Pon
Wt
Śr
Czw
Pt
Sb

Niedziela, 31.05.2020 r.- uroczystość Zesłania Ducha Świętego

Pierwsze czytanie: Dz 2, 1-11

Jak objawia się Duch Ożywiciel? Biblia podaje wiele możliwości, jednak w dniu Zesłania Duch Święty przychodzi do mężczyzn i kobiet modlących się razem. Widać, że Słodka serc Radość zawsze chce tworzyć i wzmacniać wspólnotę wierzących. Wiemy z Dziejów Apostolskich, że to kolejny dzień wspólnej modlitwy, wytrwałej i cierpliwej. To nie była wspólnota idealna – niektórzy się wyparli, inni szybko uciekli, niewielu zostało przy Jezusie w czasie upokorzeń i bólu. Jednak teraz są w stanie, ze względu na Jezusa, modlić się wspólnie i razem otrzymują moc Ducha. To ważna wskazówka – oczywiście można prosić o dary Uświęciciela samemu, jednak lepiej jest modlić się wspólnie.

Tchnienie nadeszło wręcz dotykalnie, choć wiadomo, że nie zawsze tak bywa. Wyraźnie też wszyscy odczuli, że są wezwani, wypchnięci do mówienia o Bogu, choć wcześniej raczej woleliby się schować. Teraz zainspirowani do aktywności, chcą mówić o działaniu Boga. To, co budzi największe wrażenie – każdy może ich zrozumieć bez względu na swe ograniczenia i przyzwyczajenia. Gdy uczniowie przyjęli Ducha, umieją mówić tak, by być zrozumianymi. Może za bardzo chcemy, by inni dostosowali się do nas – a trzeba mówić, tak, by ludzie czuli, że mówimy w ich języku.

Psalm responsoryjny: Ps 104, 1ab.24ac.29b-30.31.34

Czy odczuwamy na co dzień moc Ducha Bożego? Niekiedy zajęci codziennością jesteśmy skupieni tylko na niej, bo zbyt dużo się dzieje. Psalm 104 podpowiada nam, że dobrze jest mieć czas na przerwę, na spojrzenie na życie z lotu ptaka czy z wysokiej wieży, chwilę odpoczynku, która się nam naprawdę należy. Można wtedy zobaczyć świat z dalekiej perspektywy: wiele osób, zwierząt, roślin, gwiazd przez Boga stworzonych, przez Niego podtrzymywanych w istnieniu. Nad wszystkim jest Duch Boży, we wszystkim jest chwała Boża, nawet, jeśli nie wszystko widzimy i nie wszystko rozumiemy. Psalm przekazuje doświadczenie osoby, która patrzy przez chwilę nie na siebie i swe problemy, które przecież są ważne, ale na ziemię i wszystko, co ją napełnia i widzi chwałę Bożą… choć świat nie jest idealny i nie wszystko się nam podoba.

To akt wiary – uznać, że choć nie wszystko jest tak, jak chcemy i zapewne inaczej byśmy coś urządzili, to jednak Pan czuwa nad swym stworzeniem, nawet, gdy stworzenie czasem sobie szkodzi. Ta wiara pozwala nam patrzeć ze spokojem nawet na siebie. Na pewno nie wszyscy są z nas zadowoleni, sami niejedno byśmy w sobie zmienili i bywamy sobą rozczarowani. Jednak Duch Boży czuwa nad nami, Jego chwała jest nad nami, i tym możemy się ucieszyć, to jest przyczyna naszej radości – Tchnienie Jego nad nami…

Drugie czytanie: 1 Kor 12, 3b-7. 12-13

Jakie są dary Ducha Bożego? Lubimy dostawać prezenty, które nam się podobają, które nam odpowiadają, wydają się potrzebne. List do Koryntian przypomina nam, że Uświęciciel daje różne dary, a wszystkie mają prowadzić do chwały Bożej, do wspólnego dobra – nie tylko naszego, ale i dobra innych. Czy to się nam podoba?

Zdarzało się, że chcieliśmy dostać od bliskich prezenty inne, niż nam dali. Jednak Najmilszy z Gości przychodzi z dobrymi darami, które nas rzeczywiście podniosą, wzmocnią, zainspirują, nawet, jeśli na początku nie byliśmy zachwyceni. On wie, czego nam potrzeba, jak najlepszy Lekarz duszy, choć może my wybralibyśmy sobie inne leki, sugerując się ładnymi opakowaniami czy nazwą.

Jakie chcielibyśmy zająć miejsce w rodzinie, we wspólnocie? Czasem jesteśmy zmęczeni, znużeni naszą rolą, powołaniem, czy zadaniami i wydaje się, że tracimy czas. Duch Święty przychodzi jako słodkie orzeźwienie, odpoczynek, dodając cierpliwości, pokoju, sił i chęci, choć nie zawsze widać, że to, co robimy ma sens, znaczenie i jest ważne. To fakt, że nie każdy nas docenia i zauważa. Tak bywa z ciałem – dopiero ból jednego palca czy jakiegoś wewnętrznego organu, którego nigdy nie widzieliśmy, może sparaliżować działanie całego ciała i wtedy widać, jak bardzo jest ważny, choć niedoceniany… być może na razie tylko Lekarz dusz docenia nasze znaczenie..

Ewangelia: J 20, 19-23

Uczniowie byli tak długo blisko swego Mistrza, widzieli cuda i słuchali Go, On odpowiadał na ich pytania i wątpliwości, czuli Jego moc. A jednak w czasie kryzysu i upokorzenia kompletnie pogubili się, jak zresztą Jezus przewidywał. Ewangelia zaznacza, że nawet zamknęli drzwi, bojąc się, że ktoś przyjdzie do nich z pytaniami o Nauczyciela, że może im coś grozić. To już nie pewni siebie apostołowie, którzy towarzyszyli Mistrzowi, dumni z dokonanych cudów. Jednak nikt nie szuka i nie zamierza przesłuchiwać przestraszonych uczniów, a oni pozostali w kręgu swego strachu. Dobrze, że umieli się na nowo zebrać i modlić wspólnie.

W tej sytuacji Jezus potrafił przyjść do nich nawet poprzez zamknięte drzwi domu i zamknięte drzwi ich serc. Tak samo może przyjść do nas, nawet gdy jesteśmy zastraszeni i zamknięci w swoich obawach i wyobrażeniach, gdy boimy się, z góry przewidując niebezpieczeństwo. Zbawiciel przyszedł do przestraszonych uczniów, wnosząc pokój w ich serca, nie rozliczając z ich zmiennych uczuć, bez żadnych wyrzutów, wręcz z nominacją na posłanych – apostołów, którym doda mocy Ducha Świętego. Tak samo Bóg przychodzi do nas – mimo naszych obaw, słabych stron, zdezorientowania, upadków – jeśli modlimy się i czekamy na Jego moc, wiedząc o naszej słabości. Bóg nie powołuje ludzi doskonałych – Bóg daje moc ludziom, którzy wiedzą, że sami zawiedli, są gotowi przyjąć Jego dary i dać się prowadzić Bożemu Duchowi.

Poniedziałek, 1.06.2020 r.- święto Najświętszej Maryi Panny, Matki Kościoła

Pierwsze czytanie: Rdz 3, 9-15.20

Już Księga Rodzaju uczy – Bóg nas szuka nawet wtedy, gdy jesteśmy winni i się przed Nim chowamy, bo nie mamy nic mądrego do powiedzenia. Adam wolał się schować przed Bogiem, ale jest w stanie Go słyszeć i odpowiadać. W tej rozmowie już widać wyraźnie skutki grzechu: Adam mówi przede wszystkim o sobie, o swym strachu, odkryciu, że trzeba się wstydzić przed Bogiem. Jednak gdyby nie stracił zaufania do Boga, nie musiałby się przed Nim chować – przecież dzieci do matek idą także ze świadomością, że są brudne, a do przyjaciół idziemy wyżalić się, że znowu w życiu nam nie wyszło. Jednak mężczyzna nie mówi, że mu coś nie wyszło, bo znalazł winnych. Na pytanie Boga mężczyzna ma gotową odpowiedź: to Bóg postawił przy nim kobietę, a kobieta przed nim owoc. Winna jest więc ona, a najbardziej sam Stworzyciel – bo gdyby tej kobiety nie postawił, to on nie wziąłby owocu… To kolejny skutek grzechu – nie widzimy własnej roli w wydarzeniu, nie zauważamy swej decyzji i wyboru, winien jest ktoś obok, choć to my sami ulegliśmy pokusie… Kobieta przyznaje, że dała się zwieść wężowi.

Konsekwencje, jakie już spadły na ludzi, Bóg potwierdza, ale nie pozostawia człowieka bez nadziei, od razu zapowiada ratunek. A kobieta i jej potomstwo będą mieli udział w pokonaniu złego, choć – nie bez cierpienia… Bóg nie pozostawia ludzi w ich grzechu.

Psalm responsoryjny: Ps 87, 1-3.5-6

To prawda, że Bóg jest wszędzie, niepojęty i nieogarniony, i że modlić się można wszędzie i w każdym miejscu. Ale człowiek żyje w pewnych czasach i miejscach, w których zdarza się mu mocniej widzieć i doświadczać miłości i obecności Bożej. Podobnie jest z ludźmi – nawet jeśli wiemy, że ktoś o nas się troszczy i dba, jednak bywa, że w pamięci szczególnie utkwi jakiś moment, który mocno nam to ukazał. Potrzebne są takie wydarzenia, znaki i symbole więzi, rocznice, które potwierdzają nam historię przyjaźni czy miłości, która trwa.

Podobnie jest w naszej historii zbawienia. Nasz Bóg nie tylko stworzył cały świat, nie tylko podtrzymuje go w istnieniu, ale angażuje się w naszą historię, nie tylko Narodu Wybranego, Kościoła, naszego narodu, ale też nas samych. Dlatego możemy powtórzyć dziś za psalmistą, że wspaniałe rzeczy głoszą – teraz już nie tylko o mieście Jerozolimie, ale także o wielu miejscach, w których objawiła się moc Boża i będzie się jeszcze objawiać, także w nas samych. Dlaczego Bóg sam wybiera niektóre miejsca, niektóre narody, w których mocniej odczuwalna jest Jego hojność i łaski? Tego nie wiemy, ale możemy cieszyć się tym, że umiemy te miejsca rozpoznać i w nich bywać, a pamięć łaski Bożej nosić w sobie.

Drugie czytanie: Dz 1, 12-14

Dzieje Apostolskie zatytułowano po grecku jako czyny wysłanników. Czytelnik mógłby oczekiwać, że przeczyta o sukcesach i cierpieniach podczas ewangelizacji, a więc o aktywności apostolskiej. O tym też czytamy, a jednak co jakiś czas Dzieje przypominają, że podstawą tych czynów była wspólna modlitwa, zwłaszcza w sytuacjach kryzysowych i przy podejmowaniu ważnych decyzji. Uczniowie modlili się razem, nawet gdy różnili się w poglądach i zwyczajach. Jeden był kiedyś celnikiem, czyli współpracował z rzymskim zaborcą, inni – od początku gorliwymi, pobożnymi wyznawcami judaizmu, którzy przyjęli Jezusa jako obiecanego Mesjasza, wśród nich bracia Pańscy. Także pochodzenie i wykształcenie uczniów były różne. A jednak umieli się razem modlić, także z kobietami, które towarzyszyły Jezusowi jako Jego uczennice. Było im tym łatwiej dołączyć do uczniów Jezusa, że wśród nich była Maryja, pierwsza Uczennica Pańska. Ona także uczyła się od Syna. Nie wszystko rozumiała od razu, ale zachowała w sercu i rozważała na nowo. Modliła się z uczniami zgodnie z wolą Syna. Dzieje Apostolskie uczą także nas wspólnej modlitwy. Gdy czegoś nie rozumiemy, gdy wspólnota przeżywa kryzys, to nic nowego – możemy sięgnąć do doświadczeń Maryi i Dziejów Apostolskich.

Ewangelia: J 19, 25-34

Czy Jezus nie mógł oszczędzić Matce bólu, cierpienia i upokorzenia swej Męki? Maryja została jednak powołana do bycia razem z Synem w Jego misji i towarzyszenia Mu nie tylko w tajemnicach radosnych czy chwalebnych. Razem z Synem Bożym, posłuszna Jego misji, Jego wyborom, Jego powołaniu, przyjmuje wszystko, co wybiera On, nie oczekuje dla siebie łatwiejszej drogi, ponieważ we wszystkim chce być z Jezusem. Znała Go jako dziecko, jako dorastającego Syna, który podąża za wolą Ojca, jako podziwianego Nauczyciela i Cudotwórcę, który poruszał tłumy. Zgadza się także być Matką skazańca, udręczonego i upokorzonego, ośmieszonego i cierpiącego, który nie ma wdzięku ani blasku, nie budzi podziwu i nie realizuje zwykłych oczekiwań ludzkich, ani macierzyńskich nadziei wobec dzieci. Maryja jest bezradna, nie może w niczym pomóc umierającemu w bólu Synowi, nie może opatrzyć Jego ran, ani podać Mu wody, jednak nie odchodzi.

Tłumów, które podążały za Uzdrowicielem, już nie ma. Wiemy to dobrze, że w sytuacji sukcesu mamy wielu znajomych, podczas klęski jakoś znikają, nie mają czasu, są zajęci. Maryi nie towarzyszą w miejscu wstydu i bólu ci, których widziała blisko Syna w lepszych czasach. Pozostała krewna, jedna uczennica Pańska i jeden uczeń. Tu właśnie widać wierność wobec Jezusa, który nie spełnia wszystkich oczekiwań i pragnień, nie obiecuje ewangelii sukcesu. Tak jak Zbawiciel, tak jak Matka Syna Bożego, my także mamy w życiu tajemnice bolesne. Możemy je przyjąć razem z Jezusem i Maryją.

Wtorek, 2.06.2020 r.

Pierwsze czytanie: 2 P 3, 12-15a. 17-18

Także w czasach apostolskich wielu oczekiwało końca świata, sądu Bożego, apokalipsy, wypełnienia się czasu i nadejścia dnia Bożego, a więc sądu, po którym nastąpi nowe niebo i nowa ziemia, objawi się moc Boża. Widząc niesprawiedliwość i zło, jakie panuje w świecie, czekano na gwałtowną interwencję Bożą. List św. Piotra nie neguje tych oczekiwań, ale wskazuje, ku czemu mają one prowadzić – ku duchowej pracy nad sobą, ku staraniom, by Zbawiciel zastał nas w pokoju, bez plamy i skazy, wzrastających w łasce, w poznawaniu Pana. Te słowa są bardzo aktualne i dziś, dla nas, w tym czasie i sytuacji. Jeśli rzeczywiście wierzymy, że żyjemy w czasach ostatnich, powinniśmy się mocno zająć dbaniem przede wszystkim o nasz stan ducha, starać się o pokój serca, naszego serca, naszych słów i naszego zachowania, i nie dali się uwieść błędom tych, którzy chcą wprowadzić zamieszanie.

Co ciekawe, drugi list św. Piotra nie neguje ani nie potwierdza oczekiwań nagłej i szybkiej interwencji Bożej – jednak wyraźnie, choć dyskretnie zaleca czytelnikom, by ci, którzy oczekują dnia ostatecznego, nie byli rozczarowani, że nie są świadkami spektakularnego końca świata, lecz „cierpliwość Pana uważali za zbawienną”. To logiczne, bo nie apokalipsa, lecz zbawienie jest celem powtórnego przyjścia naszego Zbawiciela.

Psalm responsoryjny: Ps 90, 2.4.10.14.16

To, co przeżywamy my i nasi bliscy, jest dla nas bardzo ważne, zajmuje nasze myśli i uczucia. Trudno się temu dziwić, zwłaszcza, jeśli są to dla nas sprawy nowe, które zdarzają nam się pierwszy raz i niepewni jesteśmy, jak się potoczą. Jednak ktoś, kto ma większe doświadczenie, może patrzeć na to nieco inaczej, bo z perspektywy czasu inaczej ocenia podobne wydarzenia.

Psalm wskazuje nam na taką Osobę – Bóg widzi nie tylko nasz jeden dzień, nie tylko jakiś trudny etap, ale całość naszego życia. Coś, co z trudnością znosimy, co wydaje się tak uciążliwe jak nieprzespana noc, gdy wyczekuje się niecierpliwie świtu, po czasie może wydawać się mniej straszne, bardziej przewidywalne, choć trudne do zniesienia. Ta świadomość pomaga nam zrozumieć sytuację, ale raczej nie pociesza, w trudnych chwilach potrzebujemy czegoś więcej, niż informacji, że wszystko przeminie.

Dlatego psalmista podpowiada modlitwę z własnego doświadczenia, prosząc Wszechmogącego o łaskę, pociechę, wzmocnienie, radość nawet w trudnym życiu. Z całym zaufaniem prosi Boga o hojność od rana, byśmy się mogli cieszyć każdego dnia. To bardzo ciekawe – możemy prosić o radość, ważny dar Ducha Świętego, o to pocieszenie naszych serc, by chwała Boża była nad nami. To prawda, że przychodzą niekiedy tajemnice bolesne, ale Duch Boży jest słodką serc Radością.

Ewangelia: Mk 12, 13-17

Ewangelia przedstawia nam sytuację, która mogłaby się wydarzyć także dziś. Do Jezusa przychodzą ludzie pobożni, także zaangażowani politycznie, i chcą go sprawdzić, trochę sprowokować. Jak łączyć sprawy religijne i polityczne? Czy ludzie wierzący mają płacić podatki wyznaczone przez władzę, która nie przestrzega zasad wiary? Tak naprawdę pytający chcą skłócić Nauczyciela i Jego uczniów z panującym Herodem, bo sami mają już wyrobione zdanie na ten temat. Gdyby Jezus odpowiedział, że mają nie płacić, można by Mu zarzucić, że nawołuje do buntu. Jeśliby zachęcił do płacenia podatku, można by podejrzewać Go o popieranie kolaboracji z zaborcą. Odpowiedź Jezusa nie pozwala na wykorzystanie jej przeciw nikomu, nie da się z niej wydobyć krytyki żadnej ze stron.

Pytanie jednak pozostaje aktualne. Chrześcijanie często żyli pod panowaniem niechrześcijańskiej władzy, dziś także w wielu krajach, gdzie żyją wyznawcy Chrystusa, władza jest daleka od religii. Dlatego odpowiedź Jezusa jest stale ważna – Zbawiciel rozdziela sprawy płacenia podatków i sprawy Boże, które dotyczą uświęcenia i zbawienia. Należy oddać cesarzowi to, na czym jest wizerunek cesarza – a więc należny mu pieniądz. Bogu należy oddać to, na czym jest Jego wizerunek – a więc samego siebie, bo jesteśmy stworzeni na Jego obraz i podobieństwo.

Środa, 3.06.2020 r.

Pierwsze czytanie: 2 Tm 1, 1-3. 6-12

Drugi List do Tymoteusza bardzo ciekawie ujmuje naukę wiary – jako depozyt. To niezbyt częste słowo, zazwyczaj używane w banku, może hotelu, gdy zostawia się coś ważnego, by odebrać później. Osoba przyjmująca powierzony depozyt, ma obowiązek na niego uważać, pilnować i na żądanie wydać w stanie, w jakim dostała. Wobec depozytu ma się przede wszystkim obowiązki.

Tak rozumiana wiara to nie glina, którą można dostosować do swych wyobrażeń, dowolnie zmieniać i naginać. To coś cennego, co zostało nam powierzone, ale ciągle nie należy do nas. Depozyt przechowuje się nie tylko dla siebie – także dla innych. Co ciekawe, autor Listu jest przekonany, że do tego potrzebne są miłość i trzeźwe myślenie – bez ulegania złudzeniom i chwiejnym emocjom. To połączenie wiary, miłości i trzeźwego myślenia jest rzeczywiście bardzo ważne, trzeba się nad tym zastanowić.

Depozyt nie pojawił się sam – ktoś go musiał przekazać, ktoś go odbierze. Autor Listu zauważa, że na jego wiarę pracowały pokolenia. Nie ma złudzeń, że sam wszystko osiągnął, rozumie, że to owoc wysiłków i starań wielu ludzi. Wie także, że doświadczenie wiary i naukę apostołów ma przekazać następnym osobom, które będą tworzyć wspólnotę. Wysiłek, wierność, miłość, trzeźwe myślenie…. To wszystko konieczne, najważniejsze – jak pisze ze spokojem autor Listu – on wie, Komu uwierzył i jaką ma moc Ten, który wiarę umacnia…

Psalm responsoryjny: Ps 123, 1b-2

To psalm ufności. Autor psalmu wzywa Boga i nie traci czasu na szukanie innych możliwości ratunku w sytuacji, w której się znalazł, nie przewiduje zastępczych sposobów wyjścia, nie próbuje nowych ścieżek. Dlatego wznosi oczy do Boga, opierając się na Nim – to jego nieodwołalne postanowienie, by modlić się, prosić i czekać, aż widoczne będzie miłosierdzie Boże. Autor psalmu w ogóle nie zakłada innej wersji wydarzeń, nie wątpi w zaangażowanie Boga.. Jest cały skupiony i nastawiony na błagalnej modlitwie, tak bardzo, jak sługa czy żołnierz, który koncentruje się na najmniejszym ruchu ręki pana i jest gotów do natychmiastowej reakcji. Przykład służącej, której oczy są cały czas utkwione na ręce jej pani, zakłada oczywistość interwencji Boga – przekonanie, że prędzej czy później pan czy pani wyda polecenie sługom, trzeba czekać.

Autor psalmu widzi siebie jako sługę, czy służącą, zależną od pani, jednak podkreśla mocno swą przynależność do pana, prawo do oczekiwania pomocy, wsparcia.

Modlący się o zmiłowanie mogą wydawać się pasywni, bezradni – a jednak ich bierność jest tylko pozorna. Umieją znaleźć właściwą Osobę – Boga. Uznają, że mają prawo oczekiwać na ruch ręki niosący łaskę, są przekonani, że są w stanie ten gest odczytać i przyjąć. Są w stanie gotowości do przyjęcia miłosierdzia, które na pewno przyjdzie, wiedzą, że jako słudzy należą do Pana, są w dobrym miejscu – blisko Niego, przed Nim.

.

Ewangelia: Mk 12, 18-27

Jak wyobrażamy sobie życie po śmierci? Obrazy przedstawiają wyobrażenia malarzy, niektórzy z nas czytali legendy czy czyjeś wizje. Tak naprawdę nie wiemy, jak to będzie. Jezus obiecywał wiele, ale w sposób mocno niekonkretny. Czyż nie mamy prawa pytać o szczegóły? To ciągle aktualne pytanie.

Do Jezusa szli ludzie z różnymi sprawami, tym razem saduceusze, którzy nie wierzyli w zmartwychwstanie i z pewnością nie przyszli o nim słuchać, raczej przez dowcipne pytania, ukazujące piętrowe sprzeczności i niemożliwości, potwierdzić swe przekonania. Dlatego budują mało realny przykład oparty na symbolicznej liczbie – wystarczyłoby wskazać na trzech braci przejmujących żonę, co byłoby bardziej prawdopodobne, jednak siódemka jest bardziej efektowna. Jezus odpowiada poważnie, choć zauważa prowokację. Wyjaśnia, że w niebie nie będzie ziemskich praw ani ograniczeń, będzie inny sposób relacji.

Możemy więc pytać, ale czy zrozumiemy odpowiedź?. Trudno przekazać osobie, która nie rodziła doświadczenie porodu dziecka. Dobre chęci obu stron są niewystarczające. Wiele spraw można zrozumieć dopiero wtedy, gdy się je przeżywa. Pozostaje zaufanie – podobnie jak wtedy, gdy z doświadczonym przewodnikiem idziemy w góry, idąc wybraną przez niego drogą, z ekwipunkiem, który nam doradził.

Czwartek, 4.06.2020 r.- święto Jezusa Chrystusa, Najwyższego i Wiecznego Kapłana

Pierwsze czytanie: Rdz 22, 9-18

Czytanie z Księgi Rodzaju, opisujące doświadczenie Abrahama, który słyszy, że ma poświecić syna, budzi niepokój i wątpliwości w każdym stuleciu – jak Bóg może chcieć takiej ofiary? Dlaczego tak straszne polecenie? Jak mamy to dziś rozumieć?

To straszna sytuacja – syn, upragniony i ukochany, dziedzic i duma rodziny ma zostać poświęcony. Jak zrezygnować z marzeń, na które się długo czekało? Tu chodziło o ludzkie pragnienia, ale też o sprawy wiary: przecież sam Bóg obiecał potomstwo. Dlaczego Bóg daje Syna, a potem odbiera? Czy teraz wszystko odwołane?

W tej sytuacji znajdzie się Maryja. Obiecany Syn, którego poczęła z Ducha Świętego, któremu podporządkowała życie osobiste, małżeńskie, rodzinne – teraz ma na Jej oczach umrzeć śmiercią straszną, a Ona może tylko Mu bezradnie towarzyszyć lub uciec… tu chodzi o jedynego, ukochanego Syna, ale także o Jej wiarę, przekonanie, że Bóg Ją prowadził, dał Jej Syna. Co Ona teraz ma myśleć, w co wierzyć? Jak pogodzić miłość do Syna z wiarą w Ojca, który dał Syna i teraz Go w straszny sposób zabiera?

Kosztowna była wiara Abrahama i Maryi. Oboje wytrwali – i oboje odzyskali synów. To są wydarzenia sprzed tysięcy lat, ale niepokojąca myśl pozostaje – i my możemy stanąć w sytuacji, gdy będzie się wydawało, że Bóg zabiera wszystko, co dał.

Drugie czytanie: Hbr 10, 4-10

To naturalne, że gdy deklarujemy uczucia, jako potwierdzenie naszych intencji często składamy prezenty. W rodzinie, wśród przyjaciół czy wyrażając komuś wdzięczność lub szacunek, przynosimy symboliczne dary. Psalm nawiązuje do tego zwyczaju – mówi o składanych dawniej Bogu ofiarach, dziś wiemy, że nie one są potrzebne, choć składano je z wiarą i często w bardzo dobrych intencjach.

Prorocy i psalmiści często przypominali – najważniejsze jest to, co mieszka w sercu, wokół czego krążą myśli. Bogu nie chodzi o składane hojne prezenty, ale także nie o przymus posłuszeństwa, które z niechęcią dostosuje się do wymagań. Sami czujemy, że nie na tym polega miłość czy przyjaźń. W pracy też nie sprawdzi się niezaangażowany pracownik.

Autor psalmu deklaruje, że spełnianie woli Boga jest jego radością. To już nie tylko posłuszeństwo, to utożsamienie się z Bożymi nakazami i zasadami. Prawo Boże zostało przyjęte nie tylko umysłem, ale też sercem. Psalm pokazuje radość z Bożej obecności i pragnie jej dla wszystkich, którzy szukają Boga i Jego pomocy – także dla nas dzisiaj.

Te słowa zastosował do siebie Syn Boży. To w Nim spełniły się najbardziej. Jego radością była jedność z Ojcem i ludźmi – ale też dlatego, pełniąc Wolę Ojca, stał się największym darem dla Ojca i dla nas wszystkich.

Ewangelia: Mt 26, 36-42

Gdy uczniowie mogli być dumni – byli blisko słynnego Nauczyciela i Cudotwórcy. Dobrze znaleźć się koło kogoś, kto jest podziwiany i chwalony. Splendor Jezusa spadał też na nich. Sytuacja, w której to On potrzebuje obecności, wspólnej modlitwy, zrozumienia, musiała być dla nich zaskakująca i zupełnie nowa. Poznali Go przecież jako mocnego Mistrza, który umie zgromić faryzeuszy, daje sobie radę z saduceuszami, robi świetne wrażenie i cieszy się wielkim szacunkiem. Zapewniał, że jest jedno z Ojcem, sam uczył uczniów modlitwy, tak wiele mówił o potrzebie ufności. A teraz wydaje się, że sam przeżywa trudności na modlitwie i potrzebuje wsparcia.

Także dla nas to czytanie może być zaskakujące. Jezus, który wyrzucał złe duchy, spełniał prośby i uzdrawiał, tu wydaje się osłabiony, zmęczony, bardzo ludzki w swych obawach i cierpieniu, przewidując to, o czym przecież sam uprzedzał uczniów. Tu właśnie Zbawiciel doświadcza tego, co chyba każdy z nas: mamy dobre chęci, ale nasze ciało nie nadąża za naszymi planami, pragnieniami. Duch ochoczy, ale ciało mdłe. Gdy przeżywamy nasze rozterki, osłabienie, obawy przed tym, co ma nadejść, możemy wspomnieć Jezusa, patrząc na tych, którzy nas nie rozumieją, wspomnieć apostołów. Jezus rozumie nas, a my – trochę też Jezusa?

Piątek, 5.06.2020 r.

Pierwsze czytanie: 2 Tm 3, 10-17

Drugi List do Tymoteusza pozwala nam poznać różne doświadczenia wiary, widzimy nauczyciela i ucznia, który od niego się uczył i ma prawo go naśladować w wierze, wytrwałości, miłości, cierpliwości, niezłomnych także w trudnym czasie i przykrych sytuacjach. Nauczyciel wierzy swemu uczniowi, opowiada o swych przeżyciach, wzmacnia go, chwali i zachęca do dalszego wysiłku.

Także nasze czasy cenią nauczycieli. W internecie, czasopismach, książkach zawsze znajduje się naprawdę dużo porad na każdy temat i znajdują one ciągle nowych czytelników, chętnych oprzeć się na nich. Mamy także wielu chętnych, by stać się nauczycielami wiary. Autor Listu wskazuje na źródło, na którym się sam opiera i radzi oprzeć się także uczniowi, skoro się rozstali i kontakt ich jest rzadszy – na Pismo Święte, uczące mądrości, jako najlepszą odpowiedź na pytania i wątpliwości wiary, natchnione i skuteczne do przekonywania, poprawiania się i wychowywania, prowadzące do doskonałości, która pozwala znaleźć się dobrze w każdej sytuacji. Co ciekawe, czyni to mocno i wyraźnie, choć jednocześnie sam jest przekonany, że jego uczeń już od najmłodszych lat bardzo dobrze zna Pismo Święte. Najwyraźniej uznaje je za warte stałego, nieustannego czytania na nowo, przemyślenia, noszenia w sercu. Nie chodzi o zwykłą wiedzę…

Psalm responsoryjny: Ps 119, 157.160.161.165.166.168

Psalm pokazuje nam sytuację sprzed tysięcy lat, a jednak nie wydaje się nam ona dziwna ani nieznana. Autor nie opowiada szczegółów, ale wiemy, że musiał znajdować się w przykrym i nadzwyczaj trudnym położeniu, otoczony kilkoma wrogami, mającymi duże wpływy w jego środowisku. Czuje się przez nich prześladowany, w dodatku bezradny i bezbronny, nie pisze o pomocy przyjaciół i być może nie ma się, na kim oprzeć.

Autor psalmu jednak nie traci wiary i ufności w Boże panowanie i moc, wcale nie zarzuca Bogu bezczynności ani braku opieki – przeciwnie, wyznaje, że Pan jest sprawiedliwy i mocny. Wierzy Bogu i zachowuje pokój serca, tak bardzo, że nawet nie prosi wprost o pomoc, jest jej pewny. Zapowiada wręcz, że czeka na wsparcie Boże, trzymając się wytrwale Bożych przykazań, przestrzegając wszelkich napomnień religijnych. Psalmista bez wyrzutów czy żalu uznaje, że trzeba żyć według prawa Bożego także w trakcie niepowodzeń i trudności – wiary w Boga nie kojarzy wyłącznie z czasem sukcesów i powodzenia. Słowa psalmu nie zdradzają strachu – przeciwnie, pokój Boży wypełnia serce modlącego się, a najwyższym autorytetem jest Słowo Boże. To modlitwa w przeciwnościach człowieka silnej wiary, który wie, że w życiu bywają trudne, niekiedy nawet długie chwile, ale nie zmienia wtedy swoich wyborów.

Ewangelia: Mk 12, 35-37

Wielu ludzi słuchało Jezusa w różnych miejscach, także w świątyni, zadawali Mu pytania, słuchali odpowiedzi, a On wyjaśniał im nauczanie Proroków, Psalmy i wyjaśniał plany Boże zbawienia człowieka. Przy okazji wskazywał im na błędy uczonych w Piśmie, sięgając do ich interpretacji biblijnych, komentował zapowiedzi przyjścia zapowiedzianego Mesjasza i wyjaśniał, kim będzie. Ludzie wierzyli, że Wybawiciel pojawi się w rodzie Dawida, więc Jezus nawiązywał do tych proroctw.

Ewangeliści zapewniają nas, że ludzie chętnie Go słuchali, nie tylko z racji cudownych wydarzeń, ale także ze względu na Jego mądrość. Wiemy jednak, że tłumy, które za Nim chodziły i towarzyszyły Mu razem z uczniami, nie dochowały tej wiedzy i wiary w czasie Męki Pańskiej. Samo zainteresowanie proroctwami i ciekawymi przemówieniami niekoniecznie oznacza przyjęcie w wierze Jezusa i zaangażowania życia, potrzebny jest już następny, decydujący krok.

Sobota, 6.06.2020 r.

Pierwsze czytanie: 2 Tm 4, 1-8

Choć rozumiemy, że Drugi List do Tymoteusza był pisany do konkretnej osoby, możemy go czytać jako cenne wskazówki dla nas po ponad tysiącu lat. To rady dla głoszących Ewangelię, nauczających wiary, duchowych przewodników..

Możemy odnieść wrażenie, że tak samo jak setki lat temu, tak i dziś nauczanie wiary nie jest łatwym ani przyjemnym zadaniem. Autor listu zaleca, by być gotowym w każdej chwili i o każdej porze do czuwania, głoszenia Ewangelii, odpowiadania na pytania, wychwytywania błędów innych w sprawach wiary, nawet pouczania ich i korygowania. Brzmi to dość radykalnie, jednak dodatkowo zalecenia te wzmacnia przypomnienie – sprawdzianem dobrego nauczyciela wiary jest jego cierpliwość, a owocem prawdziwej nauki wiary będzie wzmocnienie na duchu. Powołanie nauczyciela Ewangelii nie oznacza więc życia łatwego i spokojnego, autor listu zaznacza wręcz, że wiąże się ono z niewygodą i niebezpieczeństwem, a także niechęcią wielu słuchaczy, którzy sami sobie wybierają nauczycieli, jacy im pasują.

List zakłada dobre intencje, zdecydowanie jak i wytrwałość Tymoteusza, do której jeszcze zachęca. To niekrótki List, poświęcony wzmacnianiu wiary wierzącego, wspieraniu powołania powołanego, przypominający obowiązki nauczycielowi zaangażowanemu w pracę. Może czasem za mało wspieramy i pouczamy siebie samych?

Psalm responsoryjny: Ps 71, 8-9.14-15b.16-17

Psalmy zazwyczaj poruszają sprawy istotne, ale ten będzie chyba aktualny w każdym stuleciu i w każdym pokoleniu. Wielu ludzi mogłoby powiedzieć o sobie, że w jakimś okresie swego dzieciństwa lub młodości, w każdym razie będąc jeszcze w pełni sił, przeżywali głęboko swą wiarę, przeżywali mocne uczucia religijne, starali się żyć pobożnie i z całym przekonaniem mówili o swej miłości do Boga. Jeśli czas ten był spokojny, bez wielkich niepokojów i zagrożeń, w zdrowiu i powodzeniu, to wyznawanie wiary mogło wydawać się oczywiste i nie napotykać wielkich trudności.

Jednak inaczej być może w czasie mniejszych sukcesów i malejących sił. Wzrastające trudności wpływają też na uczucia, może się pojawić poczucie rozczarowania. Psalmista przewiduje ten czas, widzi jego możliwość i prosi o odczucie obecności Bożej także w starości, gdy możliwości człowieka się zmieniają, słabnie jego odporność i trzeba więcej wsparcia i pomocy. To modlitwa człowieka, który coraz bardziej realnie ocenia nadchodzący czas, a jednocześnie nie traci ufności, że nowa epoka życia będzie także doświadczeniem mocy Bożej w nowej formie. Ta wierna sprawiedliwość Boża niesie otuchę i nadzieję modlącemu się – także my możemy przyjąć ten psalm, gdy będzie nam rzeczywiście potrzebny, jako swoją modlitwę.

Ewangelia: Mk 12, 38-44

Jezus nie miał złudzeń co do ludzi, realistycznie oceniał ich zachowanie i sposób bycia. Zauważał, że wielu pobożnych zwraca mocno uwagę na swój wygląd, poczucie swej ważności, uznanie, pochwały i zaszczyty (także publiczne), wyraz swej duchowości. Oczywiście sam Jezus modlił się długo, bywał doceniany, pozdrawiany i witany z wielkim szacunkiem i poważaniem. To też przydarza się wielu szanowanym i sławnym osobom. Jednak wielka to różnica, czy coś wydarza się przy okazji, czy też jest zamierzonym celem. Ci, którzy traktują swą wiarę jako sposób na osiągnięcie sukcesu, wyróżnienie się, wzmocnienie ważności swej osoby, właściwie traktują ją jak sposób na zyskanie uznania, na otrzymanie czegoś w zamian za swą wiarę od ludzi.

Ewangelista potwierdza, że Jezus przyglądał się ludziom wnikliwie. Zauważył kogoś, na kogo mało kto zwróciłby uwagę – skromnie ubraną wdowę, która składa na świątynię dar obiektywnie niewielki, nie budzący podziwu. Jednak Syn Boży wie, że jest to wielka ofiara – ona przyniosła wszystko, co mogła, to dar z całego serca.

W geście tym widać jej zaufanie w Opatrzność Bożą, ale również w uważność samego Boga, który doceni ten dar, pozornie mały. To drobne wydarzenie to także dla nas pociecha – Jezus widzi wszystkie nasze starania, nawet niedostrzegalne dla innych.

Komentarze do czytań - VII tydzień wielkanocny | od 24 do 30 maja 2020 r. - Ks. dr Adam Dynak
Komentarze do czytań - X tydzień zwykły | od 7 do 13 czerwca 2020 r. - Agnieszka Wawryniuk