Dalsza część mowy Jezusa skierowanej do apostołów stanowi kontynuację wcześniejszych tematów, takich jak: konflikty i prześladowania z powodu wiary w Jezusa, oraz radykalna wierność wobec Niego. Interesująca nas perykopa nie tylko podejmuje te idee, ale jeszcze bardziej je pogłębia, obrazuje, wreszcie radykalizuje. Zauważamy też, że nauka Jezusa coraz wyraźniej zmierza do ogłoszenia nagrody dla tych, którzy poświęcili Mu swoje życie. W pełni zostanie to powiedziane w końcowym fragmencie (Mt 10, 40-42), ale już teraz Jezus mówi o prawdziwym życiu dla każdego, kto nie zawaha się całkowicie poświęcić dla Niego i Jego Ewangelii.

Pierwsza część perykopy kontynuuje myśl wyrażoną w Mt 10, 21-22. Teraz Jezus, podobnie jak wtedy, wprost wskazuje na siebie jako na przyczynę sprawczą niezgody pomiędzy ludźmi. Najbardziej jaskrawo przejawi się to w relacjach rodzinnych, gdzie ludzie najbliżej spokrewnieni ze sobą skonfliktują się z powodu Jezusa. Nie należy jednak rozumieć słów Jezusa literalnie, wprost. Jego celem nie jest konfliktować ze sobą ludzi, prowadzić do wojny i niezgody. Nauka Jezusa jest na tyle kontrastowa wobec mentalności światowej, Jego prawda tak wyrazista naprzeciw zafałszowania, w którym lubuje się świat, a duchowe piękno wartości ewangelicznych tak nieskazitelne w porównaniu z brzydotą ludzkich grzechów, że w sposób nieunikniony musi dojść do dramatycznej konfrontacji. Przywołanie rodzinnych relacji w tym kontekście ma na celu uświadomić, jak bardzo ważne sprawy porusza Jezus w swoich wypowiedziach. Królestwo Boże nie toleruje żadnych kompromisów z grzesznym światem. To fundamentalna zasada jego istnienia i rozwoju. Cierpliwość i pokora Boga niezwykle długo znosi bylejakość ludzi w tym względzie, ale nigdy Bóg nie wyrazi zgody na to, aby grzech  został zalegalizowany w Jego dziełach. I Kościół Jezusowy powinien iść taką samą drogą.

Jezus nie znosi czwartego przykazania Dekalogu: szanuj ojca i matkę swoją. Pragnieniem Boga jest, aby w rodzinach panowała wzajemna miłość i aby dzięki temu były szczęśliwe. Codzienne doświadczenie pokazuje, że rodziny mocne wiarą, w których Bóg zajmuje naczelne miejsce, przeżywają radość i szczęście we wzajemnych relacjach i są odporne na wszelkie zagrożenia, zarówno natury wewnętrznej, jak i zewnętrznej. Właśnie o to chodzi Jezusowi, aby w rodzinnym środowisku było miejsce dla Niego i wartości, które ogłosił światu. Miłość Boga nie wyklucza miłości do najbliższych. Chodzi jedynie o to, aby była większa od „największej” miłości odnośnie do tej czy innej bliskiej osoby.

Niestety, ludzie często wybierają inne wartości, nierzadko niechrześcijańskie, amoralne. Wtedy dochodzi do konfliktu. Ktoś, kto znalazł w życiu Jezusa, kto poznał Jego naukę i związał z Nim życie, nie może zgodzić się na kompromis ze złem. Taka zgoda oznacza ogromną stratę. Może oznaczać konflikt sumienia, niemożliwe do zniesienia życie w zakłamaniu. Konflikt rodzinny z powodu Jezusa pokazuje, na ile świat wrogo nastawiony jest wobec Dawcy Życia, ale jednocześnie obrazuje, jak wielkim szczęściem jest życie wiarą, że żadne inne wartości, nawet te wynikające z więzów krwi, nie są w stanie tego zastąpić. Można z nich zrezygnować, stracić je, czy nawet się ich wyrzec, byle tylko zachować prawdziwy skarb, choć niejednokrotnie odbywa się to za cenę wielkiego cierpienia.

Obok scen z życia rodzinnego, Jezus przywołuje także obraz niesienia krzyża. Warto zauważyć, że słowo krzyż po raz pierwszy spotykamy w Ewangelii Mateusza. W starożytności krzyż był narzędziem śmierci, a samo krzyżowanie – być może – najbardziej okrutną formą egzekucji, przeznaczoną dla największych przestępców, szczególnie dla buntowników zwalczających panujący system polityczno-społeczny. Jak wiemy, tę okrutną śmierć poniósł Jezus, skazany przez rzymskiego namiestnika Judei, podburzonego przez liderów narodu żydowskiego. Zanim jednak do tego dojdzie, Jezus mówi do swoich uczniów o wzięciu krzyża i naśladowaniu Go. Jest to trudna wypowiedź, zarówno w swojej treści, jak i w znaczeniu, i ważnym jest, aby ją właściwie zrozumieć i prawidłowo odnieść do siebie.

Wydaje się, że słowa Jezusa tylko pośrednio antycypują Jego śmierć krzyżową, stanowiąc dla apostołów wezwanie do tak wielkiego radykalizmu, pomimo iż według tradycji kościelnej niemal wszyscy apostołowie ponieśli śmierć męczeńską za wiarę. Jezusowi najwyraźniej chodzi o coś innego, na pierwszym miejscu stawia życie zgodne z Ewangelią. On pragnie, aby wierzący w Niego dochowali codziennie wierności Jemu i wartościom, które ogłosił światu. Nie jest to wcale takie proste. Nigdy prostym nie było i nie będzie. Codzienna wierność Jezusowi i Ewangelii niejednokrotnie porównywalna jest z kaźnią krzyżowania, z tą tylko różnicą, że w tym wypadku można zostawić krzyż, odrzucić go od siebie, wyrzec się go… Do takiej sytuacji nawiązuje Jezus i przed nią przestrzega. Kto zachowuje wiarę i żyje nią na co dzień, ten jest godzien Jezusa, jest godzien zbawienia, życia wiecznego. Kto świadomie wyrzeka się wiary, jednorazowo czy stopniowo, nie jest godzien być uczniem Jezusa i żyć z Nim na zawsze w niebie. Taki człowiek sam siebie sądzi i sam wydaje na siebie wyrok (por. J 12, 47-48).

Niezwykle znamienne są ostanie słowa interesującego nas fragmentu. Kolejny raz jesteśmy wezwani do duchowej lektury Ewangelii, do rozumienia jej znaczenia na poziomie innym niż tylko literacki. Dosłowna interpretacja wypowiedzi Jezusa może prowadzić do wniosku, iż Jezus wzywa do popełnienia samobójstwa z miłości do Niego. Nic bardziej błędnego! Owszem, Jezus wzywa do takiej miłości, która nie cofnie się przed jednorazowym złożeniem życia w ofierze, ale dotyczy to tylko nielicznych, wybranych osób. Większość ludzi, chrześcijan, wezwanych jest do składania siebie w ofierze codziennego życia według wzoru Ewangelii. To wymaga wyrzeczenia się wielu propozycji składanych przez grzeszny świat. To niejednokrotnie wiąże się z ofiarą, wyrzeczeniem, cierpieniem… Człowiek wierzący w Jezusa wie jednak, dlaczego ma tak postępować. On rozumie, że Jego Pan i Mistrz ma dla niego o wiele większe dobra, dla których warto poświęcić siebie, poświęcić wszystko. Słowa Jezusa może zrozumieć jedynie ten, kto w Niego uwierzył, kto za Nim poszedł, kto związał z Nim swoje życie. W zamian za dobra doczesne, krótkotrwałe, złudne, uczeń Jezusa otrzymuje dobra prawdziwe, wieczne. Największym z nich jest pełna, nierozerwalna, wieczna więź z Bogiem.

Dla mnie bowiem życie to Chrystus, a śmierć to zysk (Flp 1, 22).           

55. Niezbędne pouczenia Mt 10, 24-33 | ks. dr Adam Dynak
57. Nagroda Jezusowa Mt 10, 40 – 11, 1 | ks. dr Adam Dynak