Przecież chciałem

Łatwość, z jaką robimy różne rzeczy, sprawia, że bardziej skupiamy się na tym, jak osiągnąć natychmiast cel, niż na tym, jak dostosować się do rytmu życia. Biegłość technologiczna zastępuje nam cierpliwość, która wydaje się czymś zbędnym, a nawet szkodliwym, ponieważ zmniejsza w nas parcie na to, by w coraz większym stopniu uczestniczyć w zwycięskim pochodzie technologii. Mamy być niecierpliwi, by kupić kolejny model komputera czy telefonu działający o setne sekundy szybciej. To, co służy rynkowi, nie zawsze służy człowiekowi. Ten bowiem potrzebuje cierpliwości, by żyć. Doświadczenia, które zakłócają zwykły (a może już miniony?) bieg rzeczy, pokazują nam, że bez pracy nad przyswajaniem sobie trudnej cnoty cierpliwości, stajemy się niebezpieczni dla samych siebie i dla innych. Niecierpliwość roznosi nas od środka i rzuca nas w wir konfliktów między nami.

Czy jest jakiś sposób, by pracować nad cierpliwością? Jak w każdym treningu (po grecku askesis, związek z ascezą nieprzypadkowy), zdobywamy umiejętność w stopniu mistrzowskim, gdy ćwiczymy się w niej. Trudno wygrać bieg maratoński nie biegając. Trudno być mistrzem cierpliwości nie robiąc tego, co wymaga od nas cierpliwości. Tymczasem łatwiej nam o zniecierpliwienie, porzucanie tego, co stawia nam opór. Robimy to, co lubimy, a resztę niech zrobią za nas maszyny lub inni ludzie. Naczynia pozmywa zmywarka, a że same nie chcą one do zmywarki wejść, ani z niej wyjść, oprócz zmywarki w domu potrzebujemy mamy lub innej gosposi. Nie lubimy natomiast tego, co trudne i mało błyskotliwe, czym nie można się pochwalić w mediach społecznościowych. Kto wrzuci do sieci zdjęcie przedstawiające go, gdy wkłada naczynia do zmywarki? Przecież to nie jest fajne. A my robimy tylko fajne rzeczy, bo… na więcej nas nie stać bez cierpliwości. By zaś ją nabyć, nie wystarczy spróbować, ale trzeba podjąć wiele prób, z których pierwszych kilka, kilkadziesiąt lub kilkaset będzie nieudanych. Nie wystarczy powiedzieć „przecież próbowałem”. Trzeba jeszcze odpowiedzieć sobie na pytanie: ile razy próbowałem?

Powszechne jest narzekanie, że znaczna większość ludzi młodych (uczniowie szkół podstawowych i ponadpodstawowych) ma ogromne trudności z rozumieniem tekstów. Problemy te trwają wystarczająco długo, by zdążyła wyrosnąć generacja dorosłych z tymi samymi problemami. Są one pochodną nieumiejętności czytania z cierpliwością: w skupieniu, myśląc razem z tym, co czytamy, wracając do tego, czego nie rozumiemy.

Benedyktyńska cierpliwość

Rozumienie Pisma Świętego nie jest proste, ponieważ pierwszym, co napotykamy, jest szereg elementów obcych dla nas kulturowo. Przypomina nam to trochę zwiedzanie muzeum dawnych strojów czy urządzeń technicznych. Widzimy wiele przedmiotów, które dla innych, żyjących przed nami, były elementami codzienności, a dla nas to dziwadła, których zastosowania nie rozumiemy przy pierwszym spojrzeniu na nie. Można wzruszyć ramionami i powiedzieć, że nas to nie obchodzi, że interesują nas tylko rzeczy, do których jesteśmy przyzwyczajeni, a reszta to żałosne głupoty.

Pierwszym krokiem na drodze cierpliwości jest odwaga. Nie można bać się wysiłku nie tylko na siłowni czy w czasie joggingu. Prawdziwy wysiłek – to czasem posiedzieć nad czymś, co na pierwszy rzut oka wydaje się niezrozumiałe i wymaga od nas wyjścia poza obszar naszych nawyków. Czy umiemy czytać i pisać? Niby tak, ale nawykliśmy do liter tzw. drukowanych, które dziś są raczej cyfrowymi. Stąd zakłopotanie, gdy trzeba coś napisać odręcznie lub gdy przychodzi nam zmagać się z czyimś pismem odręcznym albo czcionką drukarską np. z XVI w. Musimy stanąć na początku drogi, jak dzieci w pierwszej klasie podstawówki, by uczyć się kształtu liter, sposobu zapisywania słów, a w końcu znaczenia terminów, których my już nie używamy. „A po trzech dniach i połowicy duch żywota od Boga wszedł w Proroki ony. I stanęli na nogach swoich. A bojaźń wielka przyszła na tych, którzy je widzieli” to Ap 11,11 w wersji użytej przez Mikołaja Reja w jego komentarzu do Apokalipsy z 1565 r. (tenże, Apocalipsis, Warszawa: Wydawnictwo Naukowe Semper, 2005, 230). Współczesny przekład tego wersetu brzmi: „A po trzech i pół dniach duch życia z Boga w nich wstąpił i stanęli na nogi. A wielki strach padł na tych, co ich oglądali”. Trzeba się troszkę zastanowić, w jakim na przykład sensie jest użyte słowo „połowica”. Czy chodzi o małżonkę? Czy – jak u Mickiewicza – oznacza on połowę („Król wielki, samowładnik świata połowicy”, por. Adam Mickiewicz, Reduta Ordona). Ale przecież to nie jedyny problem tego wersetu, bo co począć z trzema i pół dniami? Tu już trzeba bardziej dogłębnych poszukiwań, które dotyczą roli liczby 3 i 1/2 (czyli połowy liczby 7) w Apokalipsie.

Konieczne jest wyjście poza krąg tego, co dla mnie oczywiste dziś, by zobaczyć świat bogatszy i nieraz piękniejszy. Ale to proces, który trwa jakiś czas i ma wiele stopni. Jego punktem wyjścia jest to, czego nie rozumiemy, albo możemy mieć podstawy, by sądzić, iż nasze rozumienie jest obciążone dużym ryzykiem błędu. Czepianie się tego, co rozumiemy, pośpiech biorący się z niecierpliwości, prowadzi do niebezpieczeństwa „podłożenia” pod tekst naszych aktualnych poglądów, częściej jeszcze emocji, które w nas żyją.

Zasada

By uniknąć tego niebezpieczeństwa w czytaniu Pisma Świętego, należy więc ze spokojem przyjmować sytuacje, które są dla nas problemem poznawczym. Musimy zrozumieć, że możemy czegoś nie rozumieć od razu, a dopiero po podjęciu pewnego wysiłku. Z tego zaś wynika zasada, że czytamy tekst nie tak, jak się skroluje Facebooka, ale tak, jak odczytuje się ręcznie pisany dokument, np. list czy stronicę czyich pamiętników. Uczymy się charakteru pisma, stylu wyrażania się, języka czasów, w których tekst ten powstał. Są fragmenty łatwiejsze do zrozumienia, są też takie, które długo zachowają status „białych plam”. Nie zniechęcajmy się jednak szukaniem odpowiedzi na pytania, które długo pozostają otwarte. Przecież to nic dziwnego. Na najważniejsze pytania odpowiedzi szuka się całe życie.

o. dr hab. Waldemar Linke CP

Nie dziw się, że Biblia coś ci robi | Zasady czytania Biblii VII – Joanna Człapska
Co to znaczy „czytać Biblię jako literaturę”? | Zasady czytania Biblii V – Mateusz Krawczyk