Niedziela, 3.02.2019 r.

Pierwsze czytanie: Jr 1,4-5.17-19
Powołanie Jeremiasza, o którym słyszymy w dzisiejszym pierwszym czytaniu, to obraz ukazujący obecność Boga pośród swego ludu, to obraz ukazujący również troskę Boga o swój lud. Bóg ustanawia Jeremiasza prorokiem dla narodów (Jr 1,5c), by ten szedł i głosił, nawracał i upominał. W tym opisie widzimy także Boga, który jest od zawsze, na zawsze i, który jest poza czasem, który znał każdego z nas, zanim ukształtował nas w łonie naszej matki (Jr 1,5a). Znaczy to, że każdy z nas, zarówno towarzyszący nam dzisiaj Jeremiasz, jak ty i ja, żyjący tu, na tej ziemi w XXI wieku, nie jesteśmy z przypadku. To Bóg zapragnął naszego istnienia, zapragnął go tak bardzo, że nim się ono objawiło, On już je znał.
Bóg powołuje każdego z nas i z każdego chce uczynić twierdzę warowną, w której sam będzie walczył, bo z miłości swojej chce nas chronić (Jr 1,18-19). Wlewa w nasze serca odwagę, prosi, byśmy się nie lękali, ponieważ On sam jest naszą siłą.
Czy jest we mnie gotowość do bycia Bożym wojownikiem, bycia tym, który idzie i głosi? Jeżeli będzie gotowość, to będzie też moc i odwaga, bo o to już sam Bóg się zatroszczy.

Psalm responsoryjny: Ps 71,1-2.3-4a.5-6b.15ab.17
Jakże pięknie harmonizuje ten psalm z pierwszym czytaniem. Ta błagalna lamentacja psalmisty ukazuje nam, jak bardzo oddaje się on w ręce Boga, jak ufa Jego sprawiedliwości. Doświadczenia, którym jest poddawany, nie przysłaniają mu prawdy, że od początku jego istnienie jest w Bogu, bo On tak chciał.
Dostrzegać Bożą obecność w życiu, pomimo trudów i przeciwności, to mądrość, to droga, na którą każdy z nas jest zaproszony.

Drugie czytanie: 1 Kor 12,31-13,13
Jakże dobrze znamy tę biblijną perykopę – Hymn o miłości. Może potrafimy całą, albo znaczną jej część wyrecytować z pamięci. Ale czy ją dobrze rozumiemy? Dwunasty rozdział Pierwszego Listu do Koryntian kończy się słowami: Lecz wy starajcie się o większe dary: a ja wam wskażę drogę jeszcze doskonalszą. (1Kor 12,31). Tą drogą doskonalszą jest Miłość, bo Bóg jest Miłością (1J 4,8b; 1J 4,16). Widzimy zatem, że Bóg zaprasza nas na swoją drogę, na drogę która ma swój początek i koniec w Jego miłości, w Nim samym. Jaka jest ta miłość? Cierpliwa, łaskawa, czysta, pokorna, sprawiedliwa, opanowana… Taki jest też Bóg, bo On jest Miłością. Taki mam być ja, bo z miłości i do miłości zostałem stworzony.

Ewangelia: Łk 4,21-30
Jak niewiele potrzeba, żeby przejść obok Boga, nie zauważywszy Go… Jak niewiele potrzeba, żeby Boga wyrzucić ze swojego życia, postawić Go w bezpiecznej odległości, żeby nie mógł się wtrącać… Wystarczy pycha, tylko tyle. W przywołanym w dzisiejszą niedzielę Łukaszowym fragmencie Ewangelii widzimy, jak „swoi” odrzucili Jezusa. Jezus wraca do Nazaretu, rozpoczął już swoją publiczną działalność i pragnie swoje posłannictwo ujawnić także w Galilei, w Nazarecie, wśród swoich. Jednak nie zostaje przyjęty, jest odrzucony, ponieważ jest synem cieśli, tylko cieśli. Pycha i wynoszenie się ponad innych zamyka ludziom oczy, uszy i serca na przychodzącego Mesjasza. Nie jest ważne, że pisali o Nim prorocy. On jest jednym z nich, więc nie może być Synem Bożym. Ludzka pycha…
Jakże aktualne jest to także dzisiaj we współczesnym świecie, który jest coraz bardziej pogański.
W świecie, w którym to pogaństwo panoszy się też pośród chrześcijan, wybiórczo traktujących naukę Jezusa, przyjmujących z niej tylko to, co im odpowiada, co ich nie ogranicza, co nie przeszkadza im żyć w grzechu. A przecież Chrystus został posłany przez Ojca, by nieść wyzwolenie z grzechu. Niesie w sobie tchnienie nowego życia, w Nim wszystko ma szansę żyć na nowo. On jest Miłością, a ta nie niszczy tylko buduje.
Jakie jest moje chrześcijaństwo? Jaka jest moja wiara? Ile jest we mnie poganina a ile prawdziwego, rzetelnego i zaangażowanego w szerzenie Królestwa Bożego, ucznia Chrystusa?

 

Poniedziałek, 4.02. 2019 r.

Pierwsze czytanie: Hbr 11,32-40
Wiara i wytrwałość. Te dwa elementy zdają się wysuwać na plan pierwszy w dzisiejszym pierwszym czytaniu. My, chrześcijanie, wierzymy w zmartwychwstanie, które nadaje sens naszej wierze. I o zmartwychwstaniu też dzisiaj słyszymy. Nasza wiara powinna opierać się na ufności i wytrwałości. Autor tekstu przywołuje postacie starotestamentalne i na ich przykładzie ukazuje, co to znaczy być wiernym Bogu, co to znaczy być wytrwałym. Ukazuje też, że wiara ma kilka wymiarów: historyczny, współczesny i przyszły. Historyczny, bo Bóg prowadzi swoich wiernych w historii dziejów człowieka, jest w niej nieustannie obecny, a my jesteśmy w niej zakorzenieni. Współczesny, bo nasze życie trwa tu i teraz i nasza relacja z Bogiem i ludźmi ma miejsce w tej konkretnej rzeczywistości, w której jesteśmy. Przyszły, bo „nikt nie zna dnia, ani godziny” (por. Mt 25,13), a nasze życie na ziemi jest tylko pielgrzymką, zmierzającą do życia wiecznego. Ma też wymiar wspólnotowy, tworzący Kościół, który trwa tu i teraz, ale który swój początek ma ponad 2000 lat temu.
W życiu, niejednokrotnie wystawiani jesteśmy na próbę: dochować wierności, czy może pójść na skróty i sprzeniewierzyć się wyznawanym wartościom. Pokus dookoła jest wiele, a kondycja człowieka często tak bardzo krucha. Jednak wiele przykładów, zarówno tych biblijnych, jak i współczesnych, pokazuje nam, że wierność Bogu jest jedyną drogą, by dostąpić pełni szczęścia, by w pełni zjednoczyć się z Bogiem.
Panie Boże, naucz mnie, naucz nas, jak być wiernym, wytrwałym i odważnym na Twojej drodze zbawienia.

Psalm responsoryjny: Ps 31,20.21-22.23.24
„Pan zachowuje wiernych” (Ps 31,24b). Kolejne dane nam dziś słowo, które mówi
o wierności, ale też, a może przede wszystkim, o dobroci Boga – „Jakże jest wielka, o Panie, Twoja dobroć, którą zachowujesz dla tych, co się boją Ciebie…” (Ps 31,20a). Bóg jest wierny i dobry, nie zostawia nas ani w naszych radościach, ani wtedy, kiedy wszystko w nas krzyczy, kiedy wszystko, tak po ludzku się wali. Święty Jan od Krzyża mawiał, że „noc ciemna”, poczucie opuszczenia przez Boga, oddalenia Boga, może mieć oczyszczające działanie. Psalmista pisze: Odcięty jestem od Twoich oczu, ale zaraz potem dodaje: lecz Tyś wysłuchał głos mego błagania, gdy do Ciebie wołałem (Ps 31,23).
Czy jestem gotowy, tak zaufać Panu, być Mu wiernym do tego stopnia, by wbrew wszystkiemu kroczyć Jego drogą?

Ewangelia: Mk 5,1-20
Jezus obchodzi tereny Dekapolu, naucza, uzdrawia, wypędza złe duchy. W przywołanej perykopie widzimy właśnie taką sytuację – naprzeciw Jezusa wybiega opętany przez ducha nieczystego. Jak się później okazuje, tych duchów jest wiele, jest to Legion. Ale dla Jezusa ilość nie stanowi problemu. Tutaj ważny jest człowiek, cierpiący z powodu zniewolenia, który przybiega do Jezusa, oddaje Mu pokłon i w ten sposób niejako prosi Go o pomoc. Zostaje uwolniony, duch nieczysty go opuszcza. Potem na polecenie Jezusa opętany idzie i daje świadectwo swojego uzdrowienia. Na uwagę zasługuje postawa tych, którzy są świadkami zdarzenia. Wielu z nich ogarnął strach i proszą Jezusa, aby opuścił ich granice. Bóg, który jest miłością, który przychodzi z uzdrowieniem, budzi strach, nie zostaje przyjęty…
Czy dziś nie jest podobnie? Czy nie rezygnujemy z bliskiej, zażyłej relacji z Bogiem, ponieważ się lękamy? Rodzi się pytanie, czy to na pewno Bóg budzi ten strach, czy może zmiana życia, do której nas zaprasza? Może świadomość, że uzdrowienie jest zerwaniem z tym, do czego przywykliśmy, co było źródłem przyjemności i pozornego zadowolenia? A może to strach przed koniecznością stawiania sobie wymagań, by uniknąć bylejakości?
Panie Boże, uczyń moje serce zdolnym do zerwania z tym, co je zniewala, do oddania tego Tobie i rozpoczęcia życia na nowo – w wolności i jedności z Tobą.

 

Wtorek, 5.02.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: Hbr 12,1-4

Jeszcze nie tak dawno radowaliśmy się z narodzin Pana, a dzisiejsze czytanie ukazuje nam Jezusa, który „(…) przecierpiał krzyż, nie bacząc na [jego] hańbę (…)” (Hbr 12,2). I tak naprawdę nie powinno nas to dziwić, bo jeżeli prawdziwie wierzymy w Jezusa Chrystusa, Syna Bożego, Mesjasza i Zbawiciela, to nie możemy przyjmować Go jedynie w rzeczywistości betlejemskiej groty. Tam był początek drogi, która prowadzi do Jerozolimy, przez Golgotę do pustego grobu, objawiającego nam, że miłość Boga do człowieka nie zna granic, że obietnica zbawienia każdego z nas wypełniła się.

Druga myśl, która nasuwa się po lekturze początku dwunastego rozdziału Listu do Hebrajczyków, to zachęta do bycia wytrwałym na wzór Jezusa. To On jest w mocy pokonać grzech, który nas osłabia, to On jest w mocy podnieść nas, gdy upadamy, to On chce nas prowadzić…, jednak nie może tego zrobić bez naszej zgody, ponieważ szanuje naszą wolność, nawet wtedy, gdy ona nas niszczy.

Jezus zwracał się zawsze z pytaniem: „Co chcesz, abym ci uczynił?”, albo: „Czy chcesz…?” Jaka będzie, więc, moja odpowiedź na tak zadane pytanie? Jezusie, Synu Dawida uzdalniaj moje serce do odpowiedzi: „Tak, chcę”.

 

Psalm responsoryjny: Ps 22,26b-27.28.30ab.30c-32 

Psalm 22 można podzielić na dwie części – pierwszą, będącą lamentacją udręczonego człowieka i drugą, która z lamentacji przechodzi w dziękczynną pieśń na cześć Pana, który wysłuchał swojego sługi. Przywołany w dzisiejszej liturgii fragment, jest częścią dziękczynną. Jednak zanim z ust psalmisty wypłynęły słowa dziękczynienia, wyrzucił on z siebie cały żal, który wypełniał jego serce, całą gorycz i ból, które poddawały w wątpliwość Bożą obecność. Taka właśnie jest modlitwa człowieka wierzącego, bo taka jest kondycja naszego życia. Ważne, by w naszym dialogu z Bogiem były zarówno słowa mówiące o tym, co jest dla nas trudne, jak i o tym, co jest naszą radością. Wzorem mówienia o tym, co trudne jest Hiob, który pomimo doświadczenia opuszczenia nie traci wiary i pozostaje wierny Bogu. Wzorem trwania w dziękczynieniu i uwielbieniu Boga jest Maryja.

Warto przyjrzeć się bliżej ich modlitwie. Warto też zastanowić się, jaka jest moja modlitwa. Czy jest to bardziej narzekanie i zatrzymywanie się na tym, co trudne, czy może potrafię dostrzegać Bożą obecność w różnych doświadczeniach mojego życia i za nią dziękować?

Maryjo, bądź moją przewodniczką na drodze modlitwy, bądź mi towarzyszką w tym szczególnym spotkaniu z Bogiem.

 

Ewangelia: Mk 5,21-43

Ewangelista Marek pokazuje nam dzisiaj dwie sytuacje i dwie postacie, od których możemy się uczyć, co to znaczy wierzyć w moc Jezusa. Oba cuda, które miały miejsce, o których informuje nas Marek, łączy właśnie wiara. Można powiedzieć, że wiara jest ich wspólnym mianownikiem. Pierwszą z postaci jest kobieta cierpiąca na krwotok – prawdziwa tytanka wiary, wzór ufności i determinacji. Tak po ludzku w swoim niedomaganiu spróbowała wszystkiego. Wydała na lekarzy cały swój majątek i nic nie zyskała. Przypadłość, na którą cierpiała, skazywała ją na samotność. Wykluczała ją ze społeczności, ponieważ według Prawa była nieczysta (Kpł 15,19-30). Przepisy Prawa mówiły też, że każdy, kto się jej dotknie/kogo ona dotknie, staje się nieczystym i dopóki się nie oczyści, nie może uczestniczyć w życiu religijnym. Kobieta była tego świadoma, lecz mimo to zdecydowała się dotknąć Jezusa, bo wierzyła, że tylko On może ją uzdrowić. A czy wiedziała, że On tej nieczystości nie podlega? W swojej determinacji wszystko postawiła na jedną kartę, wierząc, że to jej ostatnia, ale przede wszystkim jedyna szansa na uzdrowienie. I stało się, po dotknięciu płaszcza Jezusa doznała uzdrowienia, a po chwili usłyszała Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości! (Mk 5,34).

Drugą postacią jest Jair, przełożony synagogi oraz jego umierająca córka. Widzimy tutaj wiarę i determinację ojca, który znajduje się beznadziejnej sytuacji, w obliczu śmierci dziecka. Przeżywając to doświadczenie, staje przed Jezusem i błaga o pomoc. Prośba ta jest wysłuchana. Jednak zanim się to stanie, wiara Jaira wystawiona jest na jeszcze większą próbę. Dochodząc do domu, dowiaduje się, że córka zmarła. I w tym momencie słyszy od Jezusa: Nie bój się, wierz tylko (Mk 5,36). Ojciec wierzy, a Jezus czyni swoje. Ojciec Anzelm Grün tak interpretuje to wydarzenie: Św. Marek używa tutaj słów, którymi później opisze także zmartwychwstanie Jezusa: „egeire” – wstań i „aneste” – powstała, zbudziła się. Dziewczynka budzi się, ponieważ Jezus ujmuje ją za rękę i mówi do niej. Przez słowa Jezusa dosięga ją uzdrawiająca Moc Boga. W Jezusie spotyka Boga, który na nowo wzbudza w niej moc, podarowaną jej od chwili narodzenia. Dzięki tej mocy może sama wstać i sobie pomóc

Jaka jest moja wiara? Czy stawiam jej granice? Boże Ojcze, uzdalniaj mnie do takiej wiary, która nie buduje na ludzkich wyobrażeniach, ale na Twojej mocy i nieograniczoności.

 

 

Środa, 6.02.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: Hbr 12,4-7.11-15

Przygotowany na dzisiaj fragment z Listu do Hebrajczyków może być trudnym do przyjęcia, ponieważ współczesny świat promuje idee bezstresowego wychowania. Wychowanie w tym rozumieniu, przez swój liberalizm, zaczyna zatracać swój wychowawczy, a więc kształtujący drugiego człowieka, wymiar. Autor Listu pokazuje nam, że Boża pedagogika jest inna. Bóg, który jest naszym Ojcem, a więc rodzicem, stawia wymagania. Jednak za tymi wymaganiami kryje się miłość, która ma nas uchronić przed bylejakością, przed zrzucaniem odpowiedzialności za nasze czyny na innych, w końcu – przed uleganiem grzechowi, który może zaprowadzić nas na zatracenie. Podobny motyw karcenia znajdujemy w Apokalipsie św. Jana: Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę. Bądź więc gorliwy i nawróć się! (Ap 3,19) Podkreślone jest tu nawrócenie, do którego taka miłość ma prowadzić. Bo Bogu, jako dobremu, troskliwemu Ojcu, chodzi tylko o to, byśmy nie zatracili swojego życia, byśmy nie byli letni, ale by nasze serca pałały miłością, której źródło bije w Nim samym.

Boże Ojcze, naucz mnie mądrej miłości w podejściu do innych. Uzdalniaj mnie też do przyjmowania tego, co dajesz, zwłaszcza wtedy, kiedy wiąże się to z jakimś ograniczeniem czy ukróceniem moich „chceń”.

           

Psalm responsoryjny: Ps 103,1b-2.13-14.17-18a

Błogosław duszo moja Pana – to początek dzisiejszego psalmu, w którym psalmista chce nam pokazać, jak ważne jest dziękczynienie Bogu, naszemu Ojcu. Uwielbienie i dziękczynienie powinno być początkiem i końcem każdej naszej modlitwy. Powodów ku temu mamy ogrom. Psalmista przywołuje te powody w Psalmie 103, a za jeden z najważniejszych podaje darowanie nam przez Boga naszych win, przebaczenie grzechów. Autor tekstu podkreśla łaskawość, sprawiedliwość i litość Boga, a jednocześnie pisze, jak ważna jest bojaźń Boża i przestrzeganie przykazań.

Czy moja modlitwa jest modlitwą dziękczynienia i uwielbienia Boga?

 

Ewangelia: Mk 6,1-6

Jezus przychodzi do Nazaretu, do swojego rodzinnego miasta, w którym przez tyle lat żył, dorastał, uczył się. Można powiedzieć, że przychodzi do swoich i, że właśnie tutaj powinien czuć się, jak u siebie. Jednak tak nie jest. Napotyka na opór, bo jak może działać cuda i tak przemawiać ktoś, kto wyrósł pośród nas, kto jest synem cieśli, kogo znamy od małego – to są wątpliwości, które rodzą się w sercach mieszkańców Nazaretu. A co jest rzeczywistym powodem odrzucenia Jezusa przez swoich? Jest nim brak wiary. Wczoraj słuchaliśmy o ogromnej wierze kobiety cierpiącej na krwotok oraz Jaira, przełożonego synagogi. Ich wiara była niejako przyzwoleniem, by w ich życiu dokonały się cuda. A dziś słyszymy, że Jezus nie mógł dokonać prawie żadnego cudu, bo w tych, pomiędzy, którymi przebywał, nie było wiary. To wiara człowieka otwiera zdroje łask, które Bóg pragnie na niego wylewać. I chociaż łaskę wiary otrzymuje każdy ochrzczony, to jej aktywowanie leży już w gestii konkretnego człowieka. Tego nikt za niego nie może uczynić.

A jak jest z moją wiarą? Czy w tym świecie, który jest coraz bardziej zlaicyzowany, pozwalam, by się rozwijała? Czy pozwalam Jezusowi, by działał małe i wielkie cuda w moim życiu? Panie, przymnóż mi wiary i zaradź memu niedowiarstwu.

 

 

Czwartek, 7.02.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: Hbr 12,18-19.21-24

Autor Listu przywołuje wydarzenia z Synaju, gdzie miało miejsce spotkanie Mojżesza z Bogiem. Spotkanie, w którym Bóg zawiera przymierze z Mojżeszem i swoim ludem, przekazując kamienne tablice, ale też upomina, by go przestrzegał. Odbywa się to w katastroficznej scenerii: góra płonie ogniem, pokryta jest mrokiem, ciemnością i chmurą, a z nieba słychać grzmoty (por. Pwt 4,9-20).

W przywołanej perykopie autor mówi nam, że nie do takiej rzeczywistości, jak ta opisana w Księdze Powtórzonego Prawa, mamy przystąpić, lecz do niezliczonej liczby aniołów, na uroczyste zebranie. Autor ukazuje cel naszej ziemskiej wędrówki, którym jest niebieskie Jeruzalem, spotkanie z Jezusem, wypełnienie Nowego Przymierza. Ważne jest wierne przyjęcie daru, jaki daje Bóg. Czy tego z Góry Synaj, zapoczątkowującego pierwsze Przymierze, czy tego, którym jest Jezus i Jego ofiara, zapoczątkowująca Nowe Przymierze. Wierność pozwoli na budowanie żywej więzi z Bogiem i szczerej, braterskiej relacji z ludźmi.

Czy jestem gotowy na kroczenie drogą Przymierza, by kiedyś dojść do niebieskiego Jeruzalem?

 

Psalm responsoryjny: Ps 48, 2-3b.3c-4.9.10-11          

Psalm 48 to pieśń sławiąca Górę Syjon i Jerozolimę, gdzie obecność Boga jest szczególna. Święty Jan Paweł II, interpretując ten psalm, podkreślał znaczenie Góry Syjon, miejsca, w którym znajdowała się Świątynia Pana i gdzie On przebywał pośród ludzi. Jest to miejsce wyjątkowe dla wszystkich wierzących, bo tam dokonywały się najważniejsze wydarzenia historii zbawienia. Podkreślał też, że jest drugie, wieczne Jeruzalem, do którego pielgrzymujemy i o to Jeruzalem mamy zabiegać, ku niemu kierować swój wzrok.

Psalmista zwraca naszą uwagę również na to, że Bóg jest wielki i godzien wszelkiej chwały (Ps 48,2), że jest łaskawy i sprawiedliwy (Ps 48,10-11). Jest On obecny w naszej historii i chce tę historię tworzyć, bo jest Stwórcą wszystkiego.

Czy moje życie jest pielgrzymką do wiecznego Jeruzalem? Czy dostrzegam na tej drodze obecność Boga, czy powierzam się w Jego ojcowskie dłonie?

 

Ewangelia: Mk 6,7-13

Rozesłanie Dwunastu, to centralny punkt dzisiejszej ewangelicznej perykopy. Jezus wie, że czas Jego ludzkiej obecności na ziemi jest ograniczony i przygotowuje swoich uczniów do służby na rzecz rodzącej się wspólnoty Kościoła. Daje im konkretne wskazówki: mają iść po dwóch, mają być wolni od przywiązania do rzeczy materialnych, mają błogosławić tym, którzy ich przyjmą i odchodzić z miejsc, gdzie ich odrzucą, mają wzywać do nawrócenia, uzdrawiać, wyrzucać złe duchy.

Te wskazówki są aktualne także dzisiaj, bo każdy z nas jest uczniem Jezusa i każdy z nas jest zaproszony do tego, by głosić Miłość Boga i Jego obecność pośród nas.

Czy jest we mnie gotowość do takiej służby, do tworzenia takiej wspólnoty, której centrum stanowi Bóg?

 

Piątek, 8.02.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: Hbr 13,1-8

Autor Listu do Hebrajczyków udziela nam dziś bardzo konkretnych wskazań, co mamy czynić, jak postępować w naszych międzyludzkich relacjach. Jako pierwsze podaje „braterską miłość” i jakże pięknie się to komponuje z drugim najważniejszym przykazaniem pozostawionym nam przez Jezusa: Będziesz miłował bliźniego swego, jak siebie samego (Mt 22,39). Miłość bliźniego, otwarcie się na niego, ma być u podstaw naszych relacji. W drugim człowieku może przychodzić do nas sam Bóg. Pytanie, czy go dostrzegamy?

Na myśl przychodzi dramat Zofii Kossak – Szczuckiej „Gość oczekiwany”. Jest to zapis swoistego dramatu, jaki każdego dnia rozgrywa się między Bogiem a człowiekiem. Bóg nieustannie przychodzi, a ludzie – ja i ty, nieustannie nie wpuszczamy Go do swojego życia. Dlaczego? Bo nie odpowiada naszym wyobrażeniom o Nim. By przyjąć Boga w drugim człowieku potrzeba prostoty i bezinteresownej miłości, potrzeba wolności od ewentualnych czy spodziewanych korzyści. Czy mam w sobie tę wolność i bezinteresowność?

           

Psalm responsoryjny: Ps 27, 1bcde.3.5.8b-9c

Pan moim światłem i zbawieniem moim – już pierwsze słowa psalmu ukazują nam pełną ufności modlitwę psalmisty. Święty Jan Paweł II, podobnie jak w przypadku Psalmu 48, rozważając ten utwór, zwracał uwagę na Górę Syjon. Podkreślał, że tłem dla tekstu jest Świątynia na Syjonie, gdyż psalmista w wersecie 4 mówi o „domu Pana”. Dom to schronienie, to poczucie bezpieczeństwa. Zaś świątynia, to miejsce spotkania z Bogiem, to miejsce, gdzie Pan objawia się przez swoją obecność i swoje słowo. Takie rozumienie „świątyni” było bliskie Izraelitom i jest też bliskie nam, chrześcijanom. Ta ufność, pokładana w Bogu, napawa radością i pokojem, a wewnętrzny pokój i moc ducha są darami, które otrzymujemy, trwając w osobistej relacji z Bogiem.

Czy jestem człowiekiem modlitwy? Czy pielęgnuję relację z Tym, Który jest dawcą pokoju?

 

Ewangelia: Mk 6,14-29

Jan Chrzciciel – prorok Nowego Testamentu, ten, który poprzedził Mesjasza, to cichy bohater dzisiejszej ewangelicznej perykopy. Marek Ewangelista przywołuje scenę śmierci Jana. Choć Jan nie wypowiada w tej scenie ani słowa, to czy na pewno jest cichym bohaterem? Jan został uwięziony, bo wypominał Herodowi grzech cudzołóstwa, w którym ten żył. Został zabity, bo Herod, pomimo wyrzutów sumienia, które Jan w nim wzbudził, nie potrafił narazić się na krytykę za niedotrzymanie słowa danego Salome. Postępowanie Heroda jest przykładem tego, że jedno zło pociąga kolejne, jeden grzech prowadzi do kolejnego, jeszcze większego.

Lecz czy zawsze? Nie! Człowiek ma zawsze możliwość wyboru i Herod też ją miał. Jan zapowiadał nadejście Tego, Który jest silniejszy od naszego grzechu. On przyszedł, tylko my nie zawsze chcemy Go przyjąć, nie zawsze chcemy za Nim podążyć.

Jakie są moje wybory? Czy wsłuchuję się w swoje sumienie? A może zostało już zagłuszone przez grzech, zaniedbane, przyzwyczajone do bylejakości…

 

Sobota, 9.02.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: Hbr 13,15-17.20-21

W dzisiejszym pierwszym czytaniu otrzymujemy dalszy ciąg wskazówek, jak powinniśmy postępować w relacjach z innymi. I są to wskazówki bardzo konkretne takie jak dobroczynność i wzajemna więź, ale też posłuszeństwo przełożonym i dbanie z radością o podwładnych. W dalszej części tekstu mamy swoiste błogosławieństwo: Bóg zaś pokoju (…), niech was uzdolni do wszelkiego dobra, byście czynili Jego wolę (…) (Hbr 13,20-21).

O jakich przełożonych i podwładnych chodzi? Czy autor listu miał na myśli zależności czysto zawodowe? Może … A może chodziło mu o Kościół hierarchiczny? Jeżeli tak, to bardzo mocno i konkretnie wypowiedział się na temat budowania wspólnoty Kościoła i podziału obowiązków. Zadaniem zwierzchników jest troska o powierzony im lud i tej troski nic nie może przesłaniać. A my, członkowie tej wspólnoty, mamy dać się poprowadzić pasterzom, których Bóg postawił na jej czele, począwszy od Papieża, przez biskupów, po prezbiterów i diakonów. Jest jeszcze jedno bardzo ważne zadanie, które spoczywa na barkach członków Kościoła, na naszych barkach – jest nim modlitwa za pasterzy.

Dobry Boże, dziękuję Ci za wspólnotę Kościoła, w której mogę wzrastać, dziękuję za Twoich kapłanów. Proszę uzdalniaj nas wszystkich, byśmy tę wspólnotę razem budowali i umacniali, nie szukając własnych zasług, lecz jedynie dla Twojej większej chwały.

           

Psalm responsoryjny: Ps 23, 1b-3a.3b-4.5.6.

            Psalm 23 jest psalmem ufności i pochwałą Stwórcy, który nieustannie trwa przy swoim stworzeniu, opiekując się nim, dbając o nie. Psalmista wykorzystał tak bliski Izraelitom motyw pasterza, który czuwa nad swoją trzodą. Bóg – Pasterz to troskliwy opiekun i obrońca swojej własności, która jest w drodze. Ta droga, to pielgrzymka a jej kres, to Niebieskie Jeruzalem. Psalm powinien nas, wierzących, napełniać pokojem i poczuciem bezpieczeństwa, bo przecież Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? (Rz 8,31b)

Czy jestem częścią trzody najlepszego i najwierniejszego Pasterza? Czy pozwalam Mu się prowadzić?

 

Ewangelia: Mk 6,30-34

Marek Ewangelista pokazuje nam dzisiaj Jezusa – Pasterza, który jest pełen czułości i troski o swoich uczniów i o tych, którzy przybyli, aby Go słuchać. Jezus wiedząc, jak Jego uczniowie bardzo zaangażowani są w głoszenie słowa, nauczanie i uzdrawianie, poleca im, by udali się sami osobno na miejsce pustynne i wypoczęli nieco (por. Mk 6,31), bo wie, jaki jest trud pracy, której się podjęli. On wie, że każde działanie, również to apostolskie, wymaga siły i wie, że ludzka kondycja ma swoje granice i człowiek potrzebuje regeneracji. Ten odpoczynek jest konieczny, by podejmowana praca przynosiła obfite owoce.

Jezus uczy nas dzisiaj, że wszystko ma swój czas (…); na każdą bowiem sprawę i na każdy czyn jest czas wyznaczony (Koh 3,1.17b). Ważne jest jednak, z kim, gdzie i jak wypoczywamy. Jezus zaprasza nas do odpoczynku u swego boku, w Jego obecności. W zamian proponuje duchowe skarby, które będzie można potem zanieść dalej i podzielić się nimi z tymi, do których jest się posłanym w codzienności.

Czy w swoim zapracowaniu, zaangażowaniu, niejednokrotnie w ważne, Boże sprawy, pamiętam o odpoczynku? Czy potrafię odpoczywać, zarówno z bliskimi i przyjaciółmi, jak i u boku Jezusa na modlitwie, w samotności? Nauczycielu, naucz mnie takiego gospodarowania czasem, w którym najpierw będę umiał spotkać się z Tobą, by potem iść i być dla innych.

                                              

 

Komentarze do czytań liturgicznych - III tydzień zwykły | od 27 stycznia do 2 lutego 2019 r. - Jadwiga Siewko
Komentarze do czytań liturgicznych - V tydzień zwykły | od 10 do 16 lutego 2019 r. - ks. dr Leszek Rasztawicki