Niedziela, 29.04.2018 r.

Pierwsze czytanie: Dz 9, 26-31

(…) gdyż nie wierzyli, że naprawdę został uczniem.” Św. Paweł nie miał łatwej drogi, aby inni przestali widzieć w nim prześladowcę. Gdy rozpoczął głoszenie Dobrej Nowiny o zmartwychwstałym Chrystusie, słuchacze podchodzili do niego bardzo nieufnie. Dopiero co widzieli lub słyszeli, jak prześladuje chrześcijan, a teraz on chce razem z nimi pójść za Jezusem. Jest coś niesamowitego w nawróceniu św. Pawła: nigdy z Chrystusem nie przebywał ani Go nigdy nie słyszał. Nie znał też żadnych relacji apostołów o Jezusie. Cóż więc takiego zadziało się w sercu Szawła, że odpowiedział na wezwanie Boga i poszedł za Nim, nie zważając na nic? To wewnętrzne doświadczenie Jezusa daje Szawłowi taką moc, że porzuca swoje „stare życie” i zaczyna wszystko do początku. Daje nam to nadzieję, że i my możemy rozpocząć nowe życie. Na pewno jak Szaweł napotkamy również i my przeszkody. Bóg, jednak działa poprzez ludzi, i tak jak daje Pawłowi Barnabę, który wprowadza go do wspólnoty ludzi wierzących – tak i nam daje każdego dnia kogoś, kto może nam pomóc. Najważniejsze jest to, aby pamiętać o rozwadze i roztropności; kierowanie się nimi jest bardzo przydatne na początku drogi i w jej trakcie. Umiejętności te zdobywamy poprzez coraz głębsze poznawanie Jezusa, który oddał życie za każdego z nas. Poprzestając jedynie na wiedzy, którą kiedyś o Nim zdobyliśmy, zatrzymujemy się. A musimy wyjść jak św. Paweł i rozpocząć budowanie więzi z Jezusem w tym miejscu, w którym obecnie żyjemy. Bez względu na to, jak wyglądało nasze życie jeszcze do niedawna, ufajmy, że Zmartwychwstały nie brzydzi się tym, co nas stanowi. I zawsze da nam kogoś, kto, jak Barnaba, będzie z nami szedł, gdy niedomagamy. Taka osoba potrafi dodać otuchy, pocieszyć, obdarzyć nas cenną radą. Doceniajmy takie osoby w naszym życiu. Wsparcie się na drugiej osobie, zwłaszcza jeśli jest nam ona dana od Boga, jest prawdziwym darem. Dlatego nie odrzucajmy życzliwych i prawych ludzi. Będąc słabymi w wierze, otaczajmy się tymi, którzy chcą nas przyprowadzić do Boga.

 

Psalm responsoryjny: Ps 22, 26b-27.28 i 30ab.30c-32

Niech przypomną sobie o Panu i wrócą do Niego wszystkie krańce ziemi!” – aby to mogło nastąpić, trzeba wrócić do swego serca, gdzie Bóg złożył ziarno, którym jest Słowo, czyli Jezus. Mając kogoś w sercu i darząc go uczuciem, jesteśmy w stanie wiele znieść, by ponownie z Nim przebywać. Żyjąc bez miłości, porzucamy misję i nie potrafimy iść dalej. Dlatego dzisiaj prośmy Boga o zrozumienie: co to znaczy kochać? Prośmy Go również o uzdrowienie naszej pamięci o Nim. Pozbywajmy się fałszywych wyobrażeń o Bogu, byśmy mogli na powrót Mu zaufać.

 

Drugie czytanie: 1 J 3, 18-24

(…) abyśmy uwierzyli w imię Jego Syna Jezusa Chrystusa (…)”. Uwierzyć w Jezusa i tak naprawdę czynić wszystko to, co On czynił – nie jest prostą sprawą. Łatwiej jest to powiedzieć, niż zrobić. Chociaż słuchamy Słowa, z realizacją tego, co usłyszeliśmy, wychodzi nam bardzo różnie. Chociaż staramy się zmienić siebie i swoje postępowanie – czasami wychodzi „jak zwykle”. Wyrzuty sumienia stopują nasze dalsze działanie i nie mamy ochoty podjąć kolejnej próby. Jednak zmieńmy od dzisiaj podejście: bez względu na liczbę porażek, zawsze starajmy się trwać przy Zmartwychwstałym. On jest większy od wszystkiego, co nas zniewala i nie pozwala zbliżyć się do Niego. Pamiętajmy o tym.

 

Ewangelia: J 15, 1-8

Trwajcie we Mnie (…)” – aż trzykrotnie Jezus kieruje do nas dzisiaj te słowa. Podaje nam najkrótszą drogę do szczęścia i obfitego życia: jeśli Jego nauka trwać będzie
w nas, to nasze życie zostanie przemienione. Nie w magiczny sposób, lecz dzięki naszej pracy polegającej na pragnieniu wypełniania wszystkiego, co usłyszmy od Boga. Mając w pamięci Jego słowa, w każdej sytuacji jesteśmy w stanie po nie sięgnąć, by zwyciężyć w sobie każdą pokusę.

 

Poniedziałek, 30.04.2018 r.

Pierwsze czytanie: Dz 14, 5-18

Czy i my nie czujemy czasami niemocy do tego stopnia, że nie możemy ruszyć z miejsca? Tyle poczynionych wysiłków, które nie dają żadnego rezultatu. Czujemy się tak, jakbyśmy byli martwi w środku i niezdolni do życia. Staramy się za wszelką cenę wyjść z tego impasu. Uznajemy, że sami nie możemy sobie pomóc i zaczynamy uzależniać się od innych. Poszukując uzdrowienia nas samych (czy naszych bliskich), trafiamy na ludzi, którzy „mogą więcej” – tak nam się przynajmniej wydaje. I Bóg, poprzez daną osobę, może nas uzdrowić. Zapominamy jednak, od kogo ten dar uzdrowienia przychodzi i wpadamy w bardzo niebezpieczną pułapkę: przypisujemy całe dobro drugiemu człowiekowi. Sami nie starając się nawiązać relacji z Bogiem, uciekamy się do tych, którzy ją mają. Chcemy, by to właśnie oni załatwiali za nas nasze sprawy. Chcemy wierzyć w to, że posiadają nadludzkie zdolności i składamy im liczne ofiary, by tylko trwali przy nas i nam pomagali. Gdy zaczyna ich brakować obok nas – szukamy kolejnej osoby, która ma relację z Bogiem i może ponownie nas uratować. Zapominamy o tym, że żaden człowiek – sam z siebie – nic uczynić nie może! Jedynie Bóg daje życie. Nawet największy charyzmatyk nie potrafi dać nam tego, czego pragniemy: nie przeżyje za nas życia. Postępując tak, nie wzrastamy. Nawiązując relację z Bogiem zaczynamy doświadczać Jego dobroci. Powoli wypełniamy Nim pamięć i otwierają się nam oczy. Przestajemy zatem przypisywać cuda człowiekowi, a zaczynamy wierzyć w to, że tylko Bóg jest dawcą Dobrej Nowiny. Wszystko zatem uzależnione jest od tego, kogo słuchamy.

 

Psalm responsoryjny: Ps 115, 1-2. 3-4. 15-16

(…) lecz Twemu imieniu daj chwałę (…)” – i o to powinniśmy się starać każdego dnia, ponieważ żadnemu człowiekowi nie należy się hołd, jedynie Bogu. I aby każdy nasz wysiłek był nakierowany na Boga, i w Nim znalazł swoje miejsce, przypominajmy sobie o tym, od kogo otrzymujemy każdy dar. Wtedy największy trud, staje się do zniesienia i nie stanowi już takiego ciężaru, jak nam się wydawało na początku. Czyniąc wszystko z myślą, że On patrzy na nas i docenia to, co robimy, możemy z łatwością przeżyć każdy dzień.

 

Ewangelia: J 14, 21-26

Jezus powiedział, że to wszystko, czego naucza, nie pochodzi od Niego, ale od Ojca. On jest pośrednikiem. Dobrze jest pobierać lekcje od takiego Nauczyciela, który wskazuje na kogoś, kto jest ponad Nim. Tracimy bardzo wiele, przypisując sobie zbyt wielkie dokonania. I nie chodzi tutaj o umniejszanie siebie i swojej pracy, a jedynie o dawanie chwały Temu, któremu się ona w pełni należy. Każda bowiem rzecz w naszym życiu od Boga pochodzi i do Niego powróci. Zachowując prawidłową kolejność, czyli Bóg na pierwszym miejscu – mamy pewność, że nie staniemy się pewnego dnia samowystarczalni.

 

Wtorek, 1.05.2018 r.

Pierwsze czytanie: Dz 14, 19-28

Wszędzie utwierdzali uczniów i zachęcali do wytrwania w wierze.” – tak samo my powinniśmy czynić i dzisiaj. Nie zwalczać się i tępić, ale być we wspólnocie i naprawdę sobie pomagać. I to nie tylko słowami, nade wszystko wszystkim czynami! Im szybciej zakończymy płomienne przemowy, za którymi nic nie stoi – tym szybciej poznamy, co to znaczy bratnia relacja z drugim człowiekiem. Umacniajmy w wierze tych, który zaczynają słabnąć i powoli zaczynają tworzyć „swój Kościół”. To, do czego zostaliśmy powołani jako katolicy, nie jest misją wymyślania sobie kolejnych zadań, ale słuchania Boga i tego, co On nam poleci zrobić. Bóg wie najlepiej, co jest dobre dla nas i innych. Wierząc, jesteśmy gotowi, jak św. Paweł, powstawać nawet z najcięższych upadków.  I chociaż po ludzku nasza misja czasami wydaje się nie do zrealizowania – wytrwajmy podczas burz w tym, co nam polecił Bóg wykonać. Podczas największej zawieruchy w naszym życiu nie zmieniajmy niczego. Uczucia nie są dobrymi doradcami. Jeśli cokolwiek będziemy musieli zmienić w tym, jak do tej pory działaliśmy – On na pewno nam o tym powie. Podejmując walkę i stając na przeciw swoich niepowodzeń – zaczynamy dawać świadectwo innym, jak mocno zaufaliśmy Bogu. Chociaż sytuacja w naszym życiu może wskazywać na to, że nas opuścił – my jesteśmy stali. I takie chwile są najcenniejsze: trwać przy Jezusie „pomimo”. Ponieważ raz zasiane Słowo nie wróci do Boga, zanim nie przyniesie obfitego plonu.

 

Psalm responsoryjny: Ps 145, 10-11. 12-13. 21

Wierny jest Bóg w swoich słowach (…)” – tak mówi psalmista o Bogu, jakby był pewien tego, że cokolwiek mu Bóg obieca – dotrzyma danego słowa. Skoro Bóg jest wierny nam, to i my mówmy i czyńmy tak samo. Rozdźwięk pomiędzy deklaracjami a czynami – nie przynosi nam chluby. Niech nasza mowa świadczy o tym, że doceniamy wszystko, co posiadamy od Niego. Starajmy się, by osoby, które z nami przebywają (czy patrzą na nasze działanie), chciały zbliżyć się do Tego, który tyle dobra nam wyświadcza. Każda rzecz wytworzona przez nas, powinna nieść innym pożytek. „Aby we wszystkim Bóg był uwielbiony!”

 

Ewangelia: J 14, 27-31a

Pozostawiam wam pokój (…).” – tak rzadko korzystamy z tych słów. Lękamy się, strach paraliżuje nasze działanie, uciekamy przed tym, co wydaje się trudne. Dzisiaj Jezus mówi, że prawdziwy pokój płynie z przyjęcia do serca Dobrej Nowiny. Nie jest to jednak „pokój” w naszym ludzkim rozumieniu; pokój płynący ze świata. Nie jest tak, ponieważ świat nie może nam dać pokoju i to takiego, który wszystko inne pozostawia w cieniu i sprawia, że zaczynamy żyć nadzieją. Pokój, ten prawdziwy, płynie jedynie z Ewangelii, a dawcą jego jest Jezus, i nie da się go porównać z żadnym innym uczuciem, jakie znamy. Wzrasta w nas pewność, że bez względu na wszystko – On nas nigdy nie zostawi. By taki pokój mógł zapanować na stałe w naszych sercach, musimy zacząć kochać Tego, od którego ten pokój pochodzi. Otworzyć się i zaufać, że nie wyrządzi nam krzywdy. Wzbudzić w sobie miłość i zaufanie do kogoś, kogo nigdy nie widzieliśmy – nie jest proste. Ale nie w naszej mocy jest ta siła, by uwierzyć, ale w Duchu Świętym. To On nam pomaga zrozumieć, czym jest prawdziwa miłość. Prośmy zatem Ducha Świętego o to, by nas otworzył na miłość Chrystusa w taki sposób, abyśmy jej mogli doświadczyć w sobie.

 

Środa, 2.05.2018 r.

Pierwsze czytanie: Dz 15, 1-6

Wysłani przez Kościół szli (…)” – i zostali przyjęci w Jerozolimie. Sami nie wyprawili się na misję, ale zostali posłani przez Jezusa. Chociaż jako wspólnota zanurzona w Chrystusie, mamy mnóstwo pomysłów, jak ulepszyć ewangelizację i nawracanie innych – często zapominamy, w jaki sposób należy to czynić. Uważamy, że tradycyjne metody już się nie sprawdzają i szukamy nowych dróg. Rozwój jest dobry, ale najprostsze rozwiązania są najlepsze. Spory powstające w miejscu, gdzie żyjemy, zawsze były i będą; natomiast jak my do nich podejdziemy, to już odrębna sprawa. Ważne, by w naszych dążeniach do zbawienia nie zagubić sensu Dobrej Nowiny. Kompromisy i dialog są ważne, gdy zaczynamy dyskutować nad trudnymi kwestiami dotyczącymi wiary. Jednak to, o czym należy pamiętać, jest uniwersalne i nie powinno być zmienione przez żadnego człowieka: łaska do zbawienia jest koniecznie potrzebna! Łaska pochodząca od Zmartwychwstałego Chrystusa. Dla każdego, kto w Niego uwierzy, zbawienie jest na wyciągnięcie ręki. Zatem żadne ludzkie wysiłki, które nie są połączone z Jego miłością, nie powinny mieć miejsca w Kościele.

 

Psalm responsoryjny: Ps 122, 1b-2.4-5

(…) gdzie wszyscy się jednoczą.” Nie zapominajmy, że to w Bogu żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. Czasami tracimy tę perspektywę, myśląc, że jesteśmy odrębnymi bytami i kompletnie nic nas z drugim człowiekiem nie łączy. A to nie jest prawdą. Problemy współczesnego człowieka biorą się z tego, że patrzymy na wszystkich jak na potencjalnych rywali w walce o tron. A ten tron należy już do Jezusa. I nie ma najmniejszej potrzeby o niego walczyć.

 

Ewangelia: J 15, 1-8

Ja jestem (…)” – to imię Boga, a jednocześnie najmocniejszy wyraz tego, kim my powinniśmy się stać. Być, nie udawać, że żyjemy, ale naprawdę żyć. Dzięki oczyszczeniu, jakiego możemy każdego dnia doświadczać poprzez słuchanie Słowa Bożego, zaczynamy powoli poruszać się w rzeczywistości, która nas otacza. Już nie po omacku. Przestać żyć jedynie „z musu”, a zacząć doceniać to wszystko, co posiadamy – to zadanie nie tylko na dzisiaj.

 

Czwartek, 3.05.2018 r., uroczystość NMP Królowej Polski

Pierwsze czytanie: Ap 11, 19a; 12, 1. 3-6a. 10ab

Smok stanął przed mającą urodzić Niewiastą (…)” – przerażający widok, ale ani razu nie pada stwierdzenie, że Niewiasta jest tym faktem przejęta. Matka Boża, bo to o Niej przed chwilą usłyszeliśmy, kojarzy nam się być może z kruchą istotą, rozmyślającą i patrzącą gdzieś w dal, kompletnie oderwaną od rzeczywistości. A to bardzo błędny obraz! To waleczna, odważna i konsekwentna Niewiasta, która oddała całą siebie – by mogło w Niej zamieszkać Słowo. Zachowywała naukę swego Syna w sercu i rozmyślała nad wszystkim, co powiedział. Dzięki meditatio Maryja pokazała nam, że czas rozmyślania nad Słowem, to czas owocny dla nas.

Umiała dostrzec wielki dar w tym, co ją spotykało. Nie podchodziła obojętnie do życia i nie czekała jedynie na jego koniec. Nie cofnęła się nawet pod Krzyżem. Gdy inni uciekli – Ona trwała przy swoim Synu. Nigdy nie zwątpiła w to, że Bóg wie, co czyni. Nie uwierzyła szatanowi, który każdego dnia zwodzi nas, że to on rządzi wszystkim i że od niego zależymy. Zechciejmy właśnie dzisiaj, zobaczyć w tej właśnie Niewieście – Arkę Przymierza, w której Bóg postanowił zamieszkać. Żaden bowiem człowiek na ziemi nigdy nie był, i nie będzie, tak blisko Boga jak Ona. Zawierzmy dzisiaj nasze życie Maryi i podziękujmy za Jej Fiat.

 

Psalm responsoryjny: Jdt 13, 18bcda. 19-20

Twoja ufność nie zatrze się aż na wieki (…)” – to o Maryi autor pisał te słowa, chociaż wtedy jeszcze tego nie wiedział. Dzięki Maryi my również możemy stać się uczestnikami takiej ufności. Ponieważ wiele rzeczy może Ona u Boga wyprosić. Jest Jego najdoskonalszym stworzeniem, pozbawionym wszelkiego przywiązania do grzechu. Dzisiaj wyjątkowo bądźmy naszymi myślami przy Królowej; i to nie tylko Królowej Nieba, ale i naszej Ojczyzny! Patrząc na życie Matki Boga, chciejmy czerpać z niego mądrość przy tworzeniu naszej rzeczywistości.

 

Drugie czytanie: Kol 1, 12-16

(…) dziękujcie Ojcu (…)”, że pomimo naszej niewierności nie wyparł się nas i chciał, byśmy mieli życie wieczne. Przez grzech byliśmy oddaleni od Boga, w Chrystusie na nowo – staliśmy się godni, by móc po śmierci oglądać Boga twarzą w twarz. Jezus stał się dla nas gwarantem tego, że Bóg nie cofnie swojej obietnicy i osiągniemy wieczne szczęście. Nie dokona się to jednak bez naszego udziału. Jeśli dziś, tak jak Maryja, powiemy Bogu nasze „tak!” – to miejmy wiarę w to, że Jezus nas przyprowadzi do Ojca. Dajmy Mu jedynie naszą zgodę na to, by stał się naszym Przewodnikiem.

 

Ewangelia: J 19, 25-27

Oto Matka twoja” – tymi słowami Jezus zwrócił się do umiłowanego ucznia. Wisząc na krzyżu, spojrzał na tych, którzy nie zwątpili w Jego zapewnienia. Podarował nie tylko umiłowanemu uczniowi Matkę, ale podarował każdemu z nas wierną Służebnicę Słowa. Stojącą zawsze blisko swego Syna, zasłuchaną w Niego, i przekazującą nam to wszystko – czym Ona sama jest wypełniona, czyli Bogiem.

 

Piątek, 4.05.2018 r.

Pierwsze czytanie: Dz 15, 22-31

(…) przybyli do was i wywołali zamęt oraz niepokój między wami.” Jak słyszymy, już pierwsze wspólnoty musiały zmierzyć się z problemem dążenia ich poszczególnych członków nie ku dobru ogółu, ale ku sprowadzeniu współbraci na manowce. Co warto uczynić, gdy pojawiają się wątpliwości: od kogo pochodzi nauka, którą słyszymy? Sięgnąć do źródła, czyli Pisma Świętego. Szatan zawsze skłóca, wszczyna niepokój i powoduje rozłam. Zatem kto nie chce zgody we wspólnocie – od Boga nie pochodzi. Nie mylmy jednak napominania, i wywołanego przez to niepokoju wśród słuchaczy, z intencją zaszkodzenia drugiemu człowiekowi. Chodzi tu raczej o „rozcieńczanie” nauki Jezusa w taki sposób, by przypodobać się innym. Narzucanie zbyt wygórowanych wymagań osobom, które dopiero stawiają pierwsze kroki na drodze ku nawróceniu, powoduje u nich jedynie frustrację. Zaczynają postrzegać Ojca jako tego, który coraz bardziej ich osacza i rozkazuje. Nie rozumieją jeszcze pedagogiki Boga, ponieważ nie doświadczyli, że czegokolwiek Bóg „wymaga” od człowieka, czyni to dla jego dobra. Jeszcze gorsza sytuacja następuje, gdy wspólnota chrześcijańska sama nie przestrzega prawa, a wymaga tego od innych. Tworzyć coś razem w wolności i przestrzegając granic, jakie stawia drugi człowiek – to podstawa każdej wspólnoty w Kościele. Nie ma bowiem zgody na to, by jedna osoba, starając się „zbawić” resztę poprzez narzucanie swojego sposobu myślenia czy działania, powodowała rozłam i oddalanie się od Zbawiciela. Tylko Bóg zbawia i tylko Bóg wie, co dla danego człowieka jest najlepsze na jego drodze wiary.

 

Psalm responsoryjny: Ps 57, 8.10.11-12

(…) gotowe jest serce moje.” Te słowa powinny nam towarzyszyć każdego dnia. Chrystus nie powstał z martwych po to, byśmy w sobie nosili ducha bojaźni i każdego dnia odrzucali Jego miłość. Jezus oddał za nas życie, byśmy mogli wołać do Boga Abba! Przygotujmy zatem nasze serce na spotkanie z Wiecznością.

 

Ewangelia: J 15, 12-17

(…) oznajmiłem wam wszystko (…) – czy teraz ktoś z nas może powiedzieć, że Jezus cokolwiek przed nami zataił? Że nie wiemy, jak żyć, jak postępować, co czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Chyba nie. Nieznajomość Pisma Świętego sprawia, że my – katolicy, popadamy w tarapaty i nie wiemy, jak się z nich wydostać. Jacy z nas w takim razie przyjaciele? Nie chcemy zbliżyć się i posłuchać Jezusa, który do końca nas umiłował?! Owoce naszych działań są trwałe wtedy, gdy wypływają z czystych intencji. I by miało to miejsce, musimy czerpać ze skarbca, którym jest nasze serce. Posprzątajmy je zatem, by nie rządziły w nim bożki, do których codziennie kierujemy swe kroki.

 

Sobota, 5.05.2018 r.

Pierwsze czytanie: Dz 16, 1-10

(…) Bóg nas wzywa(…) – do dzieł, które dla nas wybrał. I czuwa nad wszystkim. Nad ewangelizacją również: czy to nas samych, czy innych ludzi. Czasami zmienia raz ustalony plan, ponieważ tego wymaga sytuacja. Do nas należy to, by dobrze odczytać Jego wskazówki. Praca, jaką musimy wykonać, to postawienie Boga na pierwszym miejscu w naszym życiu i kierowanie się Jego słowami. Podczas codziennego czytania Pisma Świętego wypełniamy się Nim. Ponieważ On jest Słowem. Po pewnym czasie zauważamy, że nasze działania zaczynają przynosić dobry owoc. Dlatego, że kierujemy się już nie tym, co myślimy, że będzie dla nas dobre – ale zaczynamy mieć pewność, że to, co robimy, jest tym, czego Bóg dla nas i od nas chce. Przestajemy wypisywać sobie recepty, a zaczynamy kierować swe kroki do najlepszego lekarza, jakim jest Bóg. Jednak bez stawania w prawdzie – nie zrobimy nic. Najpierw każdy z nas powinien spojrzeć na siebie i swoje życie. Czy możemy dać o sobie dobre świadectwo? Czy w ogóle cokolwiek wiemy o sobie? Zanim wyruszymy na misję ewangelizacji świata, zacznijmy od naszego serca. Poznajmy siebie i to, co w nas mieszka, i wpuśćmy w to wszystko Boga. Nasza wolna wola wymaga od nas wzięcia odpowiedzialności za siebie samych. Zacznijmy to wreszcie robić.

 

Psalm responsoryjny: Ps 100, 2-3. 4-5

(…) błogosławcie Jego imię (…)” tak nam doradza autor psalmu. To bardzo ważne, by Bogu dziękować. Tyle razy już to stwierdzenie padało z naszych ust, czy też słyszeliśmy je od kogoś innego. Ale czy to czynimy? Czy potrafimy w tym momencie Bogu podziękować za to, co otrzymaliśmy? Bóg jest naszym Ojcem, tym najważniejszym, tym jedynym, od którego wszystko się w naszym życiu zaczyna i na Nim się zakończy. Dlatego dziękujmy Mu, bo jest tego wart!

 

Ewangelia: J 15, 18-21

(…) ponieważ nie znają Tego, który Mnie posłał.” Poznać Tego, który nie ma Początku ani Końca… To możliwe jedynie poprzez Jezusa. To w Nim, Bóg objawił się w postaci widzialnej. Dzisiaj wyjaśnia, dlaczego spotykają nas trudności: chcemy znać prawdę. Prawdę, której świat nienawidzi. Prawdę, że jedynym Zbawicielem każdego człowieka jest Jezus Chrystus. By poznać prawdę, należy trwać w Jezusie i działać tak jak On. I nie oznacza to wcale ucieczki od świata i przeszkód. Oznacza ni mniej ni więcej twarde stąpanie po ziemi. To radzenie sobie z problemami, a nie udawanie, że ich nie ma. Odrzucając Boga, sami skazujemy się na potępienie już za życia. Mamy jednak Parakleta do obrony przed innymi, czy przed sobą samym. Czyli Tego, który wspomaga oskarżonego w procesie sądowym. Duch Święty, dany nam przez Zmartwychwstałego, jest naszym wiernym towarzyszem w zdobywaniu mądrości.

Komentarze do czytań - IV tydzień wielkanocny | od 22 do 28 kwietnia 2018 r. - Mateusz Mickiewicz, kleryk III roku WMSD w Warszawie
Komentarze do czytań - VI tydzień wielkanocny | od 6 do 12 maja 2018 r. - ks. Krzysztof Wojtynia