Pozostajemy nadal w kręgu tematyki dotyczącej szabatu. Akcja wydarzeń  toczy się tego samego dnia co w poprzednim fragmencie, tyle tylko, że przenosi się z pól obsianych zbożem do synagogi. Zapewne Jezus czynił zadość tradycji uczęszczania do synagogi w każdy szabat (zob. Łk 4, 16). Tym razem jednak nie skończyło się  tylko na czytaniu Pisma i komentowaniu jego treści. Przyjście Pana na synagogalną służbę Bożą zaowocowało wypowiedzią, która na zawsze pozostanie aktualną  w nauczaniu całego Kościoła.

W odróżnieniu od poprzedniego zdarzenia, w którym spór między Jezusem i żydowskimi stróżami ortodoksji wynikł niejako mimochodem, niechcący,  obecny konflikt został jawnie sprowokowany przez tych drugich. Ewangelista wyraźnie stwierdza, że chcieli Jezusa oskarżyć. Punktem wyjścia było kalectwo człowieka z uschłą ręką uczestniczącego w zgromadzeniu. Wyjątkowość sytuacji polega – między innymi – na tym, że ci, którzy zuchwale mienili się przedstawicielami Boga na ziemi, stróżami Jego przykazań i liderami religijnego życia, nie zawahali się cynicznie wykorzystać nieszczęście człowieka dla osiągnięcia swoich podłych celów. Wykorzystali dramat jednego człowieka dla zniszczenia drugiego. Przebieg zdarzenia pokazuje, w jakiej kondycji duchowej był naród Izraela za czasów ziemskiego życia Jezusa. Po raz pierwszy też w tej Ewangelii, nie licząc zamiarów Heroda (Mt 2, 13-16), spotykamy się z planowym działaniem zmierzającym do zabicia Jezusa. Postawa nienawiści wobec Niego będzie eskalować coraz wyraźniej, by w końcu znaleźć swój finał na krzyżu.

Jezus spokojnie, ale też śmiało, podejmuje wyzwanie. Najpierw wykazuje ciasnotę i absurdalność myślenia swoich adwersarzy, a następnie w spektakularny sposób cudownie uzdrawia rękę nieszczęśnika. Warto zwrócić uwagę na wyjątkowość postępowania Jezusa. Zazwyczaj najpierw czynił znak/cud, następnie wywodził z tego faktu odpowiednią naukę. W tym przypadku kolejność jest odwrotna. Wydaje się, że zastosowana taktyka w tym przypadku wprowadza większe zaskoczenie wśród otoczenia, zaskoczenie, którego domagała się wyjątkowość istniejącego problemu.

Na początku Jezus swoim zwyczajem odwołuje się do prozaicznej sytuacji z codziennego życia. Uratowanie zagrożonego zwierzęcia, części własnego dobytku, było czymś tak naturalnym, że nikomu nie przyszłoby do głowy zastanawiać się nad  niestosownością takiego postępowania. Praktycznie nie było takich  przepisów, które by na to nie pozwalały. Takie podejście do życia, przy całej swojej praktyczności i stosowności, pociąga jednak za sobą  symbiozę człowieka z codziennością, zwyczajnością i doczesnością. A to  może spowodować  paraliż w sprawach duchowych,  sprawach wyższego rzędu, które  przyjmowane są na zasadzie automatycznego wypełniania ustalonych praw i tradycji z przeświadczeniem, że skrupulatna wierność zastanym regułom gwarantuje doskonałe, podobające się Bogu życie. Człowiek nie wnika wtedy w sens podejmowanych działań, nie interesuje go logika przyjętych konwencji. W swoim intelektualno-duchowym lenistwie a priori przyjmuje je za jedynie i niezmiennie doskonałe. Przyjmuje postawę wiernego i ślepego urzędnika w sprawach rzekomo Bożych. W rzeczywistości są to jednak wartości czysto ludzkie, podszywające się pod Boży autorytet.

W przekonaniu faryzeuszów uzdrowienie człowieka w szabat było pracą, zajęciem zabronionym w tym dniu. Legalizm prawa był dla nich bezkonkurencyjny, wobec czego człowiek mógł być uzdrowiony w  każdy dzień, ale nie w szabat. Uzdrawiając kalekę, Jezus nie tyle chce pryncypialnie wystąpić przeciw faryzeuszom,  ile pokazać, że czynieniu dobra nie można stawiać żadnych ograniczeń. Dobro podarowane drugiemu człowiekowi, komuś będącemu w potrzebie, jest tak wielką i piękną wartością, że powinno być czynione zawsze i wszędzie. Nie ma żadnych racji, aby stawiać mu jakiekolwiek przeszkody. Tym bardziej szabat, dzień święty, w szczególny sposób pretenduje do roli źródła dobroci. Dobro czynione w ten dzień wskazuje na miłosierdzie samego Boga.

Uniwersalizm i nieprzemijalność rozważanego wydarzenia ewangelicznego zapewnia występujący w nim temat dobra. W swoim ziemskim życiu Jezus czynił bezgraniczne dobro. Świadczy o tym każda strona Ewangelii. To dobro w postaci wszelkich łask nieustannie rozlewa na świat. Jego wolą jest, aby chrześcijanie, Jego uczniowie postępowali tak samo. Powinni zakochać się w dobru, dla niego żyć, nim się fascynować, mnożyć go bez końca. Żadne struktury, konwenanse, racje stanu nie powinny konkurować z dobrocią wyrażaną w codziennym życiu wierzących w Chrystusa. Dzień święty, dzień Pański, nie tylko stanowi wyjątkową okazję dla dawania świadectwa dobru, ale też szczególnie zapładnia do takiej postawy dzięki bliskiemu spotkaniu z Panem w Jego słowie, Eucharystii i wspólnocie Kościoła.

Dałem wam przykład, abyście tak postępowali wobec siebie, jak Ja postąpiłem względem was (J 13, 15).

64. Radość dnia świętego Mt 12, 1-8
66. Twórca sprawiedliwości Mt 12, 15-21 | ks. dr Adam Dynak