Niedziela Miłosierdzia, 23.04.2017 r.

Pierwsze czytanie: Dz 2, 42-47

Dziś dzień niezwykły. Jezus objawia swoje Miłosierdzie, przychodzi jako Ten, który kocha i przebacza. Tak jak do braci z  dzisiejszego czytania, którzy trwają w nauce Apostołów i we wspólnocie. Czy dziś widzę znaki, które On czyni? Czy odchodząc od konfesjonału, widząc jak rosną moje dzieci, widzę, że On jest miłosierny? Ten sam, który rozdaje chleb, Ten sam, który chce, bym to ja go rozdawał – chleb dobrego słowa moim dzieciom, mojej żonie, moim uczniom, osobom, które  spotykam każdego dnia na ulicy, w pracy, na stacji benzynowej… Chleb uczynków i wiary. Chleb, którego zawsze będzie brakować – chleb przebaczenia, miłości, pomocy, cierpliwości. Chleb codziennego trudu i współczucia innym.

Chleba naszego powszedniego, racz nam dać Panie.

Czy sam umiem przyjąć chleb, który dostaję? Czy przyjmuję go z radością i z prostotą serca? Czy wielbię Boga za to, że żyję? Za chleb, który jem? Za Miłosierdzie bez granic?

Jezu, weź mnie za rękę i prowadź do Ojca. Zanurz mnie w wodzie Jego Miłosierdzia. Daj mi dar uwielbienia, wiary. Chcę być jednym z tych, którzy dostąpią zbawienia. Dziękuję Ci za dzisiejszy dzień, za Twoje Miłosierdzie i dar Eucharystii, w którym dajesz mi to, co najcenniejsze – Siebie.

 

Psalm responsoryjny: Ps 118, 1.4.13-14.22.24

Często śpiewam z dziećmi pieśń – może bardziej piosenkę, której słowa są zaczerpnięte z  – Psalmu 118: Oto jest dzień, który dał nam Pan, radujmy się i weselmy się w Nim. Jest skoczna, radosna, dzieci ją lubią. Ale w kontekście tego Psalmu, te słowa brzmią zupełnie inaczej. Oto dzień zbawienia, dzień, kiedy zostałem podniesiony, choć wcześniej popchnięto mnie, bym upadł. Dzień, kiedy kamień odrzucony przez budujących stał się kamieniem węgielnym, tym kamieniem, który spaja budowlę, bez którego by się zapadła. Dziś jest dzień pełen radości i chwały, bo Zmartwychwstały Pan okazuje swoją moc. Ten, który był zniszczony i przybity do krzyża, popychany i wyszydzany tryumfuje. Oto dzień, który dał nam Pan.

Ale to także dzień, w którym On niszczy to, co złe. Ten, który został podniesiony, podnosi mnie i mówi wstań. Upadłeś, znów upadłeś, ale wstań. Ja jestem zwycięzcą śmierci, Ja jestem tym, który podnosi z upadku, Ja jestem tym, który wybacza.

Powstań i żyj, Twoje grzechy są odpuszczone… Nie grzesz więcej.

Dziękujcie Panu, bo jest miłosierny, bo Jego łaska trwa na wieki…

 

Drugie czytanie: 1 P 1, 3-9

Kiedyś zastanawiałem się, jakby wyglądało życie ludzi, gdyby na świecie nie pojawił się Chrystus. Wszystko by się rozwijało: nauka, cywilizacja, postęp… Ale jaki byłby fundament?

Do czego doszedłby świat, gdyby nie było wiary w życie, Życie pisane wielką literą.

Czytamy dziś w liście św. Piotra, że: On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei: do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego, które jest zachowane dla was w niebie. Wy bowiem jesteście przez wiarę strzeżeni mocą Bożą do zbawienia, gotowego na to, aby się objawić w czasie ostatecznym.

Gdyby odwrócić te słowa – nie ma nadziei na nic, wszystko ulegnie zniszczeniu, wszystko umrze, nic na was nie czeka itd…

Straszna perspektywa. Ale Bóg postanowił w swoim planie zbawienia dać nam światło, zaprosić do swojego dziedzictwa, dać nadzieję życia. O tym pisze św. Piotr, pierwszy papież, ten, który zdradził, a jednak został podniesiony.

To czytanie o wierze, prostej, może dziecięcej wierze, która pozwala nie poddawać się, gdy pojawiają się utrapienia. Gdy ktoś w pracy znów zaśmiał się z różańca na palcu, gdy ktoś znów powiedział: „Ten? Coś ty! On kościółkowy”.

Dziś nie widzę, kiedyś zobaczę, kiedyś przyjdzie Pan miłosierny… tylko jak wytrwać?

 

Ewangelia: J 20, 19-31

Ewangelię o Tomaszu słyszałem i czytałem wiele razy. Zawsze porównywałem się do Tomasza, stojąc na pozycji sceptyka, który ma dużo do powiedzenia, ale gdzieś nie do końca ufa, albo oceniałem go, mówiąc w duchu – jak mogłeś?

Dziś, gdy czytam tę Ewangelię, uderzają mnie słowa, które są na samym jej końcu, zazwyczaj niedostrzegalne w gąszczu wątków historii o Tomaszu. Napisano, że Jezus czynił wiele innych znaków, niezapisanych w tej księdze, oraz że: „Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc, mieli życie w imię Jego.”

Ewangelia to księga znaków, które Jezus uczynił dla mnie, żebym wierzył, żebym miał życie. Ile razy przybijam Jezusa moim grzechem, ile razy odpycham Go niedowiarstwem i brakiem miłości, ile razy wołam – pokaż znak, tyle razy On mówi – to zapisano, abym wierzył, abym miał życie.

Nie wiem, ile razy w życiu byłem ewangelicznym Tomaszem, który widział znaki. Ja też je widziałem. Byłem w wielu miejscach, na światowych spotkaniach młodzieży, na Europejskich Spotkaniach Młodych wspólnoty Taize, innych spotkaniach religijnych w różnych krajach, na pielgrzymkach, we wspólnotach, na mszach gromadzących tłumy, niekiedy posługiwałem. Widziałem ludzi, którzy wstawali, choć nie mogli chodzić..  Widziałem ludzi, którzy w imię Boga pokonywali swoje słabości – duchowe i fizyczne. Sam zostałem podniesiony i wewnętrznie bardzo mocno poczułem moc Jezusa. Widziałem nawrócenia – szczere, głębokie. Widziałem ludzi zniszczonych, którzy odzyskiwali nadzieję. A potem… mówiłem nie kocham, nie chcę, chcę po swojemu, żeby przyjemniej, łatwiej, żeby więcej dla mnie…

To zapisano, bym wierzył i miał życie…

To niby takie proste.

Jak to dobrze, że dziś przychodzisz Panie Jezu jako Ten, który jest miłosierny. Który przebacza, prostuje i odgaduje najskrytsze pragnienia i potrzeby…

Jezu ufam Tobie

 

 Poniedziałek, 24.04.2017 r. Uroczystość św. Wojciecha, patrona Polski

Pierwsze czytanie: Dz 1, 3-8

Lubię okres wielkanocny, bo w Kościele czytamy Dzieje Apostolskie. Niezwykłą opowieść o życiu zwykłych ludzi, rybaków, żebraków, znienawidzonych poborców podatków, prostytutek, którzy…

…stali się kimś innym. Dziś widzimy ich na ikonach, w ich wizerunkach oddajemy cześć Bogu Najwyższemu przez Jezusa Chrystusa. Jak bardzo Bóg musiał ukochać świat, że schylił się do ludzi, którymi wielcy ówczesnego świata pogardzali, którzy byli nikim. Prostymi ogniwami w łańcuchu zaspokajania potrzeb możnowładców. Mija czas… o wielkich nikt nie pamięta. Niekiedy jakiś historyk napisze doktorat z życiorysu zapomnianej postaci. A o Piotrze, Mateuszu, Marii, i wielu innych słyszymy tak często. Nie dlatego, że w ludzkiej ocenie byli wielcy , ale dlatego, że Bóg dostrzegł ich w ich bólu i niskości. Jezus mówi dziś – wkrótce otrzymacie dar Ducha Świętego, zostaniecie ochrzczeni mocą z wysoka. Ile trzeba pokory i chłostania przez różne życiowe wiatry, żeby oddać się zupełnie i przyjąć ten dar. Bez reszty.

My chcemy królestwa, przywrócenia królestwa nam, którzy doskonale wiemy… zawsze wszystko najlepiej.

Ale „myśli moje nie są myślami waszymi” (Iz 55,8), a królestwo moje nie jest z tego świata (J 18,36). Przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja… do końca, tak, jak ją wypełnił dzisiejszy patron, św. Wojciech.

 

Psalm responsoryjny: Ps 126, 1-2ab.2cd-3.4-5.6

Czasem zdarza mi się, że pracuję nad jakimś zadaniem – czy w domu, czy w pracy. Szalenie żmudnym, trudnym, takim, które z pozoru nie ma sensu. Czasem rozmawiam po raz setny z uczniem, tłumacząc że czarne zawsze będzie czarne, choćby nawet pomalowało się je białą farbą. I znów nic, i znów porażka. Raz, drugi, piąty….

Ten psalm przychodzi z pomocą. Ile razy sieję we łzach, zranionej dumie, uczuciach, w poczuciu klęski.

Kiedyś podczas rekolekcji ignacjańskich usłyszałem zdanie, które bardzo  mnie uderzyło i gdy pojawia się jakaś trudność, wraca jak bumerang. Warto na swojej drodze zapisywać różne ważne podniosłe momenty, także w życiu duchowym. Opisać ten stan. Bo kiedy później przychodzi kryzys, kolejny, jest się do czego odwołać, jest co sobie przypomnieć. To są takie kamyki, które budują fundament wiary. Małe rzeczy, o których się nie zapomina. Kiedyś pisałem taki zeszyt, potem… jak to zwykle bywa przestałem. Ale ilekroć wokół kolejna burza, mogę się schronić w najpiękniejszym wspomnieniu – kiedy po raz pierwszy usłyszałem, jak On wypowiada moje imię, kiedy w moim życiu wszystko stanęło na głowie, żeby potem poukładać się inaczej niż planowałem. Kiedy liżąc rany po kolejnych upadkach, odczułem tak przeogromną Miłość, że jako dorastający młodzieniec, rok przed magisterką, po prostu się rozpłakałem i zacząłem układać wszystko od nowa.

To tak, jak w tym psalmie. Warto wracać do kamieni milowych na drodze jednocześnie patrząc w przyszłość. Można też się zatrzymać w przeszłości, ale to nie jest dobre. Żyję tu i teraz. To, co było, było. To, co będzie – będzie. Mój czas jest teraz. Choć dziś jest burza, ufam, że jutro zaświeci słońce, a mój uczeń zacznie zmazywać białą farbę z czarnych rzeczy i nazwie je po imieniu. Tak jak ja, dzięki mojemu Mistrzowi, który odmienił los Syjonu.

Ci, którzy we łzach sieję, żąć będą w radości…

 

Drugie czytanie: Flp 1, 20c-30

Każdego dnia każdy z nas staje przed dylematem, co wybrać. Życie czy śmierć? Każda chwila, każdy dzień jest pełen takich wyborów. Dla Pawła kwintesencją obu wyborów jest Chrystus. Dla mnie dziś… Chciałbym, aby było tak samo. Ale nie zawsze jest. Tak często wybieram śmierć, ale nie tę dla Chrystusa, ale tę bez Chrystusa. Dziś w tym czytaniu Paweł prosi, by pozostać wiernym, wiernym Chrystusowi i sprawować się w sposób godny Ewangelii, dobrej nowiny. To przesłanie dla mieszkańców Filippi, ale to także przesłanie dla wszystkich, których symbolem jest Krzyż. Także dla mnie. Ale nie tylko pozostać wiernym, ale by jednym sercem i duchem walczyć dla Ewangelii, by mówić na końcu jak autor dzisiejszego czytania: W dobrych zawodach wystąpiłem, wiary ustrzegłem…

Paweł daje nam zadanie do wykonania. Daje to zadanie mnie, tobie, lekarzom, prawnikom, nauczycielom, księżom, biskupom i kasjerom w hipermarketach. Często walka dotyczy 5 zł, przypadkowo wydanych przez kasjera, filmu, który jest późno emitowany, strony internetowej, na którą wchodzę, albo rozmowy z żoną, dzieckiem czy rodzicami. Walka to także cierpienie, o którym pisze św. Paweł. Nie tylko wierzyć w Chrystusa, ale i cierpieć dla Niego. Łatwo mówić wierzę, i nawet myśleć, że wierzę, ale potem, gdy staje się oko w oko z przeciwnikiem, całe to „myślenie” upada… Gdy przychodzi choroba, zniechęcenie, cierpienie bliskich nasza wiara słabnie i robi się krucha.

A dzisiejszy patron, święty Wojciech wytrwał. Do końca…

Przyjdź Duchu Święty ze swoją mocą i siłą, i przemień, co nieświęte, oschłym wlej zachętę…

 

Ewangelia: J 12, 24-26

Słowa dzisiejszej Ewangelii są bardzo krótkie. Ledwie kilka zdań, a na ich podstawie powstały grube tomy komentarzy.

Jeżeli ziarno wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie samo. Ale jeśli obumrze, wyda plon obfity. Łatwo jest mówić, czy pisać piękne słowa. Trudniej jest w milczeniu i w ciszy ziemi obumierać. Trwać w obumieraniu i czekać na plon, którego może nigdy się nie zobaczy. Być może zobaczą go inni. Dla mnie największym świadectwem są osoby, które całkowicie oddały się Bogu, ale jednocześnie żyją z mężem, żoną, dziećmi. Żyją codziennymi sprawami – zmywaniem, przewijaniem, naprawą samochodu, pomocą w lekcjach dzieciom. Piją codzienną kawę, jedzą kanapki z serem. Ale są pełni miłości i oddania. Można na nich liczyć, są blisko. Żyją wpatrzeni w Chrystusa.

Czy to jest obumieranie?

Poświęcenie rodzinie w jakimś stopniu jest obumieraniem wielu własnych potrzeb i namiętności. Jest oddawaniem swojego czasu, spraw, codzienności innym. Ale czy na tym ma się kończyć moje obumieranie? Bez codziennego klęknięcia przed Krzyżem to codzienne obumieranie staje się puste, nudne, bez sensu. Zaczyna męczyć i doskwierać. Często łatwiej jest uciec w różne przyjemności, niż pozostać wiernym Miłości. Dobrze, że mogę każdego dnia schylić się pod Krzyżem i złożyć to, co boli. Zostawić tam trochę swojego życia… Wiem, że Ty przemieniasz to w życie, w plon większej Miłości, która daje siłę do codziennego zmagania. Wiem, że dzięki temu kocham każdego dnia bardziej.

Ty, Panie, swoje życie oddałeś za mnie. Na Krzyżu. I Zmartwychwstałeś, abym ja mógł żyć.

Daj mi łaskę pójścia za Tobą tam,  dokąd  Ty idziesz. Daj mi łaskę odwagi trwania przy Tobie w codzienności pracy, domu i wszędzie tam, gdzie mnie poślesz…

 

Wtorek, 25.04.2017 r. Świętego Marka Ewangelisty

Pierwsze czytanie: 1 P 5, 5b-14

Dziś święto św. Marka Ewangelisty, autora najkrótszej Ewangelii, jednocześnie uważanej za najstarszą, towarzysza podróży św. Pawła i św. Piotra. On właśnie nazwany jest przez Piotra synem, w dzisiejszym pierwszym czytaniu.

Szczególnie dla mnie poruszające jest wezwanie do bycia trzeźwym. Jednak nie w kontekście picia alkoholu . Jak każdego dnia być trzeźwym – to znaczy czujnym i gotowym na wszystko, co ma się wydarzyć i trwać w łasce? Jak nie dać się omamić portalom, filmom, reklamom, sklepom, telewizyjnym gadającym głowom? Być czujnym, bo przeciwnik, diabeł, zwłaszcza w dzisiejszych bardzo trudnych czasach, krąży i szuka, kogo pożreć.

Widziałem niedawno film na jednym z portali, który pokazywał ludzi idących ze smartfonami w ręku. Na innych ludzi, ich tragedie, wypadki reagowali oni podniesieniem telefonu i zrobieniem zdjęcia, na biednych – umieszczeniem fotki w Internecie z komentarzem – udostępnij. Wszyscy szli z obojętnym wyrazem twarzy, patrząc w szybki telefonów i widząc świat zupełnie inny, niż jest. Nie zauważali dziury w ziemi i wszyscy w nią wpadali. Stamtąd nie było powrotu… I było wśród nich dziecko, które przyglądało się wpadającym do otchłani ludziom i szczerze płakało na widok ludzkiej tragedii. Ono jedyne nie miało smartfonu. Było trzeźwe…

Boże, daj mi łaskę bycia trzeźwym, w świecie, który mi dałeś…

 

Psalm responsoryjny: Ps 89, 2-3.6-7.16-17

Na co dzień zajmuję się pracą z dziećmi. Bardzo lubię się im przyglądać. Ich twarze wyrażają często więcej niż słowa. Niekiedy dzieciaki mają w sobie wielki smutek. Nie potrafią nic wybrać, nie potrafią podjąć żadnej decyzji. Nic im się nie podoba, nic nie smakuje. Chcą by tylko na nie zwracać uwagę, są kapryśne i marudne. To smutne, ale w perspektywie czasu, który spędzam w szkole, coraz więcej jest takich dzieci. Niekiedy podjeżdżają drogimi samochodami, mają każdą wymarzoną zabawkę, wyjeżdżają w dalekie podróże.

Ale… nie potrafią się cieszyć. Nie potrafią się cieszyć z małych rzeczy, drobiazgów, i tych dużych, naprawdę ważnych. W środku są pogubione i biedne. Szkoda mi ich. Są sfrustrowane i smutne. Kiedyś powiedziała mi jedna pierwszoklasistka, że ma wszystkie rzeczy, jakie chce, ale… Tak bardzo chciałaby mieć więcej czasu mamy i taty. Tak bardzo chciałaby, żeby rodzice poświęcili jej więcej czasu, miłości. Powiedziała, że oddałaby wszystkie lalki i inne zabawki za ten czas. Poruszyło mnie to bardzo…

W dzisiejszym Psalmie czytamy, że błogosławiony lud, który umie się cieszyć
i chodzi, Panie, w blasku Twojej obecności. Mam wrażenie, że tu sytuacja jest analogiczna, jednak z istotną różnicą. Ile czasu każdego dnia poświęcam na to, by chodzić w „blasku obecności Pana”? Ile czasu poświęcam na to, by dostrzec to, co dostaję? Czasem tylko narzekam, burczę, wybrzydzam… A tymczasem wystarczy niekiedy wyjrzeć przez okno albo spojrzeć na twarze moich śpiących dzieci. Ty, Panie Jezu, zawsze masz dla mnie czas. Całą wieczność. Ile tego czasu ja mam dla Ciebie?

 

Ewangelia: Mk 16, 15-20

Jak wiele musiało się wydarzyć w sercach prostych ludzi, by mieli odwagę iść i głosić. Jak wiele musieli zrozumieć i przeżyć, by iść do mądrych ówczesnego świata, by głosić Ewangelię. Jak bardzo musieli być zdziwieni ich bliscy, znajomi, krewni, gdy widzieli znaki, jakie czynili. Dzieje Apostolskie pokazują wiele z nich. Historia Kościoła zna ich całe mnóstwo. Znaki wiary, jakie towarzyszą chrześcijanom. Dziś także możemy być ich świadkami. Ci, którzy wierzą, mają moc od samego Boga. Wiele razy podczas modlitwy uwielbienia, modlitwy za chorych dzieją się znaki, takie jak  te  opisane w dzisiejszej Ewangelii. Sam wielokrotnie byłem ich świadkiem. Kościół pokazuje świętych, którzy mieli dary uzdrawiania, czytania w myślach, a nawet jak św. o. Pio bilokacji. Dary, które miały służyć innym po to, by głosić królestwo Boże, Ewangelię o zmartwychwstaniu Syna Bożego, o życiu wiecznym. Zapewne większość osób, które czyta ten tekst to osoby ochrzczone. Ale czy mamy w sobie taką wiarę?

Przymnóż nam wiary Panie, możemy zawołać jak Apostołowie ( Łk 17,6). Przymnóż nam wiary, która nie potrzebuje fajerwerków i znaków, ale wiary prostej, dziecięcej i głębokiej. Takiej, która pozwala przeżyć dzisiejszy dzień w trzeźwości, uwadze i radości z łaski, jaką nas obdarzasz.

I na koniec – bardzo poruszył mnie Markowy opis Wniebowstąpienia. Tak lakonicznie i prosto opisuje wydarzenie wyjątkowe: „Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga”. Tak po prostu został wzięty i zasiadł po prawicy.

O taką właśnie wiarę chodzi, która potrafi w ciszy i w prostocie przyjmować to, co przychodzi, choćby nawet było to niezwykłe i nie do ogarnięcia ludzkim rozumem.

Przymnóż nam wiary…

 

Środa, 26.04.2017 r.

Pierwsze czytanie: Dz 5, 17-26

Zastanawiam się – jaki był wyraz twarzy arcykapłana, który dowiedział się, że znów dzieje się coś, czego nie da się zrozumieć. Ludzie, którzy mieli być odseparowani za swoje skrajnie radykalne poglądy,  są wolni. Być może arcykapłan chciał uczynić coś w formie publicznego procesu, aby wszystkim udowodnić, sobie znanymi metodami, że to kłamcy. Efekt mógłby być przewidywalny. Ale Pan chce inaczej. To element niesamowitego planu Boga. Wyprowadza Apostołów i przez swojego anioła nakazuje im głosić „słowa tego życia”. Oni ze świątyni trafiają przed Sanhedryn, ale bez użycia przemocy wobec nich, za to w  atmosferze czegoś niezwykłego. Jakież musiało być zdziwienie Apostołów, którzy byli napełnieni Duchem Świętym, gdy zobaczyli anioła. Jakież musiało być zdziwienie arcykapłana, gdy dowiedział się, że wyszli z więzienia? Jak bardzo musieli dziwić się ci, którzy słuchali ich potem w świątyni?

Wielkie i dziwne są dzieła Twoje, niepojęte dla nas. Czy my dziś tak samo dziwimy się, gdy widzimy działanie Boga w naszym życiu? Gdy doświadczamy obecności ludzi, którzy tak często nam pomagają? Czy dostrzegamy znaki łaski w świętych i … naszych dzieciach, żonach, mężach, rodzicach? A jeśli dostrzegamy, czy słyszymy to wezwanie i do nas kierowane: Idźcie i głoście (…) wszystkie słowa tego życia…?

 

Psalm responsoryjny: Ps 34, 2-3.4-5.6-7.8-9

Bardzo często, gdy dzieje się coś trudnego w moim życiu, ten Psalm do mnie wraca. Będę błogosławił Pana, bo zawołałem, a Pan mnie wysłuchał. Jak apostołów w pierwszym czytaniu. Zawołałem, a On wysłuchał. Ja, mały człowiek, On, wielki Bóg. A jednak wysłuchał i wyzwolił od trwogi. Był taki czas, że szukałem szczęścia w różnych rzeczach, czasem trochę tak jest i teraz. W tym, co daje krótkotrwałą przyjemność, co patrząc głębiej jest miałkie i płytkie. Fragment Psalmu 34 mówi dziś – szczęśliwy człowiek, który w Nim znajduje ucieczkę. Nie w telewizji, komputerze, używkach i innych przyjemnościach, ale w Nim. I tak to się razem komponuje – Bóg wysłuchuje mnie, człowieka, i chce, bym w Nim szukał szczęścia. A ja mam Go błogosławić po wszystkie czasy, tu na ziemi i tam, gdy przyjdzie na mnie czas. Czasem… dobrze być takim biedakiem, któremu pozostaje tylko wołać do Boga, by go wysłuchał. I wszystko złożyć na Niego. Trwać pod krzyżem w oczekiwaniu zmartwychwstania. Wtedy perspektywa jest jedna. Żadne rozpraszacze nie działają, jak u Apostołów w pierwszym czytaniu pozostaje: modlitwa, uwielbienie, trwanie i oczekiwanie…

Biedak zawołał i Pan go wysłuchał…

 

Ewangelia: J 3, 16-21

Kto lubi być w ciemnym pomieszczeniu, bez światła? Kto lubi niepewność w trudnych sytuacjach? Dziś Pan Jezus mówi, że przyszedł by dać światło, by zbawić świat. Każdy, kto robi coś nie tak, kto popełnia błędy – czyli tak naprawdę każdy z nas ma swoją szansę. Jest nią Jezus, to trochę tak, jak wygrany na loterii los. Jeden, dla wszystkich – tylko trzeba iść i zagrać. Postawić to, co się ma i zagrać, wiedząc że wygrana jest pewna, bo sam Bóg o niej zapewnia. Nawet jeśli siedzę w ciemności i trudno mi z niej wyjść, gdzieś na horyzoncie widzę, że jest moja szczęśliwa wygrana.  Muszę iść i zagrać. Znów postawić wszystko na jedną kartę. Znów iść do konfesjonału, znów przyznać się do moich błędów i ciemności. Znów spojrzeć na krzyż i znów mieć w ręce los. Wygrany. Znów wierzyć i ufać, i może tym razem nie upaść. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła. To takie właśnie zbliżenie się do światła, stanięcie w jego cieple, ogrzanie zmarzniętych rąk i serca. I trwanie… aby się okazało, że moje uczynki są doskonałe w Bogu. Dobrze, że nie po ludzku, bo są mizerne…

Dobrze, że punktem odniesienia jest Bóg, nie człowiek.

Dziękuję Ci Boże za miłość do mnie, do naszego świata, za zbawienie w Jezusie Chrystusie, za wiarę i możliwość powstawania, gdy upadnę.

 

Czwartek, 27.04.2017 r.

Pierwsze czytanie: Dz 5, 27-33

Dzisiejsze czytanie to kontynuacja wczorajszej historii. Apostołowie zostali wtrąceni do więzienia, anioł ich uwolnił i nakazał iść do świątyni i nauczać. Stamtąd zabrali ich słudzy arcykapłana.

Dziś najbardziej dla mnie poruszające są słowa: „Trzeba bardziej słuchać Boga niż ludzi.”. Trudne to słowa, zwłaszcza że dziś ludzie mówią jeszcze więcej, a ich głos przez tuby różnorakich mediów dociera z każdej strony, zagłuszając nawet najkrótsze chwile zupełnej ciszy. Nawet gdy głos zamilknie, wewnątrz pozostają echa, które nakładają się na inne, a te na kolejne… Nasze wnętrza rezonują różnymi głosami, w których ten najważniejszy jest najbardziej delikatny i cichy. Lubię wieczorem, gdy wszyscy już śpią i jest ciemno, i cicho, uklęknąć przed ikoną i próbować słuchać tego najważniejszego głosu. Wtedy rezonatory są jeszcze głośniejsze i przychodzą myśli, wspomnienia, urywki filmów, słów wyrwanych z dzisiejszych rozmów.

Ale po jakimś czasie przychodzi fala ciszy… Czasem krzyknie wewnątrz jakiś filmowy bohater albo roześmieje się któreś z dzieci. Chyba wtedy zasypiam na chwilę, nawet coś mi się  niekiedy śni. Budzę się inny, przychodzi spokój. Ogląd świata nabiera innej perspektywy, innych barw.

Trzeba słuchać bardziej Boga niż ludzi. Ale najpierw trzeba Go słyszeć. A dziś jest trudniej niż wtedy…

 

Psalm responsoryjny: Ps 34, 2.9.17-18.19-20

Będę błogosławił Pana po wieczne czasy – dziś kontynuacja Psalmu 34, który czytaliśmy wczoraj. Znów o biedaku, którego wysłuchuje Pan. W tym Psalmie poruszające jest to, że napisane jest, że Pan jest blisko ludzi, którzy są skruszeni w sercu, że Pan wybawia ze wszystkich nieszczęść. Można zapytać, więc dlaczego umierają najbliżsi, dlaczego niszczone są całe miasta i mordowani ludzie? Dlaczego w ludziach jest tyle nienawiści?

Dlaczego kolega czy koleżanka robią komuś świństwo w pracy, dlaczego dzieci biją się i poniżają?

Truizmem byłoby powiedzieć, że to pytania bez odpowiedzi. Bóg daje jednak w tym pocieszenie – biedak zawołał i Pan go wysłuchał. Znów muszę stanąć w pozycji biedaka, opuszczonego, pokrzywdzonego, pozostawionego, ale… i skruszonego w sercu. Kiedy dzieje się nam krzywda, stajemy zazwyczaj pełni pretensji, żalu, agresji… To nie jest postawa skruszonych w sercu.

Ucieczkę może znaleźć ten, kto pozostaje skruszony w sercu, ten, który jest sprawiedliwy, bez osądzania, żalu, wyrzutów. Trwający w postawie zaufania.

Skosztujcie i zobaczcie, jak dobry jest Pan

 

Ewangelia: J 3, 31-36

Czy Bóg jest prawdomówny? Kto przyjął świadectwo Tego, który od Boga pochodzi, dał świadectwo prawdomówności Boga. Świadectwo Chrystusa, czyli to że został posłany przez Boga, że umarł na krzyżu i zmartwychwstał.

W Ewangelii jest spór o to, kto jest prawdziwym posłańcem Bożym. Pojawia się postać, która zaczyna chrzcić ludzi, a ci idą za nim. Apostołowie przychodzą do Jezusa na skargę. Nie po raz ostatni zresztą. Dziś wielu ludzi mówi różne rzeczy, wielu nazywa siebie wybrańcami, „uzdrawia”, idą za nimi tłumy. Ale czy Bóg jest prawdomówny? Czy ja dziś przyjmuję świadectwo, Tego, który przyszedł od Boga?

Ojciec miłuje Syna i wszystko oddał w Jego ręce. Kto wierzy Synowi, osiągnie zbawienie, kto uwierzy innemu – zginie. Za kim ja dziś idę? Komu wierzę, kogo słucham. Komu poświęcam dziś najwięcej czasu? Za kim chcę iść i kogo chcę słuchać?

Czy dziś całkowicie i pewnie chcę iść za Tym, który ma Słowa Życia wiecznego?

Trudne pytania, ale może w tym drugim tygodniu po Wielkanocy, w czwartym dniu po Niedzieli Miłosierdzia Bożego warto w ciszy dać sobie na nie odpowiedź. Za kim dziś ja chcę iść? Kogo słuchać?

 

Piątek, 28.04.2017 r.

Pierwsze czytanie: Dz 5, 34-42

To były nieprawdopodobne czasy. Każdy, kto znał Pismo wiedział, że to czas nadejścia Mesjasza. Bo tak wskazywały Pisma. Izraelici pod władzą Imperium Rzymskiego oczekiwali zapowiedzianego wybawiciela, obiecanego przez proroków Pomazańca Bożego. Wielu wtedy występowało, ogłaszając się jako Ci, którzy przychodzą od Boga. W tym właśnie czasie pojawił się Jezus Chrystus.

Porusza mnie w dzisiejszym pierwszym czytaniu sposób na rozeznanie rzeczy Bożych, który proponuje Gamaliel.: „Jeżeli bowiem od ludzi pochodzi ta (..) sprawa, rozpadnie się, a jeżeli rzeczywiście od Boga (…), nie potraficie ich zniszczyć i może się czasem okazać, że walczycie z Bogiem”. Niespełna 30 lat później  świątynia w Jerozolimie została zniszczona, ród kapłański rozproszył się i cały kult świątynny Izraela przestał istnieć. Słowa Gamaliela się spełniły, a to, że dziś możemy chodzić do Kościoła i otwarcie wyznawać wiarę w Jezusa Chrystusa, być może spowodowane jest  działaniem Ducha Świętego, który wtedy przemówił.. W historii Kościoła wiele razy sprawdzały się te słowa, choćby w kwestii kultu Miłosierdzia Bożego. Dla mnie także te słowa są bardzo ważne, bo patrząc z perspektywy minionych lat na historię mojego życia,  dostrzegam , co mogło być od Boga, co przetrwało, a co zdecydowanie nie…

 

Psalm responsoryjny: Ps 27, 1.4.13-14

Psalm 27 jest dla mnie bardzo ważny. Przez kilka lat uczestniczyłem w formacji Drogi Neokatechumenalnej. Często jako kantor śpiewałem go, często potem w sytuacjach trudnych wracał do mnie jak bumerang i dodawał otuchy, podnosił i dodawał siły. Miej nadzieję w Panu, odwagi, miej nadzieję w Panu – to trochę sparafrazowane słowa  Psalmu 27, które wracają, gdy dzieje się coś, czego nie potrafię zrozumieć, gdy upadam. Lubię go sobie powtarzać. Pan jest światłem i zbawieniem moim, czego mam się lękać… Piękne jest w nim to, że pokazuje najgłębsze pragnienie serca – pragnienie trwania w miłości większej od wszystkiego, co dzieje się wokół. Dla Izraelitów – było to mieszkanie w świątyni, w obecności Boga Zastępów, dla chrześcijanina to trwanie w obecności Bożej, a tak naprawdę perspektywa trwania w Bogu na wieki. Wypełnienie tego Psalmu, wypełnienie najskrytszych potrzeb ludzkiego… mojego wnętrza. Pragnień, które za wszelką cenę próbuję ukryć i schować w telewizji, pracy, komputerze etc. „Wierzę, że kiedyś na pewno dobroć Twą Panie zobaczę…”

 

Ewangelia: J 6, 1-15

„Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na ziemię” –  to fragment dzisiejszej Ewangelii. Ludzie oczekują proroka, spodziewają się go. Mają świadomość czasów niezwykłych. I nadchodzi prorok, który nie tylko głosi, ale jak Eliasz dokonuje cudów. Potem Jezus będzie wyrzucał ludziom, że chodzą za Nim tylko dla chleba i znaków, ale to dzisiejsze wydarzenie pokazuje, kim On jest. Jezus przychodzi jako Ten, który ma moc. Ten, który czyni znaki, wypełnia pisma, starożytne proroctwa. Potwierdza, że przychodzi od Boga. Dla nas dziś też często najważniejsze są znaki, cudowności…

Tym, co jest w dzisiejszym  czytaniu dla mnie ważne, jest cud rozmnożenia jedzenia, ale także to, jakie to miało konsekwencje. Wieść o Jezusie, który kilkoma chlebami i rybami nakarmił kilka tysięcy głodnych mężczyzn – o dzieciach i kobietach ewangelista nie wspomina, ale na pewno było tam znacznie więcej osób, sprawiła, że ludzie, którzy otrzymali jedzenie, natychmiast chcieli obwołać Jezusa królem, ale On odszedł. Nie taka jest misja Mesjasza.

Królestwo Jezusa nie jest z tego świata. Ewangelia pokazuje to dziś bardzo wyraźnie.  Dlaczego dziś, kiedy chleb Eucharystyczny rozdawany jest każdego dnia w milionach miejsc na świecie, nie kwapimy się tak bardzo z tym obwoływaniem Jezusa królem – królem naszego serca, naszych myśli, pragnień…

 

Sobota, 29.04.2017 r.

Pierwsze czytanie: 1 J 1, 5-2,2

Dzisiejsze pierwsze czytanie napawa mnie otuchą. Porusza mnie słowo o kłamstwie. O faryzeizmie. O pokazywaniu się jako wierzący, religijny, a w środku… często pustka i ciemność. Stawaniu się fałszywym prorokiem, który głosi siebie. Znam wielu takich ludzi, sam też taki bywam.  Kto z nas chętnie przyznaje się do grzechu? Mało jest takich osób. Każdy, kto mówi, że nie zgrzeszył jest kłamcą. Kim ja jestem dziś w świetle tego czytania? Czy naprawdę chodzę w światłości? Trudne pytania, bo wymagają stanięcia w ciszy przed Bogiem.

Dobry Bóg przychodzi jednak do mnie z pocieszeniem. Jeśli wyznam grzechy, zostaną mi odpuszczone. Doświadczam tego odpuszczenia grzechów w konfesjonale. Jeśli wyznam, wchodzę znów w światłość. Potem… znów często idę w swoją stronę. A Jezus… staje przed Bogiem i jest moim rzecznikiem. Sam jest ofiarą za moje grzechy, sam staje i świadczy o mnie. Czy jednak chcę przyjąć takiego Rzecznika? On umarł za mnie, za grzechy świata. Wstał z martwych i świadczy o mnie przed Bogiem. Taka powinna być miłość. Usprawiedliwianie, a nie – szukanie win, poświęcenie, a nie –  szukanie siebie. Do tego zapraszasz mnie Jezu…

Czy wytrwam w światłości? Czy będę miał siłę, by znów wrócić do konfesjonału, gdy upadnę?

 

Psalm responsoryjny: Ps 103, 1-2.3-4.8-9.13-14.17-18

Piękny Psalm o przebaczeniu. Psalm, który daje nadzieję osobom, które trwają w grzechu i często nie widzą wyjścia z sytuacji. Czasem tak jest, że przychodzi coś złego, coś, z czym sobie nie umiemy poradzić, jakaś życiowa trudność, cierpienie. Człowiek staje się mały wobec takich sytuacji. A Pan jest miłosierny i łaskawy, nieskory do gniewu i cierpliwy. To dobra obietnica dla mnie. Pan odpuszcza grzechy, kocha do granic możliwości, jeśli takie granice w Bożej perspektywie istnieją. Bóg zna nasze słabości i ograniczenia, wie o nas wszystko. Wie, że jesteśmy prochem, mówi psalmista. To znaczy, że zna myśli, pragnienia, słabości ciała…  Ale w Psalmie napisane jest także, że Bóg czuwa nad tymi, którzy spełniają Jego przykazania. I tu przychodzi pytanie, czy rzeczywiście je wypełniam? Staram się, choć nie zawsze, chciałbym, ale nie zawsze jest to możliwe, czy po prostu nie potrafię.

Ufam jednak, że Bóg pamięta, czym jestem i dlatego ma dla mnie miłosierdzie. I wciąż czeka, aż przyjdę, i jak to było w pierwszym czytaniu, wyznam swoje winy.

 

Ewangelia: Mt 11, 25-30

Dzisiejsza Ewangelia to kamień węgielny dla pierwszego czytania i Psalmu. Jezus widzi moją słabość i mówi, że przyszedł dla mnie. Bardzo porusza mnie to czytanie. Kiedyś, jak każdy chłopak miałem o sobie dość wygórowane mniemanie. Ja, we wspólnocie, ewangelizujący, śpiewający etc. A potem Pan Bóg w swoim miłosierdziu zaczął mi pokazywać prawdę. O grzechu, słabościach, ucieczkach… I w tym wszystkim stawał się coraz bliższy, bliższy przez słabość. Dziś moją jedyną wspólnotą poza Kościołem powszechnym jest wspólnota rodzinna, ewangelizacja to rozmowy z dziećmi i próba bycia świadectwem dla uczniów – jeszcze granie pozostało, bo prowadzę scholę. A Bóg dalej objawia się w słabości i przebaczeniu. Weźcie moje jarzmo na siebie, bo jest słodkie, a brzemię lekkie. Miłość jest słodka, choć jest trudna. I przebaczenie, choć wymaga wysiłku,  jest słodkie. I bycie dla, każdego dnia jest słodkie, choć nie jest łatwe. Ale Bóg przychodzi i podnosi. I tak objawia Ojca.

Komentarze do czytań I Tydzień Wielkanocny | od 16 do 22 kwietnia 2017 r. - kl. Mateusz Nycz
Komentarze do czytań III Tydzień Wielkanocny | od 30 kwietnia do 6 maja 2017 r. - Ks. dr Adam Dynak