IV Niedziela Zwykła, 30.01.2022 r.

Pierwsze czytanie: Jr 1, 4-5. 17-19

Prorok Jeremiasz był – jeśli można tak stwierdzić – prorokiem przegranym. Jego życie naznaczone zostało wieloma przeciwnościami takimi jak aresztowania czy wyroki śmierci. Głos proroka miał być ostatnim ostrzeżeniem przed zbliżającą się katastrofą – niewolą babilońską. Był przegrany jedynie pozornie – nawoływania Jeremiasza początkowo nie zostały wysłuchane przez naród, lecz dzięki jego działalności Izrael zachował wiarę oraz nadzieję na odrodzenie.

Bóg kieruje do proroka Jeremiasza niezwykłe słowa: „zanim ukształtowałem cię w łonie matki, znałem cię…” – jest to wołanie Boga miłującego, którego uwaga koncentruje się na człowieku. Konkretnym, znanym z imienia, czyli poznanym do głębi. Tradycja Kościoła wołanie po imieniu traktuje jako „poznanie istoty, tożsamości osoby i sens jej życia” (KKK 203). Podobnie jest i w tym przypadku: Bóg pokazuje Jeremiaszowi, że zna go „od podszewki”.

Dzięki scenie powołania Jeremiasza możemy przypomnieć sobie o niezwykłym przywileju człowieka: byciu w centrum zainteresowania Trójcy. Co więcej, Bóg nie interesuje się nami jako istotami ludzkimi, lecz jako kimś więcej. Jego wiedza o nas nie ogranicza się tylko do poznania intelektualnego. Bóg zna naszą wolę oraz wrażliwość (por. Ps 139, 13). On znał nas przed narodzeniem, wiedział, do czego jesteśmy przeznaczeni.

Na taki dar możemy odpowiedzieć naszą gotowością do pójścia za Bogiem. Przykładem na tej drodze niech będzie prorok Jeremiasz, który pozwolił się prowadzić Bogu. W jaki sposób? Zechciał być nadal w centrum Bożego zainteresowania (Jr 1, 19b). Nawet wtedy, gdy przyszło mu cierpieć, gdy wydawało się, że przegrał. Pozostał on twierdzą warowną, kolumną żelazną i murem ze spiżu przeciw całej ziemi…

Psalm responsoryjny: Ps 71, 1-2.3-4a.5-6b.15ab i 17

W języku polskim funkcjonuje takie powiedzenie: „jak trwoga, to do Boga”. Jest to bardzo życiowe przysłowie, ponieważ nierzadko odwołujemy się do Pana jako naszej ostatniej instancji, szczególnie w momentach rzeczywiście poważnych, ale również i w tych mniej. Generalnie jest to dobry odruch, gdy kierujemy nasze myśli ku Bogu i traktujemy Go jako Tego, który może nas wybawić z kłopotów. Jednak warto o tym pamiętać również, gdy osiągamy sukcesy albo, gdy trwamy w spokoju, gdy wszystko toczy się jak powinno.

Taką postawę przedstawia nam Psalm 71. Jest to modlitwa starca, który woła do Boga w chwili strapienia. Jednak jego krzyk nie jest wynikiem przypomnienia sobie w ostatniej chwili, że jest Dobry Ojciec, który przychodzi nam z pomocą, ale aktem dojrzałej wiary. Psalmista woła dwukrotnie, że ufa Panu od młodości, a także od młodości głosi Jego cuda (por. Ps 71, 5. 17).

Refren psalmu responsoryjnego brzmi: „Będę wysławiał pomoc Twoją, Panie” – są to słowa człowieka dojrzałego w wierze, który nie działa w myśl przytoczonego wcześniej powiedzenia. Jest to zawołanie osoby świadomej działania Boga w jej życiu.

Drugie czytanie: 1 Kor 12, 31 – 13, 13

Listy św. Pawła są adresowane do konkretnych wspólnot chrześcijańskich. Koryntianie mierzą się z takimi problemami jak: pycha, swoboda seksualna, nie wykorzystywanie darów, które otrzymują dla dobra wspólnoty, ale wyłącznie dla swoich korzyści czy docenianie w wierze tego, co bardziej spektakularne – w zasadzie nasza cywilizacja również boryka się z tymi problemami: seksualizacja, kult postępu i kariery, indywidualizm albo popadanie w skrajności.

Św. Paweł chce temu zaradzić, dlatego adresuje do nich list, w którym przypomina im kilka ważnych rzeczy. Wszelkie problemy gminy apostoł rozwiązuje w oparciu o Osobę Jezusa Chrystusa. Sporą część listu poświęca charyzmatom, przede wszystkim miłości.

Miłość opisana w hymnie z Listu do Koryntian to cecha charakteryzująca chrześcijan. Nie jest to uczucie czy popęd. To jest znacznie głębsza rzeczywistość. Przekazuje nam ją sam Jezus Chrystus. On pierwszy nas umiłował przez swoją śmierć i zmartwychwstanie.

Hymn jest podzielony na trzy części. Pierwsza wskazuje wyższość miłości nad pozostałymi charyzmatami (w. 1-3), druga ją opisuje (w. 4-7), a trzecia podkreśla jej odwieczność (w. 8-13).

Chrześcijanin, czyli miłujący, w tych wersetach ma wyłożoną jak na tacy instrukcję, jak kochać po Chrystusowemu. Wersety od 4 do 7 używają czasowników, które „uczłowieczają” miłość. Dzięki temu łatwiej nam ją chwycić. Gdy św. Paweł próbuje wyjaśniać gminie w Koryncie wszystko przez postać Jezusa, chce też pokazać Jego wpływ tutaj. To są cechy Zbawiciela, uosobienia miłości, która znajduje się w nas. Nie jest to rzeczywistość niedostępna. Jest trudna, nie do przyjęcia zmysłami, ale wiarą. Niedająca natychmiastowych rezultatów, wymagająca wysiłku.

Ale czy taka nie jest prawdziwa miłość?

Ewangelia: Łk 4, 21-30

Pierwsze wystąpienie Jezusa w synagodze kończy się spięciem. Przychodzi człowiek, czyta proroctwo i twierdzi, że ono właśnie się spełniło. Ostatecznie mówi takie słowa, że cała synagoga wypędza Go za miasto i chce Go zabić. Nie jest to chyba najlepszy początek…

Kluczem do zrozumienia oburzenia wywołanego przez Jezusa jest słowo „dziś”. Tekst Księgi Proroka Izajasza (Łk 4, 18n), który przeczytał Chrystus, słuchacze w synagodze znali jako zapowiedź czasów mesjańskich. Przed nimi staje człowiek, który zapowiada im, że to właśnie On, w tym momencie, spełnia proroctwo. Gawiedź widzi syna Józefa, zwykłego cieśli a nie Mesjasza, który przyjdzie wybawić ich spod niewoli rzymskiej i wprowadzić stan dobrobytu.

Jakie ja mam oczekiwania wobec Jezusa? Jednym z niebezpieczeństw, w które możemy wpaść to „przerabianie” sobie Zbawiciela na takiego, który nam pasuje. Chcę, by wchodził w moje życie, lecz tylko do tych miejsc, które mu wskażę. Jak o coś Go poproszę, to tak ma być. Mam obraz Boga, który nie jest prawdziwy, a zderzenie z rzeczywistością może prowadzić do katastrofy. Tak, jak miało to miejsce w synagodze. Izraelici nie tak sobie wyobrażali Zapowiadanego przez proroków. Miało być inaczej, miało być „po mojemu”.

Oprócz wyobrażeń mesjanistycznych warte odnotowania jest również to, że cała dzisiejsza perykopa dzieje się w szabat. Zaskakujące jest to, że Żydzi chcą zamordować człowieka w ich święty dzień. Lud, który tak pilnie przestrzega swoich praw, jest gotowy poświęcić celebrowanie szabatu. Pokazuje to, jak wściekli musieli być słuchacze w synagodze. A Jezus wiedział, co mówił i jak mówił. Powrócił w mocy Ducha do Galilei (Łk 4, 14) – z tą samą mocą nauczał.

Jezus poruszył ludzi. Głosił Prawdę, która ich wyprowadziła z równowagi, spowodowała wstrząs. Prawda często kłuje nas, ponieważ oświetla miejsca, które chcemy ukryć przed innymi. Odpowiedzią na to jest albo wywleczenie poza mury miasta i ukamienowanie, albo przyjęcie tego z pokorą – ta ostatnia postawa rozpoczyna drogę uzdrowienia. Drogę, którą chciał pokazać dzisiaj Jezus.

Poniedziałek, 31.01.2022 r. – wspomnienie św. Jana Bosko, prezbitera

Pierwsze czytanie: 2 Sm 15, 13-14.30; 16, 5-13a

Król Dawid jest postacią, która doskonale wie, co to znaczy pokutować. Pokazuje to jego zadośćuczynienie za grzech z Batszebą czy wydarzenia z dzisiejszego czytania. Ojciec ucieka przed synem, który chce go zabić. Wyrusza w góry i dociera tam, gdzie ma miejsce bardzo ciekawa rzecz: Szimei obrzuca kamieniami króla i całą jego gromadę. Bez konsekwencji i bez lęku.

Król Dawid pokazuje nam, czym jest odpowiedzialność – znajomością konsekwencji swoich decyzji. Skąd ten pomysł? Ponieważ zdał sobie sprawę z tego, co zrobił i jak cierpi jego kraj. Jak inaczej wytłumaczyć „spokój” króla Dawida, gdy jeden z jego poddanych celuje w jego głowę kamieniem?

Kim jest Szimei dla Dawida? Tym, czym prawda kierowana w naszą stronę. Szczególnie ta bolesna, której nie chcemy słuchać. Mamy dwie możliwości: możemy odpowiedzieć mieczem (jak chciał tego Abiszaj) albo przyjąć ją jak Dawid, czyli ufając, że jest w tym plan Boga, który chce naszego dobra, naszego rozwoju: „Jeżeli on przeklina, to dlatego, że Pan mu powiedział: Przeklinaj Dawida!”.

Kim jest Dawid dla Szimeiego? Tym, czym dla nas jest zwrócenie uwagi na zło, które dzieje się w naszym otoczeniu. Jest to nadstawienie swojej głowy. Nie dowiadujemy się czy Szimei się bał, ale wiemy, co mu groziło. Wybrał ostatecznie drogę Prawdy, która posługuje się nim jako narzędziem prowadzącym do nawrócenia drugiego.

Psalm responsoryjny: Ps 3, 2-3. 4-5. 6-7

Psalm 3 to w zasadzie kontynuacja pierwszego czytania. Werset pierwszy informuje nas, że są to słowa Dawida uciekającego przed swoim synem, Absalomem.

Codzienność psalmisty, choć smutna, jest podtrzymywana przez Boga. „Kładę się, zasypiam i znowu się budzę, / bo Pan mnie podtrzymuje”. Cierpienie w naszym życiu może być niezrozumiałe. Z ludzkiego punktu widzenia beznadziejne, ale na pewno nie jest po to, by przeżywać je samemu. Te dwa wersety są słowami nadziei. Bóg nigdy nie ześle nam ciężaru, którego nie uniesiemy – warunek jest jeden: chce, by podnosić go z Nim.

Postawę ufności w plan Boży, gdy wszystko wokół nas się wali, możemy nazwać swoistym heroizmem. Wymaga od nas pokonania samych siebie, czyli uświadomienia sobie, że nie jestem panem samego siebie, ale mam Mocniejszego nad sobą. Jutro będzie lepiej, a jeśli nie, to i tak z Bogiem to uniesiemy.

Ewangelia: Mk 5, 1-20

Grzech, który ciągle wraca. Dobrze to znamy. Jakaś nasza słabość, nad którą próbujemy zapanować, lecz gdy już ogłaszamy nasze zwycięstwo, to uderza ze zdwojoną siłą, potem z potrojoną itd. Staramy się go zwalczyć, opleść sznurami i łańcuchami, byleby nie wyszedł i nie zaatakował ponownie.

Opętany, zepchnięty na bok, zabrany z oczu wszystkich. Taki wygląd przybiera nasza słabość, gdy nie jest pokonywana z Jezusem. Wrzucana do grobu, gdzie – zgodnie z kulturą żydowską – nikt nie ma wstępu, bo jest to miejsce nieczyste. Jednak nie da się o tym zapomnieć. Tak jak opętanego, który daje o sobie znać, należy go ciągle piętnować, żyć w strachu, ze świadomością, że może wybiec w każdej chwili.

Zły duch jedynie przed Jezusem oddał pokłon i „zaczął prosić Go usilnie, by ich nie wyganiał z tej okolicy”. Nazywał się Legion, bo było ich wielu – wskazuje to na siłę ducha mimo wszystko za małą, żeby przeciwstawić się Zbawicielowi.

Jak pokonywać nasze grzechy – to tylko z Jezusem. Wymaga to od nas bezkompromisowości: zły duch błagał, aby ich nie wyganiać z okolicy. Jezus nie przyjmuje tego dla naszego dobra, by po wysprzątaniu naszego wnętrza nie wróciły ponownie i nasz stan nie stał się gorszy od poprzedniego (por. Łk 11, 24-26).

 

Wtorek, 01.02.2022 r.

Pierwsze czytanie: 2 Sm 18, 9-10. 14b. 24-25a. 31 – 19, 3

Księga Samuela opowiada o czasach wielkiego rozkwitu Izraela za panowania króla Dawida. Jego sukcesy dotyczą ekspansji, poszerzenia granic czy uporania się z wrogimi krainami. Panowanie syna Jessego jest panowaniem z Boskiego nadania. Izrael prosi Boga, by dał mu „ludzkiego” władcę i otrzymuje trzech wielkich królów. Jednym z nich jest Dawid.

Rozwój Izraela, a zarazem sukcesy króla, wiążą się z kondycją duchową ludu i samego władcy. Dawid jest wierny swojemu Bogu i ta postawa powoduje rozkwit narodu. Po przeciwległej stronie staje syn króla izraelskiego – Absalom. Wszczyna bunt, zjednuje sobie ludzi i płonie chęcią zabicia swego ojca.

Mamy przedstawione dwie postawy: Król Dawid, który poznał potęgę Boga i pokornie Mu się poddaje oraz Absalom, który chce osiągnąć sukces, nie angażując w to Ojca Niebieskiego. Ostatecznie, syn Dawida ginie w bardzo kuriozalny sposób. Można tu wyprowadzić analogię do naszego życia. Często jest tak, że plany, które sobie założymy, szybko upadają, ponieważ nie mają osadzenia w czymś trwałym. Fundamentem naszych decyzji powinien być Bóg. To On błogosławi Dawidowi. On również obdarza nas dobrodziejstwami, gdy jesteśmy gotowi na Nim budować swoje życie. Absalom rozpoczął swoją kampanię z przytupem, jego sukcesy spowodowały nawet, że Dawid musiał przed nim uciekać. Ostatecznie jednak Absalom ponosi wstydliwą klęskę – umiera zawieszony na terebincie, bez możliwości obrony, bez honorowego przystąpienia do walki.

Psalm responsoryjny: Ps 86, 1b-2.3-4.5-6

Pierwsze sześć wersetów w Psalmie 86 ma strukturę, która może być dla nas kierunkowskazem do odpowiedniej modlitwy. W każdym z wersetów psalmista oprócz wyrażenia swojej prośby podkreśla swoją zależność od Boga (Ty, Panie, jesteś moim Bogiem…, ku Tobie, Panie, wznoszę moją duszę…).

Relacja nigdy nie jest jednostronna. Tym bardziej, gdy dotyka ona Boga. Jasne, nic nowego nie dajemy Bogu oprócz czci, ale co by jednak było, gdyby każda nasza rozmowa z Bogiem miała być litanią próśb bez większej refleksji choćby nad tym, co mi dotychczas Pan ofiarował, za co mogę Mu podziękować? Opieranie modlitwy jedynie na wyrażaniu swoich próśb jest czymś na wzór pasożytnictwa.

Psalmista nie zapomina, by w chwili przeciwności pamiętać o tym, jak wielki jest Bóg. Co więcej, świadomość łask, które od Pana otrzymał, nakręca go do tego, żeby prosić, bo wie, że to On jest źródłem dobra.

W życiu duchowym nie należy zapominać o dobru, jakie otrzymujemy. Szczególnie, gdy jesteśmy w kryzysie. Łatwo jest przysłonić sobie obecne bóle przyszłością i planami, jakie możemy poczynić, zmieniając nagle wszystko. Może jednak lepiej by było, gdybyśmy w chwilach strapienia przypominali sobie, na czym budujemy nasze życie – na Bogu.

Ewangelia: Mk 5, 21-43

Kanapka. Tym słowem można potraktować zabiegi, które stosuje św. Marek w swojej Ewangelii. Dzisiejsza historia o uzdrowieniu córki Jaira jest przepleciona uzdrowieniem kobiety chorej na krwotok. Punkty wspólne obu tych epizodów są zaskakujące, a także niosą pewne pomoce duchowe dla nas.

Po pierwsze: czas trwania choroby kobiety jest taki sam jak długość życia córki Jaira. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. W wypadku chorej kobiety możemy powiedzieć, że tak długo musiała cierpieć, zanim została cudownie uzdrowiona, natomiast gdy widzimy śmierć dziewczynki, to z poruszeniem mówimy, że żyła tak krótko. Niby ciągle ta sama liczba, ale zupełnie inaczej postrzegana.

Po drugie: obie wypowiedzi Jezusa spotykają się ze zdziwieniem tłumów. Kto się dotknął mojego płaszcza? – to pytanie jest uważane za absurdalne w zaistniałej sytuacji. Chrystus jest w tłumie, więc nietrudno o jakikolwiek kontakt z drugim człowiekiem. Dziecko nie umarło, tylko śpi – to stwierdzenie Jezusa jest otulone wyśmianiem Go przez obecnych tam ludzi.

Obie te frazy nabierają szerszego sensu, gdy uświadomimy sobie, że powodem ich wypowiedzenia jest wiara ludzi w potrzebie. Płaszcza Jezusa dotyka osoba pełna wiary, że Chrystus jest Tym, który może ją uleczyć. Do nóg upada człowiek, który mimo naruszenia swojej reputacji (Jair był przełożonym synagogi, a to właśnie w tym środowisku zawiązał się spisek na życie Zbawiciela – por. Mk 3,6) jest gotów poświęcić się dla życia córki. Co więcej, – mimo całego sporu, jaki jest między Jezusem a stronnictwami religijnymi Izraela, widzi w Nim Boga, Tego, który ma moc uleczyć jego córkę.

Jezus uzdrawia. Nie tylko fizycznie, ale i duchowo. Szukanie wzrokiem kobiety ma doprowadzić do tego, że nie zostanie ona uleczona jedynie fizycznie. Bóg chce jej zbawienia, dlatego jej szuka, dlatego zadaje absurdalne pytanie. Chce spojrzeć jej w oczy i obdarzyć ją wzrokiem pełnym pokoju. Ostatecznie zostaje w pełni uzdrowiona. Podobnie Jair i jego córka. Jej wskrzeszenie jest jednocześnie nawróceniem ojca (Nie bój się, wierz tylko).

Środa, 02.02.2022 r. – święto Ofiarowania Pańskiego

Pierwsze czytanie: Ml 3, 1-4

Mimo, że jesteśmy już po świętach Bożego Narodzenia, czytamy dzisiaj zapowiedź przyjścia Mesjasza. W Księdze Malachiasza łączy się to z dwiema prawdami: z miłością Boga do Izraela oraz z Jego sprawiedliwą ręką.

Słynny obraz Rembrandta Ojciec Miłosierny zawiera szczegół, który dobrze tłumaczy, czym jest miłosierdzie Boga. Dłonie ojca, spoczywające na plecach syna marnotrawnego, są różne. Jedna jest delikatna, kobieca (łączona z rachamim, czyli z matczyną miłością, gotową do cierpliwego przebaczania), a druga silna, łączona z ojcem (to miłość chesed, czyli stała i wierna, którą utożsamiano z zawarciem przymierza Boga z ludźmi).

Zapowiedź przyjścia Pana we fragmencie z Księgi Malachiasza jest syntezą obu tych słów. Samo przyjście Mesjasza dokonuje się z miłości do nas i jest połączone z sądem, z ciężką ręką Boga, która pragnie sprawiedliwości. Może to być na pierwszy rzut oka trudne do pogodzenia zestawienie, ale Biblia ukazuje, że miłość Boga jest związana między innymi z trudem. Przykładami tego może być wyjście Abrahama i jego próba albo czterdzieści lat wędrówki Izraela po pustyni. W Nowym Testamencie potwierdzenie tego znajdujemy w tajemnicy Krzyża i Zmartwychwstania Chrystusa, a dosłownie wyrażone zostaje w Apokalipsie św. Jana: Ja, który kocham, karcę i ćwiczę (Ap 3, 19).

Miłość Boga nie znosi kompromisów. Jeżeli wchodzimy z Nim w relację, to mamy wejść w nią cali, zrywając z grzechem. Jest to trudny i wymagający proces, o którym mówi prorok: usiądzie więc, jakby miał przetapiać i oczyszczać srebro… – użyte tutaj porównania są mocne i wskazują na ból, który mamy do przejścia. Ostatecznie jednak po tym oczyszczeniu nastąpi radość: będzie miła Panu ofiara Judy i Jeruzalem jak za dawnych dni i lat starożytnych. Tę drogę możemy rozpocząć od spowiedzi.

Psalm responsoryjny: Ps 24, 7-8.9-10

Psalm mógł mieć charakter hymnu, który był odśpiewywany w czasie wchodzenia ludu do świątyni. Pieśń dzieli się na trzy części. Pierwsza przedstawia Boga jako wszechmogącego, który podtrzymuje wszystko w istnieniu (Ps 24, 2). Druga mówi o tym, kto może wejść do świątyni, jaki człowiek jest godny, by przebywać w obecności Boga.

Ostatnie wersy z Psalmu 24 to wniosek pochodzący z lektury całego utworu. Jakiemu Panu należy otworzyć bramy? Stwórcy wszechświata, Temu, który ustanowił człowieka na szczycie i pokazał mu, jak ma postępować, by wszedł na górę Pana.

Można jeszcze wersety 7-10 łączyć z momentem, gdy Arka Przymierza była wprowadzana do Jerozolimy. Gdy król Dawid tańczył i śpiewał z radości (por. 2Sm 6, 12-16).

Drugie czytanie: Hbr 2, 14-18

Jezus chce uwolnić wszystkich tych, którzy są w niewoli lęku przed śmiercią. W kontekście dzisiejszego czytania misja Chrystusa nabiera specjalnego charakteru. Człowiek może umrzeć na wiele sposobów. Nie mówimy tutaj jedynie o śmierci cielesnej, gdy ciało odłącza się od duszy, ale także o śmierci spowodowanej grzechem. Duński filozof – Soren Kierkegaard, jedno ze swoich dzieł zatytułował Choroba na śmierć. W tej książce dotyka zagadnienia specjalnego rodzaju śmierci. Mowa tutaj o rozpaczy, której kresem jest śmierć jako rzecz ostateczna.

Życie w grzechu jest drogą w rozpaczy. Człowiek grzeszny trwa w napięciu, w pewnym niedomknięciu. Natura ludzka jest niedoskonała – stąd nasze upadki i powroty na drogę przymierza z Bogiem. Taką pustkę może „załatać” Bóg w sakramencie pokuty. Chrześcijanin to człowiek, który potrafi spojrzeć dalej, za horyzont śmierci, swojego upadku. Jest to jedynie okno, przez które widać krajobraz życia wiecznego. Dlatego ludzie wierzący nie traktują śmierci jako koniec, lecz jako przejście. Jest to podstawowe odróżnienie, jakiego używał Kierkegaard a także autor Listu do Hebrajczyków.

W tym świetle widzimy Chrystusa i Jego zbawcze dzieło. Przez śmierć pokonuje tego, który dzierżył władzę nad śmiercią (por. Hbr 2,14b). Ojcowie Kościoła pisali, że Jezus, przychodząc na świat, odkupił wszystko, w co się wcielił, a więc całą naturę ludzką oprócz grzechu. Jest to wyjątkowe zwycięstwo, dzięki któremu wiemy, jak mamy postępować, by nie być niewolnikiem. Wpatrujmy się w Jezusa.

Ewangelia: Łk 2, 22-40 (Łk 2, 22-32)

Ofiarowanie Jezusa w świątyni łączy się szczególnie z motywem światła. Tego porównania używa starzec Symeon, gdy wypowiada proroctwo: światło na oświecenie pogan i chwałę ludu Twego, Izraela. Również świece, które w tym dniu przynosimy ze sobą na Mszę św., mają symbolizować światło, które wychodzi z Kościoła i oświeca naszą drogę.

Tradycja żydowska nakazywała, by po czterdziestu dniach od urodzenia przedstawić dziecko Bogu oraz złożyć Mu specjalną ofiarę. Jednak Ofiarowanie Pańskie miało bardziej na celu przedstawienie Zbawiciela światu, czego potwierdzeniem jest proroctwo Symeona.

Wniesienie Jezusa do świątyni jest umiejscowieniem Króla na tronie, czyli tam gdzie jest Jego miejsce. Chrystus zostaje ofiarowany, lecz światło z Niego bijące rozchodzi się dalej, zdecydowanie poza świątynię jerozolimską. Jego królowanie zostaje też wspomniane w słowach skierowanych bezpośrednio do Maryi – Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu. Zapowiedź Symeona Kościół interpretuje jako przygotowanie na wydarzenia Męki i Zmartwychwstania. Tronem naszego Króla będzie krzyż, za berło posłuży Mu trzcina, a na głowie będzie miał koronę cierniową.

Tutaj splata się tajemnica Wcielenia z misterium Zbawienia. Jeszcze jednym elementem, w którym to widać, jest tekst Exsultet. Noc, która jako dzień zajaśnieje, która będzie światłem i radością (por. Exsultet), to wyraz Zmartwychwstania Chrystusa, to moment, gdy blask Jego chwały zacznie padać na każdego człowieka. Świeca paschalna, którą wnosimy do kościoła w Wigilię Paschalną, jest jak Chrystus wnoszony przez swoich Rodziców do świątyni. Od Paschału rozchodzi się światło na wszystkich wiernych, a od Jezusa – nadzieja zbawienia.

Czwartek, 03.02.2022 r.

Pierwsze czytanie: 1 Krl 2, 1-4. 10-12

Dzisiejszy fragment pierwszego czytania to urywek większej części, jaką jest testament zostawiony Salomonowi. Widzimy w nim pouczenia, które Dawid zostawia swojemu synowi. Dotyczą posłuszeństwa Bogu. Oprócz tego, w całym fragmencie znajdziemy powierzenie Salomonowi osobistej zemsty Dawida.

Moralność przedstawiona w Biblii, szczególnie w Starym Testamencie, to proces, który rozpoczyna się od zasad oko za oko, ząb za ząb, a kończy się na Boskiej gotowości do wybaczania swojemu ludowi. W testamencie Dawida tego brakuje. Jego ostatnia wola dotyczy wyrównania starych rachunków. Nie ma postępu w działaniu moralnym.

Jeśli twoi synowie będą strzec swej drogi, postępując wobec Mnie szczerze z całego serca i z całej duszy, to wtedy nie będzie ci odjęty potomek na tronie Izraela. Warunkiem ciągłości władzy jest posłuszeństwo Bogu. Rozpoczęcie ery królewskiej w historii Izraela jest wynikiem prośby ludu, by mieli nad sobą ludzkiego władcę. Od tego momentu król otrzymuje specjalną władzę, która nadawana mu jest przez samego Boga. Z nią łączy się jednocześnie obowiązek wierności Panu.

Dawid być może kieruje te słowa do swojego syna, by przestrzec go przed błędami, które on sam popełnił. Jest to ojcowskie przestrzeganie syna.

Psalm responsoryjny: 1 Krn 29, 10-12

Modlitwa Dawida, który dopiero co zostaje królem, to potwierdzenie, że jego władza pochodzi z nadania Bożego: Twoja jest, o Panie, wielkość, moc, sława, majestat i chwała, bo wszystko, co jest na niebie i na ziemi, jest Twoje. Za słowami Dawida idzie wielka odpowiedzialność. Nie mówimy tutaj jedynie o panowaniu nad królestwem w sensie ludzkim, ale wchodzimy w sens duchowy tego zadania. To, jaką postawę przyjmie król, jest odzwierciedleniem jego postawy wobec Boga i jednocześnie przykładem dla ludu, którym kieruje. Kondycję Narodu Wybranego można porównać do Mojżesza trzymającego podniesione ręce podczas wojny z Amalekitami (por. Wj 17, 10-13). Ręce Mojżesza mają przedstawiać wiarę władcy. Tak długo jak jest ona ugruntowana w Bogu, tak długo będzie osiągał dostatek.

Ewangelia: Mk 6, 7-13

Pan Jezus rozsyła apostołów, by głosili Dobrą Nowinę w okolicznych wioskach. Ich misja nie jest przerzuceniem obowiązków z Jezusa na nich; jest raczej poszerzeniem działalności. Wers wcześniej Ewangelista podaje, że Zbawiciel obchodził okoliczne wsie i nauczał (Mk 6, 6b). Co więcej, Chrystus uważa ich za godnych tego, by głosili Jego orędzie. Widzi w nich ludzi zdolnych do udźwignięcia ciężaru głoszenia Słowa i spełnienia warunków, które będą ich odróżniać od innych ludzi. Mowa tutaj o ubóstwie, które apostołowie mają praktykować podczas podróży. Na przykład brak torby wyróżnia ich od pozostałych wędrowców, którzy używali jej do żebrania. Oprócz tego, brak przywiązania do materii ma ich jeszcze bardziej pobudzić do zaufania Bogu (por. Mt 6, 25).

Szczegółem wartym odnotowania jest różnica między redakcją św. Marka a redakcją św. Mateusza. Ten pierwszy nie umieszcza zakazu Jezusa, by nie wchodzić do miast samarytańskich i pogańskich (por. Mt 10, 5n). Być może jest to spowodowane tym, że Ewangelista Marek kierował Dobrą Nowinę właśnie do pogan. Z drugiej strony widać w tym zamierzenie Jezusa wyrażone w wersecie szóstym u Mateusza. Najpierw Ewangelia ma dotrzeć do Izraela, a dalej – do pogan. Podobny model działania widać też u św. Pawła w Dziejach Apostolskich. Wkraczając do nowego miasta, zawsze kierował się do synagogi. Potem często możemy odnaleźć w tekście, że apostoł Paweł przestaje głosić Żydom, a idzie do pogan, bo oni go wysłuchają (por. Dz 13, 46nn).

Nieprzyjęcie posłanych skutkowało strząśnięciem pyłu z nóg. To miało wyrażać, że miejsce, do którego przybywali apostołowie, było nieczyste. Z naszego punktu widzenia może to być szczegół mało istotny, ale dla ówczesnego ludu był bardzo konkretny. Z zaciągnięciem nieczystości było powiązane rytualne oczyszczenie, które dokonywało się przy składaniu odpowiednich ofiar. Miejscem nieczystym w kulturze żydowskiej jest cmentarz, dlatego jest opuszczony i nieuczęszczany.

Rozpatrując to w kontekście naszej perykopy, taki dom jest po prostu martwy. Nie ma w nim Ducha, który daje życie, nie ma w nim Dobrej Nowiny o Chrystusie, który daje życie wieczne. Jest skazane na potępienie, stąd tak mocny wydźwięk tego gestu.

Piątek, 04.02.2022 r.

Pierwsze czytanie: Syr 47, 2-11

Słowo z Mądrości Syracha ma charakter pochwalny. Wczoraj, w pierwszym czytaniu, mogliśmy usłyszeć o śmierci Króla Dawida, a dzisiaj wspominamy jego wielkie dzieła, które uczynił w Izraelu.

Opisane w czytaniu dokonania króla Dawida pochodzą z drugiej części Eklezjastyka. Mówi ona o obecności Mądrości Bożej w konkretnych dziełach uczynionych przez wielkie postacie Narodu Wybranego.

Mądrość Boża utożsamiana jest w tej księdze z bojaźnią. Na czym ta bojaźń polega i jak się przejawia w dzisiejszym czytaniu? Jest to specyficzny rodzaj napięcia, jaki odczuwamy, stojąc przed autorytetem, przed kimś, kogo darzymy ogromnym szacunkiem. Bojaźń Boża jest połączona z pokorą. Sukces Dawida miał bezpośredni związek z mocą Boga. To właśnie On namaścił potomka Jessego na władcę. A z kolei Dawid oddawał Bogu cześć, czego dowodem są wersety od ósmego do jedenastego.

Dokonania i sukcesy zarówno nasze, jak i Dawida, zakorzenione są w Mądrości Bożej. Jest to wypełnianie woli Ojca w naszym życiu, przy czym należy pamiętać, że to właśnie Boża ręka umacnia nas w tym, co robimy i za to powinniśmy Mu dziękować. Tak właśnie przejawia się bojaźń Boża w naszym życiu: w uświadomieniu sobie, że za moimi sukcesami stoi ręka Pana, a ja mam w sobie na tyle dużo pokory, by to przyjąć i za to Go chwalić.

Psalm responsoryjny: Ps 18, 31.47 i 50.51

Psalm 18 to akt dziękczynienia wypowiadany najprawdopodobniej podczas zgromadzenia liturgicznego. Jego odpowiednikiem jest tekst z rozdziału 22, Drugiej Księgi Samuela (2 Sm 22).

Kluczem do zrozumienia całego psalmu jest ostatni werset: Twemu pomazańcowi okazałeś łaskę, Dawidowi i jego potomstwu na wieki. Z rodu Dawida pochodzi Chrystus, który jest odwiecznym Synem Ojca a zarazem różdżką z pnia Jessego. Bóg zawiera z Dawidem przymierze na wieki, które objawia się jasno w Jezusie Chrystusie.

Chwała oddawana Panu przez Dawida to wyraz dojrzałości w wierze króla. Wygrana bitwa to zasługa Boga, król był zaledwie narzędziem w Jego rękach. Ta świadomość przedstawia Dawida jako dobrego władcę, oddanego Bogu. Stąd okrzyk niech żyje Pan.

Ewangelia: Mk 6, 14-29

Święty Marek, po opowiedzeniu nam o rozesłaniu apostołów, przenosi nas na dziedziniec Heroda, by przypomnieć śmierć Jana Chrzciciela.

Ewangelista opowiada nam wpierw o tym, że imię Zbawiciela rozprzestrzeniało się coraz dalej, ale jednocześnie powodowało masę pytań o to, Kim jest Jezus. Niektórzy uważali Go za Eliasza, czyli znak wyswobodzenia dla uciśnionych. Tego, który wyprowadzi lud spod ręki ciemiężyciela, czyli Izrael spod niewoli rzymskiej. Dla Heroda był to zmartwychwstały Jan Chrzciciel, którego kazał wcześniej ściąć – po tych słowach Ewangelista przytacza, jak został zabity ostatni prorok.

Osobą odpowiedzialną za męczeństwo Jana była Herodiada. Nie był to spontaniczny akt nienawiści, lecz od dłuższego czasu planowana intryga. Jak pisze Marek: Herodiada zawzięła się na niego i chciała go zgładzić, lecz nie mogła. Jej plan był o tyle perfidny, że posłała swoją córkę, aby tańczyła przed Herodem. Należy tutaj zaznaczyć, że w ówczesnym Rzymie bale odbywały się w dwóch salach – jednej przeznaczonej dla mężczyzn, a drugiej dla kobiet. Tańcami, które odbywały się po stronie męskiej, trudniły się w tym czasie prostytutki. Herodiada pokazuje, do jak wielkiego upodlenia dochodzi człowiek, który pała nienawiścią: była gotowa poniżyć swoją córkę, by ta zabawiała swoim tańcem ojczyma i pozostałych gości.

Jan Chrzciciel pełni tu rolę znaku sprzeciwu wobec zachowania Heroda. Nie boi się nazwać grzechem tego, co robi tetrarcha. Taką postawę przypłaca życiem. Z kolei Herod przyjmuje postawę odwrotną do tego, o czym mówi nam czytanie z Mądrości Syracha. Mimo tego, że czuł lęk przed Janem, widząc, że jest mężem prawym i świętym, nie kierował się bojaźnią. Żądze oraz doczesność przysłoniły mu to, czym rzeczywiście powinien się kierować. Tetrarcha sam wie, że ma do czynienia z kimś świętym, ale nie jest to dla niego wystarczające, by się opanować. Działa owładnięty pychą, na sposób ludzki – to prowadzi do tragedii.

Sobota, 05.02.2022 r. – wspomnienie św. Agaty, dziewicy i męczennicy

Pierwsze czytanie: 1 Krl 3, 4-13

Bóg zwraca się do Salomona w inny sposób niż do poprzednich królów. Przychodzi do niego we śnie, po tym jak złożył niebagatelną ofiarę całopalną. Jest to zupełnie inna forma komunikacji. Wcześniej Bóg mówił do Dawida przez proroków, tymczasem do Salomona zwraca się bezpośrednio – we śnie.

Serce pełne rozsądku – jest to dar, o który prosi Boga nowy król Izraela. Jest to mądrość w sensie moralnym i intelektualnym. Służyć ma do rozstrzygania sporów sądowych. Prośba króla Salomona nie ma charakteru indywidualnego. Jego dar ma służyć całemu ludowi. Mądrość w rozumieniu starotestamentalnym dotyczyła postępowania według inspiracji Bożej. W prośbie Salomona jest widoczna roztropność. Sam o sobie stwierdza, że jest młody i nie umie rządzić.

Prośba króla podoba się Bogu. Zaznacza On, że to właśnie Salomon wychodzi z propozycją troski o swoje królestwo. Jest to świetne wypełnienie Bożego prawa, o którym powie Jezus (por. Mt 6, 33). Dbałość o Królestwo Niebieskie powoduje, że wszystko inne zostanie dodane. Tak długo jak Salomon używa swego daru, podporządkowując się Bożej wiedzy, tak długo otrzymuje błogosławieństwa od Pana.

Psalm responsoryjny: Ps 119, 9-10.11-12.13-14

W Psalmie 119 jest mowa o głoszeniu królestwa. Psalmista opowiada swoimi wargami – tego będzie wymagał Jezus, by głosić Ewangelię całemu światu. Jest to postawa apostoła, głosiciela Słowa. Głoszący opowiada wszystkie wyroki ust Twoich – głosi więc Prawdę każdemu, w porę i nie w porę.

Droga psalmisty jest jednak długa. Nie kończy się jedynie na głoszeniu chwały Pana i przestrzeganiu Jego wyroków. W psalmie słyszymy: z całego serca szukam Ciebie. Następne wersety pokazują drogę do bycia z Bogiem. Mimo doskonałości moralnej psalmisty nie jest to osiągnięcie ostatecznego celu. To droga, która trwa. By bardziej to uwypuklić, warto spojrzeć na historię bogatego młodzieńca (Mt 19, 16-22).

Doskonałość moralna, którą reprezentuje młodzieniec, nie spowodowała, że Jezus zabrał go ze sobą. Chrystus zażądał czegoś więcej, na co młody człowiek nie przystał. Ostatecznie odszedł zasmucony. Traktował swoje postępowanie jako coś, co już wieńczy proces zbawienia. Psalmista – odwrotnie: ma świadomość, że przestrzeganie prawa, odkrywanie drogi wskazanej przez Boga, to dopiero droga, która doprowadzi go do zbawienia.

Ewangelia: Mk 6, 30-34

Po rozesłaniu apostołów przychodzi czas na zebranie żniwa. Uczniowie Jezusa przychodzą z powrotem, by opowiedzieć Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. Jest to ważny element formacji apostołów – nie głoszą oni na własną rękę, lecz towarzyszą Jezusowi w Jego misji. W odpowiedzi otrzymują zachętę, by odpocząć na pustkowiu. Jest to prośba, by uczniowie oddalili się w miejsce odosobnione i stanowili tam wspólnotę. Wychodzą na miejsce, na które również wyszedł Zbawiciel przed rozpoczęciem swojej działalności. Pustynia jest rzeczywistością, w której mówi Bóg. Odpoczynek apostołów nie jest jedynie regeneracją po długim okresie głoszenia i fizycznej pracy. To również czas, w którym mają wsłuchać się w głos Boga, by ze świeżością serca i ducha mogli iść dalej.

Ostatecznie, plan ten zostaje udaremniony. Ludzie, gdy tylko widzą, dokąd zmierza Jezus, biegną za Nim, nawet Go wyprzedzając. W ten sposób pustkowie staje się miejscem pełnym życia. Chrystus jest Tym, który zamienia pustynie w oazy. Miejsca martwe zamienia w żyjące na nowo. Nadaje życie człowiekowi w tych sferach, które wydają się być już pogrzebane. Przemiana pustkowia w miejsce pełne ludzi jest symboliczne. Wiara w Jezusa jest tym, co daje nam życie.

Komentarze do czytań – III TYDZIEŃ ZWYKŁY | od 23 do 29 stycznia 2022 r. - s. Ewa Maria od Męki Pańskiej OCD
Komentarze do czytań – V TYDZIEŃ ZWYKŁY | od 6 do 12 lutego 2022 r. - Agnieszka Wawryniuk