Niedziela, 16.09.2018 r.

Pierwsze czytanie: Iz 50, 5-9a

Scenka z życia: wyobraźmy sobie dziecko, nagabywane w szkole przez napastliwych kolegów, które potem w domu żali się rodzicom. Co mu powiedzą? Co doradzą? Pewnie coś w stylu: „Dobrze, że nam powiedziałeś. Ignoruj ich!” albo „Masz prawo do obrony!”; albo też sami pofatygują się ze skargą do wychowawcy. Słowem: silni rodzice zainterweniują w sprawie słabego dziecka. W dzisiejszym urywku z Izajasza mamy do czynienia z podobną sytuacją o jakże odmiennym finale: człowiek dzieli się z Bogiem słusznym poczuciem krzywdy: Biją mnie! Rwą moją brodę! Znieważają mnie i opluwają! Po takiej modlitwie nie odchodzi jednak z wolą walki w imię sprawiedliwości: Pan Bóg otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem… Dla kogoś obeznanego w dziejach Izraela, toczącego boje pod sztandarem „Pana Zastępów”, takie zachowanie jest czymś niespotykanym; co więcej, taki „Bóg” jest kimś dotąd niespotykanym! Bo też Izajasz przełamuje stereotyp Boga zwyciężającego zawsze na otwartym polu, a Jego Mesjaszowi odbiera znamiona herosa. Zamiast tego, Izajasz, z czasem nazwany przez chrześcijan „piątym ewangelistą”, wprowadza na scenę biblijnego Objawienia postać „cierpiącego sługi Pana”, który podejmuje się cierpieć: niewinnie, dobrowolnie i zastępczo, którego więź z Bogiem nie przejawia się tylko w mocy, ale intymnym, synowskim zawierzeniu.

Psalm responsoryjny: Ps 116A,1b-2.3-4.5-6.8-9

W obecnych czasach, tak nastawionych na sukces odnoszony samodzielnie, dzisiejszy Psalm przynosi ulgę: nie musisz żyć sam i masz prawo do pomocy (choćby tylko zwierzając się z własnych obaw i lęków i otrzymując zrozumienie). Zauważmy też pewną komplementarność między nim a pierwszym czytaniem: u Izajasza, to modlącemu się człowiekowi otwiera się ucho – w Psalmie zaś, to Pan skłania swe ucho ku człowiekowi jak rodzic, który musi przykucnąć wobec niższego dziecka. Środowiskiem dla takiego obustronnego wysłuchania jest zaś prostota serca: Pan strzeże i wybawia tych, którzy dzielą się z Nim swą niedolą. Pozwólmy więc Bogu towarzyszyć sobie w naszych utrapieniach, wprowadzając Go do nich.

 

Drugie czytanie: Jk 2, 14-18

Dotychczas byliśmy jak gdyby zamknięci w granicach osobistej historii zbawienia, której bohaterami są Bóg i człowiek. Autor drugiego czytania Jakub Młodszy, kuzyn Jezusa, poszerza naszą perspektywę: przypomina, że Bóg Objawienia nie jest tylko „prywatnym” Zbawicielem, ale Głową dla Ciała, które wszyscy z Nim stanowimy – Kościół nie sprowadza się do sumy indywidualnych relacji z Jezusem, lecz jest tajemnicą jednej Osoby w wielu osobach. Nawet to „prywatne” zbawienie otrzymujemy nie inaczej niż poprzez naszych braci i siostry, których życzliwa obecność, a nieraz także całkiem wymierna pomoc, niejako uzupełnia nasze doświadczenie modlitwy. A z doświadczenia właśnie takiego osobistego, acz wspólnotowego wybawienia przez Jezusa – cierpiącego za mnie i ze mną Mesjasza – rodzi się wiara w Jego tożsame nastawienie wobec każdej innej osoby oraz powołanie do udostępniania Mu własnych serc i ciał, by służyć nimi innym.

 

Ewangelia: Mk 8, 27-35

Intrygująca jest pedagogia Jezusa: zadaje uczniom pytanie o własną tożsamość – na osobności, będąc z nimi w drodze; wzięty przez Piotra na stronę, upomina go – obrócony do niego jakby tyłem i patrzący na uczniów; wreszcie, nie zważając na domniemane zszokowanie Rybaka z Kafarnaum, poucza go o właściwym sensie naśladowania Mistrza – publicznie, przywoławszy tłum razem z uczniami. Jezus nie pozwala Piotrowi – a w jego osobie uczniom wszystkich czasów zgorszonym zapowiedzią Krzyża – zatrzymać się w obrębie własnej błędnej interpretacji. Jezus jest dobrym pedagogiem, umiejętnie stosującym zabieg konfrontacji, czym dopełnia dzisiejszy obraz Boga słuchającego nas i pocieszającego w ukryciu. Roztropne, aczkolwiek bolesne, ujawnianie naszych sprzecznych, pokręconych wizji jest także formą zbawiania (ocalania) człowieka; a także elementem naszego powołania do służby w Kościele.

 

 

Poniedziałek, 17.09.2018 r.

 

Pierwsze czytanie: 1 Kor 11, 17-26. 33

Zapewne niejeden słuchacz nie dowierza teraz własnym uszom, a czytelnik przeciera teraz oczy ze zdumienia: „Jak to, takie rzeczy na Eucharystii?! Pijaństwo i obżarstwo?! W tym osławionym wzajemną miłością i zdrową pobożnością pierwotnym Kościele?! Szok!” Ano właśnie. Stało się. Gdy jednak już minie pierwsze oszołomienie, skupmy się na komentarzu św. Pawła. Po pierwsze, grzech nie wyprowadza go z równowagi – wie, że na drodze wspólnoty dążącej do autentyczności pojawiają się próby moralne, a wśród nich są także te przegrane z kretesem. Po drugie, Apostoł nie wykreśla uczniów z ksiąg parafialnych, ale przypomina im fundament – Paschę Chrystusa. Mówi mniej więcej tak: „Imprezować możecie w domu (choć chrześcijanom nie przystoi tracić panowania nad sobą). Gdy jednak zbieracie się na sprawowanie Eucharystii, głosicie śmierć Pana, przeżywacie tu i teraz Jego wydanie się za was, czyli Kościół. Dbajcie więc o waszą jedność!”. Paweł podkreśla przy tym, że w „łamaniu chleba” zawarty jest duch naśladownictwa: Czyńcie to na Moją pamiątkę! A zatem jak najbardziej pochwala on praktykę przeradzania się Mszy Świętej w braterskie spotkanie, ucztę miłości (agape); piętnuje wyłącznie nadużycia z tym związane. Koniec końców, zamiast naigrywać się z niemoralności pierwszego Kościoła, lepiej zawstydźmy się nad naszym współczesnym zawężeniem Eucharystii do godzinnego obrzędu, z którego częstokroć nic wspólnototwórczego nie wynika.

 

Psalm responsoryjny: Ps 40,7-8a.8b-10.17

Znów pojawia się motyw otwartych uszu – tym razem wyrażają one dar rozeznania woli Bożej, której niepodobna zamknąć w rytuale ofiarniczym, ale która umiejscawia się w sercu człowieka. A więc to serce jest prawdziwym, wewnętrznym narządem słuchania Boga! Być może Koryntianie z powyższego czytania poprzestali na schematycznym wyuczeniu się Eucharystii („know-how” sprawowania), nie odebrawszy sercem jej przesłania („know- why”). I przez to, że nie zeszli w głąb własnej motywacji, przeoczyli, że wolą Pana nie jest zaspokajanie przyziemnych potrzeb uczniów, ale tworzenie z nich prawdziwej wspólnoty: Głosiłem Twą sprawiedliwość w wielkim zgromadzeniu.

 

Ewangelia: Łk 7, 1-10

Przeciwwagą dla postawy uczniów z Koryntu jest zachowanie pogańskiego setnika, który wykazał się wyczuciem w dwóch kwestiach: sakralności żydowskiego ludu Bożego oraz wyjątkowego pośrednictwa Jezusa wobec Boga. Chociaż nie nazywa tego wprost, pozwala – pragnie wręcz – by Rabbi z Nazaretu pełnił wobec niego posługę kapłańską, objawiając Jedynego Boga w akcie uzdrowienia. Rzymianin okazuje zarazem głęboki szacunek wobec Żydów, dla których kontakt z poganinem skutkuje zaciągnięciem rytualnej nieczystości, odgraniczającej ich od spraw związanych z kultem. Można zaryzykować stwierdzenie, że ewangeliczny (sic!) setnik trafniej pojąłby rzeczywistość Eucharystii – choć pewnie oblałby egzamin z jej technicznego przebiegu – od „jaśnie oświeconych” Koryntian. Dlatego Jezus z uznaniem przyjmuje jego prośbę, odwzajemniając się równocześnie wrażliwością analogiczną do tej, jaką wykazał się setnik: nie skraca wyznaczonego Mu przez rzymskiego oficera dystansu, nie „nawraca” go na siłę, wytrzymuje napięcie jego bliskości od królestwa Bożego… Toteż mimo że nie wiemy, jak potoczyły się losy naszego bohatera, możemy żywić uzasadnioną nadzieję na to, że stał się – i jest! – naszym bratem w wierze.

 

Wtorek, 18.09.2018 r., św. Stanisława Kostki, zakonnika, patrona Polski

 

Pierwsze czytanie: 1 J 2, 12-17

Przerywamy lekturę Listu do Koryntian, by posłużyć się jednym z czytań przypisanych do dzisiejszego święta. Idea, stojąca za jego wyborem, jest jasna: słuchamy urywku z pisma św. Jana skierowanego do dzieci i do młodych, którym oficjalnie patronuje dzisiejszy święty – Stanisław Kostka. O czym pisze młodym ludziom sędziwy Apostoł? O tym, co ceni u nich najbardziej – o jednoznaczności: Znacie Ojca! Zwyciężyliście Złego! Widocznie, młode pokolenie chrześcijan, znane Apostołowi, potrafiło świetnie odnaleźć się w upadłym obyczajowo świecie starożytnym. Mogąc, równie dobrze, usprawiedliwiać nim własną swawolę, wykorzystało jednak do maksimum swoją życiową szansę – pełną pasji młodość – by stać się autentycznymi wyznawcami Chrystusa. Bo tak droga młodym wolność, to rozpoznana i odwzajemniona wśród braci miłość Boga! Coś o tym wiedział sam Jan Apostoł, który przecież jako młodzieniec doświadczył spoczynku na piersi Jezusa w trakcie ostatniej wieczerzy (por. J 13, 23nn), a potem przebywania z Maryją, ostoją czystości (por. J 19, 25nn); w końcu zaś, już jako starzec, podyktował ten właśnie List, którego sercem są słowa: Bóg jest miłością! (zob. 4, 8) Niezależnie więc od tego, czy słuchasz tych słów jako młody czy jako dorosły, pamiętaj, że świat z jego pychą i pożądliwościami nie zapewni ci prawdziwego szczęścia – jedynie ten, kto wypełnia wolę Bożą, trwa na wieki.

 

Psalm responsoryjny: Ps 148,1-2.11-13a.13c-14

Powszechnie podnoszonym stałym elementem okresu dojrzewania jest walka pokoleń: bunt nastolatków nabrzmiałych od poczucia niezrozumienia i zagrożenia we własnej autonomii przez starszych. Nie odbierając w tej sprawie głosu specjalistom od psychologii rozwojowej i pedagogom, warto zastanowić się nad tonującym te stwierdzenia dzisiejszym psalmem: Młodzieńcy i dziewczęta, starcy i dzieci – niech imię Pana wychwalają! Otóż, wszyscy „gramy do jednej bramki” – w chrześcijaństwie nie obowiązuje cenzus wieku.

 

Ewangelia: Łk 2, 41-52

Możemy odczytać ten fragment Ewangelii jako relację z wydarzenia, które rozpoczęło odchodzenie Jezusa z domu rodzinnego. Usamodzielnienie nigdy nie polega na samej li-tylko wyprowadzce i uniezależnieniu finansowym – dom opuszczony wyłącznie w ten sposób cały czas oddziałuje emocjonalnie i duchowo na młodego dorosłego człowieka. Dojrzałe zaś wchodzenie w dorosłe życie jest w rzeczywistości splotem samodzielności: myślenia, czucia, wiary, zaradności itd. Przyjrzyjmy się więc naszym doświadczeniom w tej materii – młodzieńczym i rodzicielskim – za osobowy punkt odniesienia obierając dziś Jezusa i Maryję: Jezusa, który świadom własnej odrębności od rodziców i własnej relacji z Bogiem Ojcem, posłusznie wraca do domu; Maryję (i Józefa), którzy powściągają swoje zatroskane uczucia, by oddać się refleksji i modlitwie prowadzącym do uszanowania drogi życiowej swego Syna. W ten sposób każdy członek Świętej Rodziny z Nazaretu staje się człowiekiem życiowo odpowiedzialnym.

 

Środa, 19.09.2018 r.

 

Pierwsze czytanie: 1 Kor 12,31-13,13

Co cenisz w Jezusie? Zdolności cudotwórcze? Nauczanie? Nieszablonowość? Jeśli po chwili skupienia jesteś w stanie wymienić cokolwiek – cechę, działanie, epizod – zamiast powiedzieć o Jego miłości, jesteś wciąż w drodze do poznania Boga. Zresztą, wszyscy jesteśmy. I przenosimy wychwalanie Boga „za to, za to, i za to” na ludzi, u których imponuje nam „coś, coś i coś”. Św. Paweł nie dał się złapać w tę pułapkę: po udzieleniu odpowiedzi na pytanie o rozeznanie charyzmatów – zjawiskowych darów, które frapowały Koryntian nie mniej niż nas dzisiaj – natychmiast odzywa się jakby niepytany. Z dobrodusznym uśmiechem mądrości życiowej zdaje się patrzeć w dal, ponad rozgrzane głowy uczniów, by dopowiedzieć coś osobistego. Jak w przypadku Eucharystii ważniejsza od uczty braterskiej jest pamiątka wydania się Chrystusa za nas, tak w przypadku budowania duchowego organizmu Kościoła liczy się nie spektakularne posługiwanie językami, proroctwem czy glosolalią, ale miłość. Aby to lepiej wyjaśnić, Apostoł wylicza różne cechy i umiejętności, którymi osoba może „błyszczeć” we wspólnocie, są to m.in. wspomniane charyzmaty, wiedza, hojność, odwaga… i przypomina, że są one zaledwie nośnikami miłości.

 

Psalm responsoryjny: Ps 33,2-3.4-5.12.22

Dzisiejszemu Psalmowi nadawany jest tytuł „Boża Opatrzność”. Zrozumienie Boga, który mimo wszystko panuje w tym świecie pełnym plugastwa, nie polega na odczytaniu jakiegoś bezosobowego sensu, który On wpisał w świat i który funkcjonowanie naszego świata usprawiedliwia; to byłoby odmianą panteizmu. Zrozumienie ojcostwa Boga wobec świata („o-patrzność” – gr. i łac. pater = „ojciec”) polega zaś na modlitewnym wejściu na orbitę Jego serca. Tylko wtedy ziemia jest pełna Jego łaski.

 

Ewangelia: Łk 7, 31-35

Czy jest jakaś jedna droga do Boga? Tak, jest: Jezus. A ile jest sposobów, aby zbliżyć się do Niego? Tyle, ilu jest nas: charyzmatyków, ascetów i centrowców. Jest pokutnicze podejście Jana Chrzciciela, hierarchiczne podejście Piotra, oblubieńczo-macierzyńskie podejście Maryi, teologiczne podejście Pawła, kontemplacyjne podejście Jana… Każde podejście do Boga jest charakterystyczne dla konkretnej osoby w ogóle, ale też na różnych etapach życia bywa różne. Za każdym razem jednak – jednoznacznie wskazuje na Niego. Drogą Kościoła jest Jezus i drogą Kościoła jest człowiek (por. Jan Paweł II, Encyklika Redemptor hominis, nr. 13 i 14).

 

Czwartek, 20.09.2018 r.

 

Pierwsze czytanie: 1 Kor 15, 1-11

Jedno ze sztandarowych źródeł biblijnych naszej wiary w zmartwychwstanie zawarte jest w XV rozdziale Pierwszego Listu do Koryntian, we fragmencie, który dzisiaj czytamy. Rokrocznie obchodzimy „wielką” pamiątkę zmartwychwstania Chrystusa – Wielkanoc; co tydzień zaś pamiątkę „małą” – niedzielną Eucharystię. Powiedz, czym dla ciebie jest Jego zmartwychwstanie: wydarzeniem historycznym, punktem w przeszłości, który jest za tobą? Otóż nie, bynajmniej! Zmartwychwstanie Jezusa nigdy nie jest jedynie za naszymi plecami, nigdy nie obracamy się do niego tyłem! Ono zawsze nas wyprzedza i wyrywa naprzód, ku przyszłości. Kefas, Jakub, Paweł, inni Apostołowie – wymienieni w czytaniu – nie doznali jedynie jakiejś formy oświecenia umysłu na abstrakcyjną prawdę o zmartwychwstaniu; oni spotkali żywą Osobę, Jezusa Chrystusa. Zadzierzgnięta z Nim więź – z Nim: Ukrzyżowanym i Zmartwychwstałym – ożywiła ich nadzieję, stała się bodźcem dla wyborów życiowych i motorem entuzjastycznego świadectwa wobec braci. Tę nadzieję aktualizowali potem: w słowie Bożym, liturgii i wspólnocie. Tą nadzieją nie jest trywialne pocieszenie: „twoje życie jakoś się ułoży”, everything’s gonna be all right, „dasz radę”. Tą nadzieją jest Jezus Chrystus, który nie wyrzekł się swoich życiowych ran, ale zabliźnił je w akcie powierzenia się Ojcu – i zmartwychwstał. On i tylko On jest twoją prawdziwą nadzieją.

 

Psalm responsoryjny: Ps 118,1b-2.16-17.28-29

Psalm ten nabiera dla chrześcijan nowej wartości przez fakt, że Jezus modlił się nim po zakończeniu Ostatniej Wieczerzy. Gdy podążał wraz z uczniami do Ogrodu Getsemani (dosł. „tłoczni oleju”), śpiewał go wraz z innymi psalmami ze zbioru tzw. Hallelu egipskiego (stąd nasze „Alleluja”). Jezus, który już ofiarował się pod postaciami chleba i wina, a zaraz będzie wytłaczał z serca modlitwę o wypełnienie się woli Ojca – woli wskrzeszenia Go po ukrzyżowaniu – teraz modli się: Nie umrę, ale żyć będę… Jesteś moim Bogiem, podziękować chcę Tobie! Potrwajmy dziś przy tych słowach, najlepiej w atmosferze adoracji eucharystycznej, która uobecnia tamtą chwilę… każdą, zresztą, chwilę życia – żyjącego – Jezusa.

 

Ewangelia: Łk 7, 36-50

Spójrzmy, jakiemu swoistemu stopniowaniu ulega miłość w dzisiejszej liturgii słowa: zaczęliśmy od rozważania na temat miłości, która przesącza się przez same w sobie godne pochwały cechy chrześcijanina (pierwsze czytanie); dalej, dotknęliśmy miłości, która udostępnia się katom – nie w akcie desperackiej bezradności, lecz w akcie nadziei na oczekujące ją wyciągnięte ramiona Ojca (psalm responsoryjny); wreszcie, spotykamy w Ewangelii miłość, która jest zdecydowana udźwignąć wiedzę o grzechu człowieka. Na tym właśnie polega „wiedza Krzyża” (św. Teresa Benedykta od Krzyża – Edyta Stein). W ten sposób Krzyż zna ciebie.

 

Piątek, 21.09.2018 r., św. Mateusza, Apostoła i Ewangelisty

 

Pierwsze czytanie: Ef 4, 1-7. 11-13

Jak reagujesz na słowo Kościół? Niektórym staje w tym momencie przed oczami koloratka albo piuska, inni zaczynają liczyć zera na koncie, jeszcze inni przywołują nagłówki gazet, cytując kontrowersje bioetyczne. Słowem: instytucja. Ciekawe, co by w takiej sondzie powiedział św. Paweł? Jedno Ciało i jeden Duch. Kościół jest tajemnicą jednej Osoby, Ducha Chrystusa, w wielu osobach, nas, chrześcijanach (mówiliśmy o tym w poprzednich dniach). Te dwie odpowiedzi wydają się zupełnie niekompatybilne: albo Paweł „odpłynął”, „zabujał się w obłokach”, a tak naprawdę Kościół nigdy nie opuścił ram instytucjonalnych, albo też czasy Pawła były na tyle wyjątkowe, że Kościół istotnie jawił się jako wspólnotowa forma Ciała Jezusa…, ale w toku dziejów duch apostolski z Kościoła uleciał, tak że zgnuśniał i popadł w korporacjonizm. A jednak! A jednak Paweł wie, co mówi: na najgłębszym poziomie swego bytu Kościół jest organizmem duchowym, jakby osobą zaślubioną Chrystusowi – ale ta rzeczywistość przesącza się, wciela w konkretną instytucję, w której – lepiej lub gorzej – przeczuwa się tamtą głębszą prawdę. Dlatego w większości swoich listów Apostoł umieszczał w zakończeniu wskazania moralne; dlatego z taką pasją piętnował w czytaniach z poprzednich dni nadużycia eucharystyczne Koryntian; i dlatego dzisiaj z taką mocą podkreśla, że różnica funkcji i hierarchiczność służy jednemu celowi: budowaniu Ciała Chrystusowego, aż dojdziemy wszyscy razem do jedności wiary i pełnego poznania Syna Bożego.

 

Psalm responsoryjny: Ps 19,2-3.4-5

W święto jednego z Apostołów psalm o „gadającym” niebie? Tak! Wrażliwość autorów biblijnych pozwala im podsłuchać dialog stworzenia ze swoim Stwórcą – zaszyfrowany pośród zjawisk atmosferycznych, reakcji geochemicznych, praw astrofizycznych i pozostałych mądrych naukowych określeń. Jeżeli do obserwowania świata uprawnieni są nie tylko utytułowani badacze, ale także poeci, to tym bardziej wypada zwrócić uwagę na wypowiedzi ludzi wierzących, którzy funkcjonują na pograniczu mistyki. Wbrew pozorom, jest to nader potrzebne zwłaszcza hierarchom kościelnym i wykształconym teologom, następcom i kontynuatorom misji św. Mateusza Apostoła, by zachować przekonanie o tym, że ich świadectwo wpisuje się w szersze objawianie Dobrego Boga przez świat – oraz że życie Kościoła, który oficjalnie reprezentują, tętni głęboko poniżej granicy widzialności.

 

Ewangelia: Mt 9, 9-13 Celnik Mateusz siedział i wstał. Jezusowe Pójdź za Mną! wprost rozkuło go, wyrwało z marazmu, ocuciło. Scena tego powołania – na poziomie dosłownym nie odznaczająca się niczym nadzwyczajnym – na poziomie relacyjnym okazuje się istnym dramatem dwóch serc; przy takim ujęciu, jej ubóstwo fabularne aż skręca czytelnika, przyprawiając go o ciarki na plecach. Nieprawdaż? Współcześnie, mało kto rozważa powołanie jako uwolnienie – raczej, w wersji pesymistycznej, jako ucieczkę od własnych problemów (emocjonalnych lub społecznych) bądź ulegnięcie nieuporządkowanej motywacji (chciwości, popędliwości) – albo, w wersji optymistycznej, co najwyżej jako efekt mglistego doświadczenia duchowego, w którym jednak przeważa oderwanie od rzeczywistości. W ten sposób, niestety, podobnie jak całemu Kościołowi, tak i konkretnemu człowiekowi odmawia się wymiaru tajemnicy i transcendencji. Na szczęście, Jezus przyjmuje każdy punkt wyjścia, gotów wyprowadzić z niego Dobrą Nowinę: Idźcie i starajcie się zrozumieć…

 

Sobota, 22.09.2018 r.

 

Pierwsze czytanie: 1 Kor 15, 35-37. 42-49

Nasi starożytni bracia pytają: Jak zmartwychwstają umarli? W jakim ukazują się ciele? Chociaż Apostoł zaraz wyprostuje błędną logikę tych pytań, my jednak możemy śmiało pozazdrościć ich Koryntianom: ci ludzie autentycznie żyli nadzieją na zmartwychwstanie! Nie była ona dla nich czymś teoretycznym, ale „namacalnym”. Wracając zaś do riposty Pawła: zdecydowanie przeciwstawia się on poglądowi pojmującemu zmartwychwstałe ciało jako w pełni tożsame z ciałem ziemskim, a świat zmartwychwstania jako zwykłą kontynuację świata doczesnego (zob. J. Ratzinger, Zmartwychwstanie i życie wieczne). Bo zmartwychwstanie, to nie sprawa „ciała”, które „się posiada” – przedmiotu, powłoki, instrumentu czy tkanki – ale osób, które poprzez ciała „są” sobą i „są” ze sobą. Zmartwychwstanie zapoczątkuje zupełnie nową rzeczywistość, w której dołączymy do jedności Trójcy Świętej, stając się Nowym Jeruzalem, miastem-świątynią (zob. Ap 21, 22); w ten sposób dopełni się i objawi w całej okazałości prawda o nas jako Ciele Chrystusa (zob. KKK 999). A jeżeli już teraz szukamy jakiegoś przebłysku, a wręcz przedsmaku tej naszej przyszłości, powinniśmy skierować się ku Eucharystii. Udział w niej daje nam już zadatek naszego przemienienia przez Chrystusa. Karmieni Jego Ciałem eucharystycznym, należymy już „jakoś” do Jego Ciała zmartwychwstałego (por. KKK 1000 i 1003). Na tym zresztą polega artykuł wiary o obcowaniu świętych, czyli komunii między osobami „żyjącymi” i „zmarłymi” (zob. KKK 954nn).

 

Psalm responsoryjny: Ps 56,3.10.11-12.13-14

Ten Psalm wydaje się zupełnie przykładny: W Bogu pokładam nadzieję, nie będę się lękał! I rzeczywiście, orant doznaje pomocy według swej ufności: Ocaliłeś me życie od śmierci, a nogi moje od upadku. Ale… Jest w jego modlitwie pewna subtelna warunkowość: Po tym poznam, że Bóg jest ze mną, [że] odstąpią moi wrogowie w dniu, gdy Cię wezwę. Co jednak , gdy wrogowie „nie” odstąpią? Gdy okaże się, że człowiek może mi „coś” uczynić? Właśnie to stało się z Jezusem: „pomimo” modlitwy w Ogrójcu – próśb zanoszonych z głośnym wołaniem i płaczem (zob. Hbr 5, 7) – dosięgła Go męka i śmierć. Otóż Bóg Ojciec wysłuchał Syna nie poprzez ocalenie (ziemskiego) życia, zachowanie od śmierci, ale poprzez zmartwychwstanie. Niezależnie od towarzyszącemu nam w tym momencie rozczarowania, pamiętajmy, że my również uczestniczymy w misterium paschalnym Jezusa.

 

Ewangelia: Łk 8, 4-15

„I po co aż taka rozrzutność?”, można by prowokacyjnie zapytać. I dodać: „Czyż nie napisano: Nie dawajcie psom tego, co święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i obróciwszy się, was nie poszarpały? I opatrzono to nawet oficjalnym komentarzem: Świętości nie należy narażać na zbezczeszczenie!” (zob. Mt 7, 6 z przyp. w Biblii Tysiąclecia). Dalej zaś, można by nawet zarzucić: „Czy w ten sposób Bóg i Jego wysłannicy, głosiciele Słowa, ewangelizatorzy sami nie wystawiają się na to męczeńskie rozszarpanie?” Te poważne wątpliwości wzmacnia także swoista rozrzutność sakramentalna, z którą stykamy się na co dzień: Eucharystie z setkami tysięcy i milionami uczestników, spowiedzi odbywające się „gdzie popadnie”, internetowe streamingi adoracji, transmisje Mszy Świętych rozmywające sens akcji liturgicznej rozgrywającej się „tu i teraz” w konkretnej wspólnocie („Po co mam przychodzić do kościoła, skoro sobie wygodnie zobaczę w domu, wszystko dokładne usłyszę i jeszcze mi przybliżą twarze”; „A, nie, nie będę księdza fatygować z Komunią w pierwsze piątki, odsłucham sobie Mszę w radio” itd.). Wreszcie, „kropkę nad i” niech postawi przypomnienie dyscypliny pierwotnego Kościoła, w której istniała funkcja ostiariuszy, wypraszających ze świątyni, po liturgii słowa, katechumenów i pokutników – niegotowych do uczestnictwa w świętych misteriach. Hm… Mimo wszystko, siewca wyszedł siać swoje ziarno. Mimo „to” wszystko. Aż ziarno obumarło – rozszarpane – i nie pozostało samo jedno, ale wydało plon (zob. J 12, 24); plonem tym, koniec końców, jesteśmy my – Kościół. Powyższe zarzuty – aby nie stały się jedynie chrześcijańskim wariantem kryterium opłacalności (na wzór racjonalności ekonomicznej czy politycznej) ani nie utraciły swej faktycznej roztropności – wymagają zarówno wysłuchania, jak i zreinterpretowania: skonfrontowania z naszą Paschą, którą jest Jezus.

Komentarze do czytań mszalnych - XXIII tydzień zwykły | od 9 do 15 września 2018 r. - ks. dr Adam Dynak
Komentarze do czytań - XXV tydzień zwykły | od 23 do 29 września 2018 r. - kl. Mateusz Mickiewicz