Niedziela, 24.04.2022 r. – Niedziela Miłosierdzia Bożego

Pierwsze czytanie: Dz 5, 12-16

W II niedzielę Wielkanocy Kościół zaprasza nas do uwielbiania największego przymiotu Boga, jakim jest Jego miłosierdzie. Już pierwsze czytanie to jakby jednym tchem zdana relacja autora natchnionego o wydarzeniach w Jeruzalem, które się działy za sprawą apostołów. Przez ich ręce dokonywane były cuda. Wszyscy odzyskiwali zdrowie. Coraz większa liczba ludzi uznawała Jezusa za swego Pana i Zbawiciela. Rozważając tę perykopę, wyczuwa się atmosferę powszechnie panującej radości. Świadczą o tym takie słowa jak: wiele znaków i cudów, wszyscy razem, coraz większa liczba, wielu ludzi z sąsiednich miejscowości.

Źródłem radości i wszelkiego szczęścia jest bowiem Boże Miłosierdzie. Ono nie zna granic. Pragnie uzdrawiać każdego człowieka, ludzkość, nie wyłączając nikogo. Ten fragment to jakby okrzyk radości całego Kościoła. To świadectwo o Bogu, który żyje, jest wśród nas i hojnie szafuje łaskami swojego miłosierdzia. Misja Chrystusa miłosiernego nadal trwa, bo On zmartwychwstał i pozostaje z nami aż do skończenia świata. Dlatego tym bardziej dzisiaj, w Święto Miłosierdzia, radujmy się dobrocią Boga i dziękujmy Mu z całego serca za wszystkie otrzymane dotąd łaski.

Psalm responsoryjny: Ps 118, 2-4. 22-24. 25-27a

Dziękujcie Panu, bo jest miłosierny, zwłaszcza dzisiaj, w Święto Miłosierdzia. Oto dzień, który Pan uczynił, radujmy się nim i weselmy. Czy potrafię dostrzec działanie Boga miłosiernego w moim życiu? Czy ucieszyłem się choć raz z daru przebaczenia mi grzechów, wlania w serce otuchy i nadziei? Psalmista doświadczył Bożego miłosierdzia i dlatego wypełnia go radość oraz duch wdzięczności. Pragnie, abyśmy i my włączyli się w jego modlitwę uwielbienia, aby wszyscy wyznawcy Pana głosili, że Jego łaska na wieki. Hebrajski termin ḥeseḏ, tłumaczony jako łaska, oznacza przede wszystkim wierną miłość. Bóg, który został zdradzony przez człowieka, który został odrzucony jak kamień przez budujących, nie odpłacił tym samym, lecz stał się fundamentem naszego zbawienia, gdyż hojnie obdarzył nas przebaczeniem. Dlatego dziękujmy Panu za cuda Jego miłosierdzia.

Drugie czytanie: Ap 1, 9-11a. 12-13. 17-19

Apokalipsa. To słowo zapewne nie raz budzi lęk. Tymczasem… To księga ukazująca zwycięstwo Boga nad złem. To objawienie prawdziwego oblicza Boga, które jest miłosierne. Bóg bowiem współcierpi z prześladowanym Kościołem, z zesłanym na wyspę Patmos Janem, będącym już w podeszłym wieku. Jednocześnie kieruje za jego pośrednictwem do siedmiu wspólnot orędzie nadziei. Przez sposób, w jaki objawia siebie, zachęca, by poszczególne wspólnoty lokalne patrzyły na obecne trudne wydarzenia dokonujące się w świecie bardziej oczami Bożymi, a nie tylko po ludzku. Przypomina o swojej obecności pośród świeczników – siedmiu wspólnot Kościoła, których powołaniem jest dawać światło tam, gdzie panuje ciemność. To światło wspólnoty lokalne czerpią nie z siebie, nie z własnej mocy, ale ze Zmartwychwstałego Chrystusa (Syna Człowieczego). Zwycięski Jezus, który jest Początkiem i Końcem, zdobył klucze śmierci i Otchłani, czyli ma nad nimi władzę. Był umarły, ale ożył i żyje na wieki wieków. Dlatego nie potrzeba się bać. Podobnie jak wtedy, tak i dzisiaj mówi do nas Chrystus, do każdego z nas: Przestań się lękać!

Ewangelia: J 20, 19-31

Dzisiejsza Ewangelia mówi o czymś niezwykle istotnym – o ranach Miłosierdzia. One nie tylko dla Tomasza, ale i dla pozostałych apostołów były dowodem autentyczności ukazującego się Chrystusa. Kiedy Jezus przyszedł do wystraszonych uczniów, mówiąc: Pokój wam, nie słychać odpowiedzi z ich strony. Dopiero wtedy, kiedy Chrystus pokazał im swoje ręce i bok, zobaczyli Go i uradowali się Jego obecnością (werset 20). Dopiero wtedy byli w stanie przyjąć ofiarowany im dar pokoju i moc Ducha Świętego, by kontynuować misję Jezusa – misję Jego miłosierdzia, misję odpuszczania grzechów lub dla opamiętania grzesznika zatrzymywania ich. Dopiero wtedy, kiedy zobaczyli rany Zmartwychwstałego… To świadczy o ogromnej sile lęku w apostołach, ale i o mocy płynącej z rozważania ran Chrystusa.

A jak to wygląda u nas? Spójrzmy na naszą codzienność. Ileż w nas jest niepokojów o dalsze losy swoje, bliskich i świata? Ileż w nas jeszcze pozamykanych drzwi i jednocześnie ogromnej tęsknoty za spotkaniem z żywym Bogiem… Chrystus zna nasze bolączki. Przychodzi z darem swojego miłosierdzia. Przychodzi zwycięski, ze śladami męki na swoich rękach, nogach i z przebitym bokiem, byśmy nie wątpili Jego słowom, lecz uwierzyli Miłosierdziu, patrząc na Jego rany. Przychodzi, odsłaniając przed nami swoje ręce i bok, pokazuje rany, które są przypieczętowaniem wyznania miłości Boga do człowieka. Czy jestem w stanie, jak święty Tomasz, wyznać całym sercem, wpatrując się w te święte rany Chrystusa: Pan mój i Bóg mój?

Poniedziałek, 25.04.2022 r. – święto Świętego Marka, Ewangelisty

Pierwsze czytanie: 1 P 5, 5b-14

Jak żyć w chwilach cierpienia? Jak radzić sobie z troskami? Dzisiaj Kościół, czyli każdy ochrzczony, także ja, dostaje od świętego Piotra konkretne wskazówki.

Po pierwsze, radzi, abyśmy byli pokorni, czyli przyznali się do swojej bezradności i mocną wiarą, tj.: z pełnym zaufaniem powierzyli Panu Bogu wszystkie swoje zmartwienia. Taka postawa pokory jest wręcz konieczna, gdyż mamy poważnego przeciwnika. Szatan szuka, kogo pożreć, czyli pogrążyć w rozpaczy, w beznadziei, w przekonaniu, że już nie ma wyjścia z danej sytuacji. Tymczasem właśnie Bóg pokornych bierze w swoją obronę. Jest dla nich charis, czyli łaskawy. To greckie słowo oznacza również miłość, pomyślność, szczęście. Zatem przedstawiając Bogu nasze troski, dajemy Mu możliwość przyjścia nam z pomocą, a w konsekwencji obdarowania nas pomyślnym załatwieniem różnych problemów, odzyskaniem radości, nadziei i pokoju serca nawet w czasie bólu.

Po drugie, dobrze jest spojrzeć na cierpienie oczami Boga, czyli przyjąć czas trudów jako okazję do głębszego zjednoczenia z Nim, do oczyszczenia nas z pychy, do nabywania cnót cierpliwości, bezinteresownej miłości.

I wreszcie, po trzecie, pamiętać, że Bóg nas powołał do swojej wiecznej chwały w Chrystusie. Cierpienie, które nas spotyka, trwa naprawdę krótko w porównaniu ze szczęściem wiecznym, które na nas czeka.

Psalm responsoryjny: Ps 89, 2-3. 6-7. 16-17

Autor Psalmu 89 jest zachwycony wiernością Bożego miłosierdzia. Znamienne, że swoją pieśń uwielbienia rozpoczyna (w tekście oryginalnym) od słowa: ḥeseḏ, które po hebrajsku oznacza łaskawość, dobroć, życzliwość. Jednak pośród kilku jeszcze innych słów wskazujących na miłosierdzie, jak rahămîm, hēn, hānan, cechą charakterystyczną ḥeseḏ jest odniesienie do wierności. Zatem łaskawy Bóg oznacza także wierny. Wierny sobie, wierny człowiekowi. Dlatego Psalmista już na samym początku utworu, kiedy dzieli się z nami pragnieniem swego serca, by na wieki wychwalać łaskę Pana i wierność Jego sławić przez wszystkie pokolenia, wyraża jedną prawdę na dwa sposoby. Imię Boga to wierne miłosierdzie. Psalmista zdaje sobie sprawę, że nikogo takiego drugiego jak Bóg nie znajdzie w całym wszechświecie ani na niebiosach, ani na ziemi wśród ludzi. Stąd śpiewa: …któż na obłokach będzie równy Panu, kto z synów Bożych będzie doń podobny? To Boże miłosierdzie, które jest wierne pomimo zdrad ze strony człowieka, nie zna granic, jest na wieki ugruntowane. Szczęśliwy człowiek, który potrafi ucieszyć się Bogiem bogatym w miłosierdzie i wierność. Błogosławiona osoba, która odkrywa w swoim życiu, w swojej historii zbawienia działanie Boga – wiernego i pełnego łaski.

Ewangelia: Mk 16, 15-20

Dzisiaj, w święto św. Marka, Kościół w Liturgii Słowa przybliża nam nie tylko osobę apostoła, ale przede wszystkim zwraca uwagę na tajemnicę Bożego miłosierdzia. Nakaz głoszenia Ewangelii jest bowiem przekazywaniem następnym pokoleniom, ludom i narodom kerygmatu Miłosierdzia o Bogu bogatym w łaskę, dokonującym wielkich dzieł zbawienia w ukrzyżowanym i zmartwychwstałym Jezusie. To miłosierdzie Boże jest bardzo hojne w szafowaniu darami. Jezus daje obietnicę wszystkim, którzy uwierzą Jego miłości, że otrzymają moc samego Boga i staną się świadkami cudów. Chrystus pragnie, aby to orędzie o Bogu, który dokonał zbawienia, było głoszone wszelkiemu stworzeniu, czyli nawet istotom nierozumnym. Może to być tzw. przesadnia (hiperbola), ale ona pokazuje, jak bardzo Jezusowi zależy na tym, aby cały świat poznał Jego miłosierną miłość.

I tak jak niegdyś z apostołami, tak i teraz Chrystus współdziała z tymi, którzy głoszą Ewangelię miłosierdzia czynem, słowem i modlitwą. Potwierdza autentyczność nauki licznymi znakami i cudami, zwłaszcza tymi duchowymi, jak np. przemianą ludzkich serc. Misja Miłosierdzia nadal trwa. Czy jestem gotowy włączyć się w to dzieło zdobywania dusz dla Boga?

 

Wtorek, 26.04.2022 r. – Uroczystość Św. Wojciecha, biskupa i męczennika, głównego patrona Polski

Pierwsze czytanie: Dz 1, 3-8

Dzisiejsza Liturgia Słowa daje jasne pouczenie, czego najbardziej powinniśmy pragnąć w swoim życiu, czego oczekiwać i dlaczego. Otóż uczniowie Jezusa, jak zresztą każdy wyznawca judaizmu, pragnęli wyzwolenia Izraela spod okupacji rzymskiej. To zrozumiałe. Spodziewali się po Chrystusie, że przyniesie On wyzwolenie spod jarzma Imperium Rzymskiego. Tymczasem Jezus zwraca uwagę, że źródłem wolności ojczyzny nie są działania polityczne. To nie królowie tego świata, ale Ojciec Niebieski panuje nad wszystkim. Zadaniem uczniów Chrystusa jest pragnąć łaski chrztu w Duchu Świętym. Dlaczego? Bo tylko Jego mocą, mocą Ducha Świętego, może się zmienić oblicze tej ziemi. Misją chrześcijan jest w każdych warunkach geopolitycznych nieść orędzie o Bogu rozmiłowanym w człowieku i sprawy tego świata oddawać w ręce Ojca. On resztą się zajmie. Tę dzisiejszą perykopę śmiało można by streścić w słowach Jezusa, zapisanych w 6 rozdziale Ewangelii Mateusza: Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane (6, 33).

Psalm responsoryjny: Ps 126, 1b-2b. 2c-3. 4-5. 6

Psalm 126, w numeracji grecko – łacińskiej 125, wchodzi w skład piętnastu (od 120 – 135) psalmów stopni. Co to znaczy? Jest wiele interpretacji etymologii pieśni gradualnych. Jedni uważają, że były one śpiewane przez Izraelitów zdążających po stromych drogach do Jerozolimy i po stopniach do Świątyni Jerozolimskiej. Inni znawcy wskazują na charakterystyczną budowę literacką tych utworów, przypominających „stopnie”, jako że ostatnie słowa jednego wiersza (zdarza się) stanowią pierwsze w wierszu następnym. Jeszcze inni, nawiązując do tradycji żydowskiej pochodzącej z Miszny (komentarza do Tory), mówią o lewitach, którzy śpiewali te pieśni, wchodząc po schodach do Świątyni. Nie wdając się w te dysputy, można zauważyć, że są to pieśni wykonywane w drodze. Zachęcają do tańca. Ich motywem wiodącym jest radość płynąca z doświadczenia miłosierdzia Boga, który okazał swoje zmiłowanie narodowi wybranemu, czy też danej konkretnej osobie, wybawiając z niewoli, ucisku, z sytuacji pełnej cierpienia, której końca nie było widać.

I oto nadszedł dzień, kiedy Pan odmienił losy Syjonu (Ps 126). Doświadczenie bycia uwolnionym stało się tak niesamowite, że aż trudno było w nie uwierzyć. Wydawało się ono być snem. Wielkie rzeczy, jakie Pan uczynił, stały się powodem ogromnej, powszechnej radości i zdumienia nawet wśród innych narodów. Dlatego nawet poganie stwierdzali fakt, że wielkodusznie postąpił z nimi Pan (w. 2). To jeden z wielu biblijnych fragmentów, który doświadczenie miłosierdzia Bożego ściśle wiąże z radością i weselem (zob. np.: Łk 15). Pokazuje, jak Boża dobroć może przekroczyć najśmielsze ludzkie oczekiwania.

Jaka nauka płynie dla nas z tego psalmu? Chociaż pod względem historycznym ten fragment może opisywać radość Izraela po wyzwoleniu z niewoli babilońskiej, jednak jako perykopa biblijna zawiera uniwersalne przesłanie. Oto każdy z nas może liczyć na Boże miłosierdzie, zwłaszcza w chwilach trudnych, czy też w czasie trwania w niewoli grzechu. Ten psalm niesie nadzieję. Z pożytkiem dla siebie mogą nim modlić się osoby podejmujące walkę z nałogami. Ten utwór może też śmiało być czytany przez wszystkich podejmujących trud głoszenia Słowa Bożego, którzy nie widzą owoców swej duszpasterskiej i misyjnej posługi. Jeśli wyschnięte koryta strumieni na Południu (na pustyni Negeb) deszcz zamienia w wartki nurt rzeki (w. 4), to podobnie ludzkie serca zemdlałe, zanieczyszczone grzechami, nałogami, czy też serca tych, do których zostaliśmy posłani z wezwaniem nawrócenia, mogą stać się piękne i odnowione dzięki odmieniającej życie Bożej łasce. Potrzeba tylko zaufać Bogu, bo kto we łzach sieje, żąć będzie w radości (w. 5).

Drugie czytanie: Flp 1, 20c-30

List do Filipian powstał w więzieniu (Flp 1, 7.12-13.17), najprawdopodobniej w Efezie, podczas trzeciej wyprawy misyjnej św. Pawła. Jest napisany w bardzo serdecznym tonie, co nie dziwi, zważywszy na fakt, że żadna wspólnota chrześcijan nie udzieliła mu tyle pomocy, co mieszkańcy Filippi (zob. Flp 4, 10.15.18). Dzięki takiej postawie stali się wspaniałomyślnymi współpracownikami Pawła w szerzeniu Ewangelii. Dlatego też Apostoł Narodów kieruje do nich szczególne wyrazy podziękowania. Jednak nie poprzestaje na tym. Dla Niego żyć to Chrystus, a umrzeć to zysk. Toteż każdą chwilę swego życia przeznacza na obwieszczanie światu Dobrej Nowiny. Swe osobiste wątki przeplata podkreślaniem wielkości Bożego miłosierdzia i wyznaniami swego serca, w którym pali się ogień pragnienia głoszenia Ewangelii. Dobrze to widać w dzisiejszym drugim czytaniu, w którym motywy przyjaźni Pawła z Filipianami stanowią zaledwie tło.

Na pierwszy plan wysuwa się jego przeogromna radość płynąca z faktu, że o Chrystusie się mówi, że Ewangelia jest głoszona. A to dla Apostoła Narodów jest najważniejsze. To jego największe pragnienie serca. On sam został zdobyty przez Jezusa (zob. Flp 3, 12) i wie, jak wielkim szczęściem jest Go poznać i do Niego należeć. Doświadczenie Jego miłosierdzia sprawiło, że chce się Nim dzielić z innymi, zdobywać cały świat, wszystkich ludzi dla Jego chwały. Z tej pasji Bogiem wypływa jego niespożyta energia i odwaga do tego stopnia, że nie boi się śmierci. Jest gotowy na wszystko. Totalnie zaufał Chrystusowi. Owszem, chciałby jeszcze się spotkać z mieszkańcami Filippi. Czuje względem nich ogromną wdzięczność. Ponadto widzi, że pomimo całej swej tęsknoty za Chrystusem, „pozostawanie w ciele”, czyli pełnienie misji ewangelizacyjnej na ziemi jest z wielkim pożytkiem dla powstałych wspólnot chrześcijańskich. Zgadza się więc na wszystko, co da mu Chrystus przez decyzję sądu. Pragnie jednego: chwały Bożej, czy to w życiu, czy w męczeństwie i śmierci. Całym sercem chce, aby w Filipianach wzrastała wiara, radość a nawet pokorna duma z powodu poznania Osoby Jezusa Chrystusa.

Ojcowskim, pełnym miłości wyczuwalnym tonem zwraca się do swych przyjaciół – Filipian, aby sprawowali się w sposób godny Ewangelii Chrystusowej, tłumacząc zarazem, co to oznacza w praktyce życia. Zachęca, aby w niczym nie dali się zastraszyć przeciwnikom zbawienia i podobnie jak on, z całą otwartością przeżywali wszelkie trudy dla szerzenia królestwa niebieskiego. Użyte tu greckie słowo: paschō zawiera w sobie przebogatą teologię i symbolikę paschy, począwszy od Starego Testamentu aż po dzieło odkupienia dokonane przez Jezusa Chrystusa. W ten sposób Autor Listu do Filipian pragnie zaznaczyć, że warto cierpieć dla Chrystusa, tj. przeżywać ból z powodu umierania w nas starego człowieka i rodzenia się nowego, do życia w jedności z Jezusem, jedynym naszym Zbawicielem. Przez zastosowanie tego czasownika pragnie również zwrócić uwagę, że przeżywając cierpienie z powodu Chrystusa i Jego Ewangelii, stajemy się podobni do samego Odkupiciela. Jeszcze bardziej jednoczymy się z Nim. Dlatego Paweł wręcz zagrzewa członków wspólnoty Filipian do wspólnej walki o wiarę w Ewangelię. Cierpieć bowiem z powodu Chrystusa i dla Niego to łaska. Tu Autor użył czasownika: charidzomai, które dosłownie można by oddać jako: łaskawić, dawać łaskę, obdarowywać miłością, miłosierdziem. Tak rozumiana łaska cierpienia staje się powodem radości, ponieważ wyraźnie wskazuje na fakt, że trudząc się dla królestwa Bożego, nie jesteśmy sami. Miłosierny Bóg jest stałym naszym Towarzyszem. To z miłosierdzia Boga jesteśmy powołani do głoszenia Dobrej Nowiny. To z Bożej łaskawości mamy możliwość naśladowania Jezusa także w Jego trudach objawiania światu prawdziwego oblicza Ojca. To dzięki Bożej dobroci, podejmując apostolską działalność, coraz bardziej jednoczymy się z Chrystusem cierpiącym. Wreszcie, to właśnie Boże miłosierdzie daje nam siłę radości nawet w czasach prześladowań.

Ewangelia: J 12, 24-26

Właściwie zawsze mówi się o oddawaniu czci Bogu przez ludzi. I słusznie. Jednak dzisiejsza Ewangelia może zaskoczyć niejednego słuchacza. W słowach Jezusa pada obietnica o uczczeniu człowieka przez Boga (w. 26c). Jak to możliwe? Jak rozumieć grecki czasownik timaō? Występuje on w jeszcze kilku fragmentach Ewangelii według św. Jana (4, 44; czterokrotnie w 5, 23; 8, 49). Jego zaprzeczeniem jest postawa odrzucenia, znieważania, lekceważenia. Analiza choćby tylko paru wymienionych passusów pozwala stwierdzić, że słowo „uczcić” oznacza nie tylko okazać szacunek. Ono przede wszystkim określa relację miłości, przyjaźni, wzajemnego zaufania. Uczcić to przyjąć z miłością, wprowadzić do siebie, w przestrzeń swego życia, mieszkania. To jakby przytulić kogoś.

Chrystus doświadczył tego od swojego Ojca (J 5, 23). Ten sam zaszczyt czeka na wszystkich, którzy staną się tacy, jak Jezus. Co to oznacza? Cała ta dzisiejsza perykopa stanowi jakby odpowiedź na pytanie, co to znaczy stać się „drugim Chrystusem”. Jaki jest warunek dostąpienia tej chwały, jaką cieszy się Syn Boży? I gdzie jestem ja, tam i sługa mój będzie (dosłowne tłumaczenie własne z greckiego oryginału, w. 26b). Ten zapis, powiedzielibyśmy, jest w stylu semickim. Słowa: jestem ja, pokrywają się ze słowami: sługa mój. Taki układ graficzny ma szalenie ważne przesłanie. Osoba, która jest gotowa oddać swoje życie dla sprawy Królestwa Niebieskiego, jest jak Chrystus. Każdy, kto obumiera choćby np. przez przekreślenie swoich planów, marzeń ze względu na troskę o ratowanie nieśmiertelnych dusz od potępienia, upodabnia się do Jezusa. Człowiek, który całkowicie ufa Bogu Ojcu i czyni Jego wolę, choćby nawet wiązało się to z męczeńską śmiercią, uczestniczy w dziele zbawienia, dokonanego przez Jezusa Chrystusa. Ziarnem pszenicznym, które wpadło w ziemię i obumarło, przynosząc plon obfity, jest najpierw sam Jezus. Następnie wszyscy ci, którzy radykalnie poszli za Nim, zostawiając wszystko, byle zdobyć świat dla Boga. Takich zapaleńców Bożych czeka sowita nagroda. Nie tylko życie wieczne, ale i chwała. Nie tylko radość Nieba, ale i bycie uczczonym przez Boga, wprowadzonym w Jego wewnętrzne życie pełne miłości i szczęścia. W obliczu takiej perspektywy wszelka siła cierpienia słabnie. Doskonale to rozumiał Patron dnia dzisiejszego: św. Wojciech. Czy jest we mnie pragnienie wpisania się w poczet tych Szczęśliwców, uczczonych przez samego Boga Ojca?

Środa, 27.04.2022 r.

Pierwsze czytanie: Dz 5, 17-26

Ludzka zazdrość jest bardzo niebezpieczna. Potrafi wyrządzić krzywdę drugiemu człowiekowi. Doświadczyli tego „na własnej skórze” apostołowie. Saduceusze, czyli arystokracja żydowska z arcykapłanem na czele, zaaresztowali Piotra i jego towarzyszy, wtrącając do więzienia. Nie tylko nie wierzyli w zmartwychwstanie ciała, zatem nie chcieli słuchać o jakimś Jezusie, który powstał z grobu, ale także nie potrafili pogodzić się z rosnącą sławą tych prostych rybaków z Galilei, którzy zdobywali serca coraz większej liczby słuchaczy. Byli wręcz dzelos – czyli wściekli. Po prostu w nich aż wrzało.

Bóg jednak jest potężniejszy od ludzkiej złości i nienawiści. Anioł Pański otworzył bramy więzienia, nakazując apostołom, jak niegdyś Chrystus w Wieczerniku, iść i głosić wszystkie słowa o tym życiu. W oryginalnym tekście greckim zostały użyte słowa: ʿrēmata tēs dzōēs, co oznacza głosić wydarzenia życia, zbawcze dzieła Boga. Innymi słowy Anioł Pański polecił, aby apostołowie szli i głosili, że Chrystus zmartwychwstał i żyje. I my również nie lękajmy się przeciwników Kościoła, ale z wiarą i odwagą głośmy naukę Chrystusa, tj. Ewangelię życia.

Psalm responsoryjny: Ps 34, 2-3. 4-5. 6-7. 8-9

Psalm ten nawiązuje do wydarzeń opisanych w Pierwszej Księdze Samuela 21.11-16. Dawid, by chronić swoje życie, musiał uciekać przed pełnym zazdrości Saulem, który nie potrafił ucieszyć się zwycięstwami swojego podwładnego, lecz czyhał na życie walecznego pasterza owiec. Ocalał z rąk Saula, uratował także swoje życie od wrogiego filistyńskiego króla Gat: Achisza, udając szaleńca. Po tak bolesnych i trudnych wydarzeniach, znajdując ocalenie i bezpieczeństwo w jaskini Adullam, przyszły król izraelski wyśpiewuje pieśń dziękczynienia i uwielbienia Boga za Jego sprawiedliwe miłosierdzie. Co to znaczy? Psalmista zwraca uwagę, że Bóg zawsze staje w obronie ufających Mu i błagających o zmiłowanie. Pochyla się nad nieszczęściem człowieka i wysłuchuje błagalnych próśb uciśnionego. Staje po stronie sprawiedliwych i złamanych na duchu, a przeciwstawia się przewrotnym i popełniającym zło. Dlatego zachęca dzisiaj także nas, abyśmy razem z nim wysławiali Pana, wspólnie wywyższali Jego imię i nasycali się Jego miłosierdziem. W wezwaniu: skosztujcie i zobaczcie jak Pan jest dobry, zostało użyte hebrajskie słowo: ḥeseḏ, które oznacza wierną miłość, ojcowską opiekę nad słabym dzieckiem. Toteż nic dziwnego, że szczęśliwy człowiek, który znajduje w Nim ucieczkę.

Ewangelia: J 3, 16-21

Dzisiejsza Ewangelia to gorzka prawda o odrzuconej przez człowieka miłości Boga. W słowo „świat” równie dobrze każdy z nas może wstawić własne imię. Bóg tak mnie umiłował, że pozwolił na mękę i śmierć własnego umiłowanego Syna – Jedynaka, abym ja mógł być szczęśliwy na wieki. Problem jednak w tym, że ludzie, czyli także i ja, bardziej umiłowali ciemność. Czyż krew Boga, wylana za mnie na krzyżu, ma być zmarnowana? Czy będę trwał w stanie grzechu poznając, jak Bóg mnie ukochał? Może wreszcie czas uwierzyć miłości Jezusa i zacząć żyć w świetle…

Czwartek, 28.04.2022 r.

Pierwsze czytanie: Dz 5, 27-33

Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi. Jakaż siła wiary i odwaga została wyrażona w tych słowach pierwszego papieża Kościoła! Ależ człowiek pod wpływem działania Ducha Świętego potrafi się zmienić. Piotr – ten, który przed męką Jezusa przestraszył się zwykłej służącej i z lęku zaparł się swego Mistrza, teraz pełen mocy Trzeciej Osoby Trójcy Świętej, broni Chrystusa i to z taką mocą, że potrafi powiedzieć wprost do swych przełożonych, że to oni zabili Mesjasza. Jakaż w Piotrze ogromna również świadomość, że to nie on sam działa, lecz jego siła płynie z bycia w jedności z Duchem Świętym. Do tego jeszcze otwarcie wykazuje, kto ma w sobie Ducha Bożego. Są to ci, którzy okazują posłuszeństwo wiary Panu Bogu. Tymczasem członkom Sanhedrynu daleko do takiej postawy.

Ten dzisiejszy fragment biblijny to bardzo cenna nauka dla nas. Jeśli pragniemy z mocą świadczyć o Chrystusie, jeśli chcemy wybierać bardziej to, co Boże niż to, co ludzkie, potrzeba życia w jedności z Duchem Świętym. Potrzeba z naszej strony postawy posłuszeństwa Bogu. Módlmy się więc codziennie o wszelkie dary i owoce Ducha Świętego, abyśmy jak Piotr, jak pozostali apostołowie, potrafili przeciwstawiać się złu i zawsze stawać w obronie Najwyższej Prawdy.

Psalm responsoryjny: Ps 34, 2 i 9. 17-18. 19-20

Dzisiejszy psalm responsoryjny zawiera najważniejsze przesłanie całej pieśni Dawida uciekającego przed czyhającym na jego życie królem Saulem. Radość i słowa dziękczynne płynące z ufności w miłosierdzie Boga, które jest szczególnie wrażliwe na wołanie prześladowanych, uciśnionych, wołających o pomoc – oto główny wątek utworu.

Spójrzmy jednak na całość Psalmu 34. Autor już w trzech początkowych wersetach używa aż sześciu słów wyrażających postawę uwielbienia i wychwalania Pana. On pragnie całym sobą błogosławić Boga, ogłaszać Jego chwałę, chlubić się Nim i wywyższać. Tej radości nie może powstrzymać w sobie, dlatego zachęca innych, by wspólnie z Nim sławili Boże miłosierdzie, karmili się dobrocią (ḥeseḏ) Pana. eseḏ bowiem oznacza stałą dyspozycję Boga do brania w obronę najsłabszych, do zbawiania i okazywania wiernej miłości. Można zadać pytanie, skąd u Dawida tyle radości? Przecież znajduje się w bardzo niebezpiecznej sytuacji. Ciągle zagraża mu śmierć. Jednak pogromca Goliata, ten, który pobił dziesiątki tysięcy (zob. 1 Sm 11, 12), już nie raz doświadczył, jak warto zaufać Bożemu miłosierdziu, które wybawia i uwalnia, czyli nigdy nie pozostawia bez obrony sprawiedliwych, bogobojnych, skruszonych w sercu, złamanych na duchu. Psalmista wielokrotnie podkreśla natychmiastową reakcję Boga na wołanie prześladowanego (wersety: 5, 7, 17, 19, 20, 23). Obrazowo opisuje, jak bardzo Bóg całym Sobą skoncentrowany jest na człowieku, który liczy na Jego miłosierną dobroć. Oczy Pana zwrócone są ku sprawiedliwym, a uszy Jego na ich wołanie (w. 16), strzeże On wszystkich jego kości (w. 21a). Dlatego w sytuacji cierpienia nie należy się załamywać, nie należy skupiać swej uwagi na bólu, lecz skierować swój wzrok na Pana. Autor woła zachęcająco: Spójrzcie na Niego (w. 6). Szczęśliwy człowiek, który się do Niego ucieka (w. 9). Taka postawa zaufania Bogu jest też receptą na szczęśliwe życie. Pytanie Psalmisty: Jakim ma być człowiek…, by zażywać szczęścia? – zostaje umieszczone w samym centrum utworu. Jest to bowiem podstawowe pytanie każdego z nas. Odpowiedzią jest właśnie zaufanie miłosiernemu Bogu, wyrażone w posłuszeństwie Jego woli, czynieniu dobra, unikaniu zła (w. 15), powstrzymaniu się od grzechów języka (w. 14), dążeniu do tego, co służy jedności i pokojowi (w. 15). W ten sposób Psalm 34 staje się pieśnią nadziei udręczonego cierpieniem człowieka, który śmiało, z sercem pełnym wiary może powtórzyć za Psalmistą: Wiele nieszczęść spada na sprawiedliwego; lecz ze wszystkich Pan go uwalnia (w. 20).

Ewangelia: J 3, 31-36

Dzisiejsza Ewangelia zawiera autoprezentację Jezusa o Jego misji. Mówi, że przyszedł z wysoka, panuje nad wszystkim, a więc jest Panem wszelkiego stworzenia. Nie przemawia po ziemsku, ale z mocą Ducha Bożego. Jego misją jest ukazać nie tylko swoim współczesnym, ale ludziom wszystkich czasów, prawdziwe oblicze Ojca. Czyni to całym Sobą, przez swoje słowa i nauczanie poparte cudami, przez dzieło odkupienia. Zaświadcza On o tym, co widział i co słyszał (w. 32) bezpośrednio od swego Ojca. Ale niestety… W następnych słowa Jezusa słychać pewien żal. Chrystus dzieli się ze swoimi słuchaczami i z nami swoim bolesnym doświadczeniem, nawet pewnym rozczarowaniem, że tak mała garstka ludzi przyjmuje Jego świadectwo. Używa aż przesadni: nikt. Świadectwa Jego nikt nie przyjmuje (w. 32b). Kto jednak uwierzył Dobrej Nowinie o zbawczej miłości Boga do człowieka, tym samym uwierzył Ojcu.

Ci, których Chrystus posyła, by kontynuowali Jego misję, muszą się liczyć z tym, że także mogą zostać odrzuceni. Pomimo całego wysiłku głoszenia nie tylko Słowa Bożego, ale także zbawczych Jego dzieł (na co wskazuje greckie słowo: ʿrēmata, użyte w wersecie 34), mogą nie widzieć pożądanych owoców swojej posługi. Nie należy się tym zrażać. Najpierw, przede wszystkim, potrzeba jak najwięcej przebywania z Bogiem, by „nie gadać po ziemsku”, ale ogłaszać sprawy Boże. Następnie warto mieć świadomość, że ten, kogo Bóg posłał, głosi nie swoją, ale Jego naukę. Po trzecie – i to jest powód do ogromnej radości – każdy trudzący się dla królestwa Bożego, bez ograniczeń otrzymuje wielki Dar, tj. Ducha Świętego. Toteż naszym zadaniem jest siać. Naszą misją jest uobecniać Boga i przypominać światu o Jego miłosiernej miłości do każdego człowieka. Naszym zadaniem jest głosić Dobrą Nowinę o Bogu, który przyszedł na świat, aby odkupić stworzenie. Tego oczekuje od nas Ojciec, Syn i Duch Święty. Kto uwierzy, będzie miał życie wieczne.

Piątek, 29.04.2022 r. – święto Świętej Katarzyny Sieneńskiej, dziewicy i doktora Kościoła, patronki Europy

Pierwsze czytanie: 1 J 1,5 – 2,2

Nicią przewodnią wszystkich czytań w dzisiejszej Liturgii Słowa jest prawda o miłosiernym Bogu, który chętnie przebacza. W Pierwszym Liście św. Jana otrzymujemy nawet zapewnienie, że jeśli wyznajemy swoje grzechy, Bóg jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości (1 J 1, 9). Nie ma więc takiego grzechu, którego Bóg nie mógłby darować, jeśli tylko żałujemy i przyznajemy się do swych przewinień. On tak nas umiłował, że stał się ofiarą przebłagalną za nasze grzechy i… grzechy całego świata (1 J 2, 2). Przelał swoją drogocenną krew, aby nas uczynić pięknymi, czystymi przed Bogiem Ojcem. Naszym zadaniem jest strzec się wszelkiego grzechu, ale w sytuacjach moralnego upadku nie należy rozpaczać. Jak zapisała słowa Jezusa św. Siostra Faustyna w swoim Dzienniczku: wystarczy przystąpić do stóp zastępcy mojego z wiarą i powiedzieć mu nędzę swoją, a cud miłosierdzia Bożego okaże się w całej pełni. (Dz. 1448).

W najgorszym położeniu są ludzie kroczący w ciemnościach, którzy twierdzą, że skoro nikogo nie okradli, nikogo nie zabili, to nie potrzebują się spowiadać. Tym samym zamykają się na Boże miłosierdzie. Św. Jan wyraźnie zaznacza, że ci, którzy twierdzą, iż nie mają grzechu, sami siebie oszukują (werset 8). Światłością bowiem nie jest poczucie bycia w porządku, lecz Chrystus i Jego nauka (w. 5).

Psalm responsoryjny: Ps 103, 1b-2. 3-4. 8-9. 13-14. 17-18a

Bóg jest nie tylko istniejący, stale obecny, będący (zob. Wj 3, 14). Jest także, jak przedstawił się Mojżeszowi: miłosierny i litościwy, cierpliwy, bogaty w łaskę i wierność (Wj 34, 6). To jedno z najgłębszych wyznań Jahwe. To odsłonięcie swego wnętrza przed człowiekiem, przed całą ludzkością. Miłosierdzie jest imieniem Boga. Echo tego wyznania słychać w Psalmie 103, 8: raḥûm wәḥannûn yhwh (āḏōnāy) erek appayim wәraḇ- ḥā̒seḏ. Ten literacki utwór, uznawany za jedną z pereł Psałterza, stanowi dwuczęściowy hymn dziękczynny za miłosierdzie Boga, które wyrażone zostało za pomocą takich sformułowań, jak: przebacza wszystkie winy, leczy wszystkie słabości, ocala od zguby, ratuje życie, obdarza łaską i matczynym zmiłowaniem, syci dobrami siły, skrzywdzonych bierze w obronę i wiele, wiele innych tego typu. Nie sposób wymienić całego bogactwa słów, jakich użył autor tego psalmu dla wyrażenia zachwytu i wdzięczności za łaskę Bożego miłosierdzia. Ale na uwagę zasługuje fakt, że w tym jednym utworze jest kilka hebrajskich określeń miłosierdzia: ḥeseḏ, rahămîm, a także te zawierające rdzeń: ḥnn, czyli wskazujące na przebaczanie, darowanie win (ww. 4b-5; 6-8; 11 ; 13). Znamienne, że tym psalmem do dzisiaj wyznawcy judaizmu modlą się w jednym z najbardziej uroczystych dni w roku, jakim jest Dzień Przebłagania (Jom Kippur), w którym to szczególnie sławi się Boga za Jego dar przebaczania wszystkich grzechów. Dlatego Psalmista zachęca, aby dzielić z nim radość i błogosławić Pana, gdyż nie tylko hojnie darzy odpuszczaniem win, ale także nasyca dobrami (w. 5a). Jego łaska jest wieczna, natomiast słuszny gniew trwa tylko przez chwilę. Jego miłosierdzie obejmuje także potomstwo, gdyż jak dobry ojciec rozumie słabość swoich dzieci i lituje się nad nimi. To doświadczenie Bożej dobroci staje się źródłem szczęścia i radości. Dlatego i ja powtórzę z Psalmistą: Chwal i błogosław, duszo moja, Pana.

Ewangelia: Mt 11, 25-30

Wzajemną relację między Synem Bożym a Ojcem poznajemy, czytając raczej Ewangelię według św. Jana. Tym bardziej więc dzisiejszy fragment Ewangelii Mateuszowej zasługuje na uwagę. Zawiera szczytowy punkt samoobjawienia się Jezusa, jaki został zawarty w tradycji synoptycznej. Znajduje on swój odpowiednik w paralelnym tekście św. Łukasza 10, 23 – 22, ale całkowicie w innym kontekście. Atmosfera w trzeciej Ewangelii synoptycznej wypełniona jest radością. Uczniowie i ich towarzysze z nieukrywanym zadziwieniem i euforią dzielą się z Jezusem wiadomością, że nawet złe duchy są im posłuszne ( Łk 10, 17). Po czym ich Mistrz rozradowuje się w Duchu Świętym, wysławiając Ojca za ofiarowanie zbawienia „maluczkim”.

A przy jakich okolicznościach tę modlitwę Jezusa zredagował Ewangelista Mateusz? Poprzedzają ją pełne żalu i gniewu Chrystusowe słowa: biada. Skierowane zostały do mieszkańców Korozain, Betsaidy i Kafarnaum, którzy będąc świadkami cudów, trwają uparcie w grzechu niewiary w Jezusa jako Syna Bożego i obiecanego Mesjasza. Oznacza to, że nie tylko liderzy Izraela, faryzeusze, uczeni w Piśmie odrzucają Jezusa, ale również tłum, także ludzie prości, nieuczeni. Co zatem oznacza słowo nēpioi, kiedy Chrystus wysławia Ojca, że te rzeczy zakrył przed mądrymi i roztropnymi, a objawił prostaczkom (gr. nēpioi)? W znaczeniu dosłownym nēpios oznacza niemowlę; dziecko, które gaworzy, nie potrafi jeszcze mówić. W tym słowie nie idzie o sprawę wykształcenia, ale o wewnętrzną postawę człowieka wobec Boga. Nēpioi są wszyscy ci, którzy mają „dziecięce serce”, otwarte na sprawy Boże. Mogą być wśród nich uczeni i ludzie prości, jak Patronka dnia dzisiejszego – św. Katarzyna ze Sieny. Nic dziwnego, że właśnie w takich Ojciec Niebieski ma upodobanie. Echem odbijają się tu słowa Ojca w momencie chrztu Syna Bożego (Mt 3, 17), a także w czasie przemienienia (Mt 17, 5): Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie. Obydwa te fragmenty są związane z paschą Chrystusa, z zapowiedzią Jego zbawczych dzieł. Stąd te rzeczy (Mt 11, 25), które Ojciec zakrył przed jednymi, a odsłonił drugim, oznaczają wszystkie czyny Jezusa, których dokonał, pragnąc obdarować każdego człowieka łaską zbawienia. Jest to dar przyjścia na ziemię, są to cuda uzdrowienia i wskrzeszenia, będzie to także Jego męka i zmartwychwstanie. Niestety, zdecydowana większość świadków działalności Jezusa z Nazaretu, nie uwierzyła Mu i tym samym zamknęła się na przyjęcie daru zbawienia. Zrozumiała jest więc tym bardziej ogromna radość Chrystusa z powodu tych, którzy przyjęli Dobrą Nowinę. Można by rzec, że to radość przez łzy. Lecz tak jak Ojciec ma upodobanie w swoim Synu, tak i również w tych, którzy stanowią z Jezusem jedno przez wiarę w Niego. Również ta świadomość u Jezusa, że Ojciec cieszy się każdym nēpios, zapewne spotęgowała Chrystusową radość i siłę modlitwy uwielbienia. W takim uniesieniu Jezus odsłania swoje wnętrze. A w nim to, czym stale żyje, a więc swoją miłość do Ojca i pragnienie przytulenia wszystkich do swego serca, zwłaszcza utrudzonych i obciążonych. Ma On bowiem serce ciche i pokorne, czyli autentycznie kochające Ojca i pełniące Jego wolę. Nie takie, jak faryzeusze, którzy wiele o Bogu mówią, lecz w Osobie Jezusa Go odrzucają. Nakładają ludziom ciężary (phortia) nie do uniesienia, a sami palcem ruszyć nie chcą (Mt 23, 4). Nakładają na wiernych jarzmo swej interpretacji Prawa, które zamiast pociągać do Boga, staje się ze względu na jego ciężar przykrym obowiązkiem spełniania przepisów. Dlatego Chrystus zachęca, aby ci wszyscy, którzy autentycznie szukają Boga pełnego miłości i miłosierdzia, wzięli Jego jarzmo na siebie, czyli uczyli się od Niego miłowania Ojca. Wtedy dopiero znajdą ukojenie. Tu użyty został rzeczownik anapausin. W Septuagincie (greckim tłumaczeniu Biblii Hebrajskiej) to słowo jest ekwiwalentem hebrajskiego szbt. Oznacza odpoczynek Boga siódmego dnia po skończeniu całego dzieła stworzenia świata i człowieka. Biorąc pod uwagę treść dzisiejszej Ewangelii, można śmiało stwierdzić, że Chrystus obiecuje wszystkim nēpioi – wieczny spoczynek w Niebie. Starajmy się zatem jak najczęściej wsłuchiwać w tętno bicia Serca Bożego, by uczyć się każdego dnia, jak kochać, w jaki sposób realizować Boże Prawo w codzienności swego życia.

Sobota, 30.04.2022 r.

Pierwsze czytanie: Dz 6, 1-7

O jakości wspólnoty, w której osoby współpracują ze sobą, razem się modlą, nie świadczy brak problemów, lecz sposób ich rozwiązywania. Dzisiejsze pierwsze czytanie stanowi receptę na umiejętne radzenie sobie z konfliktami wewnątrz danej społeczności. W Kościele pierwszych wieków wcale nie zawsze było idealnie. Świadczy o tym choćby potrzeba zwołania tzw. Soboru Jerozolimskiego, a także niesnaski pomiędzy hellenistami, a Hebrajczykami. Ci pierwsi byli judeochrześcijanami z diaspory. Czytali Biblię w tłumaczeniu Septuaginty (czyli w języku greckim) i na co dzień posługiwali się dialektem koiné. Drudzy natomiast to chrześcijanie wywodzący się z tradycyjnego judaizmu, czytający Biblię po hebrajsku, mówiący na co dzień w języku aramejskim. Nic dziwnego, że pomiędzy nimi dochodziło do nieporozumień.

W jaki sposób próbują je wyjaśnić apostołowie? Jak rozwiązują konflikty? Spotykają się wszyscy razem i wspólnie omawiają problem. Jasno i precyzyjnie wyrażają swoje stanowisko, podchodząc jednocześnie z głębokim zrozumieniem do drugiej strony i odpowiadając na ich potrzeby. Dzięki temu słowo Boże szerzyło się, wzrastała też bardzo liczba uczniów w Jerozolimie, a nawet bardzo wielu kapłanów przyjmowało wiarę. Bo jedność buduje. Niech i w naszych wspólnotach, rodzinach stale towarzyszy nam atmosfera serdecznego dialogu i wspólnego rozeznawania woli Bożej.

Psalm responsoryjny: Ps 33, 1-2. 4-5. 18-19

W Starym Testamencie istnieje szereg tekstów o charakterze pochwalnym, w których autorzy natchnieni wychwalają Boga za Jego dobrodziejstwa. Do nich zalicza się m.in. Psalm 33. Dzisiejsza Liturgia Słowa wydobyła z niego najbardziej istotny wątek: radość płynącą z doświadczenia miłosierdzia Bożego. Psalmista zaprasza wszystkich sprawiedliwych (ṣaddîqîm), do radosnego uwielbiania Boga. Aby tę radość spotęgować, zaprasza do śpiewu i grania na instrumentach muzycznych. Powodem tej euforii jest Boża łaska. Ḥeseḏ, czyli wierna miłość, łaskawość, dobroć Boża (por. Ps 36,6; 92,3; 98,3) wypełnia całą ziemię. Bóg miłosierny żywi w czasie głodu bogobojnych, tj. osoby wypełniające wolę Bożą przez okazywanie posłuszeństwa Prawu. Ratuje ich od śmierci. Jego słowo jest prawe (jāšār), czyli nie tylko nie zawiera w sobie żadnego kłamstwa ani podstępu, ale miło się Go słucha. Swoją mową sprawia radość człowiekowi kochającemu Go. Hebrajski przymiotnik jāšār oznacza także przyjemne. Dlatego wszystko, co czyni, każde Jego dzieło, jest godne zaufania, a w dokładniejszym tłumaczeniu: dokonane z wiernością, co niewątpliwie można połączyć z rzeczownikiem określającym Boże miłosierdzie: ḥeseḏ. Ono ponad dwadzieścia razy w Biblii Hebrajskiej występuje w koniunkcji z ’emet, jako ḥeseḏ we ’emet, czyli łaska i wierność; miłość i wierność (np.: Rdz 47, 29; Wj 34, 6; Ps 25, 10 i wiele innych). Bóg więc okazuje swoje miłosierdzie także przez dotrzymanie obietnic. Tak więc Boża miłosierna miłość jest źródłem szczęścia narodu wybranego. Jest także moją chlubą i radością. Dlatego chętnie włączę się dziś w czasie Liturgii Eucharystycznej w pochwalną pieśń na cześć Boga bogatego w miłosierdzie i wierność.

Ewangelia: J 6, 16-21

Treść szóstego rozdziału Ewangelii św. Jana oscyluje wokół chleba. Toteż pojawienie się w nim wątku wzburzonych fal na Jeziorze Tyberiadzkim wydaje się nie pasować do reszty. Jeśli jednak relację o Jezusie kroczącym po wodzie przeczytamy w perspektywie Jego paschy, wówczas wszystko stanie się bardziej zrozumiałe.

Opisane wydarzenie rozmnożenia chleba, które poprzedza wydarzenia na wodzie, stanowi zapowiedź Eucharystii. Ten cud nakarmienia paroma bochenkami chleba całych tłumów stanowi zaledwie preludium do pojawiających się już na drugi dzień szokujących słów Jezusa o zbawiennych skutkach spożywania Jego ciała (J 6, 53). Pomiędzy tymi fragmentami zapisana została odczytywana dzisiaj w Kościele Ewangelia, której akcja rozgrywa się po zachodzie słońca. Nastał wieczór… nastały ciemności (w. 16.17). To bardzo ważna informacja, pełna symboliki w pismach Janowych (J 1, 5; 8, 12; 12, 35.46; 1 J 1, 5; 2, 8.9; 2, 11), z których poznajemy, że Chrystus jest światłością. Przed swoją męką Jezus powiedział wprost: Jeszcze przez krótki czas przebywa wśród was światłość. Chodźcie, dopóki macie światłość, aby was ciemność nie ogarnęła (J 12, 35). Nic dziwnego, że kiedy nastąpiły ciemności, jezioro poczęło się coraz bardziej burzyć z powodu gwałtownego wiatru (J 6, 18), co poważnie utrudniało uczniom Jezusa dotarcie do brzegu. Powagę sytuacji potęguje fakt, że w odległości około 5 km od brzegu uczniowie zobaczyli idącą po falach w ich kierunku jakąś postać. Ewangelista Mateusz dodał, że zaczęli krzyczeć z przerażenia (14, 26). Biorąc pod uwagę matematyczne dane na temat Jeziora Tyberiadzkiego (szerokość ponad 12 km, długość ponad 20 km), apostołowie mogli się znajdować na samym jego środku. Chcieli się przeprawić na drugą stronę (J 6, 17), więc raczej nie płynęli wzdłuż linii brzegowej.

Podobnie wraz z nastaniem zmroku w Wielki Czwartek pojawił się czas panowania ciemności (zob. Łk 22, 53). Judasz zdradził Jezusa. Piotr się Go zaparł. Pozostali uczniowie, prócz Jana, uciekli. Każdy z nich znalazł się jakby w samym środku swej niemocy i burzy myśli, uczuć, sprzecznych ze sobą decyzji. Okazało się, że tego Jezusa, którego znali dotąd, nie mogą teraz poznać. Kiedyś czynił cuda. Zdawało się, że swą potęgą zetrze w proch całe Imperium Romanum. Tymczasem na krzyżu Jego twarz stała się niepodobna. Dotarcie do brzegu spełnienia swoich marzeń o Mesjaszu wyzwalającym naród wybrany spod jarzma okupanta stało się zbyt dalekie, mroczne. Ogarnął ich tak potężny lęk, że zaryglowali drzwi Wieczernika. Na ląd poznania prawdy zdołali dotrzeć dopiero po zmartwychwstaniu Jezusa niosącego im dar pokoju, słysząc na nowo te słowa: Nie bójcie się (zob. Mt 28, 10).

Jakie dla nas płynie z tego pouczenie?

W naszym życiu również czasem nagle pojawiają się takie ciemności i burza. Dzieje się to zwłaszcza w chwilach, kiedy jakby „ziemia usuwa się spod nóg”, kiedy wydaje nam się, że Bóg odszedł, opuścił nas. Wówczas jakby zgasło wszelkie światło, wszelka nadzieja. Pozostajemy sami miotani falami zalewającymi nas pokusą rozpaczy. Na domiar tego czasem jeszcze pojawia się cierpienie z tej strony, z której byśmy się najmniej spodziewali. Któryż z uczniów mógł przewidzieć, że to Jezus, a nie jakaś zjawa, będzie szedł po falach? Kiedy takie różne trudne doświadczenia nawarstwiają się i to jeszcze jedno po drugim, można odnieść wrażenie, że już blisko katastrofa. Czujemy się wtedy kompletnie bezradni. Nasze dotychczasowe wiosła silny wiatr doświadczeń wytrąca z rąk. Zostajemy jakby opuszczeni. I gdzie by się nie rozejrzeć, odnosimy wrażenie, że z każdej strony daleko do brzegu nadziei i pocieszenia. Lęk i krzyk dominuje w naszym sercu. Co wtedy robić? Potrzeba jednego: zaufać Bogu. Uwierzyć w autentyczność Jego słów: To Ja jestem. Nie bójcie się (w. 20). Ta siła wiary płynie jednak z karmienia się Jego Ciałem i Krwią w czasie Mszy Świętej. Chrystus doświadczył bólu i radości paschalnej drogi. Dlatego wie, jak nam pomóc, jak przyjść do nas z darem pokoju nawet po wzburzonych falach naszych miłości i naszych zdrad. Jak powie autor Listu do Hebrajczyków: Nie takiego bowiem mamy arcykapłana, który by nie mógł współczuć naszym słabościom, lecz doświadczonego we wszystkim na nasze podobieństwo, oprócz grzechu (4, 15). Dlatego tym bardziej, ufając Jego miłosierdziu, wbrew uczuciom, które w dobie cierpienia robią dużo hałasu; wbrew własnej logice, powiem z żywą wiarą: „Jezu, ufam Tobie!”.

Komentarze do czytań – OKRES WIELKANOCNY | od 17 do 23 kwietnia 2022 r. - o. dr hab. Waldemar Linke CP
Komentarze do czytań – III TYDZIEŃ WIELKANOCNY | od 1 do 7 maja 2022 r. - Klementyna Pawłowicz - Kot