Niedziela, 22.12.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: Iz 7, 10-14

Im dalej jest się od Boga i im bliżej Szeolu, tym bardziej Jego postać zostaje przysłonięta przez nasze błędne, antropomorficzne wyobrażenia. Chłodne milczenie w stosunku do Pana jest tak samo zabójcze dla relacji z Nim, jak dla relacji małżonków. Achazowi mogło wydawać się, że postępuje słusznie, nie chcąc naprzykrzać się Bogu prośbami. Podobnie może być z nami, gdy po okresie oddalenia myślimy o Nim w kategoriach ludzkich, zapominając o Ewangelii. Czując wstyd z powodu naszego milczenia, może nie potrafimy rozpocząć z Nim rozmowy, może czujemy, że nasze „przepraszam” i „proszę” są nieadekwatne wobec Otchłani, w jaką zbiegliśmy, uciekając przed Jego obliczem.

Bóg poprzez Izajasza daje nam dzisiaj odpowiedź na wszelkie te wątpliwości: znak Panny, która porodzi Syna. Nieskończoną miłość Jezusa, objawiającą się w Jego Wcieleniu, można porównać do atu w grze w brydża. Nieważne, jak niepozornym argumentem wydaje się ona niekiedy wobec naszych ludzkich doświadczeń pełnych cierpienia i zawodów: Chrystusowa miłość zawsze zwycięża. Jak bardzo absurdalne nie wydawałyby nam się nasze niespełnialne obietnice i szeptane wstydliwie w ciemności Szeolu błagania, Bóg, który stał się człowiekiem, wysłuchuje ich wszystkich cierpliwie, przytulając nas z matczyną czułością.

 

Psalm responsoryjny: Ps 24, 1b-2.3-4b.5-6

Okazuje się, że jedyny godny do wstąpienia na górę Pana, Człowiek rąk nieskalanych i czystego serca, to Syn Boży, Bóg-Człowiek, Jezus Chrystus. Na tym jednak nie kończy się Jego dzieło, gdyż wszystko, co zrobił, zrobił dla tych, którzy szukają oblicza Boga Jakuba, aby i oni mogli wstąpić na górę Pana dzięki Jego ofierze.

 

Drugie czytanie: Rz 1, 1-7

Paweł rozpoczyna swój list do Rzymian od przedstawienia się. Niewątpliwie do rozpoznania jego osoby Rzymianom, którzy przynajmniej już o nim słyszeli, wystarczyłoby o wiele mniej informacji, niż udziela w tym pierwszym, długim zdaniu. Tym bardziej, że niewiele pisze tam o sobie, przechodząc szybko do ukazania swojej tożsamości jako podporządkowanej tożsamości Syna Bożego, którego Ewangelię głosi mocą Jego zmartwychwstania. Paweł rezygnuje z szerokiego przedstawiania siebie, starając się skierować uwagę czytelników od razu na Ewangelię Chrystusa, która jest źródłem i sensem istnienia Kościoła – fakt, o którym my zbyt często zapominamy.

 

Ewangelia: Mt 1, 18-24

Pochylając się w tym czasie nad czytaniami, których jednym z bohaterów jest Józef, trudno nie docenić roli, jaką miał przy narodzinach Syna Bożego. Jednak poprzez milczenie, które potem zapada na jego temat oraz na słowa dwunastoletniego Jezusa odnalezionego w Jerozolimie, umyka nam ogromna rola, jaką miał Józef w trakcie Jego dziecięcego i młodzieńczego życia. Anioł Pański mówi mu we śnie, jakie imię będzie miało Dziecko, które poczęło się z Ducha Świętego – zauważmy jednak, że to on, zgodnie z żydowską tradycją, pozostaje tym, który ma Mu je nadać! Józef otrzymuje zadanie adopcji Jezusa i pełnienia roli prawdziwego, ziemskiego ojca dla Chłopca, który tego ojca, jak każdy inny chłopiec, potrzebuje na wielu płaszczyznach. Nie wiemy do końca, dlaczego Ewangeliści przestają później o Józefie wspominać, jednak jednym z teologicznych powodów było z pewnością to, aby zrobić miejsce dla Boga Ojca jako tego, z którym Jezus posiada tę jakże intymną, choć dla ludzi z reguły trudną relację.

 

Poniedziałek, 23.12.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: Ml 3, 1-4.23-24

Te słowa proroka Malachiasza już od dawna nie są skierowane do Żydów, którzy nie posiadają kultu ofiarniczego. Słowo Boże kieruje je do Kościoła, który w Eucharystii zostaje włączony w sprawowanie Ofiary Chrystusa. Kieruje je do biskupów, księży, zakonnic, świeckich.

Kieruje je do mnie.

Nieskończona miłość Boża wydaje się w Biblii poniekąd zrelatywizowana tylko w jednym przypadku: wobec uczonych w Piśmie i sprawujących kult. Można czasami odnieść wrażenie, że wielu z nas uczestnictwo w sakramentach traktuje jako zabezpieczenie zbawienia. Czy nie jest jednak tak, że sakramenty sprawowane w Kościele służą całej ludzkości, a na nas, którzy je sprawujemy, nakłada trudny obowiązek „składania Panu ofiar sprawiedliwych”? Prorocy krytykujący kapłanów i lewitów, Jezus grożący faryzeuszom, kierują swoje słowa także do nas. Eucharystia, w przeciwieństwie do ofiar ze zwierząt, jest prawdziwą Ofiarą gładzącą grzechy. Nie sprawia to jednak, że nas, którzy ją sprawują, Bóg nie będzie próbował w ogniu jak złoto. Jeżeli ktoś jest pewny swojego zbawienia, niech nabierze wątpliwości, pojedna się ze wszystkimi, zwróci każdemu, któremu jest coś winien, wreszcie niech sprzeda wszystko i pójdzie za Nim – choćby nawet kiedyś został już raz biskupem.

 

Psalm responsoryjny: Ps 25, 4-5.8-9.14.14

Refren dzisiejszego psalmu responsoryjnego doskonale nakierowuje nas na sposób jego interpretacji adekwatny do zbliżającej się Uroczystości Bożego Narodzenia. Podnieśmy głowy i wyruszmy w drogę za Zbawcą, gdyż Bóg we Wcieleniu dał nam najpełniej poznać to, o co wraz z psalmistą od zawsze błagamy: aby poznać Jego ścieżki.

 

Ewangelia: Łk 1, 57-66

Kontestacja, zerwanie z przyzwyczajeniami, tradycją – to także Ewangelia. Otwarcie na Bożą łaskę wymaga od nas niejednokrotnie wyjścia poza schematy i strefę komfortu. Tak też czyni Zachariasz po początkowym oporze, aby uwierzyć w to, co niewiarygodne. Do rozwiązania się naszych ust w celu głoszenia słowa Bożego w naszej społeczności potrzebna jest odwaga cywilna, która pozwoli nam przeciwstawić się temu, co w tym społeczeństwie jest niezgodne z wolą Bożą.

 

 

Wtorek, 24.12.2019 r.

 

Pierwsze czytanie: 2 Sm 7, 1-5.8b-12.14a.16

Niektórzy uważają, że Bóg nigdy nie chciał budowy świątyni w Jerozolimie. Miał Mu wystarczyć namiot spotkania, którego przemijalność wyrażała przemijalność samego kultu izraelskiego. Najpierw Bóg w słowach skierowanych do Natana podkreśla, jak wiele uczynił dla Narodu Wybranego, gdy obecny był pośród niego w namiocie. To nie Dawid zbuduje Bogu dom, lecz Bóg zbuduje dom Dawidowi, zaś królestwo jego potomka, Jezusa, będzie trwało na wieki. Taką wizję dziejów świątyni przedstawił w swej mowie św. Szczepan (Dz 7).

Dawid, który nie chce, aby Bóg mieszkał w gorszych warunkach niż on sam, przejawia równie dużo dobrej woli, co niezrozumienia Jego dróg. Gorliwość o dom Boży to nie starania o zewnętrzne bogactwo kościołów, lecz o wnętrza tych, którzy wstępują w jego progi. Dziwna to praktyka, że nazywamy kościoły świątyniami, gdy to Wcielony Chrystus okazuje się jedyną Świątynią, jakiej potrzeba człowiekowi. Piękno i schludność miejsc sakralnych powinny zawsze być nakierowane na spotkanie ze Zmartwychwstałym, zaś jakiekolwiek niedomogi spowodowane brakiem budżetu nigdy nie powinny rodzić wątpliwości co do tego, czy dane miejsce jest godne przyjąć Chrystusa, skoro On sam przyszedł na ten świat w stajni.

 

Psalm responsoryjny: Ps 89, 2-3.4-5.27.29

Bardzo rzadko w Starym Testamencie Bóg nazywany jest Ojcem. Tym razem jednak, zgodnie z proroczymi słowami z Psalmu 89 o słudze z pokolenia Dawida, ów sługa będzie wołał do Boga „Ty jesteś moim ojcem”. Potrzeba więc było dopiero przyjścia Syna Bożego na świat, abyśmy my, za Jego przykładem, mogli nazywać Boga Ojcem.

 

Ewangelia: Łk 1, 67-79

Hymn z Ewangelii Łukasza jest jednym z najwyraźniejszych i najpiękniejszych łączników między Starym a Nowym Testamentem. Używając języka i symboliki typowej dla pobożnych Izraelitów, Zachariasz ukazuje swojego syna, Jana, jako proroka przygotowującego drogę Panu. Tym razem jednak nie mamy do czynienia z niejasnym proroctwem o przyszłych czasach, lecz z konkretną zapowiedzią wydarzeń oddalonych o około trzydzieści lat, których głównym bohaterem będzie już nie prorok, lecz Ten, którego oni zapowiadali, kuzyn Jana, Jezus Chrystus.

 

Środa, 25.12.2019 r. – Pasterka

 

Pierwsze czytanie: Iz 9, 1-3.5-6

             Radość płynąca ze zbawienia dokonanego we Wcieleniu i Misterium Paschalnym nie jest jedynie wewnętrznym stanem, któremu obca jest ekspresja. Jednym z powodów istnienia kalendarza liturgicznego jest to, że człowiek potrzebuje czasu na przeżywanie w realny sposób różnych stanów duszy. Wiara chrześcijańska jest, podobnie jak jej Przedmiot, Chrystus, nakierowana na człowieka i jego dobro. Dlatego świętujemy to bezsprzecznie radosne, sielankowe wydarzenie, jakim były narodziny Boga, w najkrótsze dni w roku. Tak jak światła lampek choinkowych i świec rozjaśniają nasze samopoczucie, tak nowonarodzony Jezus niech rozjaśnia mroki naszych serc.

 

Psalm responsoryjny: Ps 96, 1-2a.2b-3.11-12.13

Wraz z narodzinami Jezusa rozpoczyna się nowe. Przyjęcie przez Boga materialnego Ciała nie ma wpływu jedynie na człowieka, ale jest nazywane Nowym Stworzeniem. Oto Ten, przez którego wszystko zostało stworzone, odnawia naturę tego świata. Psalmista głosi, że z Jego narodzin raduje się, wraz z niebem, cała ziemia. Nie jest to jednak zwykła synekdocha, która oznacza cały, bliżej nieokreślony, wszechświat. Cieszyć się z Wcielenia ma także flora i fauna. Módlmy się o to, aby ten świat, dany nam przez Boga z całym jego pięknem oraz doskonałością zrodzoną w Jego umyśle, doczekał Jego powtórnego przyjścia, niezniszczony wcześniej przez atomowe szaleństwo ludzkiej pychy.

Drugie czytanie: Tt 2, 11-14

To jedno z tych długich zdań św. Pawła, które Kościół w swojej mądrości daje nam jako jedno całe czytanie. Zawiera się w nim bogata treść, niemal synteza chrześcijańskiej nauki soteriologiczno-moralnej. Bóg daje nam zbawienie w Osobie Jezusa poprzez Jego Wcielenie oraz Ofiarę z samego siebie. Idąc jednak przez swoje ziemskie życie Syn Boży poucza nas także, jak mamy postępować, aby nasze bytowanie było adekwatne do daru zbawienia, jakie otrzymaliśmy.

Zadziwia wieloaspektowość, z jaką ów temat traktuje Apostoł Narodów. Nie tylko nie wolno nam żyć, jakby Boga nie było, a to życie było jedynym, co nas czeka, ale mamy kierować się rozumem i sprawiedliwością. Nasza pobożność nie obędzie się z kolei bez gorliwości w spełnianiu dobrych uczynków. Można więc rzec, że życie chrześcijanina, choć nie pozbawione braków moralnych, ma być komplementarne ze sposobem istnienia Tego, z Którym pragniemy być zjednoczeni. Pomimo naszych wad, jeżeli poddajemy się działaniu Ducha Świętego, nie będzie nam przesadnie brakować ani pobożności, ani rozumu, ani pragnienia czynienia dobra. Jeżeli któregoś z tych elementów jesteśmy zaś wyraźnie pozbawieni, to warto zastanowić się, czy w jakimś punkcie naszego jestestwa nie zamykamy się radykalnie na łaskę Bożą, np. przez trwanie w nałogu, niezdolność do wybaczenia lub przywiązanie do jakiejś idei sprzecznej z Bożą wolą.

 

Ewangelia: Łk 2, 1-14

W dzisiejszej Ewangelii Łukasz, jak przystało na kogoś wychowanego w kulturze hellenistycznej, najpierw umiejscawia narodziny Jezusa w historii. Następnie przechodzi do ukazania Jego tożsamości: jest On potomkiem Dawida, Zbawicielem, zapowiadanym Mesjaszem. I chociaż Ewangeliści nie są skłonni do nadużywania w swych narracjach cudownych wydarzeń wykraczających poza działalność cudotwórczą Jezusa, to tutaj, na początku Jego drogi, mamy do czynienia z angelofanią o przytłaczającym rozmachu: całe zastępy aniołów zaczynają wychwalać Boga wobec obecnych tam pasterzy. Do tytułów znanych bowiem ze starotestamentalnych proroctw Łukasz dołącza jeszcze jeden: Pan. Greckie kyrios odpowiada w tym miejscu hebrajskiemu adonai, którego adresatem był zawsze Bóg. W owej scenie zarysowuje się więc to nieprawdopodobne napięcie między człowieczeństwem a boskością Jezusa. W dniu dzisiejszym w realny sposób niebo łączy się z ziemią, aniołowie konwersują z pasterzami, a Bóg staje się Człowiekiem.

 

Środa, 25.12.2019 r. – Uroczystość Narodzenia Pańskiego

 

Pierwsze czytanie: Iz 52, 7-10

Kościół w doborze czytań starotestamentalnych na dzisiejszą uroczystość pokazuje nam, jaka jest różnica między Jezusem a jakimikolwiek bohaterami, mężami stanu i wszelkiego rodzaju wybawcami ludzkości: już Jego narodziny są zwycięstwem, są powrotem Pana na Syjon, są początkiem zbawienia, które ujrzą wszystkie narody ziemi. Choć czeka Go trudna droga, to nie ma tutaj miejsca na dowodzenie swojej wartości, na niepewność czy politykę. Jezus króluje jako prawdziwy Bóg od początku stworzenia, zaś Jego przyjście na świat jest jak bohaterski powrót króla, który wybawia od wrogów i wprowadza pokój.

 

Psalm responsoryjny: Ps 98, 1bcde.2-3b.3c-4.5-6

W przyjściu Jezusa na świat spełniły się starotestamentalne proroctwa o nadejściu Mesjasza. Stało się to jednak w sposób całkowicie zaskakujący dla uczonych w Piśmie i innych Izraelitów. Mesjasz okazuje się nie mieć nic wspólnego z polityką. Choć Bóg wspomina na swoją dobroć i wierność dla domu Izraela, to zbawienie, które niesie, nie zna granic języka i narodów. W Betlejem Bóg realizuje zamierzenie budowniczych wieży Babel: łączy ludzkość w ramach jednej rodziny ludzi zbawionych przez swojego Syna. Dzieje się to jednak na Jego warunkach, we właściwy sposób, a nie w oparciu o ludzką pychę. Zwycięstwo Jezusa i Jego zbawienie obejmują cały świat, nie bacząc na ludzkie granice – i dlatego właśnie są tak bardzo nie z tego świata.

 

Drugie czytanie: Hbr 1, 1-6

Jezus Chrystus, Syn Boży jest Tym, od którego wszystko się zaczęło i w rękach którego wszystko zostanie złożone na końcu czasów. Jego greckojęzyczny tytuł zaczerpnięty z filozofii, Logos, który oznaczał zarówno Słowo jak i Rozum, wskazuje na Niego jako na źródło wszechświata i reguł w nim panujących, a więc, w konsekwencji, źródło całej nauki.

Nie ma zaś wątpliwości, że nasza wiedza o owym wszechświecie, a nawet o człowieku wciąż się rozwija. Ze smutkiem można dostrzec, jak niektórzy wierzący z niepokojem wdają się w gorące dyskusje naukowe o rzeczach, które wcale nie stanowią prawd wiary. Nie mamy nie interesować się nauką, lecz podchodzić z większym spokojem do rodzących się dyskusji.

Ze względu na wiarę w Logos wiara chrześcijańska może szczycić się tym, że nigdy nie stanie się ideologią przeczącą nauce. I jeżeli nawet owa nauka w następnych dziesięcioleciach doszłaby do wniosków niemieszczących się w ramach niektórych naszych obecnych przeświadczeń, które nie należą do zbioru prawd wiary, to nie bójmy się słów „nie wiem”. Możemy być pewni, że nic, co z całą pewnością i uczciwością ustali nauka (również wolna od ideologii), nie będzie sprzeczne z wolą Tego, przez Którego Bóg stworzył wszechświat.

 

Ewangelia: J 1, 1-18

Jezus w prologu Czwartej Ewangelii zostaje nazwany owym Logosem, o którym była mowa w poprzednim komentarzu. Większość tłumaczeń zgodnie z łacińską tradycją przekłada Logos jako Słowo. Musimy jednak pamiętać o tym, jak pojemne było to wyrażenie w kontekście filozofii hellenistycznej. Ten wyjątkowy hymn na cześć Logosu stał się filarem mostu, jaki wcześni teologowie chrześcijańscy (korzystając też niewątpliwie z pomocy żydowskiego filozofa, Filona z Aleksandrii) zbudowali między judaizmem a filozofią helleńsko-rzymską. Dzięki temu wiara chrześcijańska stała się odbiciem Boga w Trójcy Jedynego, który w swej doskonałości stwarza świat, ale także dalej się o niego troszczy. Stwarza człowieka, ale także go miłuje – do tego stopnia, że Sam się nim staje. Jest Przyczyną istnienia wszystkiego, co istnieje, ale okazuje się Sam być Osobą. Jest absolutnie sprawiedliwy w swej doskonałości, ale najważniejszym przejawem owej sprawiedliwości okazuje się to, że jest Miłością.

Na początku, zanim cokolwiek powstało, był Logos, i dzisiaj ów Logos staje się ciałem, aby pouczyć nas o Bogu Ojcu i zaprowadzić nas do Niego. Cieszmy się więc!

 

 

Czwartek, 26.12.2019 r. – święto Św. Szczepana, pierwszego męczennika

 

Pierwsze czytanie: Dz 6, 8-10; 7,54-60

Czy wierzymy w istnienie Boga? Czy naprawdę wierzymy, że śmierć nie jest końcem? Kościół wzywa nas dzisiaj, pośród bożonarodzeniowej radości, do zadania sobie tych pytań, wspominając męczeństwo św. Szczepana, którego wiara sprawiła, że w chwili śmierci zwrócił się do Chrystusa oraz wybaczył swoim zabójcom.

Z perspektywy ludzkiej rozpoczynające się właśnie życie Jezusa, przepełnione czynieniem cudów, gestami miłości oraz śmiechem, skazane było od początku na zagładę. Podobnie ma to miejsce z nami. Im dłużej trwa pokój, tym trudniej kolejnym pokoleniom uporać się z perspektywą cierpienia i straty, które niechybnie ich spotkają.

Dzisiaj jednak Chrystus w swoim Wcieleniu i w osobie Szczepana uczy nas drogi, która może dać nam ukojenie: jest nią życie dla innych. Jeżeli jest coś, co pozwoli nam zrozumieć sens przemijania, to jest nim unicestwianie naszego ego i wyzwalanie się od doczesnych potrzeb – nie w stronę samotniczego cierpiętnictwa, lecz ofiarowywania siebie innym. Nie każdemu z nas przekonanie o czekającym na nas życiu wiecznym przychodzi łatwo. Warto tym samym żyć dla innych, wprowadzając w życie coś na kształt chrześcijańskiego stoicyzmu i tym samym nadając umykającej doczesności sens. Ufajmy zarazem w to, że Bóg obdarzy nas wiarą wtedy, gdy będziemy najbardziej jej potrzebować.

 

Psalm responsoryjny: Ps 31, 3cd-4.6.8ab.16-17         

Drugim sposobem na przygotowanie się do śmierci, poza ofiarowywaniem siebie bliskim i obcym, jest modlitwa. Wytrwałe powierzanie swojego ducha i swoich losów Bogu na wzór psalmisty oraz Chrystusa ukrzyżowanego sprawi, że Jego oblicze zajaśnieje nad nami w dniu naszych narodzin dla życia wiecznego.

 

Ewangelia: Mt 10, 17-22

Dzisiaj katolikom w kontaktach z ludźmi myślącymi inaczej są potrzebne trzy rzeczy: znajomość Ewangelii, pokora oraz rozum. Ustrzegą nas one przed częstą dzisiaj sytuacją, w której będziemy w „nienawiści u wszystkich” nie z powodu imienia Bożego, ale przez własne zacietrzewienie, pychę i grzeszność. Nie wolno nam mylić tych dwóch rzeczywistości. Jednym ze sposobów na odróżnienie ich jest przyjrzenie się temu, jak reagujemy na to, gdy zostajemy wydani na pastwę przeciwników. Czy, zgodnie z Jezusową nauką, wypełnia nas spokój niesiony przez Ducha Świętego, czy raczej wdajemy się w pełne niepewnej gwałtowności utarczki słowne lub, nie daj Boże, fizyczne? Kto wytrwa w miłości do końca będąc znienawidzonym, dziwnym, nie z tego świata – ten będzie zbawiony. W świetle Jezusowej Ewangelii powinno wydawać się oczywistym, że przemoc psychiczna lub fizyczna użyta w obronie wartości chrześcijańskich to po prostu diabelski żart i największe świętokradztwo, jakie można sobie wyobrazić.

 

 

Piątek, 27.12.2019 r. – święto Św. Jana Apostoła i Ewangelisty

 

Pierwsze czytanie: 1 J 1, 1-4

Początek Pierwszego Listu św. Jana wyraźnie nawiązuje do prologu Ewangelii Jana, w którym jest mowa o Słowie (czyli Logosie), które było na początku i które stało się ciałem. Tym razem mamy jednak do czynienia z ujętym bardziej osobiście świadectwem apostoła, który wspomina to, co widział i czego dotykał. Najpierw pisze o Słowie życia, a później po prostu o życiu, które się objawiło. W obu przypadkach mowa jest o Jezusie, który w całym liście jest ukazany jako źródło życia, światła i miłości. Celem całej tej homilii ujętej w formę listu jest podzielenie się radością z Wcielenia i Zmartwychwstania Chrystusa z braćmi. Kościół, współdzieląc się nadzieją na życie wieczne, utrzymuje łączność z Ojcem oraz Synem Bożym.

Prawdziwa moc apostolstwa bierze się zawsze z własnego doświadczenia Bożej bliskości. Wiara każdej i każdego z nas opiera się najpierw na świadectwie apostołów, którzy oglądali i dotykali Zmartwychwstałego, a potem na świadectwie żyjących współcześnie osób, które przed nami spotkały Chrystusa. Wbrew powszechnemu mniemaniu o polemicznym charakterze listu, św. Jan pokazuje ścisły związek między wymaganiami moralnymi a naturą samego Boga, który jest miłością. Głoszenie życia wiecznego, choć nie pozbawione starć z przeciwnikami, to przede wszystkim dzielenie się radością ze Słowa, które się nam objawiło i które z miłości ofiarowało nam Siebie.

 

Psalm responsoryjny: Ps 97, 1-2.5-6.11-12

Bóg miłości pozostaje Bogiem, w którym nie ma nic niedoskonałego. Trudno więc byłoby z Nim przebywać, samemu będąc daleko od owej doskonałości. Chrystus oczyszcza nas z grzechu i obdarza łaską, ale ostatecznie to do nas należy decyzja, czy przyjmiemy Jego miłość oraz zostaniemy uznani za sprawiedliwych i czy, w konsekwencji, Boże zbawienie będzie dla nas powodem do radości.

 

Ewangelia: J 20, 2-8

Jan Apostoł jest wielkim nieobecnym Ewangelii według św. Jana. Bibliści stworzyli mnóstwo tez dotyczących tego, kim był wspominany jakby w zamian „uczeń, którego Jezus miłował”, sugerując na to miejsce choćby Łazarza czy Marię Magdalenę. Nadal jednak trudno oprzeć się wrażeniu, czytając Czwartą Ewangelię, że Jan i umiłowany uczeń to jedna i ta sama osoba. Istnieje także swoiste napięcie między nim a Piotrem dotyczące pierwszeństwa pośród apostołów. Odwzorowuje to poniekąd sytuację pierwotnego Kościoła: już w listach nowotestamentalnych i Dziejach Apostolskich widać odmienne poglądy, różne stronnictwa oraz antypatie. Pogańscy uczniowie Pawła, judeochrześcijanie zebrani wokół Piotra, tzw. szkoła Janowa, wywodząca się od patrona dnia dzisiejszego: wszyscy oni tworzyli jeden Kościół, tak samo jak dzisiaj jeden Kościół tworzą prawicowcy z lewicowcami, tradycjonaliści z modernistami, Tygodnik Powszechny z Radiem Maryja.

Umiłowany uczeń wyprzedza Piotra: może mniej się boi, może jest po prostu młodszy. Gdy jednak zobaczył pusty grób, poczekał na opokę Kościoła, aby ten wszedł najpierw. Wnioskiem ważniejszym jednak od potwierdzenia prymatu biskupa Rzymu jest tutaj wzajemna pokora i zgodność – pomimo różnorodności. Bieg dwóch uczniów nie stanowi wyścigu, lecz niecierpliwe, pełne miłości pędzenie na spotkanie ze Zmartwychwstałym.

 

 

Sobota, 28.12.2019 r. – święto Św. Młodzianków, męczenników

 

Pierwsze czytanie: 1 J 1,5-2,2

Dzisiejsze pierwsze czytanie stanowi bezpośrednią kontynuację czytania wczorajszego. Słowo Boże daje nam w nim zaskakująco przejrzystą refleksję na temat skutków grzechu oraz Bożej sprawiedliwości.

Bóg mianowicie okazuje się sprawiedliwy nie w znaczeniu kogoś, kto waży nasze przewinienia, ale jako Ktoś doskonały, w którym nie ma żadnej ciemności. To sprawia, że abyśmy mieli z Nim współuczestnictwo, my też musimy być sprawiedliwi na Jego obraz. Nie ma jednak człowieka bez grzechu, dlatego Bóg, jako nie tylko sprawiedliwy, ale i wierny, ofiaruje nam krew własnego Syna, abyśmy oczyszczeni z win mogli z Nim przebywać.

Gdy więc ogarną nas wątpliwości dotyczące tego, czy zasługujemy na Bożą miłość oraz co mamy robić, możemy odnieść się do tej wyraźnej ścieżki zarysowanej przez św. Jana. Starajmy się nie grzeszyć. Gdy jednak zdarzy się grzech, możemy pozostać w strefie światłości poprzez wyznanie go. Dzięki temu nasz Rzecznik, Jezus Chrystus, który dzięki byciu doskonale sprawiedliwym mógł złożyć ofiarę przebłagalną godną grzechów całej ludzkości, będzie mógł oczyścić nas z win i na powrót uczynić zdolnymi do przebywania w Bożej obecności.

 

Psalm responsoryjny: Ps 124, 2-3.4-5.7b-8

Nie ma nic dziwnego w tym, że cierpienie niewinnych wywołuje w nas szczególnie silny bunt emocjonalny. Gdy to cierpienie dotyka bezpośrednio kogoś z naszych bliskich, może to kazać nam poddać w wątpliwość Boże istnienie lub przynajmniej Boże zainteresowanie naszym życiem. Drugi człowiek, choroba, wypadek mają jednak wpływ na nasze ciała. Bóg jest po naszej stronie niezależnie od okoliczności, dlatego nasza dusza jest bezpieczna w rękach Pana, który stworzył niebo i ziemię. Bóg wie, jakie szczęście u Jego boku czeka wszystkie nienarodzone dzieci lub te, które zmarły przed zakosztowaniem pełni życia na ziemi. To jedyne wytłumaczenie, dla którego Bóg-Miłość może patrzeć na ich cierpienie i, jak nam się wydaje, nie reagować.

 

Ewangelia: Mt 2, 13-18

Jezus, jako Syn Boży i Mesjasz ma misję do wykonania – dlatego Bóg interweniuje, aby uchronić Go od śmierci z ręki oprawców Heroda. Nikt nie jest samotną wyspą, nikt nie żyje dla siebie. Skoro więc dzisiaj rozpoczął się dla nas nowy dzień, to znaczy, że Bóg powierza nam pracę do wykonania: opiekę nad rodziną, głoszenie słowa Bożego, wspieranie ubogich.

Druga myśl, jaka nasuwa się w trakcie lektury tej Ewangelii, to taka, że Jezus jako dziecko był uchodźcą. Jeżeli jako chrześcijanie twierdzimy, że w jakiejś konkretnej sytuacji mamy prawo uchylić mającego swoje źródło w kulturze starożytnej prawa gościnności, a co ważniejsze – Jezusowego prawa miłości – to lepiej miejmy ku temu solidne podstawy oparte na osobistych, rzeczowych poszukiwaniach. W innym wypadku upomni się o nas krzyk św. Młodzianków.

Komentarze do czytań - III tydzień Adwentu | od 15 do 21 grudnia 2019 r. - s. M. Tomasza Potrzebowska CSC
Komentarze do czytań - I tydzień po Narodzeniu Pańskim | od 29 grudnia 2019 r. do 4 stycznia 2020 r. - Teresa Pieczyńska