Niedziela, 7.02.2016 r.

Pierwsze czytanie: Iz 6, 1-2a. 3-8.

Słowo o Słowie

Słowo Boga rozbrzmiewa w świecie i ma moc. Serafini w wizji Izajasza wołają do siebie: święty. Trzykrotnie powtarzając w sposób responsoryjny przymiotnik święty – hebrajskie kadosz – wprowadzają słuchacza w tajemnicę niezgłębionej i niewyobrażalnej świętości Pana Boga. Przymiot Stwórcy z wizji proroka, którą jest świętość – kadosz, możemy wyrazić zdaniem: Inny, jeszcze Inny, absolutnie Inny, jest Pan Bóg Zastępów. Znamy powyższy tekst biblijny bardziej niż inne dzięki liturgii mszy świętej, w której codziennie śpiewamy lub recytujemy hymn: Święty, Święty, Święty. Drżą futryny w świątyni i porusza się wnętrze proroka starotestamentalnego, który odkrywa świętość Stwórcy i niegodność własnej osoby oraz nieczystość swoich warg, które potrzebują oczyszczenia. Oddane jest w tym tekście doświadczenie wielu uświęconych osób, żyjących na przestrzeni wieków. Im człowiek głębiej poznaje Boga żywego, tym bardziej uświadamia sobie własną grzeszność i małość. Izajasz oczyszczony Słowem Bożym, zgłasza gotowość do podjęcia misji według woli Stwórcy. Słowo Pana ma moc oczyścić nas wszystkich. Oczyszcza z grzechu nasze myśli, słowa, pragnienia, intencje i całe życie. Święty Grzegorz z Nazjanzu, żyjący w IV w. po Chr. na terenach dzisiejszej Turcji, już z perspektywy przyjścia Jezusa Chrystusa na ziemię zachęca ludzi do oddania własnych słów Słowu – Logosowi – naszemu Zbawcy. Chrześcijanie zanim zaczną mówić do świata, wzywani są wpierw do nawrócenia i napełnienia się Słowem Pisma, które pochodzi z ust Bożych i do ust człowieka jest skierowane. Zatem chrześcijaninie słuchają Słowa Bożego z otwartymi ustami.

 

Psalm responsoryjny: Ps 138, 1-2a. 2bc.3.4-5. 7c-8

 Z ust do ust

Teksty psalmiczne oddają słowo Boga kierowane do człowieka i mowę człowieka do Stwórcy. Psalmista zwrócony ku świętemu przybytkowi w Jerozolimie dziękuje Bogu, za wysłuchanie słowa z ust modlącego się człowieka. O ile w pierwszej lekcji słowo Boże w obecności serafinów jest skierowane do Izajasza, to w psalmie słowo z ust ludzkich w obecności aniołów kierowane jest do Stwórcy, jako odpowiedź pełna wdzięczności. Spontanicznie możemy przywołać tutaj Księgę Rodzaju, moment, w którym Bóg tchnie w nozdrza Adama tchnienie życia, dzięki czemu nawiązuje się żywa relacja pomiędzy Bogiem i człowiekiem. Człowiek wdycha i wydycha powietrze, przyjmuj i oddaje. Przyjmuje Słowo Pana a jednocześnie oddaje Stwórcy słowo ludzkie. Bóg mówi do stworzenia a stworzenie odpowiada Bogu. Tak, Bóg czeka na dobre i prawdziwe słowo człowieka, w którym opisze on własnymi słowami fascynujące dzieło stworzenia. Słowo Boga i słowo człowieka, przekazywane są z ust do ust, z serca do serca. Niektórzy Ojcowie Kościoła, komentując drugi werset pierwszego rozdziału Pieśni nad Pieśniami mówią o pocałunku, jakim Bóg obdarza człowieka, gdy ten pojmuje i rozumie poszczególne słowa Pisma Świętego. Przyjmowanie Słowa Pana, porównane do fizjologicznego procesu oddychania, nie może być  jednostronnym zasysaniem , inaczej człowiek się nadyma i w konsekwencji pęka, nie powinno też  być  wyłącznym wydychaniem , gdyż to grozi uduszeniem. Słowo Pan czeka na odpowiedź, którą zwykło się określać mianem dialogu w drodze do ostatecznego spotkania w Królestwie Bożym po przekroczeniu zasłony doczesności.

 

Drugie czytanie: 1 Kor 15,1-11.

Jezus Chrystus ostatecznym Słowem Boga

Najpiękniejszym Słowem Boga, skierowanym do człowieka jest Jezus Chrystus. Święty Paweł Apostoł jest Nim zaaferowany, pochłonięty całkowicie. Chrystus jest dla niego wszystkim, mistrzem, nauczycielem, mądrością Boga, mesjaszem, zbawicielem, który przeszedł przez doczesność i odnowił życie ludzkie w sposób definitywny, aż po dzieło zmartwychwstania i wprowadzenie natury ludzkiej do nieba w dniu wniebowstąpienia. Słowo Żywe – Jezus – jest Słowem Ojca skierowanym do świata. W Chrystusie dokonuje się niekończący się dialog pomiędzy Bogiem Ojcem i Synem. W ten dialog wcielony, uniżony i zmartwychwstały Jezus wprowadza ludzkość. On zaprasza do ciągłej rozmowy cały rodzaj ludzki począwszy od pierwszych rodziców Adama i Ewy, aż po najdalsze pokolenia, czego wyraz daje św. Paweł w powyższej lekcji. Apostoł Narodów przywołuje Kefasa, Dwunastu Apostołów, symboliczną liczbę pięciuset braci, Jakuba jako wiarygodnych świadków Chrystusa zmartwychwstałego. Do owej rozmowy czyli relacji Słowo Boże zaprasza  każdego z nas, a dokonuje się to przez wiarę rodzącą się z przyjęcia Dobrej Nowiny. Najcenniejszą treścią Ewangelii jest Jezus zmartwychwstały, a słowa Pisma Świętego, które słyszymy i czytamy są szatami Słowa, niepojętego Boga (zob. Orygenes, Przeciw Celsusowi VI, 77), które dają nam życie.

 

Ewangelia: Łk 5,1-11.

W szkole Jezusa

Chęć słuchania przez tłum słowa Bożego, gorliwość nauczania Jezusa, posłuszeństwo poleceniom nauczyciela, wspólna droga nauczyciela i uczniów, pozostawienie tego co zbędne, to wszystko razem  jednoznacznie kojarzy się ze szkołą.

Ewangelia Łukasza, nie lekceważąc całego jej bogactwa, jest także ciekawą i wartościową szkołą słuchania słów Pana. Słowo od Boga usłyszał w świątyni i wypełnił Zachariasz, choć z powodu  niedowierzania jego wargi przez pewien czas pozostawały nieme, Maryja z Nazaretu usłyszała i odpowiedziała na wezwanie Boże całą swoją istotą, Jan Chrzciciel na pustyni przyjął słowo Boże. Każde z nich , z Maryją na czele, odkryło, że przekaz Pana, pochodzący z nieba jest nie tylko głosem (gr. phone), ale i słowem (gr. logos), treścią, logiką i mocą. W słowie pochodzącym z ust Bożych odkryli przedziwną obecność Osoby.

Skoro wiemy, że Ewangelia według św. Łukasza to szkoła aktywnego słuchania, to spróbujmy odkryć niektóre treści dzisiejszej lekcji.

Tłum się ciśnie do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego. Jego szkoła i lekcje otwarte są dla wszystkich bez wyjątku. Jezus naucza z nietypowej katedry,  na Jeziorze Galilejskim w łodzi, która należy do Piotra. Ludy starożytnego wschodu uważały, że w głębokich zbiornikach wodnych, znajdują się złe moce i duchy. Katedrą Jezusa jest świat natury, który na skutek grzechu pierworodnego burzy się często przeciwko Bogu, Jego amboną jest też serce każdego człowieka, którego on w sposób wolny wybiera. Lekcja Jezusa nie ma nic wspólnego z suchym wykładem akademickim lub szkolnym dyktowaniem, natomiast zawiera ćwiczenia praktyczne, stanowi szkołę życia. Uczniowie są wezwani do posłuszeństwa nakazom Nauczyciela, które w ostatecznym rozrachunku przynoszą obfite owoce, mimo początkowego zniechęcenia  dużą  ilością złowionych ryb. Obfity połów choć cieszy, nie zadowala w pełni ani Mistrza, ani potencjalnych uczniów, gdyż w rzeczywistości nie chodzi o ryby, tylko o komunię pomiędzy osobami. Satysfakcję daje wspólna droga, nadzieja życia, które ma większą głębię niż fizyczne jezioro. Uczniowie zostawili wszystko i poszli natychmiast za Jezusem. Porzuciwszy  to, co było zbędne, uwierzyli, że istnieje nieskończona głębia i tajemnica w osobie Chrystusa. Wybrali wartość nad wartościami – Jezusa, odpowiedzieli czynem na Jego słowo.

W pierwszym czytaniu usta Izajasza oczyszczone zostały żarzącym się węglem wziętym z ołtarza w świątyni. W Ewangelii z perspektywy wcielenia się Jezusa, wiemy, że tym żarzącym się węglem jest Syn Boży. On właśnie jest kapłanem, barankiem ofiarnym, węglem świątynnym. On oczyszcza nas słowami prawdy Bożej, dlatego niepoliczalny tłum ciśnie się do Niego, aby słuchać Bożego słowa . On, żarzący się węgiel, płonący ogniem miłości jest przekazywany z ust do ust. On w komunii eucharystycznej, sakramentalnie wchodzi do ust ludzkich i daje nadzieję na zbawienie każdemu człowiekowi. Tak jak zaszczepił w sercu pierwszych uczniów pasję prowadzenia ludzi do Boga, tak czyni to w każdym pokoleniu. Czeski kapłan Tomasz Halik, napisał kiedyś, że ważne prawdy o życiu, niektórym ludziom po prostu cuchną z ust. Przenieśmy to na grunt głoszenia Słowa Bożego przez nas we współczesnym świecie. Pozwólmy Jezusowi oczyścić nasze języki i wnętrza, tak aby piękne i ważne prawdy wiary Kościoła wychodzące z naszych ust nie cuchnęły na skutek paktowania z grzechem. Łódź należąca do Piotra, to także Kościół i urząd papieski, możemy być pewni, że świeży oddech zapewnia trzymanie się nauki papieża i interpretacji Pisma Świętego przez Kościół.

  

Poniedziałek 08.02.2016 r.

 Pierwsze czytanie: 1 Krl 8, 1-7. 9-13

Wprowadzić Arkę Przymierza do przybytku. Stary Testament posiada  właściwy sobie sens, adekwatny do etapu rozwoju historii zbawienia spisanej na jego kartach. Jego pełniejszy sens odnajdujemy dopiero  w świetle  działalności  Jezusa. Słowo Boże z Pierwszej Księgi Królewskiej zawiera sens historyczny. Za czasów Salomona przeniesiono Arkę Przymierza do świątyni, do miejsca najświętszego. Dzisiaj nie ma już ani świątyni, ani arki materialnej z tamtego okresu. Jezus zaś jest Salomonem – Mądrością Bożą, a nawet czymś więcej niż Salomonem. On jest świątynią Boga na wieki, gdyż w Nim połączyła się pełnia bóstwa i człowieczeństwo. Gdy przenoszono Arkę do świątyni w Jerozolimie, nie liczono składanych na ofiarę owiec i wołów z powodu wielkiej ich liczby. Jezus odnowioną naturę ludzką wprowadza do Miasta Świętego, do królestwa Bożego, a ostatecznie do wieczności. On nie liczy ani owiec ani wołów, bo ofiara ciała i krwi Jego jest niepoliczalna, nie można jej porachować, gdyż nikt z ludzi nie może pojąć ogromu miłości Jezusa względem ludzkości. Przez sakrament chrztu, On sam zaprosił nas, abyśmy mieli udział w budowaniu świątyni Boga czyli Kościoła. Teraz od  aktu naszej woli zależy, czy pozwolimy Jezusowi wprowadzić się do miejsca świętego. Nie liczmy przed Bogiem ani ludźmi własnych ofiar, które ponosimy na drodze do wieczności, tak jak On nie liczył ceny własnej krwi. Raczej kochajmy heroicznie każdego człowieka. Prawdziwa miłość nie liczy nieprzespanych nocy, aktów miłosierdzia względem bliźnich.

Przeniesienie Arki, zorganizowano podczas Święta Namiotów, które upamiętniało czterdzieści lat pobytu Izraelitów na pustyni.  W czasie wędrówki skonstruowano Namiot Spotkania, w którym umieszczono Arkę. Namioty, pod którymi mieszkali Hebrajczycy, przypominają, że nasze życie na tej ziemi jest tułacze i ostatecznie dojdziemy do Świętego Jeruzalem. A Namiotem Spotkania na wieki pozostaje Chrystus.

 

Psalm responsoryjny: Ps 132, 6-7.9-10;

Psalm 132, przedstawia klimat jaki panował, podczas przenoszenia Arki Przymierza do świątyni w Jerozolimie. Nie ulega wątpliwości, że mamy tu do czynienia z pieśnią liturgiczną. Pieśń ta należy do tak zwanych psalmów wstępujących. Pielgrzymom, którzy wchodzili do Jerozolimy, miasta położnego na górze płynęły z ust pieśni religijne. Wystarczy sobie uświadomić, że różnica wzniesień pomiędzy Jerychem a Jerozolimą wynosi  około. tysiąca metrów, a tamtędy prowadził szlak z Galilei do Miasta Świętego. Dla chrześcijan werset: „Wejdźmy do Jego mieszkania, padnijmy przed podnóżkiem stóp Jego,” oznacza wejście w misterium Chrystusa. Hans Urs von Balthasar komentując słowa Jezusa: „Bierzcie i jedzcie to jest Ciało moje,” napisał, że tylko temu objawi się w pełni chrześcijaństwo, kto spożywa je w całości. Spożywać ciało Pana oznacza nie tylko chodzenie i wstępowanie do Jego mieszkania, tj. kościoła materialnego, ale karmienie się Jezusem, Jego Ewangelią
i nauką Kościoła.

 

Ewangelia: Mk 6, 53-56.

Jezus nie należy do grona mesjaszy stacjonarnych. Nie osiadł w wygodnej i pilnie strzeżonej twierdzy, otaczając się zastępami służby. Stał się ubogim pielgrzymem, wędrownym nauczycielem, który ma w sobie pasję niesienia pomocy ludziom. Teksty Ewangelii ukazują  Go nam jako ciągle z pasją wychodzącego do człowieka Boga. Dzisiejsza Ewangelia opisuje przeprawienie się Jezusa i uczniów przez jezioro do ziemi Genezaret. Tamtejsza społeczność rozpoznając miłujące serce Jezusa, zaczyna do Niego przynosić na noszach chorych, a każdy kto się Go dotknął odzyskiwał zdrowie. Słowo to daje nam pocieszenie i zachęca, aby rozbudzić  w sobie pragnienie osobistego dotknięcia Jezusa i pasję przynoszenia do Niego tych, którzy sami nie mogą chodzić i cierpią na różnego rodzaju choroby duszy i ciała. Dotknąć się jego frędzli – to wyrażenie oznacza szukanie przez wiarę kontaktu z Nim w każdych okolicznościach naszej ziemskiej drogi.

 

Wtorek, 9.02.2016 r.

Pierwsze czytanie: 1 Krl 8, 22-23. 27-30

Dzisiejszy fragment z Pierwszej Księgi Królewskiej jest kontynuacją wydarzeń związanych z przeniesieniem Arki Przymierza z Syjonu do sanktuarium świątyni Jerozolimskiej, wybudowanej przez króla pokoju Salomona. Król  z tej okazji modlił się do Boga, którego nic co ludzkie nie może objąć, ani umysły stworzeń a tym bardziej budowle materialne. Ta historyczna modlitwa oddaje prawdę o Bogu, który zawarł przymierze z Izraelem. Salomon, król słynący z mądrości, wie dobrze, że dzieło rąk jego nie obejmie Stwórcy, dlatego prosi, aby przynajmniej wzrok Boży spoczywał na świątyni dzień i noc. Ziemski władca wyraża w modlitwie przekonanie, że imię Boga będzie  w tym miejscu. Wybudowanie świątyni w Jerozolimie oraz modlitwa monarchy starotestamentalnego zawierają w sobie tęsknotę za Bogiem. Została ona spełniona wraz z wcieleniem się Syna Bożego. On jest świątynią Boga, w Nim jest imię Boże, On obejmuje Boga w sobie. On  stanął w konkretnym momencie historii na ziemi. Salomon nawet nie przeczuwał, że jakikolwiek człowiek obejmie własnymi ramionami Boga, a Bóg człowieka. A jednak w perspektywie historii zabawienia stało się to rzeczywistością. Po narodzeniu, gdy Maryja z Józefem przynieśli dziecię Jezus do świątyni Jerozolimskiej,  starzec Symeon wziął Je w objęcia. Ponad trzydzieści lat później, kiedy Chrystus został przybity do krzyża, ręce wyciągnął ku Bogu w niebie, ale też ramionami swoimi objął całe stworzenie, ofiarując miłosierdzie całemu światu. Dzisiaj dla chrześcijan wyjątkową świątynią, łatwo rozpoznawalnym kościołem dla wszystkich jest bazylika św. Piotra w Rzymie wraz z charakterystyczną kolumnadą obejmującą przylegający do niej plac. Stanowi ona symbol Chrystusa złączonego z Jego ciałem Kościołem obejmującym wszystkich, którzy wejdą na plac św. Piotra. W Chrystusie modlitwy zostały wysłuchane a stworzenie może paradoksalnie objąć Boga.

 

Psalm responsoryjny: Ps 84, 3-4.5.10.11;

Dom Pana, Jego przybytki i przedsionki czym są w porównaniu z namiotami grzeszników? Wydaje się, że psalmista podpowiada, że jedność z Bogiem to budowanie solidnego domu i bezpieczeństwa, a paktowanie z grzechem prowadzi do zrujnowania wszystkiego. Człowiek jest istotą cielesną, a chrześcijaństwo religią wcieloną – inkarnacyjną. Przez znaki zewnętrzne i dary materialne od Boga pochodzące, możemy dojść do spotkania ze Stwórcą wszystkiego, do tego nawiązują słowa psalmu  84. Namiot grzeszników to pozory życia, wystarczy chwila, powiew niespodziewanego wiatru i rozwiewa go niczym plewę pszeniczną. Nie ma szans na przetrwanie.

 

Ewangelia: Mk 7, 1-13

Naprawdę to zbyt mało przekazywać Słowo Boże z ust do ust, zwracając uwagę na czysto foniczne  brzmienie, literalny zapis poszczególnych wyrazów czy zdań. Słowo Pana zawiera w sobie treść, ducha o głębszym znaczeniu i Ducha Świętego, a także sens ukryty, którego Kościół poszukuje i który ciągle na nowo odkrywa. Słowo w znaczeniu litery i fonetycznego brzmienia nie zadowoli ani Boga, ani człowieka. Dlatego Jezus do tych, co trzymają się niewolniczo zewnętrznych zwyczajów i tradycji starszych mówi: Ten lud czci mnie wargami a sercem daleko jest ode Mnie. Bóg szuka serca ludzkiego i odpowiedzi, która okaże się pełnym zaangażowaniem. Słowo Pana domaga się całego człowieka i nie pozwala  uchylać prawa Bożego, powołując się na zwyczaje ludzkie, społeczne. Wiemy, co oznacza natura, co kultura i co łaska Boża. Jezus wchodzi w kulturę każdego środowiska, jako osoba historyczna w hebrajską, rzymską, hellenistyczną, a potem po wniebowstąpieniu za pośrednictwem głosicieli Dobrej Nowiny do wszystkich narodów jako mesjasz Boży. On chce wejść do serca indywidualnego człowieka, aby przemienić i oczyścić to, co nie odpowiada naturze i prawu Boga. Nierzadko człowiek zasłaniając się zdanymi: tak musi być; taka jest natura człowieka; takie są zwyczaje uchyla Słowo Boże. W czasie doczesnej historii Dobra Nowina, przekracza zdeformowaną w niektórych obszarach kulturę ludzką, oczyszcza naturę człowieka, a czasami jest z nią sprzeczna, co jest ceną prawdy zawartej w Objawieniu Bożym. Pojęła to św. Józefina Bakitha, którą wspomina Kościół w liturgii ósmego lutego. Wychowywana w systemie niewolniczym na kontynencie afrykańskim, porwana z domu rodzinnego w wieku 9 lat, w traumie zapomniała własne imię, dlatego nazwaną ją Bakhita, co znaczy szczęśliwa. Często biczowana, poniżana i prześladowana przez swoich ziemskich panów, poznaje Pana nad panami – Jezusa. Zjednoczenie z Jezusem doprowadziło ją do heroicznej miłości, która nie pozwalała na znienawidzenie prześladowców. Dzięki temu, że Jezus jest Bogiem, wszedł do jej serca. W niej Słowo Boże pokonało panującą wkoło kulturę wyzysku człowieka. My, pielgrzymi doczesnej drogi, zamiast spierać się i tyle troszczyć o zewnętrzną estetykę własnego ciała i otoczenia, zatroszczmy się o piękno naszych serc przez szczerą skruchę i powrót na drogę, którą wyznaczył nam Pan.

 

Środa 10.02.2016 r.

Pierwsze czytanie: Jl 2, 12-18

W jednym momencie wszystko  się  zmienia. Wczoraj zwyczajny czas w ciągu roku, w liturgii kolor zielony, przed Ewangelią radosny śpiew Alleluja, dzisiaj fioletowe szaty w kościele i popiół na głowę. Trafnie ujmują to słowa z piosenki: życie jest nowelą, wczoraj biały welon, dzisiaj białe włosy. Życie jest krótkie, doczesność wydaje się burzliwą chwilą, a Słowo Pan wzywa nas do nawrócenia, to jest do nakierowania życia na właściwy cel, który przez grzech straciliśmy z oczu i dążeń. Pan nie ma upodobania w rwaniu szat, Pana Boga niczym magnes przyciąga serce, rozerwane łzami autentycznej skruchy. W otaczającym nas świecie serca pękają na skutek zawału fizycznego, lub psychicznie i duchowo z powodu złości, zazdrości i grzesznych żądz. Gdy człowiek otwiera ucho i serce na Słowo od Pana, rozrywa się w nim serce inne, to związane z wiarą, co można określić mianem skruchy. Serce rozerwane  aktem prawdziwej skruchy uwalnia  od grzechu i winy, a Bóg przez miłosierdzie leczy to, co złamane w osobowości człowieka., Obwiązuje rany serc złamanych, odnawia i daje nową perspektywę. Prorok Joel, zapewnia, że z powodu grzechu, który wprowadził lud w stan niedoli, Pan zmiłował się nad Izraelem. Zmiłowanie to nic innego jak pochylenie się nad kimś lub nad czymś. Liturgiczne Kyrie elejson we Mszy św., w środę popielcową tradycja Kościoła zamienia na posypanie głów popiołem. Pan w swoim miłosierdziu pochyla się nad nami nieustannie i się tym nie zniechęca. Teresa Wielka, podobnie jak inni mistycy znający swoją grzeszność, pisała: Prędzej mi znudziłoby się obrażać Boga niż jemu przebaczać mi grzechy.

 

Psalm responsoryjny: Ps 51, 3-4.5-6a.12-13.14.17;

Jeden z najbardziej znanych psalmów ze względu na częstotliwość posługiwania się nim przez Kościół w liturgii. Słowa psalmisty trafnie oddają stan grzesznej natury ludzkiej. Tradycja Kościoła wiąże powyższy utwór z grzesznym życiem Dawida i misją proroka Natana. Natan posłuszny słowu Pana Boga idzie do króla Dawida z misją doprowadzenia monarchy do skruchy, król ten wybrany uprzednio przez Jahwe na władcę nad Izraelem zgrzeszył cudzołożąc z Batszebą, a  później  przez podstępne knowania doprowadził do zabicia jej męża Uriasza. Słowo Boga głoszone przez proroka tak przeszyło serce Dawida, że doprowadziło go do głębokiej skruchy. Skruszony władca wypowiada przejmującą modlitwę, w której prosi Pana o przebaczenie. Psalmem tym modlą się chrześcijanie w kontekście przygotowania do spowiedzi podczas nabożeństw pokutnych. Warto u początku Wielkiego Postu, gdy Pan wzywa nas do nawrócenia zastanowić się, jak traktujemy spowiedź sakramentalną. Przyjmując prosty podział, wydaje się, że są dwa sposoby przeżywania pojednania sakramentalnego. Pierwszy to formalny, penitent wyznaje jaki jest, trochę przypomina to sprawozdanie okresowe, którego świadkiem urzędowym w konfesjonale jest kapłan. Niekiedy takie sprawozdania roczne, półroczne, miesięczne a nawet tygodniowe bez istotnych zmian treściowych ciągną się latami, przypominają utrwalone nawyki, przypominają trochę szybki prysznic, lub opróżnienie kosza na śmieci z gotowością na przyjęcie kolejnej zawartości. Drugi sposób jest zupełnie inny, rzadszy w porównaniu z pierwszym. W kontekście spowiedzi człowiek uświadamia sobie, co przeszywa go do szpiku kości, już wie, że jest grzesznikiem, obraził Boga swego Stwórcę, chybił celu,   zniszczył bliźniego, utracił godność dziecka Bożego. Coś przeniknęło jednak jego serce, doprowadzając do głębokiej skruchy. Chce zatem wrócić do komunii z Bogiem i ludźmi. Wyraża gotowość na naprawienie zła, chce pełnić wolę Pana, odzyskując bezcenny dar Boga samego i swoje prawdziwe ja.

 

Drugie czytanie:2 Kor 5, 20-6, 3

Oto teraz czas upragniony, oto teraz dzień zbawienia. Czas upragniony i dzień zbawienia zaczął się dla świata w chwili, gdy Chrystus stał się człowiekiem i zaczął głosić Dobrą Nowinę o zbawieniu. Ten dzień trawa od dwóch tysięcy lat, a dla nas żyjących w tym momencie dziejów ludzkości, zaczyna się w chwili, gdy otrzymujemy chrzest święty i w godzinie, gdy świadomie wybieramy Jezusa Chrystusa. Nie przyjmować na próżno łaski Bożej, oznacza nie lekceważyć cichego przyjścia Jezusa Chrystusa w naszej doczesności. Od początku istnienia Kościoła mówi się o dwóch przyjściach Chrystusa w taki sposób: pierwsze ciche, przez narodzenie się w Betlejem i wezwanie do nawrócenia każdego człowieka, drugie dokona się w chwale na końcu czasów. Pomiędzy jednym i drugim głosiciele Ewangelii proszą słuchaczy, aby pojednali się z Bogiem w osobie Jezusa. Każdy człowiek potrzebuje jakiegoś stałego punktu, na którym oprze całość tego kim jest i co posiada. Ten PUNKT JEZUS jest najpewniejszy, oparł na Nim życie św. Paweł. Święty Paweł pisząc o czasie używa terminu kairos, a nie chronos. W języku greckim używamy dwóch wyrazów na oznaczenie czasu: jest czas  historyczny, chronologiczny, płynący niczym woda w rzece, nie znający pojęcia  miłosierdzie. Jest też inny, powiązany z pełnią i łaską, związany z historią, lecz upływający inaczej, intensywniejszy, a wiążemy go z sensem życia. Zawsze, gdy pokornego Boga w osobie Jezusa Chrystusa dopuszczamy do naszego życia, zaczyna się przejście z miary chronos w kairos. Wraz z rozpoczynającym się dzisiaj Wielkim Postem, gdy tylko przez skruchę i nawrócenie, pojednamy się z Bogiem, mamy szansę doświadczyć czasu upragnionego i dnia zbawienia.

 

Ewangelia: Mt 6, 1-6.16-18.

Kazanie na Górze z tekstów Mateuszowych, to dłuższy fragment, zawierający ważne wskazania dotyczące życia chrześcijańskiego. Jezus, który głosi Dobrą Nowinę jawi się w nim jako Nowy Mojżesz. Jak Mojżesz w Starym Testamencie otrzymał na górze Dekalog, tak Jezus na górze wyjaśnia  głębsze znaczenie  słowa Bożego. Jak starotestamentalny Mojżesz wyprowadził  Hebrajczyków z Egiptu, tak Jezus wyprowadza lud z niewoli złego ducha, i Egiptu, który w ziemskim pielgrzymowaniu kojarzy się z niewolą egocentryzmu.

W krótkiej perykopie, zaczerpniętej ze słynnego Kazania na Górze czytanej dzisiaj w Kościele, Jezu przypomina swoim słuchaczom, że nic na pokaz, ani jałmużna, ani post, ani modlitwa. Pewne tajemnice Panie Jezu pozostaną między nami, na ziemi i w wieczności, mówiła św. Faustyna Kowalska do ukazującego się jej Chrystusa. I nie mamy tutaj na myśli ani powiedzenia: zły to ptak, co własne gniazdo kala, czy cytatu z dramatu Moralność Pani Dulskiej: brudy pierze się we własnym domu. Dając jałmużnę, pomagaj tak, abyś nie poniżył człowieka, pomagaj w postawie służby, niech ten drugi nie będzie trampoliną podbijającą twoje własne ego, które szuka zadowolenia i dobrego samopoczucia. Modlitwa, nie polega na wydeptywaniu dziedzińców i kiwaniu się przed Panem. Wczesnochrześcijański teolog Orygenes, zauważył, że modlitwa odpowiadać ma życiu czynnemu, a życie czynne modlitwie. Post w ukryciu poskramia różnego rodzaju pożądliwości i uczy panowania nad sobą. Jałmużna, modlitwa i post są ważną triadą moralności chrześcijańskiej, w której chodzi o relacje do bliźniego, do Boga i do siebie samego. Nie zamykać się w  „ja,” ale wyjść z „ja”  egocentrycznego. Taki kierunek wytycza nam Jezusowe Kazanie na Górze, taka jest Ewangelia. „Ja” stanowi najciemniejszy Egipt, z którego słowo Pana nas wyprowadza ku Niemu samemu i ku braciom w człowieczeństwie.

 

Czwartek 11.02.2016 r.

Pierwsze czytanie: Pwt 30, 15-20

 Czterdzieści lat Hebrajczycy wędrowali przez pustynię pod wodzą Mojżesza do ziemi obiecanej. Czterdzieści dni Jezus przepościł na pustyni, przygotowując się do działalności publicznej na ziemi. Czterdzieści dni trwa Wielki Post, abyśmy przygotowali się do Paschy, która daje przedsmak pełnego zabawienia. I już na początku okresu pokuty Pan Bóg w tekście wyznaczonym na dzisiaj w czytaniach mszalnych, podaje nam warunki niezbędne do osiągnięcia ostatecznego celu – ziemi obiecanej. Dla Izraela ziemią obiecaną był Kanaan, dla Jezusa w perspektywie zbawczej wprowadzenie do nieba przemienionej natury ludzkiej i wszystkich, których dał mu Ojciec. Dla nas ziemią upragnioną jest zjednoczenie z Bogiem na ziemi i w wieczności przez Jezusa. Reguły są klarowne, lecz nie łatwe. Ludzie, którzy mocno stąpają po ziemi i znają realia życia od razu spostrzegą, że są ciężkie, ale nie pozbawione realności ich spełnienia.. Należą do nich miłowanie Boga przez wypełnianie  Jego praw i przykazań. Kto kocha, stawia wymagania. Bóg kocha tak, jak nikt inny, dlatego stawia wymagania. Jeśli nie ma miłości, nie ma też wymagań, raczej pojawia się zimna obojętność, która z biegiem czasu staje się gorsza od nienawiści. Kto kocha, wymaga wpierw od siebie, a potem od tych, których umiłował. Miłość jest punktem wyjścia i dojścia na drodze chrześcijańskiego życia. Lecz w miłości droga staje się łatwiejsza i człowiek odzyskuje życie, aby mógł przekazać je dalej. Jeden ze współczesnych myślicieli Gabriel Marciel podzielił miłość na dwa nurty: własnościowy i ascetyczny (dokładnie orficzny). Pierwszy gromadzi dla siebie i wokół siebie, a drugi rozdający siebie. W Bogu prym bierze ten drugi, czyli kierunek rozdający, Bóg daje ziemię, daje siebie, swego Jedynego Syna, Kościół, sakramenty, Maryję … Dzisiaj ją wspominamy przez przywoływanie objawień w Lourdes, które miały miejsce od lutego do lipca 1858 r. Maryja dała tam obietnice Bernadecie Soubirous, łask dla świata i grzeszników oraz poleciła odmawianie różańca, modlitwę za grzeszników i wybudowanie kaplicy ku Jej czci. W czasie ostatniego widzenia Niepokalana powiedziała do Bernadety: Żegnaj, do zobaczenia w szczęściu przyszłego życia (16.07.1858r.). Sens naszej ziemskiej drogi to szczęście przyszłego życia, ziemia obiecana przez samego Boga w Jezusie.

 

Psalm responsoryjny: Ps 1, 1-2.3.4 i 6;

Chcąc zrozumieć kim jest grzesznik, trzeba wpierw zastanowić się czym generalnie jest grzech. W mentalności hebrajskiej zgrzeszyć to chybić celu, nie trafić w sedno, a co za tym idzie zgubić z pola widzenia najwyższy cel Boga samego. Stąd grzesznika w psalmie  1. porównuje się do plewy, którą wiatr rozmiata. Plewa, wysuszona zewnętrzna otulina ziarna zbożowego nie ma wystarczającej wagi, nie zatrzyma się dłużej w jednym miejscu, nie zachowa równowagi, a jej definitywnym kresem  jest zatracenie. Grzesznik plącze się wokół samego siebie, wszystkich swoich spraw  i nie znajduje prostej drogi i dobrego celu. Wielki Post ma nas ukorzenić tak, aby nasze egzystencjalne korzenie czerpały   wodę  ze źródła Życia, którym jest Bóg.. Wydaje się, że pierwsza lektura i psalm 1. śpiewany w dzisiejszej Liturgii Kościoła, pomagają ludowi Bożemu i poszczególnym ludziom na nowo nakierować się na właściwy cel, na Pana i Jego przykazania.

 

Ewangelia: Łk 9, 22-25.

Rozdział dziewiąty Ewangelii według św. Łukasza stanowi swego rodzaju przełom w życiu publicznym Jezusa. Oto kończy się Jego działalność na obszarze Galilei. Ewangelista podje nam do wiadomości, że postanowił On udać się do Jerozolimy (Łk 9, 51). W świętym mieście, Pan przez mękę dokona zbawienia każdego człowieka (Łk 3, 6 wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże). Zanim Jezus jawnie pokaże uczniom kierunek jerozolimski swojej podróży, zapowiada, że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. Podaje też warunki podążania za nim, do których należy zapomnienie o sobie.  Tym słowem ,  karmi nas dzisiaj Kościół w liturgii. Powyższy fragment zaliczamy do tak zwanych proegzystencjalnych. Jezus żyje w ziemskiej pielgrzymce ciągle dla Boga i dla człowieka, zapominając o sobie. Stanowi to rodzaj miłości nie zagarniającej dla siebie, udzielającej się innym, kosztem siebie. Ujawnia się tu jeden z paradoksów ewangelicznych: tracąc zyskujemy. U Boga liczy się owca nie wilk. Owca karmi innych, wilki karmią siebie. Stracić życie z powodu imienia Jezus, to je zyskać, a zachować przez pomnażanie egoizmu, to wyniszczyć się. Nie bój się stracić dla Pana czegokolwiek, zachowując jego naukę, przykazania, Ewangelię. Lekkość życia prowadzi do powierzchowności, trudy do odkrywania jego sensu. Tęsknimy za życiem w kategoriach nieustannej niedzieli bez dni powszednich. Trudno nam o uszanowanie pokutnego charakteru piątku, o powstrzymanie się od pokarmów mięsnych w dniu, w którym Pan oddał życie na krzyżu. A przecież  wszystko to w kategoriach ludzkich zmierza do zachowania życia, które ostatecznie zatracamy, chciwie trzymając się życia biologicznego, chcą przyciągnąć i przywłaszczyć jak najwięcej dla siebie. Dzisiaj światowy dzień chorego. Przez chorobę człowiek traci życie, ale jednocząc się z Panem może zyskiwać inne – Boże. Benedykt XVI w encyklice Spe salvi, zauważa, że człowiek przez cierpienie może odzyskiwać nadzieję na życie wieczne  i  sens. Ludzie towarzyszący chorym i posługujący im, też zachowują życie Boże w sobie – wystarczy zaprzyjaźnić się ze służbą zdrowia czy kapelanami szpitalnymi, a najlepiej samemu oddać czas i wysiłek chorym, aby przekonać się, że to jest prawda życia chrześcijańskiego.

 

Piątek 12. 02. 2016 r.

Pierwsze czytanie: Iz 58, 1-9a

Czy Kościół się z nami przekomarza? Dwa dni temu w Środę Popielcową wysłuchaliśmy podczas liturgii mocnego wezwania do postu, modlitwy, jałmużny, płaczu i lamentu. Dzisiaj we fragmencie z księgi Izajasza, przekonujemy się, że posty jako formalność i umartwienie się dla zachowania litery prawa nie przynoszą żadnego owocu. Bogu chodzi o coś zupełnie innego, chodzi o relacje z Nim samym i bliźnimi. Tradycja Kościoła zakorzeniona w Biblii ujmuje relacje międzyosobowe w dwóch katechizmowych katalogach: uczynki miłosierdzia co do ciała i co do duszy. Oskarżamy się nieraz, że nie zachowaliśmy wstrzemięźliwości od pokarmów mięsnych, a to zapomnieliśmy o godzinnym poście eucharystycznym. Chowamy się za formalnością prawną, zapominając że słowo Pana ma ducha i Stwórcy chodzi o osobę. Pan Bóg mówi wyraźnie, a nawet nakazuje krzyczeć Izajaszowi na całe gardło: Czyż nie jest raczej ten post, który wybieram: Rozerwać kajdany zła, rozwiązać więzy niewoli, wypuścić wolno uciśnionych i wszelkie jarzmo połamać? Dzielić chleb z głodnym, wprowadzić w dom biednych tułaczy, nagiego, którego ujrzysz, przyodziać i nie odwrócić się od współziomków? Mamy rok miłosierdzia, nie pozostawajmy zamknięci w roku miłosierdzia jako w kolejnym haśle duszpasterskim, lecz zróbmy jakiś konkretny k(rok). Oto wyzwanie: zrobisz rok albo krok miłosierdzia. Rok szybko przeminie, a krok ma szansę zbliżyć do bliźniego i Boga.

 

Psalm responsoryjny: Ps 51, 3-4.5-6.18-19;

Tradycja chrześcijańska zna Psalm 51 pod nazwą Miserere, tłumacząc na język łaciński pierwsze zdanie tego utworu : Zmiłuj się nade mną Panie. Początkowy werset wyraża przekonanie o potrzebie miłosierdzia ze strony Boga względem człowieka. Starożytny komentator Pisma Świętego, Orygenes, żyjący na przełomie II i III wieku, tak pisze o wszystkich ludziach: Wszelka dusza potrzebuje oliwy Bożego miłosierdzia, a nikt nie potrafi się wydobyć z obecnego życia, jeśli nie pomoże mu oliwa niebieskiego zmiłowania (zob. Orygenes, Homilia do Księgi Kapłańskiej II, 2). W momencie uznania osobistego grzechu zdał sobie sprawę z tego Dawid, któremu tradycja przypisuje powyższy utwór. Świadomość grzechu doprowadziła autora psalmu do skruchy, z której następnie zrodziła się modlitwa prośby o miłosierdzie Boże. Przyjąwszy miłosierdzie od Pana, stajemy się zdolni do miłości miłosiernej względem bliźnich.

 

Ewangelia: Mt 9, 14-15

Uczniowie Jana Chrzciciela przychodzą do Jezusa i pytają o styl życia Jego uczniów. W relacji św. Mateusza następuje to w momencie, kiedy Jezus już zgromadził wokół siebie pierwszą wspólnotę uczniów, zaczął ich formować ,a nawet w Kazaniu na Górze, które jest sercem Ewangelii według Mateusza (Mt 5-7) dał wskazania dotyczące postów, jałmużny i modlitwy. W historyczne wydarzenie, do którego doszło w Galilei po uczcie z celnikami i grzesznikami, wkomponowana została myśl teologiczna. Oblubieńcem weselnym jest Jezus, przyszedł na ziemię poślubić ludzkość, która potrzebuje odkupienia. Czas przebywania Oblubieńca pośród gości to historyczna, publiczna działalność, a chwila zabrania Jezusa, to wydarzenia paschalne, pojmanie, męka i śmierć. My żyjemy w czasach, kiedy  Przychodzący już jest obecny, a Zabrany przedziwnie pozostającym z nami, aż do skończenia świata. Zrozumiał to Kościół, dzieląc rok liturgiczny na poszczególne okresy, które przez mądrą pedagogię ciągle czegoś nas uczą. Pozostający z nami Jezus został nam zabrany, gdyż w Wielkim Poście nie śpiewamy radosnego Alleluja, a w czwartą Niedzielę Wielkiego Postu w świątyniach zostaną przysłonięte wizerunki – pasyjki na krzyżach. Tak, Oblubieniec został w pewien sposób nam zabrany, dlatego w tym czasie łaski (gr. kairos) Kościół Pana wzywa nas do postu, umartwień i innych wyrzeczeń, by nauczyć nas większej tęsknoty za Nim. Zrozumiemy to wtedy, gdy zaczniemy zgodnie ze wskazaniami proroka Izajasza pełnić dzieła miłosierdzia, bo dopiero to jest prawdziwym postem.

 

Sobota 13.02.2016 r.

Pierwsze czytanie: Iz 58, 9b-14

Zapomniane uczynki miłosierdzia względem ciała i duszy. Już w historii zbawienia ludu Starego przymierza Pan Bóg przez proroków przypominał, że jedność z Nim wiąże się nierozerwalnie z dbaniem o bliźnich w potrzebie i znajdujących się w trudnych sytuacjach życiowych. Słowo Pana przyjęte przez proroka Izajasza i przekazane ludowi pozostaje aktualne również i dzisiaj. Jeśli u siebie usuniesz jarzmo, jeśli podasz twój chleb zgłodniałemu i nakarmisz duszę przygnębioną, wówczas twe światło, zabłyśnie w ciemnościach. Wezwanie Pan u początku Wielkiego Postu kieruje nas ku bliźnim i przynagla do pełnienia uczynków miłosierdzia względem ciała i duszy w odniesieniu do drugiego człowieka. Słowo z pierwszego czytania zostaje wzmocnione przez proroka naszych czasów papieża Franciszka, który w bulli zapowiadającej rok miłosierdzia zaprosił chrześcijan do praktykowania uczynków miłosierdzia, w ostatnim czasie być może przez nas zapomnianych i porzuconych. O ile poprzedni papieże św. Jan Paweł II i Benedykt XVI, położyli akcent na miłosierdzie jako właściwy przymiot Boga, to Piotr naszych czasów nie pomijając niczego z całego depozytu wiary przynagla nas do pamiętania o ubogich i zapomnianych. Jak On (Bóg), jest miłosierny, tak też i my jesteśmy wezwani, by być miłosierni: jedni wobec drugich. Główną belką, na której wznosi się życie Kościoła, jest miłosierdzie.(Bulla papieża Franciszka „Misericordiae vultus” 11.04.2015r.). Bóg najpełniej okazuje wszechmoc przez przebaczenie i litość. A miłosierdzie przez nas przyjęte i praktykowane pośród ludzi było i jest najwiarygodniejszym świadectwem wiary w Boga.

U św. Augustyna komentującego Pismo Święte znajdujemy myśl, która przetrwała próbę czasu 1600 lat: Miłując bliźniego i troszcząc się o niego, przemierzasz drogę wiodącą do Boga. Nie doszliśmy jeszcze do Boga, ale mamy z sobą naszego bliźniego. Umiej więc znosić tego, który ci towarzyszy w drodze, abyś doszedł do Tego, z którym pragniesz pozostać. (św. Augustyn, Traktat 17, 7-9). Praktykowanie czynów miłosierdzia sprawi, według obietnicy Bożej, że droga ziemska stanie się pewniejsza, gdyż odbywać się będzie w świetle.

 

Psalm responsoryjny: Ps 86, 1-2.3-4.5-6;

Ps 86 przedstawia wołanie biednego i ubogiego do Boga o litość i zmiłowanie. Autor tych słów przyjmuje postawę żebraka przed Panem. I rzeczywiście człowiek sam z siebie jako stworzenie może przyjąć tylko taką postawę, wynika ona z pokory i właściwego poznania. Św. Katarzyna ze Sieny, średniowieczna mistyczka, obdarzona łaską mistycznego poznania Boga, mówiła do Stwórcy: Ty Jesteś a mnie nie ma. Inną rzeczą jest, że Pan obdarzył nas godnością dzieci Bożych przez łaskę. Powyższy psalm i pierwsze czytanie uzupełniają się. Człowiek, który prosi o miłosierdzie Pana zobowiązany jest do pełnienia dzieł miłosierdzia względem braci i sióstr. Ks. Józef Tischner, zauważył kiedyś, iż to, że my doświadczamy trudnych sytuacji egzystencjalnych, nie zwalnia nas z powinności czynienia miłosierdzia względem innych.

 

Ewangelia: Łk 5,27-32

Miłosierdzie to przede wszystkim relacje międzyosobowe. Święty Łukasz Ewangelista zaliczany jest do grona piewców miłosierdzia Bożego. On w tekście trzeciej Ewangelii przedstawia litościwe oblicze Chrystusa, który zwraca się do ubogich pod względem materialnym, ale też duchowym. Dante nazwie św. Łukasza piewcą łaskawości Chrystusa. Dzisiejsza perykopa z piątego rozdziału opisuje tę drugą sytuację. Jezus zobaczył celnika człowieka bogatego materialnie, lecz biednego duchowo, siedzącego w komorze celnej, uznawanego przez większość społeczeństwa za grzesznika i kolaboranta. Pan nasz nie boi się wejść do ziemnych i ciemnych grot i komór celnych. Sam narodził się według tradycji w grocie skalnej. Gdy zaczął głosić Dobrą Nowinę z ciemnych komór życiowych, rozpoczął  wyprowadzać rodzaj ludzki. Miłosierdzie to pochylenie się nad człowiekiem i wejście w relację pojednania i wspólnej drogi. Oddzielenie aktu miłosierdzia od wielkodusznego podejścia do bliźniego  przypomina karmienie własnego dobrego samopoczucia. Miłosierdzie zakłada wspólną drogę przez cały czas lub pewien etap. Lewi, na którego spojrzał Pan – co musiało być w tym spojrzeniu? – wstał i poszedł za Jezusem. Miłosierdzie nie poniża, wręcz przeciwnie, podnosi człowieka. Miłosierdzie leczy chorych, poraniony świat potrzebuje lekarzy miłosierdzia, którzy podniosą złamanych na duchu i pomogą nawiązać zdrowe relacje.

Komentarze do czytań IV Tygodnia Zwykłego | od 31 stycznia do 6 lutego 2016 r. -- ks. Bogusław Zeman SSP
Komentarze do czytań I tydzień Wielkiego Postu |14-20 lutego 2016 r. – dr hab. Marek Kita