprawy, że ten jej spokój i barwa głosu zdołały w niezauważalny sposób związać ze sobą naszą uwagę. I wtedy padły pierwsze słowa: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię”.

Te słowa zabrzmiały jak początek ulubionej bajki, opowiadanej spokojnym głosem babci, bajki znanej, ale chętnie słuchanej, bo pięknej i dobrej. I zapragnęliśmy słuchać dalej tej opowieści, i chociaż wiedzieliśmy, o czym ona jest, to chcieliśmy usłyszeć ją kolejny raz i zachwycić się nią. A pani Helena, z oczami w okularach wpatrzonymi w lekcjonarz, mówiła do nas tak, jak gdyby nie czytała czarnych sznurków liter, ale opowiadała, co widzi. A widziała ona ziemię, która była pusta i bezładna i widziała Ducha, który unosił się nad prawodami. Choć może lepiej byłoby powiedzieć, że to Duch pozwolił jej widzieć wszystko swoimi oczami.

I wtedy do obrazu doszedł dźwięk. To Bóg zaczął mówić, a cokolwiek powiedział, to zaraz stawało się materialną rzeczywistością. A wszystko stawało się nie chaotycznie, lecz w porządku ściśle określonym przez słowa Boga. I nie od razu, lecz tak jak gdyby każda kolejna rzeczywistość wypływała z poprzedniej. A gdy już coś się pojawiło, to Autor zatrzymywał się, patrzył jeszcze raz na miniony czas – wieczór i poranek – i z radosnym spokojem konstatował, że to, co zaistniało „było dobre”.

I z pierwotnego niebytu, z owego nieznanego nam i wrogiego tohu wabohu zaczęło wyłaniać się wszystko, co jest nam znane i przyjazne: gwiazdy, księżyc, słońce, światła, cienie, morza, rzeki, deszcze, rosy, szrony, kwiaty, drzewa, owoce, warzywa. A później zwierzęta siedzące i skaczące, ptaki fruwające, ryby złotem i srebrem połyskujące – cały nasz zachwycający świat, który Bóg stworzył słowo po słowie, a Pani Helena słowo po słowie nam o tym przeczytała.

A kiedy już cały świat stanął nam przed oczami, to Pani Helena jak gdyby podniosła głos, bo przyszło jej zreferować consilium Dei – boską naradę, kiedy to Trójca Przenajświętsza słowem wszystko stworzywszy, zapragnęła ukoronować swoje dzieło stworzeniem człowieka, zdolnego swoim słowem mądrości nad wszystkim panować, a swoim słowem modlitwy wyrazić Bogu wdzięczność. I zobaczył Bóg, że wszystko było bardzo dobre. A w tamten paschalny wieczór zobaczyliśmy to również i my.

A następnie Bóg odpoczął. A był to już dzień siódmy. I my też odpoczęliśmy. Nie, nie dlatego, żebyśmy byli zmęczeni, ale dlatego, że zobaczyliśmy, iż świat – to Boże dzieło stworzenia: niebiosa, ziemia i my sami – wszystko znajduje się w dobrych, Bożych rękach. Dobry, spokojny, nieco starczy głos babci Heleny nam o tym powiedział, a myśmy mu uwierzyli, i znaleźliśmy ukojenie dla dusz naszych.

A później śpiewaliśmy psalm. Chyba był piękny, ale nie pamiętam, bo w uszach jeszcze mi brzmiało: „i rzekł Bóg”, „i widział Bóg”. A po Wigilii Paschalnej podszedł ktoś do mnie i powiedział: „Jak ładnie Helena przeczytała czytanie”. I nikt ze słyszących nie zaprzeczył, tylko w ich oczach pojawił się jakiś poświt nostalgii po tym, co zobaczyli – słuchając. 

Drugie czytanie: Rdz 22, 1-18

W noc paschalną czytamy historię o złożeniu Bogu w ofierze swojego jedynego, tak długo oczekiwanego syna Izaaka. Żądanie to wydaje nam się niezrozumiałe i okrutne. Nie chodzi nawet o tyle o okrucieństwo tego czynu. Przecież ojciec ma złożyć w ofierze syna, zabijając go i paląc własnymi rękami. Chodzi jeszcze o to, że cały sens życia Abrahama zostanie przez ten czyn przekreślony. On wyszedł ze swojego kraju, bo Bóg obiecał mu nową ziemię i potomstwo liczne jak gwiazdy niebieskie. Jak spełnią się obietnice, skoro jedyna latorośl nie przeżyje? Zbyt wiele pytań, zbyt mało odpowiedzi! Ostatecznie okazało się, że dla Abrahama była to próba wiary. Tak łatwo przecież rodzice uznają swoje dzieci za własność, do której nawet Bóg nie ma prawa, nie patrząc na to, że są one Jego darem. Jakże jednak inaczej brzmi ta historia, kiedy mamy świadomość, że jest ona tylko cieniem dóbr przyszłych (por. Hbr 10, 1). Tym „dobrem przyszłym” jest ofiara krzyżowa Syna Bożego – Jezusa Chrystusa. Bóg w stosunku do Niego nie wstrzymał egzekucji, byśmy przez krew Jego świętą dostąpili zbawienia. Zasługuje to na naszą najwyższą wdzięczność i miłość, w których powinniśmy się nieustannie doskonalić.

Trzecie czytanie: Wj 14, 15 – 15, 1a

Wyjście z Egiptu nie było prostym procesem. Z jednej strony widać było, że Bóg wspomaga Izraela, ale z drugiej strony, Izrael zmuszony był przechodzić przez chwile grozy czy niedostatku. Czytając Pismo święte jesteśmy mądrzejsi od uczestników opisywanej historii, bo wiemy jak ona się zakończyła – Bóg wybawił swój lud z sytuacji, która wydawała się bez wyjścia. Jego działanie wyszło poza ramy ludzkiego doświadczenia. Dokonał się cud. A przecież we własnym życiu nie zawsze widzimy wszystko z taką prostą oczywistością. Przede wszystkim, dziwi nas, że odpowiedź Boga na nasze prośby nie jest taka, jaką sobie wymarzyliśmy. My pragniemy bowiem, żeby trudne sytuacje naszego życia zmieniły się jak gdyby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Pragniemy, żeby konflikt został szybko zażegnany, choroba ustąpiła, czy minął nas kataklizm. Ale nie zawsze jest tak. Najczęściej zmuszeni jesteśmy jednak wejść w trudną sytuację i przechodzić ją z Bogiem krok po kroku, odkrywając z nadzieją i radością w sercu, że w tej sytuacji Bóg jest obecny i że nam pomaga swoją łaską: daje nam odpowiednie słowo w odpowiednim czasie, posyła nam ludzi i środki, otwiera drzwi, które wydawały się być zamknięte na dziesięć spustów. Taką naukę dają nam właśnie święta wielkanocne!

Czwarte czytanie: Iz 54, 4a.5-14

W święta paschalne wspominamy wielką miłość Boga do swojego ludu. „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam – zawoła św. Paweł w Liście do Rzymian (8, 31-32) – On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał!”. Nie zawsze jednak udaje nam się tę miłość zgłębić, zrozumieć i odczuć. Dlatego Duch Święty mówi nam o niej w ciągle nowych obrazach. I jednym z najgłębszych obrazów, wyrażających miłość Boga jest miłość oblubieńcza. Właściwa jest ona najwyższej mistyce chrześcijańskiej, a szczególnie katolickiej. Kiedy już odczuliśmy radość, bo Bóg przebaczył nam grzechy i wdzięczność, bo obsypuje nas dobrami i błogosławi nam w naszym życiu i w naszej misji, to Duch Święty ma dla nas przygotowany dar największy – zjednoczenie duchowe z Trójcą Przenajświętszą. Cała historia zbawienia taki właśnie ma cel. Taki jest cel przebaczenia grzechów, zachowywania przykazań, zbawienia człowieka i przyjęcia go do domu Ojca – Bóg pragnie duchowo zjednoczyć się z człowiekiem w miłości.

Piąte czytanie: Iz 55, 1-11

W Wielki Piątek wspominaliśmy w opisie Męki Pańskiej, że z boku Chrystusa wypłynęły krew i woda. Widzimy w nich symbol sakramentów Kościoła, szczególnie Chrztu i Eucharystii. Ale przecież z Najświętszego Serca Jezusa wylało się na ludzkość całe bogactwo, które Ono w sobie zawierało. Stało się to możliwe właśnie dzięki Jego śmierci i zmartwychwstaniu. O sobie samym powiedział On bowiem: „Jeśli ktoś jest spragniony, a wierzy we mnie – niech przyjdzie do mnie i pije! Jak rzekło Pismo: Strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza. A powiedział to o Duchu, którego mieli otrzymać wierzący w Niego” (J 7, 37-39). Dzięki śmierci i zmartwychwstaniu został zatem wylany na Kościół Duch Święty. O tym duchowym bogactwie, które jest teraz do naszej dyspozycji, mówi proroctwo Izajasza. Składa się na nie i darmowa, zaspokajająca pragnienia ludzkiego serca łaska, i zapewnienie o wiecznej wierności Boga w Nowym Przymierzu, a również i ogromna siła słowa Bożego, działającego w świecie. Otwórzmy serca na te wielkie dary! 

Szóste czytanie: Ba 3, 9-15.32-4, 4

Czytanie z Księgi Barucha podejmuje temat powrotu do Boga z wielkiego od Niego oddalenia. „Cóż się stało Izraelu, że jesteś w kraju nieprzyjaciół, wynędzniały w ziemi obcej?” Izrael znajduje się na wygnaniu, w niewoli babilońskiej, umiera. Opuścił źródło mądrości, którym jest słowo Boże. Temat niewoli i śmierci jest bardzo aktualny w noc paschalną, kiedy wspominamy wyjście Narodu Wybranego z Egiptu. Bóg przychodzi i do nas, dziś, ze swoim słowem pociechy i obietnicą wolności. Chrystus, który śmierć zwyciężył, a na życie rzucił światło przez Ewangelię, przychodzi, aby i nas wyzwolić z różnego rodzaju zniewoleń i dać nam nowe życie. Bo przecież ciągle jeszcze tkwimy w niewoli nałogów, wygodnictwa, egoizmu, kompleksów, chęci wzbogacania się dowolną ceną. Dopiero kiedy nasze życie zaczyna się kruszyć, zdajemy sobie sprawę, że zabrnęliśmy zbyt daleko w czynieniu zła, które na początku wydawało się niewinne, a teraz nie możemy sobie z nim poradzić. Właśnie tę wolność w Chrystusie i niezwykłe wybranie wyśpiewuje prorok Baruch. Przyjmijmy jako swoje jego słowa: „Nie dawaj chwały twojej obcemu, ani innemu narodowi twych przywilejów”. 

Siódme czytanie: Ez 36, 16-17a. 18-28

W świat powrotu do Boga, nawrócenia, oczyszczenia i nowego życia wprowadza nas również czytanie z Księgi proroka Ezechiela. Bóg, ustami proroka, wyjaśnia sens niewoli babilońskiej, w której znajdują się Izraelici – to kara za ich grzechy, którymi zbezcześcili święte imię Jego. Czas kary jest jednak ograniczony. Bóg nie zmienia swoich preferencji. Dlatego dzięki Jego interwencji naród powróci do swojej ziemi, a Pan da mu łaskę oczyszczenia i przemiany serca. I uczyni to znowu ze względu na świętość swojego imienia. Warto zwrócić uwagę, że to czytanie jest bardzo trafnym i głębokim wyjaśnieniem wezwania z modlitwy „Ojcze nasz” – „święć się imię Twoje”. Niekiedy wydaje nam się, że chodzi o szacunek, jakim imię Boże powinno cieszyć się w naszych wypowiedziach. To stanowczo za mało! Imię Boże „święci się” w świętym życiu Jego wyznawców. Ludzie patrząc na chrześcijan powinni widzieć ową moralną czystość, która pochodzi ze zjednoczenia z Bogiem. Imię Boże „święci się” również, kiedy na przykładzie życia wierzących widać, że Bóg działa w tym świecie. Pozwólmy zatem działać łasce Bożej w naszym życiu, aby ludzie widzieli nasze dobre czyny i wielbili Ojca, który jest w niebie (por. Mt 5, 16). 

Ósme czytanie: Rz 6, 3-11

Uczniowie w dzień śmierci Chrystusa byli przerażeni, a przede wszystkim nie rozumieli nic z tego, co się stało. Byli przekonani, że ich Mistrz poniósł klęskę, a im nie pozostaje nic innego, jak iść do swoich domów do swoich starych zajęć. Jednak zmartwychwstanie Mistrza wyjaśnia im sen Jego cierpienia, a jednocześnie otrzymują oni łaskę, aby dostrzec, że paschalny proces śmierci i zmartwychwstania powinien mieć miejsce również i w ich życiu. Proces ten wyjaśnia św. Paweł w dzisiejszym czytaniu. Nauczanie paschalne mówi, że coś w nas powinno umrzeć. A tym czymś jest tak zwany „dawny człowiek”, czyli ten człowiek, jakim byliśmy przed spotkaniem z Chrystusem. Człowiek skoncentrowany na sobie, przywiązany do swoich słabości, przyjemności, grzechów, czy żyjący stylem życia i wartościami, które są nie do przyjęcia w królestwie Chrystusowym. Czasami popełniamy błąd, bo chcemy w życiu zachować wszystko. Chcemy być ludźmi wierzącymi, ale jednocześnie lubianymi przez wszystkich, chcemy szybko zarabiać pieniądze, marząc o zachowaniu czystości moralnej, czy też cieszyć się zabronionymi radościami życia, udając, że jesteśmy przykładnymi katolikami. Tak się nie da! Przychodzi moment, kiedy coś musi odejść do lamusa, umrze w nas. Nawet, jeżeli na początku realizacja takiego postanowienia będzie dla nas bardzo trudna. Za to później czeka na nas życie w świetle i sile zmartwychwstania. 

Ewangelia: Łk 24, 1-12

Zmartwychwstanie Chrystusa wywołuje u uczennic i uczniów Mistrza bezradność, zdziwienie i niedowierzanie. Wiara przychodzi do nich nie od razu. Bardzo ważny będzie proces „przypominania sobie” wszystkiego tego, co Chrystus zapowiedział o swojej męce i zmartwychwstaniu już wcześniej. Ale samo argumentowanie nie wystarczyło. Dlatego zmartwychwstały Jezus „oświecił umysły” apostołów (Łk 24, 45), aby zrozumieli proroctwa biblijne, udowadniał, że to On pokazując rany po męce, jedząc posiłek, nawet pozwalając niewiernemu Tomaszowi włożyć palec w swoje rany i rękę w swój przebity bok. Bo prawda o zmartwychwstaniu nie jest prosta i nie należy się dziwić, że wielu ludzi wierzących w życie po śmierci i dziś za bardziej logiczne uważa wieczne istnienie tylko w duchowym wymiarze, bez ciała, a nawet ideę reinkarnacji. Ale przecież Boży świat nie tylko nie musi i nie może opierać się na tym, co jest w stanie przyjąć ludzka, ograniczona logika. Jeżeli my, ludzie, czegoś nie doświadczyliśmy, to wcale nie znaczy, że to jest niemożliwe. Dlatego właśnie jako przykład na dopuszczalność zmartwychwstania podaje się przemianę larwy w motyla, czy fakt, że z maleńkiego ziarenka wyrasta ogromne drzewo. Tylko dlatego, że widzieliśmy cały proces, jesteśmy w stanie przyznać, że jest on możliwy. W przeciwnym wypadku, uznalibyśmy go za absurdalny.

Zmartwychwstanie Chrystusa jest zapowiedzią naszego przyszłego zmartwychwstania. A zatem dla Boga jesteśmy ważni i piękni jako całość – jako dusza i ciało, jako historia naszego życia. Wszystkie nasze łzy on przechowuje w swoim bukłaku.

Zmartwychwstanie Chrystusa jednocześnie ma nam coś do powiedzenia w każdej epoce historii świata. W obecnej dobie, kiedy przeżywamy dramat wojny w Ukrainie, wspominamy tę wielką prawdę, że Chrystus zwyciężył śmierć i jest w stanie wynagrodzić każdemu człowiekowi za wszystkie jego cierpienia. Chrystus zmartwychwstał! Prawdziwie zmartwychwstał! 

Komentarze do czytań – V TYDZIEŃ WIELKIEGO POSTU | od 3 do 9 kwietnia 2022 r. - dr Joanna Jaromin
Komentarze do czytań – OKRES WIELKANOCNY | od 17 do 23 kwietnia 2022 r. - o. dr hab. Waldemar Linke CP